Trudne lato - ebook
Kiedy na jaw wychodzą rodzinne sekrety... Życie Alicji w końcu zaczyna się układać. Miłość kwitnie, relacje z bliskimi się polepszają. Zapowiada się idealne lato, pełne słońca i beztroski. Ale kiedy na progu domu staje niespodziewany gość, wszystko wywraca się do góry nogami.
Kim jest Błażej, przyrodni brat, o którego istnieniu Alicja nie miała pojęcia? Dlaczego jej ojciec ukrywał ten fakt? Chłopak pała żądzą zemsty i ma jeden cel: zniszczyć życie Alicji i jej rodziny. Czy uda jej się powstrzymać jego mroczne plany? Polecamy również pierwszy tom "Odpowiem, jak dorośniesz".
Maja Szanecka-Żołdak – autorka książek dla dzieci i młodzieży, między innymi „Pieskie sprawy Tymona i Lusi”, „Nastolatki nie mają lekko” i „Bzzz! Na skrzydłach przygody”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Young Adult |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68254-23-5 |
| Rozmiar pliku: | 1 017 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Pierwszy dzień wakacji. Cudowny. Leżałam na łóżku otulona miękką i pachnącą latem kołdrą, wpatrując się w słoneczne refleksy nadające ścianom nowe odcienie. Zatrzymałam wzrok na szklance stojącej na parapecie. Promienie słoneczne, które ją przenikały, stworzyły na przeciwległej ścianie barwną mozaikę. Ten widok wywołał niekontrolowany uśmiech, zwyczajnie mnie zachwycił, podobnie jak świadomość, że nie muszę wstawać, nie muszę się spieszyć – mam na myśli szkołę – denerwować się, że czegoś nie zrobiłam, nie zdążyłam, nie umiałam. Lenistwo wyciągało do mnie ręce, a ja pragnęłam znaleźć się jego objęciach. Po prostu czyste nieróbstwo, czas uwielbiany przez dzieci i nastolatków, ale dla mnie też ważny z jeszcze jednego względu. W moim życiu nastał czas spokoju, błogiego i kojącego, pozbawionego trosk.
Przekręciłam się na wznak, patrząc na sufit. Ostatnio los był dla mnie łaskawy, muszę przyznać, że nawet bardziej, niż mogłam się spodziewać. Postanowiłam więc, że od teraz na wszystko postaram się patrzeć optymistycznie, bez lęku o to, co złego może się zdarzyć. To jedynie przyciąga kłopoty, a przecież wszystko nareszcie zaczęło się układać.
Po pierwsze mama po terapii nie piła. Początki były dość trudne, bo miewała zmienne nastroje, ale nie poddawała się, chodziła do terapeuty i przy moim i dziadka wsparciu zaczęła wychodzić na prostą. Niedawno wspomniała o zmianie pracy, a nawet podjęciu studiów podyplomowych. Duży krok do przodu, byłam z niej dumna. Początkowo jednak łapałam się na tym, że spodziewam się wpadki – każdy mój powrót do domu był okupiony niepewnością, w jakiej formie ją zastanę. Jakbym czekała na moment, że złapię ją na tym, że coś wypiła, ale z czasem upewniałam się, że dla mamy rozdział zwany pijaństwem jest zamknięty. Zapisała się na kurs rysunku, zaczęła szlifować swoje umiejętności i oddawać się pasji, która pochłonęła ją bez reszty.
Kolejnym powodem do radości był mój związek z Tomkiem. Jestem zakochana do szaleństwa! Tu mogłabym bez końca zanudzać słodkimi opowieściami, jak jest cudownie i cukierkowo, tak cudownie, że samej trudno mi w to uwierzyć. Tomek pomógł mi przeganiać moje lęki, przetrwać niełatwy czas leczenia mamy, do tego mocno kibicował odnowieniu mojej więzi z dziadkiem. Babci już niestety nie poznałam, bo zmarła. Nie wiem, jak bez Tomka poradziłabym sobie ze szkołą, zwłaszcza w mojej klasie, która nigdy nie była mi przychylna, szczególnie po aferze z konkursem na redaktora gazety szkolnej, mojej przegranej z Krystianem, jego nieczystych zagrywkach i tym, jak perfidnie wyciągnął sprawę mojej mamy. Szkoła stała się dla mnie miejscem, w którym wręcz się dusiłam. Rozważałam możliwość przeniesienia się do nauki w chmurze. Swego czasu uważałam, że to najlepsze rozwiązanie, ale Tomek przekonał mnie, że taka ucieczka nie ma sensu. Zaufałam mu i faktycznie – z czasem było mi coraz łatwiej. Już się tak nie bałam społeczności szkolnej, mało tego, znalazły się osoby, które zaczęły ze mną rozmawiać, wspierać mnie i pomogły mi ignorować debilne zachowania niektórych tak zwanych kolegów.
A Krystian? Był tylko obojętną mi postacią z naszej klasy. Nie przyjaźniliśmy się, ale też nigdy więcej nie zachowywał się wobec mnie wrogo. Z pisania opowiadań też się wycofałam, bo postanowiłam zacząć pisać swoją książkę, chyba czas najwyższy sprawdzić, na co mnie stać. Wakacje dają przecież do tego wspaniałą okazję, bo mózg jest uwolniony od obciążeń szkolnej codzienności.
Dziś przenosiliśmy się do domku na wsi. Mama przed zmianą pracy uznała, że może pozwolić sobie na miesiąc wakacji w wiejskiej posiadłości dziadka, czyli, jak go nazywaliśmy, w domu nad jeziorem. Obróciłam się na łóżku i mój wzrok zaatakowały wypchane walizki, które wymagały, by je dopiąć. Trzeba było tylko wyskoczyć z łóżka i się ubrać. Moja komórka zaczęła wibrować, sięgnęłam po nią, nie chcąc utracić ani sekundy z tego dnia. Tomek.
– Halo?
– Śpisz jeszcze? Bo ja już czekam na dole.
Na te słowa wyskoczyłam z łóżka jak z wrzątku i zaczęłam biegać po pokoju w poszukiwaniu ubrań.
– Nie, no co ty. Czekałam na ciebie – mówiłam z przekonaniem.
– Na pewno? Bo brzmisz, jakbyś była zachrypnięta po spaniu.
– Wchodź na górę! – rzuciłam zachęcająco i rozłączyłam się. Teraz chaotycznie zaczęłam wkładać na siebie, co popadnie, byle być gotową. Nie chciałam, żeby Tomek przyłapał mnie na kłamstwie, przecież nie jestem śpiochem, tylko po prostu nie chciało mi się wstać. On na pewno nic by sobie złego nie pomyślał, ale chciałam w jego oczach wypaść jak najlepiej. Był wobec mnie bardzo wyrozumiały, czasami zastanawiałam się, czy nie za bardzo, ale kiedy dopadały mnie podobne pytania, otrząsałam się, żeby jak najszybciej odegnać takie myśli. Chyba mam wyjątkową skłonność do szukania problemów tam, gdzie ich nie ma.
Mama wpuściła mojego chłopaka, a już sama myśl, że mam chłopaka, napełniała mnie radością małej dziewczynki. Najchętniej rzuciłabym się na niego i przylgnęła do jego ciała. Jednak mama stała obok i pomimo sympatii, jaką darzyła Tomka, wolałam nieco powściągnąć swoje emocje. Podeszłam tylko do niego blisko i splotłam nasze palce, pozwalając, żeby jego ciepło przenikło do mojego ciała. Tomek uścisnął mnie mocno, a ja czułam się szczęśliwa.
– Jedziemy na wakacje – oznajmił triumfalnie, zadowolony, że wygospodarował cały weekend na wspólny pobyt w malowniczym miejscu. Ja też byłam zadowolona, jednak trochę mniej, bo dla mnie to był tylko weekend, co zatruwało mi wizję szczęścia. Doceniałam oczywiście jego starania, bo wiedziałam, jak bardzo chciał ze mną wyjechać, jednak wpadła mu okazja zarobienia niezłych pieniędzy w poważnej firmie, która szukała pracowników na czas urlopowy, czyli do końca sierpnia. Chwilę się wahał, ale możliwość podreperowania budżetu była kusząca. Utwierdzałam go w tej decyzji, choć na wspólne wakacje zostawały nam tylko weekendy. Dotąd był zawsze blisko i uczestniczył w moim życiu. Ja też myślałam o jakiejś wakacyjnej pracy, ale dziadek mocno oponował, przekonując mamę do rodzinnego wyjazdu; argumentował, że wszyscy mamy za sobą trudny czas i jeszcze, że skoro nasze drogi znów się zeszły, powinniśmy ten czas spędzić razem. Chciał nacieszyć się naszym towarzystwem, zwłaszcza że po niedawnej śmierci babci czuł się bardzo samotny.
– Tomku – jęknęłam smętnie. – Jedziemy, ale dwa dni szybko się skończą, a potem zostanę sama.
Mama pod jakimś pretekstem wyszła z pokoju i zostawiła nas samych, a ja patrzyłam na Tomka i miałam wrażenie, że zaraz się załamię, że moje serce rozpadnie się na kawałki, co sprawiało mi autentyczny ból.
– Ale to nie będzie koniec? – zapytałam, patrząc mu w oczy, a on spojrzał na mnie, nie rozumiejąc, o czym mówię.
– Będę bardzo tęsknić za tobą – wyszeptał i mocno mnie przytulając, musnął wargami moje usta. Dreszcz podniecenia przeszył moje ciało. Cofnął się nieco i spojrzał na mnie, jakby chciał się upewnić, że nie zrobił nic złego. Uśmiechnęłam się, a to go zachęciło i ponownie zbliżył się do mnie, tym razem stykając się ze mną jeszcze mocniej i łapczywiej. Wcale nie czułam się z tym źle! Nie całowaliśmy się po raz pierwszy, ale po raz pierwszy robiliśmy to z taką namiętnością i miałam nadzieję, że ten pocałunek nigdy się nie skończy.
– O, przepraszam – usłyszałam mamę, która cofnęła się tak szybko, jak się pojawiła, sprowadziwszy nas na ziemię. Zawstydziłam się jak mała dziewczynka, a przecież skończyłam już drugą klasę liceum, w czerwcu kończyłam siedemnaście lat i nie ukrywam, że miałam wielkie plany na te wakacje. Między innymi stracić dziewictwo.
– To jak, gotowi? – usłyszałam znów mamę, która usiłowała zabrać jednocześnie wielkie podobrazie o wielkości lustra, sztalugę i walizę pamiętającą czasy dawnej przeprowadzki do tego mieszkania.
– Widzę, że zamierzasz pracować bardzo intensywnie – rzuciłam z uśmiechem, trochę, żeby zmienić temat, a trochę z powodu obawy, że moja mama wpadła w nowe uzależnienie. Odstawiła alkohol, i to było świetne, tylko że to malowanie, sztuka i farby pochłonęły ją niemalże w takim samym stopniu jak picie, czyli oddalały od rzeczywistości. Mama przekrzywiła głowę, patrząc na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Ściągnęła brwi, co stworzyło między nimi głęboką bruzdę wyrażającą dezaprobatę dla moich słów.
– Twoja mama stworzy arcydzieło godne wielkich mistrzów, jak te słynne kwiatki w wazonie van Gogha. – Tomek próbował ratować niezręczną ciszę, ale niechcący wszedł na pole minowe.
Mama pokiwała tylko głową.
– Van Gogh nie malował tylko kwiatów w wazonach – obruszyła się. – Mówisz pewnie o słonecznikach i irysach, ale przecież jego obrazy przedstawiają też kwietne łąki, kwitnące gałęzie magnolii, pszeniczne łany, gwieździste noce – wymieniała z przejęciem. – I całe życie był niedocenionym nędzarzem – westchnęła ciężko na koniec.
– Jesteś w lepszej sytuacji, bo my ciebie doceniamy. Masz już dwóch fanów – przerwałam jej wykład z historii sztuki i porwałam walizkę, Tomek drugą i popędziliśmy schodami na dół. Mama bardzo poważnie traktowała malarstwo i mówienie o nim bez szacunku, czy co gorsza ze śmiechem, budziło w niej złe emocje. Przy każdej okazji powtarzała, że sztuka uczy prawdziwej wrażliwości, a ignorancja, czyli brak podstawowej wiedzy, a co jeszcze gorsze wzbranianie się przed nią, jest wynikiem skrajnej głupoty.
– Alicja, proszę, wróć i sprawdź jeszcze drzwi – wołała mama. – W tym nowym zamku klucz trzeba przekręcić w przeciwną stronę niż dotąd i jeszcze nie mogę się do tego przyzwyczaić. Wolałabym mieć pewność, że dobrze je zamknęłam.
– OK! – odkrzyknęłam. – Ale skoro nie zostawiłaś na stole sernika, to już nikt się teraz nie włamie, bo po co.
– Nawet tak nie żartuj – oburzyła się mama. – Kosztowało mnie to zbyt wiele nerwów.
Przyznaję, że zdarzenie, jakie miało tu niedawno miejsce, nie należało do zabawnych. Wróciłam wtedy ze szkoły, włożyłam klucz do zamka i zorientowałam się, że drzwi są otwarte. Pomyślałam, że mama wróciła z pracy, ale kiedy weszłam, jej nie było, a mieszkanie wyglądało dziwnie. Panował w nim podejrzany nieład, a już największy w pokoju mamy, co przy jej obsesji sprzątania było zjawiskiem nienaturalnym. Bałagan w moim pokoju to co innego, ale laptop leżał na niezaścielonym łóżku, czyli tam, gdzie go zostawiłam, choć jedna szuflada biurka sprawiała wrażenie niedomkniętej, a tego nie miałam w zwyczaju. Spanikowana zadzwoniłam do dziadka, który szczęśliwie był wtedy w Poznaniu, i kiedy nadeszła mama, w mieszkaniu był już dziadek i dwóch policjantów. Ślady na drzwiach potwierdzały włamanie, jednak ostatecznie nic nie zginęło. Zniknął tylko z kuchennego stołu świeżo upieczony sernik, który dziadek miał zabrać ze sobą do domku nad jeziorem. Policjanci spisali protokół, trochę pożartowali z tego sernika i polecili wymienić zamek na solidniejszy, bo ten, ich zdaniem, był bardzo marnej jakości. Sugerowali, że do włamania mogło dojść z powodu zwykłej pomyłki włamywaczy, gdyż trwało malowanie klatki schodowej, a numery widniejące obok drzwi chwilowo zniknęły pod farbą. Wyglądało, jakby pomylili drzwi, a skoro nawet nie zabrali laptopów czy drobnej biżuterii, to najwyraźniej wybrali się po coś innego, tylko pechowo trafili pod zły adres i gorycz porażki osłodzili sobie pysznym sernikiem. Wersja policjantów brzmiała dość prawdopodobnie, nic strasznego się nie stało, ale niepokój zdołał już się wgryźć do mojego organizmu. Sama świadomość, że obce łapska grzebały w moich rzeczach, że naruszyły moją intymność, było nieprzyjemnym doświadczeniem.
Wspomnienie tego zdarzenia dodało mi motywacji, by pobiec jeszcze raz pod nasze drzwi i sprawdzić, czy mama je zamknęła. Poruszyłam klamką ponownie i już spokojna wybiegłam za Tomkiem na zewnątrz, gdzie powietrze było przyjemnie orzeźwiające. Nie spotkaliśmy nikogo z sąsiadów, co pewnie wynikało z rozpoczynającego się sezonu urlopowego. Jedni byli na wakacjach, inni pojechali do pracy, parking świecił pustką, tylko po przeciwnej stronie ulicy stał chłopak, którego nigdy tu nie widziałam. Chyba i teraz nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby się tak nie gapił w kierunku naszej bramy. Pewnie czekał na kogoś. Wolno dopalał papierosa i patrzył na nas, bo nikogo innego nie było w pobliżu. Niezbyt wysoki, w szarych spodniach dresowych i białej gładkiej koszulce, zaintrygował mnie burzą kruczoczarnych loków, jakie kotłowały się na jego głowie. Teraz ja ciekawie wlepiłam w niego wzrok. Nasze spojrzenia spotkały się i zrobiło mi się trochę głupio. Szybko uciekłam wzrokiem w bok, próbując zatrzeć w głowie obraz chłopaka. Przyszło mi to bez trudu, bo już wszyscy pakowaliśmy się do samochodu Tomka.
DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ