Szef z Randki w Ciemno - ebook
Miała być zwykła randka w ciemno. Skończyło się namiętną nocą z niebezpiecznie przystojnym nieznajomym.
Nikola nie planowała zobaczyć go ponownie. Zwłaszcza nie w poniedziałek rano, kiedy okaże się, że mężczyzna z baru siedzi na czele stołu konferencyjnego jako jej nowy szef i CEO firmy.
Ethan Kammeyer jest opanowany, bogaty i irytująco pewny siebie. Nikola jest błyskotliwa, cięta i doskonale wie, że romans w pracy to proszenie się o katastrofę. Kiedy Ethan składa jej propozycję udawanego narzeczeństwa, Nikola wie, że powinna odmówić.
Problem w tym, że fałszywy związek z mężczyzną, którego nie potrafi wyrzucić z głowy, okazuje się o wiele bardziej niebezpieczny, niż mogłaby przypuszczać.
Szef z Randki w Ciemno to współczesny romans pełen chemii, ciętych dialogów, napięcia i emocji, które szybko przestają mieścić się w jakimkolwiek planie.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 5,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nikola wpatrywała się we własne odbicie z miną, którą zazwyczaj rezerwowała dla maili z zaproszeniem na spotkanie, które spokojnie mogło być mailem.
Kobieta w lustrze wyglądała podejrzanie dobrze. Platynowy ombre z ciemnymi odrostami — wystarczająco ostrymi, żeby powiedzieć celowo, nie zapomniałam o wizytą — opadał na ramiona w luźnych falach. Czarna sukienka kopertowa, środek uda, ciemna podkładka pod oczami tylko na tyle, żeby wyglądać jak ktoś, kto śpi. Złote ringi, delikatny łańcuszek. Szpilki, które krzyczały staram się, ale nie konkretnie dla ciebie.
Dyrektor HR na randce.
Genialne zastosowanie piątkowego wieczoru.
Telefon zawibrował na blacie.
JESS: _Pamiętaj. Twoja twarz._
JESS: _Nie strasz go zanim przyniosą drinki. Neutralny wyraz. Poćwicz przed lustrem. Działaj._
Nikola prychnęła.
NIKOLA: _Moja twarz jest w porządku._
JESS: _Twoja twarz mówi „jesteś zwolniony", kiedy pytasz „jak minął weekend"._
JESS: _Mówię tylko, może nie przesłuchuj go jakbyś robiła rekrutację?_
NIKOLA: _Wiem, jaka jest różnica między randką w ciemno a rozmową kwalifikacyjną._
JESS: _Dobrze. Zapłaciłaś agencji grube hajsy. Chociaż udawaj że jesteś tu dla zabawy._
NIKOLA: _No co? Lepsze to niż tracenie czasu na jakiegoś kretyna._
JESS: _O matko!! Wiesz co miałam na myśli >:(!_
Nikola przewróciła oczami, ale kącik ust podskoczył mimo woli. Wsunęła telefon do torebki, potem zawahała się, palce zacisnęły się na pasku.
Profesjonalne swatanie.
Powiedziała sobie, że to praktyczna decyzja. Efektywna. Delegowanie tej części życia, na którą nie miała ani czasu, ani emocjonalnych zasobów. Robiła background checki i wywiady behawioralne z zawodu — oddanie romansu w ręce serwisu obiecującego kompatybilnych partnerów brzmiało, na papierze, jak sensowna inwestycja.
W praktyce czuła się jak osoba, która przelała pieniądze nieznajomemu, żeby ją ocenił i wysłał na randkę z mężczyzną, który w swoim profilu na pewno wpisał ambitny i rodzinny.
Chwyciła klucze zanim zdążyła się rozmyślić.
W drodze do wyjścia minęła lustro w przedpokoju. Jess miała rację — jej neutralna mina rzeczywiście skręcała w stronę protokół incydentu HR.
Nie do końca jej wina.
Urodziła się z tą twarzą. Słowiańska dziewczyna, co zrobisz.
Spróbowała czegoś łagodniejszego. Mniej masz przechlapane, bardziej jestem otwarta na rozmowę, ale nie przekraczaj granicy.
_Prawie._
Nie świetnie, ale nie tragicznie.
Bar w dzielnicy Montrose był modny bez przesadnego wysiłku. Odkryta cegła, zwisające rośliny, przyćmione światło, które sprawiało, że wszyscy wyglądali o pięć procent atrakcyjniej i dziesięć procent bardziej tajemniczo. Miejsce, które agencja opisała jako swobodne, lecz na poziomie — co znaczyło, że koktajle kosztowały za dużo, a serwetki miały logo.
Nikola sprawdziła mail z potwierdzeniem wchodząc do środka.
_Zarezerwowaliśmy stolik dla dwóch na 20:00 na pierwszą literę imienia. Pani match będzie w pobliżu. W razie potrzeby hostessa wskaże stolik._
Rozejrzała się.
Pary przy wysokich stolikach, grupki przy barze, mężczyzna w rogu udający przez telefon, że nie jest porzucony. Nikt nie wyglądał na kogoś, kto czeka konkretnie na nią.
Co było dobre.
Albo złe.
Za wcześnie, żeby stwierdzić.
Telefon znowu zawibrował.
JESS: _Jesteś tam?_
NIKOLA: _Właśnie weszłam. Jeśli umrę, powiedz rodzicom, że ich kochałam i że agencja wzięła za dużo._
JESS: _Jeśli jest dziwny, zostań przynajmniej na dwa drinki. Minimalny zwrot z inwestycji._
NIKOLA: _Ale z ciebie mądrala._
JESS: _Jestem zamężną kobietą, która nie była na randce od dziesięciu lat. Żyję przez ciebie. Idź usiądź. I pamiętaj. Twoja twarz._
Nikola schowała telefon i ruszyła w stronę stolików przy barze. Hostessa uśmiechnęła się do niej.
— Stolik dla jednej osoby? — zapytała.
— Randka w ciemno — odparła Nikola. — Powinna być rezerwacja na N.
Hostessa sprawdziła tablet i kiwnęła głową. — Mamy panią. Stolik jest tam. — Wskazała na dwójkę przy barze. — Pani match powinien być za chwilę.
Nikola podziękowała i opadła na krzesło z większym spokojem niż czuła. Odstawiła torebkę, wyprostowała sukienkę i zamówiła wódkę z tonikiem i limonką kiedy pojawił się kelner.
Pięć minut.
Skrzywiła się.
Dziesięć.
Sprawdziła godzinę, potem twardo postanowiła nie sprawdzać jej ponownie. Wolała czekać niż być czekana — to była jej skaza.
Zastanawiała się właśnie nad etyką wypicia połowy koktajlu zanim mężczyzna w ogóle dotrze, gdy ktoś zatrzymał się przy stoliku.
Spojrzała w górę.
Wysoki.
Szerokie ramiona w granatowej koszuli, rękawy podwinięte do połowy przedramion z taką precyzją, że nie mogło to być przypadkowe. Ciemne włosy lekko niesforne — wyglądały jak celowy nieporządek, ale Nikola miała podejrzenia.
Niebieskie oczy przebiegły po niej raz, spokojnie, ekonomicznie, jak ktoś kto kataloguje zanim się odzywa.
Był starszy niż się spodziewała. Wystarczająco żeby to zauważyć.
Niewystarczająco żeby cokolwiek z tym zrobić.
— Nicole? — powiedział.
— Nikola — poprawiła go. — Jak Nikola Tesla, tylko bez prądu.
Milczał przez sekundę. Dokładnie jedną. Coś przemknęło przez kącik ust — zbyt krótko, żeby być pewna — zanim odsunął krzesło i usiadł.
— Rozumiem. — Głos miał niski, odmierzony, taki który nie musiał być podnoszony żeby go słyszano. Oparł przedramię o kant blatu i patrzył na nią. — Hostessa powiedziała Nicole.
— Hostessa się myli.
— Aż tak często?
Mrugnęła. Nie spodziewała się tego.
— Ethan — przedstawił się, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Kelner pojawił się z kartą.
Ethan odprawił go gestem zanim Nikola otworzyła usta — _to samo, poproszę_ — z intonacją, która brzmiała jak pytanie skierowane do niej, ale miała strukturę zdania oznajmującego. Normalnie by się zjeżyła. Zamiast tego odstawiła kartę.
— Dwie linijki i zdjęcie z kamery przemysłowej — powiedział, oczy spokojne, głos bez emocji. — Tyle dała mi agencja.
— I co? Zawiodłam oczekiwania?
Przekrzywił głowę. Spojrzał na nią z tą samą skupioną uwagą, nie spieszył się z odpowiedzią.
— Jeszcze nie wiem — odrzekł w końcu.
_Jeszcze nie wiem._ Jakby miał zamiar przeprowadzić ocenę i poinformuje ją o wynikach kiedy będzie gotowy. Ciepło weszło jej na kark bez ostrzeżenia — nieuczciwe, nieuzasadnione, i ona o tym wiedziała. Uniosła brew.
— Co to były za dwie linijki?
— Nowa w Houston. Ambitna. Szuka czegoś poważnego, ale uczulona na small talk. — Wymówił to bez ironii, głos neutralny. Potem uniósł szklankę. — Jak dotąd trafne.
— Dziękuję.
— To nie był komplement.
Wciągnęła powietrze przez nos.
— Coraz lepiej.
Kącik ust. Ten sam kącik — drgnął i zamarł, kontrolowany w ostatniej chwili. Wzrok nie opuścił jej twarzy.
— Skąd jesteś? — zapytał. — Imię niezbyt po amerykańsku brzmi.
— Floryda.
— To nie odpowiedź na to pytanie.
— Wiem — powiedziała słodko.
Patrzył na nią przez chwilę. Milczał, ale milczenie miało w sobie coś, co nie było dyskomfortem — było bardziej jak decyzja. Jak ktoś, kto wybrał ciszę zamiast słów i jest z tego wyboru zadowolony.
— Trudna jesteś — stwierdził w końcu. Nie jako skargę. Bardziej jak notatkę, którą właśnie dopisał do czegoś.
— Zawsze.
— Widzę. —I w tym jednym słowie — spokojnym, bez ironii, bez pytajnika — ramiona jej opadły o centymetr. Wbrew niej. Bez jej zgody.
Oparł się wygodnie, jedno ramię zarzucił na oparcie krzesła. Patrzył na nią z tą swoją skupioną, kliniczną uwagą.
— Cała twoja twarz — powiedział w końcu.
Zmrużyła oczy. — Słucham?
— Wyglądasz, jakbyś miała lepsze rzeczy do roboty.
— Cóż mogę powiedzieć — rzuciła, tonem płaskim i sarkastycznym. — Pracuję w HR i zapłaciłam obcym ludziom, żeby mi znaleźli mężczyznę.
Mina mu się zmieniła. Rozbawienie pogłębiło się w coś ostrzejszego.
— HR. Ty?
— Tak. Ta bezduszna część korporacyjnej Ameryki, gdzie zwalniam ludzi i pilnuję, żeby nikt nikogo nie napastował na firmowym przyjęciu bożonarodzeniowym.
— Brzmi ekscytująco. — Oczy zatrzymały się na niej — uparcie, intensywnie, jakby przestał udawać, że jego uwaga jest gdziekolwiek indziej.
— To cyrk — powiedziała bez emocji. — Ale dopóki mi płacą, to mój cyrk i moje małpy i muszę pilnować, żeby nie podpalili namiotu.
Uśmiechnął się — i zobaczyła wtedy delikatne zmarszczki przy kącikach jego oczu. Był od niej starszy, może pod czterdziestkę, może trochę powyżej.
Wypolerowany w sposób, który krzyczał _pieniądze i kontrola_, ale było w tym coś pod spodem — suche, ostre, ludzkie. Zorientowała się, że patrzy na jego twarz za długo.
— Firma, która cię zatrudniła, trafiła na złoto.
— Zobaczymy. — Odparła. — Zaczynam nową w poniedziałek.
— Powodzenia z nowym cyrkiem. — Odrzekł. — Szkoda, że u mnie nie ma wakatu. Właśnie zamknęliśmy.
Parsknęła śmiechem zanim zdążyła nie parsknąć. Sekundę później odchrząknęła i wzięła łyk wódki z tonikiem.
Ethan obserwował ją z tym spokojnym, analitycznym skupieniem i nie skomentował. Ale kącik ust. Ten cholerny kącik ust.
— A ty? — powiedziała. — Co robisz, poza zamawianiem drinków za innych?
— Energetyka. Tech. — Krótko, bez rozwijania. — Firma rodzinna.
— Duże biuro?
— Wystarczająco duże.
— Asystent?
— Do planowania przerw na kawę? — Uniósł brew. — Sam sobie radzę.
— CEO — stwierdziła. Nie jako pytanie.
Patrzył na nią przez chwilę.
— Tak widać?
— Nosisz się jak ktoś, kto podpisuje rzeczy, które mają znaczenie — powiedziała. — I zamawiasz drinka za kobietę, którą widzisz pierwszy raz w życiu, tonem kogoś kto jest przyzwyczajony, że nikt mu nie mówi nie.
Coś w jego oczach zamieniło się wtedy w aprobatę — ciepłą, krótką, ostrożną. Jakby dopiero zdecydował, że warto mu poświęcić uwagę.
— Rodzinna firma — potwierdził. — Houston od zawsze. — Pauza. — Rozwiedziony. Dwa lata.
Uniosła brew. — Nie pytałam.
— Wiem. — Łyk whiskey. — Ale pytałaś o wyposażenie, to masz pełen obraz.
Miała ochotę powiedzieć coś ostrego. Zamiast tego wzięła łyk wódki. Coś pod żebrami — napięte od wejścia do tego baru — odpuściło o milimetr. Wbrew niej.
Poczuła jak kolano muska jej kolano pod stolikiem. Przelotny kontakt, który nie powinien tak wybrzmieć.
Ethan nie odsunął się.
Spojrzała na niego.
Przez ułamek sekundy w jego oczach było coś, co nie było przypadkowe — świadomość, precyzja, to ciepłe rozbawienie które nosił za drugą warstwą wszystkiego. Potem łyk whiskey i wzrok wrócił do jej twarzy, spokojny jak gdyby nigdy nic.
Odsunęła wzrok od jego dłoni na szklance.
_Skup się, Nikola._
Ale wymawiał jej imię inaczej niż na początku wieczoru — wolniej, jakby już wiedział jak ono siedzi w ustach i nie zamierzał się z tym spieszyć. I kąt jego ramienia był bardzo wyraźny z tej odległości. I ten sposób w jaki podwijał mankiet — bez myślenia, jednym gestem, jakby garnitur był narzędziem a nie uniformem —
Organizator pojawił się z tabletem i przeprosinami i całą katastrofą złego stolika, i Nikola odsunęła się na krześle milimetr, żeby nikt nie widział że siedziała bliżej niż powinna.
Ethan wysłuchał wyjaśnień z kompletnym spokojem. Powiedział _rozumiem_ tonem kogoś, komu to absolutnie nie przeszkadza. Organizator zniknął.
Spojrzeli na siebie, dłużej niż powinni.
Nikola sięgnęła po torebkę.
— No cóż. — Wyprostowała się. — Czyli traumatyzowaliśmy nie te osoby, co były w planie. Świetnie.
— Miło było. — Wstał razem z nią. — Powodzenia z poniedziałkiem.
— Dziękuję za drinki. Nawet jeśli oboje byliśmy błędem systemu.
Wyszła nie oglądając się za siebie.
Na zewnątrz Houston owinęło się wokół niej — wilgoć, ciepło, odległy szum ruchu. Otworzyła aplikację, palce na ekranie, i właśnie wybrała odbiór kiedy za nią rozległy się kroki.
— Hej.
Zatrzymała się.
Odwróciła.
Ethan szedł spokojnie, ręce w kieszeniach. Minął właśnie swoją właściwą parę — blondynkę w różowej sukience, która patrzyła za nim z konsternacją — jakby była fragmentem tła, nie osobą z którą miał spędzić wieczór.
Zatrzymał się kilka kroków od niej.
Patrzył na nią przez chwilę, oczy spokojne — i gardło jej się zacięło, bo ten spokój nie był obojętnością. Był decyzją.
— Chyba oboje dobrze się bawiliśmy — powiedział. — Nawet jeśli to była pomyłka.
— I?
Kącik ust.
— Może i pomyłka — powiedział — ale chętnie spędzę resztę wieczoru z _małą marudą_.
Nikola otworzyła usta.
Potem je zamknęła.
— _Słucham?_
— Słyszałaś mnie. — Głos opadł o pół tonu. Zero skruchy. — Chyba że wolisz żeby agencja spróbowała jeszcze raz.
Spojrzała na ekran.
Potem na niego.
Na to jak stał — bez pośpiechu, bez wątpliwości, z tym lekkim wyzwaniem w oczach które mówiło że zna już jej odpowiedź ale chce ją usłyszeć od niej.
— Jeden drink — powiedziała. — Może dwa. Maksimum.
Uśmiechnął się — i po raz pierwszy tego wieczoru był to uśmiech bez kontroli. Szeroki, prawdziwy, przez ułamek sekundy kompletnie niekontrolowany.
— Oczywiście.
Dwa drinki zamieniły się w cztery w spokojniejszym pubie dwie ulice dalej, z ciemnego drewna budkami i świecami, które pachniały cedrowym drewnem.
Siedzieli ramię w ramię zamiast naprzeciwko siebie — jej szpilka ześlizgnęła się pod stolikiem, jego rękaw muskał jej ramię za każdym razem gdy sięgał po szklankę. Nie wiedziała kiedy dokładnie przestała pilnować dystansu — tylko że w pewnym momencie przestała.
Między wyśmiewaniem korporacyjnych buzzwordów a porównywaniem dziecięcych traum z imigranckimi rodzicami, którzy oczekiwali perfekcji — przestała pilnować dystansu.
Jego dłoń znalazła jej rękę na blacie. Palce zawinęły się wokół jej knykci.
— Jesteś kłopotem — mruknął.
— Ty jesteś gorszy. — Przekomarzała się.
— Wiem.
Kiedy zapytał czy chce kończyć wieczór, Nikola przez sekundę patrzyła na jego dłoń na swoim na blacie.
Potem pokręciła głową i wysłała mu SMSem swój adres zanim zdążyła to przemyśleć.
Drzwi jej mieszkania ledwo kliknęły za nimi, kiedy jego usta były już na jej ustach.
Jego usta nie zawierały pytania.
Nikola przez ułamek sekundy miała swoje własne — _co ja właściwie robię_ — zanim whiskey na jego języku zmieszała się z czymś słodszym i pytanie urwało się gdzieś przy pierwszym słowie.
Jej plecy uderzyły o ścianę. Chłodna powierzchnia przez materiał sukienki, jego ciało całym ciężarem od przodu — gorące, twarde, zbyt dobre żeby być sprawiedliwe.
_Pierwsza randka w nowym mieście_ — pomyślała urywkowo — _i już przy ścianie. Świetnie, Nikola._
Chwyciła go za kołnierz koszuli i przyciągnęła bliżej.
Ethan uśmiechnął się przy jej ustach — poczuła to zanim zobaczyła.
— I pomyśleć — mruknął przy jej szczęce, głos niski i szorstki i zbyt blisko — że dziewczyny z HR są takie nudne.
Ciepło weszło jej pod żebra z prędkością której nie miała jak kontrolować.
— To przez to — powiedziała, trochę bez tchu — że trafiałeś na złe.
— Szczęściarz ze mnie.
Jego zęby zamknęły się na skórze pod uchem — delikatnie, z premedytacją, jak ktoś kto już wie — i dreszcz przeszedł jej przez kręgosłup od karku w dół, bez pytania, bez żadnej konsultacji z jej zdrowym rozsądkiem. Palce zacisnęły się na kołnierzu jego koszuli.
Palce znalazły guziki jego koszuli.
Pierwszy, drugi — materiał ciepły od jego ciała przez cały wieczór — i gdy koszula opadła z ramion zatrzymała się na sekundę.
Żółtawe światło z korytarza na linii jego barków, na klatce piersiowej, na bruździe mięśni przy brzuchu.
_Kurwa_ — pomyślała, bez adresata i bez żalu.
Jej dłonie przesunęły się po rozgrzanej skórze — twarde mięśnie klatki piersiowej i ramion, napięte lekko pod jej dotykiem, gorące jak coś co było tam od zawsze i tylko czekało.
Pachniał cedrowo, drzewnie, z czymś cieplejszym pod spodem — potem i wieczorem i czymś czego nie umiała nazwać ale już wiedziała że zapamięta.
Ethan zacharczał nisko.
W ułamku sekundy złapał jej nadgarstki jedną dłonią — pewnie, bez brutalności — i przycisnął nad jej głową do ściany. Drugą ręką przesunął po jej udzie, sukienka pojechała wysoko.
— I pomyśleć — wyszeptała, wypychając biodra w jego stronę — wszyscy CEO których znałam byli starzy i nudni.
Jego uśmiech był ciemny i niebezpieczny i absolutnie świadomy siebie.
— To przez to że trafiałaś na złych.
— Szczęściara ze mnie.
Pocałował ją wolniej tym razem — głębiej, z tą kontrolowaną siłą która sprawiła że kolana zrobiły jej to co kolana robiły przy Ethanie Kammeyer i o czym jeszcze nie wiedziała że to jego specjalność. Język leniwy przy jej wargach, potem w środku, smakujący ją bez pośpiechu jak ktoś kto ma zamiar zapamiętać.
Czuła go przez materiał spodni — twardy, wyraźny, niezostawiający wątpliwości — i jej własny oddech zmienił rytm zanim zdążyła zdecydować że tak.
Gdy puścił jej nadgarstki ręce natychmiast powędrowały do jego paska — ale Ethan miał własne plany.
Chwycił ją za uda, uniósł bez wysiłku — _silny, o Boże, naprawdę silny_ — i przycisnął plecami do ściany.
Jej nogi owinęły się wokół jego pasa odruchowo, bo tak wychodziło, i poczuła pod palcami jak mięśnie ramion napinają się trzymając ją w górze jakby nic nie ważyła.
— Nigdy w życiu — wysapała gdy jego usta znalazły jej szyję — nie robiłam czegoś takiego. Zwłaszcza ze _starszym mężczyzną._
Zawibrował przy jej skórze — niski, gardłowy dźwięk który był śmiechem i nie był.
— Szalona czy pijana? — mruknął przy jej obojczyku.
— Prawdopodobnie jedno i drugie.
— Chcesz żebym przestał?
_Nie_ — powiedziało jej ciało zanim głowa zdążyła cokolwiek.
— Nie — powiedziała.
— Dobrze. — Głos przy jej skórze, ciepły oddech na obojczyku. — Bo ja też nie chcę przestać.
Zsunął sukienkę z jej ramion. Materiał opadł do talii i Ethan odsunął się o krok — tylko tyle żeby na nią spojrzeć — spojrzenie przeszło po jej obojczykach, żebrach, niżej — ciepłe i wyraźne jak dotyk bez dotyku.
Jego usta zamknęły się na jednym sutku — gorące, wilgotne — i ssał powoli, językiem zataczał kręgi, przygryzał delikatnie aż jej plecy wyginały się od ściany bez jej zgody i z gardła wychodziły dźwięki których oficjalnie nie planowała.
Duża ciepła dłoń zajęła się drugą piersią — pewna, kciuk poruszający się z tą samą skupioną precyzją co wszystko co robił — i Nikola wplotła palce w jego włosy i trzymała się.
W końcu oderwał ją od ściany.
Niósł ją w stronę sypialni jak coś oczywistego — silne ramiona, szerokie plecy, jej twarz przy jego szyi gdzie pachniał najintensywniej — i ona wciągała powietrze przez nos i myślała _zapamiętam ten zapach, to jest problem, zapamiętam go na długo._
Położył ją na materacu.
Ledwo zdążyła złapać oddech a już był nad nią — potężny, gorący, z tym wyrazem twarzy który miał gdy patrzył na nią przez cały wieczór tylko teraz bez żadnej warstwy między nimi.
— Zdecydowanie jesteś kłopotem — powiedział, tym głosem.
Chwyciła go za kark.
— Już to mówiłeś.
— Warto było powiedzieć dwa razy.
Sukienka zniknęła.
Jego usta przesuwały się niżej — gorące, otwarte pocałunki na żebrach, na brzuchu, na linii bioder — i zarost drapał skórę w sposób który był zbyt dobry żeby być przypadkowy, kontrastując z miękkością języka.
Jej plecy wyginały się od materaca, palce w pościeli, i Nikola słyszała siebie — cicho, potem mniej cicho — i gdzieś przy żebrach przestała liczyć.
Gdy wrócił do góry klatka piersiowa przycisnęła się do jej piersi — każdy mięsień, każde uderzenie serca, każdy gorący oddech na jej skórze — i pociągnęła go bliżej.
Zsunął bokserki.
Wszedł w nią jednym powolnym głębokim pchnięciem — tak powoli że poczuła każdy centymetr, to rozciągające pełne wypełnienie — i Nikola wbiła paznokcie w jego plecy i wydała dźwięk który wyszedł zbyt szczerze żeby go kontrolować. Ethan wydał niski gardłowy pomruk który wstrząsnął jego klatką piersiową i ona to poczuła pod palcami.
Zaczął się poruszać.
Najpierw powoli, głęboko — każde pchnięcie z wagą i ciężarem jego ciała za nim, precyzyjne, z tym kątem który znajdował za każdym razem jakby miał mapę — i Nikola słyszała jak jej własny oddech zmienia rytm przy każdym. Potem mocniej, z tym zwierzęcym spokojem który był gorszy niż gdyby się spieszył, bo ona wiedziała że nie zamierza się spieszyć.
Jego ciężar, zapach, ciepło skóry — szorstkość zarostu na jej szyi, niskie przekleństwa przy jej uchu, dłoń która zacisnęła się pewnie na jej udzie — wszystko to otaczało ją całkowicie i Nikola przestała myśleć o czymkolwiek poza nim.
Napięcie zebrało się i pękło falą która przeszła przez nią od bioder w górę i ona wcisnęła twarz w jego szyję i nie kontrolowała żadnego dźwięku który wtedy wyszedł.
Chwilę później on też.
Potem leżeli.
Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała pod jej policzkiem w ciężkim wyrównanym rytmie. Skóra na skórze wilgotna, gorąca. Za oknem Houston trwało — syreny, odległy szum ruchu, letnie cykady — a ona leżała w swoim własnym mieszkaniu i nie rozpoznawała go zupełnie.
_Pierwszy hookup w życiu_ — pomyślała do sufitu — _z kimś kogo widziałam trzy godziny temu. Świetnie._
On wstał kiedy taksówka miała być za dwadzieścia minut.
Zebrał ubranie ze spokojem, zawiązał buty i pocałował ją krótko — usta przy skroni, jedno zdanie: _zadzwonię._
I wyszedł.
Drzwi zamknęły się cicho.
Nikola patrzyła w sufit.
Wymienili numery.
Ale wiedziała.
Nie było szans żeby to zamieniło się w cokolwiek więcej.
Poniedziałek przyniesie nową pracę w nowej firmie w mieście do którego przyjechała z jedną walizką i wolą przetrwania. Przyniesie org charty do przestudiowania, polityki do przejrzenia i cały korporacyjny cyrk czekający na rozwinięcie.
A to — ten elegancki objazd w mieszkaniu pachnącym drogą wodą kolońską i nierozważnymi decyzjami — to był po prostu przypis.
Pierwsza noc w Houston z jakimś diabelnie przystojnym mężczyzną którego prawdopodobnie nigdy więcej nie zobaczy.
Zakryła twarz poduszką.
Przynajmniej miała co opowiadać Jess przy margaritach.
Pościel pachniała jego wodą kolońską.
To był problem.
Zawsze jest pierwszy raz.
Zwłaszcza jeśli ten pierwszy jest z takim facetem.ROZDZIAŁ 2
Kawa była za gorąca i Nikola wypiła ją mimo to.
Stała przy oknie kuchennym w samej koszulce i spodniach od piżamy, kubek obiema dłońmi, Houston za szybą już rozpędzone o siódmej trzydzieści — korki na 610, słońce bijące w asfalt bez ostrzeżenia, jak zawsze. Miasto nie miało pojęcia o stopniowym rozjaśnianiu. Wchodziło od razu z całą mocą, bez przeprosin.
Nikola to doceniała.
Weekend był spokojny.
Celowo spokojny. Rozpakowała trzy kartony których nie tknęła od przeprowadzki — głównie książki i jeden karton _"różne, do ogarnięcia kiedyś"_ który okazał się być głównie kablem od laptopa sprzed czterech lat i kolekcją kubków, których nie pamiętała że ma. Posprzątała. Zrobiła zakupy. Odpowiedziała na wiadomość od mamy, w którym mama pytała czy _"już sobie znalazłaś jakichś znajomych, bo Houston to duże miasto i nie chcemy żebyś siedziała sama"_ — co było kodem na _zadzwoń do nas, tęsknimy, ale nie powiemy tego wprost_.
Zadzwoniła.
Tata opowiadał przez dwadzieścia minut o kliencie, któremu popękały rury pod podłogą i _wyobraź sobie, Nikolka, dosłownie cała łazienka_, mama w tle poprawiała fakty których nie wymagały poprawiania. Normalnie. Dobrze.
Nie myślała o piątku.
_Prawie wcale._
To znaczy — myślała.
Ale produktywnie. _Analitycznie._
Tak jak rozkłada się sytuację, która już się wydarzyła i nie ma sensu jej przeżuwać, bo co zrobione to zrobione i przynajmniej było warte przeżycia. Ethan był — ona szukała słowa i nie znajdowała lepszego — _wyjątkowy_. W tym konkretnym, kłopotliwym sensie, który sprawiał, że budziła się w sobotę z jego zapachem wciąż na pościeli i musiała otworzyć okno.
Otworzyła okno.
Numer miała zapisany w telefonie pod _Szef z Randki w Ciemno_ — dodała go w piątek w taksówce, zanim zdążyła się rozmyślić, i przez cały weekend nie dotknęła tego kontaktu.
On też nie pisał.
Co było właściwe. Czego się spodziewała. Co potwierdzało wszystko, co powiedziała sobie leżąc sama w ciemności kiedy drzwi za nim kliknęły.
Jedna noc.
Przypis.
Koniec.
Teraz był poniedziałek i miała nową pracę.
Odłożyła kubek i weszła pod prysznic.
Woda była za zimna przez pierwsze trzydzieści sekund i ona stała w niej mimo to, dłonie oparte o kafelki, bo zimno przynajmniej miało konkretny temat. Przez siedem minut pozwoliła sobie nie myśleć o niczym poza temperaturą wody i tym, że musi pamiętać żeby kupić żel pod prysznic bo ten się kończy.
Prawie jej wyszło.
Żel pachniał inaczej niż jego woda kolońska. To miał być argument za tym żeby przestać.
Nie był.
Zaparkowała przed szklanym budynkiem o ósmej czternaście.
VORTEX ENERGY SOLUTIONS — litery ze stali szczotkowanej na białej ścianie lobby, logo z geometrycznym wirem w odcieniu głębokiego granatu. Eleganckie bez pretensji, co było dobrym znakiem. Firmy, które wkładały za dużo w estetykę wejścia, zazwyczaj miały proporcjonalnie mniej w kulturze organizacyjnej.
Nikola poprawiła marynarkę, przestawiła torbę na drugie ramię i weszła.
Recepcjonistka — młoda, życzliwa, z plakietką _ASHLEY_ — uśmiechnęła się od razu. — Pani Bachleda?
— Bachleda — potwierdziła Nikola. — Pierwsza litera _B_, jak _błąd systemu_.
Ashley mrugnęła.
— Żart — powiedziała Nikola. — Dzień dobry.
Ashley zaprowadziła ją korytarzem, przez open space z biurkami przy oknach i szklanymi gabinetami po bokach, zdjęcia platform wiertniczych mieszały się z certyfikatami zrównoważonego rozwoju. Ktoś przykleił na monitorze naklejkę z kotkiem. Dobry znak.
— CEO i kilku członków zarządu będą za chwilę — informowała Ashley żwawo. — Bardzo się cieszymy, że pani z nami. Claire zostawiła naprawdę duże buty do zapełnienia.
_Claire._ VP of HR na macierzyńskim. Nikola miała jej teczki, jej procesy i jej reputację człowieka, którego wszyscy lubili. Klasyczny scenariusz wejścia.
— Postaram się nie rozwalić niczego w pierwszym tygodniu — odparła Nikola.
Ashley zaśmiała się — szczerze, co było miłe — i otworzyła drzwi do sali konferencyjnej. — Kawa jest na kredensie. Wrócimy za chwilę.
Sala była przestronna, okna wychodziły na centrum, stół na osiem osób, na ścianach ekrany wygaszone. Nikola podeszła do kawy, nalała, oparła się o kredens i pozwoliła sobie przez chwilę po prostu stać.
Nowa firma. Nowe zasady. Nowy cyrk.
Znała ten rytm — pierwsze trzy tygodnie to obserwacja, nie działanie. Mapowanie władzy, niepisanych hierarchii, tego kto naprawdę podejmuje decyzje a kto tylko siedzi na odpowiednich spotkaniach. HR Director wchodząca bez VP of HR to zawsze delikatna pozycja, trochę zawieszona, trochę na widoku. Tymczasowo raportuje do CEO, co oznaczało bezpośredni dostęp i bezpośrednią ekspozycję — dobre i złe jednocześnie.
Uniosła kubek do ust.
Za drzwiami rozległy się głosy.
Nikola wyprostowała się o milimetr, przestawiła ciężar ciała, uruchomiła tę warstwę spokoju której używała wchodząc do każdej nowej sali konferencyjnej w życiu.
Drzwi otworzyły się.
Pierwsza weszła kobieta — platynowy kucyk, sukienka w kolorze pudru, uśmiech na maksymalnych obrotach.
— Hej hej! — zawołała jakby Nikola była starą znajomą albo nową atrakcją w biurowym zoo. — To musi być nasza nowa dyrektorka! Anna Smith, asystentka CEO. Tak się cieszę, że mogę panią poznać!
— Nikola Bachleda — powiedziała Nikola tonem, który miał być ciepły a wyszedł _przesłuchanie wstępne_. — Miło mi.
Za Anną wszedł mężczyzna — jasne włosy, zielone oczy, teksański uśmiech wbudowany fabrycznie, typ który wygląda jakby nigdy w życiu nie miał złego dnia i jest z tego szczerze zadowolony. Wyciągnął rękę.
— My już się znamy z procesu. Ryan Caldwell, VP of Talent Acquisition. Będę robił twój onboarding w zastępstwie Claire. — Uścisk pewny, bez ściskania. — Słyszałem same dobre rzeczy.
— Oczywiście — odparła automatycznie Nikola.
Ryan roześmiał się — głośno, bez zastanowienia. Dobry znak.
Za nim weszła kobieta po pięćdziesiątce, krótkie ciemne włosy, oczy jak skanery, teczka pod pachą.
— Suzanna Perez, VP of Payroll. Będziemy dużo rozmawiać o systemach. — Podała rękę. — Mam nadzieję, że lubi pani liczby.
— Lubię kiedy się zgadzają — powiedziała Nikola.
Suzanna kiwnęła głową z miną kogoś, kto to docenia.
I wtedy — głos.
Jeszcze za drzwiami, kilka słów do kogoś na korytarzu, jedno zdanie urwane spokojnie w połowie, i coś w niej rozpoznało ten dźwięk zanim mózg zdążył przetworzyć.
Niski. Odmierzony. Z tą specyficzną rezonansem który w piątek mówił _jesteś problematyczna_ przy jej uchu.
_Nie._
Drzwi otworzyły się szerzej.
— Dzień dobry. — Mężczyzna wszedł nie patrząc od razu w jej stronę — jeszcze jedno zdanie do Anny przez ramię, gest ręką sugerujący że coś ma być gdzieś dostarczone — i dopiero wtedy wzrok przesunął się na salę.
Na nią.
Ciemnobrązowe włosy lekko rozczochrane w sposób zbyt precyzyjny żeby był przypadkowy. Niebieskie oczy. Ten zarost, zawsze ten sam — przycięty milimetr od niedbałości, nigdy jej nie przekraczający.
Granatowy garnitur zamiast koszuli z piątku, ale rękawy już podwinięte, bo oczywiście.
Podłoga nie zjechała. Fizycznie na pewno nie.
Kubek znalazł się w obu dłoniach. Bez decyzji. Po prostu trzeba było czegoś się trzymać.
Wyprostowała się o milimetr.
Mózg przepuścił przez siebie ciąg skojarzeń z prędkością której nie zamawiała — ciepło jego dłoni na jej talii, smak whiskey, skrzypienie sprężyn, _zadzwonię_ wypowiedziane przy jej skroni — i cały ten ciąg skończyła na twarzy, którą teraz miała przed sobą w odległości trzech metrów i sali konferencyjnej pełnej jej nowych współpracowników.
_Kurwa._
Słowo przemknęło przez głowę po polsku, jak zawsze kiedy sytuacja wymagała mocniejszego sprzętu.
Przez ułamek sekundy — może dwie dziesiąte, może trzy — coś przesunęło się w jego oczach.
Nie zaskoczenie.
Coś spokojniejszego. Jak ktoś, kto przewraca kartę i widzi że to ta sama zagadka, tylko z innej strony.
Potem mina wróciła do ustawień fabrycznych.
— Ethan Kammeyer. — Podszedł, wyciągnął rękę. Głos równy, profesjonalny, ani jeden ton wyżej ani niżej niż powinien być. — CEO Vortex Energy Solutions. Tymczasowo będzie pani raportować bezpośrednio do mnie podczas nieobecności Claire.
Nikola patrzyła na wyciągniętą dłoń przez czas który był o pół sekundy za długi.
Uścisnęła ją.
Jego skóra była ciepła — sucha, z naciskiem który pamiętała — _nie, stop_.
— Nikola Bachleda. — Głos wyszedł równo, ona odnotowała to z ulgą. — Miło mi.
Puścił jej rękę dokładnie wtedy kiedy powinien.
— Siadajmy — powiedział do wszystkich, już odwrócony, już przy swoim miejscu przy stole, już otwarty na tablet który Ryan mu podał. Jakby to było normalne spotkanie.
Jakby.
Nikola wybrała krzesło naprzeciwko — nie obok, nie za blisko — i usiadła z prostymi plecami i kubkiem kawy który trzymała obiema dłońmi głównie dlatego że musiała coś trzymać.
Ryan rozłożył plan onboardingu. Suzanna otworzyła teczkę. Anna usiadła przy ścianie z notatnikiem i długopisem w kolorze różowego złota, uśmiech ustawiony na _bardzo pomocna_.
Ethan oparł przedramiona na stole i spojrzał na Nikolę.
— Jakie są pani pierwsze priorytety, pani Bachledo?
_Pani Bachleda._ Formalne. Odmierzone. Jakby słowo _Nikola_ nigdy nie było w jego ustach, jakby nigdy nie powiedział go inaczej niż przez stół konferencyjny.
Ona uniosła wzrok i spotkała jego — spokojny, zawodowy, z tą samą cichą uwagą co w piątek tylko opakowaną w coś chłodniejszego.
W kąciku jego ust nie było nic. Żadnego cienia uśmiechu. Żadnego sygnału.
Nic.
_Dobra_ — pomyślała, i coś w niej zacisnęło się w ciasny, profesjonalny węzeł. _Tak gramy._
— Zrozumienie punktów bólowych — powiedziała spokojnie. — Nie naprawiam tego czego nie widzę.
— Dobra odpowiedź. — Jego usta lekko się uniosły. — Mamy dużo punktów bólowych.
— Jeden z nich siedzi w tej chwili przy tym stole — odparła cicho zanim zdążyła się zatrzymać.
Cisza.
Ryan podniósł wzrok znad folderu.
Suzanna przestała pisać.
Anna zamarła z długopisem w powietrzu.
Ethan patrzył na nią przez dwie sekundy — i coś przebiegło przez jego twarz, błyskawiczne, zanim zniknęło za szkłem profesjonalizmu.
— To szczere — powiedział. — Cenię sobie szczerość.
— Wiem — powiedziała Nikola, i wzięła spokojny łyk kawy.
Ryan chrząknął i wrócił do planu onboardingu.
Suzanna zaczęła pisać.
Anna zapisała coś w notatniku z miną, której Nikola jeszcze nie umiała skatalogować, ale odnotowała ją na liście rzeczy do przemyślenia.
Ethan odwrócił się do tabletu.
Nikola odstawiła kubek, wyprostowała plecy, i powiedziała sobie że przez resztę tego spotkania będzie patrzeć wyłącznie na Ryana, Suzannę i materiały onboardingowe.
Przez pierwszych pięć minut prawie jej się udało.
Ryan wstał pierwszy, zbierając dokumenty. — No to zaczynamy. Suzanna, gotowa?
— Gotowa. — Suzanna zamknęła teczkę, kiwnęła głową w stronę Nikoli. — Witamy na pokładzie.
— Zostawiam was dwoje, do zobaczenia za pół godziny? — Ryan rzucił w stronę Nikoli z tym swoim ciepłym uśmiechem.
— Jasne — odparła Nikola, starając się bardzo patrzeć wyłącznie na Ryana.
Anna zebrała notatnik, rzuciła Nikoli uśmiech o nieokreślonej temperaturze i wyszła ostatnia.
Drzwi zamknęły się.
Cisza.
Nikola siedziała z prostymi plecami i kubkiem kawy który był już zimny i którego nie zamierzała teraz upijać, bo ręce miały dość własnych pomysłów bez dodatkowych rekwizytów.
Ethan nie wstał.
Ona też nie.
Za szklanymi ścianami sala konferencyjna stawała się nagle bardzo mała.
— Małe miasto — odezwał się w końcu, głos ściszony do poziomu który nie przebiłby się przez szkło. — Nie sądzisz?
— Bardzo małe — odparła. Palce zacisnęły się na długopisie. Policzki paliły ją od momentu gdy powiedział _pani Bachledo_ tym głosem — i miała cichą nadzieję że przypisuje to różnicy temperatur między lobby a salą konferencyjną.
Patrzył na nią.
Nie tak jak przed chwilą na spotkaniu — ten patrzył inaczej, bez tej warstwy profesjonalizmu, trochę bardziej jak wtedy przy barze kiedy powiedział _cała twoja twarz_ i miał rację.
— Piątek był—
— Randką w ciemno. Pomyłką. Żadne z nas nie wiedziało. — Weszła mu w słowo zanim zdążył skończyć cokolwiek co zaczynało się od _piątek był_, bo nie potrzebowała wiedzieć jak to zdanie się kończy. — Dobrze się bawiliśmy. Może trochę _za dobrze._ I prawdopodobnie _za dużo_ alkoholu.
Słowa wyszły szybciej niż planowała.
On przekrzywił głowę lekko — ten sam gest co w piątek, kiedy zgadywał skąd pochodzi i wyglądał na kogoś kto rozwiązuje zagadki dla przyjemności.
— Żadne z nas nie wiedziało — powtórzył spokojnie. W kąciku ust coś drgnęło. Nie uśmiech, ale coś w tym kierunku, wystarczająco bliskie żeby być kłopotliwe. — Na szczęście oboje jesteśmy profesjonalistami.
— Bardzo profesjonalni — zgodziła się, unosząc lekko brodę. Palce bębniły raz o notes w jej dłoniach zanim je unieruchomiła.
— W takim razie nie będziemy mieć problemu ze współpracą.
— Żadnego.
Kłamstwo miało metaliczny posmak, ale utrzymała wzrok. Przeżyła gorsze rzeczy niż jedną niezręczną randkę w ciemno która zamieniła się w korporacyjny koszmar.
Jego spojrzenie zsunęło się celowo na jej notes — na marginesy, gdzie naskrobała nieświadomie serię ostrych, równoległych kresek przez ostatnie pół godziny — potem wróciło na jej twarz z irytującą powolnością.
— Witamy w Vortex, pani Bachledo.
— Dziękuję, panie Kammeyer. — Dwie osoby mogły grać w tę samą formalną grę.
Wstał.
Zapiął marynarkę tym samym precyzyjnym gestem co w piątek przy wyjściu z baru — każdy ruch odmierzony, ekonomiczny. Ruszył w stronę drzwi równym krokiem.
Zatrzymał się.
Dłoń spoczęła na klamce.
Odwrócił się przez ramię i ten błysk wrócił do jego oczu — znajomy, niebezpieczny, zupełnie nieprofesjonalny.
— Tak na marginesie — powiedział, w głosie ten suchy humor który w piątek wywoływał u niej śmiech nad zbyt drogim winem — wciąż uważam, że jesteś _małą marudą._
Nikola wypuściła powoli powietrze przez nos.
Serce biło jej za szybko i za głośno na kogoś kto siedział bez ruchu przez ostatnią godzinę.
Potem jego głos opadł — ciepły, bliski, w sposób który absolutnie nie powinien być dozwolony w miejscu pracy.
— Jesteś urocza kiedy tak się gubisz, Nikola.
Nie pytanie. Stwierdzenie. Wypowiedziane z pewnością człowieka który wie dokładnie jaki efekt osiąga.
_Kurwa._
— Ja się nie— — zaczęła.
— Za mną, _pani dyrektor._ — W każdej sylabie siedziało rozbawienie kogoś kto właśnie wygrał grę w którą ona nie zgodziła się grać.
Szła za nim korytarzem.
Przy szklanych gabinetach pracownicy z uporem godnym lepszej sprawy udawali że patrzą w monitory, a nie na nową dyrektorkę HR idącą obok CEO z miną człowieka który rozważa morderstwo jako opcję kariery.
— Wiedziałeś — powiedziała cicho, tylko dla nich.
— Wiedziałem co? — Ton ociekał niewinnością.
— Dobrze wiesz co.
— Że _moja mała marudna_ pomyłka to moja nowa dyrektorka HR?
Spojrzała gniewnie na niego.
Szedł przodem, ręce w kieszeniach spodni, tempo równe jak zawsze — jakby korytarz był jego i on po prostu pozwalał jej iść obok.
— Nie wiedziałem.
Spojrzała na niego.
Profil spokojny, wzrok przed siebie, nic w postawie nie zdradzało kłamstwa — ale też nic nie zdradzało prawdy. Po prostu szedł, jakby komentował kwartalne raporty zamiast katastrofy z piątkowym planem miejsc.
— Może ta pomyłka _nie była_ taka przypadkowa — mruknęła.
— Była. — Zatrzymał się przy drzwiach w połowie korytarza i otworzył je. — Tu będziesz. Ryan zajmie się onboardingiem.
Biuro było całkiem ładne — biurko, krzesło, okno z widokiem na centrum Houston, i plakat motywacyjny który ktoś najwyraźniej zostawił ze swojego poprzedniego życia.
_Teamwork Makes the Dream Work_ w tak agresywnie wesołej czcionce że Nikola poczuła fizyczny ból.
Weszła.
Odwróciła się.
On stał w drzwiach, jeden bark oparty o framugę, i patrzył na nią z tym spokojem który w piątek brała za pewność siebie a teraz zaczynała podejrzewać że to coś zupełnie innego — coś bardziej skupionego, bardziej celowego.
— Dziękuję, _panie Kammeyer._ — Wdrożyła korporacyjny uśmiech numer dwa: uprzejmy, profesjonalny, pozbawiony jakiejkolwiek emocji którą można by później wykorzystać.
Zrobił krok do przodu.
Nie za blisko — ale wystarczająco blisko żeby widzieć jak podwinął już rękaw przy kołnierzu, ten jeden guzik odpięty. Zapach cedru był tam zanim zdążyła się przygotować.
Jak zawsze.
Żołądek zrobił coś niepotrzebnego. Zdecydowanie niepotrzebnego.
Nozdrza rozszerzyły się o milimetr. Wbrew niej. Całkowicie wbrew niej.
— Witaj w Vortex, _Nikola._
Głos cichy, odmierzony, taki który zostaje pod skórą jeszcze przez chwilę po tym jak człowiek już wyszedł.
— Myślę, że _integracje_ mamy już za sobą.
Twarz zajęła się ogniem w mniej niż sekundę.
— Co—
— Miłego pierwszego dnia. — Cofnął się, z tym irytującym lekkim uśmiechem który najwyraźniej był jego ustawieniem domyślnym, i odwrócił się do drzwi. — Porozmawiamy później.
I wyszedł.
Nikola chwyciła krawędź biurka.
Drewno było chłodne pod palcami. Skupiła się na tym. Chłód. Faktura. Cokolwiek co nie było zapachem cedru wciąż unoszącym się w biurze zbyt małym na dwie osoby i historię którą miały za sobą.
— Zabijcie mnie — syknęła do pustego pokoju.
Zdjęła plakat ze ściany i oparła go tyłem do biurka.
Dużo lepiej.
Ryan zapukał dziesięć minut później, teczka pod pachą, kawa w drugiej ręce. — Gotowa na wielką wycieczkę?
Nikola wyprostowała się, wepchnęła piątkowy wieczór i CEO pachnącego cedrem w mentalną skrzynkę z napisem _nie otwierać_.
— Gotowość to za duże słowo, ale ruszamy.
Ryan roześmiał się — szczerze, bez kalkulacji, co po ostatnich dziesięciu minutach działało jak zimny prysznic w dobrym sensie. — No to chodź, zacznę od systemów HR. Uczciwe ostrzeżenie — są z epoki brązu.
— Klasyka — powiedziała Nikola, idąc za nim.
— Poczekaj aż zobaczysz portal benefitów. — Wprowadził ją do małej sali, otworzył laptopa. — Ktoś to zaprojektował w okolicach 2015 i wyraźnie postanowił że tak już zostanie na zawsze.
Nikola spojrzała na ekran.
_DayWork._
Oczywiście.
— Mój nemezis — powiedziała płaskim tonem. — Dlaczego _każda_ firma na świecie tego używa?
Ryan parsknął śmiechem.
— Claire — nasza VP of HR — prosiła o migrację od dwóch lat. Zarząd stwierdził że to nie priorytet.
— Jasne. — Oparła się o oparcie krzesła. — Po co inwestować w narzędzie które mogłoby ulepszyć pracę, skoro można kupić kolejny plakat motywacyjny.
Ryan zamrugał.
Potem uśmiechnął się szerzej. — Sarkazm. W HR?
— Nigdy w życiu — odparła Nikola z kamienną twarzą.
— Jasne. — Kliknął w ekran. — Świetnie tu pasujesz.
Następne dwie godziny minęły w korporacyjnym śnie — przeglądy systemów, schematy org, stakeholderzy którzy zlali się w jeden ciągły uśmiech i uścisk dłoni. Ryan nawigował przez to wszystko z energią kogoś urządzonego w tym mieście od zawsze, teksańskim humorem i szczerymi komentarzami o tym które działy są _świetne_ a które _terytorialne jak diabli_.
— Inżynieria cię pokocha — powiedział przy lunchu w kafeterii. — Krzyczą na nieaktualne polityki od ostatniego reorgu.
— Krzyczenie to moja specjalność — rzuciła Nikola.
Ryan prawie zakrztusił się kanapką. — Serio?
— Śmiertelnie serio.
Pokręcił głową śmiejąc się. — Oficjalnie cieszę się że jesteś. To miejsce potrzebowało kogoś kto nie lukruje ciągle wszystkiego.
— Lukier jest przereklamowany.
— Anna by się nie zgodziła.
Nikola prychnęła.
— Anna wygląda jakby krwawiła brokatem i wykrzyknikami.
— Dokładnie taka jest. — Ryan ściszył głos z miną spiskowca. — Ale między nami? Jest ostra. Wie gdzie są zakopane wszystkie trupy.
— Przydatna informacja.
Melissa była dokładnie tym rodzajem człowieka który sprawia że poniedziałkowy ranek staje się znośny wbrew wszelkim prawom natury.
Kręcone rude włosy, uśmiech który wyprzedzał ją o pół metra, energia kogoś kto autentycznie cieszy się że żyje i nie rozumie dlaczego reszta świata tego nie robi. Siedziała przy oknie w sali konferencyjnej zachodniego skrzydła i dosłownie podskakiwała na krześle kiedy Ryan ich przedstawiał.
— Umierałam żeby cię poznać! — Melissa powiedziała to z taką szczerością że Nikola prawie jej uwierzyła.
— Do usług. — Jordan po jej lewej był zbudowany jak ktoś kto traktuje biuro jako przerwę między sesjami na siłowni. Głęboki głos, ramiona rozpychające szwy koszuli, wyraz twarzy mówiący jestem tu profesjonalnie ale wolałbym wyciskać. Skrzyżował ręce na klatce.
— Po twoim zdjęciu na teamsach, spodziewałam się —Nikola zaczęła — kogoś…_innego._
Melissa i Jordan się roześmiali.
— Stare zdjęcie, sprzed 10 lat — rzucił Jordan. Nikola patrzyła uważnie. Jordan na zdjęciu wyglądał jak zupełny świeżak, a tu przed nią napakowany mężczyzna ponad metr dziewięćdziesiąt.
— Jak rozumiem nikt nie podskakuje HRom — zaśmiała się Nikola z niedowierzaniem.
Melissa westchnęła wymownie.
— Claire jest na macierzyńskim więc może być trochę chaotycznie, ale damy radę — rzucił Jordan.
— Damy radę — powtórzyła Nikola z lekkim skrzywieniem ust.
— Nie mów tego przy formularzach compliance — ostrzegła Melissa.
— Prosta zasada. — Jordan uniósł brew z miną kogoś kto ma pryncypia. — Prawidłowa odpowiedź to zawsze donosić na kolegów.
Melissa zachichotała. Coś w niej odpuściło o jeden centymetr.
Ryan stał z boku z ręką w kieszeni i miną reżysera obserwującego próbę która poszła lepiej niż planował. — To jest nasz dział HR?
— Fakty są faktami — wzruszyła ramionami Melissa.
Przez następne pół godziny Ryan oprowadzał ją po następnych działach — chaotyczny open plan marketingu, biblioteczna cisza finansów, inżynieryjne legowisko hoodie i standing desków. Komentował wszystko z energią stand-upu, sypał plotkami biurowymi z łatwością kogoś kto jest tu wystarczająco długo żeby wiedzieć gdzie są zakopane trupy.
Nikola słuchała, notowała, mapowała.
Ryan mówił coś o dziale finansów i strukturze raportowania, i ona kiwnęła głową we właściwym momencie, bo właściwe momenty dla kiwnięcia głową były dla niej wyćwiczone do automatyzmu.