-
nowość
The Killing. Tom 2. Odcinek 1 - ebook
The Killing. Tom 2. Odcinek 1 - ebook
Sarah Lund straciła wszystko. Skomplikowane śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa kosztowało ją nie tylko karierę w wydziale zabójstw i spokój ducha, ale też wygodne życie u boku ukochanego i syna. Teraz, zesłana na prowincję, jako funkcjonariuszka straży granicznej tropi nielegalnych imigrantów i rozpamiętuje dawne błędy. Aż do nieoczekiwanej wizyty…
W Mindelunden, kopenhaskim Parku Pamięci, policja znajduje ciało bestialsko zamordowanej Anne Dragsholm, prawniczki i aktywistki. Lennart Brix, były szef Sary, wie, że odpowiedzi na coraz liczniej pojawiające pytania może odnaleźć tylko bezkompromisowa i przenikliwa komisarka. Tym bardziej że morderca nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
Czy był to mord rytualny, czy zbrodnia w afekcie? Co łączy zabitą prawniczkę z żołnierzem osadzonym w więzieniu dla psychopatycznych oprawców? I co wspólnego ze sprawą ma miejsce pamięci o ofiarach nazistów?
Śledztwo prowadzi Sarę wprost do koszar, na sam szczyt władzy, do więziennej celi, a nawet na front w Afganistanie. Czy i tym razem kobieta zaryzykuje wszystko, by rozwikłać sprawę?
„The Killing” to rewelacyjna powieść kryminalna, która już osiągnęła status kultowej, podobnie jak jej pierwowzór, duński serial „Forbrydelsen”, na podstawie scenariusza Sørena Sveistrupa, oraz jego amerykański remake. Zapraszamy do wysłuchania pierwszego odcinka drugiego tomu! Kolejna część już wkrótce!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9789180985734 |
| Rozmiar pliku: | 2,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Tworzenie scenariusza do serialu telewizyjnego Dochodzenie (The Killing) było dla mnie przedsięwzięciem wyjątkowym. Gdy teraz piszę te słowa, najnowsza część serialu jest emitowana w Danii, a ja z radością się dowiaduję, że brytyjska widownia nie może się doczekać rychłej premiery w BBC.
Kiedy padła propozycja, by w ślad za serialem napisać książkę, wzbudziła moje zainteresowanie. Ciekawiło mnie, co z tego wyjdzie, wiele osób natomiast podchodziło do pomysłu sceptycznie. Brytyjscy wydawcy byli jednak na tyle entuzjastyczni, że o prawa do publikacji walczyło ich na aukcji aż dziesięciu. Ważne było, by zwycięzca tej walki wybrał pisarza, który odda sprawiedliwość serialowi, kogoś, kto zrozumie Sarę Lund, znajdzie czas na poznanie duńskiej kultury i Kopenhagi. David Hewson okazał się właściwą osobą. I wygląda na to, że reszta świata podziela tę opinię, ponieważ prawa do publikacji książki sprzedają się do innych krajów.
Wszyscy mamy świadomość, że to, co się sprawdza na ekranie, nie zawsze sprawdza się na kartach książki – i odwrotnie – a zatem w wypadku niektórych scen konieczne okazały się przeróbki. David odwiedził mnie w Kopenhadze, omówiliśmy poszczególne elementy fabuły, w tym kwestie, które on chciałby zmienić. Poczułem, że mogę mu powierzyć swoje dziecko, bo ufam jego kompetencjom.
Cieszę się, że historia Sary Lund dzięki słowu drukowanemu, e-bookom i audiobookom dociera do coraz szerszego kręgu odbiorców; wierzę, że wyczekiwana druga część książki w każdym calu okaże się równie udana. Mam nadzieję, że jej lektura sprawi Państwu wielką przyjemność.
Søren SveistrupPodziękowania
Jak zawsze czuję ogromną wdzięczność dla wielu osób, które mi pomogły. Należą do nich Søren Sveistrup, twórca serialu, oraz Susanne Bent Andersen i Lars Ringhof z Kopenhagi. Gorąco też dziękuję mojej wydawczyni Trishy Jackson z Wielkiej Brytanii i jej współpracownikom w Pan Macmillan za ich trafne uwagi. Jednak podobnie jak w wypadku pierwszego tomu, na siebie biorę pełną odpowiedzialność za wszelkie zmiany w stosunku do pierwotnej, telewizyjnej opowieści.
David HewsonGłówni bohaterowie
Policja kopenhaska
Sarah Lund – podkomisarka policji, Wydział Zabójstw
Lennart Brix – szef Wydziału Zabójstw
Ulrik Strange – podkomisarz policji, Wydział Zabójstw
Ruth Hedeby – zastępczyni komendanta policji
Madsen – śledczy Wydziału Zabójstw
Svendsen – śledczy Wydziału Zabójstw
Erik König – szef Politiets Efterretningstjeneste (PET), duńskich służb specjalnych odpowiedzialnych za kontrwywiad i bezpieczeństwo wewnętrzne
Folketinget, duński parlament
Thomas Buch – nowy minister sprawiedliwości
Karina Jørgensen – osobista sekretarka Bucha
Carsten Plough – stały sekretarz ministra sprawiedliwości, starszy urzędnik służby cywilnej
Erling Krabbe – szef Partii Ludowej
Birgitte Agger – szefowa Partii Postępu
Flemming Rossing – minister obrony
Gert Grue Eriksen – premier
Frode Monberg – były minister sprawiedliwości
Duńskie Siły Zbrojne
Jens Peter Raben – były sierżant
Louise Raben – żona Jensa, pielęgniarka w szpitalu wojskowym
pułkownik Torsten Jarnvig – ojciec Louise
major Christian Søgaard
Allan Myg Poulsen – były towarzysz broni Rabena
Lisbeth Thomsen – była towarzyszka broni Rabena
David Grüner – były towarzysz broni Rabena
generał Jan Arild – zastępca szefa sztabu z kwatery głównej
„Pastor” Gunnar Torpe – były kapelan wojskowy, obecnie pastor cywilny
Torben Skåning – były kapitan
Frederik Holst – lekarz wojskowy
Peter Lænkholm – były porucznik
Inni
Anne Dragsholm – prawniczka i aktywistka
Stig Dragsholm – mąż Anne
Abdel Hussein Kodmani – radykalista islamski
Connie Vemmer – dziennikarka, była rzeczniczka prasowa Ministerstwa Obrony Narodowej1
Czwartek, 3 listopada
23.42
Aby przejść z ruchliwej Tuborgvej do parku pamięci z cichymi grobami i niezmiennie gorzkimi wspomnieniami, trzeba było pokonać trzydzieści dziewięć stopni. Lennart Brix, szef Wydziału Zabójstw kopenhaskiej policji, miał wrażenie, że te stopnie przewijają się przez całe jego życie.
Pod dachem osłaniającym bramę przed marznącym deszczem mimowolnie wspomniał tamtą pierwszą wizytę sprzed niemal pięćdziesięciu lat. Pięcioletni chłopiec ściskający rękę ojca nawet sobie nie wyobrażał, co zaraz zobaczy.
Dla dziecka śmierć była czymś nierzeczywistym, raczej koszmarnym snem. Ale tu, w tym odludnym parku w Østerbro, uwięzionym pomiędzy ruchliwą ulicą a linią kolejową, można było odnieść wrażenie, że czai się niczym zgłodniała zjawa, kryjąc się w cieniach za nagrobkami i posągami, szepcząc nazwiska wycięte w zimnych kamiennych płytach pod ścianami.
Brix, wysoki i poważny mężczyzna, nieskłonny do fantazjowania, wytarł twarz rękawem płaszcza. W parku pamięci rozgrywał się już znajomy rytuał Wydziału Zabójstw. Funkcjonariusze w czarnych mundurach ciężkimi krokami przemierzali betonowe ścieżki, rozstawiając lampy i pozostały sprzęt, jakby szykowano tu jakieś przedstawienie. Trzeszczały krótkofalówki, ludzie zadawali przewidywalne pytania, na które on udzielał przewidywalnych odpowiedzi, niecierpliwie machając dłonią.
Mindelunden. Park pamięci.
Dręczące wspomnienie, dokuczliwy strach, który od tamtego czasu nigdy go nie opuścił.
– Szefie?
Madsen. Dobry gliniarz. Niezbyt błyskotliwy, ale młody i pełen zapału.
– Gdzie ona jest? – spytał Brix.
– W najgorszym miejscu. Chce pan…?
Brix ruszył w górę, dotarł do szczytu schodów, wyszedł na wietrzną ciemną noc. Długa linia płyt pamiątkowych po lewej stronie zdawała się ciągnąć w nieskończoność, jedno nazwisko po drugim, sto pięćdziesiąt jeden, tylko część partyzantów zamordowanych podczas pięcioletniej okupacji nazistowskiej. Było ich o wiele więcej, powiedział jego ojciec w tamten słoneczny dzień, 5 maja, pół wieku temu, gdy w każdym domu i mieszkaniu zapalano w oknie świeczkę dla upamiętnienia tych, którzy zginęli.
Przed oczyma Brixa znowu stanął zimny spokojny poranek sprzed lat. Z czapką w ręku mały Lennart szedł do posągu kobiety trzymającej martwego syna, chociaż widział niewiele oprócz grobów na przodzie, kolejne rzędy równych kamiennych mogił, każda z pamiątkowym wazonem, a wszystkie pięknie utrzymane. I tak miało być zawsze, zapowiadał ojciec.
Tamtego dnia mały Lennart po raz pierwszy spotkał się z mrocznym potworem zwanym śmiertelnością i zrozumiał, że będzie mu on towarzyszyć już zawsze. Ciągle tu był – w niewidzących kamiennych oczach kobiety tulącej utraconego syna. W nazwiskach wyciętych w kamiennych płytach. Czaił się jak dzikie zwierzę, kulił się w cieniach lasku za schludnymi, równymi grobami, czekając na sposobność, by wymknąć się na miasto.
– Szefie?
Madsen się niecierpliwił. Nic dziwnego. Lennart Brix wiedział, gdzie jest najgorsze miejsce, a po tych wszystkich latach w Wydziale Zabójstw i tak nie chciał tam pójść.
– Mamy jej męża. Patrol zatrzymał go w samochodzie na moście do Malmö. Jest cały zakrwawiony i bełkocze jak szaleniec.
Naziści zajęli Mindelunden wraz z sąsiednimi koszarami Ryvangen w 1943 roku, gdy zaostrzyli politykę wobec okupowanego duńskiego narodu. W budynkach wojskowych po drugiej stronie linii kolejowej ustanowili centrum dowodzenia. Tu, na płaskim terenie kiedyś służącym do parad i ćwiczeń wojskowych, prowadzili schwytanych partyzantów na strzelnicę, by ich zamordować.
Madsen przestępował z nogi na nogę, tupając na bruku i chuchał na ręce.
– To pewnie oznacza, że połowę roboty mamy za sobą.
Brix spojrzał na niego bez emocji.
– Mąż – wyjaśnił niecierpliwie młody funkcjonariusz. – Jest cały zakrwawiony.
Dwa lata temu Brix oprowadził po Mindelunden swoją żonę. Coraz bliżej było im już do rozwodu. Na próżno starał się zainteresować ją swoim miastem rodzinnym, byle nie dopuścić do jej wyjazdu. Pochodziła z Londynu, nie miała szans pojąć, co ogląda, do tego trzeba było być Duńczykiem, obowiązkowo przyprowadzonym tu w dzieciństwie przez zdjętego powagą rodzica.
Anglicy wiedzieli, co to wojna, ale o okupacji nie mieli pojęcia. Dla nich, a także dla Amerykanów konflikty zbrojne rozgrywały się gdzieś tam, daleko, wybuchały jak pożary w jakimś kraju, gaszono je i na obcej ziemi zostawały prochy i popioły. Z Duńczykami sprawa się miała inaczej, a Brix nie umiał wytłumaczyć, na czym polega ta różnica. Walczyli najlepiej, jak umieli, kiedy Niemcy wkroczyli do Jutlandii w 1940 roku. Potem na jakiś czas pokornie skapitulowali w zamian za namiastkę normalności, pozorów niepodległości w rozdartej wojną Europie, okrutnej scenerii, w której panowanie nazistów wydawało się przesądzone.
Nastawienie Duńczyków zmieniało się, zanim zaczęli znikać Żydzi, a ruch oporu śmiałymi akcjami przebudził sumienie rodaków. Niektórzy walczyli i płacili najwyższą cenę – torturowano ich w lochach Politigården, kwatery głównej policji, obecnym miejscu pracy Brixa, potem przewożono do Mindelunden i przywiązywano do słupów na tle trawiastego szańca, gdzie w zamierzeniu nigdy nie miały stanąć ludzkie cele.
Ciągle słyszał, jak ojciec opisuje scenę z maja 1945 roku, kiedy nadeszło wyzwolenie. W tych ostatnich miesiącach Niemcy starali się wymordować jak najwięcej więźniów. Skatowane, gnijące ciała leżały na nagich polach ledwie przysypane ziemią.
Ich straszna śmierć dołączyła do trudnych okupacyjnych doświadczeń całego narodu i zapisała się na zawsze w pamięci Duńczyków. Pozostał gniew, żal i skrywane poczucie wstydu. Jako dziecko drżące przed tymi trzema słupami zachowanymi w charakterze pomników przed ścianą strzelnicy Lennart Brix zastanawiał się, czy on by miał tyle odwagi. Czy też odwróciłby się plecami i żył jak gdyby nigdy nic?
To pytanie mieli zadawać sobie wszyscy, którzy żyli po wojnie. Ale rzadko na głos.
Szczekanie psa wyrwało Brixa z zamyślenia. Zerknął na techników w białych kombinezonach, w czepkach, sunących z ponurymi minami między rzędami grobów w stronę miejsca, gdzie zbierała się reszta zespołu.
Pomyślał, że może tamta chwila przed pięćdziesięciu laty zdecydowała, że został śledczym. Kimś, kto szuka sensu tam, gdzie go z pozoru nie ma.
– Szefie?
Twarz Madsena była pełna chorobliwego zapału, którego Brix oczekiwał od swoich ludzi. Musieli czuć głód, potrzebę pościgu. Każdy śledczy musiał być myśliwym, lepszym czy gorszym, ale myśliwym. Najwyższy poziom osiągnęła w tym kobieta, która teraz marnowała życie i zdolności w mundurze pograniczniczki w zabitej dechami dziurze w Zelandii.
Brix nie odpowiedział. Ruszył przed siebie, wiedząc, że musi temu stawić czoło.
Płaski prostokąt trawy, zdeptany i ubłocony przez policyjne buty, z trzech stron otoczony był ścianami, przy czym ta na końcu wspinała się najwyżej.
Lampy świeciły tak ostro, jakby księżyc w pełni jaśniał nad głowami funkcjonariuszy. Poza ich zasięgiem przeszukiwali mozolnie teren, wysoko trzymając latarki.
Trzy sękate słupy, teraz już tylko repliki, bo oryginały stały w niewielkim muzeum Ruchu Oporu, Frihedsmuseet. Ofiarę przywiązano do środkowego, z rękoma na plecach, ciężką liną przepasując jej pierś. Blond włosy przesiąkły deszczem i krwią. Z głową zwieszoną, podbródkiem na piersi wyglądała, jakby przycupnęła niezgrabnie na kolanach.
Rana na jej szyi przypominała upiorny drugi uśmiech. Kobieta miała na sobie niebieski szlafrok pocięty miejscami aż do pasa, a tam, gdzie trafiło oszalałe ostrze, wyzierało poranione ciało. Twarz miała posiniaczoną i brudną. Krew polała się z jej nosa, zaschła po bokach ust i przypominała makijaż tragicznego klowna.
– Kilkanaście ran na szyi i klatce piersiowej – referował Madsen. – Nie zabito jej tutaj. Zadzwonił do nas mąż i powiedział, że wszedł do domu i stwierdził, że wszędzie jest pełno krwi. I ani śladu po żonie. Potem odjechał samochodem.
Przysunął się, by popatrzeć z bliska.
– A więc tak wyglądają zbrodnie namiętności.
Pies tymczasem wpadł w szał.
– Czy ktoś może uciszyć to zwierzę? – spytał Brix.
– Szefie?
– Zabierzcie męża na przesłuchanie. Zobaczymy, co ma do powiedzenia.
Madsen przestępował z nogi na nogę.
– Chyba nie jest pan przekonany.
– Ona jest prawniczką. On też. Zgadza się?
– Tak.
Brix wpatrywał się w skatowane ciało pod słupem.
– Tutaj? – Pokręcił głową. – Akurat tutaj? To nie ma sensu.
– W ogóle zabijanie ludzie nie ma sensu, prawda?
Właśnie że ma, pomyślał Brix. Czasami. Na tym polegała robota śledczego: by wśród krwi dostrzec logikę.
Myśl o utraconej funkcjonariuszce Sarze Lund nie dawała mu spokoju. Że tak trwoni swój czas w Gedser. Zastanawiał się, co ona by wywnioskowała z takiej sceny. Jakie zadałaby pytania, na co by spojrzała. To, co widział tu przed pięćdziesięciu laty, miało i jemu dać ten straszny dar. I dało, trochę, nie miał jednak takiego talentu jak Lund. On umiał mówić do zmarłych, wyobrażać sobie ich odpowiedzi.
Ona…
Wysoki, poważny szef Wydziału Zabójstw kopenhaskiej policji bardzo chciał opuścić to miejsce. Nie mógł tu jasno myśleć.
Nigdy nie pojął, jakim cudem Lund słyszy, co mówią zmarli.
– Co mam zrobić? – spytał znowu Madsen.
– Już powiedziałem, przywieź go na komendę.
Wrócił wąską, błotnistą ścieżką, przez pole nagrobków, mijając nazwiska na murze, posąg matki tulącej zamordowanego syna, tablicę pamiątkową z patriotycznymi wersetami kłopotliwego pastora Kaja Munka, dawno temu zamordowanego przez gestapo pewnej ciemnej styczniowej nocy w pobliżu Silkeborg w Jutlandii.
Zszedł betonowymi schodami, ostrożnie, tak jak szedł jako pięciolatek opuszczający to miejsce z zawrotami głowy i mdłościami, gdy uświadomił sobie, że świat jednak nie jest bezpieczny i szczęśliwy, a pewnego dnia, tak jak wszystkich, czeka go mrok.
U stóp schodów Lennart Brix spojrzał w prawo, potem w lewo, upewniając się, że nikt go nie widzi. Odszedł na bok i zrobił to, co kilkadziesiąt lat temu: zwymiotował w brudne krzaki, zarzucone śmieciami, butelkami i niedopałkami.
Potem siadł milczący i żałosny w nieoznakowanym radiowozie, pod obracającym się niebieskim światłem, przy wtórze syren i rozmów w policyjnym radiu, i żałował, że z braku wiary nie może się pomodlić, by Madsen miał rację. By się okazało, że to wyjątkowo gwałtowna zbrodnia rodzinna, która zostanie szybko i jednoznacznie rozwiązana.
Zbrodnia namiętności, i tyle.