Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Stawanie się sobą. Nauki o ścieżce życia zen - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
17 czerwca 2026
2993 pkt
punktów Virtualo

Stawanie się sobą. Nauki o ścieżce życia zen - ebook

Ponadczasowy zbiór nauk kultowego mistrza zen, który pokazuje, jak poprzez prostą, codzienną praktykę odnaleźć autentyczność i wewnętrzny spokój. Inspirujące wykłady pomagają zrozumieć, czym jest „bycie sobą” w duchu zen i jak urzeczywistniać tę postawę w codziennym życiu.

Czym naprawdę jest „bycie sobą”? Czy autentyczność można praktykować każdego dnia? Nauki zawarte w tej książce pokazują, że droga do siebie nie wymaga spektakularnych zmian, lecz uważności, dyscypliny i prostoty. Autor – jeden z najważniejszych nauczycieli zen XX wieku, założyciel San Francisco Zen Center – w przystępny sposób objaśnia podstawy praktyki zazen, znaczenie umysłu początkującego oraz rolę codziennego działania w duchowym rozwoju.

To inspirujący przewodnik dla osób poszukujących równowagi, głębi i duchowej klarowności – zarówno dla praktykujących zen, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę. Nauki mistrza pomagają zobaczyć, że prawdziwa przemiana dokonuje się tu i teraz – w zwykłych czynnościach i świadomym przeżywaniu chwili.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-304-5
Rozmiar pliku: 6,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WPROWADZENIE

Chodzi o to, by nauczyć się być sobą w taki sposób, żeby być człowiekiem, tak jak kamień jest całkowicie kamieniem.

STAWANIE SIĘ SOBĄ

Wszystkie nauki Shunryū Suzukiego Roshiego można postrzegać jako wskazówki dotyczące jednej rzeczy − praktyki „stawania się sobą”.

Może to wymagać pewnego wyjaśnienia.

Stosunkowo łatwo jest wyjaśnić to, czego Suzuki Roshi nie ma tu na myśli. Nie chodzi mu o doskonalenie swojego wizerunku czy rozwijanie unikatowego stylu, by móc się odróżniać od innych. Nie chodzi mu też o nauczenie się bycia kimś, za kogo uznają nas inni, ani nawet o bycie kimś, za kogo sami się uważamy, lub kimś, kim, jak sądzimy, powinniśmy być. Nie chodzi mu również o próbę uprzytomnienia sobie tego, kim jesteśmy. Nie próbuj więc rozwikływać tego, kim jesteś.

Trudniej natomiast wyjaśnić, o co właściwie chodzi Suzukiemu Roshiemu. Jest tak, ponieważ „stawania się sobą” nie należy rozumieć jako idei. Powinno się raczej próbować tego jako sposobu życia i istnienia. „Stawanie się sobą” nie jest koncepcją, którą należy opanować, ani stanem, który należy osiągnąć. Jest to ciągła, ucieleśniona praktyka pośród zwyczajnego, powszedniego życia.

Zamiast oferować nam wyjaśnienia, nad którymi moglibyśmy wielokrotnie się zastanawiać, Suzuki Roshi wskazuje praktykę, którą możemy wykonywać. „Stawanie się sobą” – mówi – to praktyka „po prostu siedzenia”. Nasz sposób siedzenia ma na celu stanie się sobą. „Bycie sobą” oznacza po prostu siedzenie.

„Po prostu siedzenie” to praktyka polegająca na byciu sobą całym sercem, chwila za chwilą, bez względu na to, co się wydarza. Jest to praktyka głębokiego połączenia z byciem żywym w swoim otoczeniu, a dzięki temu połączeniu kroczenia naprzód. „Po prostu siedzieć” odnosi się do tradycyjnej praktyki medytacji polegającej na siedzeniu nieruchomo z wyprostowanym kręgosłupem na czarnej poduszce. W szerszym znaczeniu chodzi tu jednakże po prostu o otwarcie się na własne życie wszędzie, gdzie jesteśmy.

Jeśli jesteś w lesie, „po prostu siedzieć”, jak uczy Suzuki Roshi, oznacza przyjmowanie z wdzięcznością klimatu panującego w lesie. Jeśli jesteś w kuchni lub w samochodzie, „po prostu siedzieć” – lub „stać się sobą” – oznacza przyjmowanie z wdzięcznością atmosfery kuchni lub samochodu. Jeśli jesteś szczęśliwy − to bycie wdzięcznym za odczuwanie szczęścia. Jeśli zmagasz się z trudnościami, oznacza to przyjmowanie ich z wdzięcznością i otwarcie w sobie wewnętrznej przestrzeni, w której poczujesz się żywy i pełen energii mimo tych niedogodności.

Zgodnie z naukami Suzukiego Roshiego praktykowanie w ten sposób jest niezmiernie cenne nie tylko dlatego, że otwiera nas na większy spokój, radość, pełnię i miłość w życiu – bo oczywiście dostarcza nam tego wszystkiego – ale również dlatego, że praktyka „stawania się sobą” jest źródłem „wskazań bodhisattwy”, czyli buddyjskich zasad etycznych − współczucia i czynienia dobra − które wypływają z niej w naturalny i bezpośredni sposób. Wskazuje ona drogę do życia pełnego prawdziwej troski i niekrzywdzenia, które nie wynikają z wierności jakiejś sztywnej ideologii lub ustalonemu kodeksowi moralnemu, lecz opierają się na ciągłym, autentycznym kontakcie z własnym wrodzonym, kochającym i połączonym ze światem sercem. Bycie sobą jest zatem sposobem na przestrzeganie wskazań.

SUZUKI ROSHI

Kiedy w maju 1959 roku Shunryū Suzuki, wówczas pięćdziesięciopięcioletni mnich zen, przyodziany w szaty i z ogoloną głową, wysiadł z samolotu w San Francisco, dokąd przybył, by roztoczyć opiekę nad japońsko-amerykańską wspólnotą zen, buddyzm, choć znany już na Zachodzie od dziesięcioleci, nie przeniknął jeszcze do głównego nurtu kultury, a nauki mu współczesnych mistrzów, takich jak Jego Świątobliwość Dalajlama i Thích Nhất Hạnh, których wraz z nim ostatecznie uznano za światowych gigantów buddyzmu, nie były powszechnie dostępne. Buddyzm, uważność, zen i tym podobne rzeczy znano właściwie jedynie na uniwersytetach i w społecznościach azjatyckich imigrantów. Gdy więc ów skromny mnich zen wylądował w San Francisco, nikt nie mógł się spodziewać, jak głęboki ślad pozostawi w krajobrazie kulturowym w ciągu zaledwie dwunastu krótkich lat życia, które mu zostały.

Shunryū Suzuki – którego uczniowie zaczęli później z czułością nazywać „Roshi”, co oznacza „czcigodny stary nauczyciel” – urodził się w 1904 roku jako syn kapłana¹ zen i dorastał w biedzie w świątyni swojego ojca. W wieku jedenastu lat opuścił rodzinną świątynię, by szkolić się u swojego pierwszego mistrza, a gdy miał trzynaście lat, został wyświęcony na kapłana, stając się potomkiem Buddy Siakjamuniego w 89. pokoleniu. Ostatecznie szkolił się u czołowych nauczycieli zen swoich czasów oraz w obu głównych klasztorach swojej szkoły, a także objął stanowisko opata świątyni swojego mistrza. Całe jego życie, od początku do końca, oddane było buddyzmowi i medytacji zen. Od najmłodszych lat myślał też o przeniesieniu istoty tej praktyki na Zachód: „Pragnę przedstawić tutaj buddyzm w jakiejś czystej formie”.

Kierowały nim wielka miłość do ludzi i głęboka wiara w piękno i moc prostej, podstawowej praktyki tradycji sōtō zen: zazen, czyli „po prostu siedzenia”. Marzył o przekazywaniu tej starożytnej mądrości w sposób wyrastający z tradycji, lecz niekoniecznie z nią związany, w formie wystarczająco otwartej i elastycznej, by mogła zakorzenić się i rozkwitnąć w prawdziwym życiu zwykłych ludzi.

Początkowo nie było jasne, czy Suzuki Roshi i przepełniona idealizmem, pełna energii społeczność, która skupiła się wokół niego w latach 60. w Świątyni Sōkō-ji, w San Francisco Zen Center i w Tassajara Zen Mountain Center, nie okażą się jedynie kolejną chwilową modą. Nie było wówczas wiadome, czy nie przejdzie on do historii jako kolejny duchowy nauczyciel pośród wielu innych, którzy w tamtej epoce próbowali nowych sposobów myślenia, bycia i praktyk religijnych, ani czy zakładane przez niego ośrodki nie staną się kolejnymi komunami, które rozpadną się niemal tak szybko, jak powstały.

Czas pokazał jednak, że wkład Suzukiego Roshiego był w rzeczywistości czymś zupełnie innym. Modne duchowe trendy i utopijne wspólnoty, powstające w tamtych latach w Stanach Zjednoczonych, w większości przeminęły. Natomiast ustanowiona przez niego linia praktyki i ośrodki zen, które założył, zapuściły mocne korzenie na Zachodzie, nadal się rozwijają i rozprzestrzeniają. Pomimo odmienności kulturowych jego nauki i sposób praktyki rozkwitły, ponieważ ukazują coś niezwykłego i uniwersalnego, coś, co sięga znacznie głębiej niż fale powierzchownych zmian społecznych. W tej nauce chodzi po prostu o bycie człowiekiem, odnalezienie swojego prawdziwego życia i „stanie się sobą”. Może ona zatem przynieść wewnętrzną przemianę w każdym czasie i miejscu, nie tracąc nigdy na znaczeniu. Suzuki Roshi nie tylko zainspirował jedno pokolenie duchowych poszukiwaczy, lecz także z powodzeniem przeniósł żywą tradycję i ustanowił autentyczną, trwałą formę praktyki zen na Zachodzie – nową, jednolitą gałąź drzewa rozrastającego się na kontynenty i tysiąclecia.

HISTORIA TEJ KSIĄŻKI

W 2018 roku pełen dobroci stary nauczyciel zen, Sojun Mel Weitsman Roshi, jeden z pierwszych uczniów Suzukiego Roshiego, opat dwóch ośrodków zen i mój własny nauczyciel, zaprosił mnie do współpracy przy redagowaniu nowej książki z wykładami Suzukiego Roshiego. W ciągu kilku dziesięcioleci, jakie poświęcił temu nauczycielowi i jego naukom, Sojun Roshi zgromadził stos folderów zawierających to, co uważał za najjaśniejsze klejnoty z góry słów swojego nauczyciela. Zbiór ten obejmował fotokopie transkryptów pokrytych adnotacjami, fragmenty biuletynu Berkeley Zen Center, strony ze starych egzemplarzy „Wind Bell” z San Francisco Zen Center oraz rozmaite inne materiały, które zgromadził, by kiedyś do nich wrócić. Poczuł, że nadszedł czas na zredagowanie i opublikowanie ich w ramach tego projektu. Tak więc przedstawione tu teksty w nieunikniony sposób odzwierciedlają nie tylko mądrość samego Suzukiego Roshiego, ale także charakter nauk Sojuna Roshiego.

Na zawsze zachowam w pamięci długie godziny spędzone z Sojunem Roshim na wspólnym redagowaniu tych wykładów, począwszy od 2018 roku aż do jego śmierci w 2021 roku. Czasem pracowaliśmy w jego biurze w Berkeley Zen Center, popijając herbatę przy stole zasypanym książkami i papierami, czasem zaszyci w pokoju gościnnym w Green Gulch Farm Zen Center, a innym razem w restauracji położonej w połowie drogi między nami, co pozwalało oszczędzać czas na dojazdy, natomiast gdy nastała pandemia, wielokrotnie pracowaliśmy razem na wideoczacie Zoom. Nie potrafię w pełni wyrazić słowami słodyczy wspólnego studiowania słów nauk Suzukiego Roshiego i mojego własnego nauczyciela, rozmyślania, wdzięczności, śmiechu, potakiwania głową, cieszenia się Suzukim Roshim i sobą nawzajem, rozumienia, a także czasem nierozumienia Suzukiego Roshiego i siebie nawzajem.

W trakcie pracy od czasu do czasu odrywaliśmy wzrok od folderów przepełnionych tymi klejnotami i w poszukiwaniu fragmentów, które pomogłyby nam uzupełnić naukę uważaną przez nas obu za istotną (radykalne i ciepłe spojrzenie Suzukiego Roshiego na moralność, czy też etykę, czyli wskazania bodhisattwy), kierowaliśmy się do archiwum ze stosami transkryptów nauk tego mistrza. Sojun Roshi był głęboko przekonany, że Suzuki Roshi rozumiał wskazania w niezwykły i głęboki sposób i że właściwe ich rozumienie jest czymś absolutnie niezbędnym, co zresztą mistrz sam wyraźnie potwierdzał. Sojun Roshi cierpliwie, wytrwale i z wielką życzliwością pomagał mi zrozumieć, jak jego nauczyciel traktował wskazania. Chociaż nie udało nam się ukończyć kompilacji i redakcji tych wykładów przed śmiercią Sojuna Roshiego, po jego odejściu zdołałem dokonać tego samodzielnie. W tej pracy zawsze towarzyszyło mi poczucie, że mój nauczyciel jest gdzieś blisko. Pogrążony w smutku po jego utracie, byłem wdzięczny, że dane mi było dalej troszczyć się o słowa jego mistrza.

UWAGA O ŚMIECHU

Najtrudniejsze w redagowaniu wykładów Suzukiego Roshiego było oddanie na piśmie głębi jego radości, pogody ducha, ciepła i śmiechu, wyczuwalnych, gdy słucha się nagrań jego głosu, ale które z łatwością mogą umknąć podczas czytania jego słów. Jego śmiech był wszechobecny: i – takie adnotacje pojawiają się na każdej stronie transkryptów jego wykładów niczym niewidzialna nić wiążąca w całość wypowiadane przez niego zdania. Z jego śmiechu jasno wynika, że choć to, co mówił, było głębokie, nigdy nie traktował swych słów zbyt poważnie i nigdy nie trzymał się ich zbyt mocno. Za jego śmiechem zawsze kryła się wielka szczerość. Także wtedy, kiedy się śmiał, podkreślał, że powinniśmy być surowi, życzliwi i szczerzy – nawet gdy jest to trudne, a często tak właśnie bywa. Naprawdę miał na myśli to, co mówił, stwierdzając: „mówię całkiem poważnie”, jak również: „nie chcę być zbyt poważny”.

O Suzukim Roshim można powiedzieć dokładnie to samo, co on sam mówił o Kumazawie Zenjim, swoim nauczycielu w Eihei-ji, głównym klasztorze sōtō zen w Japonii. Ponieważ był on bardzo dobrze wytrenowany w praktyce zazen, przejawiał zawsze powagę, a jednocześnie wesołość i dowcip. Jego powaga nie była ponura, gdyż zawsze miała w sobie coś ze szczęścia i radości.

Sojun Roshi i ja początkowo chcieliśmy zachować niektóre adnotacje wskazujące na śmiech, ale ostatecznie stało się dla nas jasne, że uczyniłoby to czytanie uciążliwym. Tak więc chociaż nie są one zaznaczone w tekście, wybuchy śmiechu, jeśli potrafisz je dostrzec, nadal tam są, wyłaniając się między wierszami i otwierając małe szczeliny, przez które prześwitują ciepłe serce i radosna szczerość Suzukiego Roshiego.

Jeśli więc podczas lektury nie jest jasne, co w niektórych komentarzach autor miał na myśli, lub jeśli jego słowa wydają się dziwne, a nawet ostre, proszę, przeczytaj ten fragment ponownie, wyobrażając sobie rozsiane w tekście, i zwróć uwagę, jak może zmienić to znaczenie słów. Jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie to miał na myśli.

opat Jiryu Rutschman-Byler

Green Dragon Temple,

Muir Beach, Kalifornia

wrzesień 2024 r.DZIELENIE SIĘ UCZUCIEM

Ponieważ w naszym umyśle jest pełno śmieci, bezużytecznych bzdur, trudno nam dzielić się z ludźmi, rzeczami, drzewami lub górami tym, co czujemy. Nawet będąc w samym środku lasu, trudno nam w pełni go poczuć. Kiedy potrafimy naprawdę poczuć las, jest to zazen.

Dzielenie się tym, co czujemy tu i teraz, jest podstawą praktyki zen. Zen w skrócie to właśnie dzielenie się naszym uczuciem z ludźmi, drzewami i górami, gdziekolwiek jesteśmy. To jest praktyka zen.

Zazwyczaj nasz umysł wypełniają myśli o takich sprawach jak lody czy banany albo rozmyślamy o cenie mydła w jakimś sklepie i porównujemy ją do innej lub przeglądamy gazety w poszukiwaniu reklam i ofert wyprzedaży. Dlatego prawie niemożliwe jest dzielenie się prawdziwym uczuciem, którego doświadczamy tam, gdzie jesteśmy.

Nasze przepełnione różnymi bzdurami życie bezustannie toczy się do przodu. Na początku nie są to bzdury. W pewnym momencie są one dla nas ważne. Przychodzi jednak chwila, gdy nie ma już potrzeby dłużej się ich trzymać. To samo dotyczy naszego codziennego życia. Ponieważ w naszym umyśle jest pełno śmieci, bezużytecznych bzdur, trudno nam dzielić się z ludźmi, rzeczami, drzewami lub górami tym, co czujemy. Nawet będąc w samym środku lasu, trudno nam w pełni go poczuć. Kiedy potrafimy naprawdę poczuć las, jest to zazen.

Przed osiągnięciem oświecenia Budda praktykował u wielu nauczycieli, studiując różne systemy, filozofie i religie. Kiedy zdał sobie sprawę, że jest nimi ograniczany, stracił zainteresowanie takimi rzeczami. Zmęczyły go tego rodzaju wysiłki i po prostu porzucił wszystko.

W końcu usiadł pod drzewem Bodhi, gdzie osiągnął oświecenie. Mówimy, że „osiągnął oświecenie”, ale lepiej byłoby powiedzieć, że „całkowicie o wszystkim zapomniał”! W tamtej chwili nic nie wypełniało jego umysłu. Wznosząca się na wschodnim nieboskłonie Gwiazda Poranna była pierwszą rzeczą, jaką ujrzał, wychodząc ze swego pustego umysłu.

Dlatego właśnie widok Gwiazdy Porannej spowodował u niego tak wielką radość. Innymi słowy, podzielił się swoim uczuciem z Gwiazdą Poranną. Trudno jest analizować, czy było to uczucie Buddy, czy uczucie Gwiazdy Porannej. W każdym razie podzielił się z nią swoim uczuciem. To było jego oświecenie. To, że stał się Buddą, oznacza, że był sobą, był całkowicie z każdym i ze wszystkim. Aby być Buddą, trzeba pozbyć się przeróżnych śmieci zalegających w umyśle.

Nauka buddyjska to nauka, która wywodzi się z pustki umysłu. Innymi słowy, jest ona czymś, co wywodzi się z czystego umysłu lub, jak można to nazwać, ze „świętego umysłu”. Jeśli twoje słowa pochodzą z czystej pustki niezależnie od tego, jakie są, uważam, że są to słowa Buddy. A jeśli to, co robisz, robisz z czystym umysłem, jest to aktywność Buddy. Takie działanie jest dla nas możliwe. Medytujemy, recytujemy imię Buddy lub czytamy nauki z jednej strony po to, by opróżnić umysł, a z drugiej − aby pojąć słowa Buddy, powstające z pustego umysłu.

Aby we właściwy sposób siedzieć w pozycji zazen z pustym umysłem, potrzebna jest pewna technika lub wyjaśnienie. Celem naszej praktyki jest otwarcie umysłu. Musimy go otworzyć tak, jak otwieramy puszkę. Musimy mocno przeciąć i otworzyć wieczko, by móc zjeść jej zawartość.

Jednakże samo jego otwarcie nie wystarczy. Konieczne jest również podejście do tego w duchu ciągłego, ponownego powtarzania tego. Jeśli nie masz tego rodzaju ducha – jeśli twoje codzienne życie nie opiera się na tego rodzaju duchu – nie uda ci się poradzić sobie z problemami, które napotykasz w codziennym życiu. Dopóki żyjesz, musisz coś jeść. Po jedzeniu zostaje zwykle wielka sterta śmieci w postaci puszek i opakowań. Dlatego trzeba nieustannie nad tym pracować. Trzeba codziennie sprzątać swój stół. Nawet jeśli czujesz, że sprzątasz z niego wszystko, musisz działać w duchu nieprzerwanej ciągłości i kontynuowania tego bez końca.

Jeśli twoja praktyka nie będzie miała tego ducha ciągłości, będzie to jak doświadczenie po zażyciu LSD lub wypiciu alkoholu. Ogromna różnica między doświadczeniem psychodelicznym a doświadczeniem oświecenia polega na tym, że jedno opiera się na ślubowaniu bodhisattwy, a drugie jest przypadkowym doświadczeniem, pojawiającym się za pomocą jakiejś substancji. Jedno z tych doświadczeń możesz mieć zawsze, nieustannie i w sposób ciągły, drugie zaś − tylko za pomocą jakiegoś środka. Porównuję te rzeczy tylko po to, by wyjaśnić naszą praktykę. Łatwo przychodzi mi krytykowanie różnych rzeczy, ale potem nie czuję się z tym zbyt dobrze, więc nie chcę posuwać się w tym zbyt daleko!

Powinniśmy codziennie sprzątać stół, a nawet jeśli jest już posprzątany, powinniśmy nieustannie się starać utrzymywać go w czystości. To kolejny ważny punkt. Jeśli sprzątasz stół, bo uważasz, że jest brudny, to twój umysł jest brudny. Myślenie, że coś jest brudne, oznacza, że twój umysł taki jest. Powinniśmy więc porzucić ten rodzaj umysłu, który rozróżnia „brudne” od „czystego” czy „dobre” od „złego”. Chodzi o to, by porzucić rozróżnianie. Chodzi o to, by sprzątać rzeczy nie dlatego, że są brudne, ale po prostu dlatego, że dopóki żyjemy, powinniśmy to robić.

Nie ma powodu, dla którego powinniśmy praktykować zazen. Kiedy przybyłem do Ameryki, bardzo interesowało mnie, dlaczego tak wielu ludzi chce praktykować zazen, krzyżując nogi i utrzymując wyprostowane plecy. Nie mogłem tego zrozumieć. Pytałem ich: „Dlaczego przyszliście tutaj, do tego zendō?”. A oni odpowiadali: „Och! Nie wiemy”. Niektórzy uważali, że powinni podać mi jakiś powód, więc coś wymyślali, ale zazwyczaj nie miało to większego sensu. Dlatego ciągle się zastanawiałem, czemu tego pragną. Jednak, jak sądzę, odpowiedź „nie wiem” jest w porządku. Nawet jeśli nie wiesz, czym jest to, co robisz, i po co właściwie to robisz, jeśli rozumiesz tę kwestię, praktykując zazen i związane z nim działania, będzie to w zgodzie z podstawową religijną postawą w naszej praktyce buddyjskiej.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij