StepSister - ebook
Pod dachem luksusowej gdańskiej willi, w cieniu nowego małżeństwa ich rodziców, rodzi się układ, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Monika – bezczelna, drapieżna prowokatorka – i Tomek – zaborczy, pewny siebie samiec, który nie znosi sprzeciwu. Jedna parna, letnia noc obraca ich dotychczasową grę pozorów w zgliszcza, zmuszając dumną dziewczynę do absolutnej uległości. Gdy na jaw wychodzą najbardziej skrywane, brudne fantazje, granice moralności przestają istnieć. Jedna tajemnica wiąże ich ciała w chorym, uzależniającym uścisku, ale prawdziwe szaleństwo dopada ich wtedy, gdy w ten perwersyjny krąg zostają wciągnięte kolejne osoby. Wspólny seans na dzikich wydmach w Sobieszewie i bezwzględna profanacja małżeńskiego łoża starych to dopiero początek wyścigu z czasem. Czy zdołają zatrzeć ślady grzechu, zanim runie fasada idealnej rodziny? Kto przetrwa tę próbę ognia, a kto wyjdzie z niej całkowicie odmieniony?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
CHAPTER 1
Wszystko w tym domu pachniało do tej pory tak samo. Drewnem, starą skórą, samczym, surowym spokojem i kawą, którą ojciec parzył codziennie o szóstej rano. Przez lata, odkąd zostali sami, wypracowali z ojcem szorstki, ale idealnie działający układ. Żadnych zbędnych pytań, żadnych emocjonalnych dram. Dwaj dorośli faceci dzielący przestrzeń.
A potem ojciec poznał Helenę. I wszystko szlag trafił w niespełna pół roku.
Tomek stał w oknie na piętrze, opierając czoło o chłodną szybę. Obserwował podjazd, na którym parkował właśnie wysłużony, biały dostawczak. Słońce grzało mocno, topiąc asfalt na ulicy. Z szoferki wysiadł jego ojciec, promieniejący, w rozpiętej koszuli, a zaraz za nim Helena – drobna, wciąż atrakcyjna brunetka. Śmiali się z czegoś, jakby byli parą dzieciaków, a nie dwójką wdowców po przejściach.
A potem otworzyły się drzwi od strony pasażera.
Tomek poczuł, jak mięśnie jego karku momentalnie twardnieją. Z auta wysiadła Monika.
Miała dziewiętnaście lat i absolutnie nic z dziecka. Kiedy wyprostowała się na podjeździe, unosząc ręce, by spiąć wysoko ciemne, lśniące włosy, jej krótka, zielona koszulka uniosła się, odsłaniając idealnie płaski, opalony brzuch i kolczyk w pępku, który błysnął w pełnym słońcu. Nosiła bezwstydnie krótkie, jeansowe szorty. Tomek bezwiednie zjechał wzrokiem niżej, wzdłuż jej długich, smukłych nóg, aż do ciężkich, czarnych glanów, które kompletnie nie pasowały do letniej aury, ale nadawały jej drapieżnego charakteru.
– No i masz swój nowy dom, córeczko – doleciał z dołu stłumiony głos ojca.
Monika nie odpowiedziała. Obróciła się powoli, lustrując wzrokiem fasadę budynku. Przez ułamek sekundy jej wzrok powędrował prosto na okno na piętrze. Tomek się nie cofnął. Przez grubą szybę ich spojrzenia się zderzyły. Nie było w tym uśmiechu, nie było udawanej uprzejmości. Jej jasne oczy zwęziły się lekko, a na pełnych, pomalowanych na ciemny błękit wargach wykwitł cień prowokującego, niemal bezczelnego uśmieszku. Doskonale wiedziała, że na nią patrzy. I doskonale wiedziała, jak wygląda.
Tomek poczuł gwałtowny, ciężki skurcz w dole brzucha. Krew uderzyła mu do głowy szybciej, niż się spodziewał. _Moja przyszywana siostra_ – pomyślał, a to słowo, zamiast zadziałać jak hamulec, zadziałało jak zapalnik.
Dwadzieścia minut później dom utonął w chaosie. Schody skrzypiały pod ciężarem wnoszonych pudeł, a zapach męskiego lokum zaczął być bezwzględnie wypierany przez perfumy Heleny i Moniki – słodkie, ciężkie, owocowe, wręcz duszące w ten upalny dzień.
Tomek stał w kuchni, oparty o blat, pijąc zimną wodę prosto z butelki. Próbował zmusić się do spokoju, ale jego ciało wciąż było dziwnie napięte.
– Cześć, braciszku.
Jej głos był niski, trochę chropowaty, jakby dopiero co wstała z łóżka. Tomek drgnął, nie słysząc, kiedy weszła. Monika stała w drzwiach kuchni, trzymając w rękach kartonowe pudło, z którego wystawały jakieś ubrania. Przez ten czas zdążyła się spocić – na jej dekolcie, tuż przy obojczyku, lśniły drobne kropelki, a koszulka opinała się na piersiach zauważalnie mocniej. Nie miała pod nią stanika. Pod cienkim materiałem wyraźnie odznaczały się twarde, ciemne punkty.
Tomek przełknął ślinę, nie potrafiąc oderwać od nich wzroku. Spojrzał jej prosto w oczy, celowo zniżając głos.
– Nie mów tak do mnie. Nie jesteśmy rodzeństwem.
Monika postawiła pudło na kuchennym stole, celowo wypinając przy tym pośladki w jego stronę. Kiedy się wyprostowała, podeszła o krok bliżej. Pachniała wanilią. Zbyt blisko.
– Och, naprawdę? – zapytała, a w jej oczach błysnęła czysta kpina połączona z wyzwaniem. Przejechała powoli językiem po dolnej wardze, patrząc na jego usta, a potem zjechała wzrokiem niżej, w okolice jego pasa, gdzie dżinsy Tomka stały się nagle niebezpiecznie ciasne. – A mój tata i twoja mama uważają inaczej. Chyba musimy zacząć żyć jak rodzina, Tomek.
Zrobiła jeszcze pół kroku. Jej bosa stopa dotknęła jego buta.
W kuchni panowała absolutna cisza, jeśli nie liczyć stłumionych głosów rodziców rozpakowujących się w salonie. Atmosfera między nimi stała się tak gęsta i lepka, że ledwo dało się oddychać. Tomek poczuł, że jeśli ona zrobi jeszcze jeden ruch, on po prostu złapie ją za te biodra i przygnie do blatu, bez względu na to, kto jest w pokoju obok.
Minęły zaledwie dwa dni od ich pierwszego spotkania na podjeździe, a Tomek miał już wrażenie, że dom, który do tej pory był jego bezpieczną twierdzą, zamienił się w pole minowe. Najgorsze były popołudnia. Ojciec i Helena potrafili całymi dniami biegać po urzędach i sklepach meblowych, dopasowując szczegóły swojego nowego, wspólnego życia. Zostawiali ich wtedy samych w czterech ścianach, w których powietrze stało się nagle nieznośnie gęste, lepkie od upału i naelektryzowane obcym do tej pory zapachem kobiecych kosmetyków.
Tego dnia słońce paliło bezlitośnie od samego rana. Tomek siedział w swoim pokoju na piętrze, ubrany jedynie w luźne, szare spodnie dresowe. Drzwi zostawił szeroko otwarte, desperacko licząc na jakikolwiek podmuch wiatru, ale powietrze w korytarzu stało w miejscu. Próbował skupić się na przeglądaniu telefonu, ale jego zmysły były wyostrzone do granic możliwości. Reagował na każdy szmer. Kiedy z głębi korytarza dobiegł go znajomy, ciężki krok bosych stóp Moniki, jego ciało momentalnie stwardniało. Usłyszał trzask zamykanych drzwi od łazienki, a chwilę później monotonny, uspokajający szum wody pod prysznicem.
Ten dźwięk zamiast go ukoić, zadziałał jak powolne tortury. W jego głowie natychmiast pojawiły się obrazy, których wcale tam nie chciał – obrazy wody spływającej po jej gładkich, opalonych ramionach, spieniającego się żelu na jej krągłych piersiach i smukłych udach. Przeklinał się w duchu za te myśli, ale jego ciało nie słuchało rozsądku. Krew w jego żyłach zaczęła krążyć szybciej, a w spodniach pojawił się wyraźny, pulsujący nacisk.
Szum wody w końcu ustał. Nastała długa, przeciągająca się cisza. Tomek czekał, wpatrując się w pustą futrynę swoich drzwi. I wtedy się pojawiła.
Monika nie zamierzała przemykać do swojego pokoju. Szła powoli, z pełną premedytacją celebrując każdy krok. Nie założyła ubrań. Była owinięta jedynie krótkim, białym ręcznikiem frotte, który ledwo sięgał połowy jej pośladków, a u góry opinał się niebezpiecznie nisko, spłaszczając odrobinę jej obfity, ciężki biust. Jej skóra była rozgrzana, intensywnie różowa od gorącej kąpieli i lśniła od jakiegoś oliwkowego olejku o zapachu dojrzałych brzoskwiń. Ten słodki, duszący aromat natychmiast wdarł się do pokoju Tomka, przejmując nad nim całkowitą kontrolę.
Zamiast minąć jego pokój, Monika zatrzymała się dokładnie w progu. Oparła się niedbale ramieniem o drewnianą futrynę, krzyżując nogi w kostkach. Uniosła obie ręce do góry, trzymając mniejszy ręcznik, i zaczęła powoli, ostentacyjnie wyżymać mokre, ciemne pasma włosów. Ten ruch sprawił, że materiał na jej piersiach uniósł się jeszcze wyżej, odsłaniając niemal w całości górne krągłości jej biustu i głęboki, wilgotny dekolt, w którym lśniły pojedyncze krople wody.
Tomek gapił się na nią, zapominając o oddychaniu. Jego wzrok spoczął na jej brzuchu, na fałdach ręcznika, które przy każdym jej ruchu poruszały się, grożąc całkowitym zsunięciem. Monika doskonale widziała ten wygłodniały, drapieżny wzrok. Nie spuściła oczu. Na jej pełnych wargach wykwitł ten sam bezczelny, triumfujący uśmieszek, który pokazała mu pierwszego dnia. Przygryzła lekko dolną wargę, a jej jasne oczy zwęziły się z rozbawieniem.
Powolnym, ostentacyjnym ruchem obniżyła wzrok, przesuwając go wzdłuż jego nagiej, szerokiej klatki piersiowej, aż w końcu zatrzymała spojrzenie na jego pasie. Pod cienkim, szarym materiałem dresów jego wzwód odznaczał się tak wyraźnie, że nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Był potężny, twardy i napięty do granic możliwości.
Monika parsknęła cichym, gardłowym śmiechem, zachwycona efektem, jaki wywołała.
– Ojej, Tomek… – szepnęła, a jej głos, wciąż trochę zachrypnięty od wilgotnej pary, uderzył w niego jak fala ciepła. – Gorąco tu jakoś dzisiaj, co? Klimatyzacja by się nam przydała w tym domu.
Zrobiła krok do przodu, wkraczając do jego pokoju. Ręcznik uniósł się niebezpiecznie, odsłaniając całe jej lewe udo aż do biodra.
– Nie patrz tak na mnie – dodała, mrużąc oczy z czystą, perwersyjną kpiną. – Bo jeszcze pomyślę, że masz ochotę na swoją nową, młodszą siostrzyczkę. A przecież obaj wiemy, że grzeczni, starsi bracia nie robią takich rzeczy. To byłoby… bardzo nieładnie, prawda?
Tomek zacisnął pięści, czując, że zaraz pękną mu wszystkie hamulce. Chciał zerwać się z łóżka, dopaść do niej, zerwać ten cholerny ręcznik i rzucić ją na materac, żeby raz na zawsze zetrzeć ten bezczelny uśmiech z jej twarzy. Zanim jednak zdążył napiąć mięśnie nóg, Monika cofnęła się o krok na korytarz. Popatrzyła na niego po raz ostatni, rzucając mu krótkie, prowokujące spojrzenie, po czym z głośnym śmiechem zatrzasnęła drzwi do swojego pokoju, zostawiając go wściekłego, obłąkanego z pożądania i zmagającego się z rozsadzającym spodnie wzwodem.
Kolejna okazja do tej jej perwersyjnej gry nadarzyła się zaledwie dwa dni później, podczas pierwszej wspólnej, weekendowej kolacji w ogrodzie. Pogoda w Gdańsku wciąż była nieznośnie upalna, a wieczorne powietrze, zamiast przynieść upragnioną ulgę, wydawało się jeszcze bardziej gęste i lepkie. Ojciec z Heleną siedzieli przy drewnianym stole na tarasie, sącząc czerwone wino i rozmawiając cicho o planach remontu salonu. Byli całkowicie pochłonięci sobą, śmiali się z jakichś starych wspomnień i zachowywali jak nastolatkowie, całkowicie ślepi na to, co działo się zaledwie dwa metry obok nich.
Monika postanowiła tego wieczoru podnieść poprzeczkę tak wysoko, jak to tylko możliwe. Kiedy zeszła na dół, Tomek niemal zakrztusił się łykiem piwa. Dziewczyna miała na sobie czarną, satynową sukienkę na cieniutkich ramiączkach. Materiał był tak lekki i śliski, że przy każdym poruszeniu dosłownie opływał jej ciało, idealnie podkreślając krągłość bioder i wcięcie w talii. Sukienka miała potężne wycięcie na plecach, sięgające niemal do kości ogonowej, a jej dolna krawędź kończyła się niebezpiecznie wysoko, w połowie ud. Najgorsze było jednak to, co Tomek zauważył natychmiast, gdy tylko podeszła bliżej w blasku ogrodowych lamp. Pod cienką, połyskującą satyną nie było ani grama bielizny. Przy każdym kroku, pod delikatnym materiałem na piersiach, wyraźnie odznaczały się twarde, ciemne punkty jej sutków.
Tomek siedział sztywno na niskim, ogrodowym leżaku, starając się desperacko patrzeć w stronę płotu, na korony drzew, gdziekolwiek, byle nie na nią. Ale Monika nie miała zamiaru mu na to pozwolić. Zignorowała wolne krzesła przy rodzicach i z pełną premedytacją przysunęła sobie niski, drewniany taboret. Postawiła go dokładnie naprzeciwko jego leżaka, zaledwie kilkadziesiąt centymetrów dalej, tak że ich kolana niemal się stykały.
Usiadła powoli, dbając o to, by Tomek widział każdy jej ruch. Założyła nogę na nogę. Ten prosty gest sprawił, że dół czarnej sukienki podjechał drastycznie w górę, odsłaniając jej gładkie, opalone uda w całej okazałości. Przy tym kącie siedzenia i niskiej pozycji Tomka na leżaku, wystarczyło jedno baczniejsze spojrzenie w głąb cienia między jej nogami, by dostrzec obłędny, intymny zarys miejsca, do którego żaden brat nie powinien mieć dostępu.
Monika trzymała w dłoni wysoką szklankę z mrożoną kawą, na której skraplała się woda. Nie brała udziału w rozmowie dorosłych. Całą swoją uwagę skupiła na Tomku. Jej jasne oczy błyszczały w półmroku złośliwą satysfakcją. Pochyliła się do przodu, opierając łokcie na kolanach, przez co luźny dekolt sukienki opadł całkowicie w dół. Tomek poczuł, jak pot oblewa mu kark. Z tej odległości widział jej pełne, ciężkie piersi jak na dłoni – zwisały swobodnie pod materiałem, a on mógł podziwiać ich idealny kształt i jasną skórę, która poruszała się przy każdym jej oddechu.
Dziewczyna włożyła plastikową rurkę między pełne, pomalowane lśniącym błyszczykiem wargi. Patrząc Tomkowi głęboko i bezczelnie w oczy, zaczęła powoli, rytmicznie ssać napój. Jej policzki zapadały się lekko, a język bawił się końcówką rurki, wysuwając się i chowając w niezwykle sugestywnym, obscenicznym geście. Tomek czuł, że zaraz oszaleje. Jego dłonie zacisnęły się na materiałowych poręczach leżaka tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie, a metalowa konstrukcja zatrzeszczała cicho. W dole brzucha poczuł potężną, bolesną eksplozję podniecenia. Jego dżinsy stały się w jednym momencie tak ciasne, że szwy niemal pękały pod naporem twardniejącego członka.
Monika widziała to wszystko. Widziała pot na jego skroniach, jego zaciśniętą szczękę i to, jak desperacko walczył, by nie rzucić się na nią przy własnym ojcu. Korzystając z tego, że Helena i ojciec akurat odwrócili się, by nalać sobie kolejny kieliszek wina, Monika odejmowała szklankę od ust i nachyliła się jeszcze bliżej. Zapach jej perfum zmieszany z aromatem kawy uderzył mu do głowy.
– Co jest, braciszku? – szepnęła, a na jej twarzy pojawił się ten jej ulubiony, kpiący uśmieszek. Przygryzła dolną wargę, patrząc prosto na jego nabrzmiałe krocze. – Słabo ci? Może przynieść ci trochę lodu z kuchni? Wyglądasz, jakbyś zaraz miał tu pęknąć z wrażenia. No powiedz, podoba ci się moja nowa sukienka? Mama mówiła, że wyglądam w niej bardzo grzecznie.
Parsknęła cichym, stłumionym śmiechem, widząc, jak chłopak dosłownie drży z pożądania i wściekłości. Dokładnie w tym samym ułamku sekundy Helena odwróciła się w ich stronę, kładąc dłoń na ramieniu córki.
– Monisiu, a wy o czym tak szepczecie z Tomkiem? – zapytała ciepło macocha.
Monika w ułamku sekundy zmieniła maskę. Wyprostowała się, a jej twarz przybrała wyraz absolutnej, niewinnej słodyczy.
– O niczym ważnym, mamo – odpowiedziała gładko, posyłając kobiecie promienny uśmiech. – Tomek po prostu opowiada mi, jakie są zasady w tym domu i jak bardzo lubi, kiedy wszystko jest na swoim miejscu. Bardzo dba o porządek, prawda, braciszku?
Rzuciła Tomkowi ostatnie, triumfujące spojrzenie spod długich rzęs, doskonale wiedząc, że zostawiła go w stanie totalnego, fizycznego obłędu.
Najbardziej bezwzględna i niszczycielska dla jego psychiki okazała się jednak noc z wtorku na środę. Dom ułożył się do snu tuż po północy, kiedy zmęczeni upałem rodzice zgasili światła w swojej sypialni na parterze. Tomek leżał bez ruchu na łóżku, ubrany jedynie w luźne, bawełniane bokserki. Powietrze w pokoju było gęste i nieruchome, a pot spływał mu wąską strużką po piersiach, jednak to nie letnia duchota nie pozwalała mu zasnąć. Od godzin w jego głowie krążyły wyłącznie obrazy Moniki, jej bezczelnego uśmiechu i obłędnego ciała, które rozpraszało go na każdym kroku.
Około wpół do drugiej w nocy z głębi korytarza dobiegł go cichy, stłumiony dźwięk. To nie był krok bosych stóp, ale urwany, cichy jęk, po którym nastąpił szept i dziwne, rytmiczne bzyczenie. Tomek uniósł się na łokciu, napinając wszystkie mięśnie. Wstał bezszelestnie z łóżka i podszedł do drzwi. Korytarz był ciemny, ale spod drzwi pokoju Moniki, znajdującego się naprzeciwko, sączyło się jasne, błękitne światło. Drzwi nie były domknięte – rygiel nie przeskoczył i zostawił kilkocentymetrową szczelinę.
Tomek podszedł bliżej, prowadzony pierwotnym instynktem, którego nie potrafił i nawet nie chciał już kontrolować. Przyłożył oko do szpary. To, co zobaczył, sprawiło, że krew w jego żyłach zamieniła się w płynny ogień, a jego członek w ułamku sekundy stwardniał tak mocno, że aż poczuł ból pod cienkim materiałem bokserek.
Monika leżała na wznak na samym środku swojego łóżka. Jej telefon był oparty o poduszkę, z włączoną przednią kamerką i ekranem rozświetlającym jej nagą skórę. Z głośnika, ustawionego na najniższy poziom głośności, dobiegał niski, zachrypnięty męski głos, wypowiadający wulgarny potok komend. Jej chłopak, z którym rozmawiała na wideo czacie, instruował ją dokładnie, co ma robić, a ona była tym widokiem i własną bezwstydnością nieziemsko podniecona.
Dziewczyna miała na sobie jedynie czerwoną, koronkową bieliznę, która wręcz krzyczała zmysłowością. Koronkowy stanik z otwartymi miseczkami ledwo podtrzymywał jej pełne, ciężkie piersi, eksponując nabrzmiałe, ciemne sutki, które lśniły od kropel potu. Monika trzymała lewą dłoń na jednej z piersi, ściskając ją mocno, ugniatając i boleśnie wręcz podkręcając palcami twardy sutek, podczas gdy jej całe ciało wyginało się na prześcieradle.
Prawdziwy pokaz dział się jednak niżej. Czerwone, koronkowe majtki z wysokim stanem miały otwarte, pikantne wycięcie w kroku, całkowicie odsłaniające jej najbardziej intymne miejsce. Monika rozstawiła nogi tak szeroko, jak to tylko możliwe, uginając je w kolanach i opierając stopy o materac, by chłopak po drugiej stronie ekranu – a teraz także stojący w ciemności Tomek – miał idealny, nieskażony niczym widok. Jej gładko wygolone wzgórek łonowy i nabrzmiałe, mocno wilgotne wargi sromowe lśniły w błękitnym blasku wyświetlacza.
W prawej dłoni trzymała lśniący, fioletowy wibrator o anatomicznym kształcie. Urządzenie pracowało na wysokich obrotach, wydając z siebie cichy, basowy mruk. Monika nie wsuwała go jeszcze w głąb siebie. Najpierw powoli, z pełną premedytacją krążyła pulsującą, silikonową końcówką wokół swojego wejścia, roznosząc obfity, przezroczysty płyn ginekologiczny po całych wewnętrznych udach. Każde dotknięcie wibratora wywoływało u niej gwałtowny dreszcz – jej brzuch kurczył się spazmatycznie, a kolczyk w pępku poruszał się w górę i w dół.
– Tak, kochanie… patrz, jak bardzo jestem mokra – jęknęła cicho Monika, a jej głos był tak niski i ociekający seksem, że Tomek musiał zagryźć własną dłoń, by nie wydać żadnego dźwięku.
W końcu docisnęła pulsującą główkę wibratora bezpośrednio do swojej nabrzmiałej, purpurowej łechtaczki. Efekt był natychmiastowy. Monika gwałtownie cofnęła głowę w poduszki, otwierając szeroko usta w niemym krzyku rozkoszy. Słychać było cichy, mokry, mlaskający dźwięk, gdy urządzenie dosłownie topiło się w jej sokach ustrojowych. Zaczęła poruszać nim w szybkim, krótkim rytmie, dociskając silikon coraz mocniej, aż jej małe wargi sromowe rozchyliły się całkowicie, ukazując rozgrzane, lśniące wnętrze.
Tomek stał przyklejony do futryny, a jego dłoń bezwiednie wsunęła się pod materiał bokserek. Zacisnął palce na swoim potężnym, pulsującym wzwodzie, zaczynając poruszać ręką w ten sam, szalony rytm, w jakim pracował wibrator Moniki. Był potężny, twardy jak z kamienia, a z żołędzi sączyły się już pierwsze krople płynu, lepiąc się do jego palców. Patrzył, jak jego przyszywana siostra, dziewczyna, która od trzech dni drwiła z niego i kusiła go na każdym kroku, teraz oddaje się całkowicie własnej przyjemności na oczach innego faceta. Ta myśl budziła w nim potężną wściekłość, wymieszaną z tak bezgranicznym pożądaniem, że ledwo trzymał się na nogach.
Monika, wciąż sterowana głosem z telefonu, postanowiła zmienić taktykę. Wyłączyła na moment wibracje, odłożyła zabawkę na bok i wbiła dwa długie, wilgotne palce prosto w głąb swojej ciasnej, ociekającej cipki. Zaczęła wsuwać je i wysuwać z niesamowitą prędkością, bezwstydnie pokazując do kamerki, jak jej własne ciało chciwie zaciska się wokół palców. Słychać było głośne, mokre chlupotanie. Druga dłoń natychmiast wróciła na łechtaczkę, pocierając ją wściekle kciukiem. Dziewczyna unosiła lekko biodra przy każdym pchnięciu, a jej twarz wykrzywiał grymas czystej, fizycznej ekstazy. Przygryzała wargę do krwi, kręciła głową na poduszce, a jej ciemne włosy rozsypały się w całkowitym nieładzie, lepiąc się do spoconego czoła.
W pewnym momencie sięgnęła z powrotem po wibrator, włączyła go na maksymalny tryb pulsacji i bez ostrzeżenia wbiła go głęboko w siebie, jednocześnie dociskając zewnętrzną wypustkę do łechtaczki. Wygięła się w potężny łuk, a jej pośladki oderwały się od materaca. Całe jej ciało zaczęło drżeć, a na udach i dekolcie pojawiły się rumieńce rozkoszy. Ruchy jej bioder stały się gorączkowe, niemal brutalne, gdy sama nadziewała się na drgające tworzywo.
– Och, tak… już zaraz… boże, pęknę! – szepnęła gorączkowo do telefonu, całkowicie zatracając się w nadchodzącym orgazmie.
I wtedy, dokładnie w ułamku sekundy przed tym, jak jej ciałem wstrząsnęły pierwsze, potężne skurcze rozkoszy, Monika gwałtownie przekręciła głowę w stronę drzwi. Jej szeroko otwarte, zamglone pożądaniem oczy spojrzały prosto w wąską szczelinę korytarza. Spojrzały prosto na niego.
Tomek zamarł, nie cofając jednak dłoni ze swojego członka. Monika doskonale zarejestrowała jego sylwetkę w ciemności. Nie krzyknęła. Nie zakryła się. Zamiast tego na jej twarzy, na której wciąż malowały się spazmy rozkoszy, pojawił się ten sam, dobrze mu znany, kpiący i triumfujący uśmiech. Patrząc mu prosto w oczy przez szparę w drzwiach, docisnęła wibrator jeszcze głębiej, aż jej ciało zadrżało w finałowym, długim skurczu orgazmu. Trzymając zabawkę wciśniętą między nogami, bezczelnie mrugnęła do niego w blasku ekranu, dając mu do zrozumienia, że cały ten pokaz od samego początku był przeznaczony właśnie dla niego.
Tomek puścił swojego członka, oddychając ciężko, i wycofał się do swojego pokoju, zanim chłopak z telefonu zorientował się, że ich intymny seans miał bardzo uważnego widza. Jedno było pewne – granica została całkowicie i bezpowrotnie zniszczona.2
CHAPTER 2
Weekend miał przynieść Tomkowi upragniony reset i choć odrobinę dystansu, którego desperacko potrzebował po wtorkowej nocy. Kiedy ojciec i Helena ogłosili, że wyjeżdżają na trzy dni do domku znajomych pod Kościerzyną, Tomek poczuł ulgę. Początkowo Monika miała jechać z nimi – Helena wręcz nalegała, by córka spędziła trochę czasu na świeżym powietrzu. Jednak w piątek rano dziewczyna nagle „dostała potwornego migrenowego bólu głowy”. Odegrała przed matką cały spektakl, z dłonią przyłożoną do czoła i cichym, osłabionym głosem. Tomek, patrząc na to z boku, doskonale wiedział, że to czysta blaga. Kiedy auto rodziców zniknęło za zakrętem, migrena Moniki wyparowała w ułamku sekundy. Na jej usta wrócił ten sam, drapieżny uśmieszek.
Żeby nie oszaleć w pustym domu sam na sam z potworem w skórze dziewiętnastolatki, Tomek postanowił zadziałać radykalnie. Zadzwonił do Magdy – dziewczyny ze swojego roku na politechnice. Nie byli parą, ale od kilku miesięcy kręcili ze sobą, od czasu do czasu lądując w łóżku po imprezach. Magda była ładną, ułożoną blondynką o klasycznej urodzie, która od dłuższego czasu dawała mu do zrozumienia, że chciałaby czegoś więcej. Pomysł spędzenia weekendu w dużej willi w Gdańsku, pod nieobecność rodziców, przyjęła z zachwytem. Tomek liczył na to, że obecność innej kobiety ostudzi zapał Moniki i zmusi ją do zachowania pozorów. Jakże potwornie się mylił.
Magda przyjechała w sobotę wczesnym popołudniem. Miała na sobie zwiewną, letnią sukienkę w kwiatki, sandałki i niosła małą, elegancką torbę. Tomek przywitał ją w progu, całując lekko w usta, i już miał zaprosić ją na taras, gdy ze schodów dobiegł ich głośny, ostentacyjny stukot ciężkich butów.
Monika schodziła powoli, trzymając ręce w kieszeniach dżinsowych, skąpych szortów. Na ten dzień wybrała białą, mocno znoszoną koszulkę na ramiączkach, która pod pachami miała tak głębokie wycięcia, że przy każdym ruchu odsłaniała boki jej obfitych, jędrnych piersi. Tradycyjnie już zrezygnowała ze stanika, a materiał bezwstydnie opinał się na jej sterczących, twardych sutkach. Na szyi miała zapięty czarny, skórzany pasek, co nadawało jej wygląd drapieżnej, niebezpiecznej kocicy.
– O, cześć! Nie wiedziałam, że mamy gości – rzuciła Monika, zatrzymując się na ostatnim stopni i taksując Magdę wzrokiem od stóp do głów. W jej jasnych oczach błysnęła czysta, kpiąca wyższość.
– To jest Magda, moja znajoma ze studiów. Zostaje na weekend – powiedział krótko Tomek, starając się, by jego głos brzmiał twardo i neutralnie. – Magda, to Monika. Córka Heleny.
– Ach, ta słynna siostrzyczka! – uśmiechnęła się Magda, siląc się na uprzejmość, choć podświadomie już wyczuła gęstą atmosferę. – Tomek dużo o tobie opowiadał.
– Naprawdę? Mam nadzieję, że same dobre rzeczy – Monika zaśmiała się cicho, gardłowo, przenosząc wzrok na Tomka. Przygryzła dolną wargę, patrząc mu prosto w oczy z tak bezczelnym podtekstem, że chłopakowi momentalnie skoczyło ciśnienie. Doskonale pamiętał, co ta gęba robiła we wtorek wieczorem. – Tomek to świetny brat. Bardzo… opiekuńczy. I ma niesamowite oko do szczegółów.
Tomek poczuł, jak dłonie mu się zaciskają w pięści.
– Idziemy na taras – uciął, łapiąc Magdę za ramię i prowadząc ją w stronę ogrodu, byle dalej od tego toksycznego wzroku.
Prawdziwy koszmar zaczął się jednak wieczorem, podczas wspólnej kolacji przy stole na tarasie. Tomek przygotował sałatkę i rzucił na grilla kilka kawałków mięsa, chcąc stworzyć pozory normalnego, romantycznego wieczoru. Magda siedziała obok niego, opowiadając o nadchodzącej sesji egzaminacyjnej, a on starał się potakiwać, ale jego uwaga była całkowicie rozproszona. Monika bowiem postanowiła dołączyć do nich bez pytania.