Tamtej nocy wszystko się skończyło …i zaczęło się życie - ebook
Tamtej nocy wszystko się skończyło …i zaczęło się życie - ebook
Tamtej nocy Anna straciła wszystko. Wypadek samochodowy niemal odebrał jej życie. Kiedy budzi się w szpitalu, nie pamięta nic — ani swojego domu, ani pracy, ani mężczyzny, który twierdzi, że jest jej mężem. Ale najgorsze dopiero ma wyjść na jaw. Z każdym dniem pojawiają się nowe pytania. Policja zaczyna badać okoliczności wypadku. Na światło dzienne wychodzą sekrety, o których Anna nigdy nie miała się dowiedzieć. Kiedy przeszłość zaczyna się rozpadać, w jej życiu pojawia się ktoś, kto daje jej spokój i nadzieję. W świecie pełnym kłamstw Anna musi zdecydować, komu może zaufać. I czy można zbudować nowe życie na ruinach starego. „Tamtej nocy wszystko się skończyło… i zaczęło się życie” to poruszająca opowieść o zdradzie, tajemnicy i miłości, która pojawia się wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. Historia o tym, że czasem największa tragedia może stać się początkiem prawdziwego życia.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sensacja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368732412 |
| Rozmiar pliku: | 3,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
NOC, KTÓRA WSZYSTKO ZMIENIŁA
Deszcz padał od kilku godzin.
Krople uderzały o szybę samochodu w nieregularnym rytmie, rozmazując światła ulicznych latarni w długie, drżące smugi.
Anna jechała powoli.
Droga była prawie pusta. Tylko czarny asfalt błyszczał mokro w świetle reflektorów, a drzewa po obu stronach wyglądały jak ciemne, nieruchome cienie.
Jej dłonie mocno zaciskały się na kierownicy.
Serce biło szybciej niż powinno.
Na siedzeniu obok leżał telefon.
Ekran właśnie zgasł po zakończonej rozmowie.
Anna jeszcze przez chwilę słyszała w głowie jego głos.
— PRZYJEDŹ. POROZMAWIAMY.
Zamknęła na moment oczy.
Nie ze zmęczenia.
Z ulgi.
Bo po raz pierwszy od bardzo dawna podjęła decyzję.
— Już niedługo — wyszeptała do siebie.
Samochód przyspieszył lekko.
Droga prowadziła przez ciemny odcinek lasu. Deszcz nasilił się i wycieraczki pracowały szybciej, rozcinając wodę na szybie.
Anna spojrzała w lusterko wsteczne.
I wtedy zobaczyła światła.
Samochód za nią.
Na początku daleko.
Ale szybko się zbliżał.
Anna zmarszczyła brwi.
— Co on robi…
Światła były coraz bliżej.
Zbyt blisko.
Serce zaczęło bić mocniej.
Samochód za nią przyspieszył.
Reflektory oświetliły wnętrze jej auta tak mocno, że na chwilę oślepiły ją w lusterku.
Anna zacisnęła dłonie na kierownicy.
— Daj spokój…
Samochód za nią nagle zmienił pas.
Na chwilę znalazł się obok.
Anna próbowała zobaczyć kierowcę.
Ale deszcz i światło reflektorów wszystko rozmywały.
Sekunda.
Dwie.
Potem samochód gwałtownie skręcił w jej stronę.
Anna krzyknęła.
Kierownica szarpnęła w jej rękach.
Opony zapiszczały na mokrym asfalcie.
Samochód obrócił się bokiem.
Bariera przy drodze pojawiła się nagle przed nią.
Uderzenie było ogłuszające.
Metal zgrzytnął.
Szkło eksplodowało w powietrzu.
Światło reflektorów zamieniło się w chaos.
A potem wszystko nagle ucichło.
Ciemność spadła jak kurtyna.
Kilka minut później przez noc przeciął się dźwięk syreny karetki.
Ratownicy biegli w stronę rozbitego samochodu.
Jeden z nich zatrzymał się przy drzwiach kierowcy.
— Mamy ją!
Ktoś inny świecił latarką do środka.
— Oddycha?
— Tak… ale ledwo.
Ratownik spojrzał na kobietę w środku.
Jej twarz była poraniona, włosy mokre od deszczu i krwi.
— Spokojnie — powiedział cicho, choć wiedział, że prawdopodobnie go nie słyszy.
Deszcz wciąż padał.
Droga była pusta.
Ale noc jeszcze nie skończyła tej historii.
Bo kobieta w rozbitym samochodzie nie wiedziała jednej rzeczy.
Kiedy otworzy oczy…
nie będzie już pamiętała, kim była.
A prawda o tej nocy dopiero zacznie wychodzić na światło.1
BOHATEROWIE
ANNA NOWAK – 34 lata. Po wypadku samochodowym traci całą pamięć wsteczną. Nie pamięta swojego życia, rodziny ani samej siebie. Jest wrażliwa, intuicyjna i zaczyna odkrywać, że jej ciało i serce pamiętają rzeczy, których umysł nie potrafi przywołać.
PIOTR NOWAK – jej mąż. Przystojny, spokojny, opanowany… przynajmniej na pierwszy rzut oka. Twierdzi, że ich małżeństwo było szczęśliwe. Anna jednak z czasem zaczyna czuć przy nim niepokój, którego nie potrafi wyjaśnić.
MAGDA LEWANDOWSKA – starsza siostra Anny. Ciepła, troskliwa, ale też bardzo ostrożna w tym, co mówi Annie o jej dawnym życiu.
MICHAŁ ZIELIŃSKI – ratownik medyczny, który pomagał Annie po wypadku. Ich drogi jeszcze się skrzyżują. Przy nim Anna po raz pierwszy od wypadku czuje… spokój.2
BIAŁA CISZA
Anna obudziła się powoli.
Najpierw pojawił się dźwięk. Jednostajny, mechaniczny.
PIK… PIK… PIK…
Potem zapach. Ostry, sterylny. Jakby ktoś rozlał w powietrzu zimno.
Dopiero na końcu przyszło światło.
Powoli otworzyła oczy.
Sufit był biały. Idealnie biały. Bez plam, bez pęknięć, bez historii. Przez chwilę patrzyła na niego tak, jakby był jedyną rzeczą na świecie.
Mrugnęła kilka razy.
Głowa bolała. Nie był to ostry ból, raczej ciężar — jakby ktoś włożył do jej czaszki kamień.
Poruszyła palcami dłoni.
Czuła je.
Poruszyła stopą.
Też.
Powoli przekręciła głowę.
I wtedy zobaczyła człowieka.
Mężczyzna siedział przy jej łóżku na plastikowym krześle. Był pochylony, jakby spał. Jego ręka spoczywała na krawędzi materaca.
Anna przyglądała się jego twarzy.
Ciemne włosy. Kilkudniowy zarost. Zmęczone oczy, które nagle się otworzyły.
Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy.
W jego spojrzeniu pojawiło się coś, czego Anna nie potrafiła nazwać. Ulga. Strach. Nadzieja.
— Aniu… — powiedział cicho.
Jej ciało zareagowało lekkim napięciem.
Nie dlatego, że rozpoznała głos.
Dlatego, że NIE ROZPOZNAŁA GO WCALE.
Mężczyzna wstał gwałtownie.
— Boże… obudziłaś się… — wyszeptał.
Anna patrzyła na niego z rosnącym niepokojem.
W głowie była pustka.
Nie taka zwykła pustka.
To było jak otwarcie książki, w której WSZYSTKIE STRONY ZOSTAŁY WYRWANE.
— Kim pan jest? — zapytała cicho.
Słowa wyszły z jej ust powoli, jakby należały do kogoś innego.
Mężczyzna zamarł.
Jego twarz zmieniła się w sekundę. Najpierw zdziwienie. Potem coś, co wyglądało jak ból.
— Aniu… to ja… Piotr.
Anna milczała.
Imię nic jej nie mówiło.
— Twój mąż.
Serce Anny zabiło szybciej.
Mąż.
To słowo było ciężkie. Pełne znaczeń, których nie rozumiała.
Patrzyła na niego uważnie. Próbowała znaleźć w jego twarzy coś znajomego.
Cokolwiek.
Nic.
— Przepraszam… — powiedziała po chwili.
Jej głos był słaby.
— Ale ja… nie pamiętam.
Piotr cofnął się o krok.
Jakby ktoś uderzył go niewidzialną siłą.
— Co masz na myśli?
Anna zamknęła oczy.
W głowie panowała cisza.
Nie było obrazów z dzieciństwa.
Nie było twarzy rodziców.
Nie było wspomnień.
Nie było NIC.
— Nie wiem kim jestem — wyszeptała.
W tej samej chwili drzwi sali otworzyły się gwałtownie.
Do środka wszedł lekarz i pielęgniarka.
— Widzę, że pacjentka się obudziła — powiedział lekarz spokojnym tonem.
Piotr spojrzał na niego z desperacją.
— Ona mnie nie poznaje.
Lekarz skinął głową powoli, jakby spodziewał się tych słów.
Podszedł do łóżka.
— Pani Anno, czy wie pani gdzie się pani znajduje?
Anna rozejrzała się po sali.
Białe ściany. Aparatura. Kroplówka.
— W szpitalu.
— Dobrze.
Lekarz uśmiechnął się lekko.
— Czy pamięta pani coś sprzed… wypadku?
Słowo WYPADEK zawisło w powietrzu.
Anna spróbowała sięgnąć pamięcią.
To było jak próba złapania dymu rękami.
— Nie — powiedziała w końcu.
Lekarz spojrzał na Piotra.
— To prawdopodobnie amnezja wsteczna.
Piotr przetarł twarz dłonią.
— To minie?
Lekarz zawahał się.
— Czasem pamięć wraca… stopniowo.
— A jeśli nie?
Lekarz spojrzał na Annę.
— Wtedy pani Anna będzie musiała… zbudować swoje życie od nowa.
Te słowa zabrzmiały dziwnie.
ZBUDOWAĆ ŻYCIE OD NOWA.
Anna spojrzała na swoje dłonie.
Były obce.
Jakby należały do kogoś innego.
W tej chwili do sali weszła kobieta.
Była podobna do Anny. Te same oczy. Ten sam kształt twarzy.
Kobieta zatrzymała się w drzwiach.
— Ania…?
Jej głos zadrżał.
Anna patrzyła na nią przez kilka sekund.
Serce nagle zabiło szybciej.
Nie dlatego, że ją pamiętała.
Dlatego, że poczuła coś dziwnego.
Ciepło.
— Kim pani jest? — zapytała.
Kobieta zakryła usta dłonią.
Łzy pojawiły się w jej oczach.
— Jestem Magda.
Zrobiła krok do przodu.
— Twoja siostra.
Anna patrzyła na nią długo.
A potem powiedziała coś, czego sama się nie spodziewała.
— Dlaczego mam wrażenie… że coś przede mną ukrywacie?
W pokoju zapadła cisza.
Tak ciężka, że prawie można było ją dotknąć.3
OBCA TWARZ
Szpital nocą brzmiał inaczej niż w dzień.
W dzień był pełen kroków, rozmów, stukania metalowych wózków i szelestu fartuchów.
W nocy wszystko zwalniało. Dźwięki stawały się pojedyncze i wyraźne.
PIK… PIK… PIK…
Anna leżała nieruchomo, wpatrując się w półmrok sali.
Lampka nad drzwiami rzucała miękkie, żółtawe światło. Cienie sprzętu medycznego wydłużały się na ścianach jak dziwne, nieme postacie.
Nie mogła spać.
Za każdym razem, gdy zamykała oczy, pojawiało się to samo uczucie.
Pustka.
To było najstraszniejsze.