-
nowość
System Aplikacja - ebook
System Aplikacja - ebook
Michał po skończeniu studiów szuka swojego miejsca w życiu. Gdy trafia na nową aplikację społeczno-polityczną, początkowo traktuje ją jako ciekawostkę. Kolejne zadania, punkty i awanse w rankingu szybko wciągają go jednak w świat lokalnego aktywizmu, internetowych kampanii i politycznych ambicji. Z czasem odkrywa, że aplikacja potrafi nie tylko mobilizować ludzi, ale również wpływać na tematy, o których rozmawia całe społeczeństwo. Gdy wspina się po szczeblach systemu coraz trudniej jest mu odpowiedzieć na pytanie, kto tak naprawdę podejmuje decyzje. „System Aplikacja” to książka z gatunku political fiction o algorytmach, władzy i manipulacji informacją. To historia o świecie, w którym granica między demokracją, mediami społecznościowymi i sztuczną inteligencją zaczyna się niebezpiecznie zacierać. |Autor cały swój dochód ze sprzedaży tego e-booka przeznaczy na wsparcie organizacji pomagających osobom z niepełnosprawnościami oraz ich rodzinom.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Powieść |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 614 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Historia ta powstała przede wszystkim po to, aby dostarczyć rozrywki, przenieść Czytelnika do świata fikcji i pozwolić spojrzeć na rzeczywistość z nieco innej perspektywy. Jeśli przy okazji stanie się źródłem jakiejś refleksji lub skłoni do zadania kilku pytań, cel ten zostanie osiągnięty z nawiązką.
Publikacja ma także dodatkowy wymiar. Cały dochód jaki uzyskam ze sprzedaży tego e-booka przeznaczę na wsparcie organizacji pomagających osobom z niepełnosprawnościami oraz ich rodzinom.
Dziękuję za zakup tej książki i za to, że razem możemy zrobić coś dobrego.Prolog
Serwerownia była chłodna nawet w środku lata. Klimatyzacja pracowała równym, monotonnym szumem, który po kilku minutach przestawało się zauważać. Adrian lubił to miejsce, lubił przewidywalność maszyn, ich uporządkowaną logikę. W świecie ludzi wszystko było bardziej chaotyczne. Na ekranie laptopa świecił panel administracyjny nowej aplikacji. Na razie nie miała jeszcze nazwy ani użytkowników. Tylko kilka testowych kont i liczby, które w przyszłości miały obrazować realizowane procesy.
– Wygląda jak gra – powiedziała Marta, pochylając się nad ekranem.
Adrian uśmiechnął się lekko.
– Trochę tak.
Na monitorze widoczny był prosty interfejs: profil użytkownika, pasek punktów i lista zadań. Każde zadanie miało przypisaną nagrodę. Jeden punkt, trzy punkty, dziesięć. System był prosty i to właśnie miało być jego siłą.
– Ludzie lubią widzieć postęp – powiedział Adrian. – Jeśli coś da się dobrze zmierzyć i porównać, zaczynają traktować to poważnie.
Marta usiadła na krześle obok i przez chwilę nic nie mówiła. Przeglądała kolejne zakładki: ranking, wydarzenia, społeczność.
– Nie boisz się, że ktoś zacznie robić wszystko tylko dla punktów? – zapytała w końcu.
Adrian wzruszył ramionami.
– A czym różni się to od innych rzeczy, które ludzie robią?
Zanim Marta zdążyła odpowiedzieć, drzwi do pomieszczenia otworzyły się i wszedł Tomasz. Trzymał w ręku kubek kawy i telefon, na którym co chwilę pojawiały się nowe wiadomości.
– Rozmawiałem z zarządem – powiedział – chcą zobaczyć wersję demonstracyjną jeszcze w tym tygodniu.
– Już jest prawie gotowa, silnik AI przechodzi ostatnie testy – odpowiedział Adrian.
Tomasz podszedł bliżej i spojrzał na ekran. Przez chwilę studiował interfejs w milczeniu.
– Nie wiem czy oparcie tego na sztucznej inteligencji to najlepszy pomysł – powiedział.
– Dobrze wiesz, że sami tego nie ogarniemy, chyba że dadzą nam sztab ludzi do obsługi to obejdziemy się bez tego – odpowiedział Adrian.
Tomasz zamyślił się głęboko.
– Ranking – powiedział w końcu. – To będzie działać.
– Dlaczego? – zapytała Marta.
Tomasz uśmiechnął się krzywo.
– Bo ludzie uwielbiają wiedzieć, czy są lepsi od innych.
Adrian kliknął jedną z zakładek. Na ekranie pojawiła się mapa z zaznaczonymi punktami.
– A to? – zapytała Marta.
– Lokalna aktywność – wyjaśnił. – Spotkania, wydarzenia, akcje. System będzie je sugerował użytkownikom.
– Aplikacja, która będzie mówiła ludziom, co mają robić…
– Raczej podpowiadać – poprawił ją Adrian.
Marta przez chwilę przyglądała się mapie. Każdy punkt był potencjalnym wydarzeniem bądź spotkaniem ludzi, którzy wcześniej mogli się nawet nie znać.
– Jeśli to zadziała – powiedziała powoli – ludzie naprawdę zaczną się angażować.
– O to właśnie chodzi – odparł Tomasz – polityka potrzebuje świeżej krwi.
Adrian zamknął panel administracyjny i oparł się o krzesło.
– Zbierzemy najlepszych, oliwa zawsze na wierzch wypływa – powiedział.
Tomasz spojrzał na niego z lekkim rozbawieniem.
– W tym powiedzeniu chodzi chyba o coś innego. Poza tym gotowałem w niedzielę rosół i na wierzch wypłynęły wyłącznie szumowiny...
Było to jednak tylko przekomarzanie się współpracowników, a zarazem starych przyjaciół. Aplikacja była jeszcze pusta, nie było użytkowników, rankingów ani punktów. Był tylko kod, który czekał, aż ktoś go uruchomi.
Adrian spojrzał na przycisk w panelu administracyjnym.
Aktywuj system.
Kliknięcie zajęło mniej niż sekundę.Rozdział 1
Michał obudził się chwilę przed budzikiem. Nie dlatego, że był wyspany, raczej dlatego, że od kilku tygodni spał płytko i niespokojnie. Przez chwilę leżał jeszcze w łóżku i patrzył w sufit. Pokój wyglądał dokładnie tak samo jak kilka lat wcześniej, kiedy przygotowywał się do matury. To samo biurko pod oknem, ta sama półka z książkami, których już od dawna nie otwierał. Jedyną różnicą był laptop stojący obok stosu wydrukowanych CV. Na krześle wisiała koszula, którą zakładał zazwyczaj na rozmowy kwalifikacyjne. Nie pamiętał już nawet dokładnie, ile ich było. Większość sprowadzała się tylko do długiego czekania w korytarzu i krótkiej rozmowy zakończonej uprzejmym „odezwiemy się”.
Z kuchni dochodził dźwięk włączonego radia i stukot talerzy. Matka już nie spała.
– Michał! – zawołała chwilę później. – Wstajesz?
– Tak – odpowiedział, chociaż jeszcze się nie ruszył.
W końcu podniósł się z łóżka i sięgnął po telefon. Kilka powiadomień z aplikacji pogodowej, jedno z banku, nie było nic więcej. Otworzył skrzynkę mailową - pusto. Jeszcze kilka tygodni temu sprawdzał ją z napięciem. Teraz robił to bardziej z przyzwyczajenia niż z nadziei. W kuchni ojciec siedział przy stole z gazetą. Czytał ją powoli, przesuwając wzrokiem po kolejnych kolumnach tekstu. Michał miał wrażenie, że ojciec czyta gazetę nie tylko dla wiadomości, ale z przyzwyczajenia, żeby dzień miał jakiś stały początek. W tym sensie było to coś w rodzaju obrzędu.
– Dzień dobry – powiedział Michał, siadając przy stole.
– Dzień dobry – odpowiedziała matka i postawiła przed nim kubek z kawą.
Przez chwilę jedli w ciszy. Radio mówiło coś o sporze politycznym, który brzmiał podobnie do wszystkich poprzednich sporów.
– Masz dziś jakieś rozmowy? – zapytała matka.
Michał pokręcił głową.
– Wysłałem kilka zgłoszeń wczoraj wieczorem.
Ojciec odłożył gazetę.
– I dobrze – powiedział spokojnie. – Trzeba próbować.
Michał kiwnął głową, chociaż nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć. To zdanie słyszał już tyle razy, że zaczął traktować je jak stałą kosmiczną, szum tła.
– W internecie jest teraz dużo ofert – dodała matka. – Widziałam w telewizji.
– Tak, oczywiście – powiedział Michał.
To była jedna z tych rozmów, które kończyły się zanim naprawdę się zaczęły. Dopił kawę i wstał od stołu.
– Sprawdzę jeszcze kilka ogłoszeń – powiedział.
– Dobrze – odpowiedziała matka.
Wrócił do swojego pokoju, zamknął drzwi i usiadł przy biurku. Przez chwilę patrzył na laptopa, jakby od jego włączenia zależało coś więcej niż tylko kolejna godzina przeglądania ofert. W końcu podniósł ekran, laptop uruchamiał się powoli, jakby też nie był do końca przekonany do tego, że warto zaczynać kolejny dzień w ten sam sposób. Michał otworzył przeglądarkę i kliknął pierwszą z zakładek zapisanych na pasku. Portal z ogłoszeniami o pracę załadował się z charakterystycznym układem: zdjęcia uśmiechniętych ludzi w biurach, hasła o rozwoju i karierze, a pod nimi dziesiątki ofert, które na pierwszy rzut oka wyglądały niemal identycznie. Przewinął stronę – „Młodszy specjalista ds. analizy danych”. Brzmiało dobrze a nawet bardzo dobrze – kliknął. Pierwsze zdanie ogłoszenia mówiło o dynamicznym środowisku pracy i możliwości rozwoju w młodym zespole, drugie o ambitnych projektach, trzecie o wymaganiach. Minimum trzy lata doświadczenia. Michał parsknął cicho i oparł się o krzesło. Przez chwilę patrzył w sufit, jakby tam miała pojawić się jakaś sensowna odpowiedź.
– Młodszy specjalista – mruknął do siebie – ale z doświadczeniem starszego.
Zamknął ogłoszenie. Kolejne wyglądało podobnie. Inna nazwa stanowiska, inna firma, ale lista wymagań niemal identyczna. Znajomość kilku narzędzi, doświadczenie w projektach, umiejętność pracy pod presją czasu. I znowu: minimum dwa lata doświadczenia. Zastanawiał się przez chwilę, czy ktoś w ogóle czyta te ogłoszenia przed publikacją. Albo czy ktokolwiek zastanawia się, skąd ktoś świeżo po studiach ma wziąć te wszystkie lata doświadczenia. Kliknął „aplikuj”. System poprosił o załączenie CV. Dokument miał już zapisany na pulpicie. Otworzył go jeszcze raz, choć znał go prawie na pamięć.
Imię i nazwisko.
Wykształcenie.
Praktyki.
Umiejętności.
Każda kolejna wersja wyglądała prawie tak samo. Zmieniał tylko drobne sformułowania, jakby jakieś poszczególne słowo mogło nagle sprawić, że ktoś spojrzy na niego inaczej. Przez chwilę poprawiał jedno zdanie o pracy zespołowej, potem zdecydował się jeszcze na małą zmianę w drugim, tym o analizie danych. W końcu uznał, że to i tak nie ma większego znaczenia, kliknął „wyślij”.
Na ekranie pojawił się komunikat: _Twoja aplikacja została przesłana._ Siedział jeszcze chwilę, patrząc na monitor, jakby spodziewał się, że zaraz wydarzy się coś więcej. Nic się jednak nie wydarzyło. Wrócił do listy ogłoszeń. Trzecia oferta była krótsza. Firma szukała „osoby do wsparcia zespołu analitycznego”. Brzmiało nieco mniej poważnie, ale wymagania były za to dłuższe. Lista zajmowała prawie pół strony. Michał przewinął ją szybko wzrokiem: znajomość kilku programów, których nigdy nie używał, doświadczenie w pracy z dużymi zbiorami danych, umiejętność prowadzenia projektów.
– Jasne – powiedział cicho.
Mimo to znów kliknął „aplikuj”. Wysłał CV bez większego zastanowienia. Czasami miał wrażenie, że wysyłanie zgłoszeń przypomina wrzucanie kartek do ogromnej skrzynki, której nikt nigdy nie opróżnia. Zamknął przeglądarkę i spojrzał na telefon leżący obok klawiatury. Cisza była przytłaczająca. Najgorsze w tym wszystkim było jednak oczekiwanie. Nie sama odmowa – do tego można się przyzwyczaić. Najgorsza była pustka między wysłaniem CV a odpowiedzią, która często nigdy nie nadchodziła.
Wstał od biurka i podszedł do okna. Na ulicy wszystko wyglądało normalnie. Ludzie szli do pracy, samochody jechały powoli w stronę głównej drogi, ktoś wyprowadzał psa na spacer. Przez chwilę zastanawiał się, ile z tych osób naprawdę lubi to, co robi. A ile po prostu robi to co robi, bo nie ma lepszego pomysłu. Telefon zawibrował na biurku. Odwrócił się szybko. Nadeszło powiadomienie z portalu z ogłoszeniami – nowe oferty w twojej okolicy. Michał westchnął cicho i wrócił do laptopa. Nie minęło nawet pół godziny od momentu, kiedy usiadł przy biurku, gdy usłyszał kroki w korytarzu. Cięższe niż matki, to był ojciec. Drzwi do pokoju uchyliły się bez pukania.
– Masz chwilę? – zapytał.
Michał odsunął się trochę od laptopa.
– Jasne.
Ojciec wszedł do środka i przez moment rozejrzał się po pokoju, jakby nie był tu od dawna. W rzeczywistości był tu wiele razy, szczególnie ostatnio, odkąd Michał skończył studia i znowu spędzał w nim większość czasu.
– Szukasz czegoś konkretnego? – zapytał, wskazując na ekran laptopa.
– Raczej wszystkiego – odpowiedział Michał. – Czegoś związanego z analizą danych albo czymś podobnym.
Ojciec skinął głową i podszedł bliżej biurka. Na ekranie wciąż była otwarta strona z ogłoszeniami.
– Kiedy ja zaczynałem pracę – powiedział po chwili – to wyglądało trochę inaczej.
Michał uśmiechnął się lekko.
– Domyślam się.
– Nie było tych wszystkich portali, CV, formularzy. Człowiek szedł do zakładu, pytał czy potrzebują ludzi i tyle.
– I dostawał pracę?
– Czasem tak.
Ojciec wzruszył ramionami.
– Ale przynajmniej wszystko było bardziej… bezpośrednie.
Michał oparł się o oparcie krzesła.
– Teraz jest bardziej skomplikowane.
– Widzę – powiedział ojciec, zerkając na ekran – wszędzie piszą o doświadczeniu.
– No właśnie.
Ojciec przez chwilę milczał.
– A te praktyki na studiach – zapytał – to się nie liczy?
– Niby się liczy. Tylko wszyscy chcą więcej.
– Zawsze chcą więcej.
Ojciec mówił to spokojnie, bez złośliwości. W jego głosie było raczej zdziwienie niż krytyka.
– Wiesz – dodał po chwili – ja nie mówię, że musisz od razu znaleźć idealną pracę.
Michał spojrzał na niego pytająco.
– Na początku często bierze się to, co jest – kontynuował ojciec – a potem szuka się czegoś lepszego.
– Wiem.
– Najważniejsze to zacząć.
Michał skinął głową. Słyszał to już wcześniej i powoli zaczynał akceptować ciężar tego stwierdzenia. Ojciec jeszcze raz spojrzał na ekran laptopa, jakby próbował zrozumieć logikę tego świata ogłoszeń i formularzy.
– W każdym razie – powiedział – dobrze, że próbujesz.
Odwrócił się w stronę drzwi.
– Obiad będzie o 13:00.
– Okej.
Ojciec wyszedł z pokoju, zamykając drzwi trochę ciszej niż zwykle. Michał przez chwilę siedział bez ruchu. Na ekranie wciąż była lista ofert pracy, które wyglądały niemal identycznie. Kliknął jedną z nich, przeczytał kilka pierwszych zdań – praca zdecydowanie poniżej jego kwalifikacji, ale w sumie, faktycznie ważne aby gdzieś się zaczepić. Wysłał zgłoszenie i zamknął stronę. Potem sięgnął po telefon leżący obok klawiatury. Na ekranie pojawiła się wiadomość od Pawła.
Masz chwilę? Dawno się nie widzieliśmy.
Michał jeszcze raz przeczytał krótką wiadomość. Tym razem nie odkładał telefonu od razu, ale przez moment siedział przy biurku trzymając go w ręce. Wiadomość od Pawła była krótka, ale wystarczyła, żeby wyrwać go z rytmu kolejnych ogłoszeń i formularzy. Patrzył na ekran, zastanawiając się, ile właściwie minęło czasu od ich ostatniego spotkania. Kilka tygodni? Całkiem możliwe, że więcej. Po studiach każdy poszedł w swoją stronę, a kontakt ograniczył się do sporadycznych wiadomości i przypadkowych polubień w mediach społecznościowych. Paweł zawsze był jednym z tych ludzi, którzy potrafili odnaleźć się w każdej sytuacji. Na studiach miał opinię kogoś, kto zna odpowiednie osoby i zawsze wie, gdzie coś się dzieje. Michał nie był taki. Raczej trzymał się na uboczu, robił swoje, zaliczał kolejne egzaminy i zakładał, że reszta jakoś się ułoży. Teraz nie był już tego taki pewien. Telefon wciąż świecił w jego dłoni. W końcu odpisał.
Jasne, kiedy?
Odpowiedź przyszła szybciej niż się spodziewał.
Może w jutro wieczorem? Jest taka knajpa niedaleko rynku, pamiętasz?
Michał pamiętał, bywali tam czasem po zajęciach, kiedy jeszcze wszystko wydawało się prostsze.
_Pamiętam_ – odpisał.
To koło siódmej?
Pasuje.
Odłożył telefon na biurko i przez chwilę siedział bez ruchu. Sam fakt, że ma gdzie wyjść jutro wieczorem, wydawał się dziwnie odświeżający. Otworzył laptopa jeszcze raz i wrócił do listy ogłoszeń. Przez następne kilkanaście minut wysłał dwa kolejne zgłoszenia, już prawie automatycznie. Formularz, załącznik, kliknięcie. W pewnym momencie zorientował się, że właściwie nie pamięta nawet nazw firm, do których właśnie aplikował. Zamknął laptopa. Z dołu dobiegł głos matki.
– Michał! Obiad!
Zszedł na dół. W kuchni pachniało zupą, radio wciąż grało w tle. Ojciec siedział przy stole, tym razem bez gazety.
– I jak tam? – zapytała matka, nalewając zupę do talerza.
– Wysłałem kilka zgłoszeń.
– To dobrze – powiedziała z ulgą.
Usiadł przy stole. Przez chwilę jedli w ciszy.
– Spotykam się jutro z Pawłem – powiedział w końcu.
Matka spojrzała na niego z zaciekawieniem.
– Z tym Pawłem ze studiów?
– Tak.
– Dawno go nie było u nas w domu.
– Bo się nie spotykaliśmy.
Ojciec skinął głową.
– To dobrze czasem pogadać z ludźmi – powiedział.
Michał uśmiechnął się w odpowiedzi.
– Właśnie.
Nie dodał nic więcej, ale gdzieś z tyłu głowy pojawiło się uczucie, którego nie czuł od dawna – ciekawość. Jutrzejszy wieczór nagle przestał być kolejnym pustym punktem w kalendarzu. I choć jeszcze o tym nie wiedział, to spotkanie miało być początkiem czegoś, czego nie planował.Rozdział 2
Ostatnie z wysłanych zgłoszeń dało nieoczekiwany efekt – zaproszenie na dzień próbny i to nawet bez rozmowy kwalifikacyjnej. Michał wyszedł z domu chwilę po siódmej. Powietrze było jeszcze chłodne, takie jak bywa rano nawet w tych cieplejszych miesiącach. Matka zrobiła mu kanapki „na wszelki wypadek”, jakby pierwszy dzień przypadkowej pracy był wyprawą w nieznane. Ojciec powiedział tylko „powodzenia”, ale powiedział to głośniej niż zwykle.
Przystanek był pełen ludzi, którzy wyglądali na przyzwyczajonych do takich, pełnych oczekiwania, poranków. Stał między nimi z plecakiem i teczką, chociaż teczka była pusta, wziął ją z przyzwyczajenia, bo wydawało mu się, że do pracy powinno się chodzić z czymś, co dodaje powagi. Autobus przyjechał spóźniony i w środku było duszno. Michał stał ściśnięty między kurtkami i torbami pasażerów trzymając się poręczy, i próbował nie myśleć o tym, że jeszcze niedawno wyobrażał sobie takie poranki nieco inaczej.
Firma mieściła się w budynku po dawnym biurowcu. Na parterze był sklep z elektroniką, na piętrach różne małe działalności: księgowość, ubezpieczenia i coś co na tablicy przy wejściu nazywało się „centrum obsługi klienta” – to właśnie tam miał trafić. W recepcji nikt nie pytał o dyplom ani o kierunek studiów. Poproszono go o dowód osobisty, kazano podpisać kilka kartek i po chwili wręczono identyfikator z jego imieniem wydrukowanym czarnymi literami na białym plastiku. Wyglądało to tak, jakby nie był osobą, tylko elementem wyposażenia.
– Pierwszy dzień? – zapytała dziewczyna w recepcji, nie podnosząc wzroku znad listy.
– Tak.
– To proszę do sali numer trzy na szkolenie.
Sala numer trzy była większa niż się spodziewał. Rzędy biurek, komputery, słuchawki. Kilkanaście osób siedziało już na miejscach. Kiedy wszedł, kilka głów odwróciło się w jego stronę na sekundę, po czym znów wróciły do swoich ekranów. Prowadząca szkolenie kobieta mówiła szybko, bez pauz, jakby od dawna powtarzała te same zdania i chciała jak najszybciej mieć to za sobą. Tłumaczyła procedury, skrypty rozmów, sposób logowania się do systemu. Wszystko było opisane i uporządkowane, a mimo to Michał czuł, że to nie jest naturalny porządek tylko rodzaj mechanizmu.
– Najważniejsze, trzymamy się skryptu – powiedziała – klient może krzyczeć, może przeklinać, może się rozłączyć. Skrypt jest waszym zabezpieczeniem. Jak trzymacie się skryptu, to jesteście bezpieczni.
Bezpieczni przed czym? – pomyślał Michał, ale nic nie powiedział.
Po godzinie wszyscy zostali skierowani na swoje miejsca pracy, dostali po parze słuchawek i przećwiczyli krótką próbną rozmowę na sucho. W systemie były przygotowane scenariusze. Każdy miał mówić to samo, tylko z innym numerem sprawy. Michał przeczytał kilka linijek tekstu i poczuł, jak coś w nim się napina. Nie był to strach a raczej opór. Jakby ciało próbowało powiedzieć: to nie jest twoje.
– Spokojnie – odezwał się ktoś obok. Chłopak mniej więcej w jego wieku, w koszuli z podwiniętymi rękawami, z lekkimi cieniami pod oczami – pierwszy dzień zawsze jest najgorszy. Potem już leci.
– Też pierwszy? – zapytał Michał.
– Nie – odpowiedział tamten. – Ale pamiętam, że to jest jak wchodzenie do zimnej wody.
Michał skinął głową, choć nie był pewien czy to dobre porównanie. W zimnej wodzie przynajmniej wiesz czego się spodziewać. Tu miał wrażenie, że temperatura będzie się zmieniać w zależności od tego, kto jest po drugiej stronie słuchawki. Po szkoleniu zaczęli odbierać pierwsze połączenia. Na ekranie pojawiło się nazwisko, numer oraz temat. Michał założył słuchawki i przez chwilę siedział z palcem zawieszonym nad przyciskiem. W końcu wcisnął go.
– Dzień dobry, nazywam się Michał… – zaczął, zgodnie ze skryptem.
Głos po drugiej stronie przerwał mu od razu, szybki i zdenerwowany. Michał próbował nadążyć, przerzucał wzrokiem kolejne linijki tekstu. Odpowiadał, jak kazano. Zadał pytanie, które miał zadać. Powiedział formułkę, którą miał powiedzieć. Kiedy rozmowa się skończyła, ekran pokazał statystyki: czas rozmowy, wynik, status. Następne połączenie przyszło natychmiast. I następne.
W przerwie wyszedł na korytarz. Oparł się o ścianę i zdjął słuchawki, jakby chciał zdjąć z głowy nie tylko plastik, ale cały ten dzień. Spojrzał na telefon. Żadnych nowych wiadomości, żadnych nowych maili. Tylko powiadomienie z portalu pracy, ale tego nawet nie otwierał. Wrócił na salę i usiadł przy swoim stanowisku. Monitor świecił, skrypt czekał. Michał poprawił identyfikator na koszulce. Pomyślał, że jeśli to ma być „na chwilę”, to ta chwila będzie się dłużyć.
Kolejna przerwa była krótsza niż się spodziewał. Na zegarze wiszącym nad drzwiami minęło dopiero kilka minut, kiedy większość osób zaczęła wracać na swoje miejsca. W call center przerwy wyglądały inaczej niż w jego wyobrażeniach o pracy biurowej. Nie było rozmów przy kawie ani spokojnego siedzenia w kuchni. Ludzie wychodzili na chwilę, oddychali, patrzyli w telefon i wracali, jakby ktoś odmierzał im czas. Michał stał jeszcze przy automacie z kawą. Plastikowy kubek był gorący, ale kawa smakowała bardziej jak produkt kawopodobny.
– Przyzwyczaisz się – powiedział ktoś obok.
To był ten sam chłopak z sąsiedniego stanowiska. Teraz trzymał w ręku baton i wyglądał tak, jakby znał to miejsce już trochę lepiej niż reszta nowych.
– Do kawy? – zapytał Michał.
– Do wszystkiego.
Chłopak wyciągnął rękę.
– Bartek.
– Michał.
Bartek uśmiechnął się krótko.
– Każdy na pierwszym dniu patrzy na monitor tak, jakby próbował zrozumieć sens życia.
Michał zaśmiał się cicho.
– A potem?
– Potem przestaje się zastanawiać.
Usiedli przy małym stoliku pod ścianą. W pomieszczeniu było jeszcze kilka osób. Ktoś scrollował telefon, ktoś jadł kanapkę, ktoś patrzył w okno z wyraźną ulgą, że przez kilka minut nie musi mówić.
– Długo tu pracujesz? – zapytał Michał.
– Trzy miesiące – odpowiedział Bartek. – Czyli prawie weteran.
– I jak?
Bartek wzruszył ramionami.
– Płacą na czas. Na razie wystarczy.
Michał skinął głową. To było zdanie, które w ostatnich miesiącach często słyszał. „Na razie wystarczy”. Brzmiało jak coś pomiędzy planem a usprawiedliwieniem.
– Studiowałeś coś? – zapytał Bartek.
– Analizę danych.
– Serio?
Bartek podniósł brwi.
– To czemu jesteś tutaj?
Michał uśmiechnął się lekko.
– Dobre pytanie.
Bartek pokiwał głową, jakby dokładnie rozumiał odpowiedź.
– Ja skończyłem marketing – powiedział. – Miałem pracować przy kampaniach, strategiach, takich rzeczach.
– I?
– I na razie sprzedaję ludziom przedłużenie gwarancji na sprzęt, którego nawet nie widzę.
Przez chwilę siedzieli w ciszy.
– Wiesz co jest najlepsze? – dodał Bartek. – W ogłoszeniu było napisane „praca w dynamicznym środowisku”.
– Czyli?
– Czyli, że telefon dzwoni bez przerwy…
Michał rozejrzał się po pomieszczeniu. Kilkanaście osób, każdy z własnym ekranem, własnym skryptem i własną parą słuchawek. Wyglądali trochę jak piloci w kabinach, tylko że zamiast sterować samolotem, sterowali rozmową, która i tak najczęściej szła w jednym kierunku.
– Dużo ludzi tu przychodzi i odchodzi? – zapytał.
– Tak, przez cały czas.
– Dlaczego?
Bartek ugryzł kawałek batona i wzruszył ramionami.
– Bo to praca, która jest dobra tylko wtedy, kiedy nie planujesz w niej zostać.
Z korytarza dobiegł krótki sygnał. Kilka osób podniosło się od stołu niemal automatycznie.
– Koniec przerwy – powiedział Bartek – wracamy do cywilizacji.
Wstali i wrócili na salę. Komputery wciąż świeciły, a na ekranach czekały kolejne połączenia. Michał usiadł na swoim miejscu i założył słuchawki. Przez chwilę pomyślał o tym, jak dziwne jest to, że tylu ludzi kończy studia z przekonaniem, że świat stoi przed nimi otworem, a potem trafiają do takich pomieszczeń jak to. Na ekranie pojawiło się nowe połączenie, kliknął przycisk.
– Dzień dobry, nazywam się Michał… – zaczął.
W jego głowie pojawiła się myśl, że jeśli coś się w jego życiu zmieni, to na pewno nie w tym miejscu. Pierwszy dzień w pracy zbliżał się powoli ku końcowi. Kiedy wrócił do domu, było już po czwartej. Popołudniowe światło wpadało przez okno do przedpokoju i oświetlało rząd butów ustawionych pod ścianą. Zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku, czując w ramionach zmęczenie, które nie było fizyczne, tylko bardziej rozlane, statyczne, jakby cały dzień musiał utrzymywać ciało w jednej pozycji.
– I jak? – zawołała matka z kuchni, zanim zdążył wejść dalej.
Michał wszedł do środka. Na stole stał garnek z zupą, a obok pokrojona sałatka. Matka kroiła ogórki, jakby od tego zależało powodzenie całego dnia.
– W porządku – powiedział.
To było najłatwiejsze słowo. Matka spojrzała na niego uważniej.
– Dużo ludzi?
– Trochę.
– I co dokładnie robisz?
Michał usiadł przy stole.
– Odbieram telefony. Pomagam ludziom z różnymi sprawami.
To też była najprostsza wersja prawdy. Matka skinęła głową, jakby próbowała sobie wyobrazić to miejsce.
– Ważne, że coś robisz – powiedziała po chwili – na początku zawsze tak jest.
Z salonu dobiegł szelest gazety. Ojciec siedział w fotelu przy oknie, tym razem z okularami zsuniętymi na czubek nosa.
– Jak atmosfera? – zapytał, nie podnosząc głowy.
– Normalna.
Ojciec złożył gazetę i spojrzał na niego.
– Ludzie w porządku?
– Tak.
To nie było kłamstwo. Bartek wydawał się w porządku, reszta też. Po prostu wszyscy wyglądali tak, jakby znaleźli się tam trochę przez przypadek.
– Najważniejsze, żeby się czegoś nauczyć – powiedział ojciec – każda praca czegoś uczy.
Michał skinął głową. Zastanawiał się przez chwilę, czego dokładnie można nauczyć się z czytania skryptów rozmówcom po drugiej stronie słuchawki.
– Spotykam się dziś z Pawłem – powiedział, bardziej żeby zmienić temat niż z potrzeby podzielenia się informacją.
Matka uśmiechnęła się lekko.
– Mówiłeś już o tym, co on teraz robi?
– Nie wiem dokładnie.
Ojciec odchrząknął cicho.
– Zawsze wydawał się bardzo… przedsiębiorczy.
Michał uśmiechnął się pod nosem.
– To dobre słowo.
Przez chwilę jedli w ciszy. Za oknem przejechał samochód, ktoś na ulicy zamknął głośno drzwi. Zwykłe dźwięki zwykłego popołudnia.
– O której się spotykacie? – zapytała matka.
– O siódmej.
– To zdążysz trochę odpocząć.