-
nowość
Stoicyzm praktyczny - ebook
Stoicyzm praktyczny - ebook
Stoicyzm, któremu czasy antyczne wystawiły majestatyczny pomnik osadzony na filarze zasad, został wzięty za głowę, podniesiony do góry, a pod nogi wsunięto mu świeży, XXI-wieczny fundament. Dzięki temu zabiegowi możemy zostać stoikami ze smartfonem w kieszeni. Możemy, o ile mamy dość odwagi, żeby spojrzeć na siebie w prawdzie, oraz siły, żeby zrobić w swoim wewnętrznym ogródku porządek i powyrywać chwasty. Publikacja pozbawiona jest jakichkolwiek odniesień do historii filozofii. Używa języka potocznego. Stara się doprowadzić do stoickiego modelu, bazując głównie na prawdzie i osobistym wzbogaceniu. Treść zebrana jest w dwa działy: Człowiek i Państwo. Pierwszy opowiada o tym, co jest potrzebne nam samym, żebyśmy zrozumieli własne miejsce w świecie i podejmowali dobre wybory. Drugi opisuje warunki zewnętrzne, które powinny być spełnione, żebyśmy mogli osiągać największą korzyść. Zaprezentowany system rozumienia rzeczywistości jest filozofią uniwersalną, odpowiednią dla każdego.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788396815958 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Wspaniale” – takim słowem, wypowiedzianym całkiem szczerze, z podziwem i wdzięcznością zapewne każdy z nas kwituje od czasu do czasu sytuację, w której został oszukany. „Ach, jak dobrze, że ktoś mnie wykiwał. Było to dla mnie wielce korzystne. Dziękuję”. Prawda, że znacie to uczucie? Że sami szukacie sposobności na bycie okantowanymi, z nadzieją na pożytek, którego normalnie byście nie zaznali?
Obstawiam, że jednak nie. Bardzo rzadko, ze strony osób nam bliskich i najczęściej w żartach – wtedy zdarza się, że wybaczamy nieprawdę i wspólnie się śmiejemy. Kiedy rzecz dotyczy spraw poważnych, chyba rozsądne będzie przyjęcie, że oszuści nie chcą dla nas dobrze. Niemal jak w banku ktoś chce nas wykorzystać i wmanewrować w szkodę.
Zasada działania świadomego kłamstwa jest bodaj zawsze stała. Metodą jest wywołanie kierunkowanego przez kłamcę fałszywego przekonania, które ma wyglądać na prawdziwe. Oszust pragnie, żebyśmy pod wpływem manipulacji samodzielnie podejmowali decyzje korzystne dla niego. Ma zamierzenia, które planuje osiągnąć. Nie dba przy tym o nas. Nic go nie obchodzi nasza szkoda.
(oszust chce, żebyśmy podejmowali decyzje korzystne dla niego)
Nieuczciwy sprzedawca przerysowuje lub zakłamuje cechy produktu, żebyśmy chętniej doszli do przekonania, że chcemy go kupić. Myśląc, że nabywamy przedmiot pasujący do naszych potrzeb, stajemy się właścicielami niekoniecznie trafionej rzeczy. Kłamstwo służyło chwilowemu zaciemnieniu faktów, żebyśmy w stanie niewiedzy (lub „wiedzy” oszukanej) zdecydowali się na wydatek będący na rękę handlarzowi. Żeby w momencie decyzji wydawało nam się, że działamy na swoją korzyść.
Przebiegły i pozbawiony skrupułów polityk, który startuje w wyborach, przez krótki czas kampanii bombarduje wyborców gradem dowolnych zapewnień. Obiecuje każdemu wszystko. Zależy mu tylko na wzbudzeniu poczucia, że wyborcy coś zyskają, jeśli na niego zagłosują. Chodzi tylko o ten jeden moment przy urnie wyborczej. Więcej mu nie trzeba. Ma szansę, o ile uwierzymy, że jest szczery i ma odpowiednie umiejętności, żeby spełnić obietnice. Nie musi być to w żaden sposób związane z możliwościami lub zamierzeniami kandydata – dość, że prawdziwe jest nasze wrażenie.
Jeszcze jeden przykład. Państwo mające plan wzięcia udziału w wojnie uruchamia propagandę. Ten rodzaj manipulacji jest konieczny, żeby zmotywować mieszkańców do poświęcenia. W grę wchodzi niemała stawka – nawet oddanie życia. Zatem poziom kłamstw bywa wówczas olbrzymi. Podczas II wojny światowej, w czasie bitwy o wyspę Okinawa, Amerykanie spotykali całe domostwa Japończyków, którzy zabijali dzieci i siebie, żeby nie wpaść w ręce straszliwego przeciwnika. Propaganda rządowa Kraju Kwitnącej Wiśni intensywnie przekonywała, że wojska Douglasa Mac Arthura to wcielenie zła, a trafienie do niewoli oznacza pewne tortury i poniżającą śmierć. Woleli więc sami skrócić sobie męczarnie.
Przedstawianie wroga jako niemal samego diabła jest częste przy konfliktach zbrojnych. Celem władz japońskich było zaprzęgnięcie wszystkich do solidarnego, wytężonego wysiłku i stawiania oporu. Straszyli obcymi, żeby zapalić do pracy na rzecz rodzimej armii. Miało to jednak skutek uboczny. Kto uwierzył w rządową narrację (w tym cywile), ten – nie mając jak się bronić – wolał popełnić samobójstwo niż poddać się Amerykanom… co w praktyce prawdopodobnie oznaczało długie i spokojne życie. Wybierał ewidentnie źle, bo wydawało mu się, że jest inaczej, niż było naprawdę. Trucizna kłamstwa nadal płynęła w żyłach i faktycznie zabijała.
(fałszywe założenia zawodzą)
Wspomniane przykłady, ale również wiele innych, ujawniają charakter kłamstwa. Manipulant wmawia ofierze fikcyjną rzeczywistość, aby nieszczęśnik dokonywał wyborów korzystnych dla kłamcy. Sprzedawca, żeby zarobić, polityk, żeby zyskać władzę, władza, żeby poddani chcieli walczyć itp. Najczęściej dzieje się to z niekorzyścią dla samej ofiary, ale ona o tym nie wie w kluczowym momencie.
(kłamstwo działa na niekorzyść oszukanego)
Człowiek z natury kieruje się swoim najlepszym interesem. Chce realizować własne cele. Opiera się przy tym na wiedzy o świecie. Jeśli będzie pewien, że idzie powódź, usypie wał wokół domu. Jeśli ma przyjść susza, zgromadzi wodę. Co jednak, kiedy przyswoi wiedzę nieprzystającą do rzeczywistości? Wyobrażamy sobie, co będzie, jeżeli gospodarz nisko położonej posiadłości, tuż przed powodzią, zostanie oszukany, że idzie susza i wiele zyska, o ile założy w ogrodzie basen. Wykonawca zbiornika zarobi, a biedak, pozbawiony wiedzy o tym, co się święci, straci dom. Uwierzył w nieprawdę, dlatego wybrał źle.
Zaplanowana nieprawda zmienia percepcję poznawczą tak, że poddani kłamstwu wybierają z korzyścią dla kogoś innego, mając złudne przekonanie, że są wygranymi oraz świadomie i dobrowolnie zarządzają życiem. Nie! Dokonują wyborów, przebywając umysłem w wyimaginowanym świecie. Przypomina to chodzenie z nałożonym na głowę szczelnym pojemnikiem, w którym wyświetlany jest film. Znajdujący się wewnątrz widz, kiedy nie jest świadom, że to tylko projekcja, kieruje się fałszywym obrazem. Idzie, jak mu się wydaje, prostą ścieżką, chadza po urodzajnych polach i cieszy ze szczęścia, jakie go spotkało. Wydaje mu się, że film pokazuje rzeczywistość, w której jest w pełni swobodny. Niestety dla niego, ruchy wykonuje w prawdziwym świecie. Nie w tym, który on widzi. Idąc, wcale nie chodzi ścieżką. Nie wie, gdzie naprawdę się porusza. Równie dobrze może zaraz wpaść w przepaść.
Utrwalmy – po co ktoś miałby karmić nas urojeniami? Po to, żeby wydawało nam się, że jesteśmy nieskrępowani, ale robili to, czego on chce. Żebyśmy nie byli wolni, tylko podporządkowani. Nie działali na swoją korzyść, tylko na obcą. Nie realizowali swoich celów, tylko cudze.
(kto żyje w kłamstwie, jest marionetką)
Dochodzimy do ważnej refleksji. Bez jej zrozumienia dalsza część książki będzie nieczytelna i konsternująca. Jedynym wyjściem z pułapki – jakże nieprawdopodobnie trudnym! – jest bezpardonowa nienawiść do kłamstwa. Piszę, że zadanie jest wyjątkowo karkołomne, porównywalne ze wspinaczką na Mount Everest, ze względu na skutki oraz brak innych rozwiązań. Aby być wolnym, nie ma absolutnie żadnej innej alternatywy.
Pozostawanie w fałszywych wyobrażeniach jest – powtórzmy – niewolniczym wdrażaniem czyichś planów z prawdopodobną szkodą dla siebie. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy lubimy jakąś teorię, styl życia, światopogląd albo partię polityczną. Pewnym kompasem jest wyłącznie prawda.
Przyjęcie motta „tylko prawda” oznacza jednak między innymi, że nie możemy w próbie rozumienia świata opierać się na wrażeniu błogostanu. Dla własnego dobra. Nie oceniamy wiarygodności innych ludzi przez pryzmat zgodności tego, co mówią, z naszymi poglądami. Jeśli okaże się, że najbardziej znienawidzonych przeciwników nie jesteśmy w stanie złapać na kłamstwie, za to odkrywamy kanty autorstwa naszych ulubieńców, bez skrupułów weryfikujemy przekonania. Oszust nie jest dla nas przyjacielem. Cóż, że tak go lubimy? Może lubimy, bo schlebia naszym błędom i utrzymuje w wygodnym dołku, bo ma w tym cel?
Nie możemy wydawać werdyktu, że coś jest wiarygodne, bazując na wskazaniu emocjonalnych upodobań i wewnętrznym komforcie. Nasz najgorszy wróg tkwi w nas. Naturalna i nieprawdopodobnie silna jest skłonność do uporczywego tkwienia w raz przyjętych poglądach i nie raz z całych sił wypieramy ze świadomości wszystko, co im przeczy. Mamy zdumiewającą zdolność do zaprzeczenia ewidentnym dowodom własnego błądzenia.
Gdyby było inaczej, nie istniałyby sekty, których wyznawców nazwę „żywymi sitami”, przez które przelatuje cała rzeczywistość z wyjątkiem szczegółów pasujących do wybranej tezy. Nie istniałyby nurty myślenia o charakterze sekciarskim. Nie znalibyśmy teorii spiskowych. Nie spotkalibyśmy nigdy na swojej drodze nikogo, kto rękami, nogami, zestawem dawno obalonych argumentów, skakaniem między tematami broniłby się przed – zdawałoby się oczywistym – faktem. Nie znalibyśmy ludzi, dobrowolnie i z determinacją oddającymi władzę nad sobą i swoim myśleniem wyłącznie mediom stronniczym – tylko tym, których przekaz przytakuje naszym poglądom, czyli daje ulgę, że nie trzeba w sobie nic zmieniać.
(kto szuka prawdy, nie boi się mentalnej niewygody)
Przykro mi bardzo, ale lenistwo szkodzi. Uciekanie w łatwą ułudę jest prostą drogą do marnowania życia. Kłamstwo, nawet jeżeli atrakcyjne i sprawiające nam niewysłowioną radość, ma wszak pozbawiać wolności. Jedynie trudna, stała konfrontacja z rzeczywistością i odcinanie się od fałszu dają szansę na bycie wolnym.
Tylko co to jest wolność?Wolność
Obalmy na początek mit, że wolność oznacza wyłącznie posiadanie wyboru. Najlepiej nieograniczonego. Otóż nie. To za mało.
Wyjdźmy od tezy, że człowiek wolny zarządza swoim życiem. Jeżeli nie zgadzacie się Państwo z tym założeniem, chętnie kiedyś poznam argumentację stanowiska przeciwnego, że wolność to bycie zarządzanym przez kogoś, ewentualnie przez przypadek. Na razie pozostanę nieprzekonany i podtrzymam twierdzenie. Człowiek wolny zarządza swoim życiem.
Teraz wyobraźmy sobie następującą, całkiem realną sytuację. Chorujecie na groźną chorobę i macie do wyboru dwie istniejące metody leczenia. Horrendalnie drogą, która wpędzi Was w długi, oraz sporo tańszą, niemniej również czyszczącą konto bankowe. Którą wybieracie? Proszę o decyzję.
Gdybym miał zgadywać, to spodziewam się u Państwa głębokiego niedosytu informacji. Myślę, że chcielibyście wiedzieć coś więcej o skuteczności leczenia, powikłaniach czy ryzyku. Przy niezbyt skomplikowanym plombowaniu dziury w zębie mamy zwykle do dyspozycji kilka wariantów, różniących się kosztem, trwałością i ryzykiem. Musimy główkować. A co dopiero, kiedy dolegliwość zagraża życiu.
Twierdzę, że sam dostęp do alternatyw nie wystarczy, żeby mieć poczucie, że jesteśmy w stanie wybrać optymalnie. Wybór jest, ale nie wiadomo, co wydarzy się przy różnych wariantach. Zatem – uwaga! – kiedy nie wiemy, jakie będą skutki, gdy zdecydujemy się na jedną z dróg, to nie zarządzamy swoim życiem. Nie na tym polega zarządzanie, że idzie się na oślep. Żeby zmierzać w zaplanowaną stronę, trzeba mieć wiedzę, jakie są konsekwencje wyborów. W innym wypadku los, nomen omen, losujemy. Z naszego punktu widzenia będzie on przypadkowy, jeżeli z góry nie znamy skutków, nawet przybliżonych.
Do zarządzania swoim życiem nie wystarczy swobodny wybór. Potrzebna jest jeszcze znajomość konsekwencji. Dopiero wówczas mamy szansę sterować w zaplanowanym kierunku.
(do kierowania swoim życiem niezbędna jest wiedza)
Doskonałą ilustracją z popkultury jest ikoniczna scena z filmu Matrix. Pasuje do tematu perfekcyjnie. Morfeusz proponuje Neo dwie pigułki, wyjaśniając skutki ich zażycia. Niebieska przeniesie go z powrotem do świata, który zna, czerwona wyrwie z kłamstwa i pokaże prawdę, nie dając możliwości powrotu. Pierwsza jest łatwa, bo nie trzeba nic zmieniać, druga oznacza niebezpieczeństwo. Jaki, u licha, miałoby sens ryzykowne spotkanie bohaterów, gdyby propozycja brzmiała: „Oto dwie pigułki. Niebieska i czerwona. Nie powiem ci, co się stanie, kiedy którąś zażyjesz, ale jedną musisz wybrać”? Czy tak objawiałby się wolny wybór, że sięga się po którąkolwiek z opcji, nie rozumiejąc różnicy pomiędzy nimi? No nie. Kierowanie swoim życiem nie polega na przypadkowości, tylko intencjonalnym zdążaniu do obranego celu.
Na tym nie koniec. Dodam jeszcze jeden kluczowy składnik realnej wolności, czyli zarządzania sobą. Nie tylko musimy mieć wybór i być świadomi, co nas czeka w każdym z wariantów. Nasza wiedza nie może być obarczona fałszem. Musi być prawdziwa. Nieadekwatne do rzeczywistości rozpoznanie zazwyczaj nie zablokuje nam wyboru. Dalej będziemy nieskrępowani. Nie oznacza to jednak, że wybierzemy to, na czym nam zależy. Sięgniemy po to, co jedynie wydaje się tym, na czym nam zależy. Faktycznie ugrzęźniemy w gęstwinie złudzeń.
Dajmy na to, podpisujemy umowę z operatorem telefonii. Nie mamy wielkich wymagań. Naszym zamierzeniem jest móc rozmawiać. Nic więcej nie chcemy, więc prosimy o dobranie adekwatnego abonamentu. Handlowiec przedstawia ofertę z najtańszymi rozmowami. Zadowoleni podpisujemy umowę, ale po miesiącu dostajemy rachunek, na którym są dodatkowe płatne usługi, o których nic nie wiedzieliśmy. Tymczasem wśród taryf była inna, z droższymi co prawda rozmowami, ale bez żadnych innych zobowiązań i ona była korzystniejsza.
Ważne, żebyśmy zrozumieli, co się w powyższym przykładzie wydarzyło. Mieliśmy określony cel: rozmawiać przez telefon jak najtaniej. Sprzedawca miał inny: jak najwięcej zarobić. Aby go urzeczywistnić, zafałszował naszą wiedzę, przemilczając niekorzystne zapisy umowy. Wydawało nam się, że zgadzając się na sugerowane rozwiązanie, działamy na własną korzyść. Okazało się inaczej. Działaliśmy na korzyść sprzedawcy, któremu udało się obarczyć nas dodatkowymi kosztami. Czy w chwili decyzji byliśmy wolni? Wybór wszak mieliśmy, nikt nas do niczego nie zmuszał. Dysponowaliśmy również „wiedzą”. Nie weryfikowaliśmy prawdy, bo komu chciałoby się czytać wielostronicowy dokument? Mimo nieprzymuszenia i wyboru realizowaliśmy jednak cudze zamierzenia.
Traf chciał, że po napisaniu powyższych akapitów i wymyślonego przykładu miałem rozmowę z handlowcem dostawcy internetu. Poprosiłem o opisanie parametrów najtańszego abonamentu. Zmarszczyłem czoło w trakcie odpowiedzi, bo coś przestało się zgadzać. „Na państwa stronach widziałem tańszy pakiet” – przerwałem. „Ach, zaraz sprawdzę… rzeczywiście jest”. No jakżeż się on ukrył, perfidny!
Powtórzmy – tylko unikanie błędnych informacji da nam zdolność do zarządzania sobą i realizowania swoich zamierzeń.
(aby być wolnym, trzeba dysponować wiedzą prawdziwą)
Jesteśmy gotowi, żeby zacząć zgrabnie zszywać się z narracją poprzedniego rozdziału. Intencjonalne kłamstwo jest czyimś planem, żebyśmy wykonywali jego wolę. Pozbawieni prawdy decydujemy się na czyny, które dają nam złudzenie posiadania wpływu na swoje życie, gdy tymczasem są wdrażaniem obcych scenariuszy. Wciąż pozostaję przy zdaniu, że kiedy ktoś zarządza naszym życiem, to nie jesteśmy wolni. Wprost przeciwnie. Postępowanie w takt cudzych manipulacji jest niewolnictwem. To nic, jeśli nieuświadamianym. Nie interesują nas przecież pozór czy wrażenia, tylko rzeczywistość. Wnioskujemy więc, że kierujemy sobą zgodnie z intencją tylko wtedy, kiedy znamy prawdę. Kluczowe są owa intencja i odpowiadający jej efekt. Analizując wolność, sprawdzamy, czy zamierzenia wywołują zaplanowany skutek.
Czym zatem jest lub nie jest wolność? Wolność nie jest jedynie swobodą wyboru, brakiem presji ani możliwością robienia, co się chce. Wolność to zdolność do skutecznej realizacji własnych celów. Nazwę je _celami wolności_. Człowiek wolny ma cele i może je urzeczywistniać. Jedynie mając cele, jesteśmy w stanie przetestować nasze otoczenie i stwierdzić, czy jesteśmy wolni. Życie więźnia: cela, stołówka, spacerniak, cela, stołówka, spacerniak nie różni się od życia: praca, zakupy, dom, praca, zakupy, dom, jeśli w obu przypadkach podmiot nie ma wykraczających poza rutynę planów ani ambicji zmiany. Dopiero próba urzeczywistnienia obranych celów ujawni, kto jest mniej, a kto bardziej wolny.
(wolność to zdolność skutecznej realizacji celów)
Chcemy mieć abonament telefoniczny z najtańszymi rozmowami? Musimy mieć wybór i niezakłamaną wiedzę, żeby cel zrealizować. Wówczas wybór doprowadzi do osiągnięcia _celu wolności_, a więc w zakresie usług komunikacyjnych stwierdzamy, że jesteśmy wolni. Daliśmy się oszukać? Naszym kosztem swoje cele zrealizował sprzedawca. Staliśmy się więc na chwilę jego niewolnikami. Nie byliśmy wolni. Pracowaliśmy na kogoś innego.
(oszukana wiedza czyni z nas niewolników)
Podobny skutek, choć bez złych intencji ma miejsce, gdy ktoś się myli. Błądzi na własny rachunek lub zaraża oszustwem otoczenie. Tak, utrzymuje w umyśle bezwartościowy fałsz, identycznie jak przy kłamstwie, ale nie zakładamy z góry, że chce kogoś zmanipulować. Powiedziałbym nawet, że jest ofiarą i to on ryzykuje poniesienie straty w pierwszej kolejności i największej. Taka jest natura wiary w nieprawdę, że skłania do podejmowania złych decyzji.
(wiara w nieprawdę to przepis na stratę)
Między wierszami będę od czasu do czasu wspominał o błędach, na jakie jesteśmy podatni. Nie o konkretnych, ale ogólnie. Nie jesteśmy wszechwiedzący. Poza tym wiedza, którą dysponuje ludzkość, bez wątpienia obarczona jest pomyłkami. Skoro dotychczas zawsze tak było, znamy iluzje każdego z przeszłych pokoleń, sami wciąż zaskakujemy się, że mieliśmy przekonania odstające od rzeczywistości – nie ma najmniejszych podstaw do stwierdzenia, że jesteśmy lub kiedykolwiek będziemy całkowicie wolni od fałszu, o ile nie nastąpi jakaś dramatyczna zmiana świata.
Ponieważ nie zapowiada się, że komuś z nas, komukolwiek, uda się ucieczka od pomyłek, musimy zaakceptować istniejące ograniczenia. Każda nasza decyzja niesie ryzyko pójścia w kierunku, w którym nie zamierzaliśmy iść. Nie damy rady w pełni kontrolować naszej przyszłości. Jest to niemożliwe. Bezproblemowe zarządzanie swoim życiem jest utopią. To, co możemy zrobić, to rozpoznawać pomyłki i korygować kurs. Do celu zmierzać zygzakiem, jeśli natrafimy na ślepe uliczki.
(nie dążymy do doskonałej wolności, tylko do osiągalnej)
W naszym zakresie jest jednak z reguły poprawianie własnych szans. Prawdopodobieństwo porażki możemy zmniejszyć przez zdobywanie wiedzy. Im więcej umiemy, im szersze mamy horyzonty, im jaśniej widzimy rzeczywistość, tym trudniej nas będzie oszukać. Żeby osiągać cele, żeby nie być sami sobie przeszkodą (przez niewiedzę lub błędne przekonania), trzeba być gotowym do uczenia się. „Uczenie się” oznacza także weryfikowanie już posiadanej wiedzy, kiedy podejrzewamy, że może mieć skazy.
(nauka powiększa wiedzę, a więc i wolność)
***
_Cele wolności_ uświadamiają nam, czy jesteśmy wolni. Cele powinny być jednak osiągalne. Nie stawiamy sobie celów niemożliwych do zrealizowania. Aczkolwiek przy rozgraniczaniu, co może nam się udać, a co nie, zachęcam do poczynań ambitnych.
Jesteś aktualnie księgowym, ale chcesz polecieć na księżyc Jowisza? Dlaczego nie? Na chłodno oceń, jaki może być rezultat, jeśli skoncentrujesz życie na jednym zadaniu i absolutnie wszystko, co robisz, będzie podporządkowane ustalonemu zamierzeniu. Determinacja to niezwykły cudotwórca.
Chcesz polecieć na ziemski Księżyc, ale Twoim priorytetem jest opieka nad rodziną, a więc nie możesz i nie chcesz skupić się wyłącznie na sprawach kosmicznych? Nie polecisz. Odrzuć pomysł i nie zaprzątaj nim sobie głowy. Astronautyka jest poza zasięgiem księgowego, przywiązanego do domowego ogniska.
Nie można narzekać, że nie jest się wolnym, kiedy nie da się zrobić niemożliwego. Niemożliwe to niemożliwe. Szkoda energii na bezskuteczne zmagania. Lepiej zawczasu porzucić rojenia niż bez przerwy zderzać się ze szklaną ścianą.
(nie zajmujemy się celami niemożliwymi)
***
Przeszkodą w korzystaniu z wolności nie są jedynie kłamstwa, błędy czy ograniczona wiedza. Pętać nas może również przymus. Różnego pochodzenia. Najoczywistszym jest dyktat pochodzący z zewnątrz. Groźby, tortury, szantaż, w tym psychiczny, presja otoczenia, mody, oczekiwania innych ludzi, prawodawstwo itd. – repertuar środków jest obszerny i ma potencjał stania się przeszkodą w realizacji _celów wolności_.
(przymus ogranicza swobodę realizacji celów)
Rygor narzucają czasami siły zewnętrzne, ale nie zawsze. Niekiedy kryją się one także wewnątrz nas. Fobie (strach przed czymś niegroźnym lub nierealnym), kompleksy (poczucie niemocy, nieoparte na cierpliwej weryfikacji własnych możliwości), apatia (niepoparte dowodami zwątpienie w słuszność celu lub w możliwości realizacji) to bariery mogące skutecznie przeciwstawiać się woli.
Wspomniałem o „cierpliwej” kontroli posiadanych zdolności, ponieważ nasze możliwości zmieniają się wraz ze zdobywaniem doświadczenia. Niepowodzenie dzisiaj nie musi od razu oznaczać, że absolutnie nie da się czegoś zrobić. Być może w negatywnym przeżyciu odkryjemy, co trzeba poprawić, żeby ponownie spróbować osiągnąć cel.
(porażka to nauka)
***
Jako osobną grupę nacisków zostawiam nałogi. Właśnie na tym polegają nałogi, że jesteśmy do czegoś przymuszani od wewnątrz. W czasie, kiedy służymy uzależnieniu, nie zajmiemy się swoimi celami. Czas ten niejednokrotnie uznać trzeba za stracony.
Przykład. Ktoś ma chęć, żeby wyjechać pod namiot, rano wejść na szczyt góry i zobaczyć wschód słońca. Znam ludzi, którzy nie są w stanie funkcjonować, jeśli po przebudzeniu nie napiją się… kawy. W obcym miejscu chodzą jak zombi, żebrząc o łyk kofeiny. Nie mogą skupić się na czymkolwiek innym, dopóki nie zaspokoją pożądania wewnętrznego władcy. Zobaczcie, jak niewinny, w ogóle niedestrukcyjny nałóg, ogranicza możliwości. Kofeiniści w planach muszą uwzględniać słabość, która zajmuje im czas. Muszą zatroszczyć się o nadmiarową potrzebę. Wstają wcześniej, żeby zrobić nieodzowny napój lub błąkać się po polu namiotowym, prosząc innych o ratunek.
(nałogi ograniczają możliwości realizacji celów)
Palacze w głębokim nałogu mają z kolei trudność podróżowania pociągami czy samolotami – środkami transportu, w których obowiązuje zakaz palenia, a trzeba w nich spędzić kilka godzin. Nad ich planami stale unosi się klątwa niewidzialnego upiora: „możesz zrobić, co uważasz, proszę bardzo, ale będziesz się męczył”.
Regularnie stykam się z oponentami przedstawionego poglądu. Zazwyczaj, a może nawet zawsze, są nimi nałogowcy. Naturalne jest, że łatwiej poszukać jakiegokolwiek wytłumaczenia niż postawić się w świetle, w którym widać, że przydałaby się zmiana.
Zmiany są trudne, wymagające, kosztowne albo nawet niemożliwe. Czujemy, że inni powinni się zmieniać, nie my! Odruchowo bronimy się przed dźwiganiem ciężarów, zwłaszcza z dużym ryzykiem niepowodzenia. „Dobrze waść piszesz, ale tylko do momentu, kiedy nic nie muszę ze sobą robić”.
W obliczu buntu zasadniczym pytaniem pozostaje: jaka jest prawda? Żeby być wolnym, musimy przyjąć prawdę. Nie da się inaczej. O tym pisałem, że akceptacja prawdy jest potwornie trudna. Nie ma jednak innej drogi do wolności. Kłamstwa zniewalają, mącąc percepcję i wpływając negatywnie na wybory. Prawda ma wyłączność bycia dobrą przewodniczką po meandrach życia, bez względu na ból i odczuwany sprzeciw.
(droga prawdy jest trudna)
Dobrym krokiem w stronę wolności jest akceptacja, że jest się uzależnionym. Czy taka jest prawda? Jeśli tak, będziemy bogatsi, kiedy podporządkujemy myślenie faktom, a nie będziemy czarowali rzeczywistości, żeby pasowała do myślenia.
Sceptycy mówią, że jedzenie to też nałóg. Tak jak oddychanie. I co z tego, że ktoś ma jeszcze inny, skoro musi się posilać, a więc być niewolnikiem głodu? Aby odpowiedzieć, przyda nam się zasada wspomniana przed chwilą, żeby nie zaprzątać sobie głowy rzeczami, których nie da się zmienić. Żeby żyć, trzeba jeść, oddychać i podejmować parę innych aktywności. Bezdyskusyjnie nic z tym nie zrobimy. Jesteśmy zmuszeni przyjąć fakt do wiadomości i pogodzić się z nim.
Diametralnie inaczej wygląda rzecz z nałogami. Nałogów nie musimy mieć. Nałogi należą do kategorii ograniczeń wolności, których jesteśmy w stanie uniknąć. Mamy wpływ na to, czy zostaniemy nałogowcami. Abstynencja jest na przykład metodą stuprocentowo skuteczną. Omijanie rzeczy, o których wiemy, że mają moc przejmowania władzy nad człowiekiem, jest niezawodnym sposobem.
(mamy władzę, żeby unikać nałogów)