-
nowość
Szansa - ebook
Szansa - ebook
Pasje, które pomagają odkryć siebie na nowo.
Szanse, które niosą lepszą wizję przyszłości.
Kobieta, która musi zbudować wszystko od zera.
Ilona Gołębiewska zabiera czytelników do Starego Młyna, w którym czas płynie wolniej. Jej bohaterka w tym, co znane i proste, odnajduje spokój, którego nie potrafiła znaleźć nigdzie indziej. Tam, gdzie wszystko się zaczęło, wraca nadzieja.
Po śmierci ukochanej przyjaciółki Tośka Złotowska ucieka w podróże, chce poskładać siebie na nowo. Gdy po dwóch miesiącach samotnej wyprawy wraca do Polski, nic nie jest takie jak dawniej: żałoba, niespłacone długi, zawieszona firma, widmo utraty mieszkania, przymus podejmowania trudnych decyzji. Jej świat rozpada się na kawałki.
Z odrobiną odwagi pakuje życie w kartony i przenosi się do rodzinnego domu w Młynarzówce. Między walką z urzędami, lokalnym protestem przeciw spalarni i próbami odbudowania firmy Tośka odkrywa, że powrót do korzeni może być dla niej odnalezieniem sensu życia. Na nowo zakochuje się w swojej słowiańskiej pasji. Pisze artykuły, robi warsztaty dla kobiet, odkrywa piękno natury. Pomagają jej w tym nowi przyjaciele oraz pewien mężczyzna, który potrafi rozbroić ją jednym uśmiechem. Czy Tośka da sobie szansę na nowy początek?
Pełna emocji opowieść dla wszystkich, którzy czasem czują, że zgubili siebie i szukają drogi z powrotem do domu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-287-3925-3 |
| Rozmiar pliku: | 5,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W naszym życiu co jakiś czas pojawiają się nowi ludzie. Jedni są tylko na chwilę, drugich nawet nie zauważamy, jeszcze inni zostają z nami na zawsze. Niosą swoje historie. Czasami się nimi dzielą. Niektóre z nich są warte tego, by ocalić je od zapomnienia, przekazać dalej. Tak jest z historią kobiety, którą spotkałam na swojej drodze życia. Połączyła nas przyjaźń, która trwa do dzisiaj. Wspólnie spędzany czas, tysiące godzin rozmów i odważne decyzje sprawiły, że historia życia mojej przyjaciółki stała się punktem wyjścia do napisania sagi o Siostrach ze Starego Młyna. Spotkacie w niej Martę Korczak. To właśnie jej moja przyjaciółka „użyczyła swojego życiorysu”. A ja ubrałam opowiedzianą historię w słowa. Zapraszam gorąco do lektury.
------------------------------------------------------------------------
Ilona Gołębiewska* * *
_Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że zgubiłam siebie po drodze. Byłam kobietą, która wiedziała, kim jest. Teraz jestem kobietą, która próbuje to sobie przypomnieć. Czuję zmęczenie światem, który każe być ciągle „jakąś”: silną, skuteczną, ułożoną, przewidywalną. A ja coraz częściej tęsknię za prostotą. Za ziemią pod stopami, za rytmem natury, zapachem chleba. Powrotem do tego, co pierwotne, kobiece i słowiańskie. Ten kierunek staje się dla mnie nie ucieczką, lecz ratunkiem._
_Uczę się na nowo słuchać siebie, swojego ciała i intuicji. Uczę się też słuchać innych kobiet. W ich opowieściach odnajduję wspólne cząstki, jakbyśmy wszystkie mówiły różnymi głosami o tym samym doświadczeniu. O gubieniu się i odnajdywaniu, o sile, która rodzi się nie z doskonałości, lecz z prawdy. Ten powrót nie jest łatwy. Wymaga zgody na to, że nie wszystko we mnie jest poukładane. Odbudowuję siebie powoli, warstwa po warstwie. To jest mój nowy początek. Wracam do siebie. Do kobiety, która pamięta, że siła może być miękka, a wspólnota kobiet potrafi podnieść z popiołów. I to wystarczy, by znów iść naprzód._
------------------------------------------------------------------------
Wpis Tośki Złotowskiej na stronie _Bagaż podręczny_ROZDZIAŁ I
Życie to seria przystanków – o podróży w głąb siebie, wyczekanym powrocie do domu, śmierci ukochanej przyjaciółki i problemach, które nie oszczędzają nikogo
Chociaż jechała w rodzinne strony, miała wrażenie, że to kolejna podróż w nieznane. W Starym Młynie nie była od pięciu miesięcy i zdążyła już mocno zatęsknić. Tam był jej dom. Miejsce, w którym spędziła najpiękniejsze, a zarazem najgorsze chwile swojego życia. Pośród ludzi, którzy dali jej wszystko to, co może dać ktoś, kto mocno kocha. Z głęboką wdzięcznością w sercu rozpoczęła swoją podróż i odliczała czas do celu.
Chwilę wcześniej dostała od Marty SMS-a z informacją, że czekają i że Wódz wyjedzie po nią do Kazimierza. To była dobra wiadomość. Tośka czuła się wyjątkowo zaopiekowana. Umościła się wygodnie na miękkim siedzeniu busa, czując, jak delikatnie buja nim na zakrętach. Wewnątrz było ciepło i nieco duszno, słyszała szum silnika i odgłosy rozmów innych pasażerów. Jej myśli błądziły, w sercu pojawiały się mieszane uczucia. Radość z wyjazdu do Starego Młyna, ale też odrobina niepokoju, czy wszystko pójdzie pomyślnie. Już taka była. Nieco skomplikowana. Po prostu Tośka. Tośka Złotowska.
Za oknem rozpościerał się malowniczy pejzaż końcówki marca. Zima tego roku była wyjątkowo surowa. Wciąż jeszcze gdzieniegdzie można było dostrzec resztki śniegu na poboczach i w cieniu drzew, ale w powietrzu czuć było już powiew wiosny. Na polach i łąkach pojawiały się pierwsze przebijające się przez ziemię pędy traw, a wśród nich rozkwitające krokusy i przebiśniegi. Na drzewach zaczynały się pojawiać pierwsze pąki, delikatnie różowe i zielone. Widziała też grupkę dzieci biegających radośnie po polu, a później samotnego rowerzystę, który sunął wzdłuż jezdni.
Za nią była mniej więcej połowa drogi. Przez ten czas próbowała czymś zająć myśli. Wzięła ze sobą książkę – poczytny kryminał znanego autora. Jednak nie mogła skupić się na fabule. Zaczęła słuchać podcastów. Miała kilka ulubionych o podróżach, które sama kochała ponad wszystko. Ale to również dziwnie ją znużyło. Wpatrywała się zatem w okno, lekko nasłuchując rozmowy kobiety, która siedziała za nią. Opowiadała komuś o swoich planach zakupu mieszkania właśnie w Kazimierzu. Była tym bardzo podekscytowana.
Tośka jednak odpłynęła myślami. Po chwili poczuła, że morzy ją sen. Nie walczyła z tym. Zamknęła oczy. Zasnęła. Śniło jej się, że wsiada do pociągu i nie może ustalić, dokąd jedzie. Pytała innych pasażerów, ale oni zdawali się jej nie słyszeć. Już miała wysiąść, gdy pociąg ruszył. Nie było już odwrotu. Na tablicy wyświetlił się napis, że do celu zostały jeszcze trzy dni. Zdziwiła się. Nigdy wcześniej nie była w tak długiej podróży pociągiem. Wystraszyła się. Już miała iść do maszynisty, gdy nagle poczuła na ramieniu czyjś dotyk.
– Halo, proszę pani… – usłyszała czyjś cichy głos, ale nie widziała tej osoby. – Proszę pani, czy pani mnie słyszy? – Głos był coraz bardziej nachalny.
– Słucham? – Tośka otworzyła oczy i zobaczyła, że pochyla się nad nią jakaś kobieta. Odruchowo poprawiła się na siedzeniu i przetarła oczy dłońmi.
– Jesteśmy na miejscu, czas wysiadać – powiedziała uprzejmie kobieta.
– Już? Tak szybko? – Tośka była lekko zdezorientowana. Potarła oczy dłonią.
– Najwyraźniej smacznie się pani spało.
– Dziękuję, bardzo pani dziękuję.
Tośka wyjrzała przez okno. Rzeczywiście widać było kazimierzowski rynek. Wzięła do ręki plecak i wstała. Podziękowała kierowcy za bezpieczny dowóz i wysiadła. W jednej chwili poczuła, że musi się lekko porozciągać. Promienie słońca raziły ją w oczy. Ziewnęła głęboko i przerzuciła do tyłu warkocz.
Zaczęła iść w stronę renesansowego budynku. Tam się umówiła z Wodzem. Cieszyła oczy widokiem pięknych kolorowych kamieniczek. Obiecała sobie, że jeszcze dzisiaj, a najpóźniej jutro przejdzie się po Kazimierzu. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo do niego tęskniła. Rozejrzała się. Wodza nigdzie nie było. Sięgnęła po telefon. Jak na złość się rozładował. Uznała, że będzie czekała w ustalonym miejscu.
– Tosia? – zapytał ktoś zza jej pleców. Odwróciła się.
– Ojej, co za spotkanie. Dzień dobry, pani Maciaszek – przywitała się uprzejmie ze swoją nauczycielką z czasów podstawówki. Dzięki niej pokochała geografię.
– Jeszcze mam dobre oczy, jeśli rozpoznaję moich uczniów. Ostatnio Marta mi powiedziała, że ty ciągle jesteś gdzieś w świecie.
– Wie pani, że kocham podróże i marzyłam o nich, odkąd tylko pamiętam. Kiedy mam zwiedzać, jeśli nie teraz? Jestem wolna, bez większych zobowiązań, więc ruszam w świat.
– Korzystaj, ile się da. Długo zostajesz w Starym Młynie?
– Nie, przyjechałam tu załatwić kilka spraw. Chodzi o tę spalarnię śmieci, co to chcą nam ją budować. Gmina nagle upomniała się o wykup moich działek.
– No tak, słyszałam. Sama jestem ciekawa, jak to się dalej potoczy.
– Zobaczymy. Na pewno będzie jakieś starcie pomiędzy gminą a właścicielami.
– Życzę więc wytrwałości. I do zobaczenia. Na mnie czas, wracam do wnuczki.
– Dziękuję i wszystkiego dobrego.
W tym samym czasie podjechał Wódz. W swoim leciwym Jeepie wyglądał jak ktoś, kto jedzie na afrykańską wyprawę. Uśmiechał się serdecznie, a po chwili wysiadł.
– Jesteś wreszcie, kruszynko – oznajmił takim głosem, że słyszało to chyba kilka osób, które szły nieopodal ratusza. Tośka lubiła, jak ją tak nazywał.
– Witam szanownego Wodza. Co to za spóźnienie? – zażartowała sobie z niego.
– Najdroższa małżonka tak mnie zagadała, że straciłem rachubę, która to już godzina. Jak podróż? Nie rzucało za mocno busem?
– Chyba nie, bo pół drogi przespałam.
– Bardzo dobrze, będziesz miała siły na rozmowy z Martą. Wyczekuje na ciebie od czwartej rano, jak tylko wstała. Oj, bardzo się stęskniła. Tak jak i ja. Ale żeby nie było zbyt łatwo, to po drodze mamy zrobić zakupy, zgoda?
– Jasne, też mam kilka rzeczy do kupienia.
– No to wsiadaj. W drodze opowiesz mi, jak było w tej ostatniej podróży. Bo kiedy przesyłałaś zdjęcia, to czasami z Martą trochę się o ciebie martwiliśmy.
– Mówisz o tym znad przepaści?
– Też. Po kim ty masz taki charakterek?
– Nie wiem. Podobno w każdej rodzinie jest jakiś oryginał i padło na mnie. Nic nie poradzisz, możesz mnie tylko kochać – zaśmiała się głośno, kiedy zobaczyła minę Wodza. On aż westchnął głęboko.
W Starym Młynie uściskom i miłym słowom nie było końca. Marta czekała na nich już na podwórzu, a gdy tylko zobaczyła Tośkę, od razu rzuciła się jej w ramiona. Tak tęskniła. Chyba najdłużej od czasu, kiedy Tośka na dobre wyprowadziła się ze Starego Młyna. Dla niej taka rozłąka może i nie była czymś aż tak wielkim, ale dla Marty już tak. Zaprosiła Tośkę od razu do domu i zaprowadziła do jadalni, gdzie czekał już stół zastawiony na jej przyjazd. Było kilka minut po jedenastej, więc mogli zjeść drugie śniadanie. Wódz chętnie do nich dołączył, bo chciał posłuchać, co Tośka ma do opowiedzenia.
– Gdzie było najfajniej? Obstawiam Szwajcarię, bo pamiętam, że chciałaś tam jechać, a na zdjęciach widziałam, że bardzo ci się podobało pomieszkiwanie w tej wiosce na sporej wysokości. – Marta patrzyła na Tośkę tak, jakby nie widziała jej dekadę. – Czy mi się wydaje, czy ty jednak sporo schudłaś?
– Pięć kilogramów, ale to dobrze. Taki dodatkowy skutek mojej wyprawy. Mieszczę się w sukienkę ze studniówki. Mierzyłam przedwczoraj. A co do Szwajcarii… – Uniosła wzrok i chwilę pomyślała. – Było ekstra, ale najlepsze wspomnienia mam z Włoch. Dotarłam na samą Sycylię i niczego nie żałuję.
– My też moglibyśmy się choć raz tam wybrać. – Marta spojrzała wymownie na Wodza.
– Bardzo chętnie, jeśli tylko znajdziesz za nas zastępstwo do młyna i piekarni.
– No tak, nasz azyl to przy okazji nasze małe więzienie – zażartowała Marta, choć tak naprawdę za to swoje prywatne więzienie oddałaby wszystko.
– Włochy może i nie, ale w tym roku pojedziemy w góry. Tośka tu zostanie i zajmie się wszystkim. Zgoda? – Wódz najwyraźniej miał plan.
– Jak mi dasz do pomocy jeszcze jakiegoś faceta, to ogarnę, co trzeba.
– No to mamy sprawy omówione.
– Lepiej powiedz, jak się masz po powrocie do Warszawy? Jak bieżące sprawy? Co z firmą? – Marta wiedziała, że Tośka po ponad dwumiesięcznej przerwie będzie musiała zmierzyć się z rzeczywistością, od której poniekąd uciekła.
– Powoli wszystko ogarniam. Bywa różnie. Ale widzę, że ten wyjazd był mi bardzo potrzebny. Myślałam, że być może trochę uciekam z powodu żałoby po Agacie, ale potem uznałam, że to jednak próba pogodzenia się w tym, że życie ogólnie jest nieprzewidywalne. – Mówiąc o Agacie, miała na myśli swoją serdeczną przyjaciółkę.
Poznały się na pierwszym roku bankowości na Uniwersytecie Warszawskim. Obie miały smykałkę do liczb i obrachunków. Spotkały się przed salą wykładową. Tośka zagadnęła Agatę. Nie znała tam nikogo, a stojąca nieopodal filigranowa brunetka wydała jej się sympatyczna, choć nieco przerażona. Podeszła do niej i zapytała, czy zna tu kogoś, czy podobnie jak ona jest sama. Od tego momentu zaczęła się ich znajomość, która szybko zamieniła się w taką przyjaźń, o jakiej wielu może tylko pomarzyć.
Dziewczyny były niemal nierozłączne. Nie tylko na studiach, ale i w życiu. Wynajęły wspólnie mieszkanie, wspierały się w każdym działaniu i wyruszały w dalekie podróże, które od zawsze były ich marzeniem. W trakcie studiów Agata poznała Tomka. Od razu się w sobie zakochali. Po studiach wzięli ślub. Tośka nie miała szczęścia w miłości. Była w dwóch związkach i żaden z nich nie okazał się tym właściwym. Cieszyła się jednak z tego, że chociaż Agata jest w tej kwestii szczęśliwa. Przyjaciółka bardzo marzyła o dziecku. Mimo starań się nie pojawiało. Potem wyszły złe wyniki badań.
Najpierw wszyscy myśleli, że to gorsze samopoczucie. Jednak dalsza diagnostyka przyniosła wieści, na które nikt nie był przygotowany. Okazało się, że Agata ma białaczkę. Natychmiast rozpoczęto leczenie. Rodzina i przyjaciele Agaty robili wszystko, by jej pomóc. Na szczęście polscy lekarze mieli możliwości, by walczyć z chorobą. Jednak ta była bardzo podstępna. Agata gasła z każdym miesiącem. Szukano dawcy szpiku, ale żadnego nie można było znaleźć w dostępnej bazie danych czy w rodzinie. Gdy już wszyscy zwątpili, zdarzył się cud. Dawca się znalazł i przeszczep się powiódł. Niestety, po krótkim czasie organizm Agaty zaczął źle reagować. Słabła z dnia na dzień. Pozostało liczyć na kolejny cud.
Ten jednak nie nadszedł. Agata zmarła cztery miesiące temu. Dla Tośki był to wielki cios. Do dzisiaj nawet nie pamiętała pierwszych dni po śmierci przyjaciółki ani jej pogrzebu, tak jakby była wtedy w jakimś amoku. Potem przyszła proza życia. Prowadzenie firmy, kontynuowanie zleceń, zdobywanie nowych klientów. Wszystko zaczęło ją przerastać. Owszem, miała wsparcie sióstr i przyjaciół. Jednak powstała w jej sercu pustka rosła z dnia na dzień. Mimo podjętych starań wszystko po kolei sprawiało jej trudności. Praca, finanse, firma.
Podjęła wtedy jedną z najbardziej szalonych decyzji w swoim życiu. Zawiesiła działalność gospodarczą i postanowiła ruszyć w długą podróż, żyć z oszczędności. Nie było ich zbyt wiele, ale wystarczająco, żeby przeżyć w podróży kilka tygodni. Wsiadła z plecakiem do samolotu i poleciała do Francji, skąd miała zacząć swoją wyprawę po Europie. Tak minęły jej ponad dwa miesiące. Był to czas, który pozwolił jej poniekąd przeżyć żałobę, pobyć sam na sam ze sobą i nabrać dystansu. Jedynym minusem był powrót do Warszawy i bieżących spraw. To ją przerosło, ale nie zamierzała na razie nikomu o tym mówić. Zawsze dawała sobie radę z problemami. Zakładała, że tym razem będzie podobnie.
Z rozmyślań wyrwało ją pytanie Marty.
– Jakie masz plany poza wizytą w gminie?
Marta liczyła, że Tośka zechce z nią spędzić więcej czasu. Chciała jej pokazać nowe rozwiązania w piekarni, które ostatnio wprowadzili z Wodzem, i pogadać od serca.
– Zamierzam powłóczyć się po Kazimierzu, bo też się za nim stęskniłam. Brakuje mi tych wąskich uliczek, znajomych twarzy, sprawdzonych miejsc. Macie ochotę wybrać się ze mną? Zjeść drożdżowego koguta i posiedzieć na bulwarach wiślanych?
– Bardzo chętnie. Dzisiaj już mam niewiele pracy w piekarni. Przynajmniej do szesnastej. Przekażę tylko Bożence kilka zadań i możemy ruszać.
– A ja być może dołączę do was potem. Teraz czekam na ważnego klienta. Kupuje od nas po raz pierwszy, więc sam chcę być przy tym, jak będzie wybierał mąkę – wtrącił Wódz, jak zwykle dbający o biznes. Dzięki niemu młyn działał bez zarzutów.
– Wspaniale, bardzo się cieszę. Nawet nie wiecie, jak się stęskniłam za wami i za Starym Młynem. Wielki świat jest piękny, ale jeszcze piękniej jest w domu.
– Miło to słyszeć, kochanie. – Marta spojrzała na nią z wielką czułością.
Przebrały się i ruszyły do Kazimierza. Poszły do ulubionej kawiarni, którą prowadziła znajoma Marty. Tam zamówiły kawę i po kawałku czekoladowca. Poplotkowały o bieżących sprawach i postanowiły wybrać się na długi spacer. Kazimierz o tej porze roku był niczym mała zapowiedź czegoś niespodziewanego. Jak zawsze można było spotkać wielu turystów. Tośka z Martą udały się na bulwary wiślane i tam podziwiały niespokojny nurt rzeki. Obiecały sobie, że następnym razem zarezerwują rejs statkiem. Potem przemierzały uliczki, co rusz zachwycając się zabytkowymi zabudowaniami. Po drodze spotkały znajomych, którzy z zainteresowaniem wypytywali, co u nich dobrego. A gdy w końcu poczuły zmęczenie, uznały, że czas wracać do Starego Młyna, tym bardziej że w piekarni było jeszcze sporo do zrobienia. Ale i z tym szybko się uwinęły. W dwie godziny miały gotowe rogale i precle dla klientów na wieczór. Po kolacji zasiadły w salonie, gdzie w kominku palił się ogień.
– Ta podróż… Pozwoliła ci się pogodzić ze śmiercią Agaty? – zapytała Marta.
– Akurat z tym to się nigdy chyba nie pogodzę. Jak wyruszałam, to miałam w głowie tak wiele pytań. Na niektóre znalazłam odpowiedź, na inne nie. Na przykład to, że dlaczego Bóg dopuszcza nieszczęście ludzi, którzy najmniej na nie zasługują? – Tośka spojrzała wymownie na Martę. Miała zmarszczone czoło, widać było, że ma w sobie wiele złości.
– To raczej nie kwestia zasługiwania. Po prostu w takim świecie żyjemy. Jak sama wiesz, nie jest idealny. Zdarzają się choroby, wypadki, trudności. Nie wiem, dlaczego choroba dotknęła akurat Agatę. Może jest w tym jakiś cel.
– Tylko jaki? Bo na razie jej śmierć przyniosła tylko łzy, żal i rozpacz.
– Jakiś czas temu słuchałam podcastu o przemijaniu. O tym, że niektórych dotyka cierpienie. Ale że z każdego zła można wyprowadzić dobro. Nie zawsze to widać od razu. Być może śmierć Agaty przyniesie finalnie dużo dobra.
– Bardzo bym chciała. Ciągle szukam w niej sensu. Po to też przeszłam Camino de Santiago. Chciałam na szlaku Świętego Jakuba znaleźć odpowiedzi. Wybrałam tygodniową trasę. Zaczęłam ją w Lugo. Był to dla mnie naprawdę wyjątkowy czas. Tylko ja, trasa, przyroda i moje myśli. No i Stwórca, bo to jego zasypałam mnóstwem pytań.
– Jak wiesz, również szłam kiedyś tym szlakiem. Do dzisiaj czuję wdzięczność.
– Mam podobnie. Było mi trudno. Szczególnie pod względem duchowym. Wiem, że Agata patrzy na mnie z góry. Czuję jej obecność, wsparcie. Tak bardzo za nią tęsknię. Upływ czasu wcale mi nie pomaga. Niekiedy boli jeszcze bardziej. – Tośka otarła ręką spływające łzy.
– Wiem, że strata boli. I nie mam dla ciebie dobrej rady. Może poza tym, by starać się żyć pomimo tej tragedii. Najlepiej jak umiesz. Bo tego by chciała Agata.
_KONIEC DARMOWEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI_