Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

To nie fair - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 stycznia 2026
29,99
2999 pkt
punktów Virtualo

To nie fair - ebook

Wnerwiusz umie zachować spokój w każdej sytuacji. I właśnie tym spokojem potrafi doprowadzić innych do szału. Najbardziej swoją siostrę Nieferkę, która każdego dnia znajdzie coś, co wydaje jej się nie fair.

A przecież w tej rodzinie każdy ma swoje dziwactwa: mama Cierpliwka żyje według planu, dopóki coś nie wywróci go do góry nogami, a tata Zasadeusz wymyśla zasady, których sam nie przestrzega.

Gdy Wnerwiusz zaczyna mieć kłopoty w piątej klasie, a najlepszy przyjaciel wybiera towarzystwo dziewczyny, jego świat staje na głowie. A to dopiero początek – do jego pokoju wprowadza się dziadek Poradeusz ze swoimi nawykami, poradami i stertą rzeczy.

To nie fair to pełna humoru i czułości powieść o rodzinie, w której każdy jest wyjątkowy. Głównym bohaterem jest chłopiec, który widzi świat inaczej i ukazuje swoją postawą, że bycie sobą to prawdziwa moc.

Biografia autorki: Nina Bylicka-Karczewska – warszawianka z urodzenia, dziś żyje spokojniej pod miastem. Autorka powieści społeczno-obyczajowych („Papierowa miłość”, „Krucha miłość” – wyd. Replika) oraz współzałożycielka Bloku Pisarskiego. Mama Igi i Leszka, którzy są jej najlepszymi recenzentami i źródłem pomysłów. W swojej twórczości, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, koncentruje się na relacjach. Pisze o emocjach: tych, które zbliżają, i tych, które potrafią oddalić.

„To nie fair” to jej debiut w literaturze dla młodszych czytelników – pełen humoru i rodzinnych perypetii.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dla młodzieży
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788366339705
Rozmiar pliku: 2,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

_NINA BYLICKA-KARCZEWSKA – warszawianka z urodzenia, dziś żyje spokojniej pod miastem. Autorka powieści społeczno-obyczajowych („Papierowa miłość”, „Krucha miłość” – wyd. Replika) oraz współzałożycielka Bloku Pisarskiego._

_Mama Igi i Leszka, którzy są jej najlepszymi recenzentami i źródłem pomysłów. W swojej twórczości, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, koncentruje się na relacjach. Pisze o emocjach: tych, które zbliżają, i tych, które potrafią oddalić._

_„To nie fair” to jej debiut w literaturze dla młodszych czytelników – pełen humoru i rodzinnych perypetii._ROZDZIAŁ 1

WKURZLIWOŚĆ

Uważałem się za najbardziej spokojnego człowieka na świecie. Nic nie wytrąciłoby mnie z równowagi. Co innego, jeśli chodzi o resztę ludzi. Oni wkurzali się często: na siebie, na rodzinę, na kolegów, na pogodę, że za zimno, za ciepło, pada, nie pada. Wkurzali się na to, na co nie mają wpływu. A zwłaszcza gdy coś nie szło po ich myśli. Albo jak moja ciotka Kaśka, która dostała szału, że jej mąż nie domyśla się, o co jej chodzi. Szczerze mu współczuję. Bo jak tu odgadnąć, że akurat w piątek była premiera filmu z jej ulubionym aktorem i ciotka czekała, aż wujek ją zabierze do kina. Nie zabrał. Dla mnie to oczywiste, skoro mu nie powiedziała. Ale ona wyciągnęła całą artylerię argumentów dotyczących tego, że są małżeństwem trzydzieści lat i chyba powinien wiedzieć, co jej sprawia przyjemność, a tym bardziej tę przyjemność powinien jej zapewniać.

NAPRAWDĘ NIE UFAM LUDZIOM, KTÓRZY OCZEKUJĄ, ŻE TRZEBA SIĘ CZEGOŚ DOMYŚLIĆ, CZYLI ZAKŁADAJĄ, ŻE KTOŚ IM CZYTA W MYŚLACH.

Ludzie wkurzali się też na mnie. W domu mówili na mnie Wnerwiusz, ale to dlatego, że ich wnerwiałem swoim opanowaniem. Najbardziej wkurzała się na mnie moja siostra Nieferka, dla której wszystko było niesprawiedliwe.

Kiedy dowiedziała się, że to piszę, obwieściła światu największą podłość: że to ja zostałem narratorem historii. Ewentualnie, jeśli mama pozwoliłaby jej zrobić ilustracje, mogłaby uznać, że to już bardziej fair, a jej rola w zasadzie jest ważniejsza od mojej. Ale zanim to się stanie, nasłucham się wielokrotnie o nieuczciwych praktykach wobec małych dziewczynek, młodszych sióstr i całej płci żeńskiej.

Nie rozumiałem, po co się złościć. Naprawdę.

Nieferka zawsze musiała postawić na swoim. Raz przeczytała nazwisko reżysera Jamesa Camerona jako CamerUn. Poprawiłem ją, a ona na to uparcie, że tam jest U w środku. No więc zwróciliśmy się do wyższej instancji, czyli mamy, z prośbą o rozstrzygnięcie. Tak jak sądziłem, mama potwierdziła, że w środku nie ma U. Na co Nieferka:

– Ale przecież ja tylko pytałam, czy w środku jest O, a wy mówicie, że nie. – Rozłożyła przy tym teatralnie ręce, a jej mina wyrażała zwątpienie w nasz intelekt.

Cała ona: jeśli okazywało się, że nie ma racji, odwracała kota ogonem, żeby ze mnie lub innych zrobić wariatów. Nigdy nie wiedziałem, kiedy będzie milusia, a kiedy zacznie ciskać piorunami.

W szkole złościli się na mnie za brak zaangażowania. ZAANGAŻOWANIE – słowo roku. Nie podnosiłem ręki i nie zgłaszałem się do odpowiedzi, chociaż zapytany udzielałem rzeczowych informacji, no więc dlaczego się nie dzieliłem swoim wnętrzem? Dodatkowo nie wyrywałem się do pomagania kolegom, nie uczestniczyłem we wspólnotach i grupach, nie byłem aktywny i towarzyski. Coś wam zaświtało? Mama wytłumaczyła mi, że to typowe dla introwertyków i wszystko ze mną w porządku. Lubiłem ludzi, ale w małych dawkach. Czasem męczyłem się, gdy ktoś mówił za dużo, szczególnie gdy w moim odczuciu podawał niepotrzebne informacje.

Lubiłem spędzać czas ze sobą. Choć trudno wytłumaczyć, o czym wtedy myślałem. Pytania w stylu: „Smutny jesteś? Co się stało?” – trącały nieprzyjemnie moją tarczę spokoju. Jak wytłumaczyć komuś, że akurat rozważam ostatnią partyjkę w ulubioną grę i analizuję, ile dodatkowych mieczy powinienem zdobyć, aby wyrzucając kośćmi dwie szóstki, zabić smoka? Nieferka często ze mną grała, ale gdy przegrywała, to zaczynała wrzeszczeć:

– To nie fair, bo ty zawsze wygrywasz!

To bardziej fakt niż zarzut, więc nigdy nie wiedziałem, jak pohamować jej furię. W trakcie ataku wściekłości jej grube, falujące włosy prawie stawały dęba, pożerały jej policzki i cała Nieferka przybierała postać włochatego potworka.

– I tak cię kocham – mówiłem w takich sytuacjach.

– Co to znaczy: i tak? Chcesz powiedzieć: pomimo czego?!

Musiałem przyznać, że jak na pierwszoklasistkę była elokwentna. Szybko nauczyła się mówić i nikt by jej nie przegadał. W takich przepychankach słownych łapała się dłońmi pod boki, gotowa na awanturę.

– No, pomimo twojej wściekłości i tak cię kocham – dukałem, bo łypała spod włosów opadających na twarz.

– Nienawidzę cię – stwierdzała nabzdyczona.

Wiedziałem, że to nieprawda; że tylko tak mówiła. Lepiej było to przemilczeć, bo gdyby się nakręciła, to zaczęłaby nienawidzić całego świata.

*

Każdy dzień u nas wyglądał tak samo. Sądziłem, że mama, którą w domu nazywaliśmy Cierpliwką, odlicza każdą czynność co do sekundy. Na ubranie miałem trzy minuty, na zjedzenie śniadania piętnaście minut, potem kolejne trzy minuty na przygotowanie się do wyjścia z domu. Ona pilnowała wszystkiego, a miała tych spraw sporo, jak obudzenie nas, zrobienie śniadania do szkoły, a dla Nieferki jeszcze pakowała ciepły obiad do termosu. Musiała pamiętać o procedurze: zagotować wrzątek, zalać termos na kilka minut, zagrzać jedzenie, wylać wodę z termosu – i dopiero do tak nagrzanego załadować jedzenie. Potem oczywiście jechała do biura i tam jako analityczka biznesowa albo – jak mówiła Nieferka – biznetyczka analesowa (często przekręcała słowa, jak wszyscy w naszej rodzinie – dowód, że nie jesteśmy normalni) wykonywała jakieś dziwne zadania. Po skończeniu odbierała nas i wpadała w rodzinny młyn. Co oznaczało szykowanie jedzenia i zabawy w chowanego, berka, rozkładanie gier planszowych albo odgrywanie scenek z lalkami. Sprzątanie specjalnie nie zajmowało głowy Cierpliwce. Mieszkanie miało służyć nam, a nie przypadkowym gościom. Lubiłem tę teorię.

Czasami coś w jej planie się psuło. Na przykład w pośpiechu z szafki wypadł jej talerz i jego roztrzaskane kawałki poleciały po całej podłodze. Cierpliwka, marszcząc słodki (jednak w moim odczuciu mysi) pyszczek, patrzyła na zegarek, wzrokiem próbowała go zatrzymać, aby dać sobie czas na posprzątanie. Zdarzało się, że z jakiegoś nieoczekiwanego powodu nie zdążyła zjeść swojego śniadania. A raz w pośpiechu zapomniała kurtki do pracy. Była jesień i tylko dziesięć stopni na zewnątrz. Nie wróciła po nią do domu. Dla takiej superbohaterki jak ona to nic wielkiego. Potem co prawda kaszlała przez kilka dni, ale w życiu nie położyłoby jej to do łóżka.

Cierpliwka codziennie sprawdzała prognozę pogody. Kiedy inni chodzili w kurtkach i czapkach zimowych, moja mama wiedziała, że tego dnia będzie dwadzieścia stopni i nie ma co się wygłupiać. Ale była też czujna i kiedy się ochłodziło, dawała nam kurtki. Miałem wrażenie, że bardziej dba o nas niż o siebie. Mamy tak robią, prawda? Czasem, kiedy jej bateria traciła moc, zamykała się w swoim pokoju i mówiła, że potrzebuje czasu dla siebie. Szanowaliśmy to, chociaż nie zawsze tak było. Kiedy byłem młodszy, nie pojmowałem, po co rozdzielać się z mamą i dlaczego ona miałaby chcieć być z dala ode mnie. Z czasem to bardziej do mnie docierało. Po prostu jej pokłady cierpliwości miały swoje granice. Odkąd pojawiła się Nieferka, ten zbiornik wyczerpywał się szybciej.

Tata rozumiał to lepiej od nas i od razu nas zabierał i zabraniał nam wchodzić mamie na głowę. Chciałem się kłócić, że ja nigdy nie wchodzę mamie na głowę. Może na kolana, ale głowę? Potem, kiedy na polskim przerabialiśmy środki stylistyczne i inne farmazony, załapałem, że to przenośnia. W każdym razie: odkąd zostałem starszym bratem, razem z tatą musiałem zabawiać Nieferkę.

Tata, który w naszym domu zwany był Zasadeuszem, wymyślał fajne zabawy. Oczywiście istniały pewne zasady, na które machaliśmy ręką, kiedy zostawaliśmy pod wyłączną opieką taty. Na przykład wtedy, kiedy stworzyliśmy w salonie jaskinię ze wszystkich dostępnych poduszek i kołder porozkładanych na krzesłach. A w środku, zupełnie niechcący, rozsypały się przekąski, chipsy i ciastka. Cierpliwka, kiedy wyszła ze swojego pokoju, stała się jakby bardziej zmęczona, niż była wcześniej, ale nie powiedziała nic, co mogłoby zepsuć zabawę. Nieferka wciągnęła ją do jaskini, w której siedział tata, utknąwszy między jednym krzesłem a drugim. Wydawał z siebie ryczące dźwięki, a mama, odniosłem wrażenie, patrzyła na niego jak na bobasa, który znowu zsikał się w pieluchę i trzeba go przebrać – czyli z mieszanką obrzydzenia i pobłażliwości.

Zasadeusz uwielbiał wymyślać nowe reguły, których niestety sam nie przestrzegał. Na przykład: dzień bez gier, dzień bez telewizora, tydzień bez słodyczy, jemy tylko mięso, nie jemy chleba, nie jemy płatków, idziemy spać o dwudziestej i tak dalej. Z reguły te zasady istniały jednorazowo, ale nikt się oficjalnie nie przeciwstawiał Zasadeuszowi, bo on na wszystko miał mocne argumenty. Ogólnie Zasadeusz kierował się naszym dobrem. Chociaż często moja i Nieferki definicja dobra stała w sprzeczności z jego. Nieferka uwielbiała jeść na kanapie i oglądać bajki. Zdarzało się, że coś jej pociekło na łóżko, rozlała napój albo wtarła w siedzisko farsz z pierogów. Zasadeusz ogłaszał w takiej sytuacji, że koniec z jedzeniem na łóżku, normalni ludzie jedzą przy stole, o określonych porach. Ale my nie byliśmy normalni, to pewne, więc po wygłoszeniu tyrady Zasadeusza wracaliśmy do starych schematów, a on zapominał o pozorach normalności aż do kolejnego razu.

*

Nieferka od maleńkości była tą odważną, szczególnie w kwestii jedzenia. Próbowała wszystkiego: od cytryny, poprzez tuńczyka, aż po flaki. W ogóle posiadała radar jedzeniowy. Wystarczyło, że ktoś coś przełknął, a ona od razu:

– Co jesz? Ja też chcę.

Zasadeusz co i rusz przekradał się, udając, że nic nie chowa w policzkach, a mama przemycała kanapki pod bluzą.

Ja z kolei miałem dobry słuch. Przed zaśnięciem dobrze wychwytywałem skrzypienie lodówki albo nasypywanie płatków śniadaniowych przez Zasadeusza. Postanowiłem kiedyś mu to wypomnieć, gdy wprowadzi zasadę: nie jemy po dwudziestej drugiej!

Mój stosunek do jedzenia to osobna historia. Kolory, konsystencje i zapachy odrzucały mnie. Szczególnie warzywa. Zasadeusz wymyślał różne metody: marchewka w kształcie dinozaura, kalafior w panierce jak kurczak, kanapka z ogórkami w kształcie Elmo... Niestety, atrakcyjne opakowanie nie mogło zmienić faktu, że warzywa śmierdziały. Wzruszała mnie aktywność taty w poszukiwaniu metod na zmianę preferencji wybrednego syna i jednocześnie byłem wdzięczny, że mama cierpliwie znosi moje dziwactwa.

*

Z zasypianiem u nas było tak, że Zasadeusz nagle się podrywał i mówił, że musimy iść spać. Wtedy ja i Nieferka kłóciliśmy się, do kogo jako pierwszego przyjdzie mama. Z reguły mama szła najpierw do Nieferki. Gadały dosyć długo, bo Nieferce rozwiązywał się język. Słyszałem ich śmiechy, a czasem nawet płacz. Bo przy kim najlepiej się rozpłakać, jeśli nie przy Cierpliwce, która spokojnie wysłucha i wesprze? Nieferka potrafiła jej wykrzyczeć:

– To, co mówisz, mnie nie motywuje, nie wspierasz mnie!

Cierpliwka to spokojnie znosiła i dobierała lepsze słowa, aż w końcu Nieferkowe ciałko wtuliło się w nią i usypiało spokojnie. Potem Cierpliwka wpadała do mnie. Lubiłem zasypianie, bo gadaliśmy o tym, co w szkole. W ciągu dnia raczej nie chciało mi się o tym opowiadać, ale kiedy leżeliśmy sami, pewne sprawy wydawały się ważne.

– Wiesz, że Radek z nudów ściągnął gacie na matematyce?

Mama słuchała mnie uważnie, nie widziałem jej myszkowatej twarzy, ale na pewno marszczyła czoło na wieść o szkolnych rewelacjach. W końcu mówiła, że musi jeszcze uśpić tatę.

– Przytul mnie, bo mnie nie przytulałaś! – wołałem, kiedy już stała przy drzwiach pokoju.

Cierpliwka wracała i tuliła mnie z całej siły. A potem z pokoju obok słyszałem:

– To jest nie fair, że go usypiasz, on jest za duży na usypianie!

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij