Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Tajna misja: Rozejm na piętrze (8–10 lat) Przygoda w jednym pokoju - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 sierpnia 2026
12,99
1299 pkt
punktów Virtualo

Tajna misja: Rozejm na piętrze (8–10 lat) Przygoda w jednym pokoju - ebook

Tessa i Malik dzielą jeden pokój, ale mają dwa zupełnie różne światy. Gdy konflikt o przestrzeń sięga sufitu, dzieci odnajdują pod podłogą sekretną puszkę z „Misją Rozejm” – grą, którą przed laty zostawiły ich mamy. Rozwiązując zagadki, szyfry i wyzwania ukryte w domu, młodzi bohaterowie uczą się budować mosty zamiast murów, odkrywając, że nawet mały pokój pomieści wielką przyjaźń. Mądra, ciepła i pełna przygód historia o relacjach, emocjach i sztuce kompromisu dla dzieci w wieku 8–10 lat.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 20 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

TAJNA MISJA: ROZEJM NA PIĘTRZE

Pudła dudniły. Śrubki brzęczały w misce. Metalowa rama skrzypiała jak przeciągający się robot. Tessa przytuliła swój szkicownik i patrzyła, jak łóżko piętrowe pnie się w górę. Dwie szczoteczki do zębów czekały na komodzie. Na dodatkowym budziku migała zła godzina. Jej muzeum muszelek i kamyków już wydawało się mniejsze.
Tessa stała tuż w progu, opierając palce stóp o brzeg dywanu, jakby ta linia nadal mogła należeć tylko do niej. Zauważyła wszystko naraz – dodatkową poduszkę rzuconą na jej siedzisko pod oknem, drugą szczoteczkę do zębów pochyloną w kubku pod innym kątem, migający zegar, który zupełnie nie pasował do cichego tykania tego po jej stronie. Metalowa rama znów jęknęła, osiadając na podłodze, a ten dźwięk wpełznął jej prosto pod skórę. Przycisnęła brzeg szkicownika do dłoni, aż to ciche pulsowanie stało się miarowe. Kiedyś był tu system: ołówki w kubku ułożone według wzrostu, skamieliny w pudełku po butach według wieku, muszelki od najgładszej do najbardziej kolczastej. Lubiła to, jak porządek szeptał obietnicę: nic niespodziewanego w ciebie nie uderzy. Teraz niespodzianki stukały ze wszystkich stron, głośne jak klucz imbusowy, który raz po raz ześlizgiwał się ze śruby. Próbowała oddychać małymi, uporządkowanymi łykami powietrza. Próbowała wyobrazić sobie etykiety, bloki kolorów, ścieżkę wytyczoną w tym nowym bałaganie. Głos w jej głowie powiedział: Trzymaj kurs, Kapitanie. Ale na razie nie była kapitanem niczego. Kątem oka dostrzegła srebrny błysk szczebli drabinki. Nawet drabinka miała teraz dwa kierunki – w górę i w dół – a oba wydawały się wyborem kogoś innego.

Malik przetoczył walizkę po dywanie i klepnął w drabinkę. „Zaklepuję górę”, powiedział, szczerząc się, jakby wygrał wyścig. Uśmiech Tessy się nie pojawił. Dotknęła brokatowej gwiazdki przy swoim biurku. „Już przykleiłam swoje naklejki na ścianę”. Rzucił swoją piłkę do nogi; spadła z głuchym łupnięciem obok jej skamieniałości.

Tessa przykleiła nad biurkiem kartkę o jaskrawych, starannych rogach – REGULAMIN POKOJU. Pisała szybko, równymi linijkami, a litery wydawały się w jej głowie ogromne, nawet jeśli później na ścianie widać było tylko kolorowe plamy. Malik pochylił się, żeby przeczytać tekst, przygryzając wargę. Jego brwi powędrowały w górę.– Wow. Okej, Kapitan Tesso – powiedział, na wpół się drocząc, a na wpół urażony.

Przesunęli siedzisko pod oknem, mierząc odległości przedramionami i palcami u stóp. Pokój skrzypiał i stękał. Coś pstryknęło pod poduszką. Malik uklęknął. „Ta deska się rusza”. Razem ją podważyli. Kurz buchnął niczym powietrze z dawnego lata. W drewnianej szczelinie leżała maleńka blaszana puszka — na jej wgniecionym wieczku widniały dwie wyblakłe litery: M & A.

Przerywana linia na mapie prowadziła od siedziska pod oknem do malutkiego rysunku poduszki z krzyżykami na brzegu. Zabawna strzałka wskazywała napis: Policz ściegi, które nie pasują. Oczy Tessy zabłysły. Malik podskakiwał na palcach. Wyprawa ciągnęła ich naprzód jak nić w labiryncie.

Pociągnęli za sznurek od włazu na półpiętrze. Kurz wirował jak brokat w ukośnych promieniach światła. Wspięli się po drabinie w miodowe powietrze, wprost między rzędy pudeł oznaczonych małymi obrazkami. Na kufrze stała mała, blaszana skrzyneczka na przybory z okrągłym zamkiem. Czekała jak cicha zagadka.

Po powrocie do pokoju przypięli kolorowe kwadraty do nocnej lampki — chłodny błękit na ciszę, jasny żółty na czas rozmowy. Bransoletka z gumek obejmowała nadgarstek Tessy, miękka i elastyczna. Malik uniósł dłoń. Tessa przybiła mu piątkę. Sygnał zawisł jak obietnica w łagodnym świetle między piętrowym łóżkiem a biurkiem.

Na półce z przyborami plastycznymi skrzył się słoik po dżemie pełen brokatowych długopisów. Wokół jego szyjki owinięto cienki pasek papieru z dziwnymi, małymi przerwami. Malik zmrużył oczy, wpatrując się w drobne literki. Tessie zrobiło się ciepło na sercu; to było jej terytorium. Liczył cicho — co trzecią literę — aż pewne słowo wychyliło się niczym nieśmiały przyjaciel: PODZIEL SIĘ.

Przy drzwiach wejściowych słońce rozlewało się po zwykłej wycieraczce. Tessa uniosła jej róg i znalazła maleńką, złożoną karteczkę, ukrytą niczym tajemniczy liść. Malik pochylił się, a jego oddech zostawił na kafelkach mgliste kółko. Bazgroły na mapie mówiły prawdę – wskazówki czekały na krańcach domu.

Przykleili taśmą szary papier do gładkiego boku komody i przywiązali ołówek do sznurka. Długi arkusz czekał niczym nowa ścieżka. Malik narysował w rogu mały bazgroł. Tessa dodała staranną ramkę, w myślach przeznaczając ją na pomysły. Ściana wydawała się obietnicą słuchania bez przerywania.

Z puszki wyjęli tekturowe koło z dniami tygodnia i grubą wskazówką. Kiedy nim zakręcili, cicho zaterkotało i zatrzymało się na jaskrawym polu. Żeton Rozejmu nr 4 – Kapitan Pokoju. – Kapitan wybiera na dzisiejszy wieczór playlistę, kolor lampki i pierwszą grę – wyczytał z obrazków Malik, robiąc wielkie oczy. Obaj szeroko się uśmiechnęli.

Został już tylko jeden róg mapy. Malutki rysunek schodów wspinał się ku nabazgranym gwiazdom. Notatka pod spodem wciąż jaśniała w ich głowach: Znajdźcie pudełko, które zamienia pokoje w niebo. Wzięli wspólny wdech i razem sięgnęli po sznurek od strychu, a ich dłonie musnęły się w ciepłym świetle korytarza.

W pudełku po butach, obok złożonego liściku, leżał mały projektor w kształcie kopuły. Rysunek przedstawiał dwoje dzieci pod niebem z kropek, z serduszkiem schowanym w kąciku. Tessa trzymała kompas z puszki; jego igła uspokoiła się jak bicie serca. Oczy Malika błyszczały. Strych wydawał się cichy i odważny.

Malik nacisnął przycisk. Malutkie światełka rozlały się po suficie, zmieniając tynk w spokojne, nocne niebo. Łóżko piętrowe wydawało się mniejsze; pokój sprawiał wrażenie ogromnego. Z lampy delikatnie sączyło się niebieskie światło. Geoda Tessy pochwyciła świetlną plamkę i zalśniła na fioletowo. Igła kompasu wskazywała północ, spokojna jak oddech w ciemności.

Na Ścianie Pomysłów Tessa narysowała małe mapy: Kącik Opowieści na siedzisku pod oknem, Strefę Majsterkowicza pod biurkiem do naprawiania różnych rzeczy oraz Cichy Kącik Konstelacji, gdzie lampka świeciłaby na niebiesko. Malik dorysował wesołe strzałki i malutkie chorągiewki. Kartka zapełniła się ścieżkami zamiast granic – jasna i przyjazna.

Dłoń Marisol opierała się o framugę, a z korytarza wpadł do środka cichy śmiech Any. Zobaczyły kolorowe klocki na półkach, Ścianę Pomysłów zapełniającą się jasnymi kształtami i dwójkę dzieci, które poruszały się jak zgrana drużyna. Żadnych przemówień, tylko wspólne skinienie głową i przyjazny kciuk w górę, zanim cicho odeszły, zostawiając pokój jego kapitanom.

Malik delikatnie potoczył piłkę do jej strefy i poklepał ją jak domowego zwierzaka. Tessa ostrożnie, dwoma palcami, wyprostowała linię z taśmy. Spotkali się na środku dywanu, unieśli dłonie i przybili cichą piątkę na znak rozejmu. Pokój odetchnął z ulgą razem z nimi.

Znowu noc. Projektor malował na suficie ciche gwiazdozbiory. Drabinka łóżka piętrowego rzucała przyjazne cienie, niczym szczeble na promieniu księżyca. Na szafce nocnej, obok małego kompasu, delikatnie świeciła kopuła. Niebieski kwadrat oznaczał pokój. Dwie pary skarpetek w końcu znalazły swoją szufladę.

Poranek skąpał pokój w bladym złocie. Kapitańskie koło kliknęło, wskazując Tessę. Ustawiła lampkę na żółto, na pogaduszki-przy-ścieleniu-łóżek, a potem na niebiesko, na przerwę na czytanie. Malik zaparkował plecak w dolinie przy drzwiach i zawiązał limonkowe sznurówki w zgrabne kokardki. Rytm dnia wydawał się oswojony i lekki.

Wieczór zapadł niczym koc. Pierwsze drobne punkciki z projektora rozbłysły na suficie. Etykiety na półkach żarzyły się miękko na skraju światła lampki. Drabinka łóżka piętrowego rzucała przyjazne cienie. Dwie szczoteczki do zębów stały obok siebie w kubeczku, a ich włosie powoli schło. Pokój zdawał się większy niż jego ściany, zupełnie jakby znał ich imiona.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij