Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Trasa 66, której nie ma na mapie - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 września 2026
E-book: EPUB,
29,99 zł
Audiobook
29,99 zł
29,99 zł
2999 pkt
punktów Virtualo

Trasa 66, której nie ma na mapie - ebook

„Trasa 66, której nie ma na mapie” to autobiograficzna podróż przez życie po życiu. Opowieść o upadkach, przypadkach, znakach, ludziach spotkanych po drodze i szukaniu siebie na nowo. O tym, że czasem trzeba się kompletnie zgubić, żeby odnaleźć własną drogę. Każdy z nas ma swoją Trasę 66. Nie każda istnieje na mapie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 23 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1. WSIADAJ. OPOWIEM CI, JAK TO SIĘ ZACZĘŁO

Spokojnie jak na wojnie.

Właśnie nagrywam Ci się, Czytelniku, żeby było szybciej, a później stworzymy z tego tę piękną książkę.

Czytelniku mój drogi. Czytelniczko moja kochana.

Chcę Ci opowiedzieć, jak to było od początku z moją chorobą afektywną dwubiegunową.

Jak to pięknie brzmi. Dwubiegunowa.

Bo w tej chorobie jesteś ciągle gdzieś na biegunie.

Ja widzę to tak: jeżeli jesteś na jednym końcu — jesteś w ciężkim dole. Jeżeli masz górkę — jesteś na przeciwnym końcu drugiego bieguna. Jesteś w górze. Jesteś high five. Nie trzeba Ci zioła, żeby Ci było wesoło. Jest Ci ciągle wesoło nawet na goło.

U mnie taki okres może trwać długo. Krócej. Dłużej. Różnie to bywa.

Ale jeżeli przekroczysz ten próg dobrego samopoczucia, jeżeli polecisz jeszcze dalej — u mnie zaczyna się mania. I wtedy już jest po bandzie.

Jeżeli chcesz być w kosmosie, to właśnie tam będziesz. Jesteś w kosmosie. Nikogo nie słuchasz. Jesteś swoim własnym panem. Bogiem.

Dlatego dla mnie najlepiej byłoby być gdzieś pośrodku. W okresie stabilizacji. Albo — i tutaj mówię wyłącznie o sobie — w hipomanii.

Bo hipomania jest u mnie okresem ogromnej kreatywności. Piszę. Tworzę. Mam pomysły.

Gdyby nie moja choroba, być może nie powstałaby ta książka. Ani pierwsza. „HADES – Osiem lat, jak umarłam”. Kto czytał, ten wie.

Przez długi czas myślałam, że moja choroba zaczęła się od depresji. Dzisiaj patrzę na własną historię inaczej. U mnie zaczęło się od hipomanii.

I jaki to był piękny okres.

Po co, w moim odczuciu, była mi wtedy potrzebna ta energia? Żeby przeżyć. Żeby odejść. Żeby znaleźć w sobie ekstra siłę na rzeczy, które wtedy musiałam zrobić.

Adwokaci. Prawnicy. Sądy. Przeprowadzki. Wszystko.I to w obcym kraju.

Miałam poczucie, że jestem w stanie ogarnąć wszystko. Byłam chodzącym Chatem GPT. Może się wypowiedzieć nie mogę. Byłam chodzącym komputerem. Byłam swoim adwokatem. Adwokatem diabła, który ubiera się u Prady.

Naprawdę.

Swoją chorobę wiążę również z traumą, którą przeżyłam. W „HADESIE” opowiedziałam o przemocy fizycznej i psychicznej. O biciu. Duszeniu. O tym wszystkim, czego nie chcę tutaj drugi raz opowiadać od początku, bo od tego jest pierwsza książka.

Przez lata próbowałam zrozumieć, dlaczego zachorowałam. W moim własnym rozumieniu trauma była takim zapłonnikiem. ZAPŁONNIKIEM, nie „zapłodnikiem”. Tak to rozumiem w swojej historii.

I właśnie dlatego ta książka nie będzie kolejnym „HADESEM”. Tam opowiedziałam o piekle. Tutaj chcę Ci pokazać, co było później.

W hipomanii czułam ogrom energii. Czułam się atrakcyjna. Zabawna. Potrafiłam załatwiać sprawy. Miałam pomysły. Jeden za drugim.

Tylko że było coś, czego musiałam pilnować. Snu.

Bo ja wtedy spałam mniej. A kiedy nie pilnowałam snu i wszystko rozpędzało się coraz bardziej, pojawiały się moje: „słowotoki szybsze niż górskie potoki”.

I jeśli tego rozpędu nie zatrzymałam, mogłam polecieć dalej. W manię.

A kiedy leciałam w manię... to, kurwa, leciałam w kosmos.

W takim stanie miałam poczucie, że jeżeli zechcę znaleźć się w Ameryce albo Afryce, to po prostu tam będę. Że przekonam każdego. Załatwię wszystko. Nie ma problemu. Nie ma przeszkody. Nie ma ściany. A jak jest ściana, to pewnie znajdę okno.

Ale hipomania będzie miała w tej książce swój osobny rozdział. A właściwie niejeden. Bo mam z tamtego czasu dowody. Kartki. Filmy. Piosenki. Rymy. I siebie nagraną wtedy.

Nie muszę Ci opowiadać, jaka byłam. Będę mogła Ci ją pokazać.

Potem jest drugi biegun. Depresja.

W moim przypadku po bardzo wysokich stanach przychodziły bardzo głębokie doły. Miałam dwie bardzo ciężkie manie. I miałam też dwie potężne depresje.

Pierwsza diagnoza, którą wtedy usłyszałam, dotyczyła ciężkiej depresji z objawami psychosomatycznymi. Byłam prawie osiem miesięcy na chorobowym. To był bardzo ciężki okres. Tak ciężki, że próbowałam odebrać sobie życie.

Ale przeżyłam. Wyszłam z tego.

A później przyszedł czas bardziej stabilny. Remisja — bodajże tak się to nazywa. I wtedy uczysz się żyć jak normalna Barbara. Jak normalny człowiek. Szara myszka.

I wiecie co? Ja wtedy tęskniłam za hipomanią. Naprawdę tęskniłam. Bo brakowało mi tej energii. Byłam senna. Nie miałam tylu pomysłów. Nie pisałam. Nie malowałam.

I myślałam: No trochę do dupy ten okres.

Bo ja zawsze byłam kreatywna. Ale podczas hipomanii ta kreatywność była u mnie ponad kreatywność. Coś pięknego. Tylko znowu: sen. Musiałam go pilnować.

I właśnie dlatego piszę tę książkę. Nie po to, żeby powiedzieć Ci, jak masz się leczyć. Nie jestem Twoim lekarzem. Nie będę Ci mówić, jakie masz brać leki ani jak masz prowadzić swoje leczenie.

Mogę Ci powiedzieć tylko: jak było u mnie. Co czułam. Co robiłam. Jak myślałam. Jak mówiłam. Jak się bałam. Jak się śmiałam. Jak nie spałam. Jak pisałam. Jak przeklinałam. Jak próbowałam zrozumieć samą siebie.

Jeżeli ta książka pomoże chociaż jednej osobie, będę płakać ze szczęścia. Ze wzruszenia.

Bo bardzo zależy mi na jednym: żebyśmy przestali stygmatyzować ludzi z chorobami psychicznymi.

Sama długo nie potrafiłam zaakceptować tego określenia. „Choroba psychiczna”. Jak to brzmi? Kiedyś myślałam nawet, że wolałabym mieć raka niż chorobę psychiczną. Tak wtedy myślałam.

Bo rak jest chorobą. A „psychiczny”? „Wariat”? Jak to brzmi? Wariat to jeszcze, kurwa, fajnie brzmi.

Ale człowiek chory psychicznie bardzo często dostaje od ludzi jeszcze jedną rzecz oprócz swojej choroby: stygmat.

I właśnie to chciałabym choć trochę zmienić.

Na tym mi zależy. Na kasie też. Wiadomo. Nie będę, kurwa, udawać świętej. Fajnie byłoby zarobić na książce. Ale pieniądze nie są głównym powodem, dla którego ją piszę.

Mój główny cel jest inny. Chciałabym komuś pomóc. A może nawet komuś uratować życie.

Zawsze chciałam być ratownikiem medycznym. Nie zostałam. Jestem pedagogiem. Ale zawsze lubiłam przelewać słowa na papier.

Więc może nie uratuję kogoś karetką. Może zrobię to słowem. Papierem. Książką.

Może ktoś przeczyta jedną stronę w takim momencie swojego życia, kiedy będzie jej naprawdę potrzebował. I pomyśli: Skoro ona była tam i wyszła, to może ja też dam radę przejechać jeszcze ten jeden kilometr.

Tyle mi wystarczy.

Nieraz trzeba wielu lat, żeby pogodzić się z chorobą. Mnie zajęło to kilka dobrych lat. Kilka lat, nim przeszłam tę swoją planszę z kamieniami.

Wyobraź sobie zieloną planszę do gry. Na niej kamienie w różnych kolorach. Każdy oznacza coś innego. Emocję. Etap. Uczucie.

Nie pamiętam już dokładnej kolejności i nie będę jej wymyślać. Pamiętam sens.

Złość. Wybierasz czerwony kamień. Gniew. Może czarny. Smutek. Fioletowy albo brązowy. Wypieranie. Może szary, bo już tracisz kolory.

I idziesz przez te kamienie. Jeden po drugim. Aż na końcu dochodzisz do: AKCEPTACJI.

Zielony. Kolor nadziei.

To jest piękne. Tego nauczyłam się na terapii. Moja pani psycholog nauczyła mnie, że trzeba dojść właśnie tam. Do akceptacji. Wybaczyć samemu sobie. Czasami innym.

Nie znaczy to zapomnieć. Nie wszystko trzeba zapomnieć. Ale można próbować pogodzić się z tym, co jest. Połączyć fakty. Połączyć kropeczki. I zaakceptować chorobę.

Bo ja naprawdę byłam w sraczce. Już nawet nie w gównie. Na samym dnie Hadesu.

Miałam wzloty. Miałam upadki. Byłam wysoko. Byłam tak nisko, że nie widziałam wyjścia.

I gdzieś po drodze stwierdziłam: — Ta książka będzie hitem.

No. Mam taką nadzieję.

Ale wiecie, co Wam jeszcze powiem? Dzisiaj potrafię powiedzieć coś, czego kiedyś w życiu bym nie powiedziała.

Uważam, że ta choroba jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie dostałam od losu. Mówię o sobie. O swojej historii. Nie o każdym człowieku, który choruje.

Bo dzięki temu wszystkiemu odkryłam w sobie rzeczy, których wcześniej nie znałam. Zawsze byłam kreatywna. Zawsze lubiłam przelewać słowa na papier. Ale dzisiaj czuję, że piszę jeszcze lepiej.

I chcę zrobić coś, co może brzmi trochę dziwnie: chcę obrócić sraczkę w dobro. Gówno w dobro. To, co było bólem, wykorzystać do czegoś, co może komuś pomóc.

Nie cofnę tego, co się wydarzyło. Nie wymażę kilometrów, które już przejechałam. Ale mogę zdecydować, co zrobię z nimi dzisiaj.

I to jest mój cel.

Mam też nadzieję, Czytelniku, że przy tej książce nie będziesz tylko płakał. Chcę, żeby poleciały łzy smutku. Ale również łzy ze śmiechu.

Żebyś czasami pomyślał: — Boże, kobieto, co ty odpierdalasz? A za chwilę zrozumiał coś, czego wcześniej być może nie rozumiałeś.

Może masz kogoś takiego w rodzinie. Może kogoś kochasz. Może sam zmagasz się z czymś podobnym. A może po prostu jesteś ciekawy, jak może wyglądać świat widziany moimi oczami.

Ja będę Ci opowiadała szczerze. Tak jak umiem. Bez robienia ze mnie bohaterki. Bez robienia ze mnie wariatki. Bez przykrywki.

Będą spokojne słowa. Będą łzy. Będzie Hades. Będzie hipomania. Będzie mania. Będą słowotoki szybsze niż górskie potoki. Będą też kurwy zamiast przecinków. Będą grzyby. Będzie sraczka. Będą piosenki. Będą rymy. Będą ludzie, których spotkałam po drodze.

I będzie życie. Moje.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij