Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Tajemnice Korei Północnej - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
17 czerwca 2026
3299 pkt
punktów Virtualo

Tajemnice Korei Północnej - ebook

Większości ludzi Korea Północna kojarzy się z reżimem politycznym, prześladowaniami i kultem przywódcy kraju, Kim Dzong Una. Książka ta to kopalnia ciekawych informacji na temat współczesnego życia w tym kraju. Można się z niej dowiedzieć między innymi, że Korea Kimów produkuje własne tablety, marki Samijon, ale nie mają one funkcji Wi-Fi. Około 70–80 proc. mężczyzn codziennie pije alkohol. Studenci uniwersytetu w Pjongjangu mieszkają z rodzicami, więc chętnie wyjeżdżają na czyn społeczny na wieś – mogą spotkać się z rówieśnikami i trochę poimprezować. Najpopularniejszym narkotykiem w Korei Północnej jest metaamfetamina – pamiątka z czasów, kiedy reżim zapełniał swój skarbiec, wytwarzając ten narkotyk i handlując nim. Przyrodni brat Kim Dzong Ila był ambasadorem w Polsce. I tak dalej – ciekawostka za ciekawostką.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Reportaże
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-308-3
Rozmiar pliku: 5,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Czy wiesz, że przeciętny mieszkaniec Korei Północnej żyje z dochodów z kapitalizmu? Że przynajmniej połowa północnych Koreańczyków oglądała południowokoreańskie filmy i seriale, a także słuchała południowokoreańskiego popu? I czy wiesz, że żołnierze północnokoreańskiej armii więcej czasu spędzają na prywatnych budowach niż na snuciu planów zniszczenia Seulu?

„Pjongjangologia” w ostatnim czasie stała się czymś w rodzaju gorącego tematu, w ramach którego powstaje mnóstwo książek, artykułów prasowych i filmów dokumentalnych. Niestety, niewiele jest relacji o tym, jak naprawdę funkcjonuje dziś Korea Północna, na poziomie zarówno pjongjańskiej elity, jak i przeciętnego obywatela. Przyzwyczailiśmy się, że kiedy mówimy o tym kraju, koncentrujemy się wyłącznie na Kim Dzong Unie, geopolityce albo rozwijanym przez reżim programie broni nuklearnej – w ten sposób pomijamy jednak ogromne wewnętrzne zmiany, zachodzące tak na szczycie, jak i na dole północnokoreańskiej hierarchii społecznej.

Czytelników może zaskoczyć informacja, że Korea Północna jest dziś dość dynamicznym krajem. Przeciętny północnokoreański żywiciel (a właściwie żywicielka) rodziny utrzymuje się z prywatnego handlu; ludzie mają oficjalne zatrudnienie w państwowych fabrykach, ale mogą się wykupić łapówkami i prowadzić własne interesy. Mieszkanki terenów w pobliżu chińskiej granicy chodzą w obcisłych dżinsach, mimo że taki strój jest nielegalny. Większość młodych ludzi w Pjongjangu ma telefon komórkowy, a kiedy chcą nawiązać z kimś romans, mogą liczyć na wynajęcie czyjegoś mieszkania na godzinę lub dwie.

Zarówno bogaci, jak i biedni lubią słuchać południowokoreańskiej muzyki pop, całkowicie wbrew życzeniom rządu. Podobnie jak mieszkańcy innych azjatyckich krajów, Koreańczycy z Północy uzależniają się od południowokoreańskich seriali, przemycanych z Chin na DVD, pendrive’ach i mikrokartach SD. Jeśli ktoś zostanie aresztowany za posiadanie południowokoreańskich produkcji muzycznych czy filmowych, na ogół po prostu daje łapówkę i wychodzi na wolność, a to dlatego, że społeczeństwo Korei Północnej stało się w ciągu ostatnich dwudziestu lat potwornie skorumpowane. Największą pazerność można zresztą zaobserwować wśród elity – a więc tych, co do których można by zakładać, że będą „najczystszymi” ideologicznie członkami społeczności.

Typowe relacje na temat Korei Północnej są pisane z ogromnym współczuciem wobec cierpiących w milczeniu obywateli tego kraju. Taka perspektywa często odbiera jednak tym ludziom sprawczość i podmiotowość, sprowadza ich wręcz do zdehumanizowanych karykatur, takich jak poddany praniu mózgu wyznawca Kim Ir Sena czy bezbronna ofiara aparatu bezpieczeństwa państwa. Takie ofiary oczywiście istnieją, dlatego znalazł się tu rozdział o tym, co stanowi zbrodnię i karę w Korei Północnej. Warto jednak pamiętać, że przeciętnego mieszkańca tego kraju zaprzątają na co dzień zwyczajniejsze sprawy. Tak jak gdzie indziej na świecie, Koreańczycy z Północy chcą zarobić, dobrze wychować dzieci, a od czasu do czasu – trochę się zabawić. Coraz częściej są w stanie zaspokoić te potrzeby poza kuratelą państwa.

Główna przyczyna następujących od niedawna w Korei Północnej zmian społecznych jest w istocie tragiczna: to głód w połowie lat dziewięćdziesiątych, w wyniku którego zmarło co najmniej kilkaset tysięcy ludzi. Klęska głodu bardzo osłabiła więź między państwem a ludźmi i zmusiła przeciętnych obywateli do wykazania się przedsiębiorczością. W rezultacie rząd jest dziś raczej jedną z części quasi-kapitalistycznej gospodarki rynkowej niż wyłącznym koordynatorem aktywności gospodarczej, jak to było kiedyś. W całej tej książce, jak można zauważyć, motyw głodu z lat dziewięćdziesiątych wracać będzie jako czynnik społecznych i ekonomicznych zmian.

W koreańskiej historii powtarzają się przykłady tragicznych wydarzeń prowadzących do potężnych wstrząsów społecznych, a w dalszej perspektywie – do niespodziewanego postępu. Z popiołów wojny koreańskiej (1950–1953) powstało pokolenie merytokratycznych, niezwykle zdeterminowanych budowniczych państwa w Korei Południowej. Autorzy tej książki są przekonani, że największa tragedia Korei Północnej – głód – pewnego dnia będzie uważana za podobny bodziec postępu.

Zastrzeżenie

Pisanie o Korei Północnej stanowi dla dziennikarza ogromne wyzwanie. Brakuje wiarygodnych statystyk dotyczących tego kraju. Okazja do zapytania „szarego obywatela” na ulicy w Pjongjangu o jego opinię o Kim Dzong Unie – i otrzymania szczerej odpowiedzi – trafia się niezmiernie rzadko (chociaż prawdopodobieństwo takiej rozmowy zdecydowanie rośnie, jeśli usiądziemy przy butelce soju z Koreańczykiem z Północy, który mieszka za granicą). Dołożyliśmy jednak wszelkich starań, żeby przedstawić jak najwierniejszy portret kraju. Rozmawialiśmy z ekspertami, którym ufamy (część z nich jest bardzo znana, część – mniej), oraz z ludźmi pochodzącymi z różnych części północnokoreańskiego społeczeństwa. Znaleźli się wśród nich członkowie pjongjańskiej elity, nadal w znacznym stopniu „wtajemniczeni”; uciekinierzy różniący się wiekiem i miejscem pochodzenia, którzy opuścili kraj w różnych latach; dyplomaci i pracownicy organizacji pozarządowych; a także handlarze i inne osoby przekraczające granicę z Koreą Północną, a mieszkające w Yanji, chińskim mieście oddalonym od niej o czterdzieści minut drogi samochodem. Wykorzystujemy tu źródła pisane w języku angielskim, koreańskim i chińskim. Na ogół decydowaliśmy się uznawać za wiarygodne twierdzenia podawane przez co najmniej trzy odrębne, godne zaufania źródła. Czytelnicy mogą oczywiście przyjąć inne kryteria.

Nie przedstawiamy zatem tej książki jako ostatniego słowa na temat Korei Północnej i uprzejmie prosimy czytelników, aby nie mieli takich oczekiwań. W końcu nie potraktowalibyśmy też jako ostatniego słowa krótkiej książeczki, której autor by twierdził, że to cała opowieść o dzisiejszych Stanach Zjednoczonych. Mamy nadzieję, że czytelnicy uznają tę pozycję za bogaty w informacje wstęp do prawdziwej opowieści o współczesnej Korei Północnej – opowieści nie tylko o jej przywódcach, lecz także o radykalnie zmieniającym się życiu 24 milionów mieszkających tam ludzi.ROZDZIAŁ 1
PÓŁNOCNOKOREAŃSKIE BAZARY: JAK, GDZIE I PO ILE

„Komunistyczna” i „skolektywizowana” to już całkowicie nieaktualne określenia północnokoreańskiej gospodarki. Dziś opiera się ona w znacznej mierze na kwitnącej indywidualnej wymianie rynkowej, w ramach której mieszkańcy kupują i sprzedają prywatną własność w celu osiągnięcia zysku. Prywatny handel stał się w ostatnich latach tak powszechny, że obejmuje wszystkie szczeble społeczeństwa, od osób najuboższych aż po elity partyjne i wojskowe. Jednak z kapitalizmem w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD) jest jak z seksem w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii: chociaż wszyscy się nim zajmują, mało kto publicznie przyzna się do jego uprawiania.

Co prawda, w KRLD zawsze powstawały targowiska w tej czy innej formie, ale malejąca rola państwa w działalności gospodarczej oznacza, że prywatny handel nigdy jeszcze nie był tak szeroko rozpowszechniony – ani konieczny – jak dzisiaj. Powód jest prosty: państwo nie może już zapewnić ludziom utrzymania, tak jak mogło to czynić kiedyś.

Jak się przekonamy, punktem zwrotnym gospodarki koreańskiej był straszliwy głód panujący w Korei Północnej w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Regularne, dostarczane przez rząd racje żywności w tym okresie właściwie zanikły i nigdy już w pełni nie powróciły. Dla tych, którym udało się przeżyć, to doświadczenie stało się lekcją samodzielności – nie tej w rozumieniu ideologii dżucze, lecz tej w duchu nieprzebierającego w środkach kapitalizmu. Własność prywatna i prywatny handel pozostają nielegalne, ale w Korei Północnej w czasach po wielkim głodzie obowiązuje jedna prawdziwa zasada ekonomiczna: nie przestrzegaj zasad. W przeprowadzonej w 2010 roku ankiecie 62 procent uciekinierów stwierdziło, że przed opuszczeniem Korei Północnej podejmowało się zajęć poza oficjalną pracą, a kwitnący czarny rynek, na którym używa się nieoficjalnych kursów walut, de facto ustala dziś ceny – nawet dla elit.

Załamanie systemu

Od powstania KRLD w latach czterdziestych XX wieku Korea Północna przez wiele lat była niemal samowystarczalna żywnościowo. W ramach Publicznego Systemu Dystrybucji rolnicy przekazywali większość zbiorów państwu, które następnie rozdzielało je wśród obywateli. We wczesnych i środkowych latach rządów Kim Ir Sena Koreańczycy z Północy nie byli zamożni, ale przynajmniej masowo nie głodowali. Starsi Chińczycy mieszkający w pobliżu granicy z KRLD wspominają, że w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zazdrościli koreańskim sąsiadom stopy życiowej.

Północnokoreańska gospodarka w istocie radziła sobie całkiem nieźle od końca lat pięćdziesiątych przez całe lata sześćdziesiąte aż do początku lat siedemdziesiątych. Jeśli mierzyć według PKB per capita, gospodarka nakazowo-rozdzielcza Północy była silniejsza od modelu kapitalizmu państwowego, obowiązującego na Południu mniej więcej do 1973 roku. Wynikało to częściowo z powodów historycznych: Japończycy, kolonizujący Koreę w latach 1910–1945, zdecydowali się industrializować północną część kraju ze względu na bliskość Mandżurii i Chin, natomiast regiony południowe miały być rolniczym „spichlerzem”. Wobec tego to Północ miała na starcie przewagę nad Południem w postaci lepszej infrastruktury. To, w połączeniu z ogólnym zapałem do odbudowy wyniszczonego wojną i podzielonego kraju, pomogło napędzać północnokoreańską gospodarkę w tych wczesnych latach.

Istniał jednak jeszcze jeden kluczowy czynnik tego początkowego sukcesu: radziecka i chińska pomoc. Przez całą epokę zimnej wojny Korea Północna mogła wykorzystywać rozdźwięk między Chinami a Związkiem Radzieckim i sprytnie rozgrywać te dwa mocarstwa przeciwko sobie. W tym „miłosnym trójkącie” KRLD ostrożnie zabiegała o korzyści dla siebie zarówno w Pekinie, jak i w Moskwie, zmieniając swoją słabość „krewetki między dwoma wielorybami” w atut. Ta strategia – której swoistą kontynuacją jest obecna zdolność północnokoreańskiego reżimu do wykorzystywania tarć między Chinami a Stanami Zjednoczonymi – owocowała stałym dopływem pomocy, dzięki czemu można było zwiększyć racje żywnościowe obywateli. Nie mówiono im jednak, że to dzięki pomocy zagranicznej mają co jeść: rząd pozwalał im wierzyć, że wszystko zawdzięczają szczodrości Kim Ir Sena².

Wbrew oczekiwaniom wielu obserwatorów KRLD zdołała przetrwać rozpad ZSRR w 1991 roku. Częściowo wynikało to ze zwiększonej pomocy Chin, a częściowo z faktu, że ludzie nadal na ogół ufali reżimowi³. Jednak zmniejszenie się, a następnie całkowite ustanie radzieckiej pomocy – oraz rosnąca niegospodarność za rządów Kim Dzong Ila – zaczęły zagrażać systemowi przekazywania żywności. Stopniowo zmniejszano jej ilość: na przykład w 1987 i 1992 roku wprowadzono 10-procentową redukcję racji żywnościowej. Jednak dopiero bliżej połowy lat dziewięćdziesiątych system zaczął się zupełnie załamywać.

Gospodarka była już niezwykle osłabiona, a w 1993 roku Korea Północna stanęła przed widmem deficytu żywności. Sytuację pogorszyła seria tragicznych powodzi w 1994 i 1995 roku. Zniszczyły one około 1,5 miliona ton zboża i zrujnowały znaczną część infrastruktury kraju. W rezultacie KRLD straciła około 85 procent zdolności do produkcji energii elektrycznej. Publiczny System Dystrybucji został poddany bezprecedensowej presji: od 1994 do 1997 roku podstawową rację żywnościową zmniejszono z 450 gramów dziennie do zaledwie 128 gramów. W tym samym okresie sam system nieprawdopodobnie się skurczył – przestał być głównym źródłem żywności dla większości populacji, a z jego zmniejszonych zasobów pod koniec działania mogło korzystać tylko 6 procent ludności.

Rezultatem była klęska głodu w latach 1994–1998. W jej wyniku życie straciło od 200 tysięcy do 3 milionów mieszkańców Korei Północnej⁴. Państwo nazywa tę katastrofę Trudnym Marszem – odwołuje się w ten sposób do legendarnej kampanii wojennej, którą ponoć poprowadził Kim Ir Sen jako młody partyzant. Zakrawa na ponury żart, że największą porażkę północnokoreańskiego państwa – oznaczającą de facto koniec socjalistycznego systemu gospodarczego, którego budowa była celem „marszu” Kim Ir Sena – ubiera się w takie słowa.

Skala śmierci głodowej była przerażająca. Najbardziej ucierpiały obszary wiejskie leżące w głębi lądu, ale ludzie umierali masowo z głodu w każdej części kraju, także w miastach i miasteczkach. Państwo zawiodło obywateli i – co niezwykle istotne – każdy musiał radzić sobie sam. Nawet profesorowie prestiżowych pjongjańskich uczelni musieli uciekać się do drobnej działalności handlowej po prostu po to, by przeżyć⁵. Niektórzy razem ze swoimi żonami sprzedawali na ruchliwych dworcach kolejowych tanią zupę zrobioną z mąki i wody. Inni członkowie pomniejszych kręgów elit Pjongjangu zaczęli wyprzedawać za bezcen swój dobytek na prowizorycznych straganach.

Głód zasiał w Korei Północnej ziarna urynkowienia. Tylko najściślejsza elita może dziś wyżywić się państwowymi racjami jedzenia⁶. Tak jak profesorowie, którzy zostali ulicznymi sprzedawcami, żeby przeżyć, tak większość dzisiejszych mieszkańców Korei Północnej nauczyła się prowadzić podwójne życie ekonomiczne, aby związać koniec z końcem. Chociaż taka sytuacja zrodziła się z tragicznej konieczności, ma dziś istotny wpływ na życie zwykłych ludzi i sprawia, że ich położenie staje się znośniejsze.

Co niezwykle ważne, głód przyczynił się do emancypacji północnokoreańskich kobiet, które zaczęły aspirować do czegoś więcej niż tylko rola gospodyń domowych. Wiele z nich stało się rzeczywistymi żywicielkami północnokoreańskich gospodarstw domowych. To głównie kobiety prowadzą stragany, sprzedają jedzenie, zajmują się importem i eksportem na małą skalę albo wynajmują rodzinny dom na godziny zakochanym parom. Wszystko to ma z kolei ogromny wpływ na rolę kobiet w społeczeństwie, a także na liczbę rozwodów. Tradycyjnie Północ Korei uznawano za bardziej niż Południe przesiąkniętą kulturą macho⁷ i nawet po nadejściu komunizmu – który teoretycznie dąży do równouprawnienia płci – północnokoreańska kobieta była na ogół postrzegana jako córka, żona lub matka jakiegoś mężczyzny. Dziś może być niezależna. Dawniej w ustach kobiet rzadko można było usłyszeć banmal, nieformalny wariant koreańskiego, gdy zwracały się one do mężczyzn, chociaż mężczyźni często mówili w ten sposób do kobiet. Obecnie ta konwencja uległa osłabieniu.

Między wonem a juanem

Stosunek rządu KRLD do nowego porządku ekonomicznego jest trudny i skomplikowany. Wyplenienie kapitalizmu w Korei Północnej znacznie zwiększyłoby ryzyko kolejnej klęski głodu, jeśli wziąć pod uwagę upadek gospodarki nakazowo-rozdzielczej i systemu dystrybucji żywności. Co więcej, wielu rządowych prominentów wykorzystuje dziś handel jako środek do zbijania własnego majątku, o czym się przekonamy w dalszej części rozdziału. Jeśli jednak zdecydowano by się przeprowadzić pełną reformę rynkową, przyniosłaby ona ogromne zmiany społeczno-ekonomiczne, które mogłyby zagrozić pozycji rządu. W Korei Północnej można w istocie spotkać funkcjonariuszy publicznych nastawionych proreformatorsko, ale panuje też naturalny strach przed zmianą na szczytach władzy. Dla członka elity pełna liberalizacja gospodarcza może w ostatecznym rozrachunku – zamiast uprzywilejowanej egzystencji – oznaczać więzienie, śmierć albo bardziej prozaicznie: życie taksówkarza w Seulu⁸.

A zatem rząd, który bardzo nie chce powielać ani kontrolowanej chińskiej, ani chaotycznej wschodnioeuropejskiej drogi odchodzenia od ideologii politycznej na rzecz reformy gospodarczej, zadaje sobie wiele trudu, aby nadzorować rozwój prywatnej działalności handlowej. Co jakiś czas odbywają się na przykład naloty na targowiska. W listopadzie 2009 roku zdecydowano się zaś na zupełnie bezczelne posunięcie. Ogłoszono denominację krajowej waluty, północnokoreańskiego wona, przez skreślenie dwóch zer: banknot o nominale tysiąca wonów należało wymienić na nowy banknot o nominale 10 wonów i tak dalej. Obywatelom dano tydzień na wymianę starych banknotów z licznymi zerami na nowe. Na tej samej zasadzie depozyt na koncie bankowym w kwocie 100 tysięcy wonów w jednej chwili stał się warty tysiąc wonów.

Chociaż motywy rządu są przedmiotem licznych spekulacji, denominacja zasadniczo spełniła funkcję skoku na kasę i zniszczyła majątki prywatnych handlarzy. Dlaczego? Ponieważ każdemu pozwolono na wymianę maksymalnie 100 tysięcy wonów (ówczesnej równowartości 30–40 dolarów amerykańskich, według kursu czarnorynkowego). Jeśli ktoś posiadał większą sumę – a ten, kto zajmował się biznesem, naturalnie miał więcej niż ustawowy limit – jego oszczędności wyparowały.

Rezultatem tego posunięcia był gniew obywateli skierowany przeciwko władzy, o dawno już niewidzianej w Korei Północnej sile. Chociaż limit 100 tysięcy wonów podniesiono w końcu do 150 tysięcy wonów w gotówce i 300 tysięcy – w depozytach bankowych, wydaje się, że nie powstrzymało to społecznego niezadowolenia: chińska agencja prasowa Xinhua informowała o „zbiorowej panice” wśród mieszkańców Korei Północnej, a inne media mówiły o paleniu stosów starych banknotów w proteście przeciwko denominacji. Jeśli te ostatnie doniesienia są prawdziwe, to byłyby szczególnie znamienne, bo palenie banknotów o nominałach stu, tysiąca i 5 tysięcy wonów siłą rzeczy oznacza niszczenie wizerunków Kim Ir Sena.

Gniew zwykłych handlarzy z pewnością musiało potęgować to, że prawdziwa północnokoreańska elita na ogół przechowuje swoje aktywa w innych walutach, zwłaszcza w chińskich juanach⁹. Nawet przed denominacją północnokoreański won nie cieszył się szczególnym zaufaniem obywateli, więc ci mający większe możliwości – na przykład urzędnicy prowadzący quasi-publiczne, quasi-prywatne interesy ze swoimi chińskimi odpowiednikami – trzymali swoje zarobki w obcej walucie.

Ponownie jednak: na dłuższą metę denominacja zaowocowała wypchnięciem mieszkańców Korei Północnej jeszcze dalej poza orbitę państwowej kontroli ekonomicznej. Zwyczajni ludzie coraz częściej poszukują dziś juanów i innych obcych walut jako lokat majątku. Nauczyli się nie ufać rządowi i oficjalnej walucie. Jednocześnie przekonali się, że handlowanie i oszczędzanie w juanach może ich chronić przed konsekwencjami przyszłych przejawów niekompetencji władzy i skokami na kasę w jej wykonaniu. W rezultacie – jak się szacuje – większość transakcji rynkowych w Korei Północnej jest dziś przeprowadzana w obcych walutach, wśród których zdecydowanie preferowany jest juan¹⁰.------------------------------------------------------------------------

¹ W polskim tłumaczeniu stosujemy spolszczoną wersję transkrypcji koreańskiego tam, gdzie to możliwe i przyjęte (przyp. red.).

² Jednak do dziś na obszarach wiejskich dość często można zobaczyć Koreańczyków z Północy, którzy używają worków z napisem „US AID” (pomoc USA). Mało prawdopodobne, by wiedzieli, co to znaczy, ale na workach są też stemple z napisem po koreańsku „Dar od narodu amerykańskiego”.

³ Rządowa kontrola przepływu informacji także na krótką metę pomogła reżimowi. Na przykład niektórzy pjongjańczycy dowiedzieli się o masakrze na placu Tienanmen po prostu z przekazów ustnych, ale większość Koreańczyków z Północy nie mogła wtedy o niej usłyszeć. Natomiast z pewnością pozwolono im dowiedzieć się o masakrze w Gwangju w Korei Południowej w 1980 roku.

⁴ Kwestia ostatecznych ludzkich kosztów głodu pozostaje dyskusyjna. Oficjalne statystyki ONZ dotyczące populacji nie pokazują istotnego spadku liczby ludności w tym okresie. Nie powinno to jednak przesłaniać olbrzymiej tragedii Koreańczyków z Północy w latach 1994–1998.

⁵ Pewna kobieta z rodziny należącej do pjongjańskiej elity twierdzi, że jej rodzina miała co jeść podczas głodu – dzięki państwowym racjom żywnościowym. Jednak jej znajomi mieszkający w tym samym bloku nie otrzymywali takich racji, więc jej rodzina dzieliła się z nimi jedzeniem.

⁶ Chociaż jej członkowie także zajmują się dziś działalnością handlową – mają najlepszą pozycję, by ciągnąć z niej zyski.

⁷ Nawet sposób mówienia północnokoreańskich mężczyzn jest bardziej męski – uważają oni za zniewieściały sposób, w jaki mówią mężczyźni z Południa.

⁸ Można uznać, że Valentine Strasser, były prezydent Sierra Leone, miał więcej szczęścia od innych obalonych dyktatorów, bo żyje jako wolny człowiek we własnym kraju. Jednak musi mu wystarczyć 50 dolarów amerykańskich renty miesięcznie, a poza tym mieszka w slumsie ze swoją matką. Podobno całymi dniami pije dżin, żeby zapomnieć o swoim dramatycznym upadku.

⁹ Jeśli pojedziesz do Korei Północnej, od ciebie także będzie się oczekiwać płacenia w chińskich juanach albo w euro. Do początku XXI wieku zagraniczni goście mogli używać wonów – a raczej odrębnych wonów, niedostępnych dla Koreańczyków, co miało utrzymać rozdzielność tych dwóch obozów. Na Kubie wciąż obowiązuje podobny system: lokalne peso dla Kubańczyków i specjalne peso wymienialne dla turystów, zwane chavito. Jednak w przeciwieństwie do Kuby Korea Północna oferowała przyjezdnym dwa rodzaje wonów: piękne czerwone banknoty dla osób z zaprzyjaźnionych krajów socjalistycznych i podejrzane banknoty niebieskie dla sługusów kapitalizmu i pachołków imperializmu. Natomiast dziś zagraniczni turyści mogą dostać do ręki północnokoreańskie wony, jeśli wymienią pieniądze po czarnorynkowym kursie w kilku wybranych bankach, domach towarowych, a czasem na ulicy. Jest to jednak – podobnie jak oferowane kursy wymiany – działanie w szarej strefie, więc niektórzy turyści mogą dać się nabrać sprytnemu waluciarzowi i oddać mu garść juanów w zamian za kilka banknotów, które posłużą jedynie jako pamiątka.

¹⁰ Mniej więcej od 1997 do 2004 roku preferowaną obcą walutą był dolar. Kiedy Korea Północna zaczęła się obawiać, że amerykańskie sankcje mogą uderzyć w jej rezerwy dolarowe, teoretycznie przestawiła się na euro, którego podaż była mniejsza. Teraz jednak prym zaczyna wieść juan.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij