Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Technika żywego słowa z 20 rycinami w tekście - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Technika żywego słowa z 20 rycinami w tekście - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 297 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Z 20 Ry­ci­na­mi w tek­scie

WY­DA­NIE TRZE­CIE

LWÓW

NA­KŁA­DEM KSIĘ­GAR­NI H. AL­TEN­BER­GA

1931

PRZED­MO­WA DO PIERW­SZE­GO WY­DA­NIA

Od­da­jąc pod­ręcz­nik ni­niej­szy do użyt­ku ogó­łu, pra­gnął­bym z ca­łe­go ser­ca, aże­by tra­fił przedew­szyst­kiem do kół doj­rza­łej mło­dzie­ży pol­skiej, któ­rej jest po­świę­co­ny.

Szcze­gó­ło­wą uwa­gę po­świę­ci­łem w tej pra­cy me­cha­ni­ce mowy i fi­zjo­lo­gji gło­su, wy­cho­dząc z pro­ste­go za­ło­że­nia, że do­kład­na zna­jo­mość in­stru­men­tu jest pierw­szym i nie­zbęd­nym wa­run­kiem umie­jęt­ne­go nim wła­da­nia. W tym kie­run­ku za­da­nie moje po­le­gać mo­gło tyl­ko na za­zna­jo­mie­niu czy­tel­ni­ka z dzi­siej­szym sta­nem umie­jęt­no­ści w spo­sób ile moż­no­ści ja­sny i przy­stęp­ny, z po­mi­nię­ciem wszyst­kich szcze­gó­łów, dla ce­lów pra­cy ni­niej­szej obo­jęt­nych. ?ró­dła na­uko­we, z ja­kich w tej mie­rze czer­pa­łem, po­da­ne są na koń­cu książ­ki wraz z naj­waż­niej­szą li­te­ra­tu­rą ca­łe­go przed­mio­tu, z któ­rej mniej lub wię­cej ko­rzy­sta­łem.

Wia­do­mo, jak wiel­ce w wy­cho­wa­niu na­szem pu­blicz­nem za­nie­dba­na jest wy­mo­wa. Stan ten ude­rza tem bar­dziej, je­śli się zwa­ży, że na­ród nasz w daw­nych wie­kach w żad­nej dzie­dzi­nie sztu­ki tak nie ce­lo­wał, jak wła­śnie na polu kra­so­mów­stwa. Ma­łec­ki na­zy­wa je wprost sztu­ką na­ro­do­wą, wy­ka­zu­jąc, że czem dla Wło­cha mu­zy­ka, dla Fran­cu­za te­atr, dla ca­łe­go śre­dnio­wiecz­ne­go Za­cho­du po­ezja tru­ba­du­rów i min­stre­lów, – tem było dla Po­la­ka kra­so­mów­stwo. Roz­kwit wy­mo­wy w daw­nej Pol­sce, któ­ra w tej mie­rze wy­prze­dzi­ła wszyst­kie na­ro­dy no­wo­cze­sne, po­le­gał na nie­zwy­kle bo­ga­tej spo­sob­no­ści do wy­stę­pów pu­blicz­nych. Wy­mo­wę okre­śla Ma­łec­ki jako dźwi­gnię za­jęć i za­baw na ca­łej prze­strze­ni ży­cia szla­chec­kie­go, a szla­chec­kie np. we­se­le sta­ro­pol­skie na­zy­wa "skom­pli­ko­wa­nym dra­ma­tem kra­so­mów­czym", któ­ry­by moż­na po­dzie­lić na akty i licz­ne sce­ny, a w każ­dej sce­nie naj­waż­niej­szy mo­ment sta­no­wi­ła: ora­cja.

Z utra­tą nie­pod­le­gło­ści spo­sob­ność pu­blicz­ne­go wy­stę­po­wa­nia zma­la­ła na ca­łym ob­sza­rze daw­nej Pol­ski pra­wie do zera, po­wo­li za­tra­ca­ły się rów­nież daw­ne oby­cza­je i zwy­cza­je, tak, że i w dzie­dzi­nach ży­cia do­mo­we­go i pry­wat­ne­go za­nie­dby­wa­no co­raz bar­dziej wy­mo­wę. Sto­sun­ki nie po­pra­wi­ły się na­wet wów­czas, gdy dziel­ni­ca Pol­ski pod ber­łem au­str­jac­kiem otrzy­ma­ła sa­mo­rząd. Sta­ro­pol­ska sztu­ka kra­so­mów­cza po­zo­sta­ła za­nie­dba­ną i za­po­mnia­ną, a w szko­łach na­szych, w ca­łem na­szem "wy­cho­wa­niu pu­blicz­nem nie po­świę­ca się jej naj­mniej­szej zgo­ła uwa­gi.

A jed­nak dla spo­łe­czeń­stwa, za­ła­twia­ją­ce­go sa­me­mu swo­je spra­wy, roz­pra­wia­ją­ce­go i ob­ra­du­ją­ce­go w cia­łach pra­wo­daw­czych i au­to­no­micz­nych, zwo­łu­ją­ce­go ko­mi­te­ty i ko­mi­sje, zgro­ma­dze­nia i wie­ce, sztu­ka wy­mo­wy sta­no­wić po­win­na je­den z naj­waż­niej­szych pier­wiast­ków wy­cho­wa­nia pu­blicz­ne­go! Któż z nas nie jest po­wo­ła­ny w ży­ciu pu­blicz­nem, czy to do skła­da­nia świa­dec­twa w są­dzie, czy do prze­ma­wia­nia w gro­nach pu­blicz­nych lub pry­wat­nych, czy do wy­gła­sza­nia re­fe­ra­tów, od­czy­ty­wa­nia spra­woz­dań, pro­to­ko­łów i t… d., i t… d…? Czyż nie jest więc rze­czą nie­odzow­nie ko­niecz­ną, aże­by każ­dy czło­wiek in­te­li­gent­ny, a zwłasz­cza oby­wa­tel z ukoń­czo­ną szko­łą śred­nią lub wyż­szą, mó­wił i czy­tał na głos co naj­mniej tak, aże­by go.sły­sza­no i ro­zu­mia­no?! W Pol­sce – pi­sał przed trzy­stu bez­ma­ła laty Sta­ro­wol­ski – nie może się ten na­zy­wać oby­wa­te­lem, a na­wet (śmia­ło po­wiem) Po­la­kiem, kto o rze­czy ja­kiej­kol­wiek wy­mow­nie i ozdob­nie pra­wić nie umie! – Jak­że da­le­ko od­bie­gli­śmy dziś od tego sta­nu rze­czy!

Zro­zu­mia­no te wy­mo­gi w Ame­ry­ce, w Szwaj­car­ji, szcze­gól­nie zaś we Fran­cji, gdzie krót­ko po woj­nie nie­miec­ko-fran­cu­skiej, wpro­wa­dzo­no na­ukę czy­ta­nia na­głos ("la lec­tu­re d hau­te voix"), jako przed­miot obo­wiąz­ko­wy do wszyst­kich szkół pu­blicz­nych, ele­men­tar­nych i śred­nich, oraz do se­mi­nar­jów na­uczy­ciel­skich. Na­uka ta nie jest ni­czem in­nem, jak tech­ni­ką ży­we­go sło­wa w ogra­ni­czo­nem nie­co zna­cze­niu. Od­tąd każ­dy uczeń, opusz­cza­ją­cy szko­łę, zda­wać musi eg­za­min z tego przed­mio­tu. P. Bar­do­ux, ów­cze­sny mi­ni­ster wy­cho­wa­nia pu­blicz­ne­go, wy­znań i sztuk pięk­nych, wpro­wa­dza­jąc pod­ręcz­ni­ki Le­go­uve­go dla na­uki obo­wiąz­ko­wej czy­ta­nia na głos w szko­łach fran­cu­skich, okre­śla w od­no­śnym okól­ni­ku na­ukę tę jako waż­ny pier­wia­stek wy­cho­wa­nia pu­blicz­ne­go. Mu­si­my się we Fran­cji uczyć czy­tać – po­wia­da mi­ni­ster fran­cu­ski – bo uczyć się czy­tać, to naj­lep­szy spo­sób ucze­nia się mó­wić. Bez wąt­pie­nia więc sztu­ka czy­ta­nia na głos na­le­ży do naj­waż­niej­szych ćwi­czeń w szko­łach pu­blicz­nych, ale i sztu­ki tej uczyć po­trze­ba za­rów­no, jak i in­nych. Na­uka to nie za­bie­ra­ją­ca uczniom nie tyl­ko żad­ne­go cza­su, ale owszem po­zwa­la­ją­ca im zy­skać na cza­sie. Na­uczyć się po­praw­nie prze­czy­tać ja­kąś rzecz, to naj­pew­niej­szy śro­dek, aże­by treść jej zro­zu­mieć i dłu­żej za­pa­mię­tać.

Będę szczę­śli­wy, je­że­li skrom­ne moje usi­ło­wa­nia przy­czy­nią się do zwró­ce­nia uwa­gi na sztu­kę ży­we­go sło­wa, jako na pier­wia­stek wy­cho­wa­nia pu­blicz­ne­go, je­że­li się przy­czy­nią do wskrze­sze­nia sztu­ki, ongi w Pol­sce tak kwit­ną­cej, a dziś tak za­nie­dba­nej.

We Lwo­wie, w grud­niu 1905.

Jul­jusz Ten­ner.

PRZED­MO­WA DO WY­DA­NIA TRZE­CIE­GO.

Wy­da­nie ni­niej­sze opar­te jest na ogół na dru­giem, nie­zmie­nio­nem wy­da­niu „Tech­ni­ki”. Pew­nych, nie­znacz­nych zmian w tek­ście do­ko­na­ła Dr. Da­nie­la Grom­ska, cór­ka zmar­łe­go w r. 1922 Au­to­ra, na pod­sta­wie Jego spu­ści­zny rę­ko­pi­śmien­nej.

I. CZĘŚĆ AR­TERJRLNR

A, ME­CHA­NI­KA GŁO­SU.

ROZ­DZIAŁ I.

Na­rzę­dzia gło­su i na­rzę­dzia mowy.

Me­cha­ni­ka gło­su i mowy. – Or­gan nad­zor­czy i ucho. – To­na­cja i ar­ty­ku­la­cja. – Mowa szep­ta­na. – Na­rzę­dzia gło­su: a) Na­rzę­dzia mo­to­rycz­ne: przy­rząd od­de­cho­wy i spo­so­by od­dy­cha­nia, b) Na­rzę­dzia dźwię­ko­we: krtań; gło­śnia; wią­za­dła gło­so­we; ar­ty­ku­la­cja krta­ni; siła i ja­kość gło­su. – Na­rzę­dzia od­dźwię-kowe: jama ust­na i jamy no­so­we jako prze­strze­nie re­zo­nan­so­we. – Na­rzę­dzia mowy: „mło­ty” i „ko­wa­dła” fo­na­cyj­ne. – Pier­wiast­ki mowy mu­zycz­ne (sa­mo­gło­ski) i pier­wiast­ki ma­lar­skie i pla­stycz­ne (spół­gło­ski). – Zna­cze­nie i funk­cje ję­zy­ka.

Wy­twa­rza­nie gło­su ludz­kie­go może być roz­pa­try­wa­ne z dwo­ja­kie­go sta­no­wi­ska na­uko­we­go: z punk­tu wi­dze­nia psy­cho­lo­gicz­no-fi­zjo­lo­gicz­ne­go i fi­zjo­lo­gicz­no-fi­zy­kal­ne­go. Dla na­szych ce­lów, dla za­da­nia wy­tknię­te­go tech­ni­ce ży­we­go sło­wa, dys­cy­pli­nie prak­tycz­nej, wy­star­czy, je­śli za­zna­jo­mi­my się z me­cha­ni­zmem mowy, przedew­szyst­kiem za­tem z przy­rzą­dem, słu­żą­cym do wy­twa­rza­nia gło­su i mowy. Zna­jo­mość kon­struk­cji i dzia­ła­nia in­stru­men­tu po­żą­da­na jest dla każ­de­go, kto przez całe swo­je ży­cie nim się po­słu­gu­je, wprost nie­odzow­na jest dla tych, któ­rzy ży­wem sło­wem w ja­kim­kol­wiek kie­run­ku bez­po­śred­nio mają dzia­łać na dru­gich.

Apa­rat nasz gło­so­wy jest in­stru­men­tem mu­zycz­nym, naj­bar­dziej zbli­żo­nym do ro­dza­ju in­stru­men­tów zwa­nych pisz­czał­ka­mi war-go­we­mi. Zu­ży­wa­nych dziś in­stru­men­tów naj­po­dob­niej­sze są do nie­go obój i fa­got. O ile cho­dzi o „fo na­cję”, t… j… o pro­ste wy­two­rze­nie sa­me­go tyl­ko dźwię­ku, jaki się ob­ja­wia w krzy­ku zwie­rząt lub w pła­czu nie­mow­lę­cia, apa­rat gło­so­wy speł­nia funk­cje tro­ja­kie, a mia­no­wi­cie:

1) mo­to­rycz­ne, za­po­mo­cą płuc, mięś n i płu­ca po­ru­sza­ją­cych i tcha­wi­cy, or­ga­nów wy­twa­rza­ją­cych wła­ści­wą siłę po­pę­do­wą apa­ra­tu;

2) dźwię­ko­we (wi­bra­cyj­ne), wy­twa­rza­ją­ce za po­mo­cą wła­ści­we­go or­ga­nu gło­so­we­go t… j… krta­ni, dźwięk; i

3) od­dźwię­ko­we (re­zo­na­cyj­ne), kształ­tu­ją­ce ja­kość gło­su, za­wi­słą od usto­sun­ko­wa­nia i ob­ję­to­ści prze­strze­ni re­zo­na-eyj­nych po­wy­żej krta­ni, t… j… jamy ust­nej i jam no­so­wych.

Umie­jęt­ne wy­kształ­ce­nie gło­su za­le­ży za­tem przedew­szyst­kiem od wy­szko­le­nia, wy­gim­na­sty­ko­wa­nia tych funk­cyj. Ale to nie wy­star­czy Nie­odzow­ną jest po­trze­ba wy­kształ­ce­nia tak­że or­ga­nu funk­cje te ści­śle i umie­jęt­nie nad­zo­ru­ją­ce­go. Or­ga­nem tym nad­zor­czym jest ucho Roz­wój gło­su przedew­szyst­kiem za­le­ży od ucha.-Bez słu­chu nie tyl­ko nie­ma mu­zy­ki i śpie­wu, ale nie­ma też dźwię­ków ar­ty­ku­ło­wa­nych, nie­ma mowy. Zwią­zek zmy­słu na­sze­go słu­cho­we­go z mową jest tak ści­sły, że głu­cho­ta od uro­dze­nia po­cią­ga za sobą bez­względ­nie nie­mo­tę. In­dy­wi­dua z wy­kształ­co­ną zu­peł­nie mową, któ­rych słuch w póź­niej­szym wie­ku się przy­tę­pi, mają zmniej­szo­ną moż­ność nad­zo­ro­wa­nia gło­su i mowy swo­jej przez ucho. Głos ich sta­je się mo­no­ton­ny, wy­mo­wa nie­zro­zu­mia­łą, czę­sto zbyt gło­śną lub zbyt sła­bą.

Ucho jest pierw­szym na­uczy­cie­lem i kry­ty­kiem za­ra­zem gło­su i wy­mo­wy. Nie­zba­da­ne są taj­ni­ki w głę­biach jego ukry­te. Ucho to za­ra­zem kom­po­zy­tor i ka­pel­mistrz ży­we­go sło­wa, któ­ry wy­bi­ja takt, wy­ty­cza pau­zy, czu­wa nad czy­sto­ścią i siłą gło­su, nad mięk­ko­ścią i dźwięcz­no­ścią mowy, kon­tro­lu­je każ­dy ton, każ­dą zmia­nę, każ­dy od­cień tonu. Wszyst­kie na­rzę­dzia na­szej mowy: płu­ca i krtań, ję­zyk i usta, sto­su­ją się do ucha i pod­da­ją się kor­nie, jego wła­dzy.

Me­cha­nizm ucha zba­da­ła fi­zjo­lo­gja aż do naj­drob­niej­szych szcze­gó­łów. Z tam­tej wszak­że stro­ny świa­ta zmy­sło­we­go po­zo­sta­ły nie­zgłę­bio­ne jesz­cze taj­nie. Poza pro­giem świa­do­mo­ści du­szy ludz­kiej kró­lu­je wy­obraź­nia i tam, gdzie na­uka sta­nę­ła u*kre­su swe­go, tam roz­po­czy­na się – cu­dow­na wła­dza fan­ta­zji ucha, któ­ra po­zwa­la nam sły­szeć śpiew i mowę, dźwięk dzwo­nu i od­głos trąb, szał bu­rzy i szmer stru­my­ka, bez wzglę­du na rze­czy­wi­stość onych zja­wisk. Fan­ta­zja ta żyje wspo­mnie­niem, ale umie być twór­czą, a wów­czas sta­je się źró­dłem wszel­kie­go ar­ty­zmu. Beetho­ven, jak wia­do­mo, w doj­rzal­szym wie­ku ogłuchł zu­peł­nie, a jed­nak two­rzył da­lej nie­śmier­tel­ne swe dzie­ła mu­zycz­ne. Tu nie wy­star­cza nam więc fi­zjo­lo­gicz­ne po­ję­cie słu­chu, któ­rym ar­ty­sta prze­stał roz­po­rzą­dzać, zja­wi­sko to tłó­ma­czy tyl­ko fan­ta­zja ucha.

Fan­ta­zją taką ob­da­rzo­ną jest każ­da isto­ta ludz­ka od naj­wcze­śniej­sze­go dzie­ciń­stwa. Mały epi­zod z wła­sne­go do­świad­cze­nia niech mi po­słu­ży w tej mie­rze za przy­kład cha­rak­te­ry­stycz­ny fan­ta­zji ucha i pe­da­go­gicz­nych zdol­no­ści.

Zna­łem dwie małe sio­strzycz­ki o bar­dzo dzie­cin­nej wy­mo­wie. Nie­któ­re spół­gło­ski, zwłasz­cza „t” i „1”, przed­sta­wia­ły dla nich nie­po­ko­na­ne trud­no­ści. Mó­wi­ły więc np. za­miast „tyl­ko” – „siko”. Pew­ne­go razu pod­słu­cha­łem jak star­sza Mi­lu­siń­ska uczy­ła o rok młod­szą sio­strzycz­kę, któ­ra jak kos wszyst­ko za nią po­wta­rza­ła: Nie mówi się „siko” „siko: siko!” Fan­ta­zja jej uszka od­czu­wa­ła już do­kład­nie róż­ni­cę mię­dzy „tyl­ko”, jak star­si wy­ma­wia­li, a „siko” jak wy­ma­wia­ła sio­strzycz­ka, lecz wła­sne na­rzę­dzia mowy od­ma­wia­ły jesz­cze po­słu­szeń­stwa!

Kształ­ce­nie gło­su od­by­wać za­tem na­le­ży w tro­ja­kim kie­run­ku, a mia­no­wi­cie kształ­ce­niem s ł uc h u jako or­ga­nu nad­zor­cze­go, 2) gim­na­sty­ką sa­me­go gło­su ce­lem nada­nia mu dźwięcz­no­ści i 3) na­uką po­praw­ne­go od­dy­cha­nia, o ile cho­dzi nie o fi­zjo­lo­gicz­ne funk­cje od­de­chu, ale o sam me­cha­nizm.

To wszyst­ko wy­star­cza jed­nak tyl­ko do śpie­wu, nie wy­star­czy do mowy. Nie moż­na śpie­wać bez gło­su, ale moż­na śpie­wać bez słów. Na­to­miast moż­na mó­wić bez gło­su, ale nie moż­na mó­wić bez ar­ty­ku­la­cji. Je­że­li głos nasz ma się stać mową, na­ten­czas dźwięk wy­two­rzo­ny w na­szej krta­ni („fo­na­cja”) musi być ukształ­to­wa­ny na­rzę­dzia­mi mowy („ar­ty­ku­la­cja”). Ar­ty­ku­la­cją bez fo­na­cji czy­li mową bez dźwię­ku jest mowa szep­ta­na. W mo­wie tej prąd wy­de­cho­wy po­wie­trza nie wpra­wia wią­za­deł gło­so­wych w drga­nie, ale trąc się o ich brze­gi, wy­twa­rza tyl­ko szmer. W szep­cie nie roz­róż­nia­my dla­te­go wca­le wy­so­ko­ści tonu, mo­że­my tyl­ko mó­wić o roz­ma­itych stop­niach siły szep­tu sto­sow­nie do siły prą­du wy­de­cho­we­go.

Obok wy­mie­nio­nych po­przed­nio na­rzę­dzi gło­su, wy­pad­nie nam więc za­jąć się tak­że wła­ści­we­mi na­rzę­dzia­mi mowy, t… j… na­rzę­dzia­mi, słu­żą­ce­mi bez­po­śred­nio ar­ty­ku­la­cji, do któ­rych na­le­żą: pod­nie­bie­nie twar­de, pod­nie­bie­nie mięk­kie, ję­zy­czek pod­nie­bie­nio­wy, ję­zyk, zęby i war­gi.

Na­rzę­dzia gło­su.

a) Na­rzę­dzia mo­to­rycz­ne.

Mo­to­rem gło­su na­sze­go i mowy na­szej jest przy­rząd od­de­cho­wy, któ­ry po­rów­nać mo­że­my do pię­tro­we­go ma­ga­zy­nu. Gór­ną kon­dy­gna­cją (t… j… na pię­trze) jest pierś, za­wie­ra­ją­ca płu­ca i ser­ce, a dol­ną kon­dy­gna­cją (t.j… w par­te­rze) jest brzuch, miesz­czą­cy w so­bie wą­tro­bę, żo­łą­dek i je­li­ta. Gór­ny lo­kal, t… i… jama pier­sio­wa, od­dzie­lo­ny jest od par­te­ru t… j… od jamy brzusz­nej wy­pu­kłą bło­ną, któ­ra się na­zy­wa prze­po­ną (czy­li dia­frag­mą). W prze­po­nie po­zna­my naj­waż­niej­szy z mię­śni od­de­cho­wych, jest to ro­dzaj po­dusz­ki ela­stycz­nej, wy­peł­nio­nej jak­by sprę­ży­na­mi, któ­ra przy po­mo­cy ca­łe­go sys­te­mu mię­śni zdol­na jest kur­czyć i płasz­czyć się ku do­ło­wi i na­po­wrót. Przez wy­dy­ma­nie się ku do­ło­wi spro­wa­dza prze­po­na roz­sze­rze­nie klat­ki pier­sio­wej i zmniej­sze­nie jamy brzusz­nej, skurcz zaś w od­wrot­nym kie­run­ku, do góry, wy­wo­łu­je ści­śnie­nie klat­ki pier­sio­wej i roz­sze­rze­nie jamy brzusz­nej. Płu­ca przy­twier­dzo­ne są za­po­mo­cą bło­ny pier­sio­wej („osier­dzia”) do ścian klat­ki pier­sio­wej i skła­da­ją się z dwóch wo­recz­ków, umiesz­czo­nych z pra­wej i z le­wej stro­ny klat­ki pier­sio­wej („pra­we płu­co i lewe płu­co”). Wo­recz­ki te wy­peł­nio­ne są ma­łe­mi na­czyń­ka­mi, zwa­ne­mi pę­che­rzy­ka­mi płuc­ne­mi, a koń­czy­na­mi swe­mi wspar­te są na prze­po­nie. Me­cha­nizm tego przy­rzą­du przy­po­mi­na­ją­ce­go miech od­by­wa się za­tem w ten spo­sób, że naj­mniej­sze po­ru­sze­nie prze­po­ny lub ścian jamy pier­sio­wej od­dzia­ły­wu­je tak­że na płu­ca. Krew krą­żą­ca w płu­cach prze­pły­wa po­mię­dzy obo­ma wo­recz­ka­mi, któ­re z obu stron wy­sta­wio­ne są na dzia­ła­nie po­wie­trza płuc­ne­go. Od­dy­cha­nie po­le­ga na cią­głej wy­mia­nie tego po­wie­trza, ruch jego w płu­cach od­by­wa się za spra­wą prze­po­ny brzusz­nej i mię­śni pier­sio­wych.

Do płuc tyle tyl­ko po­wie­trza wpły­wa, ile

Tech­ni­ka. 2

ob­ję­tość ich po­mie­ścić może. Im le­piej więc płu­ca roz­sze­rzyć lub po­głę­bić zdo­ła­my, tem więk­szy bę­dzie za­pas po­wie­trza, jaki w nich na­gro­ma­dzi­my, tem głęb­szy i wy­trwal­szy nasz od­dech, wła­ści­wy mo­tor przy­rzą­du na­sze­go gło­so­we­go. Po­zo­stań­my przy po­rów­na­niu po­wyż­szem dwóch ma­ga­zy­nów, jed­ne­go nad dru­gim, a zro­zu­mie­my ła­two, że ob­ję­tość gór­ne­go ma­ga­zy­nu (t… j… jamy pier­sio­wej, a za­tem i w bez­po­śred­nim związ­ku z nią sto­ją­cych płuc) po­więk­szyć mo­że­my w tro­ja­ki spo­sób: 1) gdy pod­nie­sie­my po­wa­łę; 2) gdy roz­su­nie­my ścia­ny lub 3) gdy ob­ni­ży­my pod­ło­gę.

Ana­lo­gicz­nie mo­że­my w tro­ja­ki spo­sób zwięk­szyć ob­ję­tość płu­c1):

1) przez pod­nie­sie­nie oboj­czy­ków i że­ber: od­dy­cha­nie szczy­ta­mi;

2) przez roz­su­wa­nie ścian bocz­nych jamy pier­sio­wej: od­dy­cha­nie bo­ka­mi;

3) przez ob­ni­że­nie dol­nej pod­sta­wy: od­dy­cha­nie prze­po­ną.

Pierw­sze dwa spo­so­by sta­no­wią od­dy­cha­nie pier­sio­we, cha­rak­te­ry­zu­ją­ce ko­bie­ty (głów­nie z po­wo­du uży­wa­nia sznu­rów­ki), trze­ci spo­sób x) Jama pier­sio­wa jest klat­ką z ko­ści, za­mknię­tą u góry oboj­czy­ka­mi; ścia­ny bocz­ne two­rzą: z tyłu stos pa­cie­rzo­wy, z le­wej i z pra­wej stro­ny ob­ra­ca­ją­ce się jak­by na za­wia­sach boki, z przo­du po­łą­czo­na z nie­mi chrząst­ka­mi kość pier­sio­wa; dol­ną wresz­cie pod­sta­wą daje ela­stycz­na prze­po­na.

jest od­dy­cha­niem brzusz­nem, naj­czę­ściej u męż­czyzn spo­ty­ka­nem, a dla ce­lów mowy i śpie­wu naj­waż­niej­szem.

Roz­sze­rze­nie klat­ki pier­sio­wej, względ­nie płuc, za­po­mo­cą skur­czów sys­te­mu mię­śni od­de­cho­wych w ja­ki­kol­wiek z po­wyż­szych trzech spo­so­bów, sta­no­wi pierw­szą – czyn­ną – część pro­ce­su od­de­cho­we­go, zwa­ne­go wde­chem. Do roz­sze­rzo­nych płuc po­wie­trze wpły­wa samo przez się… na pod­sta­wie pra­wa na­tu­ry, we­dle któ­re­go każ­da pu­sta prze­strzeń na­peł­nia się po­wie­trzem. Od­dech, w ten spo­sób za­czerp­nię­ty, jest ci­chy i nie­do­strze­gal­ny.

Ru­chem bier­nym jest wy­dech, po­wsta­ją­cy w ten spo­sób, że roz­sze­rzo­ne płu­ca kur­czą się na­po­wrót, przez co po­wie­trze z nich czę­ścio­wo ucho­dzi. Czę­ścio­wo, po­nie­waż w sta­nie zdro­wym płu­ca nig­dy nie po­zby­wa­ją się swo­ich za­pa­sów po­wie­trza w zu­peł­no­ści. Cały ten za­pas po­dzie­lić moż­na na 4 czę­ści, a mia­no­wi­cie: 1) za­pas po­wie­trza po­zo­sta­ją­cy w płu­cach po naj­głęb­szym wy­de­chu; 2) za­pas po­zo­sta­ją­cy po zwy­kłym wy­de­chu w płu­cach, ale ucho­dzą­cy po wy­de­chu naj­głęb­szym; 3) wła­ści­we po­wie­trze od­de­cho­we, spo­trze­bo­wa­ne przy zwy­kłym wde­chu i wy­de­chu i 4) za­pas re­zer­wo­wy wcią­ga­ny po­nad nor­mal­ną ilość po­wie­trza przy głę­bo­kiem wde­chi­wa­niu.

Prąd wy­de­cho­wy wi­nien być wy­łącz­nie zu­żyt­ko­wa­ny do kształ­to­wa­nia tonu. Cho­dzi za­tem

2*

o to, aże­by naj­mniej­szy atom po­wie­trza nie uszedł" z pier­si na­szej nie­zu­żyt­ko­wa­ny. Słyn­ny śpie­wak i na­uczy­ciel śpie­wu don Ma­nu­el Gar­cia, ten sam, któ­ry pierw­szy za­po­mo­cą wy­na­le­zio­ne­go przez sie­bie lu­stra la­ryn­go­sko­pij­ne­go wła­sną swo­ją krtań pod­da­wał ści­słe­mu ba­da­niu pod­czas mowy, śpie­wu i od­dy­cha­nia, po­dał bar­dzo pro­sty śro­dek kon­tro­li dla tej eko­nom­ji od­de­chu. Oto pod­czas mowy lub śpie­wu na­le­ży przed usta­mi trzy­mać za­pa­lo­ną świe­cę. Je­że­li istot­nie cały prąd wy­de­cho­wy zu­żyt­ku­je­my wy­łącz­nie do kształ­to­wa­nia tonu, wów­czas pło­my­czek świe­cy nie za­drga ani razu. Od tej eko­nom­ji od­de­chu za­le­ży w śpie­wie za­rów­no jak w mo­wie rów­ność i trwa­łość tonu, w mó­wie zaś po­nad­to ła­twość, płyn­ność i po­to­czy­stość wy­mo­wy.

Osią­gnąć moż­na tę eko­nom­ję od­de­chu, je­śli zdo­ła­my pra­cę prze­po­ny brzusz­nej, musz­ku­łu funk­cjo­nu­ją­ce­go z re­gu­ły bez­wied­nie, uczy­nić pra-. wi­dło­wą i pod­po­rząd­ko­wać ją w pew­nym stop­niu na­szej woli. W tym celu skurcz prze­po­ny od­by­wać się bę­dzie pod­czas wy­de­chu rów­no­mier­nie i po­wo­li, a pod­czas wde­chu ci­cho i nie­do­strze­gal­nie. Na­le­ży za­wsze pa­mię­tać o tem, że po­wie­trze samo wpły­wa do płuc, je­że­li prze­wo­dy do nich pro­wa­dzą­ce są otwar­te, wde­cho­wi aatem nig­dy to­wa­rzy­szyć nie po­wi­nien wy­si­łek. Taki wy­si­łek, skwa­pli­we wcią­ga­nie po­wie­trza wy­wo­łu­je gło­śny od­dech, któ­ry szko­dzi na­rzę­dziom gło­so­wym, zwłasz­cza stru­nom gło­so­wym i spra­wia za­wsze wra­że­nie przy­kre i nie­este­tycz­ne. Ale usta i nos, na­stęp­nie krtań i tcha­wi­ca, prze­wo­dy, przez któ­re po­wie­trze wpły­wa do płuc, są cia­sne. Aże­by za­po­biec gło­śne­mu od­de­cho­wi ba­czyć za­tem po­trze­ba na dwie rze­czy: 1) aże­by prze­wo­dy po­wietrz­ne nie sta­wia­ły w żad­nem miej­scu za­po­ry wpły­wa­ją­ce­mu po­wie­trzu, 2) aże­by płu­ca za­po­mo­cą mię­śni pier­sio­wych i prze­po­ny brzusz­nej jak naj­bar­dziej roz­sze­rzyć, ce­lem po­miesz­cze­nia moż­li­wie naj­więk­sze­go za­pa­su po­wie­trza.

Za­po­ry w prze­wo­dach po­wietrz­nych po­wstać mogą przez za­mknię­cie lub zwę­że­nie szczęk lub przez za­mknię­cie lub zwę­że­nie wią­za­deł gło­so­wych pod­czas wde­chu. Przez tar­cie po­wie­trza o kra­wę­dzie szpa­ry gło­so­wej po­wsta­je wów­czas szmer. Ale szmer ten naj­czę­ściej ma inną przy­czy­nę. Je­że­li za­pa­sy po­wie­trza w płu­cach roz­trwo­ni­my nie­bacz­nie do ostat­ka i do­pie­ro w naj­wyż­szej po­trze­bie, kie­dy głos nasz gro­zi urwa­niem, bo brak mu jego siły po­pę­do­wej, wcią­ga­my skwa­pli­wie po­wietrz­ne, wów­czas mi­mo­wo­li zwę­ża­my szpa­rę gło­so­wą, a prąd po­wie­trza prze­dzie­ra się z wy­sił­kiem ner­wo­wym przez krtań, trąc o brze­gi strun gło­so­wych i wy­wo­łu­je zna­ne a tak przy­kre i nie­este­tycz­ne wra­że­nie gło­śne­go od­de­chu czy­li t… zw. „czkaw­ki dra* ma­tycz­nej”.

Po­wie­trze jest za­tem w me­cha­ni­zmie gło­su Judz­kie­go tyl­ko siłą po­pę­do­wą, mo­to­rem, ale by – naj­mniej nie ob­ja­wia się tu prze­mia­na po­wie­trza w dźwięk. Sta­rać się za­tem na­le­ży, aże­by jak naj­wię­cej tej siły po­pę­do­wej na­gro­ma­dzić w zbior­ni­ku t… j… w płu­cach i aże­by mo­tor funk­cjo­no­wał ci­cho i bez wy­sił­ku.

Pierw­szym, nie­odzow­nym wa­run­kiem są tu oczy­wi­ście zdro­we płu­ca, któ­re po­znać moż­na po wy­pu­kłej klat­ce pier­sio­wej. Cho­rzy na płu­ca lub nie­mi, któ­rzy or­ga­nem tym do ce­lów mowy lub śpie­wu nie po­słu­gu­ją się wca­le, mają pła­ską klat­kę pier­sio­wą. Pły­wa­nie, cho­dze­nie po gó­rach, śli­zgaw­ka i t… p… ćwi­cze­nia fi­zycz­ne kształ­cą po­śred­nio i płu­ca, lecz wła­ści­wą gim­na­sty­ką płuc dla ce­lów wy­mo­wy jest tyl­ko bez­po­śred­nie ich ćwi­cze­nie: czy­ta­nie na głos i śpiew.

Po­łą­cze­nie mo­to­ru z wła­ści­wym in­stru­men­tem dźwię­ko­wym (wi­bra­cyj­nym) two­rzy tcha­wi­ca. Jest to rura, słu­żą­ca jako prze­wód po­wie­trza, a dzie­lą­ca się ku płu­com, na dwie ga­łę­zie, zwa­ne bron­chja­mi, z któ­rych jed­na za­cho­dzi do pra­we­go, dru­ga do le­we­go wo­recz­ka płuc­ne­go, roz­dzie­la­jąc się tam na co­raz to de­li­kat­niej­szą tka­ni­nę, się­ga­ją­cą aż do pę­che­rzy­ków płuc­nych. Przy wde­chi­wa­niu po­wie­trze prze­cho­dzi przez tcha­wi­cę do bron­chji i prze­do­sta­je się przez całą sieć ich roz­ga­łę­zie­nia do pę­che­rzy­ków płuc­nych, któ­re się skut­kiem tego roz­dy­ma­ją. U góry roz­sze­rza się tcha­wi­ca, two­rząc krtań, wła­ści­wy in­stru­ment dźwię­ko­wy na­sze­go gło­su.

b) Na­rzę­dzia dźwię­ko­we (wi­bra­cyj­ne).

Głos po­wsta­je w ten spo­sób, ie prąd wy­de­cho­wy po­wie­trza wy­pły­wa po­wo­li przez tcha­wi­cę do krta­ni, gdzie wpro­wa­dza w drga­nie

FIG. 2. PRZE­KRÓJ KRTA­NI.

cS kość gny­ko­wa – te chrząst­ka tar­czy­ko­wa – ac na­lew­ko­wa – vc wią­za­dło gło­so­we – cc chrząst­ka ob­rącz­ko­wa – tr tcha­wi­ca.

kra­wę­dzie wią­za­deł gło­so­wych, prze­pły­wa­jąc przez utwo­rzo­ną przez nie szcze­li­nę („szpa­rę gło­so­wą”).

Krtań za­tem jest wła­ści­wą ko­leb­ką gło­su na­sze­go i za­stę­pu­je w in­stru­men­cie na­szym dźwię­ko­wym tak zw. „mundsz­tyk” in­stru­men­tów dę­tych.

Krtań skła­da się z czte­rech ru­cho­mych chrzą­stek, po­łą­czo­nych ze sobą za po­mo­cą sta­wów, wię­zów i mię­śni. Ota­cza­jąc sil­ną swą kon­struk­cją chrząst­ko­wą prze­strzeń, wy­peł­nio­ną po­wie­trzem, sta­no­wi krtań roz­sze­rze­nie tcha­wi­cy, na któ­rej spo­czy­wa, jak le­jek na szyj­ce bu­tel­ki. W po­przek krta­ni idzie prze­gro­da, utwo­rzo­na z dwóch fał­dów bło­ny ślu­zo­wej, któ­re wy­sta­ją po obu bo­kach z przo­du ku ty­ło­wi, po­środ­ku zaś wol­ne ich kra­wę­dzie two­rzą mię­dzy sobą szcze­li­nę zwa­ną szpa­rą gło­so­wą albo gło­śnią. Te fał­dy, ela­stycz­ne lśnią­ce włók­na, ko­lo­ru masy per­ło­wej, na­zy­wa­ją się wią­za­dła­mi albo stru­na­mi gło­so­we­mi i są naj­waż­niej­szą czę­ścią skła­do­wą krta­ni.

Wnę­trze krta­ni wy­sła­ne jest bło­ną ślu­zo­wą, pod­czas gdy na ze­wnątrz krtań oto­czo­na jest mię­śnia­mi. Nad każ­dem wią­za­dłem znaj­du­je się dru­gi fałd bło­ny ślu­zo­wej, któ­ry jed­nak nie ma­jąc wol­nej kra­wę­dzi, nie drga pod­czas wy­de­chu. Roz­róż­nia­my za­tem dwie pary wią­za­deł; dol­ne czy­li praw­dzi­we i gór­ne czy­li fał­szy­we wią­za­dła gło­so­we.

*

FIG. 4. PRZE­KRÓJ PO­PRZECZ­NY KRTA­NI.

(we­dle cię­cia przez za­mar­z­nię­tą krtań, wy­ko­na­ne­go przez dra Nor­ris Wol­fen­den), e na­gło­śnia – hb ko­rzeń ję­zy­ka – lvb lewa gór­na stru­na gło­so­wa – m prze­krój musz­ku­łu – v kie­szeń Mor­ga­gnie­go – lvc lewa dol­na stru­na gło­so­wa – rvc pra­wa dol­na stru­na gło­so­wa – te chrząst­ka tar­czy­ko­wa – cc chrząst­ka ob­rącz­ko­wa – tr tcha­wi­ca.

Pod szpa­rą gło­so­wą u gór­ne­go, gru­be­go koń­ca krta­ni znaj­du­je się mały da­szek, ro­dzaj sa­mo­trza­sku, chrząst­ka, któ­ra na ukos z przo­du i z dołu two­rzy ku ty­ło­wi i gó­rze po­kryw­kę



krta­nio­wą, zwa­ną na­gło­śnią. Chrząst­ka ta ma kształt spłasz­czo­nej grusz­ki, a każ­dy przez nas pod­czas je­dze­nia i pi­cia po­łknię­ty kęs i łyk przy­ci­ska ją do krta­ni, za­my­ka tem sa­mem szpa­rę gło­so­wą i prze­cho­dzi przez prze­łyk do żo­łąd­ka.

Stru­ny gło­so­we (czy­li wią­za­dła praw­dzi­we) wy­da­dzą tyl­ko wów­czas dźwięk pra­wi­dło­wy

FIG. 5. WI­DOK KRTA­NI POD­CZAS SPO­KOJ­NE­GO OD­DY­CHA­NIA.

1 ko­rzeń ję­zy­ka – 2 fałd bło­ny ślu­zo­wej – 3 na­gło­śnia – 4 gór­na stru­na gło­so­wa – 5 kie­szeń Mor­ga­gnie­go – 6 dol­na stru­na gło­so­wa – 7 i 8 chrząst­ki.

je­że­li wol­ne ich kra­wę­dzie w sta­nie na­prę­żo­nym i w lin­jach pro­stych tak się do sie­bie zbli­żą, że gło­śnia chwi­lo­wo bę­dzie szczel­nie za­mknię­ta. Zbli­że­nie to na­stą­pić musi lek­ko i bez ude­rze­nia. Dzie­je się to za­po­mo­cą musz­ku-łów krta­nio­wych, któ­re kie­ru­ją ar­ty­ku­la­cją krta­ni. Roz­róż­nia­my 4 for­my tej ar­ty­ku­la­cji, a mia­no­wi­cie:

FIG. 6. WI­DOK KRTA­NI POD­CZAS WY­DA­WA­NIA GŁO­SU.

1. Szpa­ra gło­so­wa jest otwar­ta, a po­wie­trze wy­de­cho­we prze­pły­wa przez nią bez naj­mniej­szej prze­szko­dy: od­dech spo­koj­ny, apa­rat gło­so­wy mil­czy.

2. Wią­za­dła gło­so­we zbli­ża­ją się do sie­bie o tyle, że prąd wy­de­cho­wy ocie­ra się lek­ko o ich brze­gi i wy­twa­rza przez ude­rze­nie o ścia­ny jamy ust­nej szmer: mowa szep­ta­na i gło­ska A.1)

3. Wią­za­dła gło­so­we zwę­ża­ją szpa­rę gło­so­wą tak da­le­ce, że prąd wy­de­cho­wy, prze­dzie­ra­jąc się przez wąz­ka szcze­li­nę, wpro­wa­dza wią­za­dła w drga­nie: głos i mowa,

4. Wią­za­dła gło­so­we są zu­peł­nie zwar­te, szpa­ra za­tem gło­so­wa za­mknię­ta, a sil­ny prąd wy­de­cho­wy roz­wie­ra ją na­gle i ener-

1) Po­krew­ne szep­to­wi jest t… zw. chuch­nię­cie, pod­czas któ­re­go stru­ny gło­so­we mniej są do sie­bie zbli­żo­ne jak przy szep­cie. Szept i chuch­nię­cie two­rzą więc sta­ny po­śred­nie strun gło­so­wych po­mię­dzy od­de­chem spo­koj­nym a gło­śną mową.

gicz­nie, wpra­wia­jąc wią­za­dła w drga­nie: rów­nież głos i mowa. Od ostat­nich dwóch spo­so­bów za­le­ży ła­god­ne lub sil­ne t… zw. „ata­ko­wa­nie” gło­su w śpie­wie i mo­wie; – dla ce­lów ar­ty­stycz­nych, je­że­li cho­dzi o pięk­ność i wra­że­nie es­te­tycz­ne śpie­wu i mowy, na­da­je się tyl­ko ła­god­ne ata­ko­wa­nie gło­su.

Je­że­li siła gło­su za­le­ży głów­nie od na­rzę­dzi mo­to­ro­wych, a za­tem od or­ga­nów od­de­cho­wych i umie­jęt­no­ści ich uży­cia, to ja­kość gło­su, dźwięcz­ność jego, a da­lej wy­so­kość tonu, za­wi­sła jest głów­nie od strun gło­so­wych, od ich ela­stycz­no­ści i zdol­no­ści do na­prę­że­nia i drga­nia. Dźwięcz­ność gło­su, me­ta­licz­ność tonu, za­le­ży po czę­ści od kon­sy­sten­cji bło­ny ślu­zo­wej, któ­rą krtań za­rów­no, jak wszyst­kie prze­wo­dy po­wietrz­ne są wy­ście­lo­ne, po­za­tem jed­nak od ela­stycz­no­ści wią­za­deł. Ka­ta­ry czy­li za­pa­le­nia bło­ny ślu­zo­wej wpro­wa­dza­ją do gło­śni małe pła­tecz­ki ślu­zu, któ­re przy­le­ga­ją do strun gło­so­wych pod­czas ich drga­nia, przez co dźwięk wy­two­rzo­ny sta­je się nie­re­gu­lar­nym, skrzy­pią­cym, albo jak mó­wi­my po­tocz­nie: za­chryp­nię­tym. Wyż­sze lub niż­sze po­ło­że­nie krta­ni, po­ru­sza­nej za­po­mo­cą mię­śni krta­nio­wych, spro­wa­dza skró­ce­nie lub prze­dłu­że­nie gło­śni, a im krót­sza jest gło­śnia, a za­ra­zem im sil­niej na­prę­żo­ne są stru­ny gło­so­we, tem wyż­szym jest ton wy­two­rzo­ny i na od­wrót. Dla­te­go też głos mę­ski jest niż­szy od gło­su ko­biet i dzie­cie bo wią­za­dła ich są krót­sze od wią­za­deł mę­skich.

Szyb­kość, spraw­ność i do­kład­ność, z jaką stru­ny na­sze gło­so­we zmie­niać są zdol­ne na­prę­że­nie swo­je, oraz kształt i sto­su­nek wza­jem­ny (względ­nie sze­ro­kość gło­śni), sta­wia, obok nie­sły­cha­nej sub­tel­no­ści wszyst­kich in­nych or­ga­nów po­moc­ni­czych i obok cu­dow­ne­go re­zo­nan­su jamy ust­nej, głos ludz­ki na cze­le wszyst­kich in­stru­men­tów mu­zycz­nych, jako naj­szla­chet– …niej­szy, naj­do­sko­nal­szy, nie­do­ści­gnio­ny in­stru­ment. Stru­ny tego in­stru­men­tu, wią­za­dła gło­so­we, jak­kol­wiek ja­kość ich jest da­rem na­tu­ry, da­dzą się do pew­ne­go stop­nia wy­kształ­cić. Przez umie­jęt­nie pro­wa­dzo­ne ćwi­cze­nia, przez sys­te­ma­tycz­ną gim­na­sty­kę gło­su, wią­za­dła zy­sku­ją na dłu­go­ści i gru­bo­ści, na ela­stycz­no­ści i sile, przez co ska­la, re­jestr gło­su się po­więk­sza, a-głos sam sta­je się sil­niej­szym.

c) Na­rzę­dzia od­dźwię­ko­we.

Każ­da mniej lub wię­cej za­mknię­ta prze­strzeń, na­peł­nio­na po­wie­trzem, jest re­zo­na­to­rem, któ­ry w mia­rę zwięk­sze­nia Lub zmniej­sze­nia swe­go otwo­ru albo zwięk­sze­nia lub zmniej­sze­nia za­war­to­ści po­wie­trza, wpły­wa na siłę i wy­so­kość tonu, za­tem na ja­kość dźwię­ku. Ta­kie­mi prze­strze­nia­mi od­dźwię­ko­we­mi czy­li re­zo­na­to­ra­mi są wszyst­kie prze­strze­nie pu­ste, sto­ją­ce w związ­ku z krta­nią. Wy­daw­szy po­licz­ki na­sze, wy­do­bę­dzie­my lek­kiem ude­rze­niem pal­ca dźwięk, po­cho­dzą­cy z drga­nia po­wie­trza w ja­mie ust­nej. Dźwięk ten bę­dzie tem wyż­szy jako ton mu­zycz­ny, im mniej­sza bę­dzie sama prze­strzeń wklę­sła, im mniej­szy za­ra­zem otwór jamy ust­nej – i od­wrot­nie. Zwięk­szy­my za­tem re­zo­nans jamy ust­nej i osią­gnie­my ton moż­li­wie naj­niż­szy, gdy przy­ło­ży­my ręce zło­żo­ne do ust na­szych, przez co po­więk­szy­my prze­strzeń od-dźwię­ko­wą. Po­dob­nie dzia­ła­ją na jamę ust­ną fale dźwię­ko­we, wy­pły­wa­ją­ce ku niej z dołu, z krta­ni, skut­kiem drga­nia strun gło­so­wych. Fale te po­bu­dza­ją po­wie­trze w ja­mie ust­nej do drga­nia, wzmac­nia­jąc tem sa­mem wła­sny swój dźwięk: zja­wi­sko fi­zy­kal­ne, ja­kie wy­ka­zu­je każ­dy re­zo­na­tor.

Prze­strze­nie od­dźwię­ko­we za­czy­na­ją się tuż po­wy­żej krta­ni. Naj­więk­szą i naj­waż­niej­szą z nich jest jama ust­na, prze­strzeń wol­na po­mię­dzy ję­zy­kiem, pod­nie­bie­niem a war­ga­mi.

Jama ust­na jest przed­sion­kiem do płuc i żo­łąd­ka, a za­wie­ra naj­waż­niej­szy or­gan ar­ty­ku­la­cyj­ny, t… j… ję­zyk, zro­śnię­ty z dol­ną jej pod­sta­wą. Gór­ne skle­pie­nie jamy ust­nej na­zy­wa się pod­nie­bie­niem. Skle­pie­nie to nie jest jed­no­li­te. Przed­nią jego część two­rzy kost­na twar­da kon­struk­cja – pod­nie­bie­nie twar­de – tyl­ną część mięk­ka bło­na ślu­zo­wa – pod­nie

FIG. 7. WI­DOK OTWAR­TEJ JAMY UST­NEJ.

a przed­ni – b tyl­ny łuk pod­nie­bie­nia – c mig­dał­ki – d gór­ne – e dol­ne zęby trzo­no­we – f ję­zyk – g gar­dło – h ję­zy­czek pod­nie­bie­nio­wy – i pod­nie­bie­nie.

cza­ją jamę ust­ną przed­nie zęby i war­gi, któ­re za­po­mo­cą szczęk mo­że­my do­wol­nie za­my­kać i otwie­rać. Otwór po­mię­dzy war­ga­mi na­zy­wa­my usta­mi. Są to przed­nie głów­ne wro­ta, wej­ście do jamy ust­nej, nie­zmier­nie waż­ne dla mowy i śpie­wu. Tyl­ny otwór sta­no­wi prze­strzeń po­mię­dzy pod­nie­bie­niem mięk­kiem, a ko­rze­niem ję­zy­ka, t… j… tyl­ną jego koń­czy­ną, t… zw. zwę­że­nie gar­dzie­lo­we, prze­strzeń tak­że dla mowy i śpie­wu bar­dzo waż­na.

bie­nie mięk­kie. To dru­gie skła­da się z dwóch łu­ków pod­nie­bie­nio­wych, któ­re w środ­ku wy­dłu­ża­ją się w ela­stycz­ny ję­zy­czek pod­nie­bie­nio­wy („uvu­lam). Na ze­wnątrz ogra­ni-

Pod­nie­bie­nie twar­de sta­no­wi pod­sta­wę dla dru­giej z ko­lei prze­strze­ni od­dźwię­ko­wej, t… j… jamy no­so­wej, czy­li wnę­trza nosa na­sze­go, prze­dzie­lo­ne­go pio­no­wą ścia­ną chrząst­ko­wą na dwie po­ło­wy. Otwo­ry przed­nie na ze­wnątrz jamy no­so­wej sta­no­wią noz­drza, otwo­ry tyl­ne zaś t… zw. cho­any, przez któ­re jama no­so­wa łą­czy się z jamą ust­ną, a da­lej z tcha­wi­cą i z krta­nią.

Jamy no­so­we wy­sła­ne są we­wnątrz bło­ną ślu­zo­wą i kry­ją w so­bie koń­czy­ny ner­wów po­wo­nie­nia, słu­żą jed­nak nie tyl­ko zmy­sło­wi po­wo­nie­nia, ale i od­de­cho­wi. Wy­peł­nia­jąc się pod­czas wde­chu po­wie­trzem, two­rzą waż­ną prze­strzeń od­dźwię­ko­wą dla gło­su.

Na­rzę­dzia na­sze mo­to­ro­we, dźwię­ko­we i od-dźwię­ko­we nie dzia­ła­ją nig­dy sa­mo­ist­nie, na­to­miast za­cho­dzi pod­czas mowy lub śpie­wu za­wsze współ­dzia­ła­nie wszyst­kich grup. Od dzia­ła­nia i od kształ­tów prze­strze­ni od­dźwię­ko­wych za­le­ży przedew­szyst­kiem ja­kość gło­su czy­li „tim­bre” (u Helm­holt­za „Klang­far­be”) – owa wła­ści­wość in­dy­wi­du­al­na, za spra­wą któ­rej ucho na­sze roz­po­zna­je i roz­róż­nia sze­reg zna­jo­mych mu gło­sów, tak jak oko na­sze roz­po­zna­je sze­reg zna­jo­mych twa­rzy. Róż­ni­ce „tim­bru” po­le­ga­ją po czę­ści na sub­tel­nych róż­ni­cach struk­tu­ry ela­stycz­no­ści i gru­bo­ści na­rzę­dzi gło­so­wych, głów­nie jed­nak na roz­mia­rach i wza­jem­nem usto­sun­ko­wa­niu prze­strze­ni od­dźwię­ko­wych.

Prze­strze­nie te mniej­sze są u ko­biet, niż u męż­czyzn, mniej­sze u dzie­ci niż u ko­biet. Za­po­mo­cą dzia­ła­nia mię­śni, pod­le­głych na­szej woli, po­tra­fi­my jed­nak in­dy­wi­du­al­nie zmie­niać w pew­nym stop­niu kształ­ty tych prze­strze­ni. Mo­że­my ob­ję­tość ich i po­ło­że­nie roz­sze­rzać lub zwę­żać, mo­że­my je za­mknąć lub otwo­rzyć dla fal gło­so­wych. Roz­sze­rze­nia i zwę­że­nia tyl­nej prze­strze­ni jamy ust­nej wpły­wa­ją bar­dzo sil­nie przez zmia­nę re­zo­nan­su na słuch. Zmia­ny te wy­wo­łu­je ru­chli­wość pod­nie­bie­nia mięk­kie­go, któ­re pod­no­si się i spa­da i może jak ko­ta­ra przy­lgnąć do tyl­nej twar­dej ścia­ny gar­dzie­li. Ró­wież i kształt ust na­szych, o czem póź­niej bę­dzie jesz­cze mowa, pod­da­je przy wy­twa­rza­niu sa­mo­gło­sek, prze­strzeń od­dźwię­ko­wą jamy ust­nej cią­głym zmia­nom i mo­dy­fi­ka­cjom.

Na­rzę­dzia mowy*

Na­rzę­dzia mowy w ści­ślej­szem tego sło­wa zna­cze­niu, czy­li na­rzę­dzia ar­ty­ku­la­cyj­ne, miesz­czą się wszyst­kie w ja­mie ust­nej, któ­rą Pal­le­ske na­zy­wa „salą kon­cer­to­wą” mowy ludz­kiej. Po­zna­li­śmy je po­przed­nio po­bież­nie.

Wej­ście głów­ne do jamy ust­nej, tej „ja­ski­ni cu­dów fo­ne­tycz­nych”, sta­no­wią usta. Pal­le­ske po­rów­ny­wa je z prze­źro­czy­stą tar­czą ze­gar­ka, przez któ­ry wi­dzieć moż­na i „werk” cały i jego pra­cę. To też głu­cho­nie­my, po­zba­wio­ny roz­ko-

Tech­nik a. 3

FIG. 8. PRZE­KRÓJ CA­ŁE­GO OR­GA­NU GŁO­SO­WE­GO. M' prze­po­na brzusz­na – L płu­ca – W tcha­wi­ca – V krtań P gar­dło – M jama ust­na – T ję­zyk – N jama no­so­wa H pod­nie­bie­nie twar­de – E trąb­ka Eu­sta­che­go – S p°

nie­bie­nie mięk­kie.

szy dźwię­ków mowy ludz­kiej, wi­dzi te dźwię­ki na ustach, a z ich ru­chów sub­tel­nych od­ga­du­je sło­wa i my­śli. Na ustach kształ­tu­ją się wszyst­kie na­sze sa­mo­gło­ski i spół­gło­ski t… zw. war­go­we. Usta do­bre­go mów­cy to ru­chli­wy, mie­nią­cy się bez­u­stan­nie ka­lej­do­skop, któ­ry od­zwier­cie­dla całą pla­sty­kę, całą pan­to­mi­mę mowy ludz­kiej.

Sa­mo­gło­ski otwie­ra­ją nam usta, niby wro­ta ja­ski­ni, w któ­rej wy­twa­rza­ją się i roz­brzmie­wa­ją dźwię­ki mowy: gło­ski, – a każ­da z nich po­sia­da oso­bli­wy swój in­stru­men­cik. Z wy­jąt­kiem pod­nie­bie­nia­mi ję­zy­ka, wszyst­kie te in­stru­men­ty są pa­rzy­ste: dwie war­gi, dwa rzę­dy zę­bów, dwie pary wią­za­deł.

Do wy­mó­wie­nia każ­dej spół­gło­ski po­trze­ba ko­niecz­nie co naj­mniej pary na­rzę­dzi, z któ­rych jed­no ru­chem swym dzia­ła na dru­gie nie­ru­cho­me. Ru­cho­me na­rzę­dzia.mów­ni­cze na­zy­wa prof. B. de Co­ur­te­nay bar­dzo traf­nie i ob­ra­zo­wo mło­ta­mi fo­na­cyj­ne­mi, nie­ru­cho­me zaś ko­wa­dła­mi fo­na­cyj­ne­mi. Mło­ta­mi fo­na­cyj­ne­mi są więc: pod­nie­bie­nie mięk­kie, ję­zy­czek pod­nie­bie­nio­wy czy­li „uvu­la”, ję­zyk, dol­na szczę­ka, dol­ne zęby, dol­na war­ga i gór­ne wią­za­dła gło­so­we. Ko­wa­dła­mi na­to­miast fo­na­cyj­ne­mi są: pod­nie­bie­nie twar­de, g q r n a szczę­ka, gór­ne zęby, gór­na war­ga i dol­ne wią­za­dła gło­so­we.

Spół­gło­ski po­wsta­ją przez „umiej­sco­wio­ne dzia­ła­nie szme­ro­twór­cze po­szcze­gól­nych na­rzę­dzi ru­cho­mych jamy ust­nej”. I tak dol­na war­ga dzia­ła na gór­ną w współ­gło­skach war­go­wych:

f, p, b, w, rn;

ję­zyk na gór­ny rząd zę­bów w spół­gło­skach ję­zy­ko­wych:

n, 1, ł, r, rz, rz, d, t;

krtań na pod­nie­bie­nie twar­de w spół­gło­skach pod­nie­bien­ny ch:

c, ć, cz, s, ś, sz, z, ź, ż, dz, di dż wią­za­dła gło­so­we gór­ne na dol­ne w spół­gło­skach gar­dło­wych.

k, g, ch, h, j.

Wszyst­kim tym dźwię­kom na­da­je jama ust­na wła­ści­wy re­zo­nans, któ­ry naj­czę­ściej i naj­mu­zy­kal­niej prze­bi­ja się w sa­mo­gło­skach.

Sa­mo­gło­ski po­wsta­ją przez re­zo­nans aku­stycz­ny ca­łej jamy ust­nej, któ­ry każ­dej z nich na­da­je wła­ści­wą jej bar­wę aku­stycz­ną. Sa­mo­gło­ski po­cho­dzą z naj­głęb­sze­go za­kąt­ka warsz­ta­tu mowy ludz­kiej, wy­dzwa­nia­ją je wią­za­dła, a dźwięk ich, bez prze­szko­dy i bez współ­dzia­ła­nia in­nych na­rzę­dzi, fa­lu­je przez otwar­te usta, któ­re mu na­da­ją wła­ści­wą for­mę pla­stycz­ną. Spół­gło­ski na­to­miast są wy­ni­kiem prze­szkód, sta­wia­nych dźwię­kom gło­su przez pod­nie­bie­nie., ję­zyk, nos, zęby lub war­gi.

Sa­mo­gło­ski, to wła­ści­we mu­zycz­ne pier­wiast­ki mowy ludz­kiej. Ucze­ni Helm­holtz i Tyn­dall wy­ka­za­li ści­śle mu­zycz­ne ich zna­cze­nie. Każ­dej sa­mo­gło­sce od­po­wia­da pe­wien ści­śle okre­ślo­ny ton, któ­ry ozna­czyć moż­na fi­zy­kal­nie za­po­mo­cą wi­de­łek czy­li t… zw. kar­ne r-tonu. I tak A brzmi o okta­wę wy­żej niż U, E zaś o okta­wę wy­żej niż A. W ten spo­sób tłu­ma­czy się, dla­cze­go sa­mo­gło­ski U lub O przy wy­ma­wia­niu wy­ma­ga­ją cza­su dłuż­sze­go niż I lub E. Tony niz­kie mniej wy­wo­łu­ją fal gło­so­wych, a skut­kiem tego fale te są po­wol­niej­sze.

Wy­ra­zi­stość sa­mo­gło­sek w sztu­ce ży­we­go sło­wa, z któ­rych każ­da po­sia­da swój, jej tyl­ko wła­ści­wy ton mu­zycz­ny, swo­ją „okta­wę”, to ta­jem­ni­ca cza­rów, ja­kie do­bre wy­gło­sze­nie po­ezji wy­wo­łu­je w du­szy słu­cha­czy.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: