Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

The Risk - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 marca 2026
41,90
4190 pkt
punktów Virtualo

The Risk - ebook

Odebrali mi zbyt wiele i pozostawili zbyt mało.

Nie miałam nic do stracenia… do chwili, gdy pojawił się on.

Lana

Nigdy bym się nie spodziewała, że zakocham się właśnie w nim. Nie potrafię jednak go opuścić.

Dzięki Loganowi Bennettowi ludzie mogą czuć się bezpiecznie, a degeneraci trafiają za kratki. Jest błyskotliwym bohaterem. I podczas gdy on ratuje życie, ja je odbieram, ponieważ muszę odzyskać to, co mi się należy. Dziesięć lat temu tamci zniszczyli wszystko, co miałam, a potem zostawili mnie na pewną śmierć.

Teraz nadeszła moja kolej. Krok po kroku skreślam z listy kolejne nazwiska. Długo na to czekałam i teraz nie odpuszczę, bo zemsta najlepiej smakuje na zimno. Żaden z nich się mnie nie spodziewa, aż ściany ich domów spływają krwią.

Logan nie ma pojęcia, jaka krzywda spotkała mnie z ich strony. Nie wie o krzykach, których nikt nie słyszał. Nie wie, jak przeżarte zepsuciem jest to miasto. Ma jedynie pojęcie, że giną kolejne osoby, lecz nie domyśla się, że kocha ich zabójczynię, bo przecież nikt nie podejrzewa dziewczyny martwej od dawna.

Kogo ostatecznie on wybierze? Ich? A może razem będziemy patrzeć, jak płoną?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.                                                                                                                                                  Opis pochodzi od Wydawcy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8418-657-2
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Tim Hoover

Chuck Cosby

Nathan Malone

Jeremy Hoyt

A to dopiero początek, jest jeszcze tyle imion i nazwisk…

Einstein powiedział kiedyś: „Słabi szukają zemsty. Silni wybaczają. Inteligentni ignorują”.

Gówno prawda. Einstein nie zawsze miał rację.

Zemsta najlepiej smakuje na zimno… I z tym się zgodzę. Bo inni absolutnie się tego nie spodziewają, gdy pewnego dnia przychodzisz ich dopaść. A kiedy ten dzień nadchodzi, ich wrzaski brzmią jak najwspanialsza muzyka dla twoich uszu.ROZDZIAŁ 1

Kocham ludzkość, ale nienawidzę ludzi.

– Albert Einstein

LANA

– Wyglądasz, jakby ktoś cię wystawił – stwierdza jakiś facet.

Podnoszę wzrok znad telefonu i dyskretnie blokuję ekran, żeby gość nie mógł zobaczyć, co oglądam.

Unoszę brew i uważnie mu się przyglądam. Przystojny, dwadzieścia parę lat, arogancki uśmieszek, pewny siebie… A jednak zdecydowanie trafił pod zły adres.

– Prawdę mówiąc, lubię jeść w samotności – odpowiadam, posyłając mu słodki uśmiech, który jednocześnie wyraźnie mówi, żeby spierdalał.

Widocznie nie łapie aluzji, bo mruży oczy, w których błyszczy determinacja. Samce alfa zwykle lubią wyzwania. Powinnam była się tego spodziewać.

– Mam na imię Craig. A ty…? – urywa, taksując mnie spojrzeniem, ale ja w milczeniu upijam kolejny łyk kawy. – Jeśli nie zdradzisz mi swojego imienia, będę mówił do ciebie „Piękna”.

Oryginalnie, nie ma co.

Zdecydowanie powinien popracować nad sztuką podrywu. Najwyraźniej przywykł do tego, że jak na tacy dostaje wszystko, czego chce, i zazwyczaj nie musi się specjalnie wysilać, by omotać swoją zdobycz. W sumie nie ma co się dziwić, biorąc pod uwagę jego niezłe ciało i drogi garnitur, który ma na sobie.

Większość kobiet nie zwróci uwagi na jego arogancję, nie odróżniając jej od pewności siebie, a może nawet uznając ją za swego rodzaju urok.

Nie ze mną te numery.

– A może mam na imię Niezainteresowana i tak powinieneś się do mnie zwracać? Gdyż właśnie ten przymiotnik najlepiej opisuje moje obecne nastawienie – odpieram, przyjmując swobodną postawę, bo przecież całkowicie panuję nad sytuacją.

– Najwyraźniej nie przyjrzałaś się zbyt dobrze – ciągnie dalej, odchylając się do tyłu, co sprawia, że wygląda jak zarozumiały palant.

– Napatrzyłam się, dziękuję. Nadal nie jestem zainteresowana.

Jego spojrzenie ciemnieje, po czym facet się odsuwa.

– Dobra. Pierdolę to. Nie zamierzam nabawić się odmrożenia na fiucie – stwierdza chłodno, a następnie odwraca się i podchodzi do stolika, przy którym siedzi jakiś inny koleś.

Na niebie gromadzą się ciemne chmury i nic nie wskazuje na to, żeby czekał nas słoneczny dzień. W dodatku zanosi się na deszcz, a my jako jedni z nielicznych zdecydowaliśmy się zająć miejsca na tarasie, nie w środku kawiarni. Mimo że dzieli nas kilka stolików, widzę, jak jego kumpel ze śmiechem kręci głową, gdy Pan Bufon z obrażoną miną zajmuje swoje miejsce.

Ponownie zaczynam oglądać nagranie na telefonie, aż czuję na sobie czyjeś spojrzenie. Kiedy podnoszę głowę, odkrywam, że ten sam kolega uważnie mi się przygląda. Niemniej wcale nie rozbiera mnie wzrokiem ani nie udaje zainteresowanego. Powiedziałabym, że próbuje mnie rozgryźć, tak samo jak ja rozkładam na czynniki pierwsze innych ludzi.

On również jest przystojny, choć jego garnitur nie wygląda na tak drogi jak tamtego kolesia. Z moich obserwacji wynikałoby, że pracują razem, tylko nie wiem, dlaczego jeden z nich jest lepiej ubrany, skoro zajmują się tym samym. Jego postawa nie wskazuje na to, żeby był podwładnym Pana Bufona, ponieważ nie płaszczy się przed nim ani nie wchodzi mu w tyłek. Czyli są sobie równi, chociaż nie zarabiają tyle samo? A może Pan Bufon ogólnie pochodzi z dzianej rodziny, a ten drugi nie?

Udaję, że jego intensywne spojrzenie nie robi na mnie wrażenia, i zamiast tego po raz kolejny kieruję wzrok na ekran telefonu. Dopijam kawę, kończę oglądać nagranie z ostatniej akcji i proszę kelnerkę o rachunek.

– Wszystko już uregulowane – wyjaśnia z delikatnym uśmiechem i błyskiem w oku. – Nawet razem z napiwkiem – dodaje, po czym mruga do mnie porozumiewawczo. – I to całkiem hojnym.

Zdziwiona unoszę brwi, a kobieta wskazuje głową na kolegę Bufona, który właśnie opuszcza taras. Tego drugiego nigdzie nie widać.

– Prosił, żebym podziękowała pani za miłą rozrywkę – wyjaśnia i wachluje się, jakby nagle zrobiło jej się gorąco, podczas gdy ten tajemniczy mężczyzna kieruje się w stronę czarnego SUV-a.

– Dzięki – odpieram, a następnie wstaję i także ruszam w kierunku wyjścia.

Nie próbuje mnie podrywać, nie rzuca mi znaczących spojrzeń ani nawet nie czeka, żebym do niego podeszła i podziękowała mu za to, że za mnie zapłacił. Nie lubię, kiedy ludzie są mili bez powodu. Wprawdzie podobno dzięki mnie miał ubaw, ale to i tak za mało.

Śledzę wzrokiem cichego mężczyznę. Widzę, jak zatrzymuje się przy SUV-ie i rozmawia przez telefon, choć nie robi tego na tyle głośno, bym z tej odległości mogła usłyszeć, co mówi. Dostrzegam też Pana Bufona, który stoi nieopodal kawiarni i zagaduje ładną dziewczynę. Ona wydaje się znacznie bardziej zainteresowana niż ja.

Postanawiam zaspokoić własną ciekawość, więc gdy tajemniczy mężczyzna kończy rozmawiać, podchodzę do niego. Spogląda na mnie i unosi brwi, kiedy wyciągam w jego stronę dwadzieścia dolarów.

– Nie pozwalam, by obcy faceci płacili za moje jedzenie. Mama mnie tego nauczyła – oznajmiam, machając mu banknotem przed nosem.

Jego pełne usta powoli rozciągają się w uśmiechu, co całkowicie zmienia mu wyraz twarzy. Ma ciemne blond włosy, które są seksownie potargane, choć wcale nie sprawia wrażenia, jakby przed chwilą wyczołgał się z łóżka. Mocna, wyraźnie zarysowana żuchwa kontrastuje z łagodnymi, niebieskimi oczami. Wygląda jednocześnie groźnie i miło, co wprawia mnie w jeszcze większą konsternację. Zupełnie nie potrafię go rozszyfrować.

– Najlepiej wydane pieniądze. Uwierz mi, rozrywka, jaką mi zapewniłaś, była warta każdego centa – stwierdza, wzruszając ramionami, po czym wsuwa ręce i telefon do kieszeni, jakby chciał mi dać do zrozumienia, że nie weźmie ode mnie pieniędzy.

Jestem jednak uparta, więc znów wyciągam w jego stronę banknot.

– Mam swoje zasady. Dzięki, ale nie skorzystam.

Wtedy uśmiecha się jeszcze szerzej.

– Zawsze jesteś taka defensywna? – docieka. – Nieustannie szukasz drugiego dna i próbujesz przejrzeć intencje innych? A może jesteś jakąś nawiedzoną feministką, która nie może znieść myśli, że facet po prostu mógłby pozwolić sobie na trywialny gest, jakim jest postawienie ci kawy oraz babeczki?

Ten gość zdecydowanie poddaje mnie analizie. Wiedziałam.

Wówczas jego tani garnitur i ciemny SUV nabierają sensu.

– Jesteś z FBI – zauważam.

W końcu Quantico¹ leży rzut beretem stąd.

– Dlaczego tak myślisz? – pyta z uśmiechem.

– No cóż, bez dwóch zdań starasz się mnie prześwietlić, a ten twój samochód i te ubrania idealnie by do tego pasowały. Twój kolega ma na sobie drogi garnitur, którym najwyraźniej chce komuś zaimponować, za to ty nosisz mniej krzykliwy. Twój stosunek do tego drugiego gościa i żartobliwe docinki wskazują na to, że mimo pewnej różnicy w kwestii statusu finansowego jesteście sobie równi. Dlatego też zakładam, że on pochodzi z zamożnej rodziny, a ty musiałeś do wszystkiego dojść sam. Ten SUV też nie wygląda mi na standardową wersję. Przyciemniane szyby są zbyt ciemne, żeby mogły spełniać normy, ale wiem, że FBI ma pewne przywileje ze względów bezpieczeństwa. Coś pominęłam?

Nie podoba mi się, że nadal się uśmiecha, jakby był raczej zaintrygowany niż zaniepokojony. A mi zależało na tym drugim.

– Nie jesteś zawodową profilerką, nie pracujesz ani dla FBI, ani dla żadnej jednostki wojskowej – odpowiada, zbijając mnie z tropu. – Ubierasz się swobodnie, trochę jak artystka, co oznacza, że bardziej cenisz sobie wygodę niż wygląd. Siadasz sama, bo tak lubisz, i ignorujesz wszelkie oznaki zainteresowania ze strony innych. Na pierwszy rzut oka wydajesz się zbyt wyzwolona, co niekoniecznie działa na twoją korzyść. Ale jeśli przyjrzeć ci się uważniej, okazuje się, że masz trudności w budowaniu relacji, ponieważ nie potrafisz nikomu zaufać. Dzięki temu unikasz zranienia, jednak zarazem nie pozwalasz nikomu się do ciebie zbliżyć. Dopiero w nocy, kiedy zamykasz oczy, zdarza ci się opuścić gardę… Tylko wtedy ośmielasz się pomyśleć, jak by to było być z kimś.

Z trudem przełykam gulę, która stanęła mi w gardle. Trafił w dziesiątkę. Rozgryzienie mnie nie powinno być tak łatwe. Całe lata poświęciłam na to, by tego uniknąć.

– Nie widzę na tobie sierści – ciągnie dalej – więc prawdopodobnie nie posiadasz zwierząt domowych, chyba że masz akurat takie, które nie linieją. Choć tak właściwie trudno mi sobie wyobrazić, że mogłabyś przywiązać się do zwierzęcia, wiedząc, że zapewne je przeżyjesz i będziesz musiała zmierzyć się z bólem związanym z jego utratą. Jesteś taka zdystansowana z konieczności, co pewnie wiąże się z jakąś trudną historią w przeszłości, która cię do tego zmusiła. Możliwe, że straciłaś kogoś bliskiego. Być może chodzi o więcej niż jedną osobę. Czyżby życie popchnęło cię w stronę samotności, ale to ty postanowiłaś w niej pozostać?

Kiedy moje serce zaczyna bić gwałtownie, stawiam niepewny krok do tyłu, na co spojrzenie mężczyzny łagodnieje.

– Wybacz – mówi. – Przesadziłem, przepraszam.

W tym momencie podchodzi do nas Pan Bufon.

– Czyli jednak nie straciłem swojego uroku. Po prostu tamta laska była… – urywa, gdy widzi, jak wpatruję się w oczy Pana Profilera.

Czuję się odsłonięta, bezbronna i zagubiona. Nie przywykłam do tego. Tak bardzo się starałam, żeby nikt nie mógł czytać we mnie jak w otwartej księdze.

Tymczasem temu mężczyźnie wystarczyły dwie minuty, by podkopać moją pewność siebie.

– Skocz kupić kilka butelek wody. Przed nami długa droga – zwraca się do Pana Bufona, nie odrywając ode mnie wzroku.

Nie widzę, czy tamten koleś odchodzi, bo jestem zbyt zajęta wpatrywaniem się w te łagodne, błękitne oczy, w których dostrzegam szczerą skruchę.

– Życie jest do dupy – rzuca mimochodem. – A potem umierasz. Równie dobrze możesz cieszyć się nim, póki możesz – stwierdza, co brzmi zdecydowanie bardziej powierzchownie niż jego wnioski sprzed chwili. Jednak tych parę słów wystarczy, aby rozładować napięcie, więc mimowolnie się uśmiecham. Następnie pochyla się, mruga do mnie i dodaje: – Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała pomocy, aby poczuć, że żyjesz, zadzwoń. Mnie też dobrze by to zrobiło.

Gdy się odsuwa, czuję coś w dłoni, chociaż nie zauważyłam, żeby cokolwiek mi podawał. Podchodzi do drugiej strony SUV-a, a ja z uwagą obserwuję, jak wsiada do auta.

W końcu Pan Bufon wraca i zajmuje miejsce pasażera. Ja tymczasem spoglądam na spoczywającą w moim ręku wizytówkę.

Logan Bennett…

Obok jego imienia i nazwiska widnieje numer telefonu. Faktycznie, jest agentem FBI. Kiedy ponownie podnoszę wzrok, widzę, że opiera się o kierownicę i mi przygląda. Tymczasem Pan Bufon zniecierpliwiony otwiera okno.

– Zadzwoń do mnie – powtarza Logan z uśmiechem, po czym odjeżdża.

Rzeczywistość sprowadza się jedynie do iluzji, choć niezwykle trwałej. Tak twierdził Albert Einstein. Mój ojciec zawsze cytował Einsteina, gdy próbował nam wyjaśnić, na czym polegają sekrety świata, a my nie potrafiliśmy tego pojąć. Pamiętam, jak powtarzał te słowa, kiedy nasze życie legło w gruzach. Wiedziałam, że cierpiał najbardziej, a mimo wszystko starał się mnie pocieszyć.

Niemniej Einstein wcale nie pozwala mi zrozumieć, jakim cudem ten facet tak łatwo mnie przejrzał. I dlaczego w tej chwili czuję się tak bezbronna i odsłonięta.

W dłoni wibruje mi telefon. Spoglądam w dół i widzę przypomnienie, które wcześniej ustawiłam.

Muszę być twarda. Muszę. Jeśli tego nie zrobię, szlag trafi skorupę potrzebną mi do realizacji planu, nad którym tak długo i ciężko pracowałam.

Strzepuję z siebie resztki słabości niczym pył, wypuszczam gwałtownie powietrze i podchodzę do samochodu. Jadę dwadzieścia pięć kilometrów, znajduję dom, którego szukałam, ale go mijam. Zatrzymuję się w opuszczonej stodole, a następnie wkładam rękawiczki, kombinezon i wielkie, męskie buciory. Zarzucam na siebie również dwa obciążone kamieniami plecaki, jeden na plecy, a drugi na klatkę piersiową.

Niepostrzeżenie podchodzę do domu, otwieram drzwi, cicho ściągam plecaki i odkładam je ostrożnie na krzesło. Wszystko, co jest mi niezbędne, mam w torbie, więc tylko jej potrzebuję przy sobie. Zdejmuję też ciężkie buty i cicho układam je na jednym z plecaków.

Z piętra dobiega mnie jakiś ruch, więc stawiając bezszelestne kroki, powoli podchodzę do schodów. Miałam cały miesiąc, by dokładnie zbadać podłogę i wyłapać wszystkie deski, które mogłyby teraz zaskrzypieć czy zatrzeszczeć.

Znam rytm jego dnia jak własną kieszeń. Wiem, że za pięć sekund usłyszę szum dobiegający z łazienki.

I rzeczywiście, po chwili stare rury zaczynają jęczeć upiornie, gdy przepływa przez nie woda, więc błyskawicznie pokonuję kolejne stopnie, nie zwracając uwagi na skrzypiące deski, ponieważ prysznic działa tak głośno, że Ben i tak by mnie nie usłyszał.

Kiedy docieram do jego pokoju, mój wzrok natychmiast pada na łóżko. Wiem, że jest singlem, ale odkąd pamiętam, gdzieś z tyłu głowy towarzyszy mi przeczucie, że mogę nieoczekiwanie natknąć się na jakąś kobietę. Wprawdzie sprawdziłam nagranie z kamer na swoim telefonie i nie zauważyłam nikogo, lecz mimo wszystko ta myśl nie daje mi spokoju.

Na widok pustej sypialni wypuszczam pełen ulgi oddech. Oznacza to, że w domu jest tylko Ben i cały jego bajzel.

Kiedy prysznic cichnie, ja czekam już zwarta i gotowa. Życie byłoby łatwiejsze, gdybym mogła użyć paralizatora albo środków uspokajających. Szkoda, że tak nie jest.

Wchodzi z ręcznikiem owiniętym wokół bioder, a wówczas opuszczam dłoń, w której trzymam nóż, i przecinam mu ścięgno Achillesa. Kiedy moje uszy wypełnia przeraźliwy wrzask, dochodzę do wniosku, że moment słabości, który przeżyłam wcześniej przy Panu Profilerze, nie ma wpływu na to, jak słodko brzmi ten dźwięk.

Zbyt długo czekałam, zbyt ciężko pracowałam i zbyt wiele włożyłam w to wysiłku, by nie móc teraz cieszyć się tą chwilą. Powinnam była wiedzieć, że jeden człowiek nie zdoła odebrać mi tej satysfakcji.

Ben upada na podłogę, wyjąc z bólu i obejmując dłonią stopę. Po sekundzie ręcznik, którym był owinięty, spada i moim oczom ukazuje się jego nagie ciało w pełnej okazałości.

Ten widok przyprawia mnie o mdłości.

Lecz przerażenie, które widzę w jego oczach… Ono daje mi endorfinowego kopa.

– Co jest, do kurwy nędzy? Możesz wziąć, co tylko chcesz! – wrzeszczy, szlochając, gdy się zbliżam.

Spogląda na mnie szeroko otwartymi, przepełnionymi strachem oczami.

Kręci mnie jego przerażenie. Pragnę, żeby darł się wniebogłosy jeszcze bardzo – ale to bardzo – długo.

– Przede wszystkim chcę, żebyś wiedział, jak mam na imię – wyjaśniam cichym i jednocześnie upiornym głosem.

Robi jeszcze większe oczy, po czym staje się blady jak ściana, kiedy unoszę zakrwawiony nóż i przesuwam palcem po jego tępej krawędzi.

– Proszę, nie – błaga i bezskutecznie próbuje wstać.

Wiem, że mnie zaatakuje, gdy tylko nadarzy się okazja. Nie jestem na tyle naiwna, by podchodzić zbyt blisko.

Z tylnej kieszeni wyciągam drut i patrzę facetowi prosto w oczy, a on odwzajemnia moje spojrzenie.

– Nie poznajesz mnie, Ben? – pytam kpiąco, przechylając głowę.

Dziesięć operacji temu rozpoznałby mnie od razu.

– Nie. Nie! – krzyczy. – Nie znam cię. To jakaś pomyłka!

Kiedy kucam, dostrzegam, jak zmienia się wyraz jego oczu. Jako że znalazłam się w tej pozycji, on szykuje się do ataku. Uważa, że właśnie popełniłam fatalny błąd.

Gdyby tylko miał świadomość…

– Kiedy widziałeś mnie ostatni raz, miałam szesnaście lat – oznajmiam z ponurym uśmiechem. – Teraz jestem już dorosła. Chcesz się zabawić?

Te trzy ostatnie słowa sprawiają, że w końcu zdaje sobie sprawę z tego, kim jestem. Wiem, bo widzę, jak rozszerzają mu się źrenice, nozdrza drgają nerwowo, a na twarzy maluje się niedowierzanie.

– To ty – szepcze. – Nie. Nie. Wcale nie jesteś do niej podobna. Ona nie żyje – dodaje tym samym przyciszonym głosem.

– A jednak – zauważam, obserwując, jak jego strach powoli zanika, dokładnie tak, jak się tego spodziewałam.

W tej chwili przypomina sobie, jak byłam bezsilna jako tamta przerażona, zrozpaczona, zapłakana dziewczynka. Pamięta, jak łatwo mnie obezwładnił. A jednak jego umysł płata mu figle, skoro wydaje mu się, że to on panuje nad sytuacją mimo bezsprzecznego niebezpieczeństwa.

– Zrobiłeś to na trzy razy – opowiadam, nadal opanowana i gotowa. Pokazuję pozorną słabość, której wcale nie czuję, ale chcę, by jego umysł powrócił do tamtej nocy dziesięć lat temu. – To oznacza, że jesteś mi winny trzy porcje mięsa, każda po pół kilo, przez następne trzy dni – kończę.

Doskonale wiem, co zrobi, jeszcze zanim wykonuje jakikolwiek ruch, więc nie udaje mu się mnie zaskoczyć, kiedy wyjąc z bólu, rzuca się w moim kierunku i próbuje powalić mnie na podłogę. Nóż wbija się w jego ramię aż po rękojeść, a powietrze przecina kolejny przeraźliwy skowyt, podczas gdy obracam się na kolanach i przesuwam za Bena, pozwalając, by runął twarzą wprost na posadzkę.

Wciąż trzymam rękojeść noża, ale wyrywam go w mgnieniu oka, a jednocześnie oplatam drutem szyję faceta i mocno zaciskam pętlę. Kiedy zaczyna się dusić, delektuję się pełnymi bólu jękami, do momentu aż jego ciało staje się bezwładne, a on traci przytomność, balansując na granicy życia i śmierci. Stracił sporo krwi, więc teraz jest zbyt słaby, by się bronić. Zabicie go w tym momencie to byłaby kaszka z mleczkiem.

Niemniej w jego przypadku śmierć nie nadejdzie szybko. Nie wierzę w miłosierdzie.

Na żywca będę odcinać mu kawałki ciała.

Zacznie błagać i skamleć o pomoc. Będzie się modlił, żeby stracić przytomność. Lecz upewnię się, że poczuje wszystko. Zupełnie jak my.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij