Trollheim. Tom 5. Królowa pająków - ebook
W Trollheimie rozpoczyna się policyjne śledztwo, które ma wyjaśnić sprawę zniknięcia Franka i Silje. Po okolicy krążą już plotki, że w wiosce grasuje wampir, dlatego Adam, Tara i Tobiasz muszą działać, inaczej Zira stanie się główną podejrzaną. Ruszają więc do Helheimu, aby uratować kolegów porwanych przez armię Lokiego. Tam pośród ciemnych korytarzy trafiają na Arachne – przerażającą królową pająków, która zapragnęła… mieć córkę. By ją stworzyć, potrzebuje ciała kogoś uroczego, pełnego życia – takiego jak Silje.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68382-27-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Silje wrzuciła grzyba do wiadra i otarła pot z czoła.
Ile już takich wiader dziś napełniła? Czy wystarczy, żeby dostać dodatkową porcję jedzenia? Tym razem chyba tak… A przynajmniej uda się uniknąć kary. W Helheimie nauczyła się jednego: robić to, co każą.
Zbieranie jedzenia było ciężką pracą, w dodatku ogromna kula na suficie świeciła i grzała tak mocno, że Silje czuła się, jakby pracowała w polu pod prawdziwym, palącym słońcem.
Ale tu nie świeciło prawdziwe słońce, a ona nie znajdowała się na polu, tylko głęboko, głęboko pod ziemią, w gigantycznej jaskini. Schwytana przez istotę, którą na początku wzięła za samego diabła. Może zresztą nim był, chociaż wszyscy nazywali go tu jednym imieniem: Loki, władca podziemnego świata.
Już nie płakała. Zdołała się przyzwyczaić. To było jej nowe życie – odkąd ją porwano. Powiodła wzrokiem wokół siebie, po domach z wyschniętej gliny i kamienia, aż zatrzymała się – jak zawsze – na wieży Lokiego.
– Zbieraj dalej – szepnęła starsza kobieta obok. – Bo inaczej przyjdą i posmakujesz bicza!
To była Åsta. Silje ją lubiła. Zawsze uprzejma i pomocna. Troll uwięził ją tu, gdy miała zaledwie osiem lat. Teraz wyglądała na sześćdziesiąt. Trudno to sobie wyobrazić – całe życie spędzone tutaj…
Wszyscy niewolnicy opowiadali tę samą historię: uprowadzeni w wieku sześciu, czasem ośmiu lat. Silje była wyjątkiem – miała już dwanaście.
Dlaczego porywano tylko dzieci? Czy dlatego, że łatwiej je złapać? Łatwiej złamać? A może dlatego, że dłużej wytrzymywały, zanim dopadła je choroba albo śmierć? Raz zapytała o to trolla, ale w odpowiedzi dostała tylko policzek i wrzeszczący nakaz:
– Zamknąć dziób!
Åsta mówiła, że już nie pamięta powierzchni. Nie pamiętała też swoich rodziców. To było… smutne. I strasznie niesprawiedliwe.
– Za późno – mruknęła nagle Åsta, zbierając grzyby jeszcze szybciej.
Silje podniosła głowę i zamarła. W jej stronę zmierzał ogromny troll. Trzymał w ręku bicz, a na pysku krzywił mu się paskudny uśmiech.
– Leniwa dziewucha! Bat na takie! – ryknął.
Troll uniósł rękę, gotowy do uderzenia. Silje zacisnęła powieki i zęby, czekając na ból. Jednak… nic nie poczuła. Otworzyła oczy. Troll wpatrywał się z przerażeniem w coś za jej plecami. Silje odwróciła się i dreszcz przeszedł ją po całym ciele.
Z tunelu w ścianie jaskini wypełzło stado gigantycznych pająków.
– Arachne! – wrzasnął troll. – Straż! Arachne atakować!
Pająki były wielkie jak psy, a niektóre nawet jak niedźwiedzie! Na końcu stada sunął stwór, jakiego Silje jeszcze nigdy nie widziała. Górna połowa jego ciała wyglądała jak u kobiety, a dolna – jak u pająka: osiem włochatych odnóży, odwłok i cała reszta!
Małe i duże trolle nadbiegały ze wszystkich stron. Jedne strzelały z łuków, inne ciskały w stronę bestii włócznie. Ale wszystkie padły w końcu na ziemię, powalone przez długie włochate odnóża i przyklejone do ziemi obrzydliwą kleistą pajęczyną.
Nici lśniły w świetle sztucznego słońca.
Silje stała jak sparaliżowana. Nie mogła poruszyć nawet palcem. Wokół niej toczyła się bitwa jak z filmu. Doświadczyła już wcześniej ataków, nigdy jednak takiego. Zwykle pająki ograniczały się do porwania pojedynczego trolla albo niewolnika, z którym od razu znikały w tunelach. Szybkie, małe wypady – jakby polowały na jedzenie. Ale tym razem… to była inwazja. Wojna!
A ona tkwiła w samym środku pola walki.
Troll złapał batem jedną z nóg kobiety-pająka. Przyciągnął ją bliżej siebie i uniósł topór. Wtedy włochate odnóże wystrzeliło w górę i przebiło trolla na wylot!
Silje zadrżała, gdy dostrzegła, że każda z ośmiu nóg kończyła się pazurem ostrym jak brzytwa.
Pajęczyca podniosła trolla w powietrze i z impetem cisnęła nim o ziemię. Z rany na piersi stwora sączył się purpurowy płyn. Trucizna! To musiała być Arachne – królowa pająków. Silje słyszała o niej okropne historie… a teraz zbliżała się w zawrotnym tempie.
Åsta odwróciła się do dziewczyny i krzyknęła:
– Uciekaj!
To były jej ostatnie słowa. Włochate odnóże przeszyło jej plecy, pazur wystrzelił z brzucha. Oczy Åsty zgasły…
Silje wciąż nie mogła się ruszyć, strach ściskał ją jak imadło. A nawet gdyby mogła – dokąd miałaby uciekać? Wszędzie dookoła szalała bitwa.
Arachne zsunęła martwe ciało Åsty na ziemię i podpełzła bliżej Silje. Ich spojrzenia się spotkały. Dziewczynka czuła, że tonie w lodowatych, hipnotyzujących błękitnych źrenicach królowej. Czy teraz przyszła kolej na nią?
Jedno z włochatych odnóży uniosło się, ostry pazur na jego końcu zalśnił świeżą trucizną…ROZDZIAŁ 1
ZŁE WIEŚCI
Adam ziewnął i zamieszał w rondlu. Owsianka była już prawie gotowa. Miło będzie zjeść śniadanie.
Jego wzrok znów padł na karton mleka stojący na kuchennym blacie. Widniały na nim dwa portrety – paszportowe zdjęcia Silje i Franka.
„Zaginieni” – głosił napis. „Milion koron nagrody za informacje, które doprowadzą do ich odnalezienia”.
Milion… To by było coś. Mama chyba zemdlałaby z radości. A Adam wiedział, gdzie są te dzieciaki.
Jeszcze dwa miesiące temu chodzili do tej samej klasy, zanim pochłonął ich lustrzany portal. Silje i Frank trafili prosto do Helheimu – królestwa śmierci. Królestwa Lokiego…
Tylko co on niby mógł z tym zrobić? Razem z Tarą i Tobiaszem przysięgli sobie, że przejście do podziemi pozostanie tajemnicą. Misja ratunkowa i tak wydawała się niemożliwa, a z pewnością śmiertelnie niebezpieczna… Co by było, gdyby Loki i jego armia przedarli się na powierzchnię? Adam pamiętał, co mówił Tobiasz: Ragnarok. Koniec świata.
Cóż, Frank, ten chuligan, musiał się tam odnaleźć całkiem nieźle. Po wypiciu krwi starożytnych przemienił się w wampira. I to nie w pięknego, jak Zira, tylko w ohydnego potwora. Pewnie służył teraz Lokiemu.
Ale Silje…
Nie powinni jej tak po prostu zostawić tam na dole. Prawda? Przecież dała mu nawet walentynkę. Wciąż trzymał ją pod poduszką i czasami czytał przed snem. Nawiedzały go wtedy straszliwe koszmary o tym, co się mogło stać z Silje.
Adam potrząsnął głową, próbując odgonić mroczne myśli.
– Mamo! – krzyknął, wyłączając kuchenkę. – Wstawaj! Śniadanie gotowe!
Podzielił owsiankę na dwie miski i zaniósł do salonu. Stół był już nakryty, postawił na nim jeszcze tylko kubek kawy dla mamy.
Powoli usiadła na kanapie, wciąż w znoszonej białej koszulce i szarych dresach z wczoraj – wieczorami zwykła zasypiać przed telewizorem. Teraz przetarła oczy i ziewnęła.
– Dziękuję, aniołku – mruknęła po polsku, sięgając po gorący kubek. Wzięła mały łyk i złapała za pilota.
Na ekranie pojawiła się czołówka porannych wiadomości. Adam opadł na kanapę obok mamy i nalał sobie szklankę mleka.
– Dzień dobry! – przywitała się pogodnie prezenterka. – Na początek aktualności z Trollheimu. Dwójka dzieci, które zniknęły bez śladu dwa miesiące temu, wciąż nie została odnaleziona. Policja otrzymała właśnie pomoc w śledztwie od…
– O rany! – wyrwało się mamie Adama i natychmiast zerwała się z miejsca. – Naprawdę już tak późno? Dziś mam sprzątanie w liceum! Autobus zaraz odjeżdża!
Dopiła kawę jednym haustem, zaklęła po polsku, po czym wybiegła do przedpokoju i trzasnęła drzwiami łazienki.
Adam śledził z napięciem wiadomości w telewizji i jadł owsiankę. Kto mógł pomóc policji?
– Jestem tu z detektywem Fredriksenem z Trollheimu. Czy to prawda, że macie nowe informacje dla opinii publicznej? – spytał reporter, podtykając mikrofon pod nos niskiego, szarookiego mężczyzny w eleganckim ciemnym garniturze i czerwonym krawacie. Mężczyzna przesunął palcem po cienkim pasku wąsów i zrobił minę, jakby był kimś bardzo ważnym.
– Zgadza się – odpowiedział. – W nadziei na pomoc od mieszkańców ujawniamy, że zaginiona dziewczynka prowadziła pamięt…
Z przedpokoju dobiegł charakterystyczny hałas. Mama najwyraźniej skończyła się myć i teraz szarpała się z szafą.
Adam podkręcił głośność. Czy on powiedział „pamiętnik”?
– Do zobaczenia! – zawołała mama i zatrzasnęła drzwi wejściowe.
– Na razie… – odparł automatycznie Adam, wsypując łyżeczką kakao do mleka. Wypił łapczywie.
– …w pamiętniku Silje jest wpis o tym, że uważała jedno z dzieci uczęszczających do Szkoły Podstawowej w Trollheimie za wampira! – oznajmił detektyw.
Adam aż podskoczył, a kakao trysnęło mu z ust i nosa.
– Co?! Skoro wiedzą o Zirze, to dlaczego…?
– Wampira! – zawołał reporter przesadnie dramatycznym tonem. – Naprawdę?
– Oczywiście to kompletne bzdury – kontynuował detektyw. – Ale też ważny trop! Dziecko, być może rówieśnik zaginionych, wierzy, że jest wampirem. Z zapisków w pamiętniku wynika, że to coś więcej niż zwykła gra czy zabawa. Nie, mamy tu do czynienia z osobą szaloną, chorą, o psychice złoczyńcy. Kimś tak bardzo dręczonym przez urojenia, że nosi kły w szkole! Sztuczne, rzecz jasna. Mam ważną wiadomość dla wszystkich mieszkańców Trollheimu. – Spojrzał prosto w kamerę i uniósł palec wskazujący: – Jeśli widzisz jakieś podejrzane zachowania… Jeśli masz sąsiada, kolegę albo kogoś z rodziny, kto interesuje się wampirami… Jeśli twoje dziecko bawi się w Drakulę w swoim pokoju… chcemy o tym wiedzieć!
Adam upuścił łyżkę do miski i zerwał się z kanapy.