Teologia ateisty - ebook
„Teologia ateisty. Rozważania światopoglądowe” to konsekwentnie prowadzona eseistyczna krytyka religijnego i pozanaukowego myślenia o świecie. Autor, wychodząc z pozycji naukowego sceptycyzmu, analizuje relacje między wiedzą a wiarą, ideę Boga, społeczną rolę religii oraz źródła norm moralnych. Książka nie proponuje światopoglądowych kompromisów, lecz zaprasza do uczciwego dialogu prowadzonego według jasno określonych reguł racjonalnej debaty, opartej na dorobku nauki i filozofii.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Popularnonaukowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-723-3 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Marketingowy tytuł książki nie odpowiada w pełni jej treści. Teologią ona nie jest, gdyż nie jest poświęcona wyłącznie Bogu, zaś zawarte w niej wywody prowadzone są nie tyle przez ateistę, co przez bezbożnego sceptyka — starającego się oprzeć swój światopogląd na wiedzy naukowej. Aczkolwiek jestem przyzwyczajony do określania mojej intelektualnej postawy właśnie ateizmem — i choć uważam je za nietrafne, nie czuję się też w niczym dotknięty. Warto jednak zaznaczyć — dla zainteresowanych treścią książki, przedstawianej tu pod Państwa rozwagę — że bardziej precyzyjnie istotę zawartych w niej rozumowań oddaje podtytuł: „Rozważania światopoglądowe”.
Dwadzieścia pięć lat temu z satysfakcją — choć nie bez obaw — przyjąłem ofertę redaktora naczelnego „Forum Klubowego — dwumiesięcznika dla ludzi myślących” Leszka Lachowieckiego abym wrócił do publicystyki. Powrót pozwolił mi na kilkunastoletnie prowadzenie dyskursu z czytelnikami pisma. Dyskursu, którego przedmiotem były zagadnienia antropologiczne rozwiązywane metodami naukowymi. W zamieszczanych tam publikacjach zastanawiałem się nad istnieniem we wszechświecie lub w jego fragmentach celowości; nad istotą i pochodzeniem życia w różnych jego formach, jednak zasadniczą kwestią moich rozważań był człowiek wraz z jego psychiką, świadomością oraz relacjami między naturą a kulturą.
Problemy dotyczące człowieka i jego świata oglądanego z pozycji różnych nauk, a w szczególności filozofii (wraz z teologią), kosmologii, biologii, historii, religioznawstwa oraz politologii, psychologii i socjologii, starałem się omówić i skomentować w oparciu o aktualnie toczącą się na łamach fachowej literatury dyskusję światopoglądową. Tematy te pozostały aktualnymi aż do dziś — i zapewne takie pozostaną, ale stale zmienia się poziom naukowej wiedzy oraz sytuacja społeczno-polityczna. Dlatego treści nie mogły zostać jedynie zredagowane, lecz korzystając z tamtych inspiracji, należało je napisać całkiem na nowo, uwzględniając poznaną literaturę i dyskurs ostatnich lat. Oczywiście szukając własnej odpowiedzi dotyczącej sensu istnienia i istoty ludzkiej natury, nie ograniczałem się tylko do tych pozycji i korzystałem szeroko z dorobku nauki, ale przede wszystkim odnosiłem się do podawanych w przypisach książek i właśnie te tytuły polecałem Państwa uwadze.
Przedstawiając czyjeś myśli starałem się nie tyle je streścić i omówić w sposób obiektywny, co poddać analizie i ocenie z własnego, jasno określonego stanowiska oraz z perspektywy konsekwentnych przekonań światopoglądowych. Szanując wysoki poziom odbiorców naszego periodyku, musiałem swoją wiedzę stale uzupełniać i uaktualniać. A także — co wcale nie jest mniej ważne — podczas dyskusji z wieloma uczonymi, tak bezpośrednich, jak i za pośrednictwem słowa pisanego, mogłem ponownie przemyśleć swój system poglądów na świat.
Przygotowując swoje publikacje, wychodziłem z założenia, że wiedza nas wszystkich — ta wykraczająca poza wykształcenie i codzienne zainteresowania — ma charakter powierzchowny. Ponadto codzienna walka o byt zabiera nam czas, który moglibyśmy i chcielibyśmy poświęcić na przemyślenie światopoglądowych dylematów z młodszych lat oraz ich aktualizację. Aby być na bieżąco, należałoby czytać dużo literatury fachowej, a najczęściej brakuje na to czasu. Istnieje również inteligentna młodzież wchodząca w okres światopoglądowych pytań i poszukująca przewodników po interesującej ją problematyce. To właśnie do tych ludzi kieruję tę książkę, podejmując w niej staranie, aby przybliżyć niespecjalistom pasjonującą, choć częstokroć mało praktyczną wiedzę, a może nawet zaciekawić na tyle, aby skłonić do dalszych lektur.
W poniższych rozdziałach — tak jak wielu ludzi — zastanawiam się nad otaczającą nas rzeczywistością. A będąc człowiekiem, patrzę na zajmowaną przez nas pozycję w strukturze świata oraz na odgrywaną w niej rolę społeczną i przyrodniczą z pozycji antropocentrycznych. Nic szczególnego — nad tą problematyką zastanawia się bądź zastanawiało się już wielu. Czytam, słucham i staram się otaczający nas świat zrozumieć, a swoją wiedzę o nim uporządkować. Pomimo ogromnego przyrostu wiedzy wiem, że do pełnego poznania jeszcze daleko, ale moja pasja poznawcza — podążająca za uczonymi — nie maleje. Staram się tą pasją z Państwem podzielić i przedstawić najciekawsze dylematy wraz z poznanymi próbami rozwiązań.
Nie, nie jestem przy tym bezstronny. Nawet odwrotnie — z założenia jestem i chcę być stronniczy. Opowiadam się za naukowym rozumieniem rzeczywistości, za racjonalną logiką konkluzji wywiedzionych z doświadczeń. I właśnie praktykę potwierdzającą wnioski wyprowadzone rozumową drogą uważam za najwyższe kryterium prawdy. Prawdy zawsze względnej — obowiązującej tu i teraz, na aktualnym poziomie wiedzy. Prawdy zmieniającej się wraz z permanentnymi udoskonaleniami narzędzi poznawczych. Prawdy zdobywanej przez człowieka w procesie poznawczym, a nie prawdy absolutnej, ofiarowanej ludzkości przez bogów i przekazywanej ogółowi przez wybranych. Podważam więc tu wszelką (nie tylko religijną) wiarę jako wystarczające narzędzie poznawcze otaczającej nas rzeczywistości.
Książka ta została napisana z jednoznacznie określonej pozycji epistemologicznej, którą nazywam naukowym sceptycyzmem. Oznacza ona przyjęcie metodologii naukowej jako podstawowego narzędzia opisu i wyjaśniania rzeczywistości oraz odrzucenie tezy o istnieniu dwóch równorzędnych metod poznania świata: naukowej i religijnej.
Nauka nie zajmuje się dowodzeniem nieistnienia bytów postulowanych metafizycznie — czy będą to bogowie, duchy czy inne byty nadnaturalne. Ciężar dowodu spoczywa zawsze na tym, kto twierdzi, że dany byt istnieje i oddziałuje na rzeczywistość dostępną poznaniu. Do dziś nauka nie stwierdziła empirycznie wpływu jakiejkolwiek „nadrzeczywistości” na świat dostępny ludzkim zmysłom i aparaturze pomiarowej.
Nauka nie przyjęła naturalizmu, materializmu ani racjonalnego redukcjonizmu jako metafizycznych dogmatów — doszła do nich przez praktykę, ponieważ tylko takie założenia okazały się poznawczo skuteczne w systematycznym opisie i wyjaśnianiu świata.
Wiara — także w swojej intelektualnie rozwiniętej postaci — może pełnić istotne funkcje egzystencjalne i kulturowe, lecz w niniejszej książce nie jest traktowana jako narzędzie poznawcze w sensie epistemologicznym. Przyjęcie tej perspektywy nie oznacza zamknięcia na polemikę, lecz określenie reguł, w których polemika ta jest prowadzona.
Jestem przekonanym, iż nie sposób jest mówić o światopoglądzie bez umieszczenia go w kontekście etycznym. W niniejszej książce konsekwentnie rozróżniam pojęcia etyki i moralności, które w języku potocznym i publicystycznym bywają stosowane zamiennie. Rozróżnienie to nie ma charakteru wyłącznie terminologicznego, lecz stanowi jeden z punktów wyjścia prowadzonych tu rozważań.
Przez etykę rozumiem dział filozofii zajmujący się refleksją nad normami, wartościami i zasadami postępowania — ich uzasadnieniem, spójnością oraz konsekwencjami społecznymi. Etyka nie jest tu zbiorem nakazów ani katalogiem cnót, lecz próbą rozumienia tego, skąd biorą się nasze sądy o dobru i złu oraz dlaczego jedne z nich uzyskują społeczne uprzywilejowanie.
Moralność oznacza natomiast konkretne, historycznie i kulturowo ukształtowane systemy normatywne, takie jak moralność katolicka, świecka czy religijna w różnych odmianach. Moralności są praktykowane i egzekwowane, bywają ze sobą sprzeczne i nierzadko funkcjonują jako narzędzia władzy oraz legitymizacji określonego porządku społecznego.
Rozróżnienie to pozwala oddzielić krytykę konkretnych moralności od refleksji etycznej jako takiej. Niewiara, która stanowi moją postawę światopoglądową, nie oznacza odrzucenia etyki ani zgody na normatywną dowolność. Przeciwnie — jest próbą zachowania autonomii refleksji etycznej wobec systemów religijnych, politycznych i ekonomicznych, roszczących sobie prawo do definiowania dobra i zła.
Poruszona w książce problematyka oraz forma publicystycznej eseistyki — a więc osobistej i zaangażowanej — postaci przekazu² jest subiektywnym wyborem autora. Truizmem będzie stwierdzenie, że inny autor dokonałby innego wyboru, zarówno formy, treści, jak i hierarchii tematów. Przedstawiam Państwu swój wybór. Za takim rozumieniem rzeczywistości opowiadam się intelektualnie, choć niekiedy nie potrafię zachować zimnego racjonalizmu i wówczas wypowiadam się także emocjonalnie. Czasem może nawet zbyt emocjonalnie, za co przepraszam. Jakkolwiek — jak wyżej wspomniałem — mam zdecydowane poglądy, których nie ukrywam, to wydaje mi się, że cały czas pozostaję otwarty na poglądy innych. Moja ciekawość świata połączona jest z głęboko zakodowaną intencją poznawania i prób zrozumienia innych racji, a gdy zostanę przekonany — do przyjmowania ich za własne.
Książka została podzielona na pięć części:
• CZĘŚĆ PIERWSZA poświęcona jest pytaniom o światopogląd: jakie są możliwości rozumienia tego terminu i kryteria jego podziałów; na ile jest on zjawiskiem socjologicznym, a na ile psychologicznym; czy zespoły poglądów ludzi należących do inteligencji, a nawet elity naukowej, są zbiorami spójnymi, czy raczej eklektyczną mieszanką nawet sprzecznych stanowisk. Analizuję także dylematy światopoglądowe i ich wpływ na postawy intelektualne i moralne.
• CZĘŚĆ DRUGA omawia relacje między wiedzą a wiarą wraz z logicznymi konsekwencjami przyjęcia wybranego stanowiska. Poszukiwania porządku w chaotycznym świecie pokazują, że zjawiska przyrodnicze nie opierają się na logice, lecz odwrotnie — to raczej człowiek wywodzi część nauki o formach i zasadach poprawnego myślenia z praw przyrody, co jest tym łatwiejsze, że jego umysł jest jej wytworem. Jeżeli zgodzimy się, że proces ewolucyjny zachodzi często wbrew ludzkiej logice, to pojawi się problem, czy nasz sposób myślenia jest unikatowy, swoisty tylko dla nas, czy też logika istnieje poza człowiekiem.
• CZĘŚĆ TRZECIA poświęcona jest rozumieniu idei Boga. Sensoryczne ograniczenia naszego umysłu pozwalają mi zajmować się tylko różnymi wyobrażeniami Boga znajdującego się w ludzkich umysłach. Boga dziedziczonego rodzinnie i narodowo. Boga wpajanego nam od niemowlęctwa i nabywanego w całym procesie socjalizacji. Boga — Ojca, Matki Boskiej i Syna Bożego. Innymi słowy: Boga ludzkiego, historycznie kształtowanego. A także ideą Boga w umysłach ateistów i agnostyków, do odrzucenia której częstokroć potrzebny był ogromny wysiłek intelektualny. Doskonały, transcendentny Bóg jest mi naukowo niedostępny. W tym przypadku mogę tylko zapytać o logiczne znaczenie tego terminu, gdyż tak naprawdę nie wiem, co miałby on oznaczać.
• CZĘŚĆ CZWARTA poświęcona jest dziejom religii gnostyckich i ich wielkiej, acz niespełnionej, dualistycznej kosmogonii. Poprzez naszkicowanie kilku z wielu religii, których cechą wspólną była wiara w możliwość samozbawienia człowieka poprzez wiedzę oraz działanie w doczesności dwóch potęg — Dobra i Zła — staram się zainteresować tym swoistym intelektualnym tyglem, w którym próbowano dokonać syntezy duchowych pierwiastków Wschodu i Zachodu. Syntezy, w wyniku której rodziła się postawa filozoficzna inna od nam znanych i silnie z nią powiązana mentalność społeczna. Oczywiście trzy małe rozdziały mogą zaledwie dotknąć niektórych z ważnych elementów, ale starałem się wybrać i przedstawić te, które uznałem za najistotniejsze.
Mam nadzieję, że poprzez ukazanie — na tle dramaturgii ówczesnych wydarzeń — przemyśleń tamtych religijnych mędrców pobudzę niektórych ze współczesnych czytelników do postawienia sobie pytania: jak mogłyby potoczyć się losy świata, gdyby dominującą siłą duchową inspirującą kulturę i cywilizację stał się w starożytności gnostycyzm, jego późniejszy manichejski odłam lub średniowieczny kataryzm? Nawet jeśli wiemy, że stawianie takich pytań należy bardziej do fantastyki niż do nauki.
• W CZĘŚCI PIĄTEJ wracam do współczesności, aby pokazać zarówno dyskurs, jak i permanentnie toczącą się walkę światopoglądową. Walkę o wiernych — gdyż to oni dają siłę wszelkim społecznym instytucjom.
PRZYPISY
1. W europejskiej cywilizacji filozofia jest matką wszelkich nauk i w czasach, gdy nauki przyrodnicze nie potrafiły udzielić zadawalających odpowiedzi na wiele podstawowych pytań jej inspirująca intelektualnie rola była ogromna, ale wraz z postępem naturalistycznej wiedzy jej kreatywność zmniejszała się i dziś sytuacja odwróciła się na tyle, iż trudno mówić o rzetelnym uprawianiu filozofii bez głębokiej znajomości aktualnego dorobku nauki. Część uczonych nawet wątpi, czy można filozofię zaliczać do nauki skoro nie stosuje ona naukowej metodologii, a stosowane przez nią pojęcia są często tak rozmyte i niedookreślone, iż nie można w sposób sensowny zastosować do niej logiki.
2. Ostro, choć w dużym stopniu zasadnie ocenia filozofię prof. Bernard Korzeniewski w książce „Trzy ewolucje: Wszechświata, życia, świadomości”. Kraków 1998. — „_Istnieje pewna istotna różnica pomiędzy naukę i filozofią. O ile rozwój nauk ścisłych jest kumulatywny to znaczy nowa wiedza nie zastępuje wiedzy już posiadanej, lecz jest do niej dodawana, stanowi jej uzupełnienie i rozwinięcie, to w filozofii, mówiąc w niewielkim uproszczeniu, trzeba ciągle zaczynać od nowa. Jeżeli przyrodnik próbuje wypowiadać się na tematy _filozoficzne, to często zarzuca mu się niekompetencję, bo np. nie orientuje się on w subtelnościach systemu filozoficznego pana X lub też nie zna pięćdziesięciu wyróżnionych rodzajów tautologii. Pytanie tylko, czy taka wiedza jest mu na cokolwiek potrzebna? Albowiem filozofia, tracąc kontakt z rzeczywistością, zaczyna coraz bardziej zajmować się samą sobą, swoimi wytworami i ustanowionymi przez tradycję schematami, otorbia się w autystycznej izolacji od świata. Aby osiągnąć w niej coś nowego, rozsądne wydaje się więc pozbycie się całego tego balastu i zaczęcie od podstaw, od wiedzy pojęć i paradygmatów oferowanych przez nauki przyrodnicze”._ Ale zgadzając się, że grzechem filozofii, _„jest dowolność spekulacji, brak weryfikowalności twierdzeń, tworzenie pojęć pustych (hipostaz), co generalnie sprowadza się po prostu do braku jakiejkolwiek wiarygodnej metodologii,_ a nawet, ze_ „Mimo z górą dwóch tysięcy lat istnienia filozofia zachodnia nie doczekała się rozwiązania żadnego ze swych najbardziej podstawowych problemów, ani też nie dopracowała zadowalających kryteriów oceny czy selekcji poszczególnych koncepcji filozoficznych”._
Jednak — mimo że zgadzam się z wieloma jego zastrzeżeniami dotyczącymi dowolności spekulacji, nieweryfikowalności twierdzeń, tworzenia pojęć pustych (hipostaz) i ogólnej słabości metodologicznej — to należy uznać także niekwestionowany dorobek filozofii w zakresie metodologii nauki (teorii poznania), obejmujący kryteria ścisłości języka i logiczną zasadność twierdzeń. Ważna jest również jej rola scalająca całość naszej wiedzy o wszechświecie wraz z możliwościami i sposobami jego poznania (funkcja światopoglądowa) oraz rola dyscypliny stawiającej pytania najważniejsze: o naturę tego wszystkiego, co istnieje. Dlatego jej znaczenie pozostaje ogromne i trudno byłoby się bez niej obejść.
3. Książka ta pełni funkcje popularyzatorskie, a dążenie do szerokiej komunikatywności wypowiedzi wymaga używania w miarę potocznego języka, wychodzenia od banalnych stwierdzeń, a nawet posługiwania się czasem środkami artystycznymi, przerysowaniami czy ironią. Z drugiej jednak strony — ponieważ dotyczy trudnej problematyki — wymaga korzystania z języka specjalistycznego. W takich przypadkach staram się wyjaśniać jego znaczenie w kontekstach lub przypisach, choć oczywiście nie mogę objaśniać wszystkich terminów ani uzasadniać każdego wyboru cytatu. Problematyka poruszana w książce nie jest prosta i trudno byłoby oczekiwać, aby była to lektura całkowicie łatwa; to, co dla jednych jest oczywiste, dla innych może być nieznane. Czytelnik mniej obeznany z tematem zawsze może sięgnąć do słowników lub encyklopedii.
Ponieważ poniższa praca — już w założeniu — nie stanowi dzieła naukowego, użyty w niej aparat źródłowy ma formę uproszczoną. Przypisy dotyczą nie tyle precyzyjnej informacji o źródle, co uzupełnienia wychodzącego poza główny wątek, dodatkowej informacji lub polemiki. Zgodnie z przyjętą zasadą: tytuł, nazwa, pojęcie, termin, wyrażenie, idiom lub zwrot frazeologiczny zaczerpnięty ze źródeł zaznaczany jest cudzysłowem, natomiast cała myśl zostaje wyodrębniona kursywą. Gdy stwierdzenie jest ważne — z zaznaczeniem autora, a czasem, gdy to istotne, także tytułu dzieła. Nie uważam, aby dalsze uszczegółowianie było tu konieczne, gdyż głównym zadaniem książki jest próba ponownego postawienia — w kontekście współczesnej wiedzy naukowej — odwiecznych pytań oraz pobudzenie ciekawości czytelników, a nie próba udzielenia na nie odpowiedzi, do której autor ani nie czuje się upoważniony, ani jej nie zna.
1. Confessiones
W ostatnich latach „realnego socjalizmu” usłyszałem dowcip:
„_Czy wiesz, dlaczego teraz buduje się tyle okrągłych kościołów? Żeby marksiści po kątach się nie chowali_.”
Był to jeden z tych żartów, które śmieszą i jednocześnie pozostawiają lekki dyskomfort — bo mówią więcej o rzeczywistości, niż chcielibyśmy przyznać. W tamtych czasach wolna myśl nie miała wielu miejsc, w których mogłaby się swobodnie zadomowić. Paradoks polega na tym, że dziś, w Polsce po 1989 roku, w warunkach niby pełnej politycznej swobody, w sferze światopoglądu również niełatwo znaleźć przestrzeń naprawdę otwartą.
Nie znaczy to, że brakuje wartościowych publikacji. Wydano liczne tłumaczenia ważnych książek zagranicznych i kilka interesujących pozycji rodzimych. Pojawia się jednak pytanie: co właściwie uznajemy za literaturę światopoglądową?
Rozumiem ją szeroko — jako popularnonaukową publicystykę i naukowe ujęcia pisane w sposób przystępny, mieszczące się w naturalizmie przyjmowanym przez współczesną naukę¹. To obszar, w którym autor stara się zrozumieć świat tak, jak do tego zachęca empiria, a nie tradycja czy objawienie.
Publikacje podejmujące promocję lub obronę poglądów ateistycznych czy wolnomyślicielskich nadal należą do nielicznych. W Internecie można znaleźć ich nieco więcej, choć i tam zajmują raczej spokojne, boczne alejki. Periodyki wolnomyślicielskie funkcjonują, lecz pozostają wyraźnie niszowe.
Zdarza mi się słyszeć od młodych ludzi pytania — czy to konformizm elit, czy raczej brak odwagi intelektualnej sprawia, że dyskusja o światopoglądzie toczy się tak nieśmiało? A może dominujący stał się u nas pewien styl myślenia, który w naturalny sposób wypiera głosy odmienne? Gdyby tak było, poprosiłbym o wskazanie miejsca, w którym wolno jeszcze zachować umysłową odrębność — choćby miało to być coś w rodzaju rezerwatu.
Jeśli cofniemy się daleko w przeszłość, zobaczymy, że pierwsze systemy porządkujące światopoglądowo rzeczywistość tworzyli szamani, magowie, później prorocy i kapłani. Filozofowie zadawali pytania o byt, o to, co pierwotne, oraz o możliwości poznania. Sumerowie i Egipcjanie układali swoje kosmogonie, próbując uporządkować chaos mitem. Grecy — od Talesa po Heraklita — podjęli wysiłek racjonalnego opisu świata. Rewolucja jońska była pierwszą próbą oderwania się od wyjaśnień nadnaturalnych.
Warto pamiętać, że zarówno wizje profetyczne, jak i hipotezy filozoficzne były stale konfrontowane z praktyką. Rozwój myśli nie przypominał marszu w kierunku jednego punktu — raczej spiralę, która raz po raz zawijała, zmieniała kierunek i rytm². XVII-wieczny przełom naukowy nie narodził się z dnia na dzień; poprzedziły go stulecia obserwacji, sporów i stopniowego porządkowania wiedzy.
Ludzkie rozumowanie od zawsze podlegało sprawdzianowi rzeczywistości. Dzięki temu narastała wiedza empiryczna, a wraz z nią — rozumienie świata. Choć ogromna część ludzkości opierała swoją interpretację rzeczy na wierze lub na ideologiach, to z długiej perspektywy to nauka okazywała się najbardziej skutecznym narzędziem opisu. Dziś stoimy na najwyższym dotąd poziomie rozpoznania praw rządzących wszechświatem. Poziom technologiczny rośnie w rytmie, który sam staje się dla nas wyzwaniem poznawczym. Sprzężenie zwrotne między teorią a praktyką działa z niespotykaną dotąd siłą. I choć zdajemy sobie sprawę z ogromu własnej niewiedzy, to obszary przeznaczone dla bytów rzekomo „poza” poznaniem ludzkim systematycznie się kurczą.
Współczesna filozofia nauki — od Poppera po Lakatosa i Laudana — przypomina nam, że falsyfikacja nie jest procesem zero-jedynkowym. Niekiedy nie porzuca się teorii, lecz modyfikuje jej „pas ochronny”. Fizyka ostatnich dwóch stuleci przyzwyczaiła nas do bytów teoretycznych — kwarków, fal grawitacyjnych, czarnych dziur, a dziś ciemnej materii i ciemnej energii — które przez lata pozostawały hipotezami, zanim udało się je pośrednio potwierdzić. Nauka przesuwa granice nie dzięki wierze, lecz dzięki cierpliwemu budowaniu instrumentów, zdolnych uchwycić skrajnie dyskretne sygnały rzeczywistości.
Tymczasem media głównego nurtu — niezależnie od deklarowanych sympatii politycznych — rzadko sięgają po narrację naturalistyczną. Jest zbyt mało widowiskowa, nie generuje szybkich emocji, które mogłyby nakręcić wskaźniki oglądalności. Choć czasem nawet wielkonakładowa „Gazeta Wyborcza”, potrafi zaskoczyć nietypowymi stanowiskami uczonych i opublikować ciekawą dyskusję dotyczącą religii i światopoglądu.
W grudniu 2022 r. prof. Marek Abramowicz stwierdził, że „_fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga jako aktywnego elementu obiektywnej rzeczywistości_.” Wywołało to żywą reakcję medialną³.
Prof. Ludwik Turko odpowiedział, że sam fakt bycia fizykiem nie czyni nikogo autorytetem w kwestiach boskich — równie dobrze mógłby o Bogu wypowiadać się ze względu na zamiłowanie do sztuki⁴.
Spójna niespójność
Światopogląd — zespół przekonań o naturze rzeczywistości i wynikających z nich ideałów⁵ — formuje się przez całe życie. Nigdy nie jest ostateczny, choć czasem lubimy udawać, że już osiągnęliśmy jego stabilną, ostateczną wersję. W praktyce każdy z nas tworzy własny obraz świata, lecz ludzie żyjący w podobnych warunkach, zanurzeni w podobnej kulturze i poddani podobnym procesom socjalizacyjnym, wykształcają poglądy dość zbliżone. Dlatego w debatach publicznych pojawiają się etykiety: światopogląd naukowy, religijny, materialistyczny, idealistyczny, sceptyczny, pragmatyczny, teistyczny, deistyczny i wiele innych.
Czy te światopoglądy muszą być ze sobą sprzeczne? Czy mogą współistnieć w jednym umyśle? Oczywiście mogą — nie ma w tym nic paradoksalnego. Wielu wybitnych uczonych było jednocześnie ludźmi głęboko religijnymi. Akt wiary nie wymaga przecież uzasadnień naukowych, tak samo jak uzasadnienia naukowe nie muszą naruszać sfery osobistego sensu.
Współczesna psychologia poznawcza, od Kahnemana po Merciera, pokazuje, że ludzki umysł działa na wielu poziomach naraz: intuicyjnym, emocjonalnym i racjonalnym. Poziomy te bywają — delikatnie mówiąc — niespójne. Ludzie potrafią łączyć bardzo precyzyjną, racjonalną ocenę rzeczywistości z przekonaniami całkowicie niefalsyfikowalnymi. Religia jest tu przykładem naturalnej ambiwalencji: elementy intuicji, potrzeby sensu i społecznego zakorzenienia tworzą mieszankę, która nie musi poddawać się rygorom empirycznej weryfikacji.
Twierdzenia naukowe wymagają żmudnych procedur, powtarzalności i prób falsyfikacji. Nauka, choć dąży do obiektywizmu, również jest wytworem ludzi — z ich słabościami, emocjami i ambicjami. Historia nauki obejmuje spory o prestiż, środki i władzę: od napięcia między Newtonem a Hooke’em, przez długo lekceważoną teorię dryfu kontynentalnego Wegenera, aż po współczesne tarcia między fizyką teoretyczną a eksperymentalną. Nauka minimalizuje wpływ ludzkich słabości, ale nie może ich całkowicie usunąć.
Jednocześnie zrozumienie wielu obszarów dzisiejszej nauki wymaga ogromnej specjalizacji. Większość ludzi — także wykształconych — musi przyjmować jej ustalenia „na wiarę”, w sensie praktycznym. Możemy próbować wyobrazić sobie trzy wymiary przestrzeni i jeden czasowy, ale jak intuicyjnie ogarnąć układ dwunastu wymiarów Burkharda Heima? Powstaje zatem „wtórna wiara” w naukę: oparta na zaufaniu do metody, lecz niebędąca wiedzą osobistą. Ten mechanizm bywa wykorzystywany przez pseudonaukę, która posługuje się językiem naukowym, nie posiadając jednak jego rygoru.
Światopogląd jednostki jest więc mieszaniną wpływów: socjalizacji, doświadczeń osobistych, wykształcenia, intuicji, emocji. Spójność jest raczej wyjątkiem — niespójność jest regułą. Istotna różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy rozróżnimy światopogląd krytyczny — ten, który wymaga uzasadnienia, od fideistycznego — opartego przede wszystkim na wierze.
Badacze tacy jak Paul Bloom czy Pascal Boyer zwracają uwagę, że umysł ludzki spontanicznie tworzy przekonania celowościowe i agencyjne. Interpretujemy świat tak, jakby stały za nim intencje, nawet gdy wiemy, że to złudzenie. Z tego powodu światopogląd krytyczny wymaga wysiłku i ćwiczenia — jest formą pracy nad sobą. Natomiast światopogląd fideistyczny wyrasta naturalnie, jak roślina z gleby ludzkich intuicji.
Fideizm nie jest zresztą zarezerwowany wyłącznie dla religii teologicznych. Powstają parareligie: kult wodza, narodu, ideologii, celebryty. Współczesne media społecznościowe potrafią stworzyć ruch niemal quasi-religijny wokół osób i idei, które jeszcze wczoraj uchodziłyby za zbyt efemeryczne, by jednoczyć kogokolwiek — to wątek, do którego wrócę w rozdziale „Religie polityczne”.
Wiara w niewiarę
Często słyszymy zdziwione komentarze o tym, że „_ateista się nawrócił_” — jakby fakt zmiany światopoglądu był wydarzeniem szczególnej kategorii. W praktyce oznacza to zwykle tylko tyle, że ktoś zmienił przedmiot wiary: wcześniej był przekonany, że Boga nie ma, teraz — że jest. Świat widział podobne transformacje już wiele razy, a ich dynamika bywa bardziej społeczna niż metafizyczna.
Osobiście poznałem ludzi, którzy w czasach PRL-u, byli określani jako „_osobiści wrogowie Pana Boga_” — po zmianie ustroju w 1989 roku równie energicznie zaczęli piętnować osoby indyferentne religijnie, pragnące jedynie przestrzegać zasady rozdziału Kościoła i państwa. Wyżsi oficerowie na starość biorą śluby kościelne itd. Zmienia się epoka, a gorliwość wiary pozostaje.
Do działalności społeczno-politycznej podchodzę z pewnym dystansem. Nie wierzę, by jakikolwiek ideał społeczny mógł zostać urzeczywistniony w pełni. Czy czyni mnie to sceptykiem? Niekoniecznie, bo wierzę — a może bardziej: jestem przekonany — że los osób dyskryminowanych można realnie poprawiać. Moi pragmatyczni znajomi mówią wtedy, że jestem idealistą. Osoby wierzące określają mnie z kolei niewierzącym. I nierzadko zaraz pada pytanie:
„_Nie wierzysz w Boga? Dobrze. Ale w co wierzysz? Bo wierzyć trzeba_.”
Czy rzeczywiście trzeba? Uważam, że nie. Całkowita niewiara — rozumiana filozoficznie, nie emocjonalnie — jest możliwa. I jestem jej przykładem.
Nie jestem teistą. Nie uważam się jednak ani za ateistę, ani za agnostyka. Najbliższa jest mi postawa racjonalno-empirycznego sceptycyzmu, która oznacza dosłownie to, że w nic nie „_wierzę_” w sensie metafizycznym. To postawa fallibilistyczna: uznająca tymczasowość wszelkich przekonań. Nie jest negacją wiedzy — wręcz przeciwnie: uważa, że wiedza jest zawsze wytworem procesu, nie rezultatem zamkniętym raz na zawsze.
W codziennym życiu wszyscy przyjmujemy pewne twierdzenia „_na wiarę_” w znaczeniu potocznym. Każdy z nas polega na wiedzy, której sam nie może empirycznie sprawdzić: nikt nie ma czasu ani możliwości weryfikować całej nowoczesnej nauki. Gdy więc używam zwrotu „wierzę, że…”, jest to jedynie skrót językowy. Precyzyjniej należałoby powiedzieć: „_NA PODSTAWIE DOSTĘPNYCH PRZESŁANEK JESTEM PRZEKONANY_”. Różnica nie jest stylistyczna, lecz epistemologiczna. Moje przekonania opierają się na wiedzy naukowej. Uznaję jedynie rzeczywistość materialną, dostępną zmysłom lub ich rozszerzeniom. Argument uznaję za przekonujący tylko wtedy, gdy poddaje się weryfikacji. Jeśli teoria okazuje się błędna — zmieniam zdanie. Nauka nie zna dogmatów: operuje modelami o różnym stopniu trafności, zawsze prowizorycznymi.
W tym sensie pojęcie „Bóg” w naukach przyrodniczych jest terminem pustym. Nie pełni żadnej funkcji wyjaśniającej, nie odnosi się do obserwowalnych zjawisk, nie generuje sprawdzalnych hipotez. Jest hipostazą — nazwą, której nie odpowiada żaden element rzeczywistości badanej przez naukę. Wprowadzenie Boga do opisu świata nie poszerza wiedzy, lecz unieważnia samo pytanie o mechanizmy i przyczyny.
Nie znaczy to jednak, że słowo „Bóg” jest pojęciem niewinnym lub marginalnym. Przeciwnie: w porządku kulturowym i społecznym ma ono ogromne znaczenie. Funkcjonuje w religiach, mitologiach, systemach normatywnych i ideologiach. W imię rozmaicie pojmowanych bogów wymordowano miliony ludzi i morduje się nadal. Społecznie termin „bóg” — w liczbie pojedynczej i mnogiej — jest jednym z najbardziej obciążonych znaczeniowo symboli w historii ludzkości, często niosącym skutki realne, brutalne i nieodwracalne.
Świat pozbawiony interwencji istot nadprzyrodzonych jest dla mnie intelektualnie spójny. Świat, w którym Bóg ingeruje w bieg zdarzeń, staje się poznawczo chaotyczny — nie dlatego, że jest bardziej tajemniczy, lecz dlatego, że rezygnuje z kryteriów sensownego wyjaśniania. Obowiązuje tu zasada minimalnej ontologii: nie mnożyć bytów bez potrzeby, zwłaszcza takich, które w jednym porządku są puste, a w innym — historycznie i społecznie brzemienne w skutki.
Ateista, agnostyk, czy a-kobieta?
Mam przyjaciół wśród teologów różnych wyznań i nie walczę z ideą Boga obecną w umysłach wierzących. Po prostu jej nie podzielam. Nie myślę o sobie jako o ateiście. Trafia do mnie teza Alfreda Rachalskiego, że nazywanie kogoś „_ateistą_” jest jak nazywanie kobiet „_a-mężczyznami_” — sugeruje brak czegoś, co wcale nie musi być punktem odniesienia.
Kiedyś powołałem się na ten argument podczas spotkania, usłyszałem:
„_To znaczy, że jesteś agnostykiem_.”
I znów inni wiedzieli lepiej ode mnie, kim jestem.
Agnostycyzm stał się postawą wygodną — bywa formą uniku, eleganckiego wycofania się z dyskusji. Nie czuję się jednak agnostykiem, choć cenię Russella. Barbara Stanosz zwracała uwagę, że Barbara Stanosz, która w 44 numerze „Bez Dogmatu” napisała: _„(…) nie można dowieść nieistnienia żadnych, najbardziej nawet fantazyjnych obiektów (…) Jednakże nauka nie pretenduje do pewności; jej twierdzenia i teorie składowe mogą zostać podważone. Jest tu więc miejsce na agnostyczne ‘Nie wiem’ — zarówno w sprawie chrześcijańskiego Boga, jak i w sprawie greckiego Zeusa (ale także Baby Jagi, Świętego Mikołaja itd.). I tak właśnie, tj. mitologicznie interpretują twierdzenia teistyczne racjonaliści, którzy deklarują się jako agnostycy.”_
Teksty, które pisałem dla „Forum Klubowego”⁴, miały formę dialogu z czytelnikami. Podobnie traktuję tą książkę. Dialog jest wartością samą w sobie — szczególnie dziś, gdy przestrzeń publiczna staje się coraz mniej dialogiczna.
Wygłaszamy dziś poglądy często z wielką pewnością siebie, ale dialog w ścisłym sensie tego słowa prawie nie istnieje. A przecież racja nigdy nie leży wyłącznie po jednej stronie. Każdy ma prawo do własnej oceny rzeczywistości i — o ile nikogo nie obraża — zasługuje na rozmowę. Żyjemy w jednym kraju. Współdzielimy przestrzeń, instytucje, język, historię. Jesteśmy na siebie skazani.
Polaryzacja prowadzi jednak do powstawania odrębnych wspólnot interpretacyjnych, które operują różnymi faktami, korzystają z różnych źródeł informacji i często nawet różnie rozumieją te same słowa. Badania socjologiczne pokazują, że Polska jest faktycznie światopoglądowo dwujęzyczna.
Dialog między tymi światami wymaga czegoś więcej niż dobrej woli — wymaga tłumaczenia jednego systemu moralnego na drugi. Jonathan Haidt zwraca uwagę, że moralność posiada różne fundamenty, a ludzie kierują się nimi często intuicyjnie. Zrozumienie tego, co dla drugiej strony jest wartością, wymaga wysiłku empatycznego, a także cierpliwości.
Dlaczego więc dialog jest tak trudny? Powracają dwie utrwalone, a jednak błędne niemożliwości:
„_Niemożliwe jest w nic nie wierzyć_.”
„_Niemożliwe jest być wykształconym i nadal wierzyć_.”
Obie te tezy są intelektualnie wygodne, ale poznawczo puste. Spotykałem wybitnych intelektualistów zarówno po stronie ludzi wierzących, jak i niewierzących. W obu środowiskach istnieją postawy głębokie, przemyślane i konsekwentne.
Trudność polega raczej na tym, że wielu ludzi nie dopuszcza myśli, iż przekonania odmienne od ich własnych mogą być równie rozumne.
SAPERE AUDE! — to zawołanie Kanta pozostaje wciąż aktualne. Brakuje nam odwagi używania własnego rozumu, a przede wszystkim odwagi przyjęcia, że inni mogą używać go inaczej.
Już w latach sześćdziesiątych trafiła do mnie książka Bergena Evansa „Naturalna historia nonsensu”. To jedna z tych, które na trwałe ukształtowały mój sposób patrzenia na świat. Wtedy wierzyłem w niemal nieograniczone możliwości ulepszania świata przez wiedzę i edukację.
Minęły dekady. Naukę rozwinęliśmy, poziom wykształcenia wzrósł. A jednak w 2005 roku prof. Zdzisław Cackowski pisał:
„_O człowieku wiemy już bardzo dużo. Wobec tej wiedzy marnieją biblijne opowieści o stworzeniu. Podtrzymywanie tradycyjnego nauczania jest nową aferą Galileusza_.”
Tymczasem w przestrzeni medialnej — jakby na przekór — wciąż odnawiają się dawne formy myślenia. Niektórzy współcześni „mędrcy” twierdzą dziś, że historia nie biegnie spiralnie, choć właściwie każdy krok rozwoju nauki temu przeczy.
Gdy recenzowałem książkę Francisa Wheena „Jak brednie podbiły świat”, uderzyła mnie trafność jej konkluzji. Wheen cytuje Menckena:
_„Nietrudno zrozumieć, dlaczego człowiek z gminu nienawidzi nauki. Nienawidzi jej, ponieważ jest złożona, ponieważ w sposób niemożliwy do zniesienia obciąża jego ograniczoną zdolność pojmowania. Szuka więc zawsze drogi na skróty. Takimi skrótami są wszelkie przesądy, które mają uprościć, a nawet uczynić oczywistym to, co niezrozumiałe. Podobnie dzieje na pozornie wyższym poziomie. (…) Kosmogonie, jakimi zabawiają się ludzie wykształceni, są niezmiernie złożone. Zrozumienie nawet ich zarysu wymaga ogromnej wiedzy oraz nawyków myślowych.(…) Kosmogonia zawarta w Księdze Rodzaju jest wszędzie tak prosta, że pojmie ją każdy kmiot. Jest wyłożona w kilku zdaniach. Ignorantowi oferuje nieodpartą sensowność nonsensu. Akceptuje on więc on ją z entuzjazmem, i ma jeszcze jeden powód, by nienawidzić mądrzejszych od siebie”._
Nie chce się wierzyć, że od napisania tego tekstu prawie wiek minął, że dotyczył on ludzi z gminu. Może zawiera słowa zbyt ostre, lecz coś w nich jest. Wystarczy posłuchać współczesnych debat polityków — niezależnie od strony sporu — aby poczuć, że prostota przesądu wciąż bywa bardziej atrakcyjna niż trud doświadczenia poznawczego. Rzadko widuję dziś w Polsce postać intelektualisty publicznego w sensie oświeceniowym: kogoś, kto bierze odpowiedzialność za jakość dyskursu.
Przestrzeń publiczną coraz częściej zajmuje komunikacja emocjonalna. W takich warunkach rosną przesądy i myślenie magiczne. Polscy intelektualiści potrafią w imię wolności słowa skrytykować turbany i brody, lecz drżą przed krzyżykiem.
To nie jest pytanie o religię, czy wyznanie. To pytanie o odwagę intelektualną, o zdolność rozumienia konsekwencji własnych słów.
Nauka i jej przeciwnicy
Nauka od dawna mnie fascynuje. Jestem przekonany, że w szerokim sensie można mówić o dwóch przeciwstawnych kierunkach myślenia: naukowym i fideistycznym. Rzadko występują w czystej postaci, ale jako typy idealne stanowią alternatywę:
albo się wie — lub przynajmniej szuka wiedzy,
albo się wierzy.
Wiarę przyjmuje się z autorytetu, nawet jeśli tym autorytetem jest własna intuicja. Wiedza wymaga empirycznego uzasadnienia. John Dewey odróżniał „_belief_” — przekonanie — od „_warranted assertability_”, czyli twierdzenia uzasadnionego naukowo. To różnica fundamentalna. W tradycji sceptyckiej, od Pyrrona po Sagana, świadomość niewiedzy jest fundamentem rzetelnego myślenia. Rozum wymaga pokory, ale nie kapitulacji.
W kolejnych rozdziałach — opartych na poznanej literaturze, którą przedstawiam Państwu do samodzielnej weryfikacji — spróbuję naszkicować współczesne naukowe spojrzenia na człowieka i na wszechświat. Ukażę różnice wynikające z odmiennych postaw poznawczych, różnych procesów socjalizacji, innych tradycji myślenia. Nie oferuję tu gotowego systemu. To raczej zaproszenie do wspólnej wędrówki.
Przez całe życie zadawałem pytania, a gdy udało mi się znaleźć odpowiedź, pojawiały się nowe wątpliwości — czasem cichsze, czasem natarczywe. Nauka uczy pokory wobec niewiedzy, choć wbrew pozorom nie jest to pokora bierna. To pokora aktywna, skłaniająca do szukania.
Dlatego na pytanie:
Kim jestem?
mogę odpowiedzieć jedynie:
Nie wiem. Jestem w trakcie poszukiwań.
Świadomość niewiedzy nie jest brakiem — bywa początkiem.
Wielu ludzi tęskni dziś za prostymi narracjami, ale droga poznania rzadko bywa prosta. Być może dlatego nadal budzi niepokój, a czasem opór. Marzy mi się jednak kraj na tyle wolny, by można było myśleć samodzielnie i dzielić się swoimi poglądami bez obaw o sankcje — prawne, zawodowe, towarzyskie.
Czy taka Polska jest możliwa? Czy to utopia?
Współczesne badania nad kulturą polityczną sugerują, że społeczeństwo jako takie jest na pluralizm gotowe. To raczej instytucje nie zawsze nadążają za zmianą świadomości. Demokracja nie jest tylko ustrojem prawnym — wymaga nawyków dialogu, których nie zdobywa się automatycznie.⁸
W tym sensie Polska dopiero się ich uczy.
To nie jest jednak diagnoza pesymistyczna.
Wiedza rośnie. Świadomość rośnie.
A rozum — gdy dostanie trochę przestrzeni — potrafi się obronić.
PRZYPISY
1. Naturalizm w nauce to naturalizm metodologiczny, czyli podejście, które zakłada badanie świata wyłącznie za pomocą praw przyrody i metod nauk empirycznych, bez odwoływania się do zjawisk nadprzyrodzonych czy celowych ingerencji. Naturalizm filozoficzny (ontologiczny) idzie o krok dalej, twierdząc, że istnieje wyłącznie rzeczywistość materialna, a wszelka duchowość jest sprowadzalna do materii lub nie istnieje wcale. Naturalizm metodologiczny ugruntowali m.in. John Dewey, Ernest Nagel, W. V. Quine; naturalizm ontologiczny — Mario Bunge, Daniel Dennett, Patricia Churchland.
2. Światopogląd to trwały zespół przekonań i opinii dotyczących otaczającego świata, który kształtuje sposób postrzegania rzeczywistości, oceniania jej i wartościowania. Jest on złożony z dwóch głównych składników: opisowego oraz wartościującego.
Światopogląd — według Mieczysława Gogacza — jest kompilacyjnie tworzonym przez nas lub dla nas zespołem twierdzeń o wszystkim, co dotyczy człowieka. Jest prywatnym i dowolnym obrazem, utworzonym ze względu na cel, którym jest uzasadnienie naszych działań. (…) Gdy w naszym obrazie świata i człowieka dominują prawdy wiary, tworzymy sobie światopogląd religijny. (…)
Współczesne ujęcia światopoglądu spotykamy u Charlesa Taylora („ramy wyobraźni społecznej”), Jürgena Habermasa („świat życia”), a także w socjologii wiedzy — Peter Berger, Thomas Luckmann („społeczne konstruowanie rzeczywistości”).
3. Marek Abramowicz: „Fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga jako aktywnego elementu obiektywnej rzeczywistości”. Magazyn Wyborczej 23.12.2022.
4. Ludwik Turko: „Fizyk, wierzący czy niewierzący, jest od badania praw natury. Jego wiara czy niewiara nie ma tu nic do rzeczy”. Gazeta Wyborcza. 28.12.2022.
5. Forum Klubowe, wychodzący w latach 2002 — 2012 periodyk. Z okazji jego 10-lecia red. Nacz. Leszek Lachowiecki napisał: „_Przez 10 lat zwracaliśmy się przede wszystkim do czytelnika myślącego (czyli krytycznego), nie starając się nikomu przypodobać ani też służyć — poza prostym konceptem, że Lewica powinna być mądrzejsza_”. Por. Przegląd, 29.01.2012 Mirosław Kostroń — Dziesięciolecie „Forum Klubowego”.
6. Termin filozoficzny, a nawet bardziej teologiczny. Dotyczy Bogów istniejących poza umysłem poznającego. Choć moim zdaniem są to idee istniejące tylko w ludzkich umysłach i których rzeczywiste istnienie, bądź też nieistnienie jest niemożliwe do doświadczalnego potwierdzenia zmysłowego, czyli przedstawienia dowodu spełniającego wymogi poznania naukowego. W teologii chodzi też o rozróżnienie między teizmem realistycznym (Bóg jako byt istniejący niezależnie od umysłu) a teizmem konstruktywistycznym lub symbolicznym (Bóg jako idea kulturowa). Podział ten wywodzi się m.in. od Tomasza z Akwinu, ale współcześnie rozwijają go filozofowie religii: John Hick, Paul Tillich, D. Z. Phillips.]
7. Profesor Jerzy Drewnowski widzi w dzisiejszych czasach „retenbracje, czyli powrót mroków”, w których ogromną rolę — przy „_społecznym odświadamianiu społeczeństwa_” — odgrywają „_ściemniacze_” szerzący ciemnotę dla własnego indywidualnego interesu, prestiżu, dobrego samopoczucia lub poczucia misji, bez wyraźnego związku z politycznymi grupami nacisku czy z odpowiadającymi im firmami lub urzędami oraz „_dementorzy_” wykorzystujący swoje funkcje dydaktyczne i wychowawcze do oduczania samodzielnego myślenia. Ściemniacze i dementorzy za pomocą wszystkich dostępnych im środków indoktrynują społeczeństwo dla jedynie słusznej opcji. Dają wrażenie obcowania z Pięknem, Dobrem i Prawdą oraz poczucie wiedzy o rzeczywistych mechanizmach władzy wraz z możliwością bezkrytycznego kultu religijno-politycznych przywódców, ale w zamian za zasadniczą odpowiedź — komu taki światopogląd rzeczywiście służy? Dziś nr 2/06. Termin użyty przez Drewnowskiego dobrze koresponduje ze zjawiskami opisanymi przez Hannah Arendt w kontekście „_ciemnych czasów_”, a współcześnie przez Timothy’ego Snydera („_czarna ziemia_”, „_droga do niewolności_”), wskazujących na zanik krytycznego myślenia pod naporem prostych narracji politycznych.
8. Liberalna demokracja oddała ideologiczne pole neoliberalizmowi, który przyczynił się do zwycięstwa prawicowego populizmu i w Europie u w Polsce. Jest to bardzo groźne zjawisko także jeżeli chodzi o sferę światopoglądową społeczeństw.