Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

The Killing. Tom 2. Odcinek 1 - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
12 marca 2026
E-book: EPUB, MOBI
44,90 zł
Audiobook
44,90 zł
44,90
4490 pkt
punktów Virtualo

The Killing. Tom 2. Odcinek 1 - ebook

Sarah Lund straciła wszystko. Skomplikowane śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa kosztowało ją nie tylko karierę w wydziale zabójstw i spokój ducha, ale też wygodne życie u boku ukochanego i syna. Teraz, zesłana na prowincję, jako funkcjonariuszka straży granicznej tropi nielegalnych imigrantów i rozpamiętuje dawne błędy. Aż do nieoczekiwanej wizyty…

W Mindelunden, kopenhaskim Parku Pamięci, policja znajduje ciało bestialsko zamordowanej Anne Dragsholm, prawniczki i aktywistki. Lennart Brix, były szef Sary, wie, że odpowiedzi na coraz liczniej pojawiające pytania może odnaleźć tylko bezkompromisowa i przenikliwa komisarka. Tym bardziej że morderca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Czy był to mord rytualny, czy zbrodnia w afekcie? Co łączy zabitą prawniczkę z żołnierzem osadzonym w więzieniu dla psychopatycznych oprawców? I co wspólnego ze sprawą ma miejsce pamięci o ofiarach nazistów?

Śledztwo prowadzi Sarę wprost do koszar, na sam szczyt władzy, do więziennej celi, a nawet na front w Afganistanie. Czy i tym razem kobieta zaryzykuje wszystko, by rozwikłać sprawę?

„The Killing” to rewelacyjna powieść kryminalna, która już osiągnęła status kultowej, podobnie jak jej pierwowzór, duński serial „Forbrydelsen”, na podstawie scenariusza Sørena Sveistrupa, oraz jego amerykański remake. Zapraszamy do wysłuchania pierwszego odcinka drugiego tomu! Kolejna część już wkrótce!

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9789180985734
Rozmiar pliku: 2,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Słowo wstępne od Sørena Sve­istrupa, twórcy se­rialu For­bry­del­sen, zdo­bywcy na­grody BA­FTA

Two­rze­nie sce­na­riu­sza do se­rialu te­le­wi­zyj­nego Do­cho­dze­nie (The Kil­ling) było dla mnie przed­się­wzię­ciem wy­jąt­ko­wym. Gdy te­raz pi­szę te słowa, naj­now­sza część se­rialu jest emi­to­wana w Da­nii, a ja z ra­do­ścią się do­wia­duję, że bry­tyj­ska wi­dow­nia nie może się do­cze­kać ry­chłej pre­miery w BBC.

Kiedy pa­dła pro­po­zy­cja, by w ślad za se­ria­lem na­pi­sać książkę, wzbu­dziła moje za­in­te­re­so­wa­nie. Cie­ka­wiło mnie, co z tego wyj­dzie, wiele osób na­to­miast pod­cho­dziło do po­my­słu scep­tycz­nie. Bry­tyj­scy wy­dawcy byli jed­nak na tyle en­tu­zja­styczni, że o prawa do pu­bli­ka­cji wal­czyło ich na au­kcji aż dzie­się­ciu. Ważne było, by zwy­cięzca tej walki wy­brał pi­sa­rza, który odda spra­wie­dli­wość se­ria­lowi, ko­goś, kto zro­zu­mie Sarę Lund, znaj­dzie czas na po­zna­nie duń­skiej kul­tury i Ko­pen­hagi. Da­vid Hew­son oka­zał się wła­ściwą osobą. I wy­gląda na to, że reszta świata po­dziela tę opi­nię, po­nie­waż prawa do pu­bli­ka­cji książki sprze­dają się do in­nych kra­jów.

Wszy­scy mamy świa­do­mość, że to, co się spraw­dza na ekra­nie, nie za­wsze spraw­dza się na kar­tach książki – i od­wrot­nie – a za­tem w wy­padku nie­któ­rych scen ko­nie­czne oka­zały się prze­róbki. Da­vid od­wie­dził mnie w Ko­pen­ha­dze, omó­wi­li­śmy po­szcze­gólne ele­menty fa­buły, w tym kwe­stie, które on chciałby zmie­nić. Po­czu­łem, że mogę mu po­wie­rzyć swoje dziecko, bo ufam jego kom­pe­ten­cjom.

Cie­szę się, że hi­sto­ria Sary Lund dzięki słowu dru­ko­wa­nemu, e-bo­okom i au­dio­bo­okom do­ciera do co­raz szer­szego kręgu od­bior­ców; wie­rzę, że wy­cze­ki­wana druga część książki w każ­dym calu okaże się rów­nie udana. Mam na­dzieję, że jej lek­tura sprawi Pań­stwu wielką przy­jem­ność.

Søren Sve­istrupPo­dzię­ko­wa­nia

Jak za­wsze czuję ogromną wdzięcz­ność dla wielu osób, które mi po­mo­gły. Na­leżą do nich Søren Sve­istrup, twórca se­rialu, oraz Su­sanne Bent An­der­sen i Lars Rin­ghof z Ko­pen­hagi. Go­rąco też dzię­kuję mo­jej wy­daw­czyni Tri­shy Jack­son z Wiel­kiej Bry­ta­nii i jej współ­pra­cow­ni­kom w Pan Mac­mil­lan za ich trafne uwagi. Jed­nak po­dob­nie jak w wy­padku pierw­szego tomu, na sie­bie biorę pełną od­po­wie­dzial­ność za wszel­kie zmiany w sto­sunku do pier­wot­nej, te­le­wi­zyj­nej opo­wie­ści.

Da­vid Hew­sonGłówni bo­ha­te­ro­wie

Po­li­cja ko­pen­ha­ska

Sa­rah Lund – pod­ko­mi­sarka po­li­cji, Wy­dział Za­bójstw

Len­nart Brix – szef Wy­działu Za­bójstw

Ulrik Strange – pod­ko­mi­sarz po­li­cji, Wy­dział Za­bójstw

Ruth He­deby – za­stęp­czyni ko­men­danta po­li­cji

Mad­sen – śled­czy Wy­działu Za­bójstw

Svend­sen – śled­czy Wy­działu Za­bójstw

Erik König – szef Po­li­tiets Efter­ret­ning­stje­ne­ste (PET), duń­skich służb spe­cjal­nych od­po­wie­dzial­nych za kontr­wy­wiad i bez­pie­czeń­stwo we­wnętrzne

Fol­ke­tin­get, duń­ski par­la­ment

Tho­mas Buch – nowy mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści

Ka­rina Jør­gen­sen – oso­bi­sta se­kre­tarka Bu­cha

Car­sten Plo­ugh – stały se­kre­tarz mi­ni­stra spra­wie­dli­wo­ści, star­szy urzęd­nik służby cy­wil­nej

Er­ling Krabbe – szef Par­tii Lu­do­wej

Bir­gitte Ag­ger – sze­fowa Par­tii Po­stępu

Flem­ming Ros­sing – mi­ni­ster obrony

Gert Grue Erik­sen – pre­mier

Frode Mon­berg – były mi­ni­ster spra­wie­dli­wo­ści

Duń­skie Siły Zbrojne

Jens Pe­ter Ra­ben – były sier­żant

Lo­uise Ra­ben – żona Jensa, pie­lę­gniarka w szpi­talu woj­sko­wym

puł­kow­nik Tor­sten Jar­nvig – oj­ciec Lo­uise

ma­jor Chri­stian Søga­ard

Al­lan Myg Po­ul­sen – były to­wa­rzysz broni Ra­bena

Lis­beth Thom­sen – była to­wa­rzyszka broni Ra­bena

Da­vid Grüner – były to­wa­rzysz broni Ra­bena

ge­ne­rał Jan Arild – za­stępca szefa sztabu z kwa­tery głów­nej

„Pa­stor” Gun­nar Torpe – były ka­pe­lan woj­skowy, obec­nie pa­stor cy­wilny

Tor­ben Skåning – były ka­pi­tan

Fre­de­rik Holst – le­karz woj­skowy

Pe­ter Læn­kholm – były po­rucz­nik

Inni

Anne Drag­sholm – praw­niczka i ak­ty­wistka

Stig Drag­sholm – mąż Anne

Ab­del Hus­sein Kod­mani – ra­dy­ka­li­sta is­lam­ski

Con­nie Vem­mer – dzien­ni­karka, była rzecz­niczka pra­sowa Mi­ni­ster­stwa Obrony Na­ro­do­wej1

Czwar­tek, 3 li­sto­pada
23.42

Aby przejść z ru­chli­wej Tu­bor­gvej do parku pa­mięci z ci­chymi gro­bami i nie­zmien­nie gorz­kimi wspo­mnie­niami, trzeba było po­ko­nać trzy­dzie­ści dzie­więć stopni. Len­nart Brix, szef Wy­działu Za­bójstw ko­pen­ha­skiej po­li­cji, miał wra­że­nie, że te stop­nie prze­wi­jają się przez całe jego ży­cie.

Pod da­chem osła­nia­ją­cym bramę przed mar­z­ną­cym desz­czem mi­mo­wol­nie wspo­mniał tamtą pierw­szą wi­zytę sprzed nie­mal pięć­dzie­się­ciu lat. Pię­cio­letni chło­piec ści­ska­jący rękę ojca na­wet so­bie nie wy­obra­żał, co za­raz zo­ba­czy.

Dla dziecka śmierć była czymś nie­rze­czy­wi­stym, ra­czej kosz­mar­nym snem. Ale tu, w tym od­lud­nym parku w Øster­bro, uwię­zio­nym po­mię­dzy ru­chliwą ulicą a li­nią ko­le­jową, można było od­nieść wra­że­nie, że czai się ni­czym zgłod­niała zjawa, kry­jąc się w cie­niach za na­grob­kami i po­są­gami, szep­cząc na­zwi­ska wy­cięte w zim­nych ka­mien­nych pły­tach pod ścia­nami.

Brix, wy­soki i po­ważny męż­czy­zna, nie­skłonny do fan­ta­zjo­wa­nia, wy­tarł twarz rę­ka­wem płasz­cza. W parku pa­mięci roz­gry­wał się już zna­jomy ry­tuał Wy­działu Za­bójstw. Funk­cjo­na­riu­sze w czar­nych mun­du­rach cięż­kimi kro­kami prze­mie­rzali be­to­nowe ścieżki, roz­sta­wia­jąc lampy i po­zo­stały sprzęt, jakby szy­ko­wano tu ja­kieś przed­sta­wie­nie. Trzesz­czały krót­ko­fa­lówki, lu­dzie za­da­wali prze­wi­dy­walne py­ta­nia, na które on udzie­lał prze­wi­dy­wal­nych od­po­wie­dzi, nie­cier­pli­wie ma­cha­jąc dło­nią.

Min­de­lun­den. Park pa­mięci.

Drę­czące wspo­mnie­nie, do­kucz­liwy strach, który od tam­tego czasu ni­gdy go nie opu­ścił.

– Sze­fie?

Mad­sen. Do­bry gli­niarz. Nie­zbyt bły­sko­tliwy, ale młody i pe­łen za­pału.

– Gdzie ona jest? – spy­tał Brix.

– W naj­gor­szym miej­scu. Chce pan…?

Brix ru­szył w górę, do­tarł do szczytu scho­dów, wy­szedł na wietrzną ciemną noc. Długa li­nia płyt pa­miąt­ko­wych po le­wej stro­nie zda­wała się cią­gnąć w nie­skoń­czo­ność, jedno na­zwi­sko po dru­gim, sto pięć­dzie­siąt je­den, tylko część par­ty­zan­tów za­mor­do­wa­nych pod­czas pię­cio­let­niej oku­pa­cji na­zi­stow­skiej. Było ich o wiele wię­cej, po­wie­dział jego oj­ciec w tam­ten sło­neczny dzień, 5 maja, pół wieku temu, gdy w każ­dym domu i miesz­ka­niu za­pa­lano w oknie świeczkę dla upa­mięt­nie­nia tych, któ­rzy zgi­nęli.

Przed oczyma Brixa znowu sta­nął zimny spo­kojny po­ra­nek sprzed lat. Z czapką w ręku mały Len­nart szedł do po­sągu ko­biety trzy­ma­ją­cej mar­twego syna, cho­ciaż wi­dział nie­wiele oprócz gro­bów na przo­dzie, ko­lejne rzędy rów­nych ka­mien­nych mo­gił, każda z pa­miąt­ko­wym wa­zo­nem, a wszyst­kie pięk­nie utrzy­mane. I tak miało być za­wsze, za­po­wia­dał oj­ciec.

Tam­tego dnia mały Len­nart po raz pierw­szy spo­tkał się z mrocz­nym po­two­rem zwa­nym śmier­tel­no­ścią i zro­zu­miał, że bę­dzie mu on to­wa­rzy­szyć już za­wsze. Cią­gle tu był – w nie­wi­dzą­cych ka­mien­nych oczach ko­biety tu­lą­cej utra­co­nego syna. W na­zwi­skach wy­cię­tych w ka­mien­nych pły­tach. Czaił się jak dzi­kie zwie­rzę, ku­lił się w cie­niach la­sku za schlud­nymi, rów­nymi gro­bami, cze­ka­jąc na spo­sob­ność, by wy­mknąć się na mia­sto.

– Sze­fie?

Mad­sen się nie­cier­pli­wił. Nic dziw­nego. Len­nart Brix wie­dział, gdzie jest naj­gor­sze miej­sce, a po tych wszyst­kich la­tach w Wy­dziale Za­bójstw i tak nie chciał tam pójść.

– Mamy jej męża. Pa­trol za­trzy­mał go w sa­mo­cho­dzie na mo­ście do Malmö. Jest cały za­krwa­wiony i beł­ko­cze jak sza­le­niec.

Na­zi­ści za­jęli Min­de­lun­den wraz z są­sied­nimi ko­sza­rami Ry­van­gen w 1943 roku, gdy za­ostrzyli po­li­tykę wo­bec oku­po­wa­nego duń­skiego na­rodu. W bu­dyn­kach woj­sko­wych po dru­giej stro­nie li­nii ko­le­jo­wej usta­no­wili cen­trum do­wo­dze­nia. Tu, na pła­skim te­re­nie kie­dyś słu­żą­cym do pa­rad i ćwi­czeń woj­sko­wych, pro­wa­dzili schwy­ta­nych par­ty­zan­tów na strzel­nicę, by ich za­mor­do­wać.

Mad­sen prze­stę­po­wał z nogi na nogę, tu­pa­jąc na bruku i chu­chał na ręce.

– To pew­nie ozna­cza, że po­łowę ro­boty mamy za sobą.

Brix spoj­rzał na niego bez emo­cji.

– Mąż – wy­ja­śnił nie­cier­pli­wie młody funk­cjo­na­riusz. – Jest cały za­krwa­wiony.

Dwa lata temu Brix opro­wa­dził po Min­de­lun­den swoją żonę. Co­raz bli­żej było im już do roz­wodu. Na próżno sta­rał się za­in­te­re­so­wać ją swoim mia­stem ro­dzin­nym, byle nie do­pu­ścić do jej wy­jazdu. Po­cho­dziła z Lon­dynu, nie miała szans po­jąć, co ogląda, do tego trzeba było być Duń­czy­kiem, obo­wiąz­kowo przy­pro­wa­dzo­nym tu w dzie­ciń­stwie przez zdję­tego po­wagą ro­dzica.

An­glicy wie­dzieli, co to wojna, ale o oku­pa­cji nie mieli po­ję­cia. Dla nich, a także dla Ame­ry­ka­nów kon­flikty zbrojne roz­gry­wały się gdzieś tam, da­leko, wy­bu­chały jak po­żary w ja­kimś kraju, ga­szono je i na ob­cej ziemi zo­sta­wały pro­chy i po­pioły. Z Duń­czy­kami sprawa się miała ina­czej, a Brix nie umiał wy­tłu­ma­czyć, na czym po­lega ta róż­nica. Wal­czyli naj­le­piej, jak umieli, kiedy Niemcy wkro­czyli do Ju­tlan­dii w 1940 roku. Po­tem na ja­kiś czas po­kor­nie ska­pi­tu­lo­wali w za­mian za na­miastkę nor­mal­no­ści, po­zo­rów nie­pod­le­gło­ści w roz­dar­tej wojną Eu­ro­pie, okrut­nej sce­ne­rii, w któ­rej pa­no­wa­nie na­zi­stów wy­da­wało się prze­są­dzone.

Na­sta­wie­nie Duń­czy­ków zmie­niało się, za­nim za­częli zni­kać Ży­dzi, a ruch oporu śmia­łymi ak­cjami prze­bu­dził su­mie­nie ro­da­ków. Nie­któ­rzy wal­czyli i pła­cili naj­wyż­szą cenę – tor­tu­ro­wano ich w lo­chach Po­li­ti­går­den, kwa­tery głów­nej po­li­cji, obec­nym miej­scu pracy Brixa, po­tem prze­wo­żono do Min­de­lun­den i przy­wią­zy­wano do słu­pów na tle tra­wia­stego szańca, gdzie w za­mie­rze­niu ni­gdy nie miały sta­nąć ludz­kie cele.

Cią­gle sły­szał, jak oj­ciec opi­suje scenę z maja 1945 roku, kiedy na­de­szło wy­zwo­le­nie. W tych ostat­nich mie­sią­cach Niemcy sta­rali się wy­mor­do­wać jak naj­wię­cej więź­niów. Ska­to­wane, gni­jące ciała le­żały na na­gich po­lach le­d­wie przy­sy­pane zie­mią.

Ich straszna śmierć do­łą­czyła do trud­nych oku­pa­cyj­nych do­świad­czeń ca­łego na­rodu i za­pi­sała się na za­wsze w pa­mięci Duń­czy­ków. Po­zo­stał gniew, żal i skry­wane po­czu­cie wstydu. Jako dziecko drżące przed tymi trzema słu­pami za­cho­wa­nymi w cha­rak­te­rze po­mni­ków przed ścianą strzel­nicy Len­nart Brix za­sta­na­wiał się, czy on by miał tyle od­wagi. Czy też od­wró­ciłby się ple­cami i żył jak gdyby ni­gdy nic?

To py­ta­nie mieli za­da­wać so­bie wszy­scy, któ­rzy żyli po woj­nie. Ale rzadko na głos.

Szcze­ka­nie psa wy­rwało Brixa z za­my­śle­nia. Zer­k­nął na tech­ni­ków w bia­łych kom­bi­ne­zo­nach, w czep­kach, su­ną­cych z po­nu­rymi mi­nami mię­dzy rzę­dami gro­bów w stronę miej­sca, gdzie zbie­rała się reszta ze­społu.

Po­my­ślał, że może tamta chwila przed pięć­dzie­się­ciu laty zde­cy­do­wała, że zo­stał śled­czym. Kimś, kto szuka sensu tam, gdzie go z po­zoru nie ma.

– Sze­fie?

Twarz Mad­sena była pełna cho­ro­bli­wego za­pału, któ­rego Brix ocze­ki­wał od swo­ich lu­dzi. Mu­sieli czuć głód, po­trzebę po­ścigu. Każdy śled­czy mu­siał być my­śli­wym, lep­szym czy gor­szym, ale my­śli­wym. Naj­wyż­szy po­ziom osią­gnęła w tym ko­bieta, która te­raz mar­no­wała ży­cie i zdol­no­ści w mun­du­rze po­gra­nicz­niczki w za­bi­tej de­chami dziu­rze w Ze­lan­dii.

Brix nie od­po­wie­dział. Ru­szył przed sie­bie, wie­dząc, że musi temu sta­wić czoło.

Pła­ski pro­sto­kąt trawy, zdep­tany i ubło­cony przez po­li­cyjne buty, z trzech stron oto­czony był ścia­nami, przy czym ta na końcu wspi­nała się naj­wy­żej.

Lampy świe­ciły tak ostro, jakby księ­życ w pełni ja­śniał nad gło­wami funk­cjo­na­riu­szy. Poza ich za­się­giem prze­szu­ki­wali mo­zol­nie te­ren, wy­soko trzy­ma­jąc la­tarki.

Trzy sę­kate słupy, te­raz już tylko re­pliki, bo ory­gi­nały stały w nie­wiel­kim mu­zeum Ru­chu Oporu, Fri­hed­smu­seet. Ofiarę przy­wią­zano do środ­ko­wego, z rę­koma na ple­cach, ciężką liną prze­pa­su­jąc jej pierś. Blond włosy prze­sią­kły desz­czem i krwią. Z głową zwie­szoną, pod­bród­kiem na piersi wy­glą­dała, jakby przy­cup­nęła nie­zgrab­nie na ko­la­nach.

Rana na jej szyi przy­po­mi­nała upiorny drugi uśmiech. Ko­bieta miała na so­bie nie­bie­ski szla­frok po­cięty miej­scami aż do pasa, a tam, gdzie tra­fiło osza­lałe ostrze, wy­zie­rało po­ra­nione ciało. Twarz miała po­si­nia­czoną i brudną. Krew po­lała się z jej nosa, za­schła po bo­kach ust i przy­po­mi­nała ma­ki­jaż tra­gicz­nego klowna.

– Kil­ka­na­ście ran na szyi i klatce pier­sio­wej – re­fe­ro­wał Mad­sen. – Nie za­bito jej tu­taj. Za­dzwo­nił do nas mąż i po­wie­dział, że wszedł do domu i stwier­dził, że wszę­dzie jest pełno krwi. I ani śladu po żo­nie. Po­tem od­je­chał sa­mo­cho­dem.

Przy­su­nął się, by po­pa­trzeć z bli­ska.

– A więc tak wy­glą­dają zbrod­nie na­mięt­no­ści.

Pies tym­cza­sem wpadł w szał.

– Czy ktoś może uci­szyć to zwie­rzę? – spy­tał Brix.

– Sze­fie?

– Za­bierz­cie męża na prze­słu­cha­nie. Zo­ba­czymy, co ma do po­wie­dze­nia.

Mad­sen prze­stę­po­wał z nogi na nogę.

– Chyba nie jest pan prze­ko­nany.

– Ona jest praw­niczką. On też. Zga­dza się?

– Tak.

Brix wpa­try­wał się w ska­to­wane ciało pod słu­pem.

– Tu­taj? – Po­krę­cił głową. – Aku­rat tu­taj? To nie ma sensu.

– W ogóle za­bi­ja­nie lu­dzie nie ma sensu, prawda?

Wła­śnie że ma, po­my­ślał Brix. Cza­sami. Na tym po­le­gała ro­bota śled­czego: by wśród krwi do­strzec lo­gikę.

Myśl o utra­co­nej funk­cjo­na­riuszce Sa­rze Lund nie da­wała mu spo­koju. Że tak trwoni swój czas w Ged­ser. Za­sta­na­wiał się, co ona by wy­wnio­sko­wała z ta­kiej sceny. Ja­kie za­da­łaby py­ta­nia, na co by spoj­rzała. To, co wi­dział tu przed pięć­dzie­się­ciu laty, miało i jemu dać ten straszny dar. I dało, tro­chę, nie miał jed­nak ta­kiego ta­lentu jak Lund. On umiał mó­wić do zmar­łych, wy­obra­żać so­bie ich od­po­wie­dzi.

Ona…

Wy­soki, po­ważny szef Wy­działu Za­bójstw ko­pen­ha­skiej po­li­cji bar­dzo chciał opu­ścić to miej­sce. Nie mógł tu ja­sno my­śleć.

Ni­gdy nie po­jął, ja­kim cu­dem Lund sły­szy, co mó­wią zmarli.

– Co mam zro­bić? – spy­tał znowu Mad­sen.

– Już po­wie­dzia­łem, przy­wieź go na ko­mendę.

Wró­cił wą­ską, błot­ni­stą ścieżką, przez pole na­grob­ków, mi­ja­jąc na­zwi­ska na mu­rze, po­sąg matki tu­lą­cej za­mor­do­wa­nego syna, ta­blicę pa­miąt­kową z pa­trio­tycz­nymi wer­se­tami kło­po­tli­wego pa­stora Kaja Munka, dawno temu za­mor­do­wa­nego przez ge­stapo pew­nej ciem­nej stycz­nio­wej nocy w po­bliżu Sil­ke­borg w Ju­tlan­dii.

Zszedł be­to­no­wymi scho­dami, ostroż­nie, tak jak szedł jako pię­cio­la­tek opusz­cza­jący to miej­sce z za­wro­tami głowy i mdło­ściami, gdy uświa­do­mił so­bie, że świat jed­nak nie jest bez­pieczny i szczę­śliwy, a pew­nego dnia, tak jak wszyst­kich, czeka go mrok.

U stóp scho­dów Len­nart Brix spoj­rzał w prawo, po­tem w lewo, upew­nia­jąc się, że nikt go nie wi­dzi. Od­szedł na bok i zro­bił to, co kil­ka­dzie­siąt lat temu: zwy­mio­to­wał w brudne krzaki, za­rzu­cone śmie­ciami, bu­tel­kami i nie­do­pał­kami.

Po­tem siadł mil­czący i ża­ło­sny w nie­ozna­ko­wa­nym ra­dio­wo­zie, pod ob­ra­ca­ją­cym się nie­bie­skim świa­tłem, przy wtó­rze sy­ren i roz­mów w po­li­cyj­nym ra­diu, i ża­ło­wał, że z braku wiary nie może się po­mo­dlić, by Mad­sen miał ra­cję. By się oka­zało, że to wy­jąt­kowo gwał­towna zbrod­nia ro­dzinna, która zo­sta­nie szybko i jed­no­znacz­nie roz­wią­zana.

Zbrod­nia na­mięt­no­ści, i tyle.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij