Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Tappi. O czerwonym jaju, babcinym zeszycie i małych awanturnikach - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
27 maja 2026
39,99
3999 pkt
punktów Virtualo

Tappi. O czerwonym jaju, babcinym zeszycie i małych awanturnikach - ebook

W Szepczącym Lesie zaczyna się wiosna – a gdy nadchodzi wiosna, wszystkim trochę… odbija, przez co Tappi znowu musi zapomnieć o drzemce. W odwiedziny przybywa jego niezwykła Babcia, pełna energii i zwariowanych pomysłów, która wręcza mu… ogromne, tajemnicze jajo, znalezione przy leśnej ścieżce.

Co to za jajo? Do kogo należy? I dlaczego nagle interesują się nim skrzaty?
Tappi nie ma pojęcia, że wraz z Chichotkiem i Błyskotką będą musieli przeprowadzić pełne przygód śledztwo, a w jego trakcie wejdą do podziemnych tuneli, popełnią parę magicznych pomyłek, trafią na prawdziwe boisko, a na końcu odkryją coś, czego w Szepczącym Lesie nikt się nie spodziewał.

Bo czasem jedna plotka potrafi narobić większego zamieszania niż całe stado smoków.
Pełna humoru, ciepła i szalonych pomysłów opowieść o przyjaźni, zaufaniu i o tym, że zanim w coś uwierzymy, warto najpierw zapytać i pomyśleć.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8406-668-3
Rozmiar pliku: 5,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wiecie, na czym polega największy problem z wiosną?

Otóż wiosną wszystkim odbija.

Niektórym z nas tylko troszeczkę, innym trochę bardziej, a jeszcze innym całkowicie. I… Cóż, mam dziwne przeczucie, że ja chyba należę do tej ostatniej kategorii.

Nie bierzcie moich słów na opak – ja naprawdę kocham zimę, nawet jeśli się zasiedzi za bardzo lub pojawi za późno – ale gdy tylko dzień zacznie się wydłużać, a w powietrzu słychać szczebiot ptaków, budzi się we mnie coś, czego nawet nie próbuję opanować. Mam ochotę wskoczyć na rower albo biec do lasu, albo łapać za grabie i czochrać trawnik, albo zaglądać do ula, albo szukać pierwszych kwiatów, albo… No właśnie.

Przecudne wariactwo.

Też tak macie?

Wiosna niesie ze sobą mnóstwo świeżej, zdrowej energii i w sumie nic nie szkodzi, że czasem ta energia przeistacza się w lekkie wariactwo.

A jeśli u nas to tak wygląda, to ciekawe, co dzieje się wiosną w Szepczącym Lesie!

Chcąc się tego dowiedzieć, wlazłem wczoraj na szczyt najmocniejszej jabłonki w moim ogrodzie (czego ogólnie nie polecam), rozsiadłem się wśród gałęzi i wycelowałem w kierunku Szepczącego Lasu lornetkę.

Zdziwieni? Ależ oczywiście, że można dostrzec Szepczący Las przez lornetkę. Wystarczy tylko wiedzieć, w którą stronę patrzeć. I nie, wcale nie trzeba w tym celu wspinać się na żadne drzewo.

Pytacie, cóż takiego ujrzałem?

Też wariactwo!

Ale chyba jeszcze większe niż u nas!

Nad drzewami latało coś wielkiego, na pewno niebędącego ptakiem, a obok niego coś mniejszego – co mogło być dzieckiem owego latającego cosia. Słychać było wesołe skandowanie, radosne śpiewy, a potem wrzaski, jakby właśnie miało miejsce niesamowite wydarzenie. Och, ależ ja miałem ochotę, by się tam udać! Gdyby nie obowiązki, z pewnością już bym tam był.

Na szczęście zaraz przyleciał Paplak, który nie mógł się doczekać, by podzielić się plotkami. I znowu wydarzenia w Szepczącym Lesie przyćmiły moje wariactwo.

I postanowiłem, że chyba muszę to wszystko dla Was spisać.

Wiosna poczeka!

Jak to zwykle bywało na początku każdej książki, Tappi postanowił uciąć sobie drzemkę.

Moment nie był najlepszy, bo w ogrodzie latały właśnie pszczoły, szczęśliwe, że wreszcie mogą rozprostować skrzydełka po długich miesiącach w ciemnym ulu, a okoliczne ptaki układały akurat hymn na cześć wiosny i strasznie się przy tym kłóciły. Co gorsza, Chichotek i Błyskotka uważali, że wiosna to absolutnie nie jest pora na spanie i trzeba cieszyć się każdą jej chwilą. Tappi w zasadzie się z nimi zgadzał, ale…

– Ale właśnie zjadłem calutki talerz rosołku i drzemka to najlepszy sposób, by to uczcić – powiedział wiking sam do siebie, a Chata skrzypnęła na dowód, że się z nim zgadza.

Mimo to Tappi ostrożnie wyjrzał na zewnątrz i nasłuchiwał przez moment. Usłyszał jedynie śpiew ptaków i bzyczenie pszczół, co oznaczało, że reniferek i wróżka byli prawdopodobnie gdzieś daleko.

– Może więc chociaż tym razem dadzą mi spokój – mruknął Tappi.

Na paluszkach przekradł się do swojej ulubionej ławeczki i wyciągnął się na niej z tęsknym westchnieniem.

– Mam przed sobą całą książkę, a to oznacza mnóstwo przygód – wymamrotał, zamykając oczy. – Dobrze będzie się przed nimi zdrzemnąć. Chichotek i Błyskotka zupełnie tego nie rozumieją.

Zmarszczył brwi, bo przypomniało mu się, jak reniferek ostatnio próbował wynieść ławkę z ogrodu, by Tappi nie miał gdzie spać i zamiast tego brykał z nim po lesie, a potem, gdy w końcu wiking zdołał zasnąć, Błyskotka zaczęła mu wyrywać włosy z nosa. Na szczęście błogie wiosenne słońce sprawiło, że wszelkie nieprzyjemne wspomnienia się rozpłynęły i Tappi…

Wreszcie zasnął.

– Hej, śpisz? – zapytał jakiś głos nad jego głową.

– Tak – wymamrotał wiking, nie otwierając oczu.

– Na pewno?

– Tak.

– A mógłbyś jeszcze raz przemyśleć tę drzemkę?

– Nie – stęknął Tappi. – Bo jak zacznę myśleć, to się obudzę, a bardzo, bardzo tego nie chcę i… O, obudziłem się. Masz ci los.

Usiadł i otworzył oczy, gotów zmarszczyć brwi i ofuknąć tego, kto przeszkodził mu w tak pięknej chwili, ale… Ale nie zdołał wykrztusić ani słowa. Bo czy można nieuprzejmie odezwać się do własnej Babci?

A to istotnie ona stała przed nim i uśmiechała się promiennie. Jej srebrzyste włosy upięte były w kok, nad którym tańczyły z zachwytem motyle, a w oczach jaśniała radość.

– No wiesz? – zawołała z humorem. – Będziesz spać w tak piękny dzień, wnusiu?

– Ale ja tylko nabieram sił przed przygodami… – próbował się usprawiedliwić Tappi.

– No, chyba że tak! – zachichotała Babcia i ucałowała go w czoło.

Wiking, wciąż nie wierząc własnym oczom, poderwał się z ławki.

– Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że tu jesteś! – wykrzyknął. – Chciałem cię odwiedzić w Mruczących Górach, ale stwierdziłem, że poczekam na lato!

– A ja cię ubiegłam! – oświadczyła uradowana Babcia. – Postanowiłam, że sprawdzę, co u was słychać, i przy okazji trochę się rozerwę.

Ostatnie słowa były dla Tappiego lekkim zaskoczeniem. Przyjrzał się Babci uważnie i odkrył, że ta ma na sobie sportowe buty, krótkie spodnie i luźną bluzę.

– Chcesz się u nas rozerwać? – spytał ze zdziwieniem. – Przecież w Szepczącym Lesie zawsze panuje spokój…

– Wiosną? – Babcia uniosła lekko brwi. – Och, wnusiu, chyba za często ucinasz sobie te drzemki!

Okoliczne ptaszki, które, zdaje się, już zakończyły układanie hymnu, głośnym świergotem oznajmiły, że się zgadzają i najwyższy czas zacząć wariować.

– Poza tym nawet jeśli w istocie zapanował spokój, to ja to zmienię – dodała Babcia z energią. – Bo życie jest za krótkie na nudę.

Tappi chciał zaprotestować i wytłumaczyć, że spokój i nuda to dwie różne rzeczy, ale nieoczekiwana gościni wcale go już nie słuchała. Ściągnęła z ramion plecak i otworzyła go z rozmachem.

– Zresztą sam tylko spójrz – powiedziała, wyciągając ze środka jakiś przedmiot. – Znalazłam to po drodze. Coś mi mówi – dodała z łobuzerskim uśmiechem – że spokój nam nie grozi.

Z tymi słowami wręczyła Tappiemu największe jajo, jakie ten widział w życiu.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij