Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Świętowanie życia - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 kwietnia 2026
49,90
4990 pkt
punktów Virtualo

Świętowanie życia - ebook

Ewa Woydyłło o sztuce codzienności, mocy optymizmu, poczuciu wartości i budowaniu relacji.

Sekrety kobiet, Buty szczęścia i Droga do siebie – książki, które uczą świętowania życia. Inspirują do podróży w głąb siebie i pomagają znaleźć w każdej i w każdym z nas to, co najlepsze i najcenniejsze. Przyjąć i zrozumieć to, co nie najłatwiejsze.

„Świętowanie ozdabia szarą codzienność niczym piękna broszka zdobiąca prostą suknię. Czy świętować trzeba? Może niekoniecznie trzeba, ale warto, bo wynika z tego wiele pożytków, jak choćby oderwanie się od monotonii, a przede wszystkim zwykła przyjemność.

Jest sposób, aby ze zwykłego dnia uczynić święto i żeby mimo braku fanfar uhonorować swoje ciche triumfy. Takim sposobem jest obdarowanie siebie odrobiną luksusu. Czymś uroczystym. Odświętnym. Pięknym. Nie chodzi o gromadzenie przedmiotów. Chodzi o obdarowanie siebie, od czasu do czasu, jakimś symbolem niepowszedniości, który nada uroczysty ton codzienności i uczyni świętem »dzień jak co dzień«. Należy siebie wyróżniać i nagradzać. Nie czekając na innych, sami sobie możemy zafundować chwilę poczucia wyjątkowości”. (fragment książki)

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-08-09370-2
Rozmiar pliku: 4,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

MIĘDZY NAMI KOBIETAMI

Być kobietą

Bardzo trudno być kobietą.

Weźmy chociażby ilość łez wypłakiwanych każdego dnia przez kobiety na całym świecie. Płaczą z powodu swych matek i ojców, swych dzieci, mężów, kochanków, szefów, innych kobiet, samych siebie. Opłakują życie i śmierć, dole i niedole, wielkie radości i wielkie smutki, niewielkie też. Łzy kobiece są wstydliwe, bo w naszym świecie płakać wypada tylko małym dzieciom. Płaczemy więc najczęściej w ukryciu, w samotności. Rzadko uświadamiamy sobie, że inne kobiety też płaczą, z tych samych powodów, co my. Dzięki łzom ocalamy to, co w nas najlepsze. Zapewne tej skłonności do łez zawdzięczamy fakt, że znacznie rzadziej niż mężczyźni uciekamy się do agresji.

Łzami obmywamy zranienia i koimy poszarpane nerwy. Powodów do płaczu mamy bez liku. Nasze nerwy niszczą ciosy zadawane przez innych, ale także, nieraz jeszcze boleśniej, zranienia powstające jakby same z siebie w głębi naszych serc i umysłów.

O tych ciosach i ranach trzeba porozmawiać. Czasem rozmawiamy. Bywa, że zaczynamy się komuś zwierzać i nagle przerywamy, nie kończąc opowieści. Bo albo wyczujemy, że ktoś rozumie nas w pół słowa – po co więc dalej opowiadać? Albo spostrzegamy, że nasze słowa padają jak szklane kulki na marmurową posadzkę. Dźwięczą, toczą się w różnych kierunkach, by po chwili zginąć w mroku, nie zostawiając żadnego śladu. Wtedy zmieniamy temat.

Może jednak nie trzeba zmieniać tematu? Nie żeby wypowiedzieć wszystkie bolące sekrety i pozbyć się ich raz na zawsze, lecz żeby wydobyć na jaw choćby niektóre, przyjrzeć się im i dopowiedzieć niedokończone lub nigdy niepodjęte wyznania.

Depresja. Ten bezimienny gniew na los i złe życie, połączony z rozżaleniem.

Lęki. Przed ciemnym pokojem, cmentarzem, duchami, czarnym kotem – jak u małego dziecka. Przed mężczyzną, którego jednocześnie pragniesz tak bardzo, że omdlewają lędźwie, aż zaczynasz słaniać się na nogach, lecz boisz się do niego zbliżyć. Przed egzaminem do liceum, wygłoszeniem swego zdania publicznie, konfrontacją w słusznej sprawie. Przed czyimś podniesionym głosem, wulgarnością, wygrażaniem pięścią lub słowami. Przed Panem Bogiem, za to, że wie o tobie coś, co sam sprawił, a czego ty sama nigdy do końca nie pojmiesz.

Samotność. Kiedy cały świat wydaje się wirować w tańcu albo kręcić jak kolorowa karuzela, a ty stoisz z boku i nikt cię nie dostrzega, jakby ciebie w ogóle nie było. Samotność najgorsza bywa wtedy, gdy coś boli, lecz nikogo to nie obchodzi. A może jeszcze gorsza jest wówczas, gdy spływa na ciebie wielka radość i też nikogo to nie interesuje. Samotność w oczekiwaniu dziecka, które przecież jest wasze, ale tak naprawdę staje się tylko twoje, bo partner uważa, że teraz to już nie jego sprawa. Samotność z tym dzieckiem w ramionach, kiedy w bujanym fotelu wyczekujesz godzinami, aż on wróci do domu ze swego świata – jeżeli w ogóle miewa ten kaprys, by czasem wracać. I ta samotność, kiedy on wraca, ale do siebie, nie do ciebie. Wraca na gorącą kolację, porcję należnego mu seksu, po uprasowaną koszulę i czyste skarpetki. Samotność, w której wiesz, że obchodzą go te skarpetki, a nie ty. I podobna samotność, kiedy twoje dzieci zaczynają tak samo jak on wracać do domu tak naprawdę nie do ciebie, tylko po uprasowane koszule, na obiady, kolacje, upieczone przez ciebie ciasta i ulubione naleśniki z grzybami. Twoją samotność najtrudniej zrozumieć w głośnych pozorach rodzinnej wspólnoty, kiedy wszyscy mają pełne usta przysmaku i kolejnych roszczeń lub żądań, a ty nawet nie wiesz, czego byś sama pragnęła, gdybyś odważyła się pragnąć.

Krzywdy. Doznane wtedy, gdy byłaś bardzo mała, a matka zostawiała cię na całe dnie z jakąś obcą, inaczej pachnącą kobietą, która nauczyła cię mówić „zara”, a gdy to powtarzałaś, wszyscy się z ciebie śmiali. Ojciec karcił cię za każde krzywo narysowane kółko. Nie bił, nie łajał, ale odwracał się ze zniecierpliwieniem. Nie wyliczajmy dalej, starczy. Twój świat w takich chwilach za każdym razem walił się w gruzy. „On mnie nie kocha. On mnie nie chce. Jestem do niczego”. Czy dzisiaj też tak czasem nie myślisz? Krzywdy, jakie chcący i niechcący wyrządzali ci szkolni koledzy, kiedy przekręcali twoje imię i wychodziły im nieprzyzwoite przezwiska. Krzywdy od nauczycielek, obojętnych i niewrażliwych, które nawet nic złego ci nie zrobiły, ale też nic dobrego.

Nierówność. Kiedy gorzej wykształcony i, co tu dużo mówić, głupszy szef niewiele robił, a zarabiał dwa razy więcej niż ty. Kiedy na oparciach twojego fotela rozkładali się z łokciami siedzący po obu stronach faceci, a gdy spróbowałaś choć na chwilę się oprzeć, słyszałaś: „Co się pani tak rozpycha?”. A pamiętasz te sytuacje, gdy zaczynałaś opowiadać dowcip, a twój mąż po pierwszym zdaniu przechwytywał wątek i nie dawał ci dokończyć? Lub kiedy dawno temu twój brat mógł po sobie nie zmyć kubka, a ty nigdy. Albo kiedy on zdawał maturę, wszyscy mu nadskakiwali, a jak ty – to nikt. Gdy próbowałaś się poskarżyć, to słyszałaś, że przecież „lepiej od niego się uczysz, jaki więc sens miałoby jakieś szczególne zainteresowanie?” I jeszcze ten przykład: od kiedy pamiętasz, rodzice, zwłaszcza ojciec, byli rozczarowani, że urodziłaś się dziewczynką. Nie żeby ci wypominał, nie, ale patrzył na ciebie jakoś z ukosa, z charakterystycznym skrzywieniem ust i czymś takim w oczach, że robiło ci się przykro. Zanim poszłaś do szkoły, oddałabyś wszystko, żeby być chłopcem. Później, z czasem, już nie. Ale ojca coraz mniej lubiłaś. Był twoim wyrzutem sumienia za niepopełniony grzech. Tak zresztą zostało. Czasem podobnie się czułaś w kościele, kiedy musiałaś bić się w piersi, powtarzając w kółko: „Nie jestem godna...” Nie wiesz dotąd, dlaczego nie jesteś godna. Czyż słowo „godna” nie pochodzi od „godności” i nie zostało przez samego Stwórcę nadane człowiekowi? Dawno już przestałaś się nad tym głowić. Zbyt często czułaś, że godność to twoja fanaberia. Tyle razy nie uznawali jej w pracy, w której nie wynagradzano cię sprawiedliwie, jakby twoja płeć była czymś w rodzaju kary automatycznie odbierającej prawo do szacunku. Nie uznawali jej również wulgarni faceci, którzy na ulicy rechotali obscenicznie, a czasem nawet wyciągali do twoich piersi i pośladków brudne łapy, jakbyś była po prostu brakującym zakończeniem ich wygłodzonej męskości. Twojej godności nie szanowały nawet twoje własne dzieci, przysyłając ci SMS-y o treści: „Ucieknę z tego cholernego domu, a ty się powieś”, lub odpowiadając na twoje zatroskanie: „Spływaj” i „Zamknij się” – albo jeszcze bardziej ordynarnie. Jak więc mogłaś uwierzyć w swoją godność i nie zatracić do reszty poczucia wartości? Czy można cenić i szanować kogoś, kogo cały świat lekceważy lub piętnuje? To po prostu niemożliwe.CO MOŻEMY ZROBIĆ DLA SIEBIE

Intuicja, czyli nie wiemy, skąd wiemy

Dlaczego czasem, już przy pierwszym spotkaniu, ktoś nas pociąga, a ktoś inny odpycha? Czemu po raz pierwszy w czyimś mieszkaniu czujemy się dziwnie nieswojo lub od razu jak u siebie w domu? Dlaczego w jakiejś sytuacji bez powodu udziela nam się napięcie lub wręcz przeciwnie, spokój i odprężenie?

Niektórzy ludzie wyraźniej, w tajemniczy sposób odbierają nieuchwytne sygnały w nowych i nieznanych okolicznościach. Potrafią je trafnie ocenić, nie mając żadnych konkretnych podstaw. „Intuicja”, powiadamy. Obdarzone nią osoby wyczuwają, a może – kierowane jakimś szóstym zmysłem – odgadują coś, co przed innymi pozostaje ukryte.

Niemiecki neurolog Rüdiger Ilg zajął się badaniem zjawiska intuicji. Stwierdził iż w zasadzie nie kryje się w nim nic tajemniczego oraz że wiedzę intuicyjną można wytłumaczyć neurologicznie. Mianowicie, niektórzy ludzie potrafią bezbłędnie wyciągać trafne wnioski, niemal bez zastanowienia, po prostu dzięki większej aktywności prawej półkuli mózgu. Lewa półkula odpowiada za linearne operacje umysłowe, oparte na logicznym i analitycznym zestawianiu informacji, zmierzającym do poznania rzeczy krok po kroku. Prawa półkula natomiast ogarnia zjawiska całościowo, w planie ogólnym, wyławiając poza świadomym i logicznym rozumowaniem schematyczne wzory i skojarzenia.

Rozpoznawanie tych schematów sprawia, iż proces wnioskowania, podejmowania decyzji lub wydawania opinii przebiega błyskawicznie i zostaje w ułamku sekundy zakończony. Ludzki mózg nie rejestruje żadnych konkretnych informacji lub danych, tylko na podstawie całościowego wrażenia wydobywa od razu to, co w konkretnej sytuacji lub zdarzeniu jest najistotniejsze. Ilg nazywa to _Bauchentscheidung_, czyli dosłownie (choć po polsku niezbyt zgrabnie) „decyzją z brzucha”, w odróżnieniu od _Kopfentscheidung_, czyli „decyzji z głowy”, opartej na logicznym wnioskowaniu. Ten ostatni rodzaj operacji umysłowych cechuje osoby, u których aktywniejsza jest lewa półkula mózgu. Nawiasem mówiąc, do grupy tej należy większość mężczyzn, większość kobiet natomiast ma przeważnie aktywniejszą prawą, a więc można powiedzieć, tę intuicyjną, półkulę mózgu.

Za pomocą tomografu komputerowego uczony sprawdził, które obszary mózgu uaktywniają się podczas testu polegającego na szybkim kojarzeniu, co wspólnego mają ze sobą trzy pozornie odległe pojęcia. Przykładowy test zawierał wyrazy: zielony, wysoki, koza. Uzyskano trzy rodzaje odpowiedzi:

Trzy podane słowa są ze sobą logicznie powiązane („Kozy pasą się na hali wysoko w górach”).

Wyrazy te są ze sobą logicznie powiązane, ale nie wiem jak.

Tych trzech wyrazów nie łączy nic wspólnego.

Ilg zaobserwował, że u osób, które odpowiedziały tak, jak w punkcie 1, uaktywniły się liczne pola w lewej półkuli mózgu; osoby te odbierają informacje „głową” i stamtąd wypływają ich świadome, logicznie przeanalizowane odpowiedzi. Im zresztą udzielenie odpowiedzi zajęło średnio dwukrotnie więcej czasu niż innym. Zupełnie inaczej wyglądał odczyt tomograficzny aktywności mózgu u osób, które odpowiedziały „brzuchem”, jak podaje to punkt 2. U nich błyskawicznie zabarwiły się jaskrawo pola w prawej półkuli. Pozwala to przypuszczać, że w ich wypadku ważniejszy – i wystarczający do szybkiego rozpoznania związków między pojęciami – jest syntetyczny i uogólniony rodzaj odbioru informacji. Trzecią kategorię stanowią osoby pozbawione intuicji, zarazem raczej nie myślące logicznie. Hm, zdarzają się i tacy, ale pomińmy to milczeniem.

W potocznym odbiorze intuicja graniczy z wróżbiarstwem, i słusznie. Czymże innym jest bowiem przepowiadanie zdarzeń lub odgadywanie czyichś aktualnych lub minionych losów? Co z tego, że jakiś uczony neurolog rozumie funkcjonowanie mózgu Cyganki, która jednym rzutem czarnookiego spojrzenia jest w stanie bezbłędnie ogarnąć nasze sercowe lub majątkowe turbulencje. Dla nas to, że wróżka wie o nas coś, czego nie wiemy o sobie nawet my sami, i tak pozostanie magią.

Intuicja to dar, swoisty talent, wrodzona umiejętność szybkiej oceny ludzi i sytuacji. Jest w pewnym sensie bezcenną busolą, angażującą jedynie chwilową uwagę, a nie długotrwałą rozumową aparaturę, konieczną do rozpoznawania i badania szczegółów, a następnie wyciągania drobiazgowych wniosków. To pamiętamy z lekcji arytmetyki: im więcej danych, tym bardziej skomplikowane stają się równania, a przy mnogości działań łatwiej się pomylić. Ludzie obdarzeni intuicją na ogół się nie mylą, zapewne właśnie dlatego, że zanim w ogóle ktoś inny ułożyłby zadanie do rozwiązania, oni już będą znali odpowiedź. I tak jak druga grupa badanych przez doktora Ilga mogą najwyżej powiedzieć: „Wiemy, chociaż nie wiemy, skąd wiemy”.

Osoby obdarzone intuicją rzadko doznają wielkich rozczarowań, zwłaszcza w życiu osobistym. To zrozumiałe, bo właśnie w kontaktach z ludźmi, szczególnie nowo poznanymi, niezbyt przydatne są logiczne rozumowanie i wiedza oparta na analizie szczegółów, których przecież zazwyczaj z początku nie znamy. Nie głowa, tylko „brzuch” ma raczej nam powiedzieć, czy warto zawrzeć nową znajomość. Czy wyniknie z niej coś dobrego, czy przeciwnie, doznamy rozczarowania i przykrości? Intuicji wystarczy chwila, by to wiedzieć. Rozum musiałby uzbierać wiele informacji, co oczywiście długo by trwało, a przy okazji znajomość weszłaby w fazę zaawansowaną. A wtedy, jeżeli ocena wypadłaby na niekorzyść delikwenta, mogłoby już być dość trudno z owej znajomości się wycofać.

Tak właśnie bywa z nieudanymi relacjami, które zaszły zbyt daleko, zanim okazało się, że nie rokują nic dobrego.

Odrobinę intuicji ma każdy, bo u każdego prawa półkula mózgu jednak choć trochę pracuje. Profesor Ilg twierdzi, że warto ją ćwiczyć i pobudzać do aktywności. Zachęca do uważniejszego wsłuchiwania się w to, co w nowych sytuacjach i w kontaktach z nowymi ludźmi mówi nam nasz „brzuch”. Przecież kiedyś, na długo przez rozwojem wiedzy o logicznym wnioskowaniu, tylko w ten sposób praludzie podejmowali wszelkie decyzje. Zawierzenie swej intuicji pociąga za sobą ryzyko pomyłki niewiele większe niż to, które towarzyszy drobiazgowemu roztrząsaniu choćby i największej liczby szczegółowych informacji.

Bo w końcu i tak najwięcej zależy od szczęścia.

DOKĄD TA DROGA PROWADZI

Lubię polemiki. Gdy słyszę, że „dawniej było lepiej”, od razu mnożą się w mojej głowie kontrargumenty. Z podobną przekorą reaguję na głosy krytyczne wobec wszędobylskości psychologii i wtrącania się do takich ludzkich frasunków, jak depresja, agresja lub niemoc działania. Nie zgadzam się z tymi, którzy uważają, że gdy ktoś nie działa, to niech nie działa, i podobnie – gdy ktoś jest chronicznie smutny, to niech sobie taki będzie, a pomaganie zgnębionym we wzbudzeniu w sobie odrobiny radości życia nazywają terrorem optymizmu.

Chwalcy pesymizmu oskarżają dążenie do sukcesu, a także rozmaite nowoczesne plagi, na czele z konkurencyjną gospodarką rynkową, o to, że ludzie, stawiając sobie wysoko poprzeczkę, więcej tracą, niż zyskują. Słyszę w tym ukryty podtekst, że dawniej byliśmy szczęśliwi, gdyż mogliśmy być bez przeszkód nieszczęśliwi...

Zupełnie się z tym nie zgadzam. Przede wszystkim „dawniej” nie wróci, więc po co wzdychać i biadolić? A zresztą, co to znaczy „dawniej” – coś konkretnego czy tak w ogóle? Oto moje kontrargumenty: współczesna toaleta z bieżącą wodą jest lepsza niż sławojka na podwórzu, wykształcenie lepsze niż analfabetyzm i wolność lepsza od niewoli.

Wracając do przeciwników optymizmu – naukowo potwierdzono, że smutek rodzi smutek oraz przygnębienie, a narzekanie jest społecznie zaraźliwe. Najmniej odporne okazują się na to małe dzieci. Dlatego o nie też chodzi, gdy ich matki wyciągamy z depresji i krzywdzonym ofiarom, na przykład doświadczającym przemocy domowej, staramy się dodać mocy i nauczyć strategii obronnych. Lepiej chyba, aby dzieci rosły silne i sprawcze, a nie uległe i bezwolne. One przecież będą po nas urządzać dalej ten świat.

Smutek i melancholia, tak samo jak gniew, strach, żal, wina, wstyd i urazy, są niezbywalną częścią życia, ale niechby miały one proporcję przypraw do potraw, nie odwrotnie. Chwała psychoterapii, która pomaga ludziom nie rozpamiętywać przegranych powstań i prześnionych marzeń, nie zatruwać siebie i innych narzekaniem, nie poddawać się biernie lenistwu i frustracjom. Przecież osoby radosne rozsiewają pogodę i ufność, a przygnębione i smutne – skargi i użalanie się. I jeszcze, powtórzę za Nietzschem: szczęśliwi rodzice wychowują szczęśliwe dzieci. Może więc pragnienia szczęścia też nie warto wylewać z kąpielą. Smutek nadweręża, natomiast radość życia dodaje wigoru. Bezsilni stają się częściej ofiarami ciemiężycieli i despotów, ponieważ ci wykorzystują ich niemoc, bierność i bezradność wynikające z niewiary w siebie i braku skuteczności.

To główny powód powstania tej książki – jest ona plonem niezliczonych godzin przegadanych z osobami, które dorastały smutne i przekonane o swojej bezwartościowości, bo wmawiano im, że „nic z nich nie będzie”, „nic im nie pomoże” i „są do niczego”. Podobnie jak pomagałam tym osobom unieważnić uwłaczające horoskopy, tak tutaj postaram się pomóc czytelnikom odbudować poczucie wartości i tak je umocnić, aby już nigdy nikomu nie pozwolili go sobie odebrać.

Oto filary, na których opiera się moja koncepcja poczucia wartości:

- Życie to droga. Znajdujesz się w miejscu, do którego doszłaś.
- Nie zatrzymuj się, zmierzaj tam, dokąd pragniesz dojść.
- Nie wszystko musi ci się udać. Niewykonalne cele zmieniaj na wykonalne.
- Zaakceptuj rzeczy, nad którymi nie masz kontroli.
- Przebaczaj winowajcom, w tym także sobie.
- Rozmyślaj, analizuj, ale nie rozpamiętuj swoich żałości.
- Nie zajmuj się problemami, zajmuj się rozwiązaniami.
- Smutek nie jest zabroniony, ale jeżeli ci z nim źle, to poszukaj pomocy.
- Źródło poczucia wartości kryje się w tym, co myślisz, mówisz i robisz.

Jak to się mówi przed drogą?

SZCZĘŚLIWEJ PODRÓŻY!

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij