Trollheim. Tom 6. Klątwa Lasu Trolli - ebook
Rodzice Tary chcą kupić domek, ale ten, który wpadł im w oko, jest podejrzanie tani. Tara zgłasza się więc na ochotnika, aby przez tydzień w nim pomieszkać. Nie może się doczekać odpoczynku w przytulnym miejscu, wraz z wszystkimi przyjaciółmi. Ale domek skrywa przerażającą tajemnicę – klątwę. W głębi Lasu Trolli, z dala od jakiegokolwiek sąsiedztwa i bez zasięgu sieci komórkowej przyjaciele zaczynają rozumieć, że znaleźli się w potrzasku.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68382-73-0 |
| Rozmiar pliku: | 2,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Lekki wietrzyk kołysał zieloną trawą i kwiatami na łące, a słońce świeciło na bezchmurnym niebie.
Astri zrywała kwiaty, nucąc wesoło kościelną pieśń. Sięgnęła właśnie po wyjątkowo ładny jaskier, gdy nagle padł na nią duży cień.
Odsunęła z oczu długie jasne włosy i podniosła wzrok. Przed nią stał wysoki mężczyzna o białych kręconych włosach i szarych, patrzących surowo oczach. Miał na sobie długą czarną pelerynę. Astri nie widziała go nigdy wcześniej. Nieznajomy?
– Zbierasz kwiaty? – odezwał się mężczyzna, wskazując bukiet w jej dłoni.
– Tak, dla mamy.
– Na pewno się ucieszy.
– Na pewno tak! – Astri wstała. – Ale nie możemy rozmawiać. Nie wolno mi rozmawiać z nieznajomymi.
– Naprawdę? – Mężczyzna wydawał się zaskoczony. – Dlaczego?
Astri ruszyła już w stronę domu, ale usłyszawszy pytanie, zawahała się i zatrzymała.
– Sama nie wiem.
– Co może być złego w zwykłej rozmowie?
– No, chyba nic… a wujek mówił, że obcy to tylko przyjaciele, których jeszcze nie znamy.
– Mądry wujek. – Mężczyzna się uśmiechnął. Brakowało mu jednego zęba, pozostałe pokrywał brązowawy nalot.
– Jak ma pan na imię?
– Mårg.
– Dziwne imię. Ja mam na imię Astri.
– Miło cię poznać. – Wskazał na jej szyję. – Ładna błyskotka.
Astri dotknęła małego złotego serduszka wiszącego na łańcuszku.
– Dziękuję. Dostałam od mamy z okazji piątych urodzin. Dlatego zbieram dla niej kwiaty. Chcę jej się odwdzięczyć.
– To bardzo miłe z twojej strony – zauważył Mårg. – Wiesz, wokół mojej chatki w lesie rośnie mnóstwo pięknych kwiatów.
– Naprawdę?
– Naprawdę. W przeróżnych kolorach. Żółte, czerwone i niebieskie.
Astri ze smutkiem pokręciła głową.
– Nie wolno mi chodzić samej do lasu.
– Przecież nie będziesz sama. Ja tam będę.
– To prawda… ale była kiedyś dziewczynka, która poszła do lasu zbierać kwiaty i została zjedzona przez wilka.
– Czerwony Kapturek? – zapytał mężczyzna.
– Tak.
– Ależ kochanie, to tylko bajka.
– Na pewno?
– Poza tym tę dziewczynkę zwiódł zły wilk, który chciał ją zjeść. Wyglądam może jak wilk? – Znowu się uśmiechnął.
– Nie! – Astri się roześmiała. – Wcale nie.
– Ja nie zjadam dzieci – dodał mężczyzna. – Tylko cukierki. Mam ich pełno w chatce. Możesz trochę dostać, jeśli chcesz.
– Och, cukierki! – wykrzyknęła Astri. – W domu nigdy nie wolno mi ich jeść.
– Chodź ze mną. – Mårg wyciągnął rękę. – Będziesz mogła zjeść ich tyle, ile zechcesz.
Astri skinęła głową, uśmiechnęła się i wzięła go za rękę.ROZDZIAŁ 1
TARA, PRAWIE TRZYNASTOLATKA
Tara wspięła się na kamienny mur i zeskoczyła do ogrodu, jak to miała w zwyczaju. Tobiasz proponował kiedyś, żeby przeciąć zardzewiałą kłódkę przy bramie, ale ona stwierdziła, że wspinaczka to przecież świetny trening.
Zapadł już wieczór, wciąż jednak było ciepło i jasno. Kolorowe motyle i brzęczące pszczoły tańczyły między kwiatami. Tara była tak szczęśliwa, że sama też zatańczyła przez chwilę. Wreszcie zaczęły się wakacje!
Mama Tobiasza powiedziała, że poszedł się pobawić w lesie. Tara wiedziała, że oznacza to jedno: siedzi w opuszczonym domu i znowu przegląda stare księgi. Może szuka kolejnych staronorweskich zaklęć?
Uwielbiała spędzać z nim czas, nawet kiedy był kompletnie zaczytany i pogrążony w swoich nerdowskich sprawach. Często przesiadywali razem w bibliotece – on z nosem w starej księdze, ona z komiksem.
Dziś przyniosła ze sobą termos z gorącym kakao, nowy tom mangi _Fullmetal Alchemist_ i… rzuciła okiem na kopertę w dłoni… zaproszenie na urodziny dla Tobiasza.
Pomyśleć tylko – wkrótce skończy trzynaście lat. Będzie już prawdziwą nastolatką. A po wakacjach… gimnazjum.
Na tę myśl aż się wzdrygnęła. Nadchodziły wielkie zmiany…
Tara zawsze myślała, że nastolatków zaczynają interesować inne rzeczy: chodzenie na imprezy, picie i całowanie się. Ale ona nie czuła się jeszcze inna. Wciąż lubiła to samo: spotykać się z przyjaciółmi, strzelać z łuku, pokonywać Agasha w Mario Kart i czytać mangi…
Czy to normalne, że nastolatki czytają komiksy? Akila i Namira tego nie robią… za to Agash nadal pochłaniał mangi, mimo że skończył już dziewiętnaście lat! A przecież nie był dziwakiem. Czy ona stanie się taka jak wszyscy? Czy coś się w niej zmieni? Czy zacznie inaczej myśleć?
Jej ciało przecież już się zmieniało, a głowa była jego częścią. Tara nie miała jeszcze miesiączki, ale piersi trochę jej ostatnio urosły… odrobinę. Niektórym dziewczynom z klasy urosły znacznie bardziej.
No cóż, lepsze za małe niż za duże. Chyba niezbyt wygodnie biega się z takimi dużymi… Westchnęła. Przeszkadzałyby. Zwłaszcza na treningach.
Ale Tobiasz zeszłej zimy gapił się na Monę, kiedy skakała na skakance… chociaż zwykle nie zwracał na takie rzeczy uwagi. Gapił się tak… z półotwartymi ustami i trochę nieobecnym wzrokiem… pewnie zacząłby się ślinić, gdyby nie dostał piłką prosto w czoło!
Tara z irytacją potrząsnęła głową. Co za dziwne rozważania! Czy to jakiś znak? Znak, że jej mózg zaczyna się zmieniać? Czyżby tak właśnie myślały prawdziwe nastolatki?
Dość!
Uderzyła dłońmi w policzki. Chciało jej się krzyczeć z frustracji.
Pomyśl o czymś innym…
Rzuciła zadowolone spojrzenie na dom. Wyglądał o wiele lepiej. Część pieniędzy, które dostali za odnalezienie Silje, przeznaczyli na naprawę dziury w pokoju Ziry i wymianę rozbitych okien. Załatali nawet zaprawą pęknięcia w murze. I prawie wszystko zrobili sami! Musieli, bo dorośli fachowcy pewnie zachorowaliby przez magię willi.
Na szczęście pomogli im starsi bracia Tary. Agash i Rahul znali się na wielu rzeczach, Rahul uczył się nawet w technikum budowlanym. A jeśli czegoś nie wiedzieli, po prostu to googlowali. Obaj podczas pracy czuli się co prawda trochę niedobrze, ale dali radę. Technicznie rzecz biorąc, wciąż jednak byli nastolatkami…
Chociaż Agash był już prawie dorosły. Czy on też się zmieni? Czy stanie się poważniejszy? Będzie chodził w krawacie jak tata, pił kawę, mówił, że Mario Kart jest dla dzieci, rozmawiał o polityce i…
Aaaaaaa!
Tara krzyknęła głośno z frustracji. Znowu te myśli! Najlepiej będzie znaleźć Tobiasza. Musi zająć czymś głowę, a Tobiasz był kopalnią dziwnych tematów, na które nigdy by nie wpadła.
Otworzyła drzwi opuszczonego domu i ruszyła do biblioteki.ROZDZIAŁ 2
MAGICZNE PIERŚCIENIE
Tobiasz siedział z nosem w książce, dokładnie tak, jak się spodziewała.
– Tobiasz! – zawołała. – Jak się cieszę, że cię widzę!
Chłopiec podniósł wzrok.
– Co? Przecież widzieliśmy się kilka godzin temu… w szkole.
– Zawsze miło cię widzieć – wyznała z uśmiechem.
Tobiasz momentalnie zrobił się cały czerwony na twarzy. Do Tary dotarło nagle, że i ona się rumieni.
– Znaczy ten… – Odchrząknęła. – O czym czytasz?
– O czarach.
Spojrzała na stół. Oprócz dużej czarnej księgi leżały tam dwa zielone pierścienie. Na obu wygrawerowano malutki symbol dwóch splecionych węży.
– Zamierzasz się komuś oświadczyć czy co? – spytała, wskazując na pierścienie. – Dziewczyny raczej nie przepadają za wężami. Tak tylko mówię…
– A, to – powiedział Tobiasz. – Znalazłem je tu, w szufladzie. Według czarnej księgi zostały wykute przez Lokiego i napełnione czarną magią. Dwa splecione węże to jeden z jego znaków.
– Brzmi trochę upiornie – wyznała Tara. – Jak ten pierścień Saurona z _Władcy Pierścieni_.
Twarz Tobiasza się rozpromieniła.
– Naprawdę czytałaś Tolkiena?
– Nie, ale widziałam filmy.
Wyraźnie posmutniał.
– No tak… – westchnął. – Te pierścienie chyba nie są aż tak złowrogie. Loki dał je trzem swoim sługom na powierzchni.
– Trollom?
– Nie, ludziom – wyjaśnił. – Dawno temu istniały tu i ówdzie małe grupy takich ludzi. Czcili Lokiego jak boga. Niektórzy składali mu w ofierze dzieci podczas okropnych rytuałów, żeby zyskać moc i bogactwo.
– Fuj, obrzydliwe.
– Te dwa pierścienie trafiły do pewnej rodziny w Trollheimie. Ich imiona są nawet wygrawerowane w środku: Mira i Matusalem. Według księgi trzeci pierścień dostał człowiek o imieniu Mårg. Uprawiali razem czarną magię.
– Dziwne imiona. Ale na ilustracjach w książce pierścienie mają inne kolory: niebieski, żółty i czerwony.
– Tak, zauważyłem. – Tobiasz uśmiechnął się lekko. – Też wydało mi się to dziwne, więc zrobiłem mały eksperyment. Ustawiłem telefon, żeby nagrywał jeden pierścień, a z drugim wyszedłem na zewnątrz i on powoli zrobił się całkiem niebieski. Kiedy wróciłem do środka, znów był zielony. Sprawdziłem nagranie i zobaczyłem, że drugi pierścień też zmienił kolor, kiedy mnie nie było. Stał się żółty.
– Dziwne. Dlaczego?
– Nie wiem. – Tobiasz wzruszył ramionami. – Może magiczne pierścienie po prostu tak mają.
– No tak, fajna sztuczka. Ale raczej mało przydatna. Chyba że chcesz występować jako magik czy coś.
– One potrafią też inne rzeczy. W książce jest napisane, że mogą pomóc zobaczyć coś, co normalnie pozostaje ukryte. Ostatni zapisek w pamiętniku Fredrika Grana dotyczy właśnie tych pierścieni. Zamierzał je ukraść razem z czarną księgą sługom Lokiego.
– Tą księgą? – Tara skinęła głową w stronę otwartego tomu leżącego na stole.
– Tak. Chciał powstrzymać Mårga i jego rodzinę przed używaniem czarnej magii. Pierścienie są magiczne, a księga pełna niebezpiecznych zaklęć i mikstur. Co dziwne, Gran nie napisał już potem nic więcej. Ale skoro mamy i księgę, i dwa pierścienie, to chyba mu się udało, prawda?
– To ta sama księga, którą zabrała Silje? – zapytała Tara.
– Tak, księga czarów. W niepowołanych rękach bardzo niebezpieczna.
– To może nie powinieneś jej czytać?
– Spokojnie, uważam – zapewnił ją chłopiec. – Nie zamierzam niczego próbować. Ale jest tu coś szczególnie ciekawego o pierścieniach.
– Co takiego?
– Jeśli założysz pierścień i dotkniesz szkieletu ręką, na którą go nasunąłeś, możesz zobaczyć moment, w którym ta osoba umarła.
– Jakby takie zdjęcie?
– Chyba tak. Brzmi ciekawie, prawda? Tara… chcesz spróbować?ROZDZIAŁ 3
EKSPERYMENT
Nie no, chyba nie. – Tara wzruszyła ramionami. – Brzmi raczej okropnie.
– A mnie się to wydaje całkiem ekscytujące – odparł Tobiasz. – Pomyśl, jeśli to działa, moglibyśmy dotknąć mumii i zobaczyć przebłysk starożytnego Egiptu! Moglibyśmy sprawdzić, czy Kleopatra naprawdę zginęła od ukąszenia węża!
– Możesz pójść do muzeum w Trollheimie. Na pewno mają tam jakąś czaszkę albo i dwie.
– Eee, tam to akurat są tylko obrazy, monety, groty strzał i tego typu rzeczy. Ale przecież my mamy prawdziwy szkielet!
Tara zrobiła wielkie oczy.
– No tak… oczywiście… Fredrik Gran.
Spojrzała na regał, ten, który można było obrócić. Prowadził do ukrytego pomieszczenia po drugiej stronie.
– Tam. – Przełknęła ślinę. – W bujanym fotelu.
Już kilka razy rozmawiali o tym, żeby pochować szkielet w ogrodzie i postawić nagrobek, ale jakoś ciągle odkładali to na później.
– Nie dam rady już dłużej czekać! – Tobiasz chwycił pierścienie. – Chodź, spróbujmy! – Wziął z biurka zapaloną lampę naftową i podszedł do regału. – Myślałem, żeby poprosić najpierw Adama, ale skoro już tu jesteś… Pomyśl tylko, ile moglibyśmy się dowiedzieć o historii ludzi, jeśli to, co jest napisane w tej książce, naprawdę działa! To byłby ogromny przełom w nauce!
– Jesteś pewien? – Tara się wahała. – To nie jest niebezpieczne?
– Według książki zobaczymy tylko coś w rodzaju zdjęcia tego, co się wydarzyło. Nie cofniemy się naprawdę w czasie ani nic takiego. Poza tym zawsze możemy zdjąć pierścienie i przerwać zaklęcie.
– Dobrze… po prostu mam jakieś złe przeczucie – powiedziała. – Zwykle to ty jesteś ostrożny, a ja ryzykuję.
– No właśnie – przyznał Tobiasz. – Ale jeśli nie spróbuję, będę o tym myślał bez przerwy. To mi nie da spokoju.
Pociągnął za grzbiet książki, która uruchamiała mechanizm, a regał obrócił się, odsłaniając przejście.
Chłopiec wszedł do środka, Tara wskoczyła za nimi i regał zamknął się tuż za jej plecami.
Stanęli w małym, tajnym pokoju za półką z książkami. Pościerali już wcześniej kurz i zdjęli pajęczyny, więc było tam prawie przytulnie… gdyby nie ten stary szkielet. Wciąż siedział w tym samym miejscu i kołysał się lekko w bujanym fotelu.
Tobiasz postawił lampę na starym biurku i włożył jeden z pierścieni na palec. Drugi podał Tarze. Wzięła go i wsunęła na palec serdeczny prawej dłoni. Zielony metal był nienaturalnie zimny i błyszczał jasno. Widok dwóch splecionych węży nieco ją obrzydzał.
– Chwyćmy się za ręce i dotknijmy jednocześnie szkieletu – zaproponował Tobiasz.
Tara złapała go za rękę. Drugą, tę z pierścieniem, uniósł nad czaszkę Fredrika Grana. Dziewczyna też wyciągnęła dłoń.
– Na trzy – powiedział Tobiasz. – Jeden… dwa… trzy!
Położyli dłonie na czaszce.