Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Stefan i sekrety tuneli - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
6 maja 2026
E-book: EPUB, MOBI
49,90 zł
49,90
4990 pkt
punktów Virtualo

Stefan i sekrety tuneli - ebook

Powtarzana od lat ludowa opowieść głosi, że gdzieś, w podziemiach, głęboko pod Miasteczkiem, znajduje się Miejsce Starożytnego Kultu. Ale gdzie go szukać?

Grupa przyjaciół pod wodzą nieustraszonego przywódcy Kubusia, opracowuje plan wyprawy. Odnajduje wejście do tajemniczego, starego kanału. Czy okaże się on drogą do celu? Czy z pomocą napotkanego tropiciela uda się pokonać potwornego Biesa i zaskarbić sobie przychylność Władcy Podziemi? Czy przyjaciele będą potrafili odnaleźć drogę powrotną?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788384303382
Rozmiar pliku: 6,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1.
ROMAN I JEGO LUDZIE

– Roman się przechwala, że odkrył prawdę – odezwał się Kubuś.

Siedzieliśmy na leżakach u mnie w ogródku i niespiesznie popijaliśmy sok pomarańczowy. Z pasieki sąsiada dochodziło senne brzęczenie pszczół. Koło płotu nienerwowo przeciągał się wielki czarny kot. Na niebie tylko kilka małych chmurek, lekki wiatr. Pierwsza sobota wakacji. Najwspanialszy Dzień w Roku. Sami wiecie.

– Coś mi się obiło o uszy – mruknąłem w odpowiedzi. Słońce mnie rozleniwiało.

– Opowiada wszystkim, że legenda o Dobrochnie i Łunie to bujdy na resorach. Poszedł ze swoimi ludźmi do lasu, wszystko sprawdził. Nie ma Łuny, nie ma Wyspy, nie ma skarbu. Tak mówi.

– Nie przejmuj się tym – powiedziałem. – My wiemy, jak było. Co nas obchodzi Roman?

– Człowieku! – zaperzył się Kubuś. – Nie udawaj. On nam zarzuca kłamstwo. A ma wielki wpływ na to, co ludzie myślą. Nie możemy pozwolić na to, żeby jego wersja wygrała.

Zamyśliłem się na chwilę. Kubuś miał rację.

Roman chodził do klasy wyżej. Wysoki, fenomenalnie grał w siatkówkę, bardzo dobrze pływał i świetnie się uczył i w dodatku przychodziło mu to, tak przynajmniej twierdził, bez specjalnego wysiłku. Miał grupę swoich wiernych fanów, którzy ślepo wierzyli w każde jego słowo. Grupa ta, którą nazywał „moimi dobrymi ludźmi”, powiększała się z każdym miesiącem. Jestem przekonany, że gdyby rzucił jakieś hasło – na przykład: dziś nie idziemy na lekcje, tylko na basen (lub do kina albo gdziekolwiek) – pół klasy ochoczo poszłoby za nim. Nawet moja serdeczna przyjaciółka Patyczek niedawno powiedziała, że Roman jest naprawdę fajny i opowiada epickie rzeczy.

Rzecz w tym, że pod przykrywką „fajności” Roman robił niefajne rzeczy. I z całą pewnością tak nie powinno być. Choć sprawa była szalenie trudna.

– Ustaliliśmy, że nie będziemy zdradzać tego, co widzieliśmy – przypomniałem. – Zresztą, nawet gdybyśmy postanowili inaczej, nie mamy żadnych dowodów.

Kubuś skinął głową. Fakt, wszystkie zdjęcia, które udało się zrobić w czasie Wyprawy Do Lasu i pobytu na Wieży, w tajemniczy sposób zniknęły z pamięci telefonu. Nie mieliśmy niczego.

Jednak, między nami mówiąc, to nie do końca prawda, że nie mieliśmy żadnego dowodu na odkrycie tajemnicy Łuny. Była przecież Moneta. Złoty pieniążek – mały, gruby i bardzo ciężki, z wizerunkiem rycerza po jednej i orła po drugiej stronie – tajemniczym sposobem pojawił się w mojej kieszeni po powrocie z Wyprawy. Zawsze, kiedy na niego patrzyłem, przypominałem sobie o zobowiązaniu, które wtedy podjąłem.

Ale o Monecie nie wiedział nikt oprócz mnie, z wyjątkiem Kubusia oczywiście.

I obaj chcieliśmy, żeby tak pozostało.

– Nie mamy – westchnął mój przyjaciel, po czym zasępił się jeszcze bardziej. – Ale jest jeszcze coś. Gorszego.

– Co takiego?

– Słyszałem, że chce zorganizować wyprawę i odkryć Miejsce Starożytnego Kultu.

– Ejże.

– Poważnie. Nawet jeszcze w tym tygodniu. A poszukiwania zamierza zacząć od… Tuneli.2.
TUNELE

Nasze Miasteczko jest bardzo ładne. Oczywiście dla mnie najfajniejszy jest Zbąszyń, dzielnica, w której się wychowałem, ale ogólnie całe Miasteczko jest świetne. Większość domów przy Rynku i okolicznych ulicach zbudowano jeszcze przed drugą wojną światową. Uniknęły one zniszczeń w czasie działań wojennych, a w ciągu ostatnich kilkunastu lat zostały ślicznie odnowione. Mamy park z amfiteatrem, w którym czasem odbywają się koncerty, kilka boisk do piłki nożnej i koszykówki, dwie szkoły, a także wielką, zupełnie nową, bibliotekę. W Miasteczku ma siedzibę parę dużych firm (między innymi firma należąca do Bogusława, naszego kolegi i członka paczki, a ściślej rzecz biorąc – do jego taty). Ulice są jasno oświetlone i wszędzie dociera szybki internet. Jednak jakiś czas temu okazało się, że problemy zaczyna stwarzać kanalizacja, czyli wielkie rury odprowadzające Sami Wiecie Co, które są po prostu bardzo stare. Zamontowano je jeszcze w XIX wieku – nic dziwnego, że pordzewiały i pojawiły się w nich liczne dziury. Zapadła więc decyzja, że trzeba je wymienić na nowe. I to od razu wszystkie.

W ten sposób nasze śliczne Miasteczko wiosną stało się jednym wielkim placem budowy. Ruszyły koparki i spychacze. Ulice, chodniki, parkingi, a nawet park miejski zostały rozgrzebane. Gigantyczne dźwigi wyciągnęły z ziemi stare rury (rzeczywiście, niektóre Bardzo Dziurawe) i zamieniły na nowe, o większej średnicy (pamiętacie z matmy, co to średnica, prawda?). Na moje oko wynosiła ona co najmniej metr. Potem do akcji wkroczyli spawacze i, błyskając swymi aparatami, połączyli dwudziestometrowe rury w wielokilometrowe kanały.

Od razu zacząłem zastanawiać się, co jest w środku. Tunele przyciągały swą tajemniczością. Wyobrażałem sobie, że panuje w nich Nieustanna Ciemność, Straszliwe Echo powtarza najmniejszy nawet dźwięk, a w głębi czekają Zagadki i Sekrety. To nie były zwykle rury do odprowadzania Sami Wiecie Czego. To było wezwanie. By je podjąć, należało zorganizować Wyprawę Badawczą.

Kubuś, jak to Kubuś, oczywiście myślał podobnie, co zakomunikował nam kilka dni temu. Poparłem go bez wahania. Natomiast Patyczek, usłyszawszy o naszych zamiarach, roześmiała się wesoło.

– Jesteście naprawdę stuknięci – oświadczyła, mrużąc zielone oczy. – Co może być ciekawego w zwykłych rurach kanalizacyjnych. Zatęchłe powietrze i nic więcej.

– Tego nie wiemy, dopóki się nie przekonamy – odpowiedziałem, nieco urażony. Niby wiedziałem, że to tylko zwykłe stalowe rury, ale zdecydowanie wolałem myśleć o nich jak o Tajemniczych Prastarych Tunelach. Patyczek spojrzała na mnie kpiąco.

– Mogę ci powiedzieć od razu, jak będzie – powiedziała. – Idziesz zgarbiony kilometr albo półtora, łykasz nieruchome powietrze, bo tam nie ma żadnej wentylacji. A potem trafiasz na przegrodę (w miejscu połączenia nowych kanałów ze starymi), którą robotnicy usuną dopiero, jak wszystko będzie miało zacząć znowu działać. Nie masz jak iść dalej, więc wracasz. To tylko rury, Stefan.

Zrobiło mi się naprawdę przykro. Dawno nie widziałem jej w takim nastroju. Zwykle brała udział w znacznie bardziej szalonych hecach, a teraz protestowała przeciw – zdawałoby się oczywistemu – celowi kolejnej wyprawy.

Kubuś zmartwił się. Do tej pory w naszej paczce panowała jednomyślność. Decydowaliśmy się na jakąś eskapadę tylko wtedy, gdy wszyscy tego chcieli.

Rozwiązanie zagadki Tuneli, czyli przede wszystkim znalezienie Miejsca Starożytnego Kultu – bo jakoś dziwnie wierzyłem, że Tunele mogą nas do niego doprowadzić – musiało więc poczekać na swoją porę.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij