To musi się udać - ebook
Ma iść na ślub byłego chłopaka. Teraz musi znaleźć osobę towarzyszącą…
Weronika Czarnecka zostaje niespodziewanie zaproszona na ślub ekschłopaka i byłej przyjaciółki. Za namową koleżanki uznaje, że schowa dumę do kieszeni i pójdzie na uroczystość, lecz nie sama…
Znalezienie partnera, który by jej towarzyszył i pokazał byłemu, że świetnie radzi sobie bez niego, nie jest jednak łatwe. Nikt taki nie przychodzi Weronice do głowy, więc kobieta uznaje, że spróbuje szczęścia na portalach randkowych.
To rozwiązanie nie okazuje się wcale najłatwiejsze. Weronika bierze udział w wielu nieudanych spotkaniach i kiedy traci już nadzieję, poznaje Nikodema Borkowskiego. Mężczyzna zdecydowanie jej się podoba, ale przecież miał jej tylko pomóc odegrać się na eksie.
A może nie?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-894-1 |
| Rozmiar pliku: | 2,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
R.S.V.P
Ku mojemu zdziwieniu na nasze ogłoszenie odpowiedziało sześciu mężczyzn. Nie sądziłam, że zgłosi się ktokolwiek, bo gdy następnego dnia wytrzeźwiałam, w pełni uświadomiłam sobie absurd tego wszystkiego i uznałam, że inni też pomyślą, że to głupie. Tymczasem się okazało, że Natalia, która brała ten plan na poważnie, umówiła mnie już na spotkanie z pierwszym kandydatem.
– Odrzuciłam tego jednego, co proponował kasę za zdjęcie cycków – zakomunikowała, wpatrując się w swój telefon.
W przeciwieństwie do mnie wcale nie wyglądała na zaskoczoną odzewem. Siedząc na kanapie, skubała paznokciami suchą skórkę na ustach i nie zwracała na mnie uwagi, zajęta odpisywaniem na wiadomości.
– A ile proponował? – zapytałam, spryskując liście storczyków specjalną odżywką.
Polecał ją autor jakiegoś bloga o roślinach, więc raz w tygodniu fundowałam kwiatom takie małe spa. Nie wiedziałam, czy to cokolwiek dawało, ale skoro kwitły, to na pewno nie szkodziło.
Nati podniosła głowę i spojrzała mi w oczy bez zaskoczenia. Musiała się spodziewać, że wykorzystam ten moment na żarty.
– Nie pytałam. Ale jeśli jesteś zainteresowana, to dam ci jego numer.
Prychnęłam, kręcąc głową, i wróciłam do storczyków. Musiałam je trochę poprzestawiać, żeby zmieścić fikusa przytarganego do domu wraz z zaproszeniem na ślub. Ostatecznie stanął kawałek od okna.
– Dobra, umówiłam cię z tym gościem w Starbucksie na Rynku. Uznałam, że tam będzie bezpiecznie, wiesz, jakby się jednak okazał jakimś _creepem_, to raczej nie zrobi sceny w tłumie. Ale idę z tobą.
Zerknęłam na Natalię ponad właśnie spryskiwanym storczykiem.
– Nie potrzebuję przyzwoitki.
– To dla twojego bezpieczeństwa. Nie martw się, nawet nie wejdę do środka, poobserwuję was z drugiej strony ulicy. A jakby się coś działo, to interweniuję.
– Trochę dużo tych środków ostrożności.
– Świat jest pełen świrów. Nawet się nie spodziewasz, kto może się nim okazać.
– Dlatego każesz mi iść na randkę z nieznajomym? – Uniosłam sceptycznie brew, nieco rozbawiona sytuacją.
W końcu plan polegał w głównej mierze na tym, żeby zaufać komuś, kogo nie znałam.
– Jakoś trzeba poznawać ludzi. Ważne, żeby z głową. – Postukała się palcem po skroni, rzucając mi sugestywne spojrzenie.
Uśmiechała się lekko, dumna z siebie niczym paw. Widziałam, że cała ta akcja sprawiała jej frajdę, dlatego nic nie mówiłam, nawet jeśli czułam się z tym nieco niekomfortowo. Rozumiałam, że w dzisiejszych czasach umawianie się z ludźmi poznanymi w sieci to nic takiego, ale jednocześnie czułam jakąś nieśmiałość na myśl, że mam pójść do kawiarni z kimś obcym. Poza tym tak naprawdę nie szłam na randkę, tylko w konkretnym celu: znaleźć partnera na wesele. Nie zamierzałam przecież rzucać się na tego gościa, kimkolwiek był. I paradoksalnie, ta świadomość jeszcze bardziej mnie uwierała. Jakbym szła na rozmowę o pracę, ale jako kadrowa.
– Pamiętasz, jak ma na imię?
– Robert, lat dwadzieścia dziewięć, sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu…
– Mógłby być trochę wyższy – wtrąciła Natalia, kiwając lekko głową, zadowolona z tego, ile zapamiętałam.
Z tym nigdy nie miałam problemów, to z czytaniem mi nie szło, więc jak już raz coś przeczytałam, wolałam tego nie powtarzać, stąd moja dobra pamięć. Pamiętałam wszystko, o czym rozmawiałyśmy.
– …mechanik samochodowy. Mamy się spotkać o siedemnastej w sobotę. Powiedziałaś mu, że włożę zieloną sukienkę – kontynuowałam, niezrażona, że wcięła mi się w słowo.
– Zielony to twój kolor – przyznała z ukontentowaniem. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
Doskonale wiedziałam, którą kreację miała na myśli. Również uważałam, że dobrze w niej wyglądam.