Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Tajemnice, które nas niszczą - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 kwietnia 2026
41,99
4199 pkt
punktów Virtualo

Tajemnice, które nas niszczą - ebook

Czasem jedna decyzja potrafi zniszczyć wszystko. Nawet miłość.

Love Hilton wraca do rodzinnego miasta na pogrzeb matki, ma zostać tylko na chwilę. Osiem lat wcześniej stąd uciekła, zostawiając za sobą bolesne wspomnienia, niedokończone historie i człowieka, którego kiedyś znała lepiej niż samą siebie.

W tym samym czasie do Monroe przyjeżdża właśnie on, Brandon Munro.

Kiedyś był jej najbliższym przyjacielem. Chłopakiem, który potrafił rozbawić ją jednym spojrzeniem. Dziś jest kimś zupełnie innym – mężczyzną naznaczonym przeszłością, gniewem i tajemnicą, której nikt nie zna.

Osiem lat temu Brandon zabił ich wspólnego znajomego.

Love nigdy nie poznała prawdy.

Ich ponowne spotkanie jest jak iskra rzucona na beczkę prochu. Między nimi wciąż tli się coś niebezpiecznego – pożądanie, niewypowiedziane uczucia i sekrety, które nigdy nie zostały pogrzebane.

Love ma jednak narzeczonego…

A Brandon jest ostatnim mężczyzną, przy którym powinna zostać.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8380-262-6
Rozmiar pliku: 862 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

SPIS TREŚCI

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

EpilogSą historie, które nie powstają szybko.

Ta czekała na swój moment latami, aż byłam gotowa ją unieść i poskładać w całość, bo tworzyłam ją fragmentami, które musiały do siebie pasować.

To nie jest bezpieczna opowieść o miłości.

To książka o tym, co zostaje pod skórą i czego nie da się cofnąć, nawet jeśli bardzo się kocha.

To książka o konsekwencjach, o bólu, o prawdach i tajemnicach, które wychodzą na jaw wtedy, gdy jest już za późno.

Oddaję ją w Twoje ręce.

KASIA HANER

PROLOG

Moje życie zaczęło nabierać barw, gdy zaraz po ukończeniu szkoły wyjechałam z tego przeklętego South Monroe.

A przynajmniej tak mi się wydawało.

Byłam pewna, że gdy zostawię za sobą wszystko i wszystkich, których znałam, to uda mi się ruszyć naprzód i nie oglądać za siebie. Tkwiłam w tym przekonaniu aż do dnia, gdy musiałam tam po prostu wrócić. Wtedy zrozumiałam, że wcale nie zaczęłam normalnie żyć. To, co robiłam przez ostatnie lata, to była ucieczka, próba zapomnienia, ale ja nie potrafiłam przegonić swoich demonów. I teraz musiałam się z nimi zmierzyć.

Zwłaszcza z jednym z nich.

Z chłopakiem o oczach ciemnych jak dno oceanu. Włosach pachnących wiatrem i papierosami. Ramionach, które kiedyś ochraniały mnie przed całym światem. Dłoniach, które zawsze potrafiły mnie uspokoić, ale teraz należały do mordercy. Widziałam na nich krew. Kiedy jednak zamykałam oczy i próbowałam zrozumieć, co dokładnie się wydarzyło, w mojej głowie tworzył się jeszcze większy chaos.

On mnie niszczył.

Elementy układanki, jaką jest życie, zaczęły mi się rozpadać w rękach. Nic do siebie nie pasowało. Moje emocje były całkowicie sprzeczne z tym, co podpowiadał zdrowy rozsądek. A to wszystko wynikało z gromadzonych przez lata sekretów. Każda kolejna warstwa tworzyła mur, którym próbowałam się otaczać, by nie dać się skrzywdzić. Nie sądziłam jednak, że ten mur, choć sama go wzniosłam, stanie się moją największą zmorą. Relacje budowane na sekretach prędzej czy później zostają wystawione na próbę, a wtedy piękna bańka pęka i prawda wychodzi na jaw.

Podobno prawda jest zawsze lepsza od kłamstwa, ale... Nadal nie wiem, czy na pewno tak jest, bo uważam, że to, na co nie jesteśmy gotowi, nie powinno ujrzeć światła dziennego do chwili, w której znajdziemy w sobie odwagę, by opowiedzieć o tym światu. Ja nie byłam gotowa.

Nikt z nas nie był...

ROZDZIAŁ 1

Patrzyłam na swojego przystojnego narzeczonego i próbowałam wymyślić coś, by zatrzymać go w domu w sobotni poranek. Nienawidziłam tego, że mój ukochany tak dużo pracował, ale to była jedna z jego niewielu wad.

Joel Williams zawrócił mi w głowie na drugim roku studiów. To wtedy poczułam, że żyję, że w końcu mogę oddychać. Pierwszy i drugi semestr studiów nie należały do najłatwiejszych. Bardzo trudno było mi się zaaklimatyzować, ale moja współlokatorka, a jednocześnie siostra Joela – Aisha – miała do mnie anielską cierpliwość. Z antyspołecznej i wystraszonej dziwaczki zrobiła normalną dziewczynę, która nie bała się wyjść ze znajomymi do knajpy czy na koncert. Przy niej nauczyłam się życia studenckiego i choć nie należałam do żadnego bractwa, nie imprezowałam całymi nocami, to udało mi się znaleźć swoje miejsce, w którym czułam się bezpiecznie i komfortowo. Spotkałam też miłość i obiecałam sobie pielęgnować ją do końca życia.

– Naprawdę musisz jechać do szpitala? Przecież nie masz dziś dyżuru – zapytałam, gdy Joel narzucał na ramiona marynarkę.

W szytych na miarę markowych garniturach prezentował się idealnie, ale w pracy wkładał kitel i walczył o życie dzieci z wadami serca. Miał na głowie mnóstwo obowiązków, co oczywiście rozumiałam, a gdy między szpitalem a drugą specjalizacją znajdował choć chwilę dla mnie, czułam się wyjątkowa i potrzebna. Kiedy już byliśmy razem, tylko we dwoje, oddawał mi całego siebie. Kochałam go do szaleństwa.

No bo jak nie kochać takiego mężczyzny?

Joel miał metr osiemdziesiąt wzrostu, był wysportowanym blondynem o szerokich ramionach i węższych biodrach. Jego jasna czupryna najlepiej układała się po kąpieli... i po seksie. W pięknych kasztanowych oczach tonęłam za każdym razem, gdy na mnie patrzył. To spojrzenie od pierwszej chwili wywoływało przyjemne ciarki na całym moim ciele.

– Na godzinkę – odpowiedział z uroczym uśmiechem.

Zsunęłam nogi na podłogę, a ramiączko mojej koszulki nocnej przypadkiem opadło. Materiał zatrzymał się na sterczącym z podniecenia sutku.

– A może wyjdziesz dopiero za godzinkę? – zaproponowałam frywolnie.

Wstałam, podeszłam do Joela i objęłam go w pasie od tyłu.

– Nie zaspokoiłem cię w nocy, droga Love? – zasugerował, ujął moje dłonie i odwrócił się do mnie przodem.

Uśmiechnęłam się zalotnie, gdy naparł na mnie twardniejącą męskością.

– Zaspokoiłeś, ale przyszedł ranek i mam nowe potrzeby.

– Daj mi godzinę i jestem. Nie wyjdziemy z łóżka do poniedziałku. – Nachylił się, ucałował mnie czule i pogładził mój policzek.

Starałam się nie okazać rozczarowania, ale słyszałam to nie po raz pierwszy. Wypierałam z głowy myśli, że w hierarchii jego wartości jestem na drugim miejscu, zaraz po pracy. Jako przyszła żona kardiochirurga dziecięcego musiałam się z tym pogodzić.

– Zrobię nam coś smacznego na późne śniadanie – zaproponowałam, by sprawdzić jego reakcję.

Dla Joela godzina w pracy nigdy nie oznaczała sześćdziesięciu minut.

– Może lunch? Albo obiad? – Zrobił tę swoją błagalną minę, którą doskonale znałam.

Coś ścisnęło mnie w dole brzucha i w sekundę straciłam ochotę na cokolwiek.

Na śniadanie, lunch czy obiad... Wiedziałam, że Joel nie wróci do wieczora, a ja spędzę kolejną samotną sobotę. A z samotnością zupełnie sobie nie radziłam. To był paradoks, bo kiedyś stroniłam od ludzi, a teraz potrzebowałam, by ktoś stale przy mnie był. By Joel był przy mnie, a nie bywał.

– Może po prostu dasz znać, jak już będziesz wiedział, o której wrócisz. – Wymusiłam uśmiech.

Nie miałam serca robić mu wyrzutów, że tak bardzo poświęcał się pracy. Życie jego małych pacjentów było priorytetem i miałam tego pełną świadomość.

– Tak, tak właśnie zrobię. – Ucałował mnie w czoło. – A ty nie musisz popracować? – zapytał, by zgrabnie zmienić temat.

– Muszę zredagować dwa teksty, ale chciałam się tym zająć wieczorem.

Jeszcze na studiach dostałam się na staż do lokalnej gazety i udało mi się dostać tam etat. Przez lata wypracowałam sobie pozycję i od prawie roku byłam główną redaktorką działu poświęconego kobietom. Dzięki temu miałam możliwość poznawania wspaniałych ludzi, co dodawało mi energii i chęci do działania.

– To zajmij się tym teraz, a wieczór spędzimy razem. – Joel wiedział, jak mnie podejść.

Zresztą nigdy długo nie umiałam się na niego gniewać czy dąsać.

– Już tak nie czaruj – droczyłam się z nim.

– Może jednak jeszcze trochę poczaruję. Co ty na to, byśmy wieczorem wyszli na kolację? Nie będziesz musiała stać w kuchni, a zamiast tego weźmiesz kąpiel, wyszykujesz się, a gdy wrócę, zabiorę cię w świetne miejsce – zaproponował.

Czyż to nie brzmiało idealnie?

– Czytasz mi w myślach. – Uśmiechnęłam się.

Byłam przekonana, że każda kobieta marzy o takim mężczyźnie.

– A teraz daj mi buziaka, bo naprawdę muszę już wychodzić.

Ucałowałam słodkie usta Joela, odprowadziłam go do drzwi i zostałam sama.

Znowu.

Dochodziła dwudziesta, a Joel nadal nie dał znaku życia. Niby nic zaskakującego, bo to była kolejna taka sobota, ale tym razem czułam się wyjątkowo źle z tego powodu. Odłożyłam laptop na niski stolik i wstałam z sofy, a następnie poszłam do kuchni, by napić się herbaty. Zerknęłam na telefon leżący na blacie. Nie miałam żadnego powiadomienia. Westchnęłam pod nosem, upiłam łyk ciepłego napoju i chciałam wrócić na kanapę, a wtedy komórka zaczęła dzwonić. Chwyciłam ją szybko z nadzieją, że to Joel, ale to nie był on. Dzwonił mój tata. I mimo że powinnam się ucieszyć, poczułam rozczarowanie, że to nie mój narzeczony.

– Cześć, tato! – Starałam się brzmieć wesoło.

Nie chciałam, by wyczuł, że jestem smutna.

– Dobry wieczór, córeczko. – Już od pierwszych słów wiedziałam, że to nie jest zwykły telefon ojca do córki.

– Co u was słychać? Miałam zadzwonić, ale jak zwykle coś mi...

– Mama nie żyje – przerwał mi.

Zapadła cisza.

Musiała minąć chwila, zanim przyswoiłam tę informację.

Czułam, jak serce wali mi coraz mocniej.

– J-jak to? – wydusiłam z siebie i aż przysiadłam na wysokim stołku przy kuchennej wyspie.

– Nie jestem w stanie teraz o tym opowiadać. Przylecisz? – Głos mu się załamał.

– Tak, oczywiście! – zadeklarowałam.

Byłam w szoku, jeszcze nie docierało do mnie, co się stało, ale jedno było oczywiste: tata mnie potrzebował.

– Dziękuję – odpowiedział i się rozpłakał.

Myślałam, że pęknie mi serce. Nie umiałam go uspokoić, nie dowiedziałam się też w zasadzie niczego więcej. Po krótkiej rozmowie obiecałam, że przylecę najszybciej, jak to możliwe, i się rozłączyłam. Musiałam natychmiast zadzwonić do Joela. Nigdy nie przeszkadzałam mu w pracy bez powodu, dlatego doskonale wiedział, że jeśli się z nim kontaktuję, to coś musiało się stać.

– Love, kończę obchód i zaraz wychodzę. – Odebrał niemal od razu.

– Joel... – załkałam.

– Kochanie, stało się coś? – Od razu spoważniał.

– Moja mama nie żyje.

– O Boże, skarbie, tak mi przykro. Co się stało?

– Nie wiem, tata nie był w stanie mi powiedzieć. Poprosił, bym przyleciała i...

– Love, spokojnie – przerwał mi, bo wyczuł, że zaczęłam panikować. – Zaraz wyjdę ze szpitala i od razu wrócę do domu. Postaraj się uspokoić. Niedługo będę. – Wiedziałam, że czuje się źle z tym, że go przy mnie nie ma.

– Dobrze. Czekam.

Stanęłam przy kuchennej wyspie i próbowałam zrozumieć, co dzieje się w mojej głowie. Trudno mi było to określić. Nie docierało do mnie, że mamy już nie ma. Przecież nie chorowała, była okazem zdrowia. Co się mogło stać? Musiałam się tego jak najszybciej dowiedzieć. Liczyłam, że Joel poleci ze mną do South Monroe, bo nie wyobrażałam sobie przeżywać tego wszystkiego sama.

Na myśl o powrocie do rodzinnego miasta ogarniał mnie jednak lęk. Nienawidziłam tam jeździć i prawie w ogóle tego nie robiłam. Przez osiem lat, odkąd się stamtąd wyprowadziłam, odwiedziłam rodziców raptem dwa razy. Zwykle to oni przyjeżdżali tutaj, do Bostonu. Zapraszaliśmy ich z Joelem wielokrotnie.

Nagle poczułam coś dziwnego. Wynikało to na pewno z lęku, ale też dopadła mnie świadomość, że będę musiała zmierzyć się z przeszłością, którą tam zostawiłam. Czy tego chciałam, czy nie, to musiało w końcu nastąpić, dlaczego jednak w takich smutnych okolicznościach? Tak naprawdę wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, co będzie, gdy zabraknie któregoś z moich rodziców. Oboje nadal pracowali, byli aktywni, zdrowi... Do głowy by mi nie przyszło, że coś mogłoby się im stać.

Nagle spadła na mnie ta nowa rzeczywistość i ogarnął mnie strach. Zupełnie nie byłam na to gotowa. Zresztą nikt nie jest gotowy na śmierć bliskich, ale ktoś taki jak ja, obsesyjnie wszystko kontrolujący, w takich chwilach wpadał w panikę. Wiedziałam, że tracę grunt pod nogami, więc jak miałam udawać silną? A przecież za taką wszyscy mnie uważali.

– Love, jestem! – usłyszałam głos Joela.

Czekałam na niego w kuchni.

Postawił na podłodze torbę lekarską i od razu do mnie podszedł. Objął mnie mocno, przytknął usta do moich włosów i pozwolił mi się rozpłakać. Bardzo rzadko płakałam, ale w takiej chwili nie potrafiłam zapanować nad łzami.

– Polecisz ze mną do South Monroe? – zapytałam jedynie.

Zdawałam sobie sprawę, że przez natłok jego obowiązków to będzie bardzo trudne.

– Oczywiście, już załatwiłem kilka dni urlopu. Jakoś będą musieli sobie beze mnie poradzić – odpowiedział.

Po tych słowach rozpłakałam się jeszcze bardziej.

Rozczuliło mnie to, bo nie spodziewałam się, że uda mu się załatwić wolne. Miałam najlepszego mężczyznę i każdego dnia coraz bardziej to doceniałam.

– Dziękuję. Jesteś najlepszy – wyszeptałam, ocierając policzki mokre od łez.

– Przejdziemy przez to razem, Love. Jestem i zawsze będę przy tobie – zadeklarował.

Niczego więcej wtedy nie potrzebowałam.

Miałam wsparcie ukochanego i wiedziałam, że dzięki temu dam radę.

ROZDZIAŁ 2

Wylądowaliśmy w Detroit następnego dnia wieczorem, ale do South Monroe mieliśmy jeszcze prawie godzinę drogi. Wynajęliśmy auto i od razu ruszyliśmy. W moim rodzinnym miasteczku wszyscy się znali. Zdawałam sobie sprawę, że śmierć mamy była szokiem dla całej społeczności. Bardzo chciałam już być przy ojcu, porozmawiać z nim i dowiedzieć się, co dokładnie się stało. Nie spałam, nie jadłam, nie umiałam się uspokoić.

Tata powitał nas w progu.

Wyglądał, jakby postarzał się o dwadzieścia lat.

– Tato! – Wpadłam mu w ramiona.

Objął mnie i przytulił, a potem przez długą chwilę nikt nic nie mówił.

Joel zaniósł nasze walizki na górę, do mojego dawnego pokoju, a ja z tatą przeszłam do kuchni. Rozejrzałam się... Wszystko wyglądało tak normalnie. Pachniało domem, ciastem, które stało na stole. Nie umiałam myślami objąć tego, co się stało.

– Nie przygotowałem nic do jedzenia, Love. Przepraszam. – Smutny głos ojca łamał mi serce.

– Nie szkodzi, tato. Zaparzę herbatę i najwyżej coś zamówimy. – Pokazałam, by usiadł, i zaczęłam krzątać się po kuchni.

Tata przyglądał mi się uważnie. Doskonale wiedziałam, o czym myślał. Nie byłam pewna, czy powinnam od razu zacząć temat, ale to nie dawało mi spokoju. Spojrzałam na niego i po prostu musiałam zapytać.

– Możesz mi teraz powiedzieć, co się stało? – Starałam się być delikatna.

– Nie wiem... – Patrzył w jeden punkt i jedynie wzruszył ramionami. – Mama pojechała rano do pracy, zadzwoniła wieczorem, że już wraca, a niedługo później jakiś policjant poinformował mnie, że znaleźli ją nieprzytomną przy aucie. Policja uważa, że ktoś ją napadł, próbował wyrwać torebkę albo telefon, a w wyniku szamotaniny mama się przewróciła. Upadła i uderzyła głową o chodnik. Zginęła na miejscu – powiedział to tak szybko, że ledwie wszystko zarejestrowałam.

Stanęłam jak wryta i nie umiałam odpowiedzieć.

– O Boże... – Tylko tyle zdołałam wydusić.

Oparłam się o blat, bo zakręciło mi się w głowie.

Nigdy nie spodziewałabym się czegoś takiego.

– Złapali tego, kto ją napadł? – dotarł do mnie głos Joela.

Nawet nie zauważyłam, że przyszedł.

– Nie, ale ostatnio sporo było takich napaści w okolicy. To podobno jakiś młodociany gang, a policja rozkłada ręce, bo nikogo do tej pory nie ujęli – odpowiedział tata.

Jedyne, co czułam, to palący ból wypełniający płuca. W jednej sekundzie chciałam krzyczeć, a w drugiej nie miałam na to siły. Joel podszedł i mnie objął. Gdyby nie on, chyba nie dałabym rady.

– Czy ustalił pan już coś w sprawie pogrzebu? – zapytał mojego tatę.

– Nie, nawet nie ma daty, bo muszą zrobić sekcję, która będzie dopiero jutro. Takie są procedury. – Tata wzruszył ramionami.

– Zajmiemy się wszystkim. Proszę się nie martwić – zadeklarował mój narzeczony.

– Jeszcze to do mnie nie dociera... – Głos taty zadrżał.

Moje serce rozpadało się na kawałki. Nie byłam gotowa zobaczyć ojca w takim stanie. Podobnie jak nie byłam gotowa na stratę mamy. Dlaczego coś takiego spotkało moją rodzinę? To pytanie zadawałam sobie niemal bez przerwy. Czym sobie na to zasłużyliśmy? Moi rodzice byli dobrymi ludźmi i nigdy nikogo nie skrzywdzili. Mama zawsze była życzliwa i empatyczna dla każdego, kogo spotkała. Gdzie tu sprawiedliwość? Nie umiałam tego pojąć, dlatego oprócz rozpaczy czułam także gniew.

Przeklęte South Monroe znowu niszczyło mi życie.

Pięć dni później...

Wyszliśmy z cmentarza. Pogrzeb skończył się dosłownie kilka chwil wcześniej. Przyszły tłumy. Wokół nas toczyły się rozmowy, ale ja myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Ukrywałam głęboko ból po stracie. Nie chciałam, by inni widzieli moje łzy. Za każdym razem, gdy czułam je pod powiekami, oddychałam szybciej, by uspokoić emocje. Najczęściej pomagało. Joel obejmował mnie mocno i był dla mnie największą otuchą. Oboje też wspieraliśmy mojego ojca, który był w kiepskim stanie. Wiedziałam, że powinnam zostać z nim choć na kilka dni, ale Joel musiał już wracać. Miał zarezerwowany lot wieczorem, a na myśl, że zostanę z tym wszystkim sama, czułam ogromny niepokój.

– Pójdę zamienić słowo z pastorem – odezwał się mój narzeczony, gdy doszliśmy do auta.

Spojrzałam na niego i kiwnęłam głową.

Czekała nas jeszcze konsolacja w domu rodziców. Miałam nadzieję, że wszystko przygotowałam jak należy. Nie chciałam, żeby było zbyt skromnie lub za wystawnie. Wiedziałam jednak, że rodzina i sąsiedzi patrzą na mnie inaczej, bo wiedzą, że Joel pochodzi z zamożnej rodziny, a jego status społeczny jest bardzo wysoki. Sporo oczekiwali, a ja nie miałam pewności, czy je spełnię. Dodatkowo byłam na siebie zła, że w ogóle się tym przejmowałam. I to w takiej sytuacji. Nie powinno mnie to obchodzić, a jednak... Zawsze się za bardzo wszystkim przejmowałam.

– Dobrze, poczekam tutaj – odpowiedziałam i wymusiłam niepewny uśmiech.

Joel ucałował mnie w czoło i ruszył w stronę pastora, który opuszczał cmentarz razem z moim ojcem. Wiedziałam, że chciał wręczyć pieniądze na kolejne msze za pamięć mamy. Odwróciłam się i oparłam o auto. Patrzyłam na odjeżdżające samochody, a gdy na parkingu przed cmentarzem zrobiło się pusto, moją uwagę przykuł mężczyzna, który stał niedaleko bramy. Wydał mi się znajomy, w dodatku także na mnie spoglądał. Zerknęłam raz jeszcze, potem kolejny, a on nagle ruszył w moją stronę. Dopiero gdy był kilka kroków ode mnie, zaświtało mi w głowie, kto to taki.

– Cześć, Love – odezwał się spokojnym, ale pełnym napięcia głosem.

– Cześć – wydusiłam z siebie.

Nie byłam pewna, jak powinnam zareagować na chłopaka widmo.

Chociaż to było złe określenie. Teraz ten chłopak był już mężczyzną.

Hate, a właściwie Brandon Munro, kiedyś był moim najlepszym przyjacielem i kimś dla mnie naprawdę ważnym. Potem, gdy całe moje życie zaczęło się walić, okazał się mordercą. Wszyscy go skreślili i chyba tylko ja starałam się nie oceniać, ale on... on nie wiedział, bo nie miałam okazji mu o tym powiedzieć.

– Przykro mi z powodu śmierci twojej mamy – dodał, zagryzając nerwowo usta.

Głos miał męski, ochrypły. Jakby pił przez całą noc albo nawet przez wiele ostatnich. Tak też wyglądał. Na skacowanego, na głodzie. Był dziwne ubrany, trochę jak bezdomny. Przerażał mnie. Nie takiego go zapamiętałam. To nie był mój słodki Hate, którego ramiona ratowały mnie przed całym światem. To nie był chłopak o oczach jak dno oceanu, które uspokajały mnie za każdym razem, gdy na mnie patrzył. To nie był ON.

– Dziękuję. – Skinęłam głową i spojrzałam w stronę Joela, który jeszcze nie skończył rozmawiać z pastorem.

– Mógłbym przyjść na stypę? – powiedział nagle.

Nie umiałam ukryć zaskoczenia.

Przecież nie widzieliśmy się przez osiem lat.

Osiem pieprzonych lat, które on spędził w więzieniu, a ja... Ja uciekałam przed przeszłością. A teraz wszystkie wspomnienia nagle wróciły.

– To mała rodzinna uroczystość i... – Czułam się niezręcznie.

– Jasne, rozumiem. Nie ma problemu – przerwał mi i potarł twarz dłonią. – Mogłabyś mi pożyczyć ze dwadzieścia dolców? Ze względu na dawne czasy? – dodał.

Widziałam, że jest zażenowany i taki... nieswój. Zakłuło mnie w sercu na widok jego smutnych i zaczerwienionych oczu. Twarz miał tak szczupłą, że zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatnio coś jadł? Miał gdzie mieszkać? Za co żył?

– Oczywiście – odpowiedziałam i sięgnęłam do torebki.

Dłonie mi się trzęsły. Nie wiedziałam, skąd taka reakcja. Przecież on nie zrobiłby mi krzywdy. Wszyscy mieli go za mordercę, ale ja nie. Zapewne jako jedyna.

Wyjęłam z portfela pięćdziesięciodolarowy banknot i mu podałam. Wziął go i wsunął do bocznej kieszeni spodni.

– Oddam, jak tylko będę...

– Nie musisz – przerwałam mu. – Wróciłeś do miasteczka? – zapytałam z ciekawości.

– Tak, właściwie to tak. – Spojrzał mi prosto w oczy. – A ty? Przyjechałaś jedynie na pogrzeb?

– Tak, właściwie to tak – powtórzyłam za nim. – Mogę o coś zapytać?

Nasze spojrzenia znów się spotkały, a ja poczułam coś dziwnego, nieodpowiedniego. Nie mogłam poczuć czegoś takiego chwilę po pogrzebie mamy, ale wręcz nie umiałam oprzeć się wrażeniu, że między nami pojawiło się... przyciąganie.

– Wypuścili mnie trzy miesiące temu – odpowiedział, jakby doskonale wiedział, że o to mi chodziło.

Spuściłam wzrok.

– Masz gdzie się podziać? – zapytałam cicho.

– Daję radę. – Kiwnął mi głową i zrobił krok w tył.

Wtedy poczułam dłoń Joela na swoim ramieniu.

– Jestem – powiedział i objął mnie mocno.

Brandon wycofał się jeszcze bardziej.

– Ach, Joelu poznaj, to Brandon. Byliśmy w jednej paczce znajomych w liceum – przedstawiłam. – A to Joel, mój... mój narzeczony – wyjaśniłam.

Brandon spojrzał na mnie w taki sposób, że poczułam, jakby sztylet wbił się prosto w moje serce. Żołądek mi się zacisnął.

Joel nie miał pojęcia, kim był dla mnie ten wyglądający na bezdomnego mężczyzna.

Brandon nie miał pojęcia, że ułożyłam sobie życie.

Ja sama byłam przekonana, że nigdy go już nie spotkam. Ostatni raz widziałam go wtedy, kiedy zapadł wyrok w sprawie morderstwa Keirana Rodmana. Pamiętałam dokładnie każdą pieprzoną sekundę tamtego dnia. Ostatnią rozmowę z Brandonem i dotyk jego szorstkiej dłoni, gdy gładził mój policzek i obiecywał, że przecież wróci.

I wrócił.

Teraz.

Po ośmiu latach.

Nie miałam pojęcia, czego ode mnie chciał, ale oczywiste było, że nie przyszedł tu bez powodu.

– Zapraszamy na stypę. Wszyscy bliscy Love są mile widziani – rzucił niespodziewanie Joel.

Zdębiałam.

Brandon spojrzał na mnie i miałam wrażenie, że na ułamek sekundy się uśmiechnął. Oblał mnie zimny pot.

– Chętnie się z wami zabiorę – odpowiedział.

– Możemy jechać. – Dołączył do nas mój tata.

Spojrzał na Brandona i jakby na moment się ożywił.

– Brandon, co tu robisz? – Podszedł o niego i mocno uścisnął.

Moi rodzice bardzo go lubili. Wiedzieli, że przy nim jestem bezpieczna, i pozwalali mi z nim wychodzić, bo zawsze był odpowiedzialny i odwoził mnie na czas. Ufali mu. I wtedy uświadomiłam sobie, że oni też nigdy go nie skreślili.

– Dzień dobry, panie Hilton. Niedawno wróciłem i dowiedziałem się o tej tragedii. Nie wyobrażam sobie, że miałoby mnie tu dziś zabraknąć. – Brandon zerkał na Joela.

Najwyraźniej nie był pewien, czy mój narzeczony zna prawdę, i stąd to ogólnikowe „wróciłem”. Owszem, wrócił. Z długiej odsiadki za zamordowanie naszego kolegi ze szkoły.

– To wiele dla mnie znaczy. Rozumiem, że jedziesz z nami na stypę? – Tata też nie pomagał w tej sytuacji, ale skąd obaj mogli wiedzieć, że to spotkanie jest dla mnie tak trudne?

– Jeśli to nie problem, chętnie. – Brandon silił się na uprzejmości, ale ja widziałam też coś innego.

Znałam go lepiej niż inni i zauważyłam w nim zmianę. Więzienie go zmieniło. Dostrzegałam to gołym okiem.

Wsiedliśmy do auta. Prowadził Joel, tata usiadł obok niego, a ja z Brandonem z tyłu. Gdy sięgnęłam do sprzączki pasa, moja dłoń spotkała się z jego dłonią. Podniosłam wzrok i na sekundę wstrzymałam oddech. Nie wiem, co się ze mną działo. To, co poczułam, było nieodpowiednie. Niedopuszczalne wręcz. Dreszcz przeszył moje ciało. Speszyłam się i odwróciłam wzrok. Byłam potwornie zdenerwowana, co niby oczywiste, bo właśnie pochowałam mamę, ale te emocje nie dotyczyły tego wydarzenia. Chodziło o obecność Brandona i to, co poczułam na jego widok. On był jak przeszłość, o której od lat chciałam zapomnieć.

ROZDZIAŁ 3

Zaskoczyła mnie liczba osób na stypie. Chyba nie byłam na to przygotowana. Poczułam się przytłoczona. Współczujące spojrzenia, pocieszające słowa i gesty to było dla mnie za wiele. Joel wydawał się znosić to lepiej, choć i tak wiedziałam, że ogromnie wszystko przeżywał. Kiedy emocje nieco opadły, zaczęłam dopiero dostrzegać wiele znajomych twarzy.

Złapałam kontakt wzrokowy z Sonią Rodman, która też była w mojej licealnej paczce. Zdziwiłam się, że akurat ona i Brandon zjawili się na stypie. Połączyło nas wydarzenie, które wszystko zmieniło. Ja wyjechałam z miasteczka, Sonia tu najwidoczniej została, a Brandon właśnie wrócił...

– Cześć, Love. Przyjmij moje najszczersze kondolencje. – Sonia podeszła do mnie chwilę po tym, jak ją zauważyłam.

Niezręcznie mnie uściskała i posłała niepewny, smutny uśmiech.

– Dziękuję. – Wzruszyłam ramionami.

– Gdybyś czegoś potrzebowała, to mój numer się nie zmienił – zapewniła.

Nie ukrywałam zaskoczenia.

W szkole nie byłyśmy przyjaciółkami, choć łączyła nas grupa znajomych. Razem imprezowałyśmy i spędzałyśmy czas, a Sonia zawsze była taka towarzyska, pełna życia i przebojowa. Śliczna blondynka o brzoskwiniowej cerze, jakby wychowywała się w Kalifornii, a nie w Michigan. W szkole przewodniczyła drużynie cheerleaderek. Onieśmielała mnie. Miała ogromne powodzenie u chłopaków, a ja chyba podświadomie jej tego zazdrościłam. Mną interesował się jedynie Brandon i to też tylko jako przyjaciel.

– Będę pamiętać. – Wymusiłam lekki uśmiech. – Zostałaś w miasteczku? – Nie mogłam się powstrzymać, żeby o to nie zapytać.

Pamiętam, że miała plany, marzenia i opowiadała o tym, co zrobi w życiu. Byłam wtedy przekonana, że na pewno jej się uda, bo z jej charakterem i kasą rodziców nie mogło być inaczej.

– Nie, ale często tu przyjeżdżam. Akurat mamy kilkudniowego stopa i jestem u rodziców – odpowiedziała.

– Stopa? – Nie zrozumiałam.

– Jestem stewardesą – wyjaśniła.

Ta informacja szczerze mnie ucieszyła.

– Więc jednak się udało. Pamiętam, jak o tym marzyłaś. – Spojrzałam w jej zielone oczy, w których dostrzegłam ten sam błysk co przed laty.

– Tak, udało się. Latam po świecie, a mimo to ciągnie mnie do domu, do rodziców – wyjaśniła.

– Ja przyjeżdżałam bardzo rzadko... – Głos mi zadrżał, bo czułam żal, że nie odwiedzałam rodziców tak często, jak powinnam. Bo mamy już nie było... Powinnam była zostawić przeszłość. Powrót tu przypominał podróż w czasie.

– Zostajesz na dłużej? – zapytała.

– Tak, chcę być przy tacie. Zostanę co najmniej kilka dni.

– Rozumiem. Jak coś, to zadzwoń. Będę w miasteczku do niedzieli – poinformowała.

To było naprawdę miłe z jej strony. Nie miałam siły doszukiwać się w tym zachowaniu jakiegoś podwójnego dna.

– Jasne, będę pamiętać. – Uśmiechnęłam się.

Sonia raz jeszcze mnie uścisnęła, a gdy odchodziła, wpadła na Brandona. Poczułam tę dziwną energię między nimi. Niemal natychmiast odwróciła wzrok i przyspieszyła kroku. Brandon odprowadził ją spojrzeniem, a następnie zerknął na mnie. Speszyłam się. Nie wiedziałam, jak zareagować. Było mi niezręcznie, ale jak musiała poczuć się Sonia? Właśnie spotkała chłopaka, który osiem lat temu zamordował jej brata bliźniaka. Ta jedna przeklęta noc zmieniła życie nas wszystkich. Odbiło się to na każdej z rodzin. I od tamtej pory nic już nie było takie samo.

– Chyba już pójdę – usłyszałam.

Po ciepłym posiłku Brandon wyglądał nieco lepiej, jego skóra nabrała zdrowszego koloru.

– Dobrze, jak uważasz.

– Zostajesz w mieście? – zapytał nagle.

Zamilkłam na chwilę. Nie byłam pewna, czy chcę się z nim dzielić swoimi planami.

– Jeszcze nie wiem – skłamałam. – Zobaczę, w jakim stanie będzie tata, i wtedy zdecyduję.

– Rozumiem... – Potarł palcami suche usta. – Mogę do ciebie zadzwonić? – zapytał nagle, a ja nie umiałam ukryć zaskoczenia. – Tak po prostu... pogadać – wyjaśnił, kiedy dostrzegł moją reakcję.

– Tak, spoko... – Nie brzmiało to przekonująco.

Nie chodziło o to, że nie chciałam z nim rozmawiać przez to, co się stało. Wręcz przeciwnie. Miałam w głowie milion pytań i bardzo chciałam z nim szczerze pogadać, ale jednocześnie bałam się, że to będzie jak rozdrapywanie starych ran.

Po co mi to?

– Masz ten sam numer? – zapytał.

Skinęłam głową.

– Tak, nic się nie zmieniło. – Wymusiłam uśmiech.

– Myślę, że wiele się zmieniło – zasugerował wymownie.

Ton jego głosu był taki smutny.

Chwilę później wzrok Brandona powędrował w stronę Joela, który rozmawiał z moim tatą. Nietrudno było się domyślić, co sugerował.

– Minęło osiem lat... – wydusiłam cicho.

To nie było odpowiednie miejsce na takie rozmowy. Zresztą czy my naprawdę mieliśmy jeszcze o czym rozmawiać?

– Wiem, Love. Tak tylko mówię, że wiele się zmieniło. – Próbował brzmieć zwyczajnie.

– No tak. – Było mi naprawdę niezręcznie.

– Zadzwonię – dodał na odchodne.

Zrobił gest, jakby chciał mnie objąć, ale potem się cofnął. Pożegnał się z moim tatą i wyszedł z domu. Musiałam pobyć chwilę sama, więc uciekłam do swojego dawnego pokoju. Przysiadłam na łóżku i próbowałam wyrzucić z głowy wszelkie myśli. Czułam się jak na granicy ataku paniki. Wzięłam kilka głębszych oddechów i udało mi się nad tym zapanować. Rozejrzałam się po sypialni i nagle na biurku dostrzegłam karteczkę. Wstałam i wzięłam ją do ręki. Od razu poznałam pismo Brandona. Zanotował na niej swój nowy numer telefonu i dopisał: „Zadzwoń, jeśli będziesz mnie potrzebowała”.

Coś boleśnie ścisnęło mi się w klatce piersiowej. Kiedyś przecież byliśmy nierozłączni. Potrzebowaliśmy siebie jak tlenu. Wydawało mi się, że przez te osiem lat nauczyłam się żyć bez tego chłopaka, gdy jednak o tym pomyślałam, moje serce zakłuło mocniej. Nie wiedziałam, co o tym myśleć, nie chciałam się zapuszczać w rejony, z których nie było powrotu...

Nie.

To niemożliwe.

Przecież minęło tyle czasu.

Miałam Joela i nowe życie. Dlaczego więc myślałam teraz, że oszukuję sama siebie? Oszukiwałam też Joela, bo nie powiedziałam mu o sobie wszystkiego. Zaczęło docierać do mnie, że to, co zbudowaliśmy, nie miało solidnych fundamentów opartych na prawdzie i szczerości. Joel znał taką wersję mnie, jaką mu przedstawiłam, ale to nie byłam ja. Uważał mnie za ideał bez wad. Czy jednak ktoś, kto skrywa w sobie mroczne sekrety, może być ideałem?

Zdecydowanie nie.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij