-
nowość
-
promocja
-
W empik go
Toto. Kotka ninja i katastrofa supergwiazdy. Tom 3 - ebook
Toto. Kotka ninja i katastrofa supergwiazdy. Tom 3 - ebook
Gdy uczestnikom największego kociego festiwalu muzycznego grozi niebezpieczeństwo, tylko jedna bohaterka może uratować sytuację – odważna kotka Toto!
"Toto. Kotka ninja i katastrofa supergwiazdy” to zabawna i dynamiczna opowieść dla młodych czytelników, którzy lubią zwariowane przygody, tajemnice i bohaterów o wielkim sercu. Główna bohaterka, Toto, na pierwszy rzut oka wygląda jak zwyczajna kotka. W rzeczywistości jest jednak prawdziwą mistrzynią ninja – zawsze gotową do działania, gdy ktoś potrzebuje pomocy.
Arcyksiążę Ferkot zamierza zahipnotyzować publiczność Koten’era – najbardziej kociastycznego festiwalu muzycznego na świecie – i wprowadzić w życie swój niebezpieczny plan. Czy Toto uda się przechytrzyć złoczyńcę i uratować wielkie muzyczne święto? Aby to zrobić, będzie musiała wykorzystać wszystkie swoje ninja-umiejętności, spryt i odwagę.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: | brak |
| ISBN: | 978-83-8449-075-4 |
| Rozmiar pliku: | 17 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Toto doskonale wiedziała, że ma tylko jedną szansę na to, by złapać przywódców psiej szajki zajmującej się kradzieżą kości. Od sześciu miesięcy okradali psy Londynu z NAJWIĘKSZYCH PRZYSMAKÓW. To miała być jakaś grubsza akcja. Szykowała się duża dostawa. Jeśli nie uda się złapać ich dzisiaj wieczorem, nie wiadomo, kiedy będzie kolejna okazja.
Kradzież kości spotkała się oczywiście z wielkim oburzeniem. Wiadomo, psy, gdy są niezadowolone, dają temu wyraz. Nie to co koty. Te się złoszczą raczej po kociemu. Czyli na swój indywidualny sposób. A psy się złoszczą stadnie. Cała ich londyńska populacja ujadała nocą, a do tego zaciekle kopała w ziemi. Tej nocy w Londynie nikt nie zmrużył oka. Z powodu tego hałasu wszyscy – ludzie i zwierzęta – byli dzisiaj rozdrażnieni. Toto więc naprawdę czuła presję, by szybko rozwiązać tę sprawę.
– Psy przecież powinny być zawsze lojalne. Wszak lojalność jest podstawą przyjaźni. A tu proszę – okradają się nawzajem z kości. I po co to wszystko? Jak przypuszczam, dla jakichś ŁAKOCI – mruknęła sama do siebie.
Czekała z niecierpliwością, aż jej brat Sreberko wróci do ich kryjówki położonej wysoko na dachu. Mieli z niej wspaniały widok na pobliski magazyn. Byli pewni, że to tam ukryto kości, do czasu aż zostaną wywiezione ze stolicy przez psią szajkę.
Była to już siódma misja Toto, odkąd Larry, jej szef i dyrektor brytyjskiego oddziału elitarnego klubu kotów ninja, wskazał ją na swoją zastępczynię. Toto była zachwycona. Podobała jej się rola kotki ninja. I choć była prawie całkowicie niewidoma, to radziła sobie – z niewielką pomocą kociego braciszka – znakomicie. Wspólnie zdołali już:
• pokonać GANG SZCZURÓW grasujący na południowym brzegu Tamizy,
• wytropić ŚWINKI MORSKIE, które brały udział w procederze fałszowania ogórków (kto by pomyślał, że są na nie łase?),
• doprowadzić do zamknięcia nielegalnego CYRKU MRÓWEK, który był słabo widoczny nawet dla Sreberka,
• ujawnić korupcję organizatorów konkursu piękności dla MOPSÓW,
• rozwiązać zagadkę związaną z SZAJKĄ WĘGORZY specjalizujących się we wślizgiwaniu się do sejfów.
Teraz byli o krok od rozbicia siatki handlarzy kośćmi. Larry ufał im całkowicie – w końcu wszystkie sprawy, które do tej pory prowadzili, zakończyły się sukcesem. Dzięki nim zwierzęta znów były bezpieczne. W sumie nie mieli na co narzekać. Jedynym minusem był dla Toto nagły wzrost popularności – ich nazwisko pojawiało się na łamach
„Zwierzęcego Detektywa”
częściej, niż by sobie życzyła. A przecież ninja powinni działać incognito!
No, ale jej brat tak uwielbiał czytać listy od swoich wiernych fanów…
– Bułka z masłem! – oświadczył Sreberko, wskakując z uśmiechem na dach. – Wszystkie kości leżą na parterze w pudłach. Cuchną nieprzeciętnie! Psy naprawdę mają chyba coś nie tak ze smakiem… Pilnują ich w pięciu, same bulmastify z wyjątkiem jednego jack russell terriera, który – nie żartuję – dowodzi całą resztą. Poradzisz sobie z łatwością. Wystarczy przejść po drucie między tym a tamtym punktem, wejść przez świetlik, a potem po prostu trzeba zrobić, co należy. Dam znak Wioletcie i reszcie ekipy i voilà! O ósmej powinniśmy już jeść kolację u Kocipyszczka!
Wioletta Warkot była ich psią przyjaciółką. Stała obecnie na czele ZBŚ, czyli Zwierzęcego Biura Śledczego. Poznali ją, gdy jako tajna agentka pomogła im udaremnić niesłychany skok na ser nikczemnego Arcyksięcia Ferdykota. AKF widziany był ostatnio, kiedy jego barka wypełniona camembertem wpływała na wzburzone wody Morza Północnego. Ale gdzie znajdował się w tej chwili, tego nikt nie wiedział…
Toto była pewna, że jeszcze na siebie wpadną, ale na razie wspólnie z Wiolettą, łapa w łapę, dniami i nocami zapewniały bezpieczeństwo londyńskim zwierzakom.
– Chyba żartujesz, braciszku! – Toto się zaśmiała, po czym pokręciła głową. – Jeśli mam iść po tym drucie, ty musisz pójść ze mną! Tak łatwo się nie wymigasz! Poza tym również na miejscu przydadzą mi się twoje oczy.
– No dobrze – zgodził się niechętnie Sreberko. – Choć te psy naprawdę są potężne i… potężnie uzębione.
Toto poklepała braciszka po plecach.
– Ty się zajmiesz terierką. Większe psy biorę na siebie. Chodź już, ruszajmy czym prędzej!
Skradając się niczym… najprawdziwsze NINJA, koty przedostały się na sąsiedni dach po drucie. Toto szła pierwsza, po czym bezszelestnie zeskoczyła na dół. Tuż za nią stąpał Sreberko.
– Ej, siostrzyczko! Chcesz zobaczyć moją nową sztuczkę? – zapytał beztrosko.
– Co takiego? NIE – syknęła cicho Toto. – To nie jest czas ani miejsce na demonstrowanie sztuczek!
Ale było już za późno. Sreberko dokładnie w tej chwili wykonywał swoje popisowe salto (szczerze mówiąc, szło mu całkiem nieźle!). Lecz niestety w tej ciemności źle oszacował odległość i zamiast bezpiecznie wylądować obok siostry,
spadł
prosto
przez otwarty
świetlik
na podłogę.
Sam upadek nie byłby wcale takim problemem – no bo kto, jeśli nie koty zawsze spadają na cztery łapy? Problemem były psy, które po chwilowej dezorientacji prędko otoczyły kociego intruza. Zanim jednak któryś z nich zdążył się odezwać, Sreberko przejął inicjatywę. Przynajmniej w pewnym sensie…
– Witam! Dobry wieczór! Bardzo miło was poznać! Pozwólcie, proszę, że się przedstawię. Moje nazwisko Srebro. Inspektor Srebro. I przybywam tutaj z… hmm… z… Inspektoratu Nadzoru… Kości. Chciałem się tylko upewnić, czy prowadzona tu powyżej, to znaczy poniżej, działalność… No, czy wszystko odbywa się legalnie. Czy mają panowie wszystkie, ekhm, dokumenty. To taka rutynowa kontrola, ale, no cóż, TAKIE SĄ ZASADY.
Bulmastify spojrzały po sobie, nieco zdezorientowane.
– No dalej, panowie. Nie mam zamiaru spędzić tu całej nocy. – Sreberko zaczął niecierpliwie postukiwać łapą. Kilka metrów wyżej przerażona Toto przysłuchiwała się temu zajściu.
„Rozszarpią go na strzępy”, pomyślała.
Ale, co było dla niej jednak pewnym zaskoczeniem, jej brat odnalazł się w tej sytuacji lepiej niż wspaniale. „I do tego jaki jest elokwentny”, przyznała z uznaniem.
– Cóż, oczywiście. Już się robi, proszę pana! Derek, gdzie są wszystkie dokumenty? – zwrócił się jeden mastif do drugiego.
– Lepiej się pospieszcie. Nie chciałbym być zmuszony ukarać panów grzywną. – Sreberko coraz bardziej wchodził w rolę inspektora.
– Już działamy. Najmocniej przepraszam…
– CO SIĘ TU DZIEJE? – Nagle jak spod ziemi wyrosła mała, lecz OGROMNIE wściekła terierka.
– Och, szefowo, bo ten pan jest z… z… jak… jak się ten urząd na… nazywa? – Jeden z psów zaczął się z nerwów jąkać.
– Inspektorat Nadzoru Kości – zaczął wyjaśniać Sreberko, ale czuł, że stąpa już po kruchym lodzie. – Jestem tutaj w celu przeprowadzenia kontroli i sprawdzam, czy wszystko się odbywa w pełni legalnie…
– GŁUPCY!!! – warknęła terierka. – Nie istnieje taki urząd! A nawet jeśli, to na pewno nie ma tu nic do gadania! Nie mam pojęcia, kim jest ten żartowniś, ale stawiam, że to ktoś z ZBŚ. A zatem do dzieła – rozszarpać go! Na strzępy!
Sreberko przełknął głośno ślinę, podczas gdy cztery mastify oplotły go ciasnym kręgiem.
– No cóż, panie inspektorze, TAKIE SĄ ZASADY – warknął jeden z nich szyderczo, po czym się oblizał.
– To teraz moja kolej – powiedziała do siebie Toto i zanurkowała głową w dół przez świetlik. Na szczęście pomieszczenie było dobrze oświetlone,
więc dostrzegła jakieś niewyraźne cienie. Wylądowała na podłodze z gracją, po czym się wyprostowała i – ku zaskoczeniu psów – stanęła tuż obok brata.
– To jak, braciszku? Dasz sobie radę z tamtą żałosną zrzędą? – Wskazała na terierkę. – Ja w tym czasie zajmę się tymi zbójami!
– No pewnie, siostrzyczko… To znaczy… spróbuję!
– Zatem do ATAAAAKu,NINJA!
Toto w jednej chwili wykonała obrót i serię wykopów, których się uczyła od Ventury – starego włoskiego mistrza sensei. Jeden z ciosów Toto nazwała nawet jego imieniem – polegał na wykonaniu dokładnie dwudziestu czterech delikatnych popchnięć, a następnie pokonaniu przeciwnika jednym pazurem. Po kilku sekundach wszystkie psy leżały już na ziemi.
Sreberko miał nieco większy kłopot z zadziorną terierką – nie dawała się łatwo pokonać. Kot naprawdę robił, co w jego mocy, ale w pewnej chwili terierka powaliła go na grzbiet.
– Pan inspektor coś dzisiaj nie w formie! – Roześmiała się szyderczo, łapiąc Sreberko za szyję.
– Inspekcja zakończona! – zawołała Toto i wykonała spektakularny wykop, po którym terierka runęła prosto na stos kości. Kotka podała bratu łapkę i pomogła mu się podnieść z ziemi. Dokładnie w tym momencie ktoś wyważył drzwi wejściowe i na teren budynku wkroczyła Wioletta wraz z grupą funkcjonariuszy ZBŚ.
– Wioletta Warkot, ZBŚ! Poddajcie się albo…
Nagle przerwała i rozejrzała się dokoła. Ewidentnie była pod wrażeniem.
– Dobrze się spisaliście! – zwróciła się z uznaniem do Toto i Sreberka.
– O tak, daliśmy im nieźle popalić. – Sreberko aż się napuszył z samozachwytu, a Toto tylko pokręciła głową. Jej brat tak naprawdę sprawiał wrażenie wyczerpanego, z trudem stał na własnych łapach.
– Przejmiesz tych delikwentów? – zwróciła się Toto do Wioletty, po czym opuściła pomieszczenie, podtrzymując swojego chełpliwego braciszka. Do magazynu weszła reszta zespołu ZBŚ i z radością przystąpili do aresztowania psów (przy okazji zgarniając po kości na własny użytek). Larry, szef ekipy, stał oparty o pobliską ścianę, przyglądając się całemu widowisku.
– I znowu sukces! No nieźle… W ciągu zaledwie kilku miesięcy udało wam się udaremnić siedem przestępstw! Wielkie brawa, Toto! Spisaliście się naprawdę znakomicie. Dzięki wam londyńska populacja zwierząt może czuć się bezpiecznie.
– Dzięki, szefie! – odezwał się Sreberko. – Nie było lekko, ale jakoś daliśmy radę. Prawda, siostrzyczko?
Toto się zaśmiała.
– No pewnie, braciszku!
Larry poklepał kotkę po ramieniu. Doskonale wiedział, że to ona wykonała najcięższą robotę. Ale wiedział też, że i Sreberko jest NIEOCENIONYM członkiem grupy.
– Myślę, że oboje zasłużyliście na porządne wakacje. Weźcie sobie parę tygodni wolnego i solidnie odpocznijcie, dobra?
Koty ochoczo przytaknęły. Cóż, Toto musiała uczciwie przyznać, że choć była ninja, to przede wszystkim była kotem… A dla kotów nic nie stanowi większej wartości niż porządne spanko. Wszakże sen trwający krócej niż dwadzieścia godzin był poważnym naruszeniem kocich praw! Po miesiącach tej wyczerpującej pracy nie marzyła już o niczym innym.
– Ale teraz – kontynuował Larry – chciałem was zaprosić na kolację. Jeśli dobrze pamiętam, mieliśmy się wszyscy zobaczyć z szacownym Kocipyszczkiem!
– Tak! –
ucieszył się Sreberko. – Chodźmy na żaaaaareeeeeełkooooooo!
Kolacja odbywała się w pałacu królewskim w Szczurogrodzie – stolicy Szczurzego Londynu. To tam mieszkał ojciec Kocipyszczka. Szczurogród, jedna z pięciu szczurzych dzielnic miasta, znajdował się jakieś piętnaście metrów pod główną ulicą Camden. Było tam (jak na szczurze standardy) uroczo i bardzo wytwornie. Centralnym punktem miasta był PAŁAC KRÓLEWSKI – olbrzymi budynek zbudowany w całości ze szklanych butelek po coli. Wyglądał oszałamiająco, choć wizyta w tamtejszej toalecie była jednak dość krępująca.
Toto i Sreberko poznały Kocipyszczka tuż po przybyciu z Włoch do Londynu i od tego czasu byli najlepszymi przyjaciółmi. Kocipyszczek był co prawda szczurem, ale wyglądał zupełnie jak kocur. Był powszechnie lubianym jegomościem. Nosił się niezwykle stylowo, wszak wszystkie swoje ubrania kupował u rodziny lisów, która prowadziła renomowany zakład krawiecki przy Savile Raw. Kocipyszczek był bardzo przyjaznym szczurem i choć słabo radził sobie w bójkach, miał w sobie odwagę lwa. Okazał się szczególnie pomocny w tropieniu eksninja Arcyksięcia Ferdykota – tego, który miał niecny plan przejęcia światowych zapasów sera.
Kocipyszczek zorganizował naprawdę WYSTAWNĄ KOLACJĘ. Koty mogły się zajadać wybornym rosołkiem oraz wspaniałą pieczenią wołową z licznymi dodatkami (dla Toto była miska serowego makaronu, gdyż to jej największy przysmak!). Na deser przewidziano GIGANTYCZNY SERNIK. A wszystko to można było popijać olbrzymimi ilościami mleka. Ktoś mógłby pomyśleć, że Kocipyszczek dysponuje własną krową. Krowy co prawda nie miał, ale znał się dobrze z pewną uroczą Fryzyjką o imieniu Mila, która prowadziła niewielką mleczną farmę gdzieś na północ od Londynu i sprzedawała mu mleko w niezwykle przystępnej cenie.
Sreberko czym prędzej pożarł swoją porcję, po czym rzucił się na talerz hamburgerów z resztek. Był to raczej szczurzy przysmak, bo żaden szanujący się kot nie tknąłby takich obrzydliwości – nikt nie był pewny, co trafia do tych mielonych. Ale Sreberko zdawał się tym wcale nie przejmować. Zajadał się hamburgerami z wielkim apetytem.
Do wieczerzy zasiedli też:
• Jego Szczurza Wysokość Henryk Rattinoff VIII, ojciec Kocipyszczka (nieco napuszony, choć bardzo tchórzliwy gaduła),
• Larry,
• wściekle głodna Wioletta, która spóźniła się na kolację, gdyż musiała wypełnić na miejscu zbrodni mnóstwo dokumentów.
Po zakończonym posiłku, kiedy już wszyscy się dobrze najedli (z wyjątkiem Sreberka, który nie poprzestał nawet na dwunastym hamburgerze z resztek!), goście mogli w końcu wznieść toast. Stuknęli się kieliszkami, po czym Kocipyszczek wstał i przemówił uroczystym tonem:
– DRODZY PRZYJACIELE! To przywilej móc was gościć przy najlepszym stole Szczurogrodu… Mam nadzieję, że posiłek wam wszystkim smakował i…
– HIP! HIP! HURRA! – wykrzyknął Rattinoff i lekko się zachwiał na swoich szczurzych łapkach. Toto odniosła wrażenie, że król wypił o jeden kieliszek mleka za dużo i powinien się chyba położyć.
– Dziękuję, ojcze! – Kocipyszczek uniósł kieliszek i skinął łepkiem. – Jak wiecie, ulice Londynu nigdy wcześniej nie były równie bezpieczne jak teraz, i choć każdy z nas może przypisać sobie jakieś niewielkie zasługi na tym polu…
– Cóż, nie chciałbym się przechwalać… – przerwał ponownie król. Kocipyszczek tylko przewrócił oczami.
– …to szczególne podziękowania należą się dwóm włoskim kotom, które odkąd pojawiły się w tym mieście, podbiły nasze serca i okazały się znakomitym wsparciem, o jakim Larry mógł tylko pomarzyć.
– Dobrze mówi! – rozległo się z sali.
– A ponieważ szef ogłosił, że jest wam potrzebny urlop…
„O tak”, rozmarzyła się Toto. „Już nie mogę się doczekać. Będę w kółko tylko spać, jeść i czyścić futerko”.
– …postanowiłem sprawić wam małą niespodziankę. Wiem, że nie zdążyliście jeszcze w pełni poznać swojej przybranej ojczyzny, a tak się składa, że w ten weekend odbędzie się pewne wyjątkowe wydarzenie. I udało mi się zdobyć na nie trzy bilety. Drogie koty, ruszamy na.. KOTEN’ERA!
Kocipyszczek wyglądał na bardzo z siebie zadowolonego. Usiadł i wyraźnie czekał na jakąś reakcję kotów.
– ALE SUPER! – wykrzyknął Sreberko. – A co to właściwie jest?
– Co to jest?! – zdziwił się Kocipyszczek, zrywając się ponownie z krzesła. – To przecież najlepszy zwierzęcy festiwal muzyczny na świecie! Dziesiątki tysięcy zwierzaków z całego świata, wszelkich kształtów i rozmiarów, przybywają tam, by grać muzykę i jej słuchać. Bilety kosztują MAJĄTEK, ale tak się składa, że znam organizatorów – sympatyczną rodzinkę wydr. Ich córka Lutra jest moją dobrą przyjaciółką, nasi ojcowie chodzili razem na ryby. No więc Lutra załatwiła mi bilety i do tego ogarnęła dla nas elegancki nocleg w tipi… No i teraz najważniejsze – na scenie głównej ma wystąpić STEFAN I SIERŚCIUCHY! Najgorętszy zespół muzyczny na świecie!
– W ŻYCIU O NICH NIE SŁYSZAŁEM I NIE MAM TEŻ POJĘCIA, KIM JEST TA CAŁA WYDRA, ALE OCZYWIŚCIE WCHODZĘ W TO! – wykrzyknął Sreberko i przybił piątkę Kocipyszczkowi. – Co ty na to, siostrzyczko?
Toto zawahała się przez moment. Po całym dniu ciężkiej pracy czuła się kompletnie wykończona i ostatnią rzeczą, o jakiej teraz marzyła, były tego rodzaju atrakcje… Ale skoro Kocipyszczek zadał sobie tyle trudu, jej brat zdawał się tym uradowany, a i ona sama przecież lubiła muzykę… Wzięła więc głęboki oddech i…
– NO JASNE! JESTEŚMY ZA! – odparła z uśmiechem.
– Znakomicie! A zatem widzimy się jutro o 17.00 na dworcu Paddington, przy wejściu dla zwierzaków. Dress code to: festiwalowy szyk!