-
nowość
Test Turinga w warunkach domowych - ebook
Test Turinga w warunkach domowych - ebook
„Test Turinga w warunkach domowych” to zbiór 55 utworów balansujących między poezją a prozą. Czy są to wiersze, czy strumień świadomości współczesnego człowieka? Człowieka, który ma wrażenie, że to nie on zwolnił, lecz świat przyspieszył. Zawieszony między pamięcią a bieżącymi wydarzeniami próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, kim właściwie jest dzisiaj. Kim jest człowiek w czasach, gdy bardziej ludzka potrafi wydawać się sztuczna inteligencja. Jeśli czytelnik odnajdzie wśród poruszanych tematów własne doświadczenia, powstanie między nim a autorem rodzaj wspólnoty – tej, której czasem poszukują zarówno twórca, jak i odbiorca.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 343 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Szedłem sobie przez pola
A tu z daleka widzę jakiś kształt
Myślę sobie człowiek
Albo strach na wróble
A to był krzyż
Z Jezusem Chrystusem.
Mówię – chwała Bogu
Są tu dobrzy ludzie.
Lecz nie byli.
Krzyż postawili ich przodkowie
Którzy zresztą również nie byli dobrzy.
Po prostu wierzyli
Że nawet najgorsze zło
Którego się dopuszczą
Ktoś im tam w górze wybaczy.
I będą dalej mogli zło czynić.CIAŁO OBCE
Myślałem że wstydzę się swojego ciała
To jednak nieprawda
Były chwile
Gdy byłem dumny
Jak ojciec z syna
Lecz nie jestem ojcem nigdy nie będę z tego dumny
Mój ojciec wydawał się ze mnie dumny
Ale miałem wrażenie
Że nie tylko nie rozumiał
Ale mnie nie doceniał.
Ja siebie doceniam
Bywałem dumny ze swojego ciała
Każde ciało zresztą to dzieło geniusza
Natury
Ale mojego ciała
Ja się zwyczajnie boję
Jak ośmiornicy z głębin oceanicznych
Naszej niewiedzy
Nie wiem co jeszcze
Moje ciało dla mnie szykuje
Strasznego
I już się lękam.
Zawczasu.
Zwyczajnie
Po ludzku
Cieleśnie.
Fizjologicznie.
Fizjologia bowiem
Czy chcemy tego czy nie
Najczęściej jednak nie chcemy
Jest ściśle związana z naszym ciałem.DNA OKA
Coraz gorzej widzę
Coraz gorzej słyszę
Coraz gorzej się poruszam
Właściwie niewiele się ruszam
Niewiele wzruszam
Dominuje we mnie
Nieruchomy smutek
Ledwie oddycham
Duszę się w swoich snach
Kiedy wypływam
Na powierzchnię
Aby odetchnąć
Spocony strachem
Czuję się jakbym
Był na dnie
Na dnie jest nieruchomo
Powinienem się cieszyć tą ciszą
Którą słyszą pożerane ryby
Przez ryby pułapki
Przykryte piaskiem
Na dnie
Nieruchome
Jak we śnie
Jest ciemno
Jest głucho
Jest nieruchomo
Bo to sen.KOMUNIKACJA MIEJSKA
Czy też tak macie
Że spośród wielu innych ludzi
Na przykład w autobusie
Tramwaju czy pociągu
Podejdzie tylko do was ten człowiek
Którego się boicie
Na przykład chory psychicznie
I powie coś takiego co podważy
Waszą wiarę w rzeczywistość
Zacznie nadawać do was jakimś szyfrem
Mówić własnym językiem z nieodpartą pewnością
Że go świetnie zrozumiecie
A czasem po prostu powie wprost
Ty nie istniejesz
I na to tylko jedno pomyślicie
To przecież wariat
Chyba nieszkodliwy skoro chodzi wolny
(Co zwykle nie jest prawdą)
Nie wiedząc że może wcześniej zabił maszynistę
I teraz sam prowadzi pociąg i w każdej chwili
Może wam nakazać
Wysiąść
Na całe szczęście budzę się wtedy z tego koszmaru
Cały spocony owinięty kołdrą
Wstaję do pracy jest jeszcze wcześnie rano
Trochę ciemno bo zima
I w niedoświetlonym tramwaju widzę człowieka
Który płonącym szalonym wzrokiem uporczywie
Właśnie we mnie się wpatruje licząc że się przebudzę
A ja nie jestem pewien
Czy drugi raz się uda.ZARAZ IDĘ SPAĆ
I znów kiedy
Mam iść spać
Położyć się i
Wsłuchać we
Własny organizm
Ogarnia mnie
Niepowstrzymany
Lęk
Przed utratą
Świadomości
Bo czuję jakby
Moje ciało
Zostało mi na
Noc
Zabrane
Wypożyczone
Przez wypożyczalnię ciał
Pozostawione potem
Gdzieś na pastwę
Obcych i ich złych
Zamiarów
Kopane w barach przez
Pijaków krzyczących:
Ten to już się dostatecznie
Nachlał!
Lub podrzucone na miejsce
Zbrodni jako to ciało
Co zostanie
Zawiezione niezwłocznie do
Miejskiej kostnicy na szybką
I sprawną sekcję
A może na plan filmowy
Jak ciało statysty
Jeśli przebudzę się nagle
To nie od razu może zrozumiem
Gdzie teraz się znajduje
Moje ciało
A kiedy do mnie dotrze
Że jednak jestem w domu
Znów zasnę już spokojny
A cała rzecz zacznie się od
Nowa
Przyjdą dwaj ludzie po moje
Ciało
Włożą w samolot i odlecę
Do ciepłych krajów.PAMIĘĆ MASZYN
Rayowi Bradbury’emu
I kiedy już nie będzie życia
Automaty będą je sławić
Te którym zapiszemy nasze myśli
Przez to słowa naprawdę pozostaną
Nieśmiertelne.
I elektronowe mózgi
(Tak kiedyś prorocze nazwy brzmią dziś archaicznie
Ale właśnie archaiczne nazwy nowoczesnych rzeczy
Najlepiej pasują do schyłku naszego świata)
Zostaną tu chwilę dłużej powtarzając jak
Niewyłączona płyta z nagraniem
Nasze słowa brzmiące w nieruchomej pustce
Wznoszące się pod same niebo
Aż w końcu spali je słońceTWÓRCZA ERUPCJA
Czy komputery mogą pisać wiersze?
Śmiejesz się mówisz: to nie komputery
To sztuczna inteligencja która w nich siedzi
Nie będę się upierał bo poezja nie rozgranicza
Unosi się w powietrzu ktokolwiek ją wymyślił
Ktokolwiek stworzył pierwszy wiersz poemat
Jest moim bratem nawet jeśli ja nie piszę wierszy
Nawet jeśli ja nie piszę prozy tylko zmyślam słowa
Chcąc by mi zagrały melodię z samego mojego
Środka i nie mam na myśli jelit ani niczego wulgarnego
Choć poezja nie rozgranicza jest jak magma która zalała
Demokratycznie
Ciała pod Wezuwiuszem ciekłym gipsem.