Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Stewardesa Linda. Sekrety cabin crew, nieziemskie historie z pokładu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 czerwca 2026
E-book: EPUB, MOBI
51,99 zł
Audiobook
64,99 zł
51,99
5199 pkt
punktów Virtualo

Stewardesa Linda. Sekrety cabin crew, nieziemskie historie z pokładu - ebook

Wszystko, o co (nie) wypada pytać załogi pokładowej.

Linda Fryc (do niedawna Palej), znana z sieci, telewizji i pokładu samolotu, w rozbrajająco szczerej rozmowie z Jolantą Tęczą-Ćwierz zdradza sekrety z życia cabin crew. Jej opowieści o pasażerach i członkach załogi pokładowej wzruszają, wprawiają w zdumienie, a czasem przyprawiają o dreszcze. Linda dzieli się wiedzą o lotnictwie, zdradza sprawdzone sposoby na tanie i komfortowe podniebne podróże oraz podpowiada, jak ujarzmić lęk przed nimi. Wie, co mówi, bo zanim została stewardesą, sama panicznie bała się latać

  • Który typ pasażera najbardziej irytuje, a który stwarza największe zagrożenie?
  • Czy można przewozić zwłoki na pokładzie?
  • Dlaczego w czasie lotu można nabawić się głupawki?
  • Co robi załoga, kiedy pasażerowie nie patrzą?
  • Gdzie w samolocie uprawia się seks?
  • Ile zarabiają stewardesy, a ile piloci?
  • Czy w przestworzach często poznaje się swoją drugą połówkę?

Po lekturze tej książki zapragniesz wzbić się w powietrze!

Na pokład samolotu wsiadła dziewczyna. Zapytała, czy coś szczególnego musi zrobić, bo w dzbanku ma babcię. Chwilę mi zajęło, zanim zorientowałam się, o co jej chodzi.

Jest taki mem: pogrzeb, wszyscy stoją wokół trumny, ksiądz pyta, czy ktoś chciałby coś powiedzieć. Jeden człowiek podnosi rękę i mówi: »Jestem pilotem«. Wierz mi, niektórzy piloci naprawdę mają aż tak przerośnięte ego.

Kobiety potrafią przebrać dziecko na fotelu – mimo że w samolocie znajduje się przewijak – a potem pieluchę z kupą w środku wręczyć do ręki stewardesie. Żeby wyrzuciła.

Zanim skończyłam kurs dla stewardes, panikowałam przed każdym lotem. Potrafiłam nie spać dwie noce wcześniej tylko po to, żeby wejść do samolotu kompletnie wycieńczona i zasnąć z samego zmęczenia.
– fragmenty książki

Linda Fryc (do niedawna Palej) ‒ stewardesa, miłośniczka podróżowania i lotnictwa. W social mediach opowiada o samolotach, lataniu i życiu załogi pokładowej.

Jolanta Tęcza-Ćwierz ‒ z wykształcenia biolożka i pedagożka, z zawodu dziennikarka. W ostatnich latach związana z „Gazetą Krakowską”. Miłośniczka rozmów, książek i gór.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788383603841
Rozmiar pliku: 3,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

.

_Przyznam, że gdy zaczynałam przygodę z lataniem, jeszcze jako pasażerka, też byłam tym zaskoczona. Ale spokojnie, nikomu nic się nie stanie._

.

Czy rozumiesz ludzi, którzy boją się latać?

Czy rozumiem?! Sama boję się latać!

Nie wierzę.

Naprawdę. Do dzisiaj, latając jako pasażerka, mam obawy. Ale gdy jestem w pracy, lęki znikają. I tylko zachwycam się tym, jak to możliwe, że tak wielka maszyna wznosi się w powietrze. Wciąż dostrzegam w tym magię.

Po siedmiu latach bycia stewardesą?!

Za każdym razem, gdy wchodzę na pokład, w mojej głowie pojawia się myśl: jak to możliwe, że coś tak ogromnego wzbija się w powietrze? Oczywiście rozumiem prawa fizyki, wiem, jak to działa, ale mimo wszystko w mojej głowie lot samolotem wciąż jawi się jako doświadczenie magiczne. Jest w tym jakaś niezwykła harmonia między techniką, żywiołem powietrza a odwiecznym marzeniem ludzi o lataniu. Być może inne stewardesy i inni stewardzi po prostu przychodzą do pracy, wykonują swoje zadania i czekają na moment, kiedy skończą zmianę, ale ja za każdym razem czuję, że biorę udział w czymś nieprawdopodobnym.

Nieprawdopodobne są też mity, które narosły wokół lotnictwa...

Rozprawmy się z nimi! Od którego zaczynamy?

Wiele osób uważa, że stewardesy muszą być młode i wysokie jak modelki. Mają rację?

Obecnie zdecydowana większość linii odchodzi od takich wymagań. W latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych dwudziestego wieku stewardesa rzeczywiście miała być piękna, uśmiechnięta, w idealnym uniformie i z nieskazitelnym makijażem. To miało przyciągać klientów, być symbolem luksusu i prestiżu podniebnych podróży. Można powiedzieć, że wtedy stewardesa była bardziej hostessą w przestworzach niż członkiem załogi technicznej.

Rozumiem, że dziś wasza rola jest inna?

Linie lotnicze odeszły od tego wizerunku – liczą się przede wszystkim kompetencje, odpowiedzialność i umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Współczesny personel pokładowy to osoby, które potrafią udzielić pierwszej pomocy, zapanować nad pasażerami w sytuacji stresowej, a przy tym zachować spokój i być uprzejmym. Wygląd schodzi na dalszy plan. Oczywiście są pewne wymogi, jak minimalny i maksymalny wzrost, ale wynikają one z zasad bezpieczeństwa. Osoba zbyt niska nie dosięgnie do schowków, w których znajduje się sprzęt ratunkowy, a zbyt wysoka mogłaby się zwyczajnie uderzać o elementy kabiny. Poza tym naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś ma 20 czy 40 lat, włosy blond czy ciemne, rozmiar XS czy L.

A makijaż?

W większości linii lotniczych makijaż wciąż jest elementem dress code’u. Chodzi o spójny wizerunek marki. Każda linia ma swoje bardzo konkretne wytyczne. Czasem są w nich określone kolory szminek, lakieru do paznokci, a nawet odcienie rajstop. Bywa, że podana jest dokładna fryzura i długość paznokci. Coraz częściej jednak przewoźnicy odchodzą od sztywnych reguł. Niektóre linie całkowicie zrezygnowały z obowiązkowego makijażu, stawiając na naturalność. Jedna z dużych linii lotniczych wprowadziła tenisówki zamiast eleganckich butów.

Co o tym sądzisz?

Jestem rozdarta. Z jednej strony podoba mi się klasyczny, elegancki wizerunek stewardes. Z drugiej wiem, jak ważne w samolocie są wygodne buty i komfortowe ubranie.

Kolejny mit: woda z pokładowych czajników nie nadaje się do picia, bo zbiorniki nigdy nie są czyszczone.

To jeden z mitów, w które wierzy najwięcej osób.

Sama znam ludzi, którzy nie wypiją na pokładzie niczego gorącego.

Uspokójmy ich: woda z pokładowych czajników jak najbardziej nadaje się do picia. Zbiorniki na wodę pitną, które znajdują się w samolocie, są regularnie czyszczone, dezynfekowane i kontrolowane. Linie lotnicze mają bardzo precyzyjnie określone procedury, które wskazują, jak często trzeba przeprowadzać czyszczenie i jakie normy higieniczne muszą być spełnione. Oczywiście nie dzieje się to po każdym użyciu. Czajnika, którego używamy w domu, również nie odkamieniamy za każdym razem, gdy zagotujemy w nim wodę na herbatę. Ale wierz mi: żadna linia nie mogłaby pozwolić sobie na to, aby serwować napoje z wody, której jakość jest wątpliwa. Sama piję wodę ze zbiorników samolotowych i nigdy nie miałam z tego powodu problemów zdrowotnych.

W tak zwanych tanich liniach również?

Oczywiście. Tu zresztą przechodzimy do kolejnego mitu...

Że lepiej unikać tanich linii.

Unikać można, ale ze względu na komfort. Nie na bezpieczeństwo.

Czyli?

Podróżując tanimi liniami, możesz obawiać się różnych przykrych niespodzianek: że będziesz musiała dopłacić horrendalną sumę za każdy nadprogramowy kilogram bagażu albo że wyjdziesz z samolotu głodna – lub z uszczuplonym portfelem. Ale nie złamania zasad bezpieczeństwa. Tanie linie oszczędzają na dodatkach, nie na bezpieczeństwie. Wręcz przeciwnie: wiele z nich posiada najmłodsze floty w Europie, bo inwestują w nowe samoloty, bardziej ekologiczne, które zużywają mniej paliwa. Poza tym przy tak ogromnej liczbie lotów, które wykonują, muszą przestrzegać wyjątkowo restrykcyjnych procedur. Gdyby coś poszło nie tak, koszty i straty wizerunkowe byłyby gigantyczne. Dlatego w tanich liniach wszystko musi działać jak w szwajcarskim zegarku. Może nie są najbardziej komfortowe, ale na pewno są bezpieczne. A w lotnictwie to właśnie bezpieczeństwo jest na pierwszym miejscu.

Czym najbardziej różni się obsługa pasażerów w liniach premium od tej w tanich liniach?

Kiedy lecieliśmy z moim narzeczonym do Dohy, czyli stolicy Kataru, Rafał powiedział do stewardesy: „Dla mojej narzeczonej poproszę...”. Kobieta, choć pchała ciężki wózek i na pewno była zmęczona, natychmiast, niemal odruchowo, pogratulowała i zapytała, kiedy się zaręczyliśmy. To była bardzo sympatyczna reakcja, choć zdaję sobie sprawę, że wyuczona.

Dlaczego wyuczona?

W liniach typu Qatar Airways czy Emirates – wiem, bo latają nimi moje koleżanki – już na etapie rekrutacji załoga jest uczona, jak rozmawiać z pasażerami. Nie tylko tymi z klasy biznes.

Czego konkretnie ich uczą?

Na przykład odczytywania potrzeb pasażera. Bycia wrażliwym na jego gesty, mimikę, ale też na różnice kulturowe. Tam obsługa stoi na o wiele wyższym poziomie niż w tanich liniach.

W liniach premium można zasmakować przyjemności podróżowania. Frajdą i niezapomnianym doświadczeniem ma być już sam przelot. Tymczasem tanie linie to trochę jak autobus z punktu A do B.

Arabskie linie lotnicze dbają o swój wizerunek, pilnują, żeby był nieskazitelny i żeby jednoznacznie kojarzył się z luksusem. To znajduje odbicie również w wyglądzie załogi pokładowej. Stewardesy mają mieć określone proporcje wzrostu do wagi. Ich uniformy są klasyczne, eleganckie. Do tego czerwone usta, kok, szpilki. Perfekcyjna prezencja.

Kolejne powszechne przekonanie: klimatyzacja w samolocie tylko mieli to samo powietrze, przez co ludzie zarażają się wirusami. Prawda czy mit?

Mit. Powietrze w samolocie nie krąży w zamkniętym obiegu w nieskończoność. W nowoczesnych samolotach system wentylacji działa w cyklu mieszanym – około 50 procent powietrza pochodzi z zewnątrz, z silników, gdzie jest sprężane i oczyszczane, a drugie 50 procent to powietrze, które przechodzi przez filtry HEPA. To te same filtry, które stosuje się w szpitalach. Zatrzymują one ponad 99,9 procent bakterii, wirusów i cząsteczek pyłów. Gdyby tak nie było, to my, stewardesy, byłybyśmy cały czas chore. Nie uniknęłybyśmy tego, latając kilka dni z rzędu i mając kontakt z setkami pasażerów. Filtry są wymieniane zgodnie z harmonogramem serwisowym każdego samolotu, najczęściej co kilka miesięcy lub po określonej liczbie cykli lotu, czyli startów i lądowań.

Hmm...

Nie dowierzasz?

Nie o to chodzi. Po prostu sama kilka razy zaraziłam się w samolocie.

Jesteśmy w zamkniętej przestrzeni, siedzimy blisko siebie, więc jeśli ktoś obok ma infekcję – kaszle, kicha, smarka – to istnieje ryzyko, że się zakazimy. Szczególnie jeśli ani my, ani współpasażerowie nie mamy założonej maseczki. Filtry HEPA nie przepuszczają drobnoustrojów, które unoszą się w powietrzu, ale jeśli ktoś kichnie bezpośrednio w naszym kierunku, żaden system nie zadziała w sekundę. Tyle że zakazić możemy się też w kinie, autobusie albo w biurze. W samolotach może zdarzać się to nieco częściej dlatego, że nierzadko podróżujemy z osłabioną odpornością – bo musieliśmy zerwać się o świcie, bo mamy jet lag, bo jesteśmy bardziej niż zwykle zestresowani. Dlatego przed lotem warto spróbować się wyspać. A gdy widzimy, że ktoś obok jest chory, lub gdy sami mamy objawy przeziębienia, załóżmy maseczkę.

Kolejna obiegowa opinia o lotnictwie pasażerskim: piloci jedzą różne posiłki.

Prawda. To jedna z bardzo logicznych zasad bezpieczeństwa. Gdyby danie jednego pilota okazało się nieświeże albo – w skrajnym przypadku – zatrute, drugi pilot będzie mógł kontynuować lot. W lotnictwie wiele procedur opiera się na zasadzie podwójnego zabezpieczenia – nawet jeśli coś pójdzie nie tak, istnieje plan B. Albo drugi człowiek, który przejmuje kontrolę.

Piloci nie sprzeczają się więc o to, który z nich ma zjeść kurczaka?

Może w liniach, w których piloci mają zakontraktowane posiłki.

Nie we wszystkich liniach karmi się pilotów i stewardesy?

Nie, nie wszędzie taki catering jest standardem. W niektórych liniach, zwłaszcza tanich, personel przynosi własne jedzenie. Wiele osób wyobraża sobie, że życie załogi samolotu to luksus i blichtr, że jemy kawior nad chmurami i popijamy go szampanem. A prawda jest taka, że czasem zjadamy kanapkę zrobioną w pośpiechu na lotnisku między lotami.

Świat lotnictwa jest bardzo zróżnicowany – i to jest w nim piękne. Można latać na długich trasach międzykontynentalnych, można latać krótko i często, jak ja. Niektórzy wybierają tryb życia, w którym przez 20 dni w miesiącu są w podróży, a resztę spędzają w domu. Inni wolą mieć grafik bardziej przewidywalny, z określonymi dniami pracy i odpoczynku. Jedni żyją na walizkach, inni przychodzą do „biura”.

Skoro poruszyłyśmy temat ewentualnych problemów żołądkowych pilotów, pomówmy o toaletach w samolocie. Wiesz, do czego zmierzam?

Pewnie, nieraz słyszałam, że zasysają pasażerów.

Ktoś serio w to wierzy?

Na poważnie to chyba nie. Mimo to wiele osób boi się korzystać z toalety w samolocie.

Ten charakterystyczny dźwięk przy spłukiwaniu wody może przestraszyć.

Zwłaszcza kogoś, kto leci pierwszy raz. Przyznam, że gdy zaczynałam przygodę z lataniem, jeszcze jako pasażerka, też byłam zaskoczona. Ale spokojnie, nikomu nic się nie stanie. Toalety w samolotach są bezpieczne, choć działają inaczej niż te, które mamy w łazienkach. Woda nie spływa grawitacyjnie, tylko jest zasysana próżniowo, dzięki czemu zużywa się jej bardzo mało. Dlatego ten dźwięk jest tak głośny – to efekt różnicy ciśnienia.

Przycisk spłukiwania też wygląda inaczej niż w zwykłej toalecie.

To prawda. Czasem ludzie patrzą na niego, czytają napisy po angielsku i nie są pewni, czy naprawdę mogą go nacisnąć. Najzabawniejsza jest reakcja dzieci. Często wciskają przycisk, a gdy woda jest zasysana, wybiegają z toalety z krzykiem. Kolejnym mitem dotyczącym lotniczych toalet jest ten, że ich zawartość jest zrzucana podczas lotu na ziemię.

A gdzie trafia?

Do zbiornika w samolocie. Taki zbiornik ma sporą pojemność, a w kabinie znajdują się wskaźniki pokazujące jego poziom. Po lądowaniu, zanim rozpocznie się kolejny rejs, służby techniczne odpompowują jego zawartość. Ostatecznie nieczystości trafiają tam, gdzie zawartość wszystkich toalet – do oczyszczalni ścieków.

Tej procedury pasażerowie nawet nie zauważają.

Jak wielu procedur, które w lotnictwie odbywają się gdzieś w tle, bez udziału czy nawet wiedzy podróżnych. A to między innymi dzięki nim lot samolotem jest bezpieczny i wygodny. Oczywiście komfort podróży zależy nie tylko od nas, ale i od współpasażerów. Również w kontekście czystości toalet.

Co masz na myśli?

Pasażerowie zostawiają w łazienkach rozmaite rzeczy. Na widoku, nie w koszu.

Co na przykład?

Zużyte podpaski, tampony, pieluchy. Butelki po alkoholu. Wkłady do papierosów elektronicznych. Zdarza się krew na ścianach. Domyślam się, że może to być efekt turbulencji, na przykład w trakcie zmiany podpaski, gdy samolot nagle szarpnie i ktoś odruchowo oprze się o ścianę. Jestem w stanie to zrozumieć. Trudniej zaakceptować sytuacje, gdy toaleta jest całkowicie zabrudzona odchodami. To naprawdę bardzo nieprzyjemne.

Gdybyś miała stworzyć niechlubny ranking tras, na których jest najwięcej sprzątania, to która trasa by wygrała?

Do Tel Awiwu. Zdarza się, że toalety są tak brudne, że musimy je zamknąć jeszcze w trakcie lotu. I nie mówię o pojedynczym przypadku, ale o powtarzających się sytuacjach.

Ludzie palą w toaletach papierosy?

W toaletach zamontowane są czujniki dymu, mimo to zdarza się, że ktoś postanowi zapalić tam papierosa. Częściej jednak są to e-papierosy albo tytoń w podgrzewaczach.

Zapach jest wyczuwalny?

Niemal od razu. W przypadku toalet z przodu samolotu nawet kapitan w kokpicie może wyczuć zapach. Podczas jednego z lotów zadzwonił do mnie z prośbą o sprawdzenie, kto pali. Nie udało się nikogo przyłapać, ale zapach był wyraźny.

Pozostając przy toaletowych tematach: często zdarza się, że pasażerowie mają biegunkę?

Zdarza się. Sama kiedyś miałam taką przygodę.

Jako pasażerka?

Tak. Leciałam z koleżanką na Teneryfę – to około sześciu godzin lotu. Dzień przed wylotem zjadłam coś, co mi zaszkodziło. Od rana miałam silne dolegliwości żołądkowe.

Nie chciałaś zrezygnować z lotu?

Nie, mimo że bardzo się stresowałam podróżą – najpierw lotnisko, potem kilka godzin w samolocie, a na pokładzie są przecież tylko trzy toalety na dwieście osób. Wzięłam wszystkie możliwe leki i byłam bardzo spięta. Na szczęście nie było dramatu, choć musiałam wielokrotnie korzystać z toalety. Zawsze warto mieć przy sobie leki na biegunkę, choćby węgiel.

Są to sytuacje zauważalne dla załogi?

Odpowiem tak: jeśli ktoś większość lotu spędza w toalecie, nietrudno się domyślić, co tam się dzieje. Poza tym w toaletach nie ma szczotek, a co za tym idzie – nie ma również możliwości dokładnego posprzątania po sobie. A załoga regularnie kontroluje toalety ze względów porządkowych i bezpieczeństwa, więc o pewnych rzeczach po prostu wiemy.

Niezręczna sytuacja.

Bez przesady. Wszyscy jesteśmy ludźmi.

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij