Święty rytm życia. Śladami mistrzów modlitwy - ebook
Święty rytm życia. Śladami mistrzów modlitwy - ebook
Wielcy mistrzowie chrześcijaństwa mogą być dobrymi przewodnikami do świętości. Biskup Alfred Hughes przybliża nauczanie kilkunastu świętych i mistyków żyjących od średniowiecza po XVIII stulecie. Omawia święty rytm życia św. Benedykta. Pokazuje, jak żyli w cnocie św. Franciszek Salezy, św. Augustyn czy św. Teresa z Ávili. Zachęca również do budowania silnej relacji z Bogiem, inspirując się postacią Jeana-Pierre’a de Caussade. Opowieści o mistrzach wiary przeplata osobistymi modlitwami.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Wiara i religia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7906-889-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nikt nie pisze sam. Książki wyłaniają się ze wspólnot. Ta zakorzeniona jest we wspólnocie autorów literatury duchowej Kościoła rzymskokatolickiego.
Studenci Seminarium im. św. Jana w Brighton w Bostonie, pełni zapału do poznawania klasycznych dzieł duchowości katolickiej i stosowania ich nauk w praktyce, natchnęli mnie najpierw do opracowania kursu. Inspiracją w realizacji tego zadania była dla mnie książka Aelreda Squire’a _Pytając ojców_. Jego znajomość zachodniej tradycji duchowej i umiejętność odczytywania jej w uporządkowany sposób pomogły mi ukształtować własne podejście do tematu.
Jako biskup Baton Rouge miałem zaszczyt prowadzić cykl wykładów otwartych, poświęconych klasykom literatury chrześcijańskiej. Pozytywny odbiór i chęć uczestników do pozyskania egzemplarzy omawianych pozycji dla własnego rozwoju duchowego sprawiły, że zacząłem rozważać dalsze kroki. Mój serdeczny przyjaciel, monsignore Cornelius McRae, nalegał, bym zastanowił się nad możliwością wydania treści wykładów w formie książki. I tak zrodził się pomysł na publikację.
Pierwszy szkic trafił do kilku osób, które zgodziły się poddać go lekturze krytycznej i podzielić się sugestiami. Jestem dozgonnie wdzięczny monsignore Corneliusowi McRae, siostrze Evelyn Ronan SSND, paniom Marie Constantin, Mary Caraway i Neoli Clark oraz panu Timothy’emu Basdenowi za poświęcony czas i refleksje, które stanowiły wkład w szlachetne dzieło. Tam, gdzie udało mi się zawrzeć ich pomocne wskazówki, tekst został znacząco wzbogacony.
Pani Debbie Hebert poświęciła niezliczone godziny i wykonała żmudną pracę nad redakcją techniczną maszynopisu. Co dzień jestem jej wdzięczny za cierpliwość, kompetencje, dbałość o szczegóły i troskę, które włożyła w tę nieocenioną posługę.
Niech Bóg da, by ta książka choć trochę pomogła w realizacji Jego pragnienia przyciągania nas bliżej do siebie.WPROWADZENIE
Przesłanie tej książki opiera się na założeniu, że Bóg daje siebie nam wszystkim – a najgłębszym pragnieniem ludzkiego serca jest właśnie On. Możliwe, że nie zdajemy sobie z tego sprawy bardziej niż Augustyn we wczesnych latach swojej podróży przez życie. Wreszcie jednak święty ten doszedł do punktu, w którym mógł napisać następujące słowa wprowadzenia do swoich _Wyznań_: „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”1.
W dzisiejszych czasach trzeba sobie przypomnieć o prawdzie płynącej z tego podstawowego założenia. Religia, która ma nam pomóc skierować swój niepokój ku komunii z Bogiem, bywa ośmieszana, często spychana w głąb życia prywatnego, a niekiedy niewłaściwie wykorzystywana jako broń w walce zbrojnej lub do realizacji celów politycznych.
Coraz bardziej zsekularyzowana kultura rozwiniętego świata często przedstawia naukę jako jedyne źródło prawdy, podważające słowa Biblii, a nawet samą wiarę. Jednak fakty są takie, że kultura ta chce ograniczyć prawdę do dowodów naukowych i skłania do sceptycyzmu na temat możności stwierdzenia jakiejkolwiek obiektywnej prawdy o rzeczywistości duchowej, a co dopiero o Bogu.
Narcystyczny aspekt owej kultury może utrudniać osiągnięcie prawdziwej dojrzałości. Nasze ego niekiedy przejmuje nad nami kontrolę do tego stopnia, że próbujemy zająć miejsce Boga w ustalaniu porządku życia. Może nas to skłaniać do stwarzania siebie na nowo, nie na obraz Boży, ale na swój własny. Niepohamowane żądze mogą prowadzić do tego, że seksualna gratyfikacja będzie dla nas ważniejsza niż ukierunkowanie tego typu pragnień na cel, do którego zostały stworzone. Możliwe, że teoria gender zacznie zastępować prawdziwą antropologię chrześcijańską.
Gdy Bóg nie jest w centrum naszego życia, możemy nie tylko wdać się w podziały kulturowe i polityczne, ale nawet posunąć się do wyrażania sprzeciwu w sposób agresywny. Wzrost przemocy i skrajna polaryzacja społeczeństwa to oznaki zagubienia. Nic dziwnego, że wiele osób traci cel i sens życia i coraz więcej umiera wskutek marskości wątroby, przedawkowania kokainy z domieszką fentanylu czy samobójstw.
Liczba odejść z Kościołów chrześcijańskich jest alarmująca. Jedna trzecia ochrzczonych odłącza się od wiary i jej praktykowania. Wśród osób poniżej trzydziestego roku życia odsetek ten zbliża się do pięćdziesięciu procent.
W czasach, gdy chrześcijański punkt widzenia jest najbardziej potrzebny, Kościół katolicki wydaje się osłabiony skandalami nadużyć seksualnych, błędnych decyzji episkopatu czy nieustanną krytyką w mediach. Kościół zawisł na krzyżu. W przeciwieństwie do Pana Jezusa, który został do niego przybity mimo swojej bezgrzeszności, Kościół znalazł się tam z powodu grzechu. Ofiary odczuwają złość, a wielu wiernych – konsternację. Kapłani popadają w niełaskę. Zaufanie do biskupów jest nadwyrężone.
W tych okolicznościach Kościół musi patrzeć zarówno wstecz, jak i w przód. Trzeba na nowo odnaleźć drogocenną perłę i poświęcić wszystko, by ją odzyskać. Musimy spojrzeć w przyszłość z ufnością zrodzoną z życia Ewangelią. Za każdym razem, gdy skandal wstrząsa Kościołem, Bóg powołuje niezwykłe osoby, które są dla nas wzorem poważnego traktowania Ewangelii i stawania się prawdziwie oddanymi naśladowcami Pana.
W obliczu wszystkich tych wyzwań ludzie łakną wewnętrznego prowadzenia i duchowego sensu. Wygląda na to, że wygodny styl życia traci na atrakcyjności. Za to poszukiwanie duchowego sensu i głębi nabiera rozpędu.
Duchowe poszukiwania mogą prowadzić w zupełnie różnych kierunkach. Wydawcy sprzedają rocznie ponad sto milionów książek o duchowości. Jedni spoglądają na Wschód, ku hinduistycznej jodze czy buddyjskim praktykom zen. Inni wracają do mistycznych koncepcji wszechświata, rodem ze starożytnej Babilonii w połączeniu z uwspółcześnioną wersją astrologii. Niektórzy nawet wstępują na niebezpieczną ścieżkę okultyzmu czy satanizmu.
Chrześcijanie również mogą zejść na manowce. Wielu próbuje oddzielić Chrystusa od Kościoła. Nie potrafiąc zaakceptować grzesznego i zranionego Kościoła, szukają duchowego Chrystusa w oderwaniu od instytucji.
Jednym z najbardziej obiecujących sygnałów jest rozwój świeckich nurtów eklezjalnych. Najogólniej rzecz ujmując, ich członkowie cieszą się obecnością w Kościele i poszukują dróg do Jego odnowy, czerpiąc z łaski chrztu, życia sakramentalnego, modlitwy, wzajemnego wsparcia oraz codziennego praktykowania cnót w rodzinie, miejscu pracy i we wspólnocie. Nurty te zaczynają już zataczać coraz szersze kręgi. Dotykają życia młodzieży i młodych dorosłych, czego dowodem jest ich uczestnictwo w Światowych Dniach Młodzieży.
Oprócz tego w Kościele podejmowanych jest mnóstwo innych budzących nadzieję inicjatyw. Ostatni papieże podkreślali, że należy dokonać przejścia ze zwykłego zachowywania stanu rzeczy do misyjności. Poszukujemy dróg zaangażowania w nową ewangelizację – nową zarówno pod względem celów, jak i środków. Kościół nie tylko nie przestaje wychodzić do tych, którzy jeszcze o Chrystusie nie słyszeli, ale także odkrywa owocne sposoby przywracania tych, którzy odeszli. Rewolucja cyfrowa zapewnia nam nowe narzędzia, dzięki którym możemy dotrzeć do osób znajdujących się na obrzeżach wiary i praktyki. Ruchy odnowy biorą udział w życiu parafii, zachęcając do uczestnictwa w apostolstwie misyjnym, katechezach – w których jest więcej ewangelizacji – oraz w bardziej odnawiającym przyjmowaniu sakramentów. Powstające stowarzyszenia świeckich skłaniają pracowników i liderów biznesu do bardziej świadomego życia wiarą. W swojej służbie społecznej Kościół coraz wyraźniej podkreśla jej łączność z uczynkami miłosierdzia względem duszy i ciała. Kultywowane od 2021 roku Narodowe Odrodzenie Eucharystyczne umacnia amerykańskich wiernych w dążeniu do spotkania ze zmartwychwstałym Panem. Obecność w Kościele ma dziś wymiar bardziej globalny – nawet na poziomie lokalnym – a przez to bardziej uniwersalny.
W naszych czasach istnieje szczególna potrzeba poszukiwania duchowej przystani i unikania wszystkiego, co oferuje szybkie rozwiązania. Wszystkie nurty duchowości muszą zostać włączone w życie Kościoła.
Głos przeszłości może nam służyć zbawienną radą. W swoich _Rozmowach z Ojcami_ św. Jan Kasjan, zebrawszy sentencje dawnych ascetów, przytacza pouczającą historię abby Antoniego Wielkiego. Do opata zwrócili się przyszli apostołowie, którym trudno było rozstrzygnąć, jaki jest najskuteczniejszy sposób bycia apostołem Pana. Jeden opowiadał się za postem, inny za długim czuwaniem na modlitwie, a kolejny za uczynkami miłosierdzia.
Antoni przyznał, że każda z tych praktyk ma swoje zalety, po czym spytał, dlaczego ich zdaniem tak wielu ludzi, którzy z entuzjazmem wkroczyli na obraną ścieżkę, tak często po drodze traci równowagę i popada w duchową dezorientację i załamanie. Przyszli apostołowie tego nie wiedzieli. Antoni zasugerował, że ich trudność najpewniej wynika z braku formacji przekazywanej im przez starszych. Z tego powodu nigdy nie zdobyli autentycznej roztropności, koniecznej do włączenia rozmaitych elementów życia chrześcijanina w umiarkowaną, pełną wierności i uporządkowaną formę działania.
Potrzebujemy doświadczenia i nauk naszych przodków. Owa zbiorowa mądrość zawarta jest w klasycznych dziełach wspólnej tradycji duchowości chrześcijańskiej. Klasyczna literatura duchowa odnosi się do prawdziwego życia, dotyka go na płaszczyźnie uniwersalnej i stanowi świadectwo uznane przez Kościół. Jak swego czasu pisał Aelred Squire:
Ze spokojną i wytrwałą uprzejmością stare księgi utrzymują, że istnieje oddzielna ścieżka w tej dziedzinie, »królewska droga«, która prowadzi od czasów apostolskich aż po nasze dni2.
Sam Augustyn w swoich _Wyznaniach_ przyznaje, że za młodu nie potrafił czytać literatury klasycznej. Znał _Eneidę_, ale nie utożsamiał się z wędrującym Eneaszem ani z rozpaczającą Dydoną. Dopiero jego nawrócenie i nowo odkryte poważanie dla literatury mądrościowej pozwoliło mu czytać dzieła klasyków i czerpać z nich osobiste korzyści. My także potrzebujemy pomocy w nauce czytania klasyki.
Przydatnych wskazówek na ten temat udzielił nam żyjący w dwunastym wieku opat Wilhelm z Saint-Thierry:
Powinieneś raczej przestawać z pewnymi umysłami i przyzwyczaić się do nich. Albowiem Pismo Święte trzeba czytać w takim samym duchu, w jakim było napisane, i tylko w tym duchu jest ono zrozumiałe. Nigdy nie zrozumiesz Pawła, dopóki przez czytanie go w skupieniu i ciągłą refleksję nie przesiąkniesz jego duchem. Nigdy nie zrozumiesz Dawida, dopóki dzięki rzeczywistemu doświadczeniu nie uświadomisz sobie, o czym mówią jego psalmy. I tak ze wszystkim. W przypadku każdego fragmentu Pisma Świętego prawdziwa uwaga tak różni się od zwykłego czytania, jak przyjaźń od rozrywki, albo miłość przyjaciela od przypadkowego pozdrowienia3.
Ostatnie zdanie zasługuje na powtórzenie: „(…) prawdziwa uwaga tak różni się od zwykłego czytania , jak przyjaźń od rozrywki, albo miłość przyjaciela od przypadkowego pozdrowienia”.
Współczesna edukacja zdaje się wzbudzać głównie nudę. Czy nie wynika ona przypadkiem z braku osobistego doświadczenia? Gdy nie jesteśmy zaangażowani w działanie, odczuwamy nudę. Tam, gdzie nauce nie towarzyszy wewnętrzne pragnienie prawdy i zrozumienia, czujemy się jedynie bombardowani faktami i liczbami. Jeśli mamy naprawdę zaangażować się w dane doświadczenie, musimy wzbudzić w sobie poczucie zdumienia i zachwytu nad nauką i życiem. To szczególnie istotne w kontekście czytania literatury duchowej i modlitwy. Bo mądrość jest znacznie ważniejsza od wiedzy!
A zatem nabożna lektura to praktyka rozważania klasycznych dzieł, które mówią nam o Bogu i o tym, jak odpowiadać na Jego wezwanie. Pismo Święte przywołuje przykłady kobiet i mężczyzn, którzy starali się powiedzieć Bogu „tak”. Autorzy literatury duchowej przytaczają historie świętych, ukazując autentyczne postaci i realistyczne spojrzenie na życie, inspirują i pomagają poważnie potraktować stojące przed nami wyzwania.
Kolejnym i jeszcze ważniejszym zadaniem jest zrozumienie, jak należy podejść do czytania klasycznej literatury duchowej. Życiodajna lektura to prawdziwa sztuka. Musimy wyjść z pozycji ucznia i przyjąć rolę apostoła. A to oznacza więcej rozmyślania, a mniej drążenia. Mniej analizowania, a więcej pragnienia inspiracji czy natchnienia do zmiany swojego życia. Musimy zaangażować w ten proces swoje wewnętrzne i głębsze ja.
Oczywiście podczas lektury warto podejść realistycznie do uwarunkowań historycznych, w których dany tekst powstawał. Przykładowo metafora zamku u św. Teresy z Ávili czy podejrzliwość wobec rozważań intelektualnych obecna w _O naśladowaniu_ _Chrystusa_ mogą nas początkowo zniechęcić. Jeśli zrozumiemy epokę, w której dzieła te zostały napisane, i skupimy się na życiodajnej prawdzie z nich płynącej, Bóg zrobi użytek z naszych starań, otwierając nas na głębsze zrozumienie i bogatsze życie duchowe.
Rozważanie klasycznej literatury duchowej nie powinno prowadzić do fałszywego perfekcjonizmu. Autentyczni autorzy wskazują przede wszystkim na rzeczywiste doświadczanie swojego życia na bardziej osobistym i owocnym poziomie. Ważne, by pozwolić Duchowi Świętemu dotknąć głębi ludzkiego serca.
W kolejnych rozdziałach postaram się przedstawić ważne tematy dotyczące chrześcijańskiego życia duchowego, opierając się na bogatym nauczaniu kilku zachodnich klasyków duchowości. Tematy te będą się wzajemnie uzupełniać4. Mam nadzieję, że umieszczenie klasycznych dzieł w ich historycznym kontekście ułatwi ci czytanie ze zrozumieniem i zastosowanie ich treści w praktyce. Zapoznanie się z klasykami pozwoli docenić bogactwo owej tradycji i głębię sensu życia duchowego, do którego Bóg wzywa nas w Jezusie Chrystusie w trzecim tysiącleciu chrześcijaństwa.
Jeśli chcemy traktować swoją duchowość poważnie, warto zacząć z miejsca, w którym jesteśmy, i wprowadzić do własnego życia więcej samotności. Najpierw zwrócimy się więc do św. Antoniego – ojca pustyni. Jednak nie wytrwamy zbyt długo w osamotnieniu, dopóki nie zdamy sobie sprawy z potrzeby określenia, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Tutaj z pomocą przychodzi Walter Hilton i jego _The Scale of Perfection_ (_Drabina doskonałości_). Pytanie o tożsamość i misję uzmysławia nam, że zarówno w świecie, jak i w naszym życiu coś poszło nie tak. Z tym problemem możemy się zwrócić do Augustyna i jego _Wyznań_. W kwestii głównej siły napędowej życia duchowego warto sięgnąć do Elreda z Rievaulx, który pomaga nam odkryć sens chrześcijańskiej miłości.
Pogłębiająca się świadomość Boga, naszej tożsamości, celu i roli w świecie prowadzi do wykształcenia schematu postępowania sprzyjającego apostolstwu. A ponieważ właśnie taki schemat św. Benedykt opracował dla swoich uczniów, i my zwrócimy się do niego po wskazówki dotyczące nadania naszemu życiu właściwego rytmu.
Autentyczne zaangażowanie w chrześcijańskie życie duchowe nieuchronnie wiąże się z poważnymi przeszkodami. Podróż ta nie jest łatwa. Wymaga prawdziwego wysiłku. Dzieło _O naśladowaniu Chrystusa_, zwykle przypisywane Tomaszowi à Kempis, pomoże nam spojrzeć na ten trud realistycznie.
Omówiwszy podstawowe kwestie związane z tożsamością, przeznaczeniem, powołaniem i trudnościami, przejdziemy stricte do modlitwy. Guigo Kartuz pokaże nam, jaki jest cel modlitwy i jak słuchać słowa Bożego w sposób uświęcony. _Droga do doskonałości_ Teresy z Ávili pomoże nam docenić rolę modlitwy w naszym codziennym życiu. Katarzyna ze Sieny ukaże nam głębsze znaczenie modlitw publicznych i życia sakramentalnego.
Modlitwa przynosi owoc w życiu pełnym cnót. Święty Franciszek Salezy w swoim dziele _Filotea, czyli droga do pobożnego życia_ będzie naszym przewodnikiem po cnotach osobistych. Święty Ignacy Loyola pomoże nam lepiej zrozumieć istotę cnoty społecznej. Cierpienie nas nie ominie. A prawda jest taka, że często postrzegamy je jako przeszkodę w życiu duchowym. Święty Jan od Krzyża odsłoni przed nami drogę, na której cierpienie może prowadzić do Boga. Na koniec skupimy się na ostatecznym celu naszego życia, a pomoże nam w tym Jean-Pierre de Caussade.
W praktyce życia codziennego tematy poruszone w poszczególnych rozdziałach niewątpliwie będą się zazębiać. Niemniej porządek obrany w niniejszej książce pokrywa się z tym, w jakim czasie zwykle pojawia się gotowość, której nabieramy, poświęcając więcej uwagi omawianym kwestiom. W trakcie lektury możesz przejść do rozdziału bezpośrednio odnoszącego się do zagadnień, które nurtują cię na twojej drodze do Boga.
Zachęcam do tego, byś czytał powoli i robił sobie przerwy w momentach, w których Bóg skłoni cię do refleksji nad danym fragmentem. Książka powstała z myślą o czytaniu modlitewnym. Niech wysiłek, który włożysz w tę lekturę, stanie się narzędziem Bożej łaski.ROZDZIAŁ PIERWSZY.
CHRZEŚCIJAŃSKIE ŻYCIE NA POWAŻNIE
Antoni i samotność pustyni
Kto bierze chrześcijańskie życie duchowe na poważnie? Czy jego bogactwo jest w zasięgu zwykłego chrześcijanina? Od czego zacząć? Jak zrobić pierwszy krok? Być może trzeba się tego uczyć od naszych przodków.
Pokolenia apostołów, które nastały zaraz po śmierci i zmartwychwstaniu Pana, musiały dokonać radykalnych wyborów życiowych. Pierwsi chrześcijanie byli nieustannie narażeni na publiczne wyśmiewanie, a nawet na prześladowania i śmierć. Decyzja o pójściu za Chrystusem nie należała do łatwych. Osoby i rodziny, które przyjęły to powołanie, traktowały swoje nowe życie z najwyższą powagą.
Po pierwszych trzech stuleciach prześladowań chrześcijanie nie zawsze musieli podejmować tak samo radykalne decyzje w obliczu wrogości. W sytuacji mniejszych wyzwań zewnętrznych wyznawcy Chrystusa często bezkrytycznie akceptowali normy społeczne dominującego świata. Taki stan rzeczy słusznie budził u niektórych niepokój. Czy możemy się uczyć od tych, którzy pod koniec okresu wczesnych prześladowań jako pierwsi stawili czoła tym wyzwaniom?
Ku samotności
Czwarty i piąty wiek to okres znacznych niepokojów społecznych. Imperium Rzymskie zmierzało do upadku. Istniejące struktury polityczne ulegały załamaniu. Nawet niechrześcijanie zaczynali dostrzegać, że ich świat, również ten duchowy, jest w rozsypce.
W tych okolicznościach, w 269 roku Antoni Wielki poczuł wezwanie do tego, by wzorem apostołów porzucić wszystko i pójść za Panem. Pewnego dnia podczas Eucharystii w miejscowej parafii usłyszał Ewangelię o bogatym młodzieńcu, który spytał Pana, co zrobić, by otrzymać życie wieczne. Jezus odpowiedział: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną” (Mk 10,21)5.
Wówczas Antoni odrzucił coraz bardziej oderwane od życia, rutynowe chrześcijaństwo, praktykowane w śródziemnomorskich wioskach i miasteczkach i zwrócił się ku podstawowej idei, że nawrócenie oznacza radykalną przemianę życia.
Antoni, który dożył ponad stu lat, a także kilku innych chrześcijan było pustelnikami aż do śmierci, większość jednak udawała się na pustkowie tylko na jakiś czas. Mieszkańcy wiosek zwracali się do pustelników po radę. Odpowiedzi mędrców były rozważane i traktowane jako życiowe wskazówki.
Mnich Pachomiusz zaczął gromadzić przedstawicieli drugiego pokolenia pustelników w pierwszym klasztorze. Pozostawił po sobie dwa klasztory żeńskie i dziewięć męskich. Opracował również zasady życia, które posłużyły za regułę dla pierwszych mnichów. Wreszcie w czwartym wieku Bazyli, opierając się na pracy Pachomiusza, spisał swoją regułę, która stała się fundamentem monastycyzmu wschodniego.
Ci prekursorzy bardziej radykalnego podejścia do chrześcijańskiego życia wywarli znaczący wpływ na zwykłych ludzi, będących świadkami ich przemiany. Przychodzący na pustynię, by odwiedzić mnichów, odkrywali, że to miejsce osamotnienia pozwala niektórym dostrzec swoje prawdziwe „ja”. Pustelnicy zaczęli lepiej poznawać, kim jest Bóg – nie tym, kim początkowo się wydawał. Rozwinęli też bardziej realistyczne spojrzenie na samych siebie – zmienili dotychczasowe wyobrażenia na swój temat. Zaczęli widzieć świat takim, jaki jest – zasadniczo dobry, ale zepsuty przez grzech. Dostrzegli również, że istnieje rzeczywistość demoniczna.
Ludzie ci weszli w proces rozpoznawania. Dotąd wiedza ta tkwiła gdzieś głęboko w nich, ale jeszcze jej sobie nie uświadamiali. Poprzez osobiste doświadczenie rozważali stworzenie i zgłębiali słowo Boże. Ci, którzy weszli na pustynię, zaczęli rozumieć, że jeśli ich stosunek do najmniejszego ze stworzeń będzie niewłaściwy, taki też stanie się ich stosunek do Boga. Zaczęli też dostrzegać, że ich wewnętrzne uprzedzenia prowadziły do pomijania niektórych wymiarów świata, nauk biblijnych i wreszcie samego Boga. Zdali sobie sprawę, jakie znaczenie ma prawdziwe życie wewnętrzne.
Pustynia stała się miejscem, w którym ludzie uznawali prawdę, że życie jest darem od Boga, a nie naszą własnością. W swoich poszukiwaniach właściwej drogi nauczyli się korzystać ze wsparcia bardziej doświadczonych osób. Odkryli potrzebę przyjęcia stylu życia umożliwiającego poznanie doświadczalnej, życiodajnej prawdy, którą objawia Bóg. Ten, kto żyje w określony sposób, jest w stanie zrozumieć Boże objawienie.
Bóg objawia się przez cały czas, a przeszkody tkwią w nas samych. Pustelnicy byli sceptycznie nastawieni do tych, którzy odwrócili się od Kościoła, bo nie podobało im się to, co widzieli. Zrozumieli, że przeszkody, których szukamy na zewnątrz, zwykle są w nas. Dopiero gdy uczniowie się z nimi uporają, mogą na nowo odnaleźć prawdziwego Boga, prawdziwy Kościół, prawdziwy świat i ostateczny sens życia.
Nauka płynąca z samotności
Ludzie udający się na pustynię, by skorzystać z rad mistrzów duchowych, zaczęli spisywać niektóre z enigmatycznych odpowiedzi, jednak dopiero w połowie piątego wieku na poważnie zajęto się ich zebraniem.
Bardzo zwięzły wybór odpowiedzi ojców znajdziemy w książce Thomasa Mertona _Mądrość pustyni_. Czytając ją, warto zauważyć, że mamy do czynienia z literaturą powszechnie zwaną mądrościową. Słowa te ukazują głębsze prawdy. Jedne przybierają postać krótkich rad lub maksym: „Jeden ze starców rzekł: »Człowiek, który zawsze stawia śmierć przed swoimi oczami, pokona swoje tchórzostwo«”6.
Inne to ludowe przysłowia w formie metafor lub porównań: „Abba Pojmen rzekł: »Pokora i bojaźń Boża są człowiekowi tak potrzebne jak powietrze, które nieustannie wdycha i wydycha«”7.
Jeszcze inne są przypowieściami:
Pytano kiedyś abba Agatona: „Co jest lepsze? Cielesna asceza, czy czujność nad wewnętrznym człowiekiem?”. Starzec powiedział: „Człowiek jest jak drzewo. Czyny naszego ciała są jak liście na drzewie, a wewnętrzny nadzór nad samym sobą – jak owoce. Skoro zatem napisano, że drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone, musimy starać się ze wszystkich sił, aby wydać dobry owoc, którym jest nadzór nad umysłem. Potrzebujemy jednak i liści, by okrywały nas i stroiły: a tym są dobre uczynki ciała”8.
Taką literaturę należy czytać w duchu modlitewnej refleksji nad tekstem, by odkryć jego głębszy sens. Musimy wzywać światła Ducha Świętego, mamy bowiem do czynienia ze słowami, które interpretują ludzkie doświadczenie. Zakładają one, że człowiek obiera określoną drogę postępowania, by wzrastać w zrozumieniu sposobu życia zakorzenionego w Ewangelii. Słowa te są proste, szczere, pozbawione afektacji, skierowane do osób gotowych na wyzwania i zmiany. Pochodzą z ust ludzi, którzy nie mówili zbyt wiele. Osoby potrzebujące porady zwykle zwracały się do pustelników słowami: „Co jest tak dobre, bym mógł to czynić?” albo „Powiedz mi słowo, którym mógłbym żyć”.
Wypowiedzi pierwszych pustelników dotykały podstawowych obszarów wewnętrznych starań o prawdziwie chrześcijańskie życie: pokory, miłosierdzia, łagodności, roztropności, samozaparcia i zdrowego rozsądku. Szczególnie zachęcali adeptów chrześcijaństwa do uświadomienia sobie prawdy o własnym „ja”. Podkreślali potrzebę zaufania samotności. Wzywali do skupienia się na osobistym, wyjątkowym powołaniu:
Pewien brat spytał jednego ze starców: „Co dobrego mógłbym czynić, aby uzyskać życie ?”, a starzec odpowiedział: „Bóg sam wie, co dobre. Jednak, jak słyszałem, gdy ktoś zadał to samo pytanie – »Co dobrego mógłbym czynić?« – abba Nisteroosowi Wielkiemu, przyjacielowi abba Antoniego, ów odrzekł: »Nie wszystkie czyny są jednakie. Pismo mówi, że Abraham był gościnny i Bóg był z nim. Eliasz kochał modlitwę w samotności i Bóg był z nim. Dawid był pokorny i Bóg był z nim. A zatem, gdy widzisz, że twoja dusza pragnie czynić coś dla Boga, czyń to, a serce twe będzie bezpieczne«”9.
Samotnicy ci kładli nacisk na pokorę:
Inny starzec powiedział: „Jeśli widzisz młodego mnicha, który o własnych siłach wznosi się do nieba, chwyć go za nogi i ciśnij nim o ziemię, bowiem to, co czyni, nie jest dlań dobre”10.
Starożytni mistrzowie duchowi równie mocno podkreślali, że gniew nie powinien przejmować władzy nad naszym życiem:
Abba Makary powiedział: „Jeśli chcąc skarcić kogoś unosisz się gniewem, karmisz swoją namiętność. Nie gub siebie, by zbawić bliźniego”11.
Wskazywali zarówno na potrzebę pracy, jak i odpoczynku:
Opowiadano o abba Janie Karle, że pewnego razu tak rzekł do swojego starszego brata: „Pragnę żyć wolny od trosk, niczym aniołowie, nie pracując, a tylko nieustannie służąc Bogu” i odrzuciwszy wszystko, udał się na pustynię. Po tygodniu powrócił jednak. Gdy zapukał do drzwi celi, jego brat zanim otworzył, zapytał: „Ktoś ty?”, a on odpowiedział: „Jan”. Lecz tamten rzekł tylko: „Jan stał się aniołem i nie ma go już między ludźmi”. Jan nadal pukał i powtarzał: „To ja”. Jednak jego brat nie otworzył mu, lecz pozostawił Jana oczekującego pod drzwiami. Wreszcie, otwierając drzwi powiedział: „Jeśli jesteś człowiekiem, będziesz musiał zacząć pracować na swoje utrzymanie. Jeśliś jednak aniołem, czemu chcesz wejść do celi?”, a Jan pokajał się przed nim, mówiąc: „Wybacz mi, bracie, bowiem zgrzeszyłem”12.
Słowa te równoważy następująca odpowiedź św. Antoniego:
Pewnego razu abba Antoni rozmawiał z kilkoma braćmi, gdy zbliżył się do nich myśliwy, który polował na zwierzynę w tej okolicy. Ujrzawszy, że mnisi śmieją się i żartują, myśliwy wielce się tym zgorszył. Abba Antoni rzekł doń: „Załóż strzałę na swój łuk i wystrzel ją”. Myśliwy uczynił, jak mu kazano. „Teraz wystrzel drugą strzałę – polecił mu starzec. – I następną, i następną…”. Myśliwy zaprotestował: „Jeśli będę nieustannie napinał swój łuk, to w końcu pęknie”. Na to rzekł mu starzec: „Tak samo jest z pracą Bożą. Jeśli będziemy napinać się w niej ponad miarę, bracia niebawem się załamią. Jest zatem słuszne od czasu do czasu zmniejszyć ich wysiłki”13.
Mężczyźni i kobiety, którzy stali się wielkimi kierownikami duchowymi, z równym zaangażowaniem skłaniali uczniów Pana do poszukiwania prawdy o innych:
Jeden z braci zgrzeszył i kapłan kazał mu opuścić wspólnotę. Wówczas abba Besarion powstał i wyszedł za nim, mówiąc: »Ja też jestem grzesznikiem!”14.
Kładli także nacisk na współczucie w ocenianiu cudzego postępowania. Wymagali też od swoich uczniów gościnności:
Pewien brat odwiedził jednego z pustelników, a gdy go opuszczał, rzekł: „Wybacz mi, Ojcze, bo zakłóciłem twą regułę”. Lecz starzec odparł: „Moja reguła to przyjąć cię gościnnie i pozwolić ci odejść w pokoju”15.
Pustelnicy ostrzegali również przed grzechem obmowy, czyli przed mówieniem źle o innych: Abba Hyperechios rzekł: „Lepiej jest jeść mięso i pić wino, niż przez oszczerstwo pożreć ciało swego brata”16.
Zarzewia sporów upatrywali w rywalizacji i chciwości:
Dwóch starców mieszkało razem w jednej celi. Nigdy nie doszło między nimi do kłótni. Rzekł zatem jeden do drugiego: „Nuże, pokłóćmy się choć raz, jak inni ludzie”, a drugi odparł: „Wezmę cegłę i położę ją między nami. Potem stwierdzę, że jest moja, a ty odpowiesz mi, że jest twoja. To doprowadzi nas do sporu i kłótni”. Położyli więc między sobą cegłę i pierwszy ze starców rzekł: „To moja cegła”, a drugi odparł: „Nie, jest moja”. Pierwszy powtórzył jednak: „Uważam, że jest moja, nie twoja”. Drugi stwierdził wtedy: „No cóż, jeśli jest twoja, to proszę, weź ją!”. Tak więc nawet ten jeden raz nie udało im się pokłócić17.
Opracowawszy niezawodny sposób poszukiwania prawdy o sobie i innych, ludzie pustyni określili warunki sprzyjające dążeniu do prawdy o Bogu. Niezwykłą wagę przykładali do milczenia, które daje Bogu przestrzeń, by mógł przemówić:
Tak mawiał jeden ze starców: „Na początku, gdy się zbieraliśmy razem, zwykliśmy rozprawiać o czymś, co jest dobre dla naszych dusz i dzięki temu wznosiliśmy się wyżej i wyżej, nawet aż do nieba. Teraz zaś trwonimy czas na krytykowaniu wszystkiego i jeden drugiego ściągamy w dół, do otchłani”18.
Uważali również, że warto zachować stabilność w odniesieniu do życia i miejsca zamieszkania: „Starzec rzekł: »Jak drzewo nie może wydać owocu, jeśli często je się przesadza, tak żaden mnich nie zdoła dojść do niczego, jeśli często zmienia swą siedzibę«”19.
Żyjący na pustyni mnisi coraz wyraźniej dostrzegali prawdę o świecie. Antoniemu przypisuje się słowa: „O filozofie, moją księgą jest natura rzeczy stworzonych, zawsze obecna, kiedy chcę odczytać słowa Boże”20.
Wzywali również do właściwego wyrzeczenia się i oderwania od dóbr doczesnych.
Prowadząc surowy tryb życia, dostrzegali rzeczywistość demoniczną i jej siłę. Widzieli siebie jako wojowników w walce, od której nie mogli odstąpić. Musieli uznawać istnienie szatana:
Inny ze starców powiedział: „Gdy zakryje się oczy wołu lub muła, wówczas zwierzę chodzić będzie w kółko, obracając kamień młyński, lecz jeśli jego oczy nie są zakryte, chodzić nie będzie. Tak samo jeśli diabeł zdoła zakryć oczy człowieka, może upokorzyć go każdym grzechem. Gdy jednak oczy człowieka nie są zamknięte, może on łatwo uciec diabłu”21.
Według nich cnota objawiała się ostatecznie jedynie w zwycięstwie nad pokusą: „Rzekł Abba Pojmen: »Cnota mnicha objawia się dzięki pokusom«”22.
Implikacje dla nas
Żyjąc w trzecim tysiącleciu, znajdujemy się oczywiście w innym miejscu. Jak wspomniałem wcześniej, stajemy w obliczu nowych wyzwań i możliwości. Wszechobecna powierzchowność nie pozwala się skupić na głębszych zagadnieniach. Życie jest o wiele bardziej skomplikowane, intensywne i wymagające niż kiedyś. Nie możemy uciec od wielu przytłaczających zadań.
Mądrość pustyni przypomina nam jednak, że my też musimy udać się na pustkowie, by nasze życie nabrało głębi. Jeśli chcemy wziąć duchowość na poważnie, musimy znaleźć miejsce, w którym na co dzień doświadczymy samotności. Tylko tam będziemy w stanie rozpoznać życiodajną prawdę o Bogu, o nas samych, innych, świecie i szatanie. Tylko dzięki wierności tej praktyce możemy naprawdę poczuć, w jakim momencie podróży życia jesteśmy.
Dla większości z nas największym wyzwaniem będzie znalezienie miejsca i czasu, które zapewnią sensowne warunki sprzyjające samotności. Natłok zajęć, nieoczekiwane wymagania i sprzeczne przekazy utrudniają to zadanie. Warto więc wstawać wcześnie rano, by zapewnić sobie chwilę ciszy, zanim doba rozkręci się na dobre. Jeśli uda nam się to zrobić, wywrze to trwały wpływ na resztę dnia. Sytuacja może również wymagać tego, by znaleźć chwilę w późniejszych godzinach lub wieczorem. Ważne, by był to czas, w którym możemy liczyć na względny spokój.
Gdy już zaczniemy regularnie spędzać czas w samotności, największą pokusą będzie zaprzestanie tej praktyki. Podejmując pierwsze próby, najprawdopodobniej natkniemy się na wewnętrzny opór. Możemy również podawać w wątpliwość wartość tego czasu, nawet jeśli uda nam się go wygospodarować. Dopóki nie wykształcimy odpowiednich nawyków, wytrwanie w samotności będzie się wiązać ze znacznym wysiłkiem.
Co do miejsca, warto wybrać taką przestrzeń, która daje poczucie Bożej obecności. Niektórym szczególnie pomaga adoracja Najświętszego Sakramentu. Inni wolą obserwować przyrodę. Jeszcze innym przebywanie w ciszy przychodzi łatwiej w ustronnym miejscu w domu, gdzie znajduje się krucyfiks, wizerunek Pana, zapalona świeca czy kadzidło.
Sam szatan będzie nas próbował odwieść od tej praktyki. On wie, że nic tak bardzo nie demaskuje jego sztuczek i nie otwiera nas na Boga. Zachowanie dyscypliny pomoże nam pogłębić uważność i odpowiedź na pragnienie Boga w nas. To w samotności stajemy się bardziej świadomi sprzecznych popędów, nad którymi musimy zapanować, jeśli chcemy czynić postępy w chrześcijańskim życiu duchowym. A przede wszystkim to właśnie w milczeniu zaczynamy pogłębiać pragnienie, które zasiał w nas Bóg.
Panie Jezu, pomóż mi znaleźć czas i miejsce na Ciebie w moim codziennym życiu. Zwykle jestem taki zabiegany i zatroskany. Nie korzystam z okazji do tego, by po prostu z Tobą pobyć. Nawet gdy wygospodaruję czas na modlitwę, mam skłonność do rozproszeń. Zmartwienia i niepokoje często mnie wypełniają i zajmują myśli. Daj mi odwagę do przetrwania burzy moich wewnętrznych pragnień, popędów i lęków, abym pozostał wierny cichemu przebywaniu z Tobą. Pozwól mi w tym czasie wyraźniej doświadczać prawdy o Tobie, o mnie, o innych, o świecie i szatanie. Spraw, bym nie przestał z miłością przyjmować wszystkiego tego, co rzeczywiście istnieje. Amen.PRZYPISY
1 Św. Augustyn, _Wyznania_, przeł. Z. Kubiak, Znak, Kraków 2008, I, 1, s. 27.
2 Aelred Squire, _Pytając ojców_, przeł. J. Sulowski, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1981, s. 10–11.
3 Cyt. za _Pytając ojców_, s. 132–133.
4 Więcej o zagadnieniach życia duchowego przeczytasz w książce Aelreda Squire’a _Pytając ojców_. Opracowanie to wywarło głęboki wpływ na twórczość autora niniejszej publikacji.
5 Cytaty z Pisma Świętego za: _Biblia Tysiąclecia_, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2006 (przyp. tłum.).
6 Thomas Merton, _Mądrość pustyni_, przeł. A. Wojtasik, Esprit, Kraków 2007, s. 98.
7 Tamże, s. 67.
8 Tamże, s. 86.
9 Tamże, s. 30.
10 Tamże, s. 59.
11 Tamże, s. 38.
12 Tamże, s. 51–52.
13 Tamże, s. 81.
14 Tamże, s. 49.
15 Tamże, s. 64.
16 Tamże, s. 38.
17 Tamże, s. 85.
18 Tamże, s. 58.
19 Tamże, s. 42.
20 Aelred Squire, dz. cyt., s. 14.
21 Tamże, s. 60.
22 Tamże, s. 41.
23 Walter Hilton, _The Scale of Perfection_ II, 29, przeł. L. Sherley-Price, Abbey Press, St. Meinrad, Indiana 1975.
24 Tamże, II, 18.
25 Tamże, II, 19.
26 Tamże, II, 44.