Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Suknia prababki - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 marca 2026
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Suknia prababki - ebook

Projektantka mody Allie McDonald przyjmuje zaproszenie kolegi do jego domu nad jeziorem, z dala od Nowego Jorku. Będzie tam mogła obejrzeć i wybrać sobie ubrania jego prababki, która nosiła piękne kreacje. Wakacje w pięknej willi okazują się dla Allie niezwykłe jeszcze z innego powodu. W tym samym czasie przyjeżdża tam brat gospodarza – przystojny, seksowny i bogaty Jonas Meyer…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-2715-8
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

‒ Wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie wylali. Zawsze powtarzali, że podoba im się to, co robię. ‒ Allie McDonald chodziła nerwowo po niewielkim salonie w mieszkaniu, które zamieszkiwała razem z przyjaciółką Julie. ‒ Klientkom też podobały się moje projekty. Wiele razy słyszałam, jak je chwaliły. Nie mogę pojąć, dlaczego zwolniono mnie, a zostawiono tę jędzę, która siedzi tu od zawsze.

Jej współlokatorka nie sprawiała wrażenia nadmiernie przejętej problemem Allie.

‒ Jakoś to przeżyjesz.

‒ Wiem, wiem, masz mnie dosyć. Przez ostatni tydzień o niczym innym nie mówiłam.

‒ Naprawdę? ‒ Julie przerzuciła kolejną stronę kolorowego magazynu, który właśnie przeglądała. ‒ Szczerze mówiąc, przestałam cię słuchać już po pierwszej minucie.

Allie przewróciła oczami. Zaprzyjaźniła się z Julie Turner jeszcze w Rhode Island School of Designe i wiedziała, że może na niej polegać. To właśnie dzięki pomocy rodziców Julie znalazły ten apartament. Jej rodzice znali w tym mieście wszystkich i wiele razy z tego korzystały.

Łatwo byłoby znienawidzić Julie, gdyby tylko nie była taka wspaniała. Piękna, inteligentna, pełna uroku i do tego bogata z domu. Mężczyźni mieli na jej punkcie bzika. W dodatku mogła bezkarnie jeść, co tylko chciała, i wciąż była szczupła. Zaraz po szkole dostała pracę w Vanity Fair.

Przy tym wszystkim była jednak naprawdę dobrym człowiekiem.

Allie stanowiła jej przeciwieństwo. Była dość pospolitej urody i nie należała do kobiet, którym mężczyźni ścielą się do stóp. Szczupłą figurę zawdzięczała nieustannym wyrzeczeniom, a pracę grafika w Boynton Advertising znalazła dopiero rok po skończeniu szkoły. Pracowała w niej pięć lat i właśnie teraz znów wylądowała na przysłowiowym bruku. Julie obiecała, że będzie płaciła całe czesne, zanim Allie znajdzie nową pracę.

Usiadła na kanapie obok Julie i oparła głowę o zagłówek.

‒ Czuję się, jakbym była ostatnim nieudacznikiem na tej ziemi.

‒ Nie jesteś nieudacznikiem.

‒ Ale czuję się tak, jakbym była.

‒ Przestań wreszcie marudzić.

Allie klasnęła w dłonie.

‒ Pomogło, dziękuję!

‒ Twój problem polega na tym, że masz za dużo wolnego czasu.

‒ Zapewne tak. Ale tylko dlatego, że nie mam pracy, bo zostałam wylana.

‒ I szukasz teraz następnej, ale najwyraźniej nie wypełnia ci to całego dnia.

‒ Wiem, wiem. I jęczę ci nad głową.

‒ Wcale mi to nie przeszkadza. Możesz sobie jęczeć do woli. Gdybym tylko mogła ci w czymkolwiek pomóc, daj znać. Zrobię dla ciebie prawie wszystko, poza oddaniem mojej pracy.

‒ No widzisz, a właśnie miałam cię o to prosić. ‒ Allie uśmiechnęła się do przyjaciółki. ‒ Jesteś słodka, że w ogóle ze mną wytrzymujesz. Miałam nadzieję, że sześć lat po skończeniu szkoły zajdę dalej.

Julie uniosła perfekcyjnie wykrojoną brew.

‒ Moim zdaniem powinnaś stworzyć coś własnego. Zaprojektować kolekcję, która szturmem zdobędzie Paryż, Mediolan i Londyn. Przynajmniej będziesz miała jakieś zajęcie.

Allie popatrzyła bezradnym wzrokiem w sufit. Odkąd zaczęła pracować w Boyton, nie zaprojektowała niczego naprawdę dobrego.

‒ Jakoś mi ostatnio nie idzie.

‒ Twój optymizm jest porażający.

W tej chwili zadzwonił telefon Allie. Wyjęła go z kieszeni i spojrzała na wyświetlacz. Może dzwonią w sprawie pracy?

‒ To Erik.

‒ Twój ulubiony kolega.

‒ Raczej były kolega. Nareszcie się od mnie odczepił.

Odebrała telefon.

‒ Witaj Erik.

‒ Allie! ‒ Jego głos zabrzmiał tak donośnie, że musiała odsunąć telefon od ucha.

‒ O co chodzi, Erik? ‒ Uniosła rękę w pełnym dramatyzmu geście. ‒ Nie, nie mów mi. Chcą, żebym wróciła. Błagają o to.

‒ Szczerze mówiąc, powinni. To błąd, że pozwalają ci odejść.

Miała nadzieję, że Erik rzeczywiście myśli to, co mówi.

‒ Zgadzam się z tobą w całej rozciągłości.

‒ Jak sobie radzisz?

‒ Kiepsko. Jestem sfrustrowana i znudzona.

‒ Potrzebujesz rozrywki?

‒ Najpierw powiedz mi, co konkretnie masz na myśli.

Chciała mieć pewność, że Erikowi nie chodzi o to, żeby wskoczyć jej do łóżka. Był z tego znany, a ona nie zamierzała stać się jego kolejną zdobyczą. Może dlatego poświęcał jej tyle uwagi.

Najzabawniejsze było to, że naprawdę go lubiła. Podejrzewała, że w głębi duszy jest facetem o miękkim sercu i czasem nawet było jej go żal. Zazwyczaj była dla niego miła, co pozwalało mu myśleć, że wciąż ma u niej szansę. Mężczyźni czasami naprawdę bardzo wolno myślą.

‒ Allie, to twoja życiowa szansa.

‒ Mhm.

‒ Masz ochotę spędzić tydzień albo dwa w Adriondacks nad jeziorem George?

‒ W twoim rodzinnym domu? ‒ Słyszała o tym miejscu i oglądała zdjęcia. Naprawdę piękna posiadłość położona w uroczym miejscu. Pokusa była wielka. Wyjechać z zatłoczonego, śmierdzącego Nowego Jorku i pomieszkać chwilę w raju… Wiedziała, że z praktycznego punktu widzenia to nie był rozsądny pomysł, ale kto oparłby się takiej pokusie?

‒ Tak, w naszym leśnym domku.

Nazwanie tej posiadłości domkiem było z jego strony czystą kokieterią, ale nie zamierzała się sprzeczać.

‒ Chcesz powiedzieć, że bylibyśmy tam tylko we dwoje?

‒ Nie powiedziałem ci jeszcze najlepszej części.

‒ Słucham uważnie.

‒ Na strychu jest mnóstwo szaf z ubraniami mojej babci i prababci, które były wielkimi fankami nowinek z zakresu mody.

Allie nastawiła uszu. Stare ubrania były jej prawdziwą pasją.

‒ Czyżby?

‒ Mama chce się ich pozbyć, zanim sprzeda dom.

‒ Sprzedaje waszą rodzinną posiadłość?

‒ Tak. Odkąd przeprowadzili się z tatą do Niemiec, utrzymanie tego domu stało się zupełnie nieopłacalne. Namawiałem brata, żebyśmy odkupili go od nich do spółki, ale jakoś nie bardzo chce się zgodzić. A dla jednej osoby jest za duży.

‒ To straszne.

‒ Wiem. Ale wracając do ubrań. Miałabyś prawo wyboru. Co tylko zechcesz.

Ubrania z lat dwudziestych i czterdziestych minionego wieku. To mogła być naprawdę niewiarygodna kolekcja.

‒ Brzmi nieźle. Ale, Erik, czy oprócz nas byłby tam ktoś jeszcze?

Julie pogroziła jej palcem.

‒ Och, Allie, widzę, że wciąż mi nie ufasz.

Serce wciąż waliło jej w piersiach na myśl o tej kolekcji. Czy byłaby w stanie zapłacić za nią swoim ciałem? Chyba jednak nie.

‒ Obiecuję ci, że nie będę ci się narzucał. Wiem, jak bardzo chciałabyś rzucić okiem na te ubrania. I wiem, że krótkie wakacje dobrze ci zrobią.

‒ Sama nie wiem…

Julie podniosła dłoń w ostrzegawczym geście.

‒ No dobrze, będzie tam ktoś jeszcze.

‒ Tak? A kto taki?

Julie sceptycznie zmarszczyła brwi.

‒ Mój brat, Jonas. I jego dziewczyna.

Jonas. Najgorętszy facet w tej części świata.

‒ Chcesz mnie tam zwabić, a Jonas ma być przynętą, tak?

‒ Ależ skąd! Jak coś podobnego mogło ci w ogóle przyjść do głowy? Prześlę ci mejl, w którym pisze, że się tam wybiera. Pomyśl tylko, strych pełen starych ubrań: butów, kapeluszy, sukien, a pewnie także bielizny. Jak mogłabyś przepuścić taką okazję?

Rzeczywiście, nie mogła. Nie tylko potrzebowała krótkiego wypoczynku, ale w głębi ducha miała nadzieję, że gdzieś pośród tych starych ubrań może odkryje coś, co popchnie jej karierę na zupełnie nowe tory. Odkąd sięgała pamięcią, fascynowały ją ubrania z minionych epok, a Edith Head, która projektowała kostiumy dla gwiazd filmowych w latach trzydziestych aż do lat sześćdziesiątych, była jej guru.

Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Musiała w jakiś sposób zarabiać na życie, bo, w przeciwieństwie do Erika, nie mogła liczyć na wsparcie rodziny. Trzech spośród jej pięciu braci poszło na studia, żeby zostać handlowcami, ale ona zawsze pragnęła dla siebie czegoś więcej. Jej ojciec znalazł sobie nową żonę i wraz z nią i jej dwojgiem dzieci zamieszkał we wspaniałym mieszkaniu na Upper East Side, podczas gdy oni przeprowadzili się do Brooklynu. Ich sześcioosobowa rodzina gnieździła się w trzypokojowym mieszkaniu w dzielnicy, która graniczyła z przedmieściami. Matka, nie mogąc sobie poradzić z rzeczywistością, zaczęła pić.

Kilka razy do roku odwiedzali ojca w jego luksusowym mieszkaniu i nie były to przyjemne wizyty. Allie przyrzekła sobie wówczas, że nigdy nie popełni tego błędu co matka i nie uzależni się od mężczyzny. Posiadanie własnych pieniędzy było dla niej najważniejszą rzeczą na świecie.

‒ Przyjadę po ciebie w piątek po pracy.

‒ Erik…

‒ Zobaczysz, będziemy się świetnie bawić. I wejdziesz w posiadanie najwspanialszych ubrań, jakie kiedykolwiek widziałaś.

‒ Nie podjęłam jeszcze decyzji.

‒ Daj, spokój. Po prostu powiedz: tak.

‒ Daj mi jakąś godzinę. Muszę się zastanowić.

‒ Allie, przecież wiesz, że chcesz jechać. Będziesz miała ze sobą telefon, komputer i w razie potrzeby zawsze będziesz mogła przyjechać do miasta. Niczego nie stracisz. Chyba że tu zostaniesz.

Miał rację. Nie musiała tu siedzieć, żeby kontrolować swoje życie. Jeśli ktoś odezwie się do niej w sprawie pracy, będzie mogła się z nim porozumieć mejlowo lub telefonicznie. I zawsze może przyjechać do Nowego Jorku.

No i te ubrania. Nie wspominając o jeziorze. I eleganckim domu. Życie, jakie wiodła Julie. Życie, jakie wciąż miała nadzieję wieść w przyszłości. Tylko tydzień albo dwa, a potem powrót do rzeczywistości.

‒ Naprawdę będzie tam twój brat ze swoją narzeczoną i naprawdę nie będziesz mi sie narzucał?

‒ Naprawdę ‒ odparł bez chwili wahania.

Odwróciła spojrzenie od patrzącej na nią ostrzegawczym wzrokiem Julie.

‒ Okej, Erik. Pojadę.

Jonas siedział w sali konferencyjnej w Boston Consulting, uderzając nerwowo długopisem w udo. Ci sami starzy klienci, te same problemy. I ci sami ludzie sugerujący te same rozwiązania.

Tak, niełatwo było wymyśleć coś, co zahamowałoby spadkową tendencję, jaka ostatnio wyraźnie dawała się zauważyć w firmie. Niełatwo im będzie odzyskać pozycję lidera na rynku. Potrzeba do tego śmiałych, drastycznych wręcz decyzji, które zmotywują zatrudnionych w BC ludzi do efektywnej pracy.

Niestety, szefowie Boston Consulting nie myśleli w podobny sposób. Jonas doskonale o tym wiedział, gdyż, ilekroć chciał przeforsować swoje pomysły, spotykał się ze stanowczą odmową.

„To zbyt kosztowne, Jonas. Nasi klienci spodziewają się, że zaoszczędzimy ich pieniądze, a nie wydamy. Zbyt radykalne. Bez szans na powodzenie”.

Z czasem Jonas nabierał coraz większego przekonania, że to nie tutaj jest jego miejsce. Jak dotąd nie podjął jeszcze żadnej decyzji, ale był tego coraz bliższy.

Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność. Długopis stukał coraz szybciej. Jonas marzył jedynie o tym, żeby stąd wyjść.

Jakby w odpowiedzi na jego modlitwy, zadzwonił telefon. Erik. Natychmiast zerwał się z krzesła, przeprosił i wyszedł na korytarz.

‒ Co tam się stało, Erik?

‒ Chciałbym, żebyś w ten weekend przyjechał do Lake George. I to na tydzień albo dwa.

‒ A niby po co?

‒ Allie McDonald.

‒ Co z nią? ‒ Poznał Allie w grudniu, kiedy był w Nowym Jorku w interesach. Różniła się od kobiet, z którymi zazwyczaj umawiał się jego brat. Była od nich bardziej autentyczna. Równie ładna i inteligentna, ale nie sprawiała wrażenia osoby, która koniecznie chce wywrzeć na rozmówcy korzystne wrażenie. Po jej poznaniu zaczął wierzyć, że uda mu się jakoś przeżyć zdradę Missy.

‒ Wciąż się z nią spotykasz?

‒ Wciąż próbuję.

‒ Minęło pół roku, a ty nie poczyniłeś żadnych postępów?

‒ Allie jest inna.

‒ Inna, ponieważ nie udało ci się zaciągnąć jej do łóżka tak szybko jak pozostałych?

‒ Ta wyprawa to moja szansa. Mam wrażenie, że zaczęła mięknąć.

‒ Naprawdę? W takim razie po co ja ci jestem tam potrzebny?

‒ Powiedziałem jej, że tam będziesz. W roli przyzwoitki.

‒ I to ma być twoja szansa? Z kobietą, która nie chce być z tobą sam na sam?

‒ Zgodziła się spędzić ze mną tydzień.

‒ Jasne. ‒ Jonas zaczynał być tym zmęczony. Erik wciąż za czymś gonił. Zmieniał samochody, mieszkania, prace, kobiety i nic nie było w stanie przyciągnąć jego uwagi na dłużej. Czasami miał wrażenie, że rodzice nie wyjechali do Monachium tylko po to, aby zająć się dziadkami, ale po to, by nie patrzeć na to, co ich młodszy syn robi ze swoim życiem.

‒ Jej to się bardzo przyda. Właśnie wylali ją z pracy.

Jonas podszedł do okna i wyjrzał na ulicę. Przypomniał sobie Allie siedzącą przy stoliku w restauracji i opowiadającą z pasją o swojej pracy i planach na przyszłość. Ta pasja była w niej zdecydowanie czymś najseksowniejszym.

Natomiast zdecydowanie nie dostrzegł w niej śladu zainteresowania osobą jego brata. Posunąłby się nawet do stwierdzenia, że to jego skromna osoba bardziej ją intrygowała. Czyżby rzeczywiście Erik miał rację? Jeśli tak, to poczułby się zawiedziony, że jest podobna do reszty kobiet.

‒ Jest niewiarygodnie utalentowana. Powinieneś zobaczyć jej projekty. Powiedziałem jej o ubraniach babci i prababci i o tym, że mama chce je sprzedać. Trzeba było widzieć, jak się na nie napaliła.

Aha. A więc Allie chodzi o zawartość ich strychu, a nie o Erika.

‒ Przyjedziesz?

‒ Erik, nie mogę się wyrwać z pracy na cały tydzień.

‒ Oczywiście, że możesz. Najwyżej nie chcesz.

Jonas powstrzymał westchnięcie irytacji. Jego brat, podobnie jak ojciec, potrafił sprawić, że budziło się w nim poczucie obowiązku, zmuszające go do robienia rzeczy, na które nie miał ochoty.

Mógł pojechać do Lake George na weekend. Nie był tam prawie dwa lata.

‒ Przyjedź chociaż na parę dni.

‒ To kawał drogi.

‒ No proszę, zrób to dla swojego braciszka.

Jonas przewrócił oczami. Wiedział, że ulegnie Erikowi, ale tym razem chciał czegoś w zamian.

‒ Przyjadę, ale pod jednym warunkiem. Zgodzisz się sprzedać dom.

Po drugiej stronie słuchawki zapadała cisza. Erikowi rzeczywiście musiało zależeć na tej kobiecie bardziej, niż myślał.

‒ Zgoda, ale musisz przyjechać na cały tydzień ‒ usłyszał w końcu.

Jonas spojrzał w kalendarz. Musiałby przesunąć kilka spotkań i być z powrotem w środę rano.

‒ Pół tygodnia.

‒ Stoi.

Jonas nie dowierzał Erikowi, który zadziwiająco łatwo zgodził się na jego warunek.

‒ Tak po prostu?

‒ Wiem, że zarówno ty, jak i rodzice chcecie sprzedać ten dom. Skoro tak, to nie będę się sprzeciwiał. Zrobię to dla Allie.

‒ Okej.

Zwycięstwo nie sprawiło Jonasowi spodziewanej radości. Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży domu zamierzał kupić sobie jakieś mieszkanie w cichej dzielnicy w pobliżu Bostonu, może w Cape Code. Miejsce, w którym mógłby mieszkać cały rok.

‒ Przywieź ze sobą Sandrę.

‒ Jezu, Erik.

‒ Powiedziałem Allie…

‒ To jej odszczekaj. Nie zamierzam wplątywać Sandry w twoje machlojki.

‒ Mówię ci, że to dla mnie ważne. Mam przeczucie, że Allie może być tą jedyną.

Jonas odwrócił się od okna. Nigdy nie myślał o Eriku w ten sposób. Małżeństwo w ogóle nie było w jego stylu.

‒ Chyba żartujesz.

‒ Nie. Mam na jej punkcie świra. Pragnę tylko jej.

‒ Od kiedy to marzy ci się małżeństwo?

‒ Najwyższa pora. Mam trzydzieści lat. Chcę zostać ojcem. Proszę, zadzwoń do Sandry.

‒ W ten weekend ma występy.

‒ To niech przyjedzie w następny.

Jonas westchnął. Sandra była jego byłą dziewczyną, z którą się zaprzyjaźnił i która bardzo mu pomogła, kiedy rozstał się z Missy.

‒ Jesteś naprawdę niemożliwy.

‒ Mam u ciebie dług wdzięczności.

Jonas pokręcił głową i rozłączył rozmowę. W stosunku do swojego brata bywał czasem zupełnie bezradny. Nie potrafił mu się przeciwstawić, nawet jeśli wiedział, że nie powinien ulegać.

Wykręcił numer telefonu Sandry. Znał ją bez mała od dziesięciu lat, z których jakieś dwa regularnie się z nią spotykał. Potem widywali się tylko okazjonalnie, żeby uprawiać niezobowiązujący seks, po czym Sandra zerwała z nim kontakt. Kilka lat później spotkali się przypadkowo na jakiejś imprezie i ich znajomość uległa odnowieniu, tyle tylko że teraz byli już jedynie przyjaciółmi. Czasem żartowali, że może zwiążą się ze sobą na zawsze.

Sandra odebrała.

‒ Witaj, skarbie. Co się dzieje?

‒ Chcesz pojechać ze mną do Lake George na długi weekend?

‒ A już się martwiłam, co ja pocznę z taką ilością wolnych dni.

‒ Serio? Nie masz żadnych występów?

‒ Akurat nie. Gdybyś nie zadzwonił, na pewno popadłabym w uzależnienie od heroiny albo zakupów. Sama nie wiem, co gorsze.

‒ W takim razie odłóż strzykawkę i pakuj walizę.

‒ Kiedy wyjeżdżamy?

‒ Co powiesz na niedzielę rano? W piątek wieczorem mam spotkanie, na którym muszę być.

‒ Doskonale, niedziela mi pasuje. A tak przy okazji, skąd ten pomysł? Myślałam, że zamierzasz sprzedać ten dom.

‒ Erik poprosił mnie, żebym wystąpił w roli przyzwoitki.

‒ Coś podobnego? A temu co się stało? A może to ta kobieta ma jakiś problem? Jest oziębła? A może nieśmiała?

‒ Moim zdaniem ona po prostu nie jest na niego tak napalona, jak on na nią.

‒ Rozumiem. Cóż, nawet mistrzowie mają czasami drobne niepowodzenia. Swoją drogą, chętnie zobaczę go w akcji.

‒ Jestem pewien, że mogłabyś się od niego wiele nauczyć.

‒ Nie wątpię ‒ wymruczała to głosem, którego używała, gdy chciała zrobić na kimś wrażenie. Sandra była piękną, seksowną, pełną magnetyzmu kobietą i w dodatku doskonałą jazzową wokalistką. ‒ Nie mogę się już doczekać spotkania z tobą, Jonas.

‒ W takim razie jest nas dwoje.

Skończył rozmowę, zły na siebie, że dał się na to wszystko namówić. A może jednak wcale nie będzie tak źle? Może się okaże, że ten weekend jest dokładnie tym, czego mu potrzeba? Popatrzy na swoje życie z perspektywy, zastanowi się, co robić z nim dalej i czego tak naprawdę chce. Lake George było dobrym miejscem na takie rozmyślania.

No i zobaczy się z Sandrą. Złapał się na czymś jeszcze: cieszył się na myśl o spotkaniu z Allie.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij