Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

The Broken Vows. The Windsors. Tom 4 - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 kwietnia 2026
3572 pkt
punktów Virtualo

The Broken Vows. The Windsors. Tom 4 - ebook

Czasem wybaczenie bywa trudniejsze niż nienawiść.

Celeste Harrison i Zane Windsor dorastali w cieniu rodzinnej rywalizacji, która nauczyła ich nienawiści, zanim pozwoliła na miłość. Gdy po latach rozłąki rodzi się między nimi zakazany romans, oboje wierzą, że wreszcie wygrali z losem. Jednak jedna noc, jedno wyznanie i jedna tragedia niszczą wszystko, co budowali. Zdrada, w którą wierzy Celeste, popycha ją do zemsty, która niesie za sobą nieodwracalne skutki.

Pięć lat później los ponownie splata ich drogi – tym razem w aranżowanym małżeństwie. Związek oparty na gniewie i niewypowiedzianych oskarżeniach staje się polem bitwy. Dopiero odkrycie prawdy zmusza Celeste do walki o przebaczenie. Czy jednak miłość, którą zniszczyła, może się jeszcze odrodzić?

Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8417-735-8
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD AUTORKI

Powieść The Broken Vows zawiera treści wrażliwe, które mogą być trudne dla czytelniczek. Ponieważ ostrzeżenia o nich przedwcześnie ujawniałyby istotne momenty tej historii, zostały zamieszczone na końcu powieści. Mimo wszystko czytelniczkom zaleca się rozwagę.

Jeśli przeczytałyście już moje poprzednie książki i nie obawiacie się niewygodnych tematów, będę niezwykle wdzięczna, jeśli kolejny raz mi zaufacie. The Broken Vows ma szczęśliwe zakończenie i z czystym sercem zapewniam was, że możecie śmiało zaryzykować.1

CELESTE

Nie ma zbyt wielu ludzi na świecie, których szczerze nienawidzę, każdą cząstką swojego ciała. W zasadzie na mojej liście widnieje tylko jedno nazwisko

Zane Windsor.

Na samą myśl o nim kurczy mi się żołądek i paraliżuje mnie lęk. Zane Windsor to zmora mojego życia, człowiek z moich koszmarów. Zawsze tak było. Kiedy przypominam sobie najokropniejsze momenty z dzieciństwa, automatycznie staje mi przed oczami jego twarz. Za kilka godzin będę musiała się z nim zobaczyć, a już teraz trzęsę się z nerwów.

– Celeste?

Podnoszę oczy na Lily, swoją najlepszą przyjaciółkę, która wpatruje się we mnie z jawną troską w swoich niebieskich oczach. Zatyka mi jeden z perfekcyjnie skręconych loków za ucho, obrzucając mnie pełnym zrozumienia spojrzeniem.

– Wszystko będzie dobrze – zapewnia. – To tylko gala charytatywna. Nawiążesz tam wiele cennych kontaktów. Skup się na tym, dobrze?

Spoglądam na swoje pomalowane na jaskrawożółto paznokcie, nie potrafiąc się pozbyć natrętnego przeczucia nadciągającej katastrofy.

– To coroczna gala Windsorów – szepczę drżącym głosem. – To nie jest dobry znak, że moja pierwsza oficjalna impreza po powrocie jest organizowana akurat przez rodzinę Zane’a.

Byłam przekonana, że pięć lat studiów z dala od domu zaszczepiły we mnie tak mi potrzebną pewność siebie, ale ta ulotniła się już w momencie, gdy przekroczyłam próg domu.

Powrót w rodzinne strony był dla mnie jak dziesięć kroków w tył. Mam wrażenie, że dawna ja ponownie zaciska mi pętlę na szyi i próbuje się wydostać z ukrycia, w które ją zepchnęłam. Przeraża mnie myśl, że gdy tylko znajdę się w pobliżu Zane’a, znów stanę się tamtą dziewczyną, którą gardzę i której się wstydzę.

– Celeste, jesteś najsilniejszą i najinteligentniejszą kobietą, jaką znam. Szkoda, że nie możesz spojrzeć na siebie moimi oczami. Wtedy pewnie dotarłoby do ciebie, jakie to niemądre przejmować się kimś takim jak Zane. Nie jest wart, żebyś zawracała sobie nim głowę.

Przytakuję, bardzo chcąc jej wierzyć i uwolnić się od toksycznej przeszłości. Lily ma rację, to oczywiste. Zane nie powinien mieć na mnie aż tak ogromnego wpływu. Teraz już nie.

– Mówiłam ci, że dziadek kazał mi przepatrzyć centymetr po centymetrze hotel Windsorów, w którym organizują galę? – pytam, starając się zmienić temat. Rozmowa o Zanie przypomina mi o tym, co próbuję wyrzucić z pamięci: sekret, którego nie zdradziłam przyjaciółce. – Wiesz, co mi powiedział?

Lily zaprzecza z pytającym wyrazem twarzy, poprawiając rozświetlacz, który nałożyła mi na kości policzkowe.

– „Ich hotel ma znakomite recenzje, ale z nich się nie dowiemy tego, co nam najbardziej potrzebne. Zaprosili nas tam, prawda? Byłoby nieuprzejmie nie skorzystać ze wszystkich jego atrakcji” – powtarzam, przedrzeźniając dziadka. – Dasz wiarę?

Z ust Lily wydobywa się zaskoczony śmiech i ja sama też mimowolnie się uśmiecham. Łagodzi nieco wydźwięk dalszych słów dziadka, których nie mogę powtórzyć przyjaciółce: „Mam nadzieję, że te twoje studia naprawdę coś ci dały, bo zaczynam mieć powoli dosyć, że moja wnuczka ciągle jest druga za tym chłopakiem od Windsorów. Nie jesteś już w szkole, Celeste. Teraz gra się toczy o wyższą stawkę i nie ma miejsca na błędy. Powinnaś doprowadzić nasze hotele przynajmniej do takiego samego standardu jak u Windsorów”.

Chwilami się zastanawiam, czy moja awersja do Zane’a przybrałaby tak monstrualne rozmiary, gdyby nie podsycały jej oczekiwania dziadka.

Powiedzieć, że Zane i ja rywalizowaliśmy przez całe dzieciństwo i okres nastoletni, byłoby grubym niedomówieniem. Możliwe, że to, co się zaczęło już przedszkolu jako niewinna dziecięca rywalizacja, było naturalną konsekwencją zadawnionego sporu między naszymi rodzinami. Jednak z biegiem lat nasz konflikt przekształcił się w otwartą wrogość i nienawiść, tak głębokie, że chcąc się od nich uwolnić, musiałam się ratować ucieczką. Która właśnie dobiegła końca.

– Twój dziadek chwilami zachowuje się niepoważnie – przyznaje Lily z ledwie skrywaną w głosie nutą troski. Czasami mam wrażenie, że dostrzega dręczący mnie w głębi duszy ból, chociaż staram się, jak mogę, go nie uzewnętrzniać. – Ale to ciebie wybrał na swoją dziedziczkę, więc przywiązuj większą wagę do jego czynów, a nie słów, dobrze? Nie zrobiłby tego, gdyby w ciebie nie wierzył.

Z trudem powstrzymuję się od nerwowego przygryzania wargi i jedynie kiwam jej głową bez słowa. Lily wie równie dobrze jak ja, że dziadek wyznaczył mnie tylko dlatego, że mój brat Archer nie zamierzał się nagiąć do jego woli. Gdyby nie wyjechał, zarzekając się, że nigdy więcej nie znajdzie się pod jednym dachem z dziadkiem, ten nigdy w życiu nie powierzyłby mi żadnych obowiązków w naszej rodzinnej firmie.

Lily taksuje wzrokiem czarną suknię, którą włożyłam na wieczorne wyjście, i kolejny raz sprawdza mój makijaż, aby się upewnić, że wszystko jest w idealnym porządku. W końcu kiwa z aprobatą głową.

– Ta gala umocni twoją pozycję w firmie dziadka i tylko na tym się dziś skup. Będziesz tak zajęta nawiązywaniem nowych znajomości i kontaktów, że nawet nie zauważysz obecności Zane’a. Mówiłaś, że na takie imprezy przychodzą setki ludzi, prawda?

Potwierdzam z wahaniem, wściekła na siebie, że przez Zane’a zachowuję się nienaturalnie, jakbym nie była sobą. Od dawna nie jestem nieśmiałą dziewczynką, ale znów się nią czuję, gdy tylko o nim pomyślę.

– W takim razie łatwo ci będzie unikać Zane’a, przynajmniej na razie. Chociaż moim zdaniem najlepiej od razu stanąć z nim twarzą w twarz i nadać nowy ton waszej relacji. Był twoim rywalem w dzieciństwie, ale nie da się tego porównać z zagrożeniem, jakim obecnie dla Harrison Development są Windsor Hotels. Nie będziesz mogła się od niego całkowicie odciąć, bo czy chcesz, czy nie, wasze firmy będą ze sobą stale konkurować.

– Wiem – wzdycham. – Nie uniknę go, ale nie wiem, czy jestem gotowa stawić mu czoło. Lil, to przecież ten sam chłopak, który ukradł mi klasówkę z algebry z moją pierwszą w życiu jedynką, żeby ją zestawić ze swoją szóstką i rozesłać ich zdjęcia po całej szkole. Przez bite dwa lata, dzień w dzień, nabijał się z mojego aparatu na zęby i wykorzystał każdziuteńką okazję, żeby mnie wyśmiać i upokorzyć, odkąd skończyliśmy trzy lata. Jak mam teraz być z nim w dobrych stosunkach? Jak się wspiąć na wyżyny uprzejmości i podziękować mu, że mnie zaprosił? Zachowywać się, jakby lata jego prześladowań nie zostawiły na mnie żadnego śladu?

Współczucie w oczach Lily sprawia, że czuję się jeszcze żałośniej i nie potrafię się powstrzymać, by nie uciec spojrzeniem w bok.

– Celeste – szepcze Lily wyrozumiałym tonem – moja droga, jesteś czystą magią. Twoje wizje spełniają się w iście magiczny sposób, więc zrób jedną z tych swoich wizualizacji, które tak lubisz. Wyobraź sobie drogę, która się przed tobą rozpościera, pozbawioną przeszkód, a na niej siebie jako kobietę, z którą Zane Windsor nie odważy się zadzierać. Bo taka właśnie jesteś, wiesz? Nawet jeśli dawne kompleksy i brak pewności siebie chwilowo utrudniają ci właściwy osąd sytuacji. Czy to nie ty zawsze mi powtarzasz, że powinnam kontrolować swoje myśli, żeby one nie przejęły kontroli nade mną? Może dziś wieczorem sama skorzystałabyś ze swojej rady?

Mrugam kilkakrotnie, zaskoczona, że moja życiowa maksyma uderzyła we mnie rykoszetem. Nie mogę odmówić przyjaciółce słuszności – jej słowa sprawiają, że uwalniam się od destrukcyjnych myśli. Odzyskuję jasność widzenia, zupełnie jakby ktoś nagle zdjął mi zasłonę z oczu. To zaskakujące, jak niepewność i lęk potrafią człowieka przytłaczać i tłamsić.

– Masz rację – odszeptuję z łomoczącym sercem, odruchowo przymykając oczy.

Od lat wyobrażam sobie świat, w którym nareszcie daję dziadkowi powód do dumy. Świat, w którym jestem numerem jeden w naszej branży i realizuję najciekawsze projekty hotelarskie na całym globie. Dlaczego pozwoliłam sobie stracić tę wizję z oczu, choćby tylko na krótko?

– Ja zawsze mam rację – żartuje Lily. – Kiedy znów opadną cię wątpliwości, przypomnij sobie moje słowa. Jesteś czystą magią, Celeste. Nie pozwól, żeby ktoś ci wmówił, że jest inaczej. A już na pewno nie ktoś taki jak Zane.

Odpowiadam jej szerokim uśmiechem, czując, że się rozluźniam i wraca mi pewność siebie. Szkoda, że nie mogę zabrać Lily na galę – o wiele bardziej wolałabym pójść tam z nią niż z dziadkiem.

– Dobra, dam radę – zapewniam ją stanowczym głosem. – Wkroczę do tej sali balowej, jakby należała do mnie.

W oczach Lily pojawia się błysk dumy. Wyciąga rękę i delikatnie gładzi mnie po głowie.

– Zuch dziewczyna – chwali. – Idź i pokaż im wszystkim. Oczaruj ich i sprzątnij Zane’owi sprzed nosa potencjalnych klientów. Jeśli ktoś jest w stanie tego dokonać, to tylko ty.

Uśmiecham się do siebie, spoglądając w lustro, i czuję nagły przypływ pewności siebie.

– Dam radę – powtarzam bardziej do siebie niż do Lily, ale przyjaciółka i tak mi potakuje.

– Jasne, że tak.

Wpatruję się w swój nieskazitelny makijaż i opanowany wyraz twarzy. Nie jestem już zakompleksioną introwertyczką jak kiedyś. Kobieta, która spogląda na mnie z lustra, nie ma nic wspólnego z dziewczyną, która wyjeżdżała stąd pięć lat temu na studia.

Zane Windsor wkrótce się o tym boleśnie przekona.2

ZANE

– Spodziewam się, że zbierzemy dzisiaj co najmniej milion w datkach. Jak nam idzie do tej pory, Valentino? – pyta swoją sekretarkę Luca, jeden z moich braci.

Valentina przegląda swoje kalkulacje, a ja przytakuję bratu z roztargnieniem i wsuwam do ust ulubioną miętówkę. Nie mogę się skupić na rozmowie. Zawsze wkładamy mnóstwo pracy w naszą doroczną galę charytatywną i w normalnych okolicznościach z przyjemnością oglądałbym efekty wysiłków rodzeństwa i swoich własnych.

Ale nie dzisiaj.

– Zane? – zwraca się do mnie Val natarczywym tonem. Odwracam ku niej głowę zmieszany, uświadamiając sobie, że pewnie od dłuższego czasu próbuje zwrócić moją uwagę. Mierzy mnie przez chwilę wzrokiem i kąciki jej pomalowanych na czerwono ust unoszą się z rozbawieniem. – Dlaczego stale zerkasz w stronę wejścia? Czekasz na kogoś?

Już otwieram usta, żeby zaprzeczyć, ale wszelkie wyjaśnienia ulatują mi z głowy. Val zna mnie aż za dobrze i stała się mi bliska jak rodzona siostra. Nie mam szans spojrzeć jej w oczy i skłamać.

– Zapomniałem ci powiedzieć – rzucam prędko, zamiast się tłumaczyć – że wystawię na aukcję pobyt w hotelu, który przejmę w następnej kolejności. Oddam zwycięzcy cały obiekt do dyspozycji na tydzień jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem i pokryję wszystkie koszty.

Val mruży lekko oczy, jakby doskonale wiedziała, że ten dodatkowy punkt programu ma mi posłużyć tylko do tego, żeby ją zmylić, ale na szczęście nie ciągnie tego tematu.

– Wspaniale – oznajmia, odpowiadając mi porozumiewawczym uśmiechem. – Dodam to do naszego programu. Myślałeś o jakimś konkretnym terminie?

– Tak, to musiałoby być…

Szlag.

Powietrze wyrywa mi się z płuc, co przyprawia mnie o zawrót głowy, i jak zaczarowany wpatruję się w drzwi wejściowe do sali. Wszystkie myśli odpływają, aż nie pozostaje nic oprócz niej – mojej Niebianki*.

Wróciła.

Nareszcie.

Pożeram ją wzrokiem, zatrzymując się nieco dłużej na jej przepięknych bursztynowych oczach, apetycznie pełnych ustach i długich, kręconych ciemnych włosach. Jakim cudem przez te kilka lat od swojego wyjazdu zdołała jeszcze wypięknieć?

Prześlizguję się spojrzeniem po jej ciele z lekkim zniecierpliwieniem, jakbym nie mógł się na nią napatrzeć, a zarazem chciał się nieśpiesznie delektować tym wyjątkowym widokiem. Długa, czarna suknia opina ją w wysoce nieprzyzwoity sposób, a głęboki dekolt, podkreślający jej kształtny biust, z miejsca budzi we mnie ambiwalentne uczucia.

– Celeste Harrison – zauważa Val rozbawionym tonem. Spoglądam na sekretarkę Luki i silę się na obojętną minę, ale po jej oczach widać, że mi się to nie udało.

– Nie widziałem jej od dłuższego czasu – dodaje Luca, marszcząc brwi. – Wyjechała na studia do Londynu, prawda? Jak długo jej nie było? Trzy lata?

Dokładnie pięć lat, dwa miesiące i dwanaście dni.

– Zabij mnie, ale nie wiem – mamroczę.

Luca się śmieje, widząc, że przeczesuję ręką włosy gestem zdradzającym nerwowość.

– Jasne – przytakuje z głupkowatym uśmiechem.

– Co ona robi? – dziwi się Val.

Podążam za jej spojrzeniem i widzę, że Celeste ukradkiem sprawdza markę naszych kryształowych kieliszków. Z trudem tłumię uśmiech. Stara się zachowywać dyskretnie, ale jej zachowanie wygląda podejrzanie i zgodnie z moimi przewidywaniami ruszają ku niej nasi ochroniarze. Dziadek Celeste, prezes Harrison Developments – jednego z naszych największych konkurentów – nie zwraca na nią uwagi, odwrócony plecami i pochłonięty rozmową ze znajomymi.

– Jasny szlag – mruczę pod nosem z irytacją, pomimo przeszywającego mnie dreszczyku ekscytacji. Właśnie znalazłem idealny pretekst, żeby do niej podejść, nie wzbudzając póki co większych podejrzeń u Luki i Val. – Nie minęły nawet trzy minuty, a ta już sprawia problemy.

Słyszę za plecami śmiech Val, gdy z galopującym sercem zbliżam się do Celeste.

Daję znak ochroniarzom, którzy natychmiast się wycofują. Celeste przez cały czas pozostaje w błogiej nieświadomości, że mają ją na oku. Czy ona w ogóle nie zwraca uwagi, co się wokół niej dzieje?

– Słuchaj, jeśli chciałaś powęszyć, mogłaś po prostu zarezerwować u nas apartament pod pretekstem, że chcesz coś wypić i nie wracać samochodem. Gdybyś mi powiedziała, że wolisz zostać po imprezie, skoro na górze są wolne wygodne pokoje, na pewno bym ci uwierzył. A ponieważ to ty, policzyłbym ci tylko trzykrotną stawkę za taką wygodę.

Jej swoboda znika, ustępując na twarzy miejsca wyrazowi lodowatej niechęci, który ma zarezerwowany wyłącznie dla mnie.

– Zane – odzywa się w końcu tonem ociekającym pogardą.

Rewanżuję się jej sardonicznym uśmieszkiem, zastanawiając się przez moment, jak by zareagowała na informację, że moje imię w jej ustach momentalnie przyprawia mnie o erekcję. Od lat. Poczerwieniałaby ze złości? Jej oddech by przyśpieszył, jak zawsze, gdy ma zamiar skoczyć mi do oczu?

– Celeste.

Zaciska zęby. Z trudem tłumiąc uśmiech, wyjmuję jej z ręki kieliszek i oddaję go kelnerowi.

– Nie wiem, czy można ci ufać. Wyglądasz, jakbyś miała zamiar go ukraść.

– Ukraść? – powtarza z irytacją w głosie. Cóż za piękny widok, myślę. – Czy ja według ciebie wyglądam na drobną złodziejkę?

– Nie, Celeste – odpowiadam z bijącym sercem. – Wyglądasz wprost oszałamiająco.

Otwiera szerzej oczy i widzę, że zbiłem ją z tropu. Zawsze lubiłem się przyglądać, jak jej spojrzenie ciemnieje, kiedy doprowadzam ją do wściekłości, ale dzisiejsza reakcja chyba jeszcze bardziej mi się podoba. Celeste rozchyla wargi i jej jawna pogarda wobec mnie błyskawicznie się ulatnia… O tak, ten widok potrafi uzależnić.

– Bardzo śmieszne – odzywa się w końcu, na powrót przybierając pełną rezerwy minę. Mógłbym przysiąc, że w jej oczach pojawił się błysk rozczarowania, jakby miała do siebie pretensje, że uwierzyła w moje słowa, choćby tylko na chwilę.

Wyciągam do niej dłoń, na którą spogląda skonsternowanym wzrokiem.

– No co? – pytam prowokująco. – Zapomniałaś, jak się tańczy? A taka byłaś w tym dobra na balu w liceum.

– Oczywiście, że nie zapomniałam – odcina się, rumieniąc się uroczo. – Po prostu nie mam ochoty tańczyć z tobą.

Nie potrafię się powstrzymać od uśmiechu. Czyżby wzmianka o balu wytrąciła ją z równowagi? Wspomnienie tamtej nocy wciąż przyprawia ją o szybsze bicie serca tak jak mnie?

– Serio? Zdawało mi się, że zmierza ku tobie Tommy, ale rozumiem, że nie potrzebujesz mojej pomocy – kłamię.

Tommy, który durzył się w niej od niepamiętnych czasów, ma zakaz wstępu się do moich hoteli, ale Celeste nie musi o tym wiedzieć.

– Co? – Pośpiesznie wsuwa rękę w moją dłoń, rozglądając się dookoła rozbieganym wzrokiem.

Przytakuję skwapliwie i ciągnę ją na parkiet.

– Ochronię cię przed nim, ale będziesz mi za to winna przysługę.

Otaczam ją ramionami w talii. Celeste kładzie dłonie na moim torsie i przesuwa do góry, aż zaplata mi palce na karku. To wprost nierealne, jak jej ciało idealnie pasuje do mojego. Nie potrafię się pohamować i przytulam ją mocniej, niż to konieczne.

Celeste spogląda mi w oczy z uniesioną brwią, kiedy prowadzę ją w wolnym tańcu, ocierając się o nią przy każdym ruchu. Muzyka ma kojący rytm, a mimo to roznieca ogień w moim sercu. Celeste jest blisko mnie, ale to mi nie wystarcza. Jej dotyk jest odurzający i niech mnie diabli, jeśli nie mam ochoty na coś więcej!

– Naprawdę wyglądasz dziś fantastycznie, Celeste – szepczę, pozwalając, by te słowa wypłynęły z moich ust kompletnie bez zastanowienia.

Otwiera szeroko oczy, po czym prycha.

– Większości kobiet pewnie spodobałyby się te twoje kłamstewka i bajerowanie, ale nie mnie. Zapomniałeś, że byłam świadkiem, jak przez całe liceum ustawiała się do ciebie kolejka dziewczyn? Znam dokładnie twój ideał kobiety i wiem, że ja nim nie jestem. Więc lepiej się ode mnie odczep.

Rozkładam szeroko palce dłoni opartej w dole jej pleców, powoli przesuwam ją w górę i wplatam w jej długie włosy.

– Dziewczyny, yhy? – powtarzam z nutą irytacji w głosie. – A myślałem, że znasz mnie lepiej niż wszyscy, Celeste. Ja nigdy oficjalnie nie miałem dziewczyny.

Na widok jej nagle złagodniałej miny robi mi się ciepło na sercu. Uśmiecham się łobuzersko i gdy Celeste lekko się potyka, wykorzystuję okazję, żeby ją przygarnąć mocniej do siebie.

– Jesteś nadal równie niezdarna, co piękna – szepczę.

Zagląda mi w oczy i lekko rozchyla wargi. Ściskam kurczowo w palcach jej włosy, nie potrafiąc opanować pociągu do tej kobiety. Jestem uwięziony w pułapce jej spojrzenia i czuję się bezbronny jak nigdy dotąd. Przez całe życie ukrywałem swoje uczucia do niej, ale jej kilkuletnia nieobecność skłoniła mnie do opuszczenia gardy.

Dłoń Celeste zsuwa się na moją klatkę piersiową i wtedy zauważam jej pomalowane na żółto paznokcie.

– A ten jak się nazywa? – rzucam bez namysłu, niechcący zdradzając się ze swoją obsesją na jej punkcie.

Celeste mruga kilka razy z zaskoczenia.

– Przepraszam, ale nie nadążam – stwierdza pozbawionym tchu głosem.

Uśmiecham się, zwijam dłoń w pięść i zaciskam w garści jej włosy.

– Twój lakier do paznokci. Jaki wybrałaś na dzisiejszy wieczór, Celeste?

W jej przepięknych oczach odmalowuje się niedowierzanie, co natychmiast przyprawia mnie o drganie w kroczu.

– S-skąd o tym wiesz?

Z zadowolonym uśmiechem zsuwam wolną dłoń w dół jej pleców, po czym gwałtownie ją przytulam, żeby poczuła, jak na mnie działa. Potem się pochylam i dotykam wargami jej ucha.

– Obserwuję cię od lat, Celeste. Jak mógłbym nie wiedzieć?

Gdy się prostuję, napotykam jej gorące spojrzenie i uroczo zarumienione policzki.

Nigdy nie wydawała mi się piękniejsza.

– Powiedz mi. Jak się nazywa twój lakier?

Celeste przygryza na sekundę wargę i się uśmiecha.

– I Just Can’t Cope-Acabana*.

Wybucham śmiechem, czym ściągam na nas zaskoczone spojrzenia innych gości, a Celeste w odpowiedzi szczerzy do mnie zęby.

– Nie możesz sobie poradzić? Z czym? Ze swoim powrotem? Z naszym ponownym spotkaniem?

– A ty nadal jesteś tak samo zarozumiały jak dawniej – kwituje, tym razem bez złośliwości w głosie. – Mój świat nie kręci się wokół ciebie, Zane.

– I to dlatego przyłapałem cię na próbie kradzieży naszego kieliszka do szampana? Bo w ogóle cię nie interesuje, jak prowadzę ten hotel?

Posyła mi miażdżące spojrzenie i odpycha się od mojego torsu.

– Nie próbowałam niczego ukraść!

– Dam ci spokój, jeśli się do czegoś przyznasz. Powiedz, że za mną tęskniłaś.

Celeste przewraca oczami, a ja zaczynam delikatnie masować palcami jej głowę, aby doświadczyć chociaż tyle intymnego dotyku.

– W przeciwieństwie do ciebie nie mam w zwyczaju kłamać, a tak by było, gdybym powiedziała, że mi ciebie brakowało, Zane. – Rzuca mi ostre spojrzenie, na które odpowiadam uśmiechem pomimo jej zjadliwego tonu. Jestem wniebowzięty, że udało mi się zwrócić na siebie jej uwagę.

– Największą zaletą mojego pobytu w Londynie było to, że się uwolniłam od ciebie. Nareszcie nie musiałam oglądać twojej zarozumiałej miny i sprawiło mi to więcej uciechy, niż mógłbyś sobie wyobrazić.

– Co za pech – szepczę, nie mogąc oderwać od niej oczu. – Bo ja za tobą tęskniłem, moja piękna Niebianko. Za tym twoim lekkim prychnięciem, które ci się wyrywa, kiedy cię denerwuję, za błyskiem w twoich oczach, gdy jestem w czymś lepszy od ciebie, i tym, jak mnie motywujesz, żeby jeszcze bardziej się starać.

– Więc o to chodzi? – pyta drżąco z miną zdradzającą bezbronność. – Prowadzimy jakąś grę, Zane? To mają być kolejne zawody?

Spogląda mi prosto w twarz bez cienia nieśmiałości, która zawsze tłamsiła jej piękne wnętrze. Co za fantastyczny widok!

– Może tak.

– Tym razem nie wygrasz.

– Nawet jeszcze nie wiesz, w co gramy – wytykam jej.

Celeste wzrusza ramionami i nieznacznie kołysze biodrami, przyprawiając mnie o stłumiony, gardłowy jęk.

– Chyba się domyślam, Zane. Nie zaciągniesz mnie do łóżka. Nigdy nie będę cię chciała.

Uśmiecham się, wsłuchany w łomot swojego serca.

– Mówiłaś coś innego w noc balu, moja cudowna bogini.

– To był błąd – odwarkuje i robi krok w tył z mieszanką wstydu i gniewu w oczach. – Błąd, którego więcej nie powtórzę, Zane. Nawet w swoich najgorszych koszmarach.

Czuję ukłucie bólu, słysząc, że żałuje czegoś, co tak wiele dla mnie znaczyło. Mimo to się uśmiecham, dokładnie tak, jak się po mnie spodziewa.

– Przypomnę ci te słowa następnym razem, kiedy cię sobą wypełnię, Celeste. Doprowadzę cię na skraj orgazmu, aż będziesz jęczeć moje imię i prosić o więcej, a ja ci wtedy każę je odwołać. I to zrobisz. Będziesz mnie błagać, tak jak tamtej nocy.

Spogląda na mnie krzywo, ale nienawiść w jej oczach jest przemieszana z czystą, pierwotną żądzą. Miała rację, prowadzimy ze sobą grę, tak jak robiliśmy to prawie przez całe życie. Ale moja droga Niebianka jeszcze się nie zorientowała, że tym razem ja tę grę traktuję bardzo poważnie.

* Gra słów: Celeste – celestial (ang.) – niebianka.

* I just can’t cope (ang.) – Nie mogę sobie poradzić.3

CELESTE

– Spóźniłaś się – stwierdza dziadek, ledwie przekraczam próg swojego gabinetu. Spinam się zaskoczona, że zastaję go pochylonego nad moim biurkiem. Wyraz dezaprobaty na jego twarzy zatrzymuje mnie w drzwiach odrobinę dłużej, niż to konieczne, a on robi jeszcze kwaśniejszą minę.

– Jest za pięć siódma – mówię, spoglądając wymownie na zegarek.

Od razu żałuję tych słów, ale już za późno. Dziadek krzyżuje przedramiona na piersi i jego spojrzenie twardnieje.

– Oczekiwałbym od swojej dziedziczki czegoś więcej, Celeste. Ja zawsze byłem w biurze pierwszy i ty też powinnaś.

Biorę głęboki oddech i uśmiecham się grzecznie, zamiast powiedzieć mu wprost to, co myślę: że nie licząc jego, i tak jestem w firmie pierwsza.

– Zrozumiano – mówię, starając się nadać swojemu głosowi dziarskie brzmienie. – Jutro przyjdę wcześniej.

Dziadek mi przytakuje, nieco udobruchany, i wskazuje na mój fotel. Jestem zdziwiona, że nie usiadł za moim biurkiem, kiedy nie zastał mnie w gabinecie. Już wolałabym to niż jego spojrzenie z góry. Zawsze budził w ludziach respekt, ale mimo wszystko zaskoczył mnie jego pracoholizm.

– Opowiedz mi, czego się dowiedziałaś na gali Windsorów – prosi dziadek, kiedy zajmuję fotel. – Było coś godnego uwagi w ich hotelu?

Gorąco uderza mi do twarzy, bo przed oczami natychmiast staje mi Zane. Odchrząkuję, żeby oczyścić myśli.

– Tak jak się można było spodziewać, ich świeżo nabyty hotel ocieka luksusem po najdrobniejsze detale. Przeanalizowałam wszystko, co mi wpadło w ręce, i wnioski nie są… zachęcające. Zauważyłam, że ich sukces w dużej mierze jest efektem synergii. Większość ich obiektów została starannie wyselekcjonowana przez Windsor Real Estate, a następnie przekazana Windsor Hotels i zmodernizowana. Cała elektronika w hotelu, od wind po automatyczne rolety, została zaprojektowana przez Windsor Motors. Wiele tego typu inwestycji wykonują własnymi siłami i zasobami. Z kolei ich współpraca z innymi markami jest czymś bez precedensu. Każda uznawana za luksusową ma już umowę na wyłączność z Windsorami i nie zamierza się z niej wycofać, nawet firma produkująca krem do rąk, który mają w łazienkach.

W oczach dziadka pojawia się błysk gniewu. Wzdycham ciężko, przygotowując się w duchu do kolejnego kazania.

– Nie dowiedziałem się od ciebie niczego, czego już bym nie wiedział, Celeste. Nie jesteś mi potrzebna, żeby identyfikować problemy. Chcę, żebyś je rozwiązywała. Sam mógłbym ci o tym wszystkim powiedzieć. – Prostuje się i posyła mi rozczarowane spojrzenie. – Mam już dosyć, że wiecznie jesteśmy w tyle za Windsorami, i nie chcę znosić więcej upokorzeń, bo nie potrafisz prześcignąć tego chłopaka. Możliwe, że miałem wobec ciebie zbyt wygórowane oczekiwania, biorąc pod uwagę, że nie dałaś nawet rady przegonić go w nauce w liceum.

Rozgoryczenie pobrzmiewające w jego głosie uderza we mnie ze zdwojoną siłą i od razu czuję się kompletnie bezużyteczna.

– Pracuję dla ciebie dopiero od kilku tygodni – przypominam mu. – Daj mi trochę czasu, a przedstawię ci swoje plany. Jestem na sto procent przekonana, że możemy zwiększyć zyski za ten rok przynajmniej o trzydzieści procent. Przy takim wzroście za trzy lata zrównamy się z Windsor Hotels. Bellevue Inn może być dla nas wielką szansą.

Przez kilka tygodni analizowałam nasze możliwości inwestycyjne i w końcu mój wybór padł na Bellevue Inn – niewielki hotel w stylu wiktoriańskim, który moglibyśmy przekształcić w luksusowy ośrodek. Przygotowałam bliską ideału ofertę jego przejęcia i jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, jest szansa, że dziadek w końcu zacznie mi bardziej ufać.

Dziadek prycha z wyraźnym niedowierzaniem.

– Uwierzę, jak zobaczę. Przez tyle lat byłaś zawsze druga za Zane’em Windsorem. Z biegiem czasu przepaść między wami coraz bardziej się powiększa, tak jak między naszymi firmami. Zane podjął pracę wieki temu, a ty w tym czasie bawiłaś się w Londynie. – Odwraca wzrok poirytowany. – Już wystarczy, że twój ojciec postanowił zrezygnować z życia, do którego był wychowywany, i został pisarzem. Gdyby Archer nie był równie uparty jak on, mielibyśmy już przynajmniej równą pozycję z Windsorami.

Odruchowo obejmuję się ramionami. To mnie jednak nie chroni przed bólem, który sprawia mi dziadek, gdy mi przypomina, że nie wyznaczył mnie na swoją dziedziczkę w pierwszej ani nawet w drugiej kolejności. Korci mnie, żeby mu powiedzieć, że staram się, jak mogę, i mógłby przynajmniej to docenić. Ale lata porównywania z bratem i Zane’em nauczyły mnie, że lepiej ugryźć się w język.

– Postaraj się bardziej, Celeste. Skoro poświęciłaś tyle czasu temu hotelikowi, najlepiej by było, gdybyś jak najszybciej sfinalizowała jego przejęcie. To niezbyt złożony projekt i dlatego go wybrałaś, prawda? Nie ma w tym nic złego, żeby od czasu do czasu poświęcić się drobnym przedsięwzięciom, pod warunkiem że będą przynosić zyski. Ale my nie jesteśmy małą firmą. Musisz mieć szersze plany, jeśli chcesz być lepsza od Windsor Hotels.

Przytakuję mu z poważną miną, a on rusza ku drzwiom.

– Dziadku! – wołam za nim z drżeniem w głosie, które zdradza moją nerwowość.

Ogląda się na mnie przez ramię. Waham się, nie wiedząc, jak ubrać w słowa swoją prośbę.

– Chodzi o pracę dla Lily… – wykrztuszam i widzę, że zaciska szczęki, a w jego oczach błyska irytacja.

– Zrobiłem dla ciebie wyjątek, bo jesteś moją wnuczką, Celeste. Nasza firma to nie plac zabaw. Twoja przyjaciółka może się ubiegać o pracę na takich samych zasadach jak wszyscy i jeśli jest wystarczająco dobra, by u nas pracować, zostanie zatrudniona drogą oficjalną. – Mówi te słowa takim tonem, jakby nie znał Lily od wieków i nie wiedział, że się przyjaźnimy, odkąd miałyśmy po dwanaście lat. – Musisz się nauczyć oddzielać życie osobiste od zawodowego. Nosisz nazwisko Harrison. Ludzie będą próbowali cię wykorzystać na różne sposoby, jeśli im na to pozwolisz. Jesteś zbyt słaba. Popracuj nad tym.

Odpowiadam mu skinieniem i odprowadzam go wzrokiem do drzwi. Zagryzam obsadkę pióra, które dostałam od brata na dwudzieste pierwsze urodziny, żałując, że nie poszłam za jego przykładem i nie odrzuciłam propozycji dziadka, by przejąć po nim firmę.

Nie rozumiałam, dlaczego Archer twierdził, że pracując dla dziadka, zniszczę naszą relację, ale teraz wiem, co miał na myśli. Dziadek zawsze był bezkompromisowy i wymagający, lecz ostatnio prawie go nie poznaję. Jeśli Archer nie był w stanie spełnić jego oczekiwań, czy ja mam na to jakieś szanse?

Odkąd pamiętam, byłam dla dziadka źródłem rozczarowań – z powodu Zane’a Windsora. Zawsze miałam pecha trafiać na te same zajęcia w szkole, co on, i chociaż bardzo się starałam, moje największe osiągnięcia zwykle były dopiero początkiem jego możliwości. Od niepamiętnych czasów wprost uwielbiał się ze mną ścigać na każdym polu i teraz będzie miał szansę do tego wrócić, tyle że na znacznie większą skalę.

Odwracam się na fotelu i spoglądam w okno, wracając myślami do gali. Jaką grę prowadził ze mną Zane? Oczywiście uparł się mnie prowokować, jak zwykle, ale chyba oszalał, myśląc, że będę reagować tak samo jak kiedyś. Zagryzam mocniej obsadkę pióra, wciąż słysząc w głowie jego głos: „Przypomnę ci te słowa następnym razem, kiedy cię sobą wypełnię, Celeste. Doprowadzę cię na skraj orgazmu, aż będziesz jęczeć moje imię i prosić o więcej, a ja ci wtedy każę je odwołać. I to zrobisz. Będziesz mnie błagać, tak jak tamtej nocy”.

Wyjmuję pióro z ust i zaciskam zęby ze wstydu na wspomnienie balu na koniec liceum. Tamtej nocy przez kilka godzin byłam równie ślepa jak dziewczyny, które zawsze kręciły się wokół Zane’a i od których się odżegnywałam, twierdząc, że nigdy nie będę taka jak one. To była niemądra decyzja, z gatunku tych, których się żałuje do końca życia.

Odchylam głowę na oparcie fotela i wciągam ze świstem powietrze, osaczona natrętnymi myślami. Powinnam się skupić na przygotowywaniu oferty, a zamiast tego rozmyślam o minie Zane’a, kiedy usłyszał ode mnie, że to, co się wydarzyło w noc balu, było pomyłką.

Sprawiał wrażenie dotkniętego, nawet jeśli tylko przez chwilę. Ten wyraz jego twarzy… Czy nie tak samo zareagował, kiedy go poprosiłam, żebyśmy udawali, że między nami nic się nie wydarzyło? Mam niewyraźne wspomnienia z tamtego okresu, zniekształcone odczuwaną do niego nienawiścią. Zane zawsze działał na mnie w ten sposób: zaprzątał mi myśli, chociaż przeważnie z innych powodów.

Ostrożnie odkładam pióro na podstawkę i zaczynam przeglądać dokumenty. Całkiem możliwe, że właśnie to było celem Zane’a: namieszać mi w głowie, żebym nie mogła się skupić na przejęciu hotelu, który każde z nas chce zdobyć dla własnej firmy.

Znam go na tyle dobrze, że nie byłabym tym wcale zdziwiona.4

CELESTE

– Nade mną chyba ciąży jakaś klątwa – oznajmiam Lily, wchodząc do jej kuchni.

Unosi głowę znad laptopa i zsuwa się z hokera przy barku kuchennym, żeby mnie uściskać, ani trochę niezdziwiona, że sama weszłam do jej mieszkania.

– Naprawdę tak myślisz? – pyta, wyraźnie się starając stłumić rozbawiony uśmiech.

Potwierdzam skinieniem głowy i wyjmuję z torebki butelkę jej ulubionego różowego wina. Unosi brew, kiedy jej ją wręczam, ale zamiast zadawać pytania, nalewa mi kieliszek aż po brzegi – tak jak lubię.

– Mhm – ciągnę – jestem tego absolutnie pewna. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że miliarder Zane Windsor, który ma odziedziczyć Windsor Hotels, ma na oku ten sam malutki hotel w stylu wiktoriańskim, na który od tygodni przygotowuję ofertę? Nikomu nie pisnęłam o tym słowa. Nawet dziadek o tym nie wiedział aż do wczoraj. To nie jest zwykły pech, to musi być klątwa, mówię ci.

Lily wybucha śmiechem. Spoglądając na nią spod przymrużonych powiek, podciągam się, sadowię na skraju blatu kuchennego i zwieszam luźno nogi.

– Mówię serio – oburzam się. – Uznałam za zły znak już to, że pierwszym eventem, w którym wzięłam udział po powrocie, była doroczna gala charytatywna Windsorów, a teraz jeszcze coś takiego?

– Celeste, nie wisi nad tobą żadna klątwa. Jesteś jedną z największych szczęściar, jakie w życiu spotkałam. Jeśli Zane jest zainteresowany tym samym projektem, co ty, to najprawdopodobniej dlatego, że natrafiłaś na naprawdę świetną okazję inwestycyjną i on uważa tak samo. To jakiś obłęd, że wasze umysły są tak zsynchronizowane. Gdybyście w końcu przestali ze sobą walczyć i zaczęli na poważnie współpracować, moglibyście dokonać cudów, rozwiązać problem głodu na świecie czy coś w tym stylu.

Sama myśl, że miałabym pracować z Zane’em, wzbudza we mnie święte oburzenie. Chyba widać to po mojej minie, bo Lily unosi ręce w geście kapitulacji.

– To była tylko sugestia, koszmarnie nietrafiona sugestia, z której natychmiast się wycofuję.

– No ja myślę. Ten projekt miał być dla mnie nowym początkiem, sposobem, by udowodnić dziadkowi, że zatrudnienie mnie w firmie nie było błędem. Zapowiadał się na łatwe zwycięstwo, a będzie kolejną okazją dla Zane’a, żeby mnie upokorzyć. Nie mam szans złożyć lepszej oferty na ten hotel, jeśli on jest nim choć trochę zainteresowany. – Wplatam palce we włosy w geście frustracji. – Wiedziałam, że praca u dziadka będzie ciężka, ale nie spodziewałam się, że tak trudno mi będzie znów rywalizować z Zane’em. Jak mam być lepsza od Windsor Hotels? Może i zajmujemy na rynku drugie miejsce po nich, ale przepaść między naszymi firmami wydaje się nie do pokonania.

Lily wzdycha i dolewa mi wina do kieliszka.

– Nie musisz jej pokonywać od razu, Celeste. Kropla drąży skałę, czyż nie? Wiem, że twój upór nie pozwala ci tego przyznać, ale skoro wybrałaś hotel, który zwrócił uwagę też Zane’a, to znaczy, że macie tę samą wizję. Czyli tak naprawdę niewiele was różni.

Próbuję zaprotestować, ale przyjaciółka ucisza mnie jedną ze swoich charakterystycznych min: uniesioną brwią i wyrazem nagany w oczach.

– Inne kwestie nie są tak ważne, jak ci się wydaje. Zawarte przez Windsor Hotels umowy kiedyś dobiegną końca, a gdy to nastąpi, będziesz mogła złożyć ich dawnym partnerom lepsze oferty. Jasne, nazwisko Windsor robi wrażenie, ale chyba nie doceniasz, jak prestiżową markę zbudowała twoja rodzina. To może zająć trochę czasu, ale nie widzę powodu, żebyście nie mogli prześcignąć Windsor Hotels. Nie każdy byłby w stanie tego dokonać, to jasne, ale ty tak.

Zatyka mi za ucho jeden z moich loków i się uśmiecha.

– Teraz już nie chodzi o szkolne stopnie, Celeste. W budowaniu relacji i zdobywaniu kontaktów zawsze byłaś lepsza od Zane’a. On wykorzystuje do tego nazwisko rodziny i jej fortunę, w przeciwieństwie do ciebie. Obróć to na swoją korzyść. Możesz nienawidzić tego faceta, ale nikt nie zna go lepiej od ciebie. I nikt oprócz ciebie nie jest w stanie przewidzieć jego następnego ruchu. Dlatego wykorzystaj każde przykre wspomnienie, które ci pozostawił, i przekuj je na swoją broń. Spiskowałaś przeciwko niemu przez lata i nigdy mu nie odpuszczałaś, kiedy zrobił ci przykrość, więc nie odpuszczaj mu i teraz.

Mrugam kilkakrotnie, próbując opanować gonitwę myśli.

– I właśnie dlatego jesteś mi potrzebna – oznajmiam łagodnie. – Z tobą przy boku mogłoby mi się to udać. Razem mogłybyśmy konkurować z Windsor Hotels. Zane nie miałby z nami żadnych szans.

Przyjaciółka się uśmiecha, ale jej spojrzenie pozostaje poważne.

– Skoro już o tym mowa – mówi niepewnym głosem – jest coś, o czym chciałabym ci powiedzieć.

Oddech więźnie mi w gardle i czuję narastający strach w żołądku.

– Co się stało? – pytam, modląc się w duchu, żeby moje podejrzenia okazały się fałszywe.

– Dziś rano dostałam z Harrison Developments e-mail z informacją, że moje podanie o pracę zostało odrzucone.

Robi mi się ciężko na sercu i czuję, jak zalewa mnie fala zawodu. Czyżby to była robota dziadka? Dopiero co wczoraj mu o tym wspomniałam.

– Nic się nie stało – stwierdza Lily, siląc się na uśmiech. – Spodziewałam się, że może do tego dojść, więc wysłałam CV także do innych firm. To jeszcze nie koniec świata. Coś na pewno znajdę. Wszystko się ułoży.

Zaciskam palce na krawędzi blatu kuchennego i moje rozczarowanie przechodzi w gniew. Jak dziadek mógł mi coś takiego zrobić? Wie, że Lily jest moją najlepszą przyjaciółką, od lat, i nie raz opowiadałam przy nim o naszych wspólnych planach zrewolucjonizowania branży.

– Porozmawiam z…

– Nie – ucina gwałtownie Lily. – Twoje stosunki z dziadkiem są w tym momencie wystarczająco napięte. Jeśli poruszysz ten temat, tylko je pogorszysz. Wiem, że twoi rodzice również z nim o tym rozmawiali, ale nic nie wskórali. Zostawmy to, Celeste, naprawdę. Tak samo jak ty mam tytuły licencjata i magistra jednego z najlepszych uniwersytetów na świecie, więc w końcu znajdę sobie odpowiednią pracę.

– Tak łatwo się z tym godzisz? – pytam drżąco. – Miałyśmy się wspiąć na szczyt razem. Ustaliłyśmy to jeszcze jako dzieci.

Lily chwyta mnie za rękę i ściska ją obiema dłońmi.

– I to zrobimy. Obie jesteśmy dopiero na początku swojej drogi zawodowej, kochana. Kiedyś będziemy pracować razem, wiem to na pewno. Poza tym pracując gdzie indziej, nie będę miała wątpliwości, czy może nie zawdzięczam awansu tobie i czy nie narażę się na ostracyzm kolegów z pracy jako przyjaciółka szefowej. Nauczę się wszystkiego, co trzeba, i za kilka lat pojawię się z tą wiedzą w Harrison Developments. Może nie tak to sobie wyobrażałyśmy, ale w końcu dopniemy swego, prawda?

Zaciskam zęby, tłumiąc chęć spierania się z nią, bo wiem, że doprowadziłoby mnie to donikąd. Widać, że Lily pogodziła się z odmową, a kiedy przyjaciółka się na coś uprze, za nic nie zmieni zdania.

– Gdzie się zgłosiłaś? Masz już jakieś oferty pracy? – pytam, starając się, aby w moim głosie nie było słychać przygnębienia.

Lily rzednie mina.

– W zasadzie do większości dużych firm. Ale jak dotąd żadnego odzewu.

Marszczę czoło i wpatruję się w nią intensywnym wzrokiem.

– Coś przede mną ukrywasz.

Bierze głęboki wdech, a w jej oczach pojawia się błysk poczucia winy.

– No dobra – wzdycha z rezygnacją. – Dostałam odmowę z każdej firmy, do której się zgłosiłam, bo wszędzie na stanowisko juniorskie wymagają doświadczenia, co jest po prostu śmieszne. Nie odbyłyśmy ani jednego stażu w trakcie studiów w Londynie, a jak się okazuje, trzeba było.

Bezsilność odbiera mi mowę, kiedy dociera do mnie w pełni sens jej słów. Obie się spodziewałyśmy, że dostaniemy pracę w Harrison Developments, więc zrezygnowałyśmy ze stażów i poświęciłyśmy czas na naukę, żeby mieć lepsze stopnie.

Myśli wirują mi w głowie, gdy gorączkowo analizuję możliwe rozwiązania problemu Lily.

– A czy… próbowałaś w Windsor Hotels?

Posyła mi zdegustowane spojrzenie, które wystarcza mi za odpowiedź.

– Za żadne skarby świata nie chciałabym tam pracować – odburkuje. – Ten kutas prześladował cię przez całe lata. Nie ma opcji, nie zostanę jedną z jego wyrobnic i nie będę nabijała jego pieprzonej kieszeni.

Staram się ze wszystkich sił stłumić uśmiech, ale na próżno i z ust wyrywa mi się salwa śmiechu.

– Kutas? A nie mówiłaś przed chwilą, że ja i on mamy zsynchronizowane umysły i pracując razem, moglibyśmy rozwiązać problem głodu na świecie?

Spogląda na mnie z zakłopotaniem i przeczesuje palcami swoje długie blond włosy.

– Hm, no tak… Oj, dobra.

Kręcę głową z rozbawieniem, po czym poważnieję.

– Mówię serio, Lil. Niełatwo mi to przyznać, ale firma Zane’a jest najlepsza i największa na rynku. Ich program stażowy ma bardzo dobre opinie i nie wymagają od kandydatów doświadczenia. Poza tym zawsze się zastanawiałyśmy, na czym polega to coś, co daje Windsor Hotels przewagę nad Harrison Developments, a dzięki tobie mogłybyśmy się tego dowiedzieć. Za parę lat do mnie wrócisz i podzielisz się zdobytą u nich wiedzą.

Przyjaciółka nie wygląda na przekonaną, ale na szczęście już nie wydaje się tak zniesmaczona jak przed chwilą.

– Zgłoś się do nich – proszę delikatnie. – To wielka firma i najprawdopodobniej wcale się z Zane’em nie spotkasz. Powiedzmy sobie szczerze, czy jest lepszy sposób, żeby się dowiedzieć więcej o Windsor Hotels, niż zostać ich pracownikiem?

Lily mruży oczy, ale uśmiecha się równie przebiegle jak ja.

– Celeste Harrison, czy ty sugerujesz, że mam dla ciebie szpiegować?

Wzruszam ramionami.

– Ja tylko sugeruję, żebyśmy obie skorzystały z twojej rady i obróciły niefortunną sytuację na swoją korzyść.

Lily wzdycha.

– Dostałam odmowę od ośmiu firm w przeciągu ledwie paru tygodni. Nie ma szans, żeby zatrudnili mnie w Windsor Hotels, nawet jeśli złożę aplikację.

– Zatrudnią.

Możliwe, że będę musiała zawrzeć pakt z diabłem, żeby dopiąć swego, ale tak czy inaczej, załatwię jej tę pracę.8

CELESTE

Pełna obaw parkuję przed ogromnym budynkiem, który dziadek polecił mi pozyskać dla naszej firmy. Od początku był przeciwny moim staraniom o przejęcie Bellevue, ale gdy została wybrana oferta Zane’a, wpadł w furię. Nagle się okazało, że tamten hotelik koniecznie powinien być nasz, i od tamtego czasu ciągle mnie krytykuje za moją porażkę. Kiedy tylko ma okazję, wypomina mi, że poświęciłam temu projektowi mnóstwo czasu i nic z tego nie wyszło, że nie potrafię dorównać Zane’owi pomimo mojego świetnego wykształcenia. Jego zdaniem jestem do niczego.

Boję się, że znowu sprawię mu zawód, i nie wiem, jak długo jeszcze zdołam znosić jego ubliżające uwagi. Kiedy dotarła do mnie informacja, że Zane również się stara o przejęcie Chateau Chiara, prawie z niego zrezygnowałam, nie chcąc ponownie przeżywać katorgi. Niestety dziadek dowiedział się również o tym.

Ledwo to nastąpiło, obrał sobie za punkt honoru zdobyć ten pałacyk dla naszej firmy, przekonany, że przyniesie zyski, skoro ma go na oku Zane. Boli mnie, że dziadek bardziej ceni pomysły Zane’a niż moje. Kiedy pierwszy raz wspomniałam mu o Chateau Chiara, praktycznie mnie zbył, twierdząc, że to będzie studnia bez dna.

Dzwoni mój telefon, podłączony do zestawu głośnomówiącego. Spoglądam nieprzytomnym wzrokiem na imię Lily na wyświetlaczu i przeciągam po nim palcem, żeby odebrać połączenie.

– Celeste! – wykrzykuje z ekscytacją przyjaciółka. – Dostałam pracę! – Wzdycham głośno ze zdumienia, a ona wybucha śmiechem. – Tak! Dasz wiarę? Musiałam przejść sześć etapów rekrutacji, ale się udało.

Natychmiast poprawia mi się nastrój i czuję, jak przepełnia mnie radość i wdzięczność.

– Mówiłam ci! Wiedziałam, że tak będzie. Jesteś genialna, Lil. To było jasne, że dostaniesz tę pracę.

– Miałaś rację, ani razu nie spotkałam Zane’a. Nie byłam przekonana do pracy w Windsor Hotels, ale może będzie dobrze.

– Na pewno. Świetnie sobie poradzisz – zapewniam ją, chociaż jednocześnie czuję ukłucie zawodu. Wiem, że to nieprawda, ale mimo wszystko mam poczucie, że kolejny raz przegrałam z Zane’em. Lily powinna pracować ze mną i nie mogę znieść myśli, że ze wszystkich firm hotelarskich trafiła akurat do Windsorów.

– Nie będę cię dłużej zajmować – mówi przyjaciółka. – Zaraz masz spotkanie w sprawie przejęcia, prawda? Wymieciesz konkurencję, Celeste. Jestem tego absolutnie pewna.

– Miejmy nadzieję. Zadzwonię do ciebie po wszystkim. Mam dobre przeczucia co do tego projektu.

Lily pomrukuje na znak zgody i życzy mi powodzenia. Jej ekscytacja odrobinę mnie irytuje. Wiem, to absurdalne, ale nie mogę się otrząsnąć z gorzkich myśli, jakie to niesprawiedliwe, że Zane ma od teraz do dyspozycji jedną z najlepszych dekoratorek wnętrz, jakie znam. A wszystko dlatego, że dziadek okazał się na tyle niemądry, by odrzucić podanie Lily. Oczekuje od mnie, że będę rywalizowała z Zane’em jak równy z równym, a jednocześnie tracimy przez niego potencjalnie cenną pracownicę.

Głośno wzdychając, wysiadam z auta i zastygam nieruchomo na widok Zane’a. Stoi oparty o swój samochód, zaparkowany naprzeciwko mojego, i się do mnie uśmiecha. Moje serce z miejsca gubi rytm, gdy dostrzegam jego przewieszoną przez ramię marynarkę i podwiniętą do łokci koszulę, odsłaniającą przedramiona. Zagryzam wargę, spoglądając na jego twarz, i czuję, że przyśpiesza mi puls. Wszystko w tym mężczyźnie mnie drażni, ale trzeba mu oddać, że jest nieprzyzwoicie przystojny pomimo swojego paskudnego charakteru.

Zane odsuwa się od auta i rusza pewnym krokiem w moją stronę, ani na sekundę nie odrywając ode mnie oczu. Czuję się wytrącona z równowagi, kiedy Zane Windsor znów skupia na mnie uwagę. W dawnych latach to było najgorsze, co mogło mnie spotkać, ale teraz… Sama już nie wiem, co o nim myśleć.

– Celeste – wypowiada przeciągle moje imię i w jego oczach pojawia się hipnotyzujący błysk. – Nie plujesz jadem na mój widok, więc się domyślam, że już dotarła do ciebie dobra wiadomość?

Unoszę brew i potwierdzam skinieniem.

– Nie myślałam, że dotrzymasz słowa. – Wyciąga dłoń i obejmuje mnie w talii, a ja cała się napinam. Uśmiechając się łobuzersko, unosi rękę i zaczyna mnie głaskać kciukiem po szyi. – Złożyłem ci przysięgę, nie pamiętasz? Możesz mi zarzucać różne rzeczy, ale nie jestem kłamcą.

Spoglądam mu prosto w oczy z palącymi policzkami, gdy chwyta mnie za rękę i przyciska nasze złączone dłonie do swojej piersi. Czuję ciepło jego ciała przez cienki materiał koszuli i nagle przeszywa mnie jakaś dziwna fala gorąca i tęsknoty, przez którą mam ochotę przysunąć się do niego jeszcze bliżej. Zane spogląda na mnie w ten specyficzny sposób… Tak jak tamtej nocy w ogrodzie różanym, kiedy mi powiedział, że jestem jego boginią.

Odruchowo odwracam dłoń, prostuję palce i kładę ją na jego torsie. Zane opuszcza na nią wzrok, a ja wyczuwam jego serce, łomoczące równie mocno jak moje.

– A ten jak się nazywa? – pyta, zaciskając palce na moim nadgarstku. Zerkam na jasnofioletowy lakier na swoich paznokciach i z trudem tłumiąc uśmiech, próbuję wyrwać rękę z jego uścisku, ale mi na to nie pozwala. – Oho, to musi być coś ekstra, sądząc po wyrazie twoich oczu. Powiedz mi.

Już otwieram usta, ale się rozmyślam. Czując narastające rozbawienie, zaciskam w palcach materiał jego koszuli. Trzyma moją rękę tak, że wbijam paznokcie w jego tors, co mi przypomina, jak dotykałam go tamtej pamiętnej nocy pięć lat temu. Zane patrzy na mnie pociemniałym spojrzeniem i na moment zawiesza wzrok na moich ustach.

– You’re Such a Buda-Pest* – szepczę, ledwo tłumiąc uśmiech. Zane wybucha śmiechem, który przetacza się jak fala po moim ciele, sprawiając mi, o dziwo, niesamowitą przyjemność.

– Taaak? – mruczy, przysuwając się bliżej. Nie cofam się, więc ociera się o mnie całym ciałem. Zadzieram głowę, wytrzymując jego spojrzenie.

– Jest przeznaczony dla mnie, prawda? Kupiłaś go z myślą o mnie, co, Niebianko?

Już mam zaprzeczyć, ale oboje wiemy, że to byłoby kłamstwo. Zane ześlizguje wzrok na moje usta i robi gwałtowny wdech.

– Nadal o mnie myślisz, hę? Bałem się, że całkiem o mnie zapomnisz, kiedy byłaś za granicą. Że może uznałaś, że należę do przeszłości.

Wyraz bezbronności w jego oczach mnie rozczula. Wzdycham głośno, nie mogąc się zmusić do odwrócenia wzroku. Powinnam się odsunąć i nie pozwolić mu się wciągać w jego gierki, ale to jest silniejsze ode mnie.

– Chciałabym, żeby tak było – przyznaję szeptem.

W oczach zapala mu się jakaś iskra i jego mina łagodnieje.

– Uwierzyłabyś, gdybym ci powiedział, że już nie chcę być szkodnikiem?

– W takim razie powiedz mi, Zane – proszę drżąco – dlaczego tu jesteś? Już drugi raz trafiam na świetną okazję inwestycyjną i znów się okazuje, że ty też złożyłeś ofertę. To nie może być przypadek. Szpiegujesz mnie, żeby zaszkodzić Harrison Developments?

Puszcza moją rękę i przez jego twarz przemyka cień frustracji.

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_

* Pest (ang.) – szkodnik
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij