Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Szczupaki spod hałdy - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 marca 2026
E-book: EPUB, PDF
24,99 zł
Audiobook
29,99 zł
24,99
2499 pkt
punktów Virtualo

Szczupaki spod hałdy - ebook

Na Śląsku lat 90. morze zastępował staw, a góry — hałda. Wystarczało ognisko, kiełbasa i lodówka Polar, która buczała przez całą noc, żeby człowiek czuł się szczęśliwy. „Szczupaki spod hałdy” to opowieść o dorastaniu w świecie działek, kopalnianych syren i małych interesów życia. O ojcu, który wierzył, że z każdego błędu da się zrobić początek czegoś większego. I o miłości, której nie trzeba było wypowiadać na głos. To historia jednego chłopca. I całego pokolenia. Ciepła, nostalgiczna, z humorem i wzruszeniem — jak wspomnienie lata, które było jednym z ostatnich takich. Z humorem, nostalgią i czułością autor prowadzi czytelnika przez świat, którego już nie ma — ale który każdy z nas nosi gdzieś pod skórą.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397380363
Rozmiar pliku: 492 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Najdroższa ryba na Śląsku

Moja mamusia całe życie marzyła o morzu.

Nie o żadnych Karaibach, broń Boże.
Wystarczył jej Kołobrzeg. Albo chociaż Ustka. Byle słona woda, parawan i gofry z cukrem pudrem.

— Leon, pojedziemy kiedyś nad morze? — pytała co roku w czerwcu, kiedy na działkach zaczynały kwitnąć piwonie.

A mój tatuś zawsze wtedy odpowiadał:

— Po co morze, Heniuśka. Tu też mamy wodę. I to swoją.

I patrzył w stronę hałdy „Barbara”, jakby to był co najmniej Adriatyk.

Tatuś w ogóle miał dziwną słabość do wody.
Nie do pływania. Broń Boże. Pływać nie umiał i jak wchodził do stawu po kolana, to już krzyczał, że go ciągnie.

On wodę lubił posiadać.

Jak inni kupują złoto albo dolary, tak on kupował:
stawy, glinianki i wszystko, w czym pływało coś z płetwą.

Po kopalni został taki jeden zbiornik.
Niby nic — dziura w ziemi, woda czarna jak herbata, trzciny, żaby i stara tabliczka:
„Zakaz kąpieli. Teren szkód górniczych”.

Dla wszystkich to była dziura.
Dla tatusia — przyszłość naszej rodziny.

— Tu, chłopcy — powiedział któregoś dnia, stawiając nogę na kamieniu jak generał — tu my zrobimy interes życia.

Ja i mój brat jedliśmy wtedy chleb z pasztetem i patrzyliśmy, jak z wody wystaje opona od STARA.

— Jaki interes? — spytała mamusia.

— Ryby.

Powiedział to tak, jakby mówił: ropa naftowa.

— Zarybimy. Szczupak, karp, amur. Sprzedamy przed świętami. Ludzie się pozabijają. Zarobimy kokosy.

Nie wiedziałem wtedy, co to są kokosy, ale musiało to być coś wielkiego, bo tatuś aż zatarł ręce i się uśmiechnął tym swoim uśmiechem, po którym zawsze wiedzieliśmy, że zaraz stracimy wszystkie pieniądze.

Przez tydzień chodził po całym Śląsku i załatwiał.
A to jakiś wujek z PZW,
a to chłop z hodowli w Mikołowie,
a to „znajomy znajomego”, co miał ryby „bez papierów, ale zdrowe”.

Przywiózł je w nocy w beczkach po ogórkach.
Pluskały jak diabli.

Wypuszczaliśmy je z bratem do stawu przy latarce.
Srebrne, grube, ogony jak łopaty.

Wydawało mi się, że wpuszczamy do wody małe torpedy.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij