The Lost Way - ebook
Powieść z motywem enemies to lovers autorki Ideal!
Poppy Wesley od dawna marzyła o wyprowadzce do akademika i rozpoczęciu studenckiego życia. W końcu będzie mogła spotkać chłopaka, w którym podkochiwała się od dzieciństwa i jednocześnie najlepszego przyjaciela swojego brata – Cole’a Parkera.
Życie nie może okazać się lepsze!
Na tym idealnym obrazku pojawia się jednak rysa, a jest nią Saint Sinclair. Chłopak od dawna ma konflikt z jej bratem i Poppy doskonale wie, dlaczego. Natomiast dopiero teraz zrozumie, co to naprawdę oznacza. W dodatku Saint to wredny, zadufany w sobie syn senatora. I, co gorsza, szybko zdobywa popularność na kampusie.
Natomiast jedyne, na co może liczyć ze strony Poppy, to czysta pogarda. Na szczęście ta nienawiść jest obustronna, więc przynajmniej w tej kwestii się dogadali.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Young Adult |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-762-3 |
| Rozmiar pliku: | 2,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Wszystko okej? Wyglądasz, jakbyś przebiegła maraton.
Och, w to akurat nie wątpiłam. Moja twarz przypominała ogromnego pomidora, który w każdym momencie mógł wybuchnąć. W dodatku miałam potargane włosy, za duży dres wisiał na mnie jak na wieszaku, a przez wrażliwe oczy tusz na moich dolnych rzęsach zdążył się lekko rozmazać. Zacisnęłam szczelniej usta, gdy przypomniałam sobie, że pół godziny przed wyjazdem zjadłam wczorajszą pizzę z sosem czosnkowym.
Istny obraz nędzy i rozpaczy.
– Poppy?
Otrząsnęłam się dopiero, gdy znalazł się w odległości nie mniejszej niż dwa kroki. Zmierzwiłam włosy, aby choć trochę ukryć rumieńce, i poprawiłam wiszącą na mnie torbę.
– Tak?
Chryste, dlaczego akurat w takich momentach mój głos brzmiał, jakbym była zawodową ciotką palaczką?
– Pytałem, czy ci pomóc.
Wciąż nie unosiłam spojrzenia.
– Jesteś może chora albo masz gorączkę? Twoje objawy wskazują na infekcję wirusową lub ostre wirusowe zapalenie dróg oddechowych.
Zapomniałam, że Cole jest na kierunku pre-med, czyli na czteroletnich studiach licencjackich, po których może iść do szkoły medycznej. Przyszłego lekarza trudno będzie oszukać.
– Po prostu zmęczyłam się targaniem tych bagaży. Wiesz, jak jest, nie każdy ma dobrą kondycję – zarechotałam nerwowo, choć mój pseudożart nie był w ani jednym stopniu zabawny.
Po dojściu do tego, że zapewne prezentowałam się jak certyfikowana idiotka, bo zatrzymywałam oczy na wszystkim, tylko nie na nim, ze ściśniętym gardłem podniosłam wzrok.
Za każdym razem, gdy na niego patrzyłam, utwierdzałam się w przekonaniu, że zakochałam się w odpowiednim chłopaku.
Cole Parker był wysokim blondynem z uroczym uśmiechem oraz dołeczkami w policzkach. Wiele razy miałam ochotę włożyć w nie palce, ale wtedy z pewnością uznałby mnie za wariatkę. Uwielbiałam jego niebieskie oczy, które lśniły spod wachlarza długich, jasnych rzęs. Cole od małego grał z moim bratem w koszykówkę, dlatego jego ramiona były znacznie rozbudowane. Prawdę mówiąc, cały był ładny. Łącznie z wnętrzem.
Strzeliłam sobie mentalny policzek.
Poppy, nie rumień się jeszcze bardziej.
– Co tu robisz? – Zadziwiłam samą siebie, bo zająknęłam się tylko raz w trakcie całej wypowiedzi.
Cole rozciągnął usta w słodkim uśmiechu. Boże, był taki cudny.
– Studiuję już od równo dwóch lat.
Speszona podrapałam się po głowie, jednak szybko przestałam. Jego medyczny umysł jeszcze oskarżyłby mnie o obecność wszy.
– Ale jeśli pytasz, co robię w akademiku zamiast w bractwie, to przyszedłem pomóc swojemu młodszemu bratu. Może pamiętasz Chada?
Oczywiście, że wiedziałam, kim jest Chad. Był w moim wieku i kilka lat temu wyprowadził się z ojcem po rozwodzie ich rodziców. Nie sądziłam jednak, że wybierze studia w Madison zamiast w Nowym Jorku.
– Kojarzę – bąknęłam.
Gówno prawda – zapisałam go w pamiętniku.
– Powinien tu być za piętnaście minut. – Spojrzał przelotnie na ekran telefonu. – W tym czasie mogę ci pomóc wnieść walizki. Chyba że wspaniale sobie radzisz – dodał żartobliwie, nawiązując do ciężkiej torby wiszącej na moim ramieniu.
Chryste, Cole Parker właśnie proponował mi pomoc. Co więcej, rozmawiał ze mną jak z normalnym człowiekiem, a nie jak z nieśmiałą siostrą swojego ziomka. Nasza wymiana zdań nigdy nie trwała tak długo.
Chyba mam zawał.
– Radzę sobie całkiem dobrze, jeśli musisz wiedzieć – mruknęłam. Boże, brzmiałam jak jakaś dzikuska. – Ale pomoc jest mile widziana.
Gdy na jego ustach zagościł szelmowski uśmieszek, omal nie zemdlałam.
– Nie wiem, dlaczego kierowałaś się w stronę schodów, jeśli obok masz windy. – Wziął moje bagaże.
– Może mam po prostu dobrą kondycję?
Idiotka. Kilka minut temu, rechocząc, przyznałam mu się, że moja kondycja wołała o pomstę do nieba.
Na szczęście zdawało się, że nie zauważył mojego przejawu głupoty, ponieważ zaśmiał się pod nosem.
– Faktycznie, trochę się zmieniłaś od naszego ostatniego spotkania. – Przyjrzał mi się dokładniej.
Z jednej strony czułam się nieco skrępowana jego oceniającym spojrzeniem, a z drugiej miałam ochotę krzyczeć z radości, bo zauważył efekty mojego wakacyjnego chodzenia na siłownię.
– Ile to już minęło? Dwa lata? – zapytał.
Dwa lata minęły, od kiedy mój brat wyprowadził się z domu, sporadycznie jednak spotykałam Cole’a w sklepach. Zapisywałam każdą naszą najmniejszą interakcję, lecz on mógł wcale nie pamiętać tych spotkań. Nie każdy miał obsesję na punkcie przyjaciela starszego brata.
– Jakoś tak. – Wzruszyłam ramionami.
Jak na razie dobrze mi wychodziło zgrywanie nonszalanckiej.
– Ryan wspominał, że w tym roku wybierasz się na studia. Nie mówił tylko, na jaki kierunek.
– Politologia.
– Politologia? – Zaskoczony przeniósł na mnie wzrok.
Błagałam, aby jego reakcja w nawet najmniejszym stopniu nie przypominała reakcji Thomasa. Nie chciałabym przestać go lubić.
– Nie spodziewałem się, ale brzmi fajnie.
Odetchnęłam z ulgą.
– Nigdy nie interesowały mnie debaty studentów politologii, ale może w tym roku wpadnę. Zobaczymy, co mała Poppy Wesley ma do powiedzenia. – W jego oczach zatańczyły iskierki rozbawienia.
Uśmiechnęłam się subtelnie.
Nie mógł wiedzieć, że właśnie powstrzymywałam się od wybuchu kaszlu, ataku paniki, a jednocześnie od rzucenia mu się na szyję. Nazwał mnie „małą Poppy Wesley”. Jak ja go kocham.
Kiedy dotarliśmy do wind, wcisnęłam guzik. Po trzech sekundach wcisnęłam go znowu, a po kolejnych trzech jeszcze raz.
– Wiesz, że winda nie przyjedzie szybciej, jeśli będziesz tak robić?
– U mnie zawsze działa.
To „zawsze” kończyło się dzisiaj. Miałam ochotę przekląć tę pieprzoną windę, kiedy przyjechała po dwóch minutach. Przez nią przeżywałam najbardziej niezręczną ciszę w moim życiu, a przy tym prawie się popłakałam, bo upokorzyłam się przy Cole’u.
Gdy weszliśmy do środka, a metalowe drzwi się zatrzasnęły, zacisnęłam usta. Już lepiej nic nie będę mówić.
– Myślałaś nad dołączeniem do jakiegoś bractwa? – spytał jak gdyby nigdy nic, choć po jego rozweselonej minie wywnioskowałam, że śmieszyła go ta sytuacja.
– Harper namawia mnie do dołączania do Theta Star.
– Wiedziałaś, że urządzają dziś imprezę?
– Wiedziałam – powiedziałam pewnie, jakbym szykowała się na nią już co najmniej od kilku tygodni. – Wybieramy się na nią z Harper.
– A wiedziałaś, że trzeba być na liście gości?
Tu moja wiedza się kończyła.
– Co ty gadasz? – westchnęłam zrezygnowana. – Nie żeby mi jakoś bardzo na tym zależało, ale Harper się załamie. Theta Star to jej marzenie.
Prawda jednak była taka, że Harper Adams miała swoje sposoby na to, by zostać zaproszona na każdą elitarną imprezę, więc i tak byśmy na nią poszły, ale drobna manipulacja i granie na emocjach to dobry początek naszego planu na schwytanie Cole’a. Ciekawe, czy połknie haczyk.
– Mogę wam to ogarnąć.
Poppy Wesley jesteś geniuszem.
– Naprawdę? – Pomrugałam nieśpiesznie, udając zaskoczoną. – Cole, to bardzo miłe z twojej strony.
– Tylko nie wspominaj Ryanowi, że weszłyście dzięki mnie. Uciąłby mi jaja, gdyby dowiedział się, że demoralizuję jego młodszą siostrę.
Ryan to ostatnia osoba, której opowiadałabym o swoich relacjach damsko-męskich.
– Obiecuję, że nic mu nie powiem.
Drzwi windy się otworzyły, Cole puścił mnie przodem. Moje dzieci będą miały wspaniałego ojca.
– Chad pisze, że już dojechał. – Spojrzał ukradkiem na ekran telefonu, kiedy znaleźliśmy się na korytarzu. – Muszę się zbierać.
– Poradzę sobie.
Drzwi do mojego nowego pokoju znajdowały się zaledwie kilka kroków od nas. Mimo to Cole wbił we mnie wzrok, jakbym ogłupiała, a następnie ruszył do przodu.
– Chyba nie myślisz, że pozwoliłbym ci targać te bagaże. Podprowadzę ci je pod same drzwi.
Och, okej.
Miałam ochotę skakać z radości, kiedy przechodzące obok nas dziewczyny witały się z Cole’em, a następnie posyłały mi pełne zaciekawienia spojrzenia. Nie wiedziały, że ten oto chłopak został przeze mnie zaklepany już siedem lat temu. A jak to mówi złota zasada: kto pierwszy, ten lepszy.
Chwilę później znaleźliśmy się pod pokojem pięćset dziewięć.
Nacisnęłam klamkę, licząc na to, że Harper odebrała klucze i była już w środku. Ku mojej uciesze drzwi się otworzyły, jednak widok za nimi nie był już tak ekscytujący. Moja przyjaciółka opierała się tyłem o biurko, a poznany na parkingu blondyn pochylał się nad nią. Jej wyraźnie znudzony wzrok padł na nas błyskawicznie. W ułamku sekundy odepchnęła od siebie nieznajomego i stanęła na baczność.
Błagałam ją spojrzeniem, aby nie narobiła mi wstydu przy Cole’u i nijak nie komentowała jego obecności. Posłusznie zasznurowała usta, jednak jej rozszerzone oczy mówiły same za siebie o jej zachwycie.
Kątem oka spojrzałam na Cole’a, który z lekką rezerwą wszedł do pokoju, nie spuszczając wzroku z naburmuszonego nieznajomego.
– Zobaczymy się potem? – Z nieznajomego blondyna opadł cały entuzjazm. Podszedł do drzwi i skinął zaczepnie w stronę Harper.
– Nie wiem, zobaczymy. – Dziewczyna z rozgorączkowaniem zaczęła wypychać go na korytarz.
– Daj mi chociaż swój numer!
– Nie dziś.
Gdy znalazł się na zewnątrz, nawet nie wysilajac się na uśmiech, pomachała mu i zamknęła drzwi.
– Chcecie, żebym to skomentował? – zagadnął z rozbawieniem Cole, przerywając głuchą ciszę.
– Możesz – mruknęłam.
Harper zapewne walczyła z samą sobą, aby nie rzucić niemiłej, kąśliwej odzywki. Nic nie wkurzało jej bardziej niż komentarze mężczyzn. Śmiałam twierdzić, że była na nie uczulona.
– Adam Jones to niedobry wybór na przyszłego partnera. Nie bez powodu odrzucamy jego prośby o dołączenie do bractwa. Często zachowuje się w stosunku do dziewczyn jak… – zawahał się – kutas.
– Niczym nie różni się od pozostałych członków tego twojego bractwa – wypaliła Harper i prychnęła pod nosem.
Gdy zdała sobie sprawę, że nie spełniła mojej prośby, niezgrabnie podeszła do walizki i zaczęła udawać, że ta wielce ją interesuje.
Cole nie wyglądał na urażonego słowami dziewczyny. Raczej nieco go zaskoczyła ta odpowiedź.
– Liczę na to, że po lepszym poznaniu moich przyjaciół zmienisz zdanie.
Twarz Harper nie wyrażała żadnych emocji. Znałam ją aż za długo, dlatego wiedziałam, że lekkie uniesienie prawej brwi nie było przypadkowe. Moja przyjaciółka niezbyt entuzjastycznie przyjęła słowa Cole’a.
Sama dopiero teraz wywnioskowałam, że pała niechęcią do męskiego bractwa. Nigdy o tym nie wspominała. Być może miała romans z jednym z chłopaków i nie skończył się szczęśliwym związkiem. Harper rzadko opowiadała mi o swoich podbojach, bo zazwyczaj nie były one na tyle trwałe, aby warto się nad nimi rozwodzić. W tym przypadku również musiało tak być.
– Dobra, muszę lecieć. – Cole ponownie spojrzał na zegarek, a następnie posłał mi jeden ze swoich uroczych uśmiechów. – Mam nadzieję, że do zobaczenia na imprezie.
Odprowadziłam go do wyjścia. Targało mną tyle emocji, że ledwo stałam na nogach. Udawałam jednak, że jego obecność nie wywołuje na mnie wrażenia.
– Tak, widzimy się.
– No to do później.
Kiedy zamknęłam drzwi i oparłam się o nie plecami, uszło ze mnie nagromadzone w płucach powietrze.
– O kurwa, stara, co to było?!
Harper dopadła mnie w ułamku sekundy. Tylko jej stanowczy ucisk na ramieniu powstrzymał mnie przed osunięciem się na podłogę.
– Dlaczego Cole Parker był w naszym pokoju? I dlaczego rozmawiałaś z nim jak gdyby nigdy nic?
Gdy przez dłuższą chwilę nie odpowiadałam, potrząsnęła mną.
– Poppy!
– Chyba umieram…
– Przed śmiercią musisz mi odpowiedzieć na te pytania, bo inaczej nigdy nie zasnę w spokoju.
Położyłam dłoń na czole, obawiałam się, że mam podwyższoną temperaturę. Albo miałam gorączkę, albo to Cole tak na mnie działał.
– Otrząśnij się, dziewczyno. – Ponownie targała mną jak szmacianą lalką. – I zacznij gadać, bo zaraz posram się z emocji, a kibel jest na drugim końcu korytarza.
Wyrwałam się z jej objęć, po czym odepchnęłam od drzwi. Wciąż pochłonięta emocjami, opadłam na krzesło obok biurka i odchyliłam głowę do tyłu.
– Zaczepił mnie i zaproponował pomoc z wniesieniem walizek – wymamrotałam na jednym wydechu.
– Tak z dupy? Skąd on się tu w ogóle wziął? – Z hukiem usiadła tyłkiem na biurku.
– Jego brat wprowadza się dziś do akademika.
– A co z tym kolesiem, co początkowo miał pomóc ci wnieść walizki? Też okazał się tak nieznośny jak ten jego kolega blondas? Boże, nawet nie pamiętam jego imienia. Zachowywał się obleśnie.
– Okazał się dziwny, nawet nie chce mi się o nim gadać – westchnęłam. Na samą myśl o Thomasie odechciewało mi się iść na pierwsze zajęcia z politologii. Oby wszyscy studenci nie mieli takich poglądów co on. – Powiedziałam mu, że sama sobie poradzę, ale nie dawałam rady i wtedy zauważył mnie Cole.
– I jak? Spaliłaś buraka?
– Harper, i to jakiego! – jęknęłam męczeńsko, chowając twarz w dłoniach. – Spytał mnie, czy jestem chora, rozumiesz!
– Ale kiedy tu przyszłaś, to nie wyglądałaś aż tak źle. Jedynie lekko ci kolano drżało. – Wskazała głową na moją nogę, która wciąż dygotała. Taki tik nerwowy. – I tak jestem z ciebie dumna, że nie zemdlałaś przy pierwszym spotkaniu. Szczerze powiedziawszy, obstawiałam, że tak będzie, ale nie chciałam cię straszyć.
– Kilka razy się wkopałam, ale chyba faktycznie nie było aż tak źle.
– Poppy Wesley, niezła z ciebie flirciara – zaszczebiotała. – Pierwszy dzień na uczelni, a Cole Parker już zaprosił cię na randkę.
– Na jaką randkę? – Moje serce stanęło. Niemożliwe, abym przez natłok emocji przegapiła tak ważny szczegół.
– „Tak, widzimy się” – zacytowała moje słowa. Oczywiście zająknęła się przy tym trzy razy.
– Tu nie chodziło o randkę, tylko o dzisiejszą imprezę w Theta Star. Wiedziałaś, że trzeba być na liście gości?
– Serio? – Zniesmaczona wykrzywiła usta. – Ale to nic, zaraz napiszę do znajomej i załatwię nam wstęp.
– Już to ogarnęłam.
Arogancki uśmieszek automatycznie wpłynął na moje usta, gdy Harper rozchyliła wargi i spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek.
– Nie – powiedziała głośno.
– Tak.
– Poppy Wesley, ty podstępna żmijo! – Pchnęła moje krzesło, przez co odjechałam na drugi koniec pokoju. – Nie minęło kilka godzin, a ty już owinęłaś sobie Cole’a Parkera wokół palca!
– Tego palca? – Zaczepnie podniosłam mały palec i zaczęłam zataczać nim kręgi.
– Tak, tego palca! – zarechotała, opadła na drugie krzesło i podjechała do mnie. W efekcie czego siedziałyśmy w kącie naszego nowego pokoju i szczerzyłyśmy się do siebie niczym dwie wiedźmy. – Nie wierzę, że Cole załatwi dla ciebie wejście.
– Tak, ale nie możemy się wygadać Ryanowi. Wiesz, że szybko by się wkurwił.
Odetchnęła z rozdrażnieniem. Harper nigdy nie przepadała za moim bratem. I z wzajemnością.
– Jak coś, to moja znajoma nas zaprosiła.
Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, po czym oparłam łokcie o kolana i rozejrzałam się po pokoju.
– Harper, czy my właśnie jesteśmy w akademiku?
Dziewczyna również się pochyliła i z iskrami w oczach zlustrowała wzrokiem otoczenie.
– Nie mogę w to uwierzyć, P. Nasze marzenia właśnie się spełniają. – Chwyciła moje dłonie. – Pamiętasz, jak kilka lat temu mówiłyśmy wszystkim, że prędzej czy później zamieszkamy razem? Nie wierzyli nam, mówili, że jeszcze nam się odwidzi.
– Nigdy mi się to nie odwidzi. Najchętniej mieszkałabym z tobą już zawsze, nawet po ślubie i urodzeniu dzieci.
– Dlatego zawsze ci powtarzam, że musimy wybudować podziemny tunel, który będzie łączył nasze domy – parsknęła. – Nasze dzieci będą razem i zostaniemy rodziną.
– Wiesz, że takie plany zawsze kończą się porażką?
– Nie w naszym przypadku. Już od małego poddamy je hipnozie i wmówimy, że są bratnimi duszami, które musiały odnaleźć się w tym wcieleniu.
Zmrużyłam sceptycznie oczy.
– Lub wykonamy rytuały miłosne. Widziałam parę na Tik-Toku. – Wzruszyła ramionami.
– Nie wierzę w takie rzeczy.
– Kiedyś wierzyłaś – zarechotała kpiąco, a ja już wiedziałam, do czego zmierzała. – Do momentu, kiedy Megan nie postawiła ci tarota, w którym wyszło, że twoim mężem nie zostanie Cole, ale ktoś inny.
Dobra, może faktycznie kiedyś wierzyłam w bujdy o bratnich duszach, przeznaczeniu, wróżeniu za pomocą różnych narzędzi, lecz w momencie, kiedy moja przewidywana przyszłość okazała się niesatysfakcjonująca, po prostu przestałam. Żadna wróżka nie będzie mi wmawiać, z kim skończę, a z kim nie.
– Po prostu z tego wyrosłam, Harper – mruknęłam z lekceważeniem, a następnie wstałam z miejsca.
– Poppy, z takich rzeczy się nie wyrasta! To świadomość!
Doskoczyłam do swojej walizki i prędko zaczęłam w niej grzebać. Palce aż mnie świerzbiły, by opisać ostatnie kilkanaście minut w pamiętniku.
– Ja na przykład jestem pewna tego, że dzisiejszego wieczoru wezmę udział w jakiejś bójce. Kiedy szłam przez korytarz, niemal wszystkie dziewczyny mówiły o tym, że chcą dołączyć do Theta Star. Wiesz, że nie dam za wygraną.
– I to jest powód, żeby je bić?
Gdy pamiętnik wpadł w moje ręce, odetchnęłam z ulgą. Lubiłam mieć go przy sobie.
– Nie będę ich bić – wypaliła z oburzeniem Harper. Kiedy już miałam pytać, co takiego się zmieniło, z podłym uśmieszkiem dodała: – Może tylko powyrywam kilka kłaków. Nikt nie chce mieć w bractwie dziewczyny z łysymi plackami na głowie, nie?
– O Boże, Harper. – Pokręciłam głową z niedowierzaniem. – Bądź bardziej przyjazna. Może znajdziesz wśród tych dziewczyn nowe koleżanki?
– Złota zasada, P.: nigdy nie spoufalaj się ze swoim wrogiem.
Położyłam się na łóżku. Z ogromną niechęcią musiałam przyznać, że było nad wyraz twarde. Oby te w Theta Star były wygodniejsze.
– Poza tym ja już mam przyjaciółkę!
Zachichotałam, gdy wylądowała obok mnie. Przysunęłam się bliżej do ściany, by zrobić jej więcej miejsca. Jak to miała w zwyczaju, położyła głowę na mojej klatce piersiowej i westchnęła ciężko.
– Będziesz spać?
Harper wiele razy zasypiała w tej pozycji, co niezbyt mi pasowało, bo wtedy drętwiało mi całe ciało. Nigdy jednak nie miałam serca jej odsunąć. Podczas snu wydawała się taka niewinna i bezbronna. Pozory mylą.
– Nie. – Ziewnęła.
– Nie wierzę ci.
Miałam rację – już po chwili Harper smacznie drzemała. Cyknęłam szybko fotkę, jak śpi z otwartymi ustami, po czym zadowolona odłożyłam telefon, otworzyłam pamiętnik i zaczęłam pisać.
Kocham Cole’a Parkera. Wiem, że się powtarzam, ale nie moja wina, że jest taki cudowny. Dzieci, jeśli umarłam i znalazłyście ten pamiętnik, wiedzcie, że wasz tata jest boski. Chyba na mnie leci. Albo sobie wmawiam. Inaczej nie zaprosiłby mnie na imprezę, nie? DOBRA, NIE MOGĘ SIĘ ZBYTNIO EKSCYTOWAĆ. MOŻE TO NIC TAKIEGO. Jestem podjarana. Stresuję się. Chyba idę zwymiotować. Albo nie. Boję się publicznych łazienek. Nie wiem, co mam jeszcze napisać. Dam znać, jak było na imprezie. Pa.
Poppy Wesley Parker
***
Lubiłam imprezować. Czasem fajnie było wyrwać się z domu, wyjść dokądś ze znajomymi i wypić drinka. W szkole średniej miałam swoją małą paczkę, ale raczej trzymałam się z Harper. To byli jej znajomi, nie moi. Niektórzy nawet poszli na tę samą uczelnię co my, a więc prawdopodobieństwo, że ich spotkam, było spore. Liczyłam na to, że przyjdą do Theta Star, wtedy mogłabym się do nich przyczepić. Harper i tak będzie zbyt zajęta walką o miejsce w bractwie, a mnie przerażała wizja samotnego opierania się o ścianę na imprezie.
– W porównaniu z tobą wyglądam jak gówno.
Z zaciśniętymi ustami przyglądałam się naszemu odbiciu w lustrze. Harper ubrała się w jedną ze swoich lepszych miniówek i wyglądała w niej obłędnie. Ja natomiast postawiłam na zwykłe jeansy i body. Prezentowałam się gorzej, lecz przynajmniej było mi wygodnie. Ktoś musiałby mi zapłacić, abym poszła w ślady przyjaciółki i włożyła dziesięciocentymetrowe szpilki. Zdecydowanie wolałam praktyczny i swobodny ubiór.
– Nigdy nie widziałam rudego gówna.
Nieśmieszne, ale mnie rozbawiło.
– Możesz się odczepić od mojego koloru włosów?
Tak naprawdę byłam jej wdzięczna za to, że mi o nich przypomniała. Prędko podeszłam do podłączonej prostownicy i przyłożyłam ją do swoich rudych, przydługawych włosów, które sięgały mi aż do pasa. W wakacje miałam je ściąć, bo przeszkadzała mi ta długość, ale Harper wybiła mi to z głowy.
– Nie odczepię się, bo jestem zazdrosna. – Zerknęła na mnie łobuzersko. – Też bym chciała mieć takie zdrowe i długie włosy. Moje kłaki rozdwajają się na każdej długości i są nie do okiełznania.
Przyjrzałam się jej blond włosom, które kończyły się za łopatkami. Harper miała szczęście, że znała się na metamorfozach i zawsze modelowała je tak, aby wyglądały na zdrowe. A teraz, ułożone w fale, prezentowały się świetnie.
– Trzeba było nie używać rozjaśniacza z drogerii w wieku piętnastu lat – mruknęłam prześmiewczo.
Spiorunowała mnie wzrokiem, a ja w odpowiedzi się zaśmiałam. To był temat, do którego nie lubiła wracać.
– Chciałam mieć platynę, okej?! – huknęła z wyrzutem. – Może porozmawiamy o twojej grzywce w piątej klasie?
Uciekłam spojrzeniem, nie chcąc już więcej prowokować Harper. W każdym razie moje niezgrabne palce w połączeniu z nożyczkami nie tworzyły cudów.
– Albo wiesz co? Chyba lepiej będzie, jeśli pójdziemy już na tę imprezę, co? Wyżyjemy się na innych laskach.
– Jestem za. – Odłożyłam prostownicę i odpięłam kabel.
Włożyłam telefon do tylnej kieszeni spodni i cierpliwie czekając na Harper, oparłam się o biurko. Cieszyłam się, że z nas dwóch to ona pakowała multum gadżetów do torebki, abym ja nie musiała tego robić. Nie lubiłam, gdy coś wisiało mi na ramieniu, bo zawsze po kilku godzinach bolały mnie plecy.
– Zamówiłaś taksówkę? – spytałam, gdy wyszłyśmy na korytarz.
– No co ty? Dzisiaj wiele bractw organizuje imprezy, więc po ulicach kręcą się sami studenci. Idziemy pieszo, żeby się z nimi zintegrować.
Mruknęłam męczeńsko. Nie lubiłam spacerować.
– Nie marudź, cały dzień przesiedziałaś na dupie. Pora się trochę poruszać.
Wykrzywiłam twarz w grymasie. Wolałabym wynająć hulajnogę elektryczną i podjechać pod dom bractwa, niż iść z buta. Wiedziałam jednak, że Harper nigdy się na to nie zgodzi, bo jazda hulajnogą spowodowałaby uszczerbek na jej wyglądzie.
Po akademiku kręciło się mnóstwo studentów. Nikt nie zamierzał siedzieć w pokoju, wszyscy wychodzili na miasto, by dobrze się bawić. Wierzyłam w to, że na zewnątrz zastanę mniej ludzi, ale jak zwykle się przeliczyłam.
– Czuję się jak na jakimś proteście – zagadnęłam po kilku minutach ciszy. – Idziemy jak głupie za tym tłumem.
Gdy przez dłuższy czas nie dostałam odpowiedzi, ze złowrogą miną odwróciłam głowę w bok. Nie zaskoczyło mnie to, że Harper gadała z jakimiś dziewczynami. Nie miałam ochoty podsłuchiwać, więc po prostu kroczyłam przed siebie.
Skrzywiłam się, kiedy zauważyłam Thomasa idącego kilka kroków przed nami. Liczyłam na to, że nie zmierzamy na tę samą imprezę.
– To tutaj, Poppy.
Podskoczyłam przestraszona, gdy nagle dopadła mnie Harper i objęła ramieniem. Podążyłam za jej palcem i utkwiłam wzrok w ogromnym domu, przed którym krążyło mnóstwo studentów. Większość osób z tłumu wzdychała z zazdrością na jego widok, lecz się nie zatrzymywała. My owszem.
Szczerze powiedziawszy, myślałam, że nasz pseudospacer będzie się dłużył, ale czas zleciał mi bardzo szybko. Może częściej powinnam wychodzić z domu?
Nie.
Z podziwem przyjrzałam się jasnemu budynkowi, który rozmiarem górował nad innymi, typowo amerykańskimi domami. Miał trzy piętra i na oko mieściło się w nim z kilkanaście pokoi. Otaczał go zadbany ogród, w którym rosło mnóstwo małych czerwonych i różowych róż. Prezentowały się całkiem uroczo. Dzięki białym filarom i pokaźnemu balkonowi dom przypominał willę. Wisienkę na torcie stanowił ogromny, ledowy, różowy napis „Theta Star” wiszący nad wejściem. Nie sądziłam, że ktoś zdołałby go przeoczyć, lecz na wszelki wypadek bractwo powiesiło swoją różową flagę na barierkach tarasu. Bardzo dziewczęco.
– To nasze marzenie. – W rozszerzonych oczach Harper odbijał się neonowy napis. – Zobaczysz, jeszcze będziemy tu mieszkać.
– Mam tylko nadzieję, że nie mają tylu neonów wewnątrz domu. Wiesz, że od mocnych kolorów boli mnie głowa – mruknęłam, krzywiąc się.
Harper zerknęła na mnie z politowaniem, po czym pociągnęła za rękę w stronę drzwi. Tuż przy nich stał chłopak w okularach, który trzymał w dłoniach tablet i spoglądał na nas nieufnie.
– Pewnie stara się o członkostwo w męskim bractwie i kazali mu sprawdzać listę gości – parsknęła Harper.
Kiedy okazało się, że faktycznie byłyśmy na liście gości, weszłyśmy do środka z chytrymi uśmiechami.
– Cole dobrze się spisał – stwierdziłam.
– A ty jeszcze lepiej, uwodząc go.
W środku znajdowało się więcej ludzi, niż przypuszczałam. Dziewczyny z bractwa miały na sobie przeróżne ciuchy – począwszy od krótkich spódniczek, a skończywszy na szerokich jeansach – krzątały się po domu i witały każdego napotkanego po drodze chłopaka. Każda z nich nosiła przynajmniej jeden różowy dodatek. Szybko zrozumiałam, że to właśnie ten kolor reprezentowało Theta Star.
– Harper!
Nim zdążyłam oswoić się z nowym otoczeniem, brunetka z kowbojskim kapeluszem na głowie uwiesiła się na szyi mojej przyjaciółki. Ta szybko ją objęła i obie zachichotały jak głupie.
Podrapałam się po głowie, zawsze w takich momentach czułam się nieco nieswojo.
– Kendall!
Szybko wywnioskowałam, że wspomniana Kendall była wtyką Harper w Theta Star. Przez całe wakacje mi o niej nawijała, ale nigdy nie mogłam zapamiętać jej imienia. Kendall. Tak, teraz nie zapomnę.
Kiedy odsunęły się od siebie, bystre, wielkie, brązowe oczy Kendall od razu wylądowały na mnie. Uśmiechnęłam się nerwowo.
– Poppy, tak?
Pokiwałam głową, a wtedy wyciągnęła dłoń.
– Kendall jestem, miło poznać.
Nie potrafiłam skupić się na niczym innym niż na jej przepięknej ciemnej karnacji. Gdy ściskałam drobną dłoń, kontrast między moją bladą jak u trupa skórą a jej – ładnie dotkniętą słońcem – kaleczył mnie w oczy.
– Nie martw się, P., Kendall jest wtajemniczona w nasz plan i wie, kogo musi nam najpierw przedstawić. – Podekscytowana Harper stanęła na baczność i wzrokiem otaksowała całe pomieszczenie.
Już szukała potencjalnych sojuszników. Lub potencjalnych ofiar.
– Tylko skoczę najpierw do łazienki – mruknęłam, nie chcąc brzmieć podejrzanie.
Niewzruszona Kendall wytłumaczyła mi krok po kroku, jak dojść do najbliższej toalety. Starałam się nie patrzeć na Harper, która zmrużyła oczy z politowaniem. Dobrze mnie znała i wiedziała, że zanim zgodzę się na jej plan, wcześniej muszę obczaić łazienki.
Te w akademiku zdecydowanie nie przypadły mi do gustu, choć nie były takie złe. Zobaczymy, co ta willa miała mi do zaoferowania.
– Będziemy na ciebie czekać w kuchni. Jeżeli będziesz szła cały czas prosto, to z pewnością do niej dotrzesz – rzuciła na odchodne Kendall. – A jeśli się zgubisz, to zapytaj którejś z dziewczyn. Na pewno ci pomoże.
Prawie zgubiłam się w drodze do łazienki, która znajdowała się zaledwie o kilka kroków dalej, do kuchni więc zapewne nie dojdę bez pomocy. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi na klucz i rozejrzałam się po przestronnym, jasnym pomieszczeniu, wiedziałam, że zwyciężyło w starciu z akademickimi łazienkami.
– Co my tu mamy… – Podeszłam do umywalki.
Mydło w piance, które kochałam, chwyciło mnie za serce. Umyłam dłonie, po czym wytarłam je w różowy ręcznik. O mało nie jęknęłam, gdy dostrzegłam krem do rąk. Na takie luksusy to ja nawet w domu nie mogłam liczyć.
Po skorzystaniu z toalety stwierdziłam, że moja nieobecność przy Harper nieco się przedłuża. Aby uniknąć niezręcznych rozmów na temat tego, co tak długo robiłam w łazience, przekręciłam zamek i wyszłam z niej.
Z perspektywy czasu wiem, że o wiele rozsądniej byłoby zostać w tej pieprzonej łazience i po raz trzeci umyć ręce mydłem w piance. Może wtedy on skończyłby rozmawiać, ruszyłby dalej, ja wróciłabym do dziewczyn, a nasze drogi kolejny raz nigdy by się nie przecięły.
Nie wierzyłam w los, przeznaczenie czy znaki podsyłane przez wszechświat. Lecz w tym przypadku ktoś u góry faktycznie musiał mnie nienawidzić, skoro świadomie ponownie postawił go na mojej drodze.
Obiecałam sobie, że nigdy więcej na niego nie spojrzę. Że już nigdy nie będę miała z nim nic wspólnego.
A jednak stał tam, zaledwie kilka kroków ode mnie.
Saint Sinclair.
Mój największy grzech.