Tamtego lata - ebook
Adam jest wdowcem, jego żona umarła nagle zostawiając jego i sześcioletniego syna. Mężczyzna angażuje się w wychowanie dziecka i zamyka się w sobie. Zupełnie nie dopuszcza do siebie myśli, że mógłby się jeszcze kiedyś z kimś związać, aż do momentu kiedy na swojej drodze spotyka Marię.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 732 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ostatnią mowę mógł zlecić mistrzowi ceremonii, ale nie chciał nie mógł tego zostawić innym, był jej to winien.
Rozejrzał się po wypełnionej kaplicy.
Adam umiał mówić, często wygłaszał mowy, ale teraz wiedział, że będzie mu ciężko, bo była to ta ostatnia rozmowa z jego żoną.
Podszedł do mównicy która stała przy katafalku z urną. W ramce tuż obok na zdjęciu uśmiechnięta młoda kobieta.
– Nie będę walczył ze wzruszeniem i łzami.
To pogrzeb – pomyślał – a na pogrzebie w smutku ludzie płaczą.
Joasiu – zaczął i głos mu się załamał.
– Joasiu – powtórzył – chciałem powiedzieć Asiu, ale nie chciałaś abym do ciebie tak mówił, Asia to zbyt infantylne mówiłaś.
Pamiętasz, kiedy spotkaliśmy się pierwszy raz?
Podszedłem do ciebie i zobaczyłem kogoś z kim chciałem
dzielić życie na zawsze. Nie zdążyłaś się nawet odezwać, nie
powiedziałaś ani słowa, a ja już wiedziałem, że to ty – mówiąc do zebranych od czasu do czasu wycierał łzy.
– Później powiedziałaś mi, że ty również zauważyłaś we mnie tego jedynego. Pamiętasz jaki byłem szczęśliwy?
Czy ktoś z was tutaj obecnych wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia?
– zapytał zwracając się do żałobników. Nie czekał na odpowiedź. Łza spłynęła mu po policzku i zatrzymała się na kąciku ust.
– Może wy nie, ale my z Joasią tak. Połączyło nas pierwsze wejrzenie. Po kilku dniach naszej burzliwej znajomości oświadczyłem się. Nie latach, nie miesiącach, nawet nie tygodniach, ale dniach, a ty bez zastanowienia powiedziałaś tak i wtedy się zaczęło. Byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. – Ponownie głos mu się załamał, przełknął ślinę.
– Później był ślub – uśmiechnął się przez łzy.
– Nie będę o tym mówił, bo zajęłoby to zbyt dużo czasu, a kaplica zarezerwowana jest dla innych którzy czekają na swoje formalne przejście na drugą stronę.
Joasiu kiedy zaszłaś w ciążę, a później urodziłaś Adama juniora
– kontynuował – powiedziałaś, że to najcudowniejsze imię i nie chciałaś zaakceptować innego dla pierworodnego.
Było mi miło, że ja Adam będę miał syna Adama.
– Jakie to puste co? – lekko uśmiechnął się.
– Został mi po tobie nasz najukochańszy syn i wiele ciepłych wspomnień.
Nie dane ci będzie widzieć jak rośnie, nie dane ci będzie odprowadzać Adama do pierwszej klasy we wrześniu, jego wyników w nauce, pierwszej dziewczyny, pierwszej prawdziwej miłości, jego rodziny, wreszcie naszej starości. Jakie te życie jest niesprawiedliwe.
W kaplicy słychać było pochrząkiwania i pociąganie nosem niektórych żałobników.
– Joasiu obiecuję ci, że wychowam juniora na przyzwoitego człowieka
– przetarł łzę.
– Pewnie, że mieliśmy plany, chcieliśmy mieć więcej dzieci
– znów gardło zacisnęło się. Po chwili uśmiechnął się przez łzy.
– Tak, oczywiście, że się kłóciliśmy nawet wczoraj, kiedy układałem mowę pożegnalną podpowiadałaś mi, a właściwie żądałaś, abym zrezygnował z ckliwych tekstów i wybrał jakiś lekki opis.
Niby nie było ciebie przy mnie fizycznie, ale ja wiem, że siedziałaś jak zawsze w fotelu ze zgiętymi nogami pod siebie i patrzyłaś na mnie delikatnie uśmiechnięta.
Pominąłem kilka zdań, tak jak chciałaś… – Zamyślił się, a po chwili znowu spochmurniał.
Tak wiele chciałbym ci powiedzieć Joasiu jednak los zadecydował inaczej, a ja nie zdążyłem.
Wydawało mi się, że przez resztę naszych wspólnych dni będziemy celebrowali życie, że zestarzejemy się razem, a tu przyszło nam się niespodziewanie rozstać, na długo rozstać, bo aby zobaczyć ciebie będę musiał czekać do końca moich dni na tym świecie.
Ale ja nie mówię żegnaj i nie dlatego, że spotkamy się później
tam, gdzie ty właśnie się przenosisz. Ja wiem, że będziesz z nami
codziennie, może nie tak fizycznie jak ja i Adam byśmy tego
chcieli, ale będziesz z nami. Po cichu jak ja ze łzami w oczach we wrześniu odprowadzisz Adama do pierwszej klasy, będziesz się cieszyła z jego ocen i razem ze mną smucić, kiedy mu trochę nie wyjdzie. Z czasem zobaczysz jego pierwszą dziewczynę, później jego nową rodzinę. Wiem, że zawsze będziesz przy nas. – Zamilkł, spojrzał na zgromadzonych i ponownie wytarł oczy.
– A teraz proszę niech każdy tak jak umie uczci pamięć mojej
żony. – Po tych słowach Adam zszedł z mównicy i wrócił na swoje miejsce
Ktoś na sali zaczął klaskać po chwili dołączyli inni.Rozdział 2
Było już późno, wracał z pracy w informacjach radiowych mówiono właśnie o rosnącej liczbie chorych na covid19 i możliwościach wprowadzenie przez rząd lockdownu.
To były niepokojące informacje, bo Adam jako właściciel firmy nie bardzo mógł sobie wyobrazić wstrzymania produkcji. Na podwórko wjechał koło dwudziestej drugiej. Był trochę zły na siebie, bo zawsze starał się wrócić do domu, wcześniej, raczej rzadko zdarzało mu się przyjeżdżać, kiedy junior już spał. Dbał o to, ale kiedy już doszło do opóźnienia, za każdym razem robił sobie wyrzuty, że nie potrafił się lepiej organizować tak, aby mógł spędzić więcej czasu z rodziną.
Kiedy wszedł w przedpokoju zastał swoją matkę która właśnie szykowała się do wyjścia.
Adam mieszkał w drugiej części domu bliźniaka. Za ścianą mieszkali rodzice, ale obie rodziny miały oddzielnie wejścia. Rodzice szanowali samodzielność syna i synowej, starali się mieć dystans do rodziny syna. Adam i Joanna doceniali to, a w szczególności Joanna, bo jeszcze przed ślubem przerażała ją myśl, że zamieszka z mężem w tak bezpośredniej bliskości swoich teściów.
Z czasem obawy ustąpiły, kiedy zauważyła, że teściowie nie są nachalni i od początku stworzyli atmosferę oddzielnych bytów, ale kiedy byli potrzebni natychmiast pojawiali się i chętnie pomagali młodym.
Ich pomoc stała się bezcenna, szczególnie kiedy urodził się junior
najczęściej chodziło tu o pomoc w opiece nad dzieckiem.
– O dobry wieczór Mamo
– Dobry wieczór – odpowiedziała.
Widziałam jak podjechałeś i zaczęłam się szykować do wyjścia, Joanna źle się poczuła i poprosiła mnie o pomoc, sama położyła się wcześniej.
– Nie dzwoniła do mnie – odezwał się zaskoczony – jak ona się czuje?
– Ma jakiś stan grypowy, była bardzo blada i wyglądała na chorą mówiła, że jest bardzo słaba, potem się położyła.
Ja zajęłam się juniorem, oboje już śpią. To ja już pójdę
– kontynuowała – pozdrów Joannę mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Nie było lepiej.
Wszystko zaczęło się w nocy, obudził go głośny kaszel żony.
Później było już tylko gorzej, bo stan Joanny pogarszał się z każdą chwilą, miała poważne problemy z oddychaniem i była bardzo słaba dlatego Adam zadzwonił po pogotowie. Ratownicy weszli do mieszkania w strojach przypominających raczej skafandry kosmonautów niż pracowników służby zdrowia.
– Zakładamy, że to covid19 – powiedział jeden z nich – musimy natychmiast przewieźć pańską żonę na oddział, bo objawy są bardzo niepokojące. Żona potrzebuje tlenu, na szczęście ten mamy w karetce. Jeśli testy w szpitalu wykażą zakażenie wirusem, to oczywiście pan i wszyscy którzy mieli kontakt z chorą przejdą na kwarantannę.
– Do którego szpitala zawieziecie moją moją żonę?
– Jeszcze nie wiemy, teraz trudno o miejsca, ale znajdziemy coś. Zadzwonią do pana z izby przyjęć jak już żona będzie przyjęta na oddział.
Adam stał na podjeździe patrzył na migoczące niebieskie oddalające się światła karetki. Pierwszy raz w życiu czuł się taki bezradny. Nie wiedział co ma robić, nigdy wcześniej nie znalazł się w podobnej sytuacji.
Zmartwieni rodzice którzy również wyszli na podwórko stanęli obok niego. Jak zawsze opanowany ojciec nic nie mówił, położył tylko rękę na ramieniu Adama, tak jakby w ten sposób chciał uspokoić syna.
– Możesz liczyć na naszą pomoc – odezwała się matka – zajmiemy się juniorem, a ty będziesz miał czas dla Joanny i dla siebie. Teraz idź do domu i odpocznij, połóż się i czekaj na telefon ze szpitala.
– Łatwo powiedzieć – odezwał się Adam.
Wszedł do domu usiadł przy stole i zamyślił się, nie chciał się kłaść, zresztą nawet jakby się położył na pewno by nie zasnął. Ocknął się po jakimś czasie, kiedy dzwonek telefonu wyrwał go z zamyślenia, na wyświetlaczu pojawiło się imię przyjaciela Piotra.
– Cześć, Joaśka trafiła na mój oddział.
– Cześć, dzięki, że dzwonisz, i co z nią, jak ona się czuje?
– Źle, jest bardzo słaba, robimy co możemy, ale jej stan jest bardzo poważny, to covid19 i choroba nie odpuszcza.
– Nie uspokoiłeś mnie, jakie są rokowania?
– Nie mam pojęcia, robimy co możemy, ale jak wiesz nie znamy tego wirusa, nie wiemy jak się zachowa organizm.
Adam spuścił wzrok i przez chwilę milczał.
– Będziesz mnie informował o jej stanie?
– Oczywiście – odpowiedział Piotr.
– Mam coś jej przywieźć do przebrania?
– Nie możesz, po pierwsze musisz teraz zostać na kwarantannie, po drugie i tak nie wejdziesz do szpitala, bo zawieszone są wszystkie widzenia. Rano zgłosimy Joannę do sanepidu po czym twoja rodzina automatycznie trafi na kwarantannę. A tak swoją drogą, to jak się czujecie?
– Chyba dobrze – odparł Adam.
– To dobrze, jak tylko pojawią się jakieś niepokojące symptomy przeziębienia lub grypy natychmiast dzwoń do mnie o każdej porze.
– Dobrze – odpowiedział Adam.
– Muszę wracać na oddział, zadzwonię jutro rano, może będę miał więcej informacji.
– Dziękuję Piotrze.
Piotr zadzwonił o szóstej rano.
– To ja, mam bardzo złe wiadomości, Joanna jest bardzo ciężkim stanie. Adam, ona nam się wymyka. Robię co mogę, właśnie położyliśmy ją pod respirator jej życie jest zagrożone.
– Chcę tam przyjechać.
– No i jak nam pomożesz?
– Chcę zobaczyć Joasię.
– Adam, nie mogę, nie wejdziesz do szpitala. W pandemii nikt oprócz personelu nie ma tu wstępu.
– Zrób coś, proszę.
Nastała cisza w słuchawce.
– Dobra, postaram się, a teraz się rozłączę i zadzwonię, jak znajdę jakieś rozwiązanie.
Rozłączyli się. Piotr przez chwilę siedział nieruchomo, wpatrzony w telefon.
– Wszystko dobrze, doktorze? – zapytała pielęgniarka, która właśnie weszła do gabinetu. Wszyscy na oddziale wiedzieli, że Joanna to przyjaciółka doktora i że mężczyzna bardzo przeżywa bezradność, w jakiej się znalazł.
– Jej mąż chce się z nią pożegnać – powiedział w końcu – a ja nie mogę go wpuścić na oddział.
Pielęgniarka stała przez chwilę, wpatrując się w lekarza.
– Wymyślę coś, już robiliśmy takie rzeczy. Proszę mi dać parę minut – odezwała się.
Po dwudziestu minutach Piotr zadzwonił do Adama.
– Za ile możesz przyjechać?
– Dosłownie za parę minut – odpowiedział Adam.
– Wjedź na parking personelu i zadzwoń z dołu, zejdę po ciebie.
Kiedy rozłączył rozmowę z Piotrem, wybrał numer do matki.
– Mamo, z Joanną jest bardzo źle, muszę teraz jechać do szpitala, możesz zająć się juniorem?
– Ale co masz na myśli, że jest źle?
– Tego jeszcze nie wiem.
– Oczywiście, już do was idę.
Przyszli oboje z ojcem i już w wejściu obsypali Adama pytaniami.
– Dzwonił Piotr, Joanna leży u niego na oddziale. Jest źle, leży pod respiratorem – w tym momencie załamał mu się głos.
– Jadę do szpitala.
– Od dzisiaj zacznie się u nas kwarantanna, mieliście kontakt z chorą, zatem i wy nie możecie wychodzić z domu.
– Synek, nie martw się tym, poradzimy sobie, a ty jedź już.
– Dziękuję wam.
Kiedy wjechał na teren szpitala i podszedł pod tylne wyjście, Piotr już tam stał. Wręczył Adamowi biały fartuch.
– Założysz to i wejdziesz na tę przepustkę – podał Adamowi plastikowy identyfikator.
– Nazywasz się Karol Świady, nazwisko jest napisane na karcie. To przepustka lekarza, który jest już w środku. Powiesz im, że jesteś ortopedą Karolem, nie będą zadawać pytań.
– A jak będą pytali, to co mam im powiedzieć?
– Nie martw się, powiesz, że wyszedłeś zapalić i teraz wracasz.
– A jak zażądają dokumentów?
– To przekonasz ich, że nie masz, zostały w środku, kto wychodzi palić z dokumentami? Zresztą będę z tobą i w razie problemów przekonam ochronę.
Z tak przygotowanym scenariuszem ruszyli do wejścia, znudzony wartownik popatrzył na Piotra ignorując przy tym Adama, uśmiechnął się tylko i z powrotem zwrócił wzrok w stronę telewizora.
Po chwili Adam szczelnie ubrany w jednorazowy fartuch ochronny, w rękawiczkach lateksowych z maską na twarzy w okularach przypominających gogle wszedł do środka, Joanna była podłączona do respiratora Wydawało mu się, że spała.
– Przyszedłem, musiałem ciebie odwiedzić – powiedział i chwycił ją za dłoń.
– Tak bardzo ciebie kocham Joasiu, wygramy nie damy się wirusowi – był przekonany, że żona słyszy, że to tylko ta maszyna do której jest podłączona ogranicza ją na tyle, że nie może mówić do niego.
Adam nie wiedział wtedy, że to był ostatni uścisk dłoni.
Miał nadzieję, że respirator ją uratuje. Bardzo się pomylił.
Po południu znowu zadzwonił Piotr.
– Nie daliśmy rady – rzekł łamiącym się przytłumionym głosem po czym zamilkł.
– Ale co masz na myśli? – zapytał.
– Joanna nie żyje, umarła rano, zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, przykro mi, że nie dałem rady jej uratować.
– Joanna nie…? – nie skończył głos mu się załamał.
– Joanna nie żyje? – zapytał już ciszej, ciągle łudząc się, że… ale w głowie już wiedział.
– Adam, nie umiałem jej pomóc, byłem przy niej… – nie dokończył, rozpłakał się do słuchawki.Rozdział 3
– Tato?
– Słucham, synku.
– Tęsknię za mamą.
– Ja też tęsknię.
– Chciałbym, żeby tutaj była.
– Nawet nie wiesz, jak ja bym chciał odwrócić czas i sprawić, aby mama była z nami.
W lusterku zobaczył smutną twarz syna.
Adam zjechał na pobocze i zatrzymał samochód, wyszedł z auta i otworzył drzwi, przy których siedział syn.
Przytulił juniora i cmoknął go w policzek.
– Obiecajmy sobie tu i teraz, że obaj będziemy dzielni. Życie płata nam figle, nierzadko przykre. Musimy się nauczyć z tym żyć, bo inaczej będzie nam ciężko. Co ty na to, zmierzymy się z tym?
– Mamy zapomnieć o mamie?
– Oj nie! Nigdy nie zapomnimy o mamie, chodzi o to, abyśmy się nie poddawali, kiedy będzie nam przykro. Obiecuję ci, że z czasem to złe samopoczucie przestanie nas już męczyć.
– To co ja mam robić, kiedy będę tęsknił?
– Musisz przyjść do mnie i potęsknimy razem.
– A jak ciebie nie będzie w domu?
– To poprosisz babcię, aby wykręciła do mnie numer i spróbujemy się razem z tym zmierzyć.
– Będziesz tęsknił ze mną w pracy?
– Nie widzę problemu, pamiętaj, ty jesteś dla mnie najważniejszy.
– Przytulił syna, a ten objął ojca za szyję.
– A teraz powiedz mi, co byś teraz chciał robić? – zapytał wzruszony, próbując zmienić temat.
– Jestem głodny – odpowiedział.
– Brzmi dobrze – Adam uśmiechnął się. – To może zjedlibyśmy coś niezdrowego?
– Ale babcia będzie się gniewała za niezdrowe jedzenie.
– Wiem, na pewno ugotowała dla nas coś smacznego, ale nie martw się, babcia zrozumie, zresztą biorę całą winę na siebie.
– To co, jedziemy na maka?
– Jedziemy – odpowiedział junior.
Po niespełna kwadransie usiedli przy stoliku. Na czerwonych tacach leżały hamburgery opakowane w kolorowe kartoniki, a z boku wysypywały się frytki.
– Tato, a ty grałeś w piłkę, jak byłeś mały?
– Może trochę na przerwach w szkole, ale nigdy mnie to nie interesowało, a czemu pytasz?
– Bo tata Marka grał i dlatego posłał syna do klubu.
– To chyba dobrze.
– Nie, jego tata wysłał go na piłkę, a Marek nie lubi piłki, bo on chce grać na gitarze.
– To dlaczego wysłał go na piłkę, skoro syn tego nie lubi?
– Bo tata Marka chce, aby został sławnym piłkarzem.
– A ty lubisz piłkę? Bo nie chciałbym, żebyś robił coś wbrew sobie.
– Ja uwielbiam piłkę.
– Cieszę się, pamiętasz, jutro macie mecz na wyjeździe. Jak wrócimy do domu, przyszykuję ci torbę. Wszystko jest już wyprane i pachnące. Jutro cię obudzę i zawiozę na mecz.
– Dziękuję, tato.
Junior ugryzł hamburgera.
– Tata, pojedziemy dzisiaj na basen?
– Masz już zrobione lekcje?
– Tak, już zrobiłem.
– Pamiętasz, jak uczyłem ciebie pływać? Stawałem w wodzie metr od ciebie i prosiłem, żebyś się odbił od dna i płynął w moją stronę. Zrobiłeś to i płynąłeś. Później, kiedy powtórzyliśmy, odsuwałem się, więc musiałeś pokonać dłuższy odcinek. Dałeś radę.
– Pamiętam, tato. Ty myślałeś, że ja nie wiem, ale ja wiedziałem, że się odsuwasz.
– Naprawdę wiedziałeś?
– Tak.
– A jak uczyłem ciebie jazdy na rowerze na dwóch kołach, bardzo się wtedy nabiegałem. „Tato, trzymasz mnie?” – pytałeś.
– Wszystko jest pod kontrolą – mówiłem wymijająco. Oczywiście, kiedy jeździłeś już coraz lepiej, puszczałem kij od roweru, a ty nabierałeś wprawy w jeździe na dwóch kołach.
– Oczywiście mówiłeś, że trzymasz cały czas, ale ty jeździłeś sam.
– Tego nie widziałem – stwierdził junior. – Bałem się odwrócić.
– Tato, a jak ci się podobał prezent od dziadków?
– Ale co masz na myśli? Nie dostałem żadnego prezentu od dziadków.
Junior chwycił się za usta na znak, że powiedział za dużo.
– Ojej, więcej nic nie powiem, to jest niespodzianka.
Adam tylko się uśmiechnął. Rodzice i teściowie Adama przyjaźnili się. Oprócz tego, że towarzysko dobrze się ze sobą czuli, to po śmierci Joanny połączył ich wnuk i codzienne z nim związane obowiązki. Każdego dnia Adam odwoził syna do szkoły, po czym jechał do pracy. Później naprzemiennie rodzice i teściowie odbierali dziecko i zajmowali się nim aż do momentu, kiedy Adam wracał po pracy. Tego wieczoru wszyscy mieli się spotkać u rodziców Adama.
– Mamy dla ciebie niespodziankę – teść podał mu kopertę.
– Niebawem masz urodziny i chcemy, żebyś odpoczął kilka dni.
Wykupiliśmy ci tygodniowe wczasy. Junior zostanie z nami, a ty jedź i naładuj baterie.
– No dziękuję, ale jak wy sobie to wyobrażacie, ja nie pojadę bez syna.
– Pojedziesz – odparł stanowczo ojciec.
– Tak – przytaknął teść, a zaraz po nim teściowa.
– My zadbamy o juniora, a ty pojedziesz sam i zrobisz sobie krótkie wakacje.
– No, ale co ja tam będę sam robił?
– Nie rób nam przykrości – odparła matka. – Wydawało nam się, że to dobry pomysł i piękne miejsce.
– Dziękuję wam, to nie chodzi o miejsce, ale ja odzwyczaiłem się od wakacji bez syna.
– Z synem pojedziesz kiedy indziej, a za kilka dni będziesz wypoczywał sam.Rozdział 4
Kiedy dojeżdżał na miejsce, czerwone słońce zaczęło chować się za pagórkami horyzontu. Podróż przebiegła planowo.
Wjechał na parking. Słońce już prawie zaszło i zaczęło się ściemniać.
Miejsca parkingowe od przodu były zajęte, zatem podjechał do następnego rzędu aut. Kiedy zaczął się przymierzać do pierwszego wolnego, jakie zauważył, usłyszał klakson. Rozejrzał się i zobaczył SUV–a. Zrozumiał, że ktoś też chciał wjechać akurat w to samo miejsce, a on tego nie zauważył. Wycofał auto. SUV przejechał z impetem przed maską jego samochodu, a kobieta za kierownicą nerwowo wymachiwała rękami w jego kierunku.
– No przecież cię wpuściłem – pomyślał. – Po co te nerwy?
Przejechał dwa miejsca dalej i zaparkował auto, wyjął z bagażnika walizkę i ruszył w stronę recepcji. Kiedy mijał zwaśniony samochód, kobieta za kierownicą otworzyła drzwi i przeglądała telefon. Postanowił, że podejdzie i zwróci jej uwagę.
– Nie rozumiem, czemu się pani tak zdenerwowała – zaczął.
– Kiedy panią zobaczyłem, usunąłem się, a pani wymachiwała rękami, jakbym nie wiadomo jaką krzywdę pani zrobiła.
– W każdym razie przepraszam panią, nie chciałem ukraść pani miejsca – po czym odwrócił się i poszedł w stronę budynku.
– Proszę pana! – zawołała za nim, ale Adam nie odwrócił się. Nie miał ochoty na dyskusję.
– Jeśli tak rozpoczyna się mój urlop, to brawo – pomyślał.
Wszedł do środka i ruszył w stronę recepcji, mijając wystawy kwiaciarni i biura podróży. Po kilkudziesięciu metrach korytarz, który przypominał galerię handlową, otworzył się na rozległą salę, na której znajdowała się recepcja tego luksusowego hotelu.
Podczas meldunku kątem oka zauważył kobietę z SUV–a, która weszła za nim i stanęła obok przy sąsiednim stanowisku obsługi hotelowej.
Domyślał się, że tak jak on, również dokonuje formalności meldunkowych. Kątem oka widział, że dziewczyna spogląda na niego, ale nie zwracał na to uwagi. Postanowił, że będzie ją ignorował i nie spojrzy na nią. Oczywiście okłamywał samego siebie, bo raz po raz spoglądał w jej kierunku.
Po dokonaniu formalności dostał kartę do drzwi hotelowego pokoju i poszedł do windy.
– Przepraszam, chciałam przeprosić już tam na parkingu, ale pan się nie odwrócił.
Adam stanął i lekko zaskoczony spojrzał na dziewczynę.
– Czasami jest tak, że najpierw się reaguje, a potem myśli
– kontynuowała.
– Nic się nie stało, rozumiem. Czasami reakcja jest szybsza od myśli, które nie nadążają – mówiąc to, uśmiechnął się do niej serdecznie, po czym odwrócił się i ruszył w stronę swojego pokoju.
Za pół godziny miała rozpocząć się kolacja. Adam rozpakował się, wziął prysznic i kiedy nadeszła pora, w dżinsach i czarnym obcisłym T–shircie wyszedł z pokoju. Niemal w tym samym momencie usłyszał otwierające się drzwi z sąsiedniego pokoju, z którego wyszła ona, dziewczyna z parkingu. Tym razem w rozpuszczonych blond włosach, w stroju wieczorowym, to znaczy w bordowej sukience przed kolana i butach na wysokich obcasach dobranych do koloru sukienki.
– Wygląda pięknie – pomyślał i uśmiechnął się do niej.
Dopiero teraz dostrzegł jej urodę.
Ona również stanęła i chyba nie mniej zaskoczona tym spotkaniem leciutko uśmiechnęła się do Adama, przeszywając go szafirowymi oczami.
– Dzień dobry – odezwał się do niej i uśmiechnął się ciepło.
– Dzień dobry – odpowiedziała. – Już się pan na mnie nie gniewa?
– Nigdy się na panią nie gniewałem. Na parkingu miałem pewne uwagi, ale daleko mi było do gniewu.
– Kamień spadł mi z serca – odpowiedziała. – Nie chcę mieć wrogów.
Uśmiechnął się.
– W każdym razie we mnie nie ma pani wroga.
– Jestem Maria – podała mu rękę.
– Adam – odpowiedział i chwycił jej dłoń. – Bardzo mi miło.
– Ciągle mi tak głupio za ten parking – mówiąc to, spojrzała mu w oczy.
– W ramach przeprosin mogę zaprosić ciebie na kolację. Tak, wiem, że tutaj jest all inclusive i nikt nikogo nie musi zapraszać, ale proszę, abyś mi towarzyszył.
Stał wpatrzony w nią i nie wiedział, co ma odpowiedzieć. W końcu nie miał chęci na zawieranie znajomości, przecież nie był gotowy na towarzystwo. Pomimo że od śmierci żony minęło tyle czasu, ciągle nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby spotykać się z innymi kobietami. Chwilę się wahał, ale nie mógł odmówić jej urokowi i tym przeszywającym go oczom.
– Dobrze – odpowiedział bez przekonania.
Raczej nie zauważyła jego niezdecydowania, a nawet jeśli zauważyła, to nie dała tego po sobie poznać.
– To świetnie, w takim razie idziemy.
Weszli do restauracji. Po lewej stronie stały ustawione w rzędzie cztery obficie zastawione, długie stoły.
– Chodź, zobaczymy, co tutaj serwują – powiedziała, po czym bez namysłu ruszyła. Adam poszedł za nią.
Najpierw zapoznali się z przygotowanymi daniami, następnie nabrali na talerze to, na co mieli ochotę, i usiedli przy jednym ze stolików ustawionych po prawej stronie sali. W restauracji nie było dużo ludzi, panował tam lekki półmrok, a cicha muzyka dobiegała z oddalonego w rogu fortepianu, na którym grał elegancko ubrany na czarno mężczyzna.
– Pójdę do baru po picie, czego się napijesz?
– Poproszę białe prosecco.
Wrócił po chwili, trzymając w ręku kieliszek wina, w drugiej zaś szklankę piwa dla siebie.
– Proszę – podał jej trunek.
– Dziękuję, zawsze jesteś taki miły?
– Zawsze – odparł stanowczo, uśmiechając się do niej.
– Jak to się stało, że jesteś tutaj sama?
– Powiem ci, jeśli mi powiesz, dlaczego ty jesteś tutaj sam.
– Rodzice i teściowie wykupili mi tutaj wczasy, moje dziecko zostało pod ich opieką.
– Skoro jest dziecko i teściowie, to musi być żona – pomyślała Maria.
– Masz żonę i nie ma jej tutaj z tobą? A może dojedzie do ciebie?
– Nie, moja żona nie dojedzie, od dwóch lat jestem wdowcem.
– Przepraszam, bardzo mi przykro, nie powinnam pytać.
– Nie szkodzi, przyzwyczaiłem się do takich pytań – odpowiedział trochę ciszej.
Nastała niezręczna cisza. Maria zrozumiała, że Adam nie chce o tym rozmawiać, zresztą ona nie zamierzała go o to pytać.
– A ty, dlaczego jesteś sama? – zapytał po chwili.
– Też nie chcę o tym rozmawiać, ale związek z moim byłym właśnie się rozpadł, a przyjechałam tutaj po to, aby odreagować. To świeża sprawa. W ostatnim tygodniu było trochę nerwowo w moim życiu, jestem kłębkiem nerwów, pewno dlatego tak się zachowałam na parkingu, ale napijmy się za kolację – uniosła kieliszek.
Adam podniósł szklankę i delikatnie stuknął w jej szkło. Zrozumiał, że Maria chce zmienić temat. Zresztą Adam też nie miał ochoty rozmawiać o problemach.
– Może zawrzyjmy układ – zaproponował nieśmiało.
– Tak, a jaki układ? – zapytała.
– Że nie będziemy sobie psuć humoru, rozmawiając na takie ciężkie tematy, jesteśmy tu po to, aby oczyścić głowy, spróbujmy choć trochę zatrzeć ślady naszych utrapień.
– Zgoda – odpowiedziała.
– Powiedziałeś, że masz dziecko.
– Tak, to chłopiec, ma osiem lat i jest całym moim życiem.
– Nie umiałem wyjechać bez niego, nigdy nie zostawiałem go pod opieką rodziców na tak długo, dlatego czuję się dziwnie, to dla mnie nowa sytuacja i czuję się nieswojo.
– Ale skoro rodzice opiekują się wnukiem, to chyba nie musisz się niepokoić.
– Wiem, że nie muszę.
– Dzwoniłeś dzisiaj do syna?
– Oczywiście, że dzwoniłem wielokrotnie, ostatni raz jakieś pięć minut przed tym, kiedy spotkałem ciebie w drodze na kolację.
– I wszystko w porządku?
– Tak, wszystko ok, właściwie nie miał czasu ze mną rozmawiać, dziadkowie i teściowie zrobili wszystko, aby dzieciak się nie nudził.
– No to raczej nie powinieneś się niepokoić?
– To nie jest niepokój – odparł. – Ja wiem, że nie dzieje się z nim nic złego, w końcu jest pod opieką dziadków, których widuje każdego dnia, bo kiedy ja jestem w pracy, oni przyprowadzają go ze szkoły i spędzają z nim czas.
– No to jeśli nie niepokój, to co? – zapytała.
– Pustka – odpowiedział. – W końcu cały wolny czas spędzamy razem i teraz, kiedy go tutaj nie ma, jest po prostu inaczej, ale nie rozmawiajmy o mnie – zmienił temat.
– Opowiedz mi coś o sobie, czym się zajmujesz?
– Z zawodu jestem nauczycielką.
– Tak, a czego uczysz?
– Jestem nauczycielką WF.
– Skąd ta nienaganna figura – pomyślał, ale nie powiedział tego na głos.
– Bywałem kiedyś na WF–ie – rzekł z poważną miną. – Ale jako uczeń.
Maria uśmiechnęła się.
– Lubisz swoją pracę? – zapytał.
– Chyba nie sądzisz, że pracuję w szkole dla pieniędzy?
Adam uśmiechnął się, ale nie skomentował.
– Ale ta grupa zawodowa ma dość dużo wolnego.
– Mamy i to jest piękne.
– Zazdroszczę ci długich urlopów i tego, że wychodzisz z pracy i nie musisz myśleć o robocie.
– Muszę – odpowiedziała dość stanowczo. – Po pracy jestem instruktorką fitness. Codziennie kończę pracę o dziewiętnastej, a w moje szkolne wakacje też pracuję.
– Właściwie mam tylko jeden tydzień urlopu, ten tydzień, i stąd ten hotel.
– No to siedzimy na tym samym wózku – uśmiechnął się.
– Oboje cierpimy na chroniczny brak czasu, a w moim przypadku, gdyby rodzice nie naciskali, to by mnie tutaj nie było.
Maria uśmiechnęła się.
– Pracuję w firmie, która jest producentem podzespołów elektrycznych, jestem tam odpowiedzialny za produkcję.
– Biedak – uśmiechnęła się.