Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Trener życia. Nowy zdrowy rozsądek w wychowaniu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 września 2026
39,99 zł
3999 pkt
punktów Virtualo

Trener życia. Nowy zdrowy rozsądek w wychowaniu - ebook

Twoje dziecko kiedyś wyjdzie z domu. I to jest jedyny egzamin, który naprawdę się liczy. Poradniki uczą, jak dopasować się do dziecka, żeby chciało współpracować. To działa — w mieszkaniu, w którym są dwie osoby i ono. Problem w tym, że reszta świata nie przeczytała tej książki i nie zamierza się dopasować. Ta książka idzie w drugą stronę: jak przygotować dziecko do świata, w którym będzie żyło — i mieć przy tym w domu spokojniej, a nie ciężej. Dwadzieścia rozdziałów o tym, co robić, a w środku Złota czternastka: czternaście zdań, które zostają, kiedy resztę zdążysz zapomnieć, i jedno ponad nimi wszystkimi. Bez owijania w bawełnę i bez ani jednego zdania, które brzmi mądrze, a nic nie znaczy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398324205
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PODZIĘKOWANIA

Dziękuję mojej przyjaciółce Kasi Z. — za presję. Za to, że tak długo naciskała, żebym otworzył kanał na YouTube z tym materiałem. Kanału nigdy nie założyłem — zamiast tego napisałem tę książkę. Presja trafiła nie tam, gdzie miała trafić, ale trafiła. Czasem najlepsze, co ktoś może dla nas zrobić, to nie dać nam spokoju.

Dziękuję moim rodzicom, Edzinkowi i Lidziuchnie, czyli Edwardowi i Lidzi. A w szczególności mamie, bo jej chyba było ze mną najciężej. Tata to Tata, on zawsze był mocnym zawodnikiem. Ale to mama dwa razy musiała zamknąć przede mną drzwi od domu, żebym się otrząsnął. I to było najlepsze, co mogła wtedy zrobić. Bo ja, szesnastolatek, który mieszkał u kumpla w piwnicy albo u innego kumpla w domu, zamiast się łamać jak zapałka, ogarniałem życie o poziom wyżej i rozważałem otworzenie warsztatu samochodowego.

Przynajmniej tak myślałem… tylko ja.

A może nie myślałem, tylko czułem? W sensie, że nie mogłem.

Gdybym był pieszczony jak jajko, to bym pewnie dawno nie żył, bo statystyki samobójstw nie kłamią, a moje nastoletnie lata nie były łatwe. I to dzięki nim mi się udało przede wszystkim.

Tata zawsze był, ale nie zawsze musiał. Ale zawsze, jeśli musiał, to zawsze był.

A że byłem uparty, to starałem się, żeby musiał jak najmniej. Bo ja sam. Ja sam. Ponoć jak miałem sześć lat, to spłukiwałem sobie szampon z głowy z muszli klozetowej, mówiąc: nie szczypie, nie szczypie, ja sam, ja sam.

Twardy orzech ze mnie, kochani. I to dzięki nim.

Zaraz za moimi rodzicami, moi rodzice chrzestni. Basia i Byniu, czyli Zbyszek.

Dziękuję Wam za to, że zawsze pomagaliście mi i moim rodzicom. Ciocia pokazała siedmiolatkowi, że kobiety potrafią super jeździć. A Byniu na zawsze wbił się w moją historię motoryzacyjną.

Wiesiu, teściowo z pierwszego małżeństwa, to Ty pozwoliłaś mi wystartować w samodzielne życie w wieku dziewiętnastu lat. Ale najbardziej dziękuję Ci za Gosię. Do dzisiaj jesteśmy zaprzyjaźnieni. Mamy dokładnie to, czego chcieliśmy, tylko los pokazał, że potrzebne nam było więcej graczy na planszy życia. I tyle.

A Mama Mysia to Mama Mysia. Święty człowiek. Ale najbardziej dziękuję jej za WuWu, bo bez niej nic by nie było.

Kocham Was.

Dziękuję mojemu szkockiemu bratu Kamciowi. Ty jedyny, kiedy głosiłem swoje teorie o wychowaniu, nie mając dzieci ssaków człowiekowatych, a jedynie trzy dobermany, zgadzałeś się ze mną i mówiłeś: Łuki, ty musisz mieć dzieci, bo masz super podejście. Cała reszta mówiła: Łuki, co ty możesz wiedzieć, jak nie masz dzieci. Okazuje się, że więcej niż cała ta reszta razem wzięta.

I wiesz co, Kamciu? Oni mieli rację. Tylko nie tak, jak myśleli.

Jak nie miałeś, to nie możesz powiedzieć. Jak nie wiesz, to nie możesz powiedzieć.

Wtedy mnie to wkurzało. Dzisiaj sam tego używam i będę tego używał do końca tej książki. Ile my mieliśmy rozmów o Gabrysiu, że masz taki problem albo taki i myślisz, żeby zrobić tak albo tak. I Ty, kochany, jesteś naszym wspólnym certyfikatem jakości. Wygrałeś walkę o syna podczas rozstania i chyba nie możemy być bardziej dumni z Twojego sukcesu. Gabrysiu, jesteś najlepszy, młody przyjacielu. Kocham cię, ty mój urodzinowy bliźniaku.

A Kamciu, i jeszcze za jedno Ci dziękuję. Za zdanie z 2021 roku: Łuki, ty robisz za dużo rzeczy naraz i dlatego ciągle masz jakieś problemy. Zrób jedną rzecz i zrób ją dobrze, a dopiero potem bierz się za coś innego.

I taki właśnie mam zamiar, przyjacielu.

I w tym samym oddechu — dziękuję mamie Gabrysia. Bo to wszystko jest dzięki niej. To ona zgodziła się, żeby Gabryś zamieszkał z tatą i żeby miał elastyczność dwóch domów. Zaufała sobie wtedy, kiedy było najtrudniej — i dzięki temu Gabryś ma obojga rodziców zawsze pod ręką, i może spokojnie stawać się mężczyzną.

Czy to byłeś Ty, Doktorze Spock?

TAK. To byłeś Ty — i za to kocham Cię najbardziej. Dziękuję, że pomogłeś, żeby Gabryś miał szczęśliwe dorosłe życie. Mama zaufała sobie. A my połączyliśmy Ciebie z nowym podejściem — tym właściwym na dwudziesty pierwszy wiek.

Aniu, Ksenijo — dziękuję Wam za to, że daliście Kamciowi rodzinkę. I za to, że jesteście tą łatwiejszą częścią.

Zaraz, doprecyzuję, bo w liczbie mnogiej to zdanie byłoby nieprawdą. Ksenija jest spokojniejsza jako dziecko i dała więcej spokoju w trakcie całego procesu. Ania niekoniecznie, ale za to robi o wiele więcej. I to wszystko, co mam w tej sprawie do powiedzenia.

Aniu, kochana — ogromny kudos za wszystko, co robisz. Ale przede wszystkim za to, że jesteś w stanie znieść Kamcia. Bo on łatwy nie jest. Na pewno.

A skoro jestem już w szkockiej rodzinie i trzymam się tylko polskojęzycznych, to chciałbym podziękować też Agusi, Monejowi i Hofikowi.

Tutaj to by trzeba było długo pisać. Więc krótko: dziękuję za wszystko.

A dzięki nim poznałem Patrasa.

Patras, nie byłem Twoim przyjacielem, nie byłem Twoim dobrym kolegą, ledwo mnie znałeś tak naprawdę, a i tak dwa razy uratowałeś mi życie. Dziękowałem Ci za to wiele razy i jeszcze nie raz będę Ci dziękował.

I na koniec — jakbym mógł nie wspomnieć o mojej WuWu. Było ciężko. Nie raz bolało cię to, co robiłem, bo byłaś emocjonalnie zaangażowana po tej stronie, gdzie to szkodziło zamiast pomagać. Ale z każdym rokiem widziałaś, że to działa. I suma summarum pozwoliłaś mi wprowadzić nowe, lepsze, najlepsze — i lecimy sobie przez życie jak najszybsze drony.

I jeszcze chciałbym podziękować bydgoskiemu Szwederowu. Polska, dwudziesty wiek. Uniwersytet Życia, to na pewno. Tam przeszedłem większość treningu, w domu i poza.

Na Szwederowie jest bezpiecznie, idziesz w kurtce, wracasz w swetrze.

W tamtych czasach było tak ciężko, że teraz mamy o wiele łatwiej.

To właśnie te wszystkie elementy sprawiły, że miałem perfekcyjne dzieciństwo i dorastanie.

To znaczy, nie było ciężko. Było idealnie.

Pozdrawiam wszystkich z tamtych czasów. A tych, co mieli najlepszy start, znamy wszyscy. I dali radę pomimo tego.

Pozdrawiam i powiem jedno. Naprawdę daliście radę.WSTĘP. CZYM TA KSIĄŻKA RÓŻNI SIĘ OD RESZTY

Widziałem sporo poradników dla rodziców.

Widziałem — nie przeczytałem. I nie zamierzam udawać, że było inaczej: brałem do ręki, przelatywałem, odkładałem. Za każdym razem po kilku minutach wiedziałem już, co będzie na dwusetnej stronie. Badziew. Jeden po drugim.

Cztery książki, do których naprawdę wracam, znajdziesz na końcu tej. Ani jedna z nich nie jest o rodzicielstwie — i to chyba samo w sobie coś mówi.

Cała reszta — a jest jej dużo — robi jedną i tę samą rzecz.

UCZY CIĘ, JAK MASZ SIĘ DOSTOSOWAĆ DO SWOJEGO DZIECKA, ŻEBY CHCIAŁO CIĘ SŁUCHAĆ.

Nie jak przygotować je do świata, w którym będzie żyło. Jak ty masz zmienić swój sposób mówienia, swój ton, swoje wymagania i swoje zasady, żeby dziecko było zainteresowane współpracą.

I to działa. Naprawdę działa. W domu robi się spokojniej, mniej się kłócicie, wieczory są znośne.

Tyle że jest w tym haczyk, którego nie widać przez pierwsze osiemnaście lat.

Świat, który zbudowałeś, ma dwoje mieszkańców

W dniu, w którym twoje dziecko wychodzi z domu, okazuje się, że byliście jedynymi ludźmi na tej planecie, którzy grali według tych zasad.

Nikt inny nie będzie się dostosowywał do jego tempa. Nikt nie powtórzy trzeci raz łagodniejszym tonem. Nikt nie sprawdzi, czy nie jest przypadkiem głodne albo zmęczone, zanim postawi mu wymaganie. Szef tego nie zrobi. Uczelnia tego nie zrobi. Wynajmujący mieszkanie, urzędniczka, partner ani klient tego nie zrobią.

Nauczyłeś je żyć w świecie, który składa się z jednego mieszkania i dwóch osób.

I TEN ŚWIAT WŁAŚNIE SIĘ SKOŃCZYŁ.

Rachunek

Twoje życie było przez te osiemnaście lat łatwiejsze. To prawda i nie ma w tym nic złego — każdy rodzic wybiera drogę najmniejszego oporu i ja też wybierałem.

Ale zamiast człowieka, który sobie radzi, wychowałeś dorosłego, który nie umie sobie poradzić z niczym. Bo żył w świecie sztucznym, wspaniałym i skrojonym pod niego. Miał cudowne dzieciństwo.

I DO KOŃCA ŻYCIA ZOSTANIE DZIECKIEM.

Świat go nie oszczędzi. Nie dlatego, że jest okrutny — dlatego, że jest obojętny. Nie zauważy, że akurat ten jeden był wychowywany inaczej.

Zamiast patrzeć, jak twoje dzieci radzą sobie w dorosłości, będziesz je niańczyć przez resztę swojego życia. I jest spora szansa, że w wieku czterdziestu lat wciąż będą mieszkać z tobą — bo przecież mamusia i tatuś zawsze pomogą.

Czytaj: mamusia i tatuś zawsze wszystko za nich zrobią.

I nie, to nie jest wyłącznie sprawa matek. To jest sprawa tego z rodziców, który wykonuje większość opieki — a jeśli robicie to razem, to sprawa was obojga. Ojciec, który przejmuje główną rolę, wpada w to dokładnie tak samo szybko.

Wychowaj mężczyznę, nie chłopca

Widziałem w księgarni całą półkę książek o tym, jak wychować chłopca.

I to jest, moim zdaniem, pomyłka wpisana już w sam tytuł. Bo jak wychowasz chłopca, to potem masz pięćdziesięcioletniego chłopca.

CELEM NIE JEST CHŁOPIEC. CELEM JEST MĘŻCZYZNA.

Warto tu spojrzeć w liczby, bo one są bardzo konkretne. W 2025 roku w Polsce w wyniku samobójstwa zmarło cztery tysiące siedemset siedemdziesiąt sześć osób. Trzy tysiące dziewięćset siedemdziesiąt pięć z nich to mężczyźni, mniej więcej osiemdziesiąt trzy procent. Na jedną kobietę przypada około pięciu mężczyzn, a Polska ma pod względem tej dysproporcji jeden z najwyższych wskaźników w Europie.

I żeby było jasne, że to nie jest polska specjalność — sprawdziłem, jak to wygląda gdzie indziej.

W Stanach Zjednoczonych w 2024 roku życie odebrało sobie czterdzieści osiem tysięcy osiemset dwadzieścia cztery osoby. Mężczyzn było trzydzieści osiem tysięcy dziewięćset siedemdziesiąt siedem, czyli osiem na dziesięć. Wskaźnik wśród mężczyzn jest tam blisko czterokrotnie wyższy niż wśród kobiet.

W Unii Europejskiej ponad trzy czwarte wszystkich samobójstw to mężczyźni. Tak jest rok po roku.

W Australii w 2024 roku zmarło w ten sposób trzy tysiące trzysta siedem osób, z czego dwa tysiące pięćset dwadzieścia dziewięć to mężczyźni, siedemdziesiąt sześć procent. I ta proporcja od dziesięcioleci trzyma się powyżej trzech czwartych.

Trzy kontynenty, różne kultury, różne systemy opieki zdrowotnej, różne poziomy zamożności. I ta sama proporcja.

To nie jest problem polski. To jest problem męski — Polska ma go tylko w ostrzejszej wersji niż reszta.

Dane: Komenda Główna Policji, Polska, 2025. Centers for Disease Control and Prevention, USA, 2024. Eurostat, Unia Europejska. Australian Bureau of Statistics, Australia, 2024.

I teraz muszę powiedzieć coś, czego nie wolno przemilczeć, bo inaczej byłbym dokładnie takim autorem, jakich krytykuję kilka akapitów wyżej.

Te liczby nie znaczą, że rozpieszczanie zabija. Samobójstwo ma wiele przyczyn — chorobę, uzależnienie, samotność, kryzys, ból, którego nikt z zewnątrz nie widzi. Żadna książka o wychowaniu nie ma prawa wskazywać jednej i ja tego nie zrobię.

Ale te liczby mówią coś innego, co jest w naszym zasięgu. Mężczyźni rzadziej proszą o pomoc. I robią to później.

Więc jeśli mam powiedzieć, co znaczy wychować mężczyznę, a nie chłopca, to znaczy dwie rzeczy naraz i one wcale sobie nie przeczą:

Po pierwsze — żeby umiał sobie poradzić.

Po drugie — żeby umiał powiedzieć, kiedy nie daje rady.

To nie są przeciwieństwa. To są dwie połowy tej samej zaradności. Mężczyzna, który potrafi wszystko oprócz poproszenia o pomoc, nie jest silny. Jest po prostu sam.

Kiedyś mężczyzna polował, wchodził tam, gdzie było niebezpiecznie, i brał na siebie ryzyko, żeby rodzina miała co jeść. Dziś chłopiec siedzi u mamy i nie umie zadzwonić do przychodni.

U mnie to nie przejdzie.

I życzę wam wszystkim dokładnie tego samego podejścia.

Jeżeli ty albo ktoś z twoich bliskich przeżywa kryzys, całodobowe, bezpłatne wsparcie:

Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym, telefon 800 70 22 22.

Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12.

W sytuacji zagrożenia życia: 112.

A jeśli czytasz to poza Polską, wejdź na findahelpline.com. Są tam sprawdzone telefony zaufania w ponad stu siedemdziesięciu krajach, w twoim języku.

Nie musisz być pewien, że jest wystarczająco źle. Oni są dokładnie od tego.

A teraz rzecz, której nie wolno mi przemilczeć

Przysięgam wam.

Jeśli pójdziecie do psychiatry i dostaniecie leki — te z grupy SSRI, czyli standard w depresji i w zaburzeniach lękowych — to nie znaczy, że staniecie się zombie, które nie umie zająć się własnym dzieckiem. Nie staniecie się. To jest mit i ten mit trzyma ludzi z dala od gabinetu przez lata.

Bywa dokładnie odwrotnie: przestaje zalewać to jedno, co zalewało wszystko inne, i wraca reszta. Wraca cierpliwość. Wraca sen. Wraca wieczór, w którym da się usiąść z dzieckiem i nie mieć ochoty uciec.

Nie jestem lekarzem i nie będę wam tłumaczył, jak działają leki. Powiem jedną rzecz, tę najprostszą, której nikt ludziom nie mówi.

Nie musisz się znać. Nie musisz wiedzieć, co ci jest potrzebne. Wystarczy, że powiesz, kim jesteś i co musisz umieć jutro rano.

Mam małe dziecko. Nie chcę być zombie. Muszę być przytomna o siódmej.

Dosłownie tymi słowami. Oni to słyszą codziennie i po to tam są. Znają swoje leki, jest ich dużo i działają naprawdę różnie. Twoje zadanie kończy się na powiedzeniu prawdy, resztę dobiorą.

A jak coś ci nie służy, wracasz i mówisz. Zamiana to zwykła procedura, nie porażka.

Ale zanim uznasz, że jesteś zepsuty, sprawdź instalację. Nie w przenośni. W laboratorium.

Srebrny kabel, o którym przeczytasz w pierwszym rozdziale, czyli tarczyca, potrafi udawać wszystkie pozostałe. Niedoczynność, na przykład Hashimoto, wygląda dokładnie jak depresja: nie ma z czego wstać, wszystko jest ciężkie, myślisz jak przez watę. Nadczynność wygląda jak nerwica: serce wali, nie możesz usiedzieć, wybuchasz o nic. Skaczący cukier wygląda jak humory. A za niska ferrytyna, czyli za mało żelaza, u kobiet z obfitymi miesiączkami rzecz codzienna, wygląda jak wypalenie: mgła, zmęczenie po dziesięciu godzinach snu, drażliwość bez powodu.

To wszystko widać w zwykłej krwi. Nie diagnozuj się z internetu, po prostu zrób badania i pokaż wynik lekarzowi.

Nawet Toyota jeździ dwadzieścia lat tylko dlatego, że ktoś jej co roku wymienia olej.

Więc serwisuj się. Raz w roku, krew. A jak krew jest w porządku i dalej jest źle, zostaje ta druga rzecz, ta trudniejsza. Poprosić o pomoc.

Spróbuj zaufać tej książce tak, jak zaufałbyś psychiatrze. A potem zobacz, co jeszcze może ci pomóc.

Przez całą książkę powtarzam ci: sprawdzaj sam, nie wierz deklaracji, patrz na wykonanie. Tutaj proszę pierwszy i ostatni raz o coś odwrotnego.

I jedno przeczucie, wyraźnie mówię, że moje. Naszym dzieciom będzie ekstremalnie inaczej niż nam, a ich dzieciom jeszcze bardziej. O tym jest ostatni rozdział tej książki. Nie zdziwiłbym się, gdyby potrzebowały pomocy z zewnątrz częściej niż my.

Ale jedno wiem na pewno i to nie jest przeczucie:

DZIECKO WOLI RODZICA, KTÓRY WZIĄŁ POMOC, OD RODZICA, KTÓRY BYŁ DZIELNY DO KOŃCA.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij