Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Szelest - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
3299 pkt
punktów Virtualo

Szelest - ebook

Seria mrocznych kryminałów psychologicznych dla fanów „Kolorów zła”.

Alicja Grabska dostaje zlecenie przetestowania mobilnej aplikacji Place to Rest, prowadzącej do nieszablonowych miejsc na mapie Trójmiasta. Dziennikarka w czasie kolejnego z wypadów, w lesie nieopodal sopockiej Łysej Góry, natyka się na ciało zamordowanej młodej kobiety. Dochodzenie prowadzone przez detektywa Oskara Kordę łączy sprawy śmierci nastolatki i studentki dziennikarstwa. Morderca nie zostawił żadnych śladów, jedynym tropem pozostaje karta pamięci z zapisanym na niej enigmatycznym filmikiem. Korda i Grabska łączą siły w śledztwie, które wiedzie do mrocznego, pełnego obsesji i traum świata, w którym przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.

„Mroczny thriller kryminalny, którego zakończenia nie przewidzicie. Autorka sprawnie manewruje pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, tworząc wyrazistych bohaterów i podsycając opowieść odpowiednią dawką tajemnicy oraz erotyzmu. Czekam na więcej!”

MARCEL MOSS

Każdy z tomów trylogii, czyli Szelest, Szum i Szrama zadaje pytanie o to jak daleko można się posunąć, aby odkryć prawdę i jaką cenę trzeba za nią zapłacić. Autorka buduje napięcie stopniowo, na każdej stronie zagęszczając atmosferę, by na koniec zaskoczyć czytelnika rozwiązaniem zagadki jakiego się nie spodziewał.

Małgorzata Oliwia Sobczak zbierając materiały do pisania swoich książek przeprowadza drobiazgowy research. Dzięki temu czytelnik ma wyjątkową okazję, by wejść do świata policji i zza kulis zobaczyć realia kryminalnych śledztw, dochodzeń i przesłuchań.

Podobnie jak w serii Kolory zła, także w Granicach ryzyka Sobczak nie unika trudnych zagadnień. Autorka porusza tematy społeczne oraz psychologiczne i pokazuje, że zło to zjawisko złożone, które czai się również w relacjach z najbliższymi.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-144-7
Rozmiar pliku: 5,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1999

Mężczyzna ubrany w ciemną kurtkę stał odwrócony plecami. Na tle czarnej wody, połyskującej w świetle księżyca, niemal nie było go widać. Czerwony ognik zatlił się przy jego ustach, na chwilę się rozmył i ponownie rozżarzył, gdy mężczyzna nerwowo się zaciągnął.

Dziewczyna chwiejnym krokiem podeszła bliżej i zatrzymała się kilka metrów za nim. Obcasy letnich szpilek zagrzebały się w nierównym, topniejącym śniegu. Jej długie blond włosy wzlatywały w powietrze, targane przez porywisty wiatr. Przez chwilę bez słowa obserwowała ogieniek, który rozdzielił się nagle na pół, podobnie jak plecy mężczyzny i otaczające ich drzewa. Próbowała znów złapać ostrość, ale świat nie przestawał wirować.

Niepewnie ruszyła do przodu. Miała wrażenie, że brnie w gorącym błocie. Obcasy raz po raz zagłębiały się w grząskim podłożu. Niemal wpadła na mężczyznę i w ostatnim momencie asekuracyjnie objęła go w pasie. Przylgnęła twarzą do materiału jego kurtki, poczuła aksamitne zimno.

– Mmmm – zamruczała. – Tu jesteś.

Mężczyzna pstryknął papierosem w pustkę nocy, chwycił ją za nadgarstki i odsunął od siebie. Przyjrzał się jej. Miała na sobie czarną, obszytą cekinami sukienkę na cienkich ramiączkach. W rozbieganych oczach kobiety była dzikość.

– Zmarzniesz – stwierdził i zaczął rozpinać swoją kurtkę.

– Nie! – podniosła głos. – Nie chcę. Ciepło mi – dodała miękko i szeroko się uśmiechnęła. – Wręcz gorąco – stwierdziła. – Zobacz!

Sięgnęła do ramiączek sukienki i, ledwo trzymając się na nogach, zsunęła je w dół, obnażając pełne piersi i sutki o szerokiej otoczce.

– Zakryj się. – Mężczyzna się skrzywił.

– Już ci się nie podobam? – warknęła, chwiejąc się niebezpiecznie do tyłu. – Już cię to nie kręci? – Wulgarnie ścisnęła piersi, starając się złapać pion. – Nie kręcą cię one?! Co?! Już nie kręcą. Tak. Teraz wolisz cycki tej chudej zdziry! – krzyknęła nienawistnie.

– Przestań. Jesteś pijana – odpowiedział zniesmaczonym głosem.

– I co z tego? Nigdy ci to nie przeszkadzało – wymamrotała przez łzy i zatoczyła się do przodu.

Przyparła nagimi piersiami do jego ciała. Pomimo panującego zimna ona była gorąca. Doskonale to wyczuł, gdy zaczęła wodzić rękoma po materiale koszuli opiętym na jego klatce piersiowej. Mrucząc, zjechała dłonią do rozporka jego spodni i nieporadnie starała się go rozpiąć. W końcu sięgnęła za bokserki i mocno ścisnęła.

– Odsuń się – powiedział beznamiętnie.

Ale ona nie ustępowała. Zapamiętale starała się go pobudzić.

– Co jest? – warknęła ze złością. – Cholerny impotent! – syknęła, przewracając oczami.

Mężczyzna pchnął ją do tyłu, upadła. Na tle roztapiającej się śniegowej brei kobieta w eleganckiej, opuszczonej do pępka sukience wyglądała żałośnie. Z trudem podniosła się na kolana, przeciągając dłońmi po ziemi, jakby czegoś szukała. Niemal zrobiło mu się jej żal. Nie zdążył jednak do niej podejść, bo stanęła nagle na wyprostowanych nogach. Podniosła głowę. W jej ręku mignęło szkło. Z krzykiem zaczęła biec w jego kierunku.

– Dziesięć, dziewięć, osiem… – Gdzieś niedaleko dały się słyszeć radosne, tubalne głosy.

Na niebie rozbłysły pierwsze noworoczne fajerwerki.2018

1

Pod ich stopami pękały kruche patyki.

Chrup. Chrup.

– Może byś tak zwolnił, byczku? – wycedziła Weronika.

Jako jedyna miała na sobie buty na obcasie. Niewielkim, ale zawsze. W końcu wybrała się na urodzinową prywatkę do Pawła, a ten jej się podobał. Liczyła na tańce, szampana i grę w butelkę, która znów wracała do łask, choć w podrasowanej formie; tak bawiła się młodzież w jej starym liceum. Tymczasem znajomi z nowej klasy wymyślili spacer po lesie z jakąś głupią aplikacją. Dziewczynę z minuty na minutę ogarniała coraz większa irytacja.

Robiło się ciemniej. Jasne światełka latarek z telefonów komórkowych prześlizgiwały się po leśnej ścieżce. Przed nimi rozciągały się cienie. Konary drzew, paprocie i jeżyny zlewały się ze sobą w czarną, bezkształtną masę.

– Pamiętacie tę scenę z Dark? – odezwał się Mikołaj. – Jak idą przez las, stają przed jaskinią i słyszą ten dziwny odgłos?

– No! A potem wszyscy uciekają i nagle ten chłopiec, Mikkel, znika. – Paweł zniżył głos i od dołu rozświetlił swoją twarz latarką.

– Ej, weź! Bo zaczynam się bać! – Wiola, dziewczyna o kruczoczarnych, prostych włosach, ściętych równiutko tuż przy linii szczęki, złapała Pawła pod ramię. – Nie lubię takich…

– Daleko jeszcze? – przerwała jej Wera.

– Trzysta dwadzieścia metrów – odpowiedział Antek. Trzymał w ręku smartfona i wpatrywał się w mapę na wyświetlaczu. – Za sto metrów mamy skręcić w prawo. – Poświecił latarką w bok, starając się dostrzec jakieś przejście, ale nie zauważył żadnego rozwidlenia.

– Jak myślicie, co tam znajdziemy? – odezwała się Wiola.

– Słyszałam, że w tych lasach można się natknąć na powojenne bunkry – powiedziała Anka.

– Czyli nic ciekawego – mruknęła Weronika.

– Może nas prowadzi do paśnika? – zastanowił się Antek, stając przed ścianą krzaków, którą wskazywała strzałka na mapie.

Reszta grupy też przystanęła.

– To tutaj? – zapytał zdziwiony Paweł.

– Nie. Jeszcze dwieście dwadzieścia metrów. Tylko każe tutaj skręcić, a nie ma przejścia.

– Czyli wbijamy się w las? – Mikołaj zerknął na mapę.

– Chyba jesteś rąbnięty na mózg – warknęła Weronika.

– Chyba nie wymiękasz? – Paweł zaświecił jej latarką w twarz.

Weronika zmrużyła oczy.

– Ja nigdy nie wymiękam – powiedziała.

Jeszcze tego by brakowało, żeby poszła fama po nowej szkole, że jest jakimś cholernym tchórzem. O Werze można było wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest mięczakiem.

Wysiliła się na uśmiech. Paweł też się lekko uśmiechnął. Wydało jej się, że zagryzł usta. Wyswobodził się z objęć Wioli, podał Weronice dłoń i pociągnął ją za sobą. Zaczęli przebijać się przez krzaki. Po chwili znaleźli się pomiędzy drzewami. Wiosenna leśna gleba była tu mokra i grząska. W oddali pohukiwała sowa. Światła latarek punktowo znaczyły las.

– Jeszcze kilka metrów – odezwał się Antek. – No, jesteśmy na miejscu – stwierdził po chwili, świecąc telefonem wokół siebie.

– Przecież tu nic nie ma – zauważyła znudzona Wera. – Same drzewa.

– Trzeba się rozejrzeć – uznał Antek i zrobił kilka kroków w prawo.

Wera patrzyła, jak reszta grupy rozchodzi się w różnych kierunkach, uważnie oglądając każdy pień i krzak. Zniecierpliwiona dziewczyna mruknęła i też poświeciła latarką wokół. Przeszła kilka metrów w bok. Obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i już miała zrezygnować, gdy nagle mignął jej jakiś kształt. Zawróciła i oświetliła to miejsce promieniem latarki. Tak, wyraźnie coś tam było.

– Ej! Tam coś jest! – zawołała.

– Gdzie? – Z ciemności wydobył się głos Pawła.

– No tam! – Kilkakrotnie zrobiła szybki ruch latarką.

Szuranie. Łamane patyki. Szelest liści. Koledzy skierowali się we wskazane przez nią miejsce. Wera również ruszyła przed siebie.

– O kuźwa! – Zatrzymała się w pół kroku.

Serce załopotało. Obok niej pojawili się Antek, Paweł, Mikołaj, Anka i Wiola.

– Co to? – szepnął ktoś.

Wszyscy oświetlali latarkami kształt ukryty za drzewami kilka metrów dalej. Bali się poruszyć.

– Huśtawka? – Wera wysiliła wzrok.

– Ktoś tam chyba siedzi! – Głos Mikołaja się łamał.

Cofnęli się o krok. Zbili się w ciasną grupkę.

– Trzeba zobaczyć – stwierdził Antek, głośno przełykając ślinę. – Kto idzie ze mną?

Przez chwilę panowała cisza.

– Ja pójdę – odezwał się Paweł. – Zostańcie tu. I nie rozdzielajcie się – dodał, ruszając z Antkiem w stronę postaci majaczącej w świetle latarek.

Grupa młodzieży podążała wzrokiem za chłopakami, których kroki w ciszy nocy brzmiały bardzo donośnie. Antek i Paweł na chwilę zniknęli za drzewami. Wszyscy pozostali wstrzymali oddechy. Nagle usłyszeli głośny śmiech. Spojrzeli po sobie, powoli się rozluźniając.

– Chodźcie! – dało się słyszeć nawoływanie Pawła.

– Ja pierdzielę – stęknęła Ania, wypuszczając powietrze.

Patyki znów zaczęły głośno pękać pod ich stopami. Wyszli zza ściany drzew i podeszli do kolegów.

– Co to? – zapytała Wiola z niedowierzaniem.

Stanęli przed zniszczoną huśtawką, którą teraz oświetlały promienie wszystkich latarek. Faktycznie na spróchniałej konstrukcji ktoś siedział. A raczej coś.

– Lalka – powiedział Antek.

W jego głosie dało się słyszeć wyraźną ulgę.

Zupełnie naga porcelanowa lalka miała wielkość kilkuletniego dziecka. Jej głowę wieńczyły jasne, długie włosy. Na jednym z policzków zauważyli różowe serce, a pod powiekami, niczym u Pierrota, namalowano duże czarne łzy. Twarz lalki była połamana, w miejscu nosa zionęła dziura.

– Ale creepy. – Wera pokręciła głową.

– Noo – potwierdziła Wiola i po chwili wybuchnęła śmiechem.

Inni też zaczęli się chichrać. Najpierw z wahaniem, po chwili śmielej. W końcu wszyscy rechotali, łapiąc się za brzuchy. Weronika też poczuła nagłą wesołość, choć zdobyła się jedynie na kpiarski uśmiech. Wyczuła coś pod podeszwą buta. Mimowolnie się schyliła i wtedy to usłyszała. Charakterystyczne pęknięcie spróchniałej gałęzi gdzieś nieopodal. Zamarła. A potem syknęła:

– Cicho!

Nikt nie zwrócił na jej słowa uwagi.

Instynktownie chwyciła zatopiony w ciemności przedmiot, szybko się podniosła i powtórzyła głośniej:

– Cicho!

Wszyscy natychmiast zamarli. Tylko Wiola jeszcze nerwowo chichotała.

– Co? – zapytał Paweł.

– Słyszeliście? – Wera szukała potwierdzenia.

– Ale co? – Antek rozejrzał się wokół.

– Jakiś dźwięk – odpowiedziała Wera. – Jakby ktoś się zbliżał.

Cisza. Głucha, wypełzająca zza drzew cisza.

– Eeee, nic nie… – zaczęła Anka.

– Nie chcę! – rozległo się cichutkie wołanie.

Wszyscy podskoczyli.

– Ja pierdzielę! – krzyknął Paweł. – Słyszeliście?

– Niech pan przestanie! – Głos ponownie rozszedł się gdzieś obok nich.

– To ta lalka? – zapytała nagle Wiola.

Odskoczyła do tyłu. Wszyscy spojrzeli na lalkę. Zaciśnięte w nieokreślonym wyrazie usta. Matowe, szklane oczy nieruchomo wpatrujące się w pustkę.

– Chyba nie, ale ja stąd wieję – powiedział Antek i zaczął biec.

Ania też zerwała się do ucieczki. Reszta, niewiele myśląc, ruszyła za nimi.

Pnie drzew, zwisające gałęzie raniące skórę, ostre krzaki. Przedzierali się na oślep.

Obcasy Weroniki co rusz zapadały się w wilgotnej ziemi. Biegła co sił, by nadążyć za innymi. Z wysiłku pulsowały jej skronie. Zapomniała, że wciąż ściska w ręku przedmiot znaleziony przy huśtawce.

2

– Jest upalne lato. Wakacje. Rodziców nie ma w domu. Opalasz się w dwuczęściowym stroju kąpielowym w ogrodzie. – Aleks leżał tuż za nią. Szeptał jej prosto do ucha, raz po raz muskając brodą jej szyję. – Rośliny wokół są dorodne, a w powietrzu… mmmrrrr… – przeciągle zamruczał mężczyzna. Sunął dłonią wzdłuż jej nagiego biodra. – …pachnie zniewalająco. Słońcem, suchą ziemią i olejkiem do ciała.

– Hmmm… – westchnęła Alicja Grabska, lekko się uśmiechając.

– Czytasz książkę, ale nie możesz się skupić. Rozglądasz się wokół. Nikogo nie ma. Jedynie robotnik wynajęty przez rodziców odnawia murek przy tarasie. Jest w średnim wieku. Łysy. Z przydługim nosem i małymi oczkami. Ma na sobie tylko brudne dresowe spodenki. Jego skóra błyszczy od potu. Mięśnie rąk pracują, gdy szpachlą przygładza beton. Nagle mężczyzna wstaje z kolan, prostuje się i przeciąga. Dopiero teraz widzisz, że jego brzuch jest płaski i pięknie zarysowany. Pracownicy fizyczni zawsze mają najlepsze ciała, myślisz i zaczynasz się dotykać – opowiadał Aleks, dokładnie naśladując ruchy, o których mówił.

Alicja słuchała i coraz mocniej zatapiała się w snutej przez kochanka historii. Oczyma wyobraźni leżała na leżaku w ogrodzie i patrzyła na umięśnione ciało robotnika o prostackiej twarzy. Po chwili zadrżała i przeciągle jęknęła.

Ręce Aleksa przystanęły i wycofały się. Mężczyzna musnął jeszcze jej kark brodą, po czym odsunął się i oparł o ścianę. Natomiast Alicja obróciła się na plecy. Starała się uspokoić oddech.

– Dobrze? – zapytał szatyn o modnie zgolonych bokach głowy.

Jego granatowe oczy śmiały się zawadiacko.

– Dobrze – potwierdziła Alicja, układając usta w dzióbek. Powoli wypuściła powietrze. – Trzeba przyznać, że masz gadane.

– Lubisz to przecież – mruknął.

– Lubię. – Zaśmiała się.

Aleksander Nowicki szybkim ruchem wstał z materaca i otworzył skrzydło okna osadzonego w białej, lekko zmurszałej ramie. Alicja zakryła się prześcieradłem, obróciła się na bok. Patrzyła, jak mężczyzna sięga po paczkę papierosów i odpala jednego z nich. Miał smukłe, muskularne ciało. Ani grama tłuszczu. Był tylko w obcisłych bokserkach, wciąż nabrzmiałych od podniecenia. Zupełnie nie wyglądał na informatyka, wręcz był zaprzeczeniem jego stereotypu. A do tego Aleks był młody, a przynajmniej młodszy od niej. Dziennikarka nigdy nie spytała go o wiek. Za bardzo bała się odpowiedzi. Wiedziała, że jest pełnoletni, reszta jej nie obchodziła. Oczywiście liczyło się też to, że Aleks był zajebisty w łóżku. Może nie do końca był w jej typie: niewielki nos, słodkie dołeczki w policzkach; obiektywnie ładny, a Alicja za ładnymi nie przepadała. Zawsze bardziej kręciło ją niedopowiedzenie. To skazy sprawiały, że ludzie stawali się dla niej intrygujący. Pewnie nie zwróciłaby więc na Aleksa uwagi, gdyby nie sposób, w jaki mówił. Pracowała wtedy nad tematem przestępstw dokonywanych w sieci, a szef wysłał ją właśnie do niego; podobno wielokrotnie konsultowali z nim różne kwestie informatyczne. Alicja pochylała się z Aleksem nad jego komputerem i w pewnym momencie wkroczyli na temat usług erotycznych w sieci.

– Kobiety lubią się pieprzyć – powiedział Aleks, zupełnie nieskrępowany. – Wszystkie. – Spojrzał na nią wyzywająco. – Tylko nie wszystkie się do tego przyznają. A w necie można być anonimowym i realizować różne fantazje.

– Na przykład? – Alicja się uśmiechnęła.

– Na przykład można przez kamerkę patrzeć, jak ktoś nieznajomy robi sobie dobrze specjalnie dla ciebie. Można robić sobie dobrze specjalnie dla nieznajomego albo nieznajomej. – Aleks uniósł brew. – Można umówić się na seks w drogim hotelu z rycerzem z bajki albo w małym, brudnym motelu z grubasem z wąsem. Co kto lubi. – Mężczyzna wzruszył ramionami, a Grabska się roześmiała.

Wiedziała, że to tylko kwestia czasu, aż wylądują w łóżku. Gdy już do tego doszło, szepnęła:

– Opowiedz mi coś.

A on zaczął opowiadać. I za każdym razem doskonale trafiał w jej fantazje.

Aleksander Nowicki wypuścił dym z płuc i wyrzucił niedopałek przez okno. Oparł ręce o framugę, lekko wychylając głowę przez okno wychodzące na sopocką ulicę Józefa Bema. Mięśnie i ścięgna na jego przedramieniu zauważalnie się napięły.

– Zajebista pogoda – powiedział miękkim głosem i wziął głęboki wdech. – Lubię ten zapach.

Alicję znów przeszedł lekki dreszcz. Wszystko, co mówił Aleks, kojarzyło jej się z seksem.

Mężczyzna odwrócił się do niej z uśmiechem. Idąc w jej kierunku, położył rękę na przedniej części swoich majtek. Lekko ścisnął. Materiał bokserek momentalnie się uniósł.

– Teraz moja kolej. – Błysnął zębami i opuścił bokserki.

Alicja zamruczała, rozłożyła nogi. Chłopak wbił się w nią mocnym ruchem.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij