Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Sztuka kobiecości - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Data wydania:
29 stycznia 2020
Czytaj fragment
Pobierz fragment
29,99
Cena w punktach Virtualo:
2999 pkt.

Sztuka kobiecości - ebook

Po przeczytaniu tej książki powiesz: „Wiecie co? Fajnie być kobietą!”

O pożądaniu, czułości i orgazmach, czyli dlaczego kobiety mają inaczej. O miesiączce i szalejących hormonach. O wychowywaniu dzieci, dojrzewaniu, budowaniu dobrych związków i stresie, który jest wrogiem miłości. O wszystkim, co składa się na bycie kobietą, bez zadęcia i z empatią opowiada doświadczona lekarka ginekolog i seksuolog.

Dla kogo jest „Sztuka kobiecości”?
– Dla kobiet, które choć raz żałowały, że urodziły się kobietami.
– Dla tych, które nie mają matek, które opowiedziałyby im, jak fajnie być kobietą.
– Dla tych, które myślą, że wiedzą wszystko o seksie.
– Dla tych, które nie lubią seksu.
– Dla singielek, narzeczonych, małżonek.
– Dla zdradzanych i zdradzających.
– Dla kobiet, które chcą się czegoś dowiedzieć o sobie.
A także dla mężczyzn, którzy spotkali jedną z tych kobiet.

O Autorkach:
ANETA BOROWIEC – autorka powieści „Wilczyce i dziennikarka”, pracowała w „Gazecie Wyborczej”, była redaktor naczelną „Wysokich Obcasów Extra”. Dawno temu obiecała sobie, że nigdy nie napisze nic o seksie, bo „co tu jeszcze można napisać ciekawego”.
Aż spotkała Beatę…
Dr BEATA WRÓBEL – ginekolog i seksuolog z 30-letnim doświadczeniem. Praktyk holistycznego podejścia do zdrowia, lekarka, która z niesłabnącą energią każdego dnia powtarza kobietom, że fajnie mieć dwa chromosomy X. Autorka wielu prac naukowych i popularnych, m.in. rozdziału o antykoncepcji do wznowionej w 2016 roku legendarnej „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej.
Wspólnie prowadzą bloga: www.wazniejszenizseks.pl

„Można chyba śmiało powiedzieć, że Beata Wróbel jest współczesnym odpowiednikiem Michaliny Wisłockiej. Sztuka kobiecości potwierdza, że jej autorka o kobietach wie wszystko. Ale też wie na tyle dużo o mężczyznach, aby i ich zainteresować, pobudzić wyobraźnię i zmysłowość – podpowiedzieć, czego mogą szukać u swoich partnerek. A co najważniejsze – co mogą zaoferować kobietom, aby nie tylko spełnić ich oczekiwania, ale też sprawić, że związek będzie bliższy ideału” – prof. Mirosław Wielgoś, specjalista ginekolog-położnik, perinatolog, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

„Bardzo polecam tę książkę każdej kobiecie – młodej i dojrzałej. Dla mam dziewczynek to wręcz obowiązkowa lektura. Szkoda, że nie miałam takiej wiedzy jako nastolatka. Kiedyś o tym po prostu się nie rozmawiało. Tu zaś każda z nas znajdzie rzeczowe odpowiedzi na wiele pytań, by móc w pełni cieszyć się swoją kobiecością” – Joanna Moro, aktorka

„Ta książka nie jest tylko o seksie postrzeganym z perspektywy lekarki, lecz także o holistycznym podejściu do kobiet. O życiu, polubieniu siebie, miłości i relacjach w związku. Po jej przeczytaniu tym bardziej sobie uświadamiam, za co lubię i cenię Beatę Wróbel” – prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, pedagog, doradca rodzinny, kierownik Katedry Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Seksuologii
Uniwersytetu Warszawskiego

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-268-3288-8
Rozmiar pliku: 6,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Od autorek:

To książka o tym, jak kochać i być kochaną. Piszemy o relacjach damsko-męskich, ponieważ musiałyśmy wybrać jakąś formułę, ale to książka dla wszystkich, bo pokazuje mechanizmy, a te są uniwersalne – bez względu na płeć i orientację seksualną. Wiele razy słyszałaś, że „mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus” i pewnie już uwierzyłaś, że dlatego trudno ci się porozumieć z mężem czy partnerem. To bzdura. Ludzie homoseksualni mają te same problemy ze znalezieniem partnerów i utrzymaniem związków, co heteroseksualni. Różnice między płciami są nieznaczne w porównaniu z tym, co każde z nas wnosi do związku. Jesteśmy różni i nie potrafimy o tych różnicach rozmawiać.

Wierzymy, że rozmowa to największe osiągnięcie ludzkości, dlatego ta książka jest rozmową. To jednak początek, miejsce, od którego możesz zacząć zastanawiać się nad tym, czy jesteś szczęśliwą kobietą, i co możesz zrobić, by nią być. To pierwsza kropka na pustym płótnie, które sama zapełnisz.

Był początek kwietnia, za oknem widać było już wiosnę, a ja niechętnie wybrałam numer telefonu. Poproszono mnie, bym zadzwoniła do ciebie. „To kobieta, ginekolog i seksuolog jednocześnie. Jest niesamowita, nie ma drugiej takiej w tej części Europy. Mówi o seksie tak, że nie uwierzysz” – usłyszałam. Nie uwierzyłam, bo o seksie mówią wszyscy i wciąż.

Powiedziałaś, że rozmowa o seksie cię nudzi, bo wiesz wszystko na ten temat.

Nie ma magazynu bez artykułu o tym, jak ulepszyć swoje życie seksualne, osiągając piętnaście rodzajów orgazmu, czy o tym, jak zabić nudę w sypialni. Jakby nuda była muchą na ścianie. Zabić i po problemie. Sama zamówiłam wiele takich artykułów do „Wysokich Obcasów Extra” i za każdym razem, gdy ktoś z redakcji pytał mnie, dlaczego to dajemy, mówiłam: „Nie wiem, ale ludzie lubią się torturować czytaniem o seksie”. Powiedziałam ci to podczas tej pierwszej rozmowy. I zapadła cisza. Pomyślałam, że przesadziłam, a wtedy zapytałaś: „A wiesz, dlaczego ludzie się zdradzają i krzywdzą innych?”. „Tego nie wie nikt” – powiedziałam.

Pisze się o tym, jak ludzie się ranią, jak wpadają w nałogi, zdradzają, zabijają, ale nikt nie tłumaczy, skąd to się bierze. Ludzie czytają i myślą, że każdy może zostać bohaterem Magazynu Ekspresu Reporterów czy kryminału. Dobrzy rodzice żyją w lęku, że ich syn skończy jako narkoman pod mostem albo damski bokser, a ich córka – jako samotna matka uciekająca przed takim mężem. Ale podobne tragedie nie spadają na człowieka nagle i niespodziewanie. Można je przewidzieć. Zaczynają się zawsze tak samo – od braku miłości. Niekochane dzieci nie przestają kochać rodziców, one przestają kochać siebie.

Nie przytulimy wszystkich dość mocno, by przestali ranić siebie nawzajem.

Nie, ale damy narzędzie tym, którzy chcą sobie pomóc. Toksyczne związki, zdrady, kłopoty z wychowaniem dzieci czy frustracja, która dopada dojrzałe kobiety, a którą nazywa się w mediach „syndromem pustego gniazda” – mechanizmy są takie same. Rozumiejąc je, mamy szansę stać się szczęśliwszymi ludźmi i lepiej sobie układać relacje z innymi. Tego powinno się uczyć w szkole, nie ma nic ważniejszego w życiu.

To miała być książka o seksie…

Seks nie zaczyna się w sypialni. Zaczyna się od tego, jak o sobie myślisz. Jeśli nie lubisz siebie, nigdy nie polubisz seksu.

Nawet powieści porno, którymi zaczytują się kobiety, niepomagają im uprawiać lepszego seksu, więc może szkoda czasu?

Autorki powieści porno wiedzą tyle samo o seksie, co ich czytelniczki. Czyli nic. Nikt nas nie edukuje, czym jest seks, a jak próbujesz się dowiedzieć czegokolwiek sama, trafiasz na śmietnik, gdzie jest wszystko: mity, kłamstwa, poglądy religijne wymieszane z zabobonami, domysły, pornografia, perwersje. Skąd masz wiedzieć, co jest prawdą?

Seks jest skomplikowany?

Nie, seks jest prosty, ale udany seks nie gwarantuje dobrego związku. Za to w dobrym związku bez problemu nauczycie się, jak sprawiać sobie rozkosz, jeśli jeszcze tego nie potraficie.

Twierdzisz, że to częsty przypadek.

Większość par nie ma pojęcia, jak sprawiać sobie przyjemność.

Skąd to wiesz?

To widać.

Patrzysz na kobietę i widzisz, że uprawia zły seks?!

Nieuprawianie seksu lub uprawianie złego seksu ma wpływ na zdrowie. Obserwuję, jak kobiety reagują na dotyk, badam je ginekologicznie i widzę stan mięśni dna miednicy. Dwadzieścia procent kobiet w związkach przyznaje się do bólu podczas stosunku. Ale to zaniżone statystyki – takich kobiet jest co najmniej dwa razy więcej. Jak masz lubić seks, jeśli cię boli?

A czemu boli?

Bo nic nie wiemy o seksie. Nie rozmawiamy o tym, jak jest naprawdę, więc wszyscy myślą, że jest jak w filmach porno. Miałam ostatnio pacjentkę, przyszła z problemem ginekologicznym, ale zapytała o to, czy to normalne, że podczas orgazmu drętwieje jej ciało. Zdębiałam. – W internecie na forach wyczytałam, że wiele kobiet tak ma – dodała.

Naprawdę tak mają?

Pewnie ktoś tak ma, ale to nie jest prawidłowe. Zamilkłam, bo próbowałam znaleźć przyczynę, i nagle mnie olśniło. – Jak pani oddycha podczas orgazmu? – zapytałam. – Normalnie, szybko – odpowiedziała i pokazała szybkie, płytkie oddechy, jeden po drugim. Ona hiperwentylowała!

Dlaczego?

Bo tak podczas orgazmów robią panie w filmach pornograficznych! Nic dziwnego, że czuła mrowienie, otępienie, mogła nawet zemdleć. Była bardzo zdziwiona, że oddech podczas orgazmu przyspiesza tylko lekko, i dzieje się to naturalnie, nie trzeba w niczym pomagać. Nie musi hiperwentylować, by on domyślił się, że ona ma orgazm.

Nikt nas nie przygotowuje do seksu. Pierwszy raz to najczęściej rozczarowanie, a kolejne doświadczenia tylko pogłębiają rozpacz. Bo przecież wiadomo z książek i filmów, że z czasem jest tylko lepiej, że kobiety kochają się ze swoimi mężczyznami na kuchennych stołach nawet osiem razy z rzędu.

I głośno krzyczą z rozkoszy.

Wszystkie, tylko nie ty. Żadna kobieta nie powie, że nie lubi seksu. To tabu. Większy wstyd niż zrobienie sobie odlewu sromu. A seks w ogóle nie wygląda tak, jak na filmach. Seks na sucho, w pośpiechu to bolesny seks. Kobiety nie osiągają przyjemności w ten sposób. Tak się nie kochają ludzie, którzy się kochają. To podstawy wiedzy o seksualności człowieka; coś równie oczywistego jak to, że nie potrafimy latać.

Możemy się domyślać, czemu mężczyźni wierzą, że kobiety lubią szybki seks.

Ale czemu nabierają się na to kobiety? Może to konsekwencja tego, że nikt nie pytał nas o seks. Pokolenie po pokoleniu nauczyłyśmy się spełniać oczekiwania i trudno się z tego wyzwolić. O seksie zaczęliśmy rozmawiać dopiero sześćdziesiąt lat temu. Najwyraźniej jeszcze za wcześnie na pełną szczerość.

Kiedy czytam niektóre opisy scen miłosnych w powieściach czy rady w prasie, jak się kochać, zastanawiam się, skąd to się bierze, bo na pewno nie z wiedzy. To powielanie tych samych szkodliwych stereotypów. A młoda kobieta w to wierzy i gugluje instrukcje, jak dobrze ssać penisa, bo wtedy ukochany jej nie zostawi. Kobiety myślą, że testem na kobiecość jest to, czy dobrze uprawiają seks oralny! To kończy się wieloma tragediami. Zupełnie niepotrzebnie.

To wszystko przez brak edukacji seksualnej w szkole?

Brak edukacji seksualnej w szkole nie byłby nawet taki straszny, gdyby nie to, że nikt o seksie nie rozmawia. Nawet ludzie w związkach robią to sporadycznie, więc nie mają szansy nauczyć się czegoś od siebie. Myślisz, że kobiety po drugim czy trzecim bolesnym stosunku, mówią partnerowi: „Halo, coś jest nie ok. Spróbujmy inaczej”? Że przychodzi im do głowy, że to nie jest prawidłowe? Że idą do ginekologa czy seksuologa, by dowiedzieć się, co z tym zrobić? Nie, znoszą ból w milczeniu, byle do ciąży, może drugiej, a potem ciach – koniec seksu.

Bo jak będą dobrze udawały, to nikt nie zauważy?

Nie da się. Związki z takim życiem seksualnym nie mają wielkich szans, by przetrwać.

Nie tak dawno profesor Paul Dolan, behawiorysta z London School of Economics, wywołał wzburzenie, mówiąc, że małżeństwo jest złym pomysłem dla kobiet, a dobrym – dla mężczyzn.

No, rzeczywiście, jest powód do wzburzenia.

Nie śmiej się, on to powiedział na poważnie. Przeanalizował wyniki ankiety American Time Use Survey i wyszło mu, że żonaci mężczyźni żyją dłużej i są zdrowsi niż kawalerowie, m.in. dlatego, że mniej ryzykują. Ale za to kobiety samotne i bez dzieci są szczęśliwsze niż żony i matki.

Kobieta w byle jakim związku nie będzie szczęśliwa. Lepiej wtedy być samą.

To przez ten bolesny seks?

Nie tylko. Aneta, jak często rozmawiamy?

Bardzo często.

Ile razy prosiłaś, żeby coś przesunąć, albo mówiłaś, że zdzwonimy się jutro, lub – jeszcze lepiej – pojutrze? Że teraz nie masz chwili, bo znowu masz pożar.

Często. I zawsze miałam wyrzuty sumienia, bo ty nigdy nie zawodzisz. Kiedyś też tak miałam.

Ale teraz masz dzieci, a one – całkiem słusznie – mają w nosie, że mamusia ma deadline i się na coś umówiła. Ciągną cię za nogę, gdy chcą, i wyłączają komputer, bo mogą. Cudem znajdujesz chwilę w ciągu dnia, żeby popracować. Tu kwadrans, tam dwadzieścia minut, szaleństwo. Spokój masz po godzinie dwudziestej drugiej, jak położysz dzieci spać.

A nie jestem samotną matką. Mam partnera, który zajmuje się dziećmi i też siada do pracy po dwudziestej drugiej.

Ale musicie to wszystko ułożyć, zaplanować, przegadać, a i tak co chwila zdarza się coś, co te plany stawia na głowie. Ja nie mam męża, nie mam dzieci, nie muszę się martwić o tysiące rzeczy, o których musi myśleć żona i matka. Moje życie zależy tylko ode mnie, jest bardziej przewidywalne, więc i spokojniejsze.

Ostatnio byłam na grillu z ludźmi, których znam od czterdziestu lat. Poznaliśmy się, gdy wszyscy byliśmy wolni, jeszcze na studiach, potem potworzyły się z nich pary, więc miałam okazję zobaczyć, jak zmieniły się te związki. To było niesamowite, że ludzie czterdzieści lat temu tak różni, teraz podobnie się wyrażali, podobnie myśleli, w pół słowa odgadywali swoje intencje – soliści stworzyli duet i trzymali wspólny ton.

To źle czy dobrze?

Nie oceniałam. Zastanawiałam się, kim ja bym była, gdybym miała męża.

Kim byś była?

Nie wiem, kim byłabym po latach kompromisów, na które zgadzałabym się z miłości czy dla świętego spokoju. Nie wiem, czy walczyłabym o siebie. Z jakim skutkiem. Doszłam jedynie do wniosku, że na pewno nie byłabym tym, kim jestem.

Ja nie czuję, że tracę siebie w związku. Przeciwnie, to w związku nauczyłam się, że warto być sobą.

To masz szczęście, ale nawet badania, na które się powołujesz, mówią, że jesteś w mniejszości.

Nie masz męża, nie masz dzieci – co wiesz o relacjach, czego nie wiem ja?

Czy kardiolog musi mieć arytmię, by rozumieć problemy swoich pacjentów? A ginekolog-mężczyzna musi mieć macicę, by cię leczyć? Astronomowi wystarczy rzut oka, by zobaczyć, czym dzisiejsze niebo różni się od wczorajszego, choć dla ciebie ono wciąż jest takie samo.

Nie rozmawiam z pacjentami o sobie i swoim doświadczeniu, ale o tym, jak jest. 99,99 proc. osób ma tak i tak. Ja mam inaczej? Co z tego, przecież nikogo nie przekonuję, że moje życie jest najlepsze, że tak należy żyć. Życie każdego z nas to suma unikalnych wyborów i doświadczeń, nikt na świecie nie miał takich, ale są pewne powtarzalne wzory. Ja je znam, bo zajmuję się tym od lat.

Relacje to jednak nie jest domena ginekologów.

Do XIX wieku psychologię studiowało się na akademiach medycznych. Wyrzucono ją, bo ustalono, że ciało to ciało i nie ma nic wspólnego z duszą. Został tylko pan Freud i jego psychoanaliza na psychiatrii. To wielkie zło, co odkryłam dość szybko, gdy zaczęłam przyjmować pacjentki. Przychodziły do mnie z problemem, leczyłam je, wychodziłyśmy na prostą i nagle – bach! – nawrót choroby. Wraca infekcja pochwy, którą pożegnałyśmy na parę lat lub nagle zanika miesiączka. Chwila rozmowy wystarczała, aby odkryć, że coś się stało – mąż trafił do szpitala, matka umarła, zdarzył się jakiś stres, który odbił się na ciele. Cierpiała dusza, a w konsekwencji i ciało.

Przebadałam ginekologicznie osiemdziesiąt tysięcy pacjentek, od trzydziestu lat rozmawiam szczerze z parami o najintymniejszych szczegółach ich życia, znam najnowsze publikacje i wiem, jak nauka zderza się z doświadczeniem. Nikt na świecie mnie nie przekona, że ciało i duszę należy traktować oddzielnie. Ciało i dusza to jedno.

Wyjaśnij mi więc, dlaczego mężczyźni w tych samych „byle jakich” związkach radzą sobie lepiej?

Bo dla nich nic się nie zmienia. Od urodzenia zajmowała się nimi mamusia: gotowała, prała, pilnowała, żeby poszedł do dentysty; po ślubie te obowiązki przejęła żona. Robi to samo, co mamusia i do tego jest seks, więc na co ma ten mężczyzna narzekać?

American Time Use Survey to badania amerykańskiego biura statystycznego. Czyli nie tylko w Polsce nie zmienia się podział ról w domu?

A co ma się zmieniać? Przez wieki, jak świat długi i szeroki, rolą kobiety było zajmowanie się domem, rodzenie dzieci i zaspokajanie seksualnych potrzeb mężczyzny. Od każdej kobiety oczekuje się, że będzie to robiła, nieważne, czy jest profesorem, czy gwiazdą porno. Tabletka antykoncepcyjna ma dopiero sześćdziesiąt lat, debaty o samodzielności i równouprawnieniu jeszcze mniej. Jesteśmy wciąż na początku drogi, dopiero uczymy się partnerstwa.

Jak uczymy się partnerstwa?

W domu. Jak miałaś niezależną matkę i ojca, który to szanował, i w tym duchu wychowali ciebie – będziesz niezależna. Wiele twoich koleżanek miało takich rodziców?

Nie.

No, widzisz. A wychowanie to dopiero początek. Potem musisz mieć szczęście i spotkać mężczyznę, który wyniósł z domu podobny wzorzec. To da wam udany start i szansę na dobry związek.

Szansę? Czemu nie gwarancję?

Bo ludzie z czasem się zmieniają. Gdy jesteś sama, to ty dyktujesz tempo, w parze trzeba się dopasowywać do siebie. Nie można pozwolić, by druga osoba została w tyle, bo związek zrobi się byle jaki. Taki, że lepiej już być samej.

Mówi się, że mężczyźni są Marsa, a kobiety z Wenus, ale to kłamstwo. Każde z nas jest z innej planety. 7,6 miliarda planet! Wyobrażasz sobie taką galaktykę inności?

Kiedyś rano włączyłam radio, od razu zrobiło mi się miło, bo usłyszałam: „Jesteś wyjątkowa”. Potem jednak była pauza i prowadzący dodał: „Jak każdy inny człowiek”.

No właśnie. I to, że mamy podobne wzorce i podobnie nas wychowano pomaga w byciu w związku. Ale i tak różnimy się od siebie i te różnice będą wciąż wychodzić i powodować konflikty. Im szybciej zrozumiemy, że drugiej osoby nie da się zmienić, tym większe mamy szanse na szczęśliwy związek. Taki, w którym jesteśmy sobą i pozwalamy partnerowi być sobą.

Jakie różnice są nie do zaakceptowania?

Te, które wynikają z systemu wartości. Gdy zrezygnowałaś ze swojego życia i swoich marzeń dla partnera czy związku i nie jest ci z tym dobrze, to nie będziesz potrafiła udawać, że jesteś szczęśliwa. Każdy konflikt, każda drobna kłótnia będą dotyczyły tego, co schowane głęboko, tych wartości, które was dzielą. „Wciąż się kłócimy, ale to kłótnie o drobiazgi” – słyszę od par. Znaczy, że coś gryzie, męczy. Że jest coś, o czym się głośno nie mówi. A jak mnie gryzie, to wyrzucam na zewnątrz. No i są kłótnie o to, że „ty zawsze…”, „ty nigdy…”.

On mówi, że ona nie uprawia z nim seksu, a ona, że on jej nie kocha.

Tu akurat oboje mówią o tym samym. Brak seksu jest jak gorączka, jest sygnałem poważniejszej przypadłości. Jak nie ma seksu, to znaczy, że para straciła coś istotnego – bliskość. Sam seks nie jest miłością, ale bliskość jest miłością.

W badaniu Paula Dolana żony deklarowały wysoki poziom szczęścia, gdy ich mąż siedział obok nich.

Kolejna oczywistość – ludzie ukrywają prawdziwe uczucia, nawet przed najbliższymi. Żony nie mówią mężom, że są nieszczęśliwe. Mężowie swoje żale małżeńskie wylewają u kochanek, prostytutek, w seksistowskich dowcipach opowiadanych przy piwie, a coraz częściej i przy wspólnym stole. Ludzie żyjący razem właściwie nie rozmawiają ze sobą.

Dlaczego?

Nie umieją, a boją się zranić uczucia partnera. Kobiety naczytały się, że ego mężczyzny jest delikatne jak pierwsze sadzonki na wiosnę, a powiedzenie mu, że seks z nim nie jest dobry, to śmierć dla ego. No i udają. Przed nim, przed innymi i – co najgorsze – przed sobą. A przecież nauczenie się sprawiania sobie przyjemności fizycznej, to prosta sprawa w porównaniu z prawdziwymi wyzwaniami w życiu – z prowadzeniem domu, zarabianiem na niego, wychowywaniem dzieci… Kobiety więc nie mówią o seksie, odsuwają się, unikają kontaktu fizycznego, czują się winne. To wszystko uwiera i się zbiera, ludzie warczą na siebie. Bo „ty nigdy…”, „ty zawsze…”. Oddalają się. Wcześniej czy później wybucha.

Walczyć o związek?

W seksuologii nie uważamy, że rozstanie to tragedia. Rozstanie może być szansą, by dwoje nieszczęśliwych zmienić w czworo szczęśliwych. Ale trzeba wiedzieć, kiedy już nie ma szansy. Dla wielu – jeżeli nie większości – związków jest szansa, więc warto walczyć. Ale do tej walki potrzebna jest jedna rzecz: wiedza. Musisz wiedzieć, co nie działa i dlaczego. Kim jesteś ty, kim jest twój partner, kim jesteście razem, czemu fałszujecie w duecie. To wymaga autorefleksji i szczerości.

Po trzydziestu latach zajmowania się życiem seksualnym, mogę ci powiedzieć z pełną stanowczością – kryzys nigdy nie jest z winy tylko jednej osoby. Obie są współwinne, choć czasem w różnym stopniu.

Wiesz, wczoraj przyszedł do mnie mężczyzna – taki potężny, naładowany złością olbrzym. Ja na agresję reaguję spokojnie, bo wiem, że to krzyk rozpaczy, że skoro ktoś tak traktuje innych, to znaczy, że w środku bardzo cierpi. Dlatego nie nabieram się na prowokacje i rozmawiam bez emocji, cierpliwie. Okazało się, że pan ma czterdzieści lat i niedawno został wdowcem. Jest sam z dwiema córkami, nastolatkami, i zupełnie nie potrafi sobie z nimi poradzić.

A chce?

Bardzo, ale nigdy nie musiał, bo od tego była żona. Teraz nie ma żony i musi przestać się chować w skorupie twardziela z łysą głową i poszukać w sobie tego, co tam ma, ale tak głęboko, że nawet sam przed sobą to ukrywa.

Poszukać czego?

Miłości. Czułości.

Schował to głęboko, bo to takie niemęskie?

Tak go wychowano. I tak wychowano jego żonę, że nigdy od niego tego nie oczekiwała. Ale jego córki są za małe, by ulegać stereotypom, mają w nosie, czego świat oczekuje od mężczyzny. One chcą od ojca miłości. I on nauczy się tej miłości, i to go zmieni.

Skąd wiesz?

Bo widzę, że tego chce.

To takie proste?

Tak. Każdy z nas chce kochać i być kochany. Bez względu na płeć, wiek czy stan cywilny. Jesteśmy stworzeniami stadnymi – nasze szczęście zależy od relacji, które budujemy z innymi. Z partnerem, dziećmi, przyjaciółmi, rodziną. Wszystkie relacje – i te z seksem, i te bez seksu – mają te same fundamenty: rozmowę, zaufanie, szczerość.

Każdy to wie.

Naprawdę? A ja widzę codziennie, że ludzie nie wiedzą. Wielu z nich żyje w kłamstwie. Kłamią reklamy. Telewizja. Internet. Politycy. Oglądamy programy o tym, jak należy sprzątać dom, jak go urządzać, jak gotować, ile ćwiczyć, ile ważyć. I potem mówimy, że tak właśnie robimy – a nikt tak nie robi. Czemu dorośli kłamią w tak banalnych sprawach? Kłamstwo nas otacza. Kłamiemy w pracy. W domu. Okłamujemy siebie. Tego często od nas się oczekuje. Mówienie prawdy bywa nawet w złym stylu.

Kiedy mówienie prawdy jest w złym stylu?

Pełno jest takich sytuacji. Pełno jest kłamstw, które każe się nam powtarzać z przekonaniem – na przykład to, że my, kobiety, możemy mieć wszystko: zawrotną karierę i szczęśliwą rodzinę. Jeśli powiesz, jak jest naprawdę, wypadasz z grona, przestajesz być superbohaterką, a w tych czasach jak nie jesteś super, to jesteś beznadziejna. A spróbuj mieć rodzinę i pracę jak moja – dwie specjalizacje, dyżury po nocach, konferencje. Nie da się. Wiele lekarek jest samotnych. Życie to sztuka wyborów.

Ale i tak czujemy się winne, gdy czytamy, że matka siódemki dzieci została przewodniczącą Komisji Europejskiej.

Jest jedna taka kobieta i nie mamy pojęcia, jaką cenę za to zapłaciła! Jak się uprzesz, to podniesiesz ciężarówkę lub popchniesz ją zębami. Są przecież takie kobiety, prawda? Ale czy o to chodzi? Czy to da ci szczęście? Pozwoli znaleźć swoją ścieżkę w życiu? Nie dajmy sobie mieszać w głowach. Nie mieszajmy córkom w głowach.

Od tylu lat przyjmuję pacjentki i widzę, że jest coraz gorzej. Ludzie robią kariery, mają coraz więcej pieniędzy i – według standardów tego świata – osiągają sukcesy, ale nie są szczęśliwi, bo nie mają czasu na rzeczy najważniejsze. Świat przyspieszył, więc trzeba zwolnić, inaczej będziemy umierać nieszczęśliwe i niekochane.

A inne kłamstwa?

Na przykład to, że rodziny patchworkowe są super. Celebrytki w telewizjach śniadaniowych opowiadają, jak świetnie sobie ułożyły życie po rozwodzie – dziecko tydzień u jednego rodzica, drugi – u drugiego. Nowy tata, nowe rodzeństwo, żadnych problemów. Nie, rozwód to porażka i dramat dla całej rodziny, szczególnie dla dzieci.

Ale przecież trzeba sobie z nim radzić.

Trzeba, i stąd różne pomysły na łatanie tego, co się popsuło. Ale rozwód nigdy nie jest fajny.

Kolejne kłamstwo – zdradził cię, więc się zabaw. Nic przecież nie poprawia humoru lepiej niż wakacyjny romans czy one night stand. To nieprawda. Nie ma nic przyjemnego w seksie z obcym. Potrzebujemy miłości, a nie samego seksu. Seks bez miłości to masturbacja. Z tym poradzisz sobie sama.

Jak nie dać sobie mieszać w głowie?

Nie będzie prosto. Zwykle otrzeźwienie przychodzi, kiedy dochodzimy do ściany, ale wtedy już straciłyśmy dekady, spełniając oczekiwania innych – studia, praca, małżeństwo, mieszkanie na kredyt, dzieci, kariera. Zrobiłaś wszystko „jak trzeba” i tylko ty wiesz, ile cię to kosztuje, bo wieczorem płaczesz w poduszkę. Życie to nie szkoła, nie ma znaczenia, że zbierasz ze wszystkiego celujące, skoro nie jesteś szczęśliwa. Nie ma znaczenia, czego oczekują od ciebie inni, bo „inni” mają cię w nosie. Im szybciej to odkryjesz, tym szybciej krzykniesz „Huraaa!” i zajmiesz się sobą.

Nie jest łatwo walczyć z oczekiwaniami innych.

Pewnie, że nie jest. Ale jesteśmy odpowiedzialne za siebie i swoje życie. Pomyśl, że jutro umrzesz – jesteś zadowolona z miejsca, w którym dziś jesteś? Ze związku, z rodziny? Jak jesteś, to super. Jak nie, czas to zmienić.

Można sobie oszczędzić dramatów i łez? Czy każda z nas musi przez to przejść?

Mówią, że ludzie nie uczą się nawet na swoich błędach, więc jak mają się uczyć na cudzych. Ale ja wierzę, że wiedza pozwala uniknąć wielu pułapek. Każda z nas może się zagubić, ale jak wiemy, że jesteśmy na złej ścieżce, to możemy zawrócić, zanim zrobimy sobie większą krzywdę. George Soros, biedny imigrant z Węgier, który dorobił się ogromnego majątku na Wall Street, mówi, że udało mu się nie dlatego, że nie popełniał błędów, ale dlatego, że szybko je rozpoznawał i migiem wycofywał się z nieudanych inwestycji. Do tego potrzebna jest właśnie wiedza – do rozpoznawania, że błądzisz, zanim straty będą nie do odrobienia.

Każda mądra kobieta wcześniej czy później zacznie się zastanawiać, czy jest na dobrej ścieżce. Wiele z nas dojdzie do muru. Bez znaczenia, czy teraz jesteś sama, czy w najlepszym związku świata. Jak podczas pierwszej rozmowy powiedziałaś, że rozmawianie o seksie cię nudzi, to pomyślałam: „No tak, miesiąc miodowy wciąż trwa. Ciekawe, kiedy się skończy?”. Zawsze się kończy i lepiej być na to przygotowaną.

Moja siostra powiedziała, że ta książka to świetny prezent ślubny i szkoda, że nie napisałyśmy jej dziesięć lat temu. Uniknęłaby wielu błędów.

Może przyda się jej przed kolejnym ślubem?

mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: