Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Trzódka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
9 kwietnia 2026
53,99
5399 pkt
punktów Virtualo

Trzódka - ebook

Czasem życie bywa trudniejsze od śmierci.

Pięcioro nieznajomych zostaje zaproszonych do udziału w innowacyjnej terapii. Każdy z nich zmaga się z bolesną traumą. Każdy niesie ciężar, od którego nie potrafi się uwolnić. Nie wiedzą, dokąd zaprowadzi ich ta podróż, ale dla wielu z nich to ostatnia szansa na ratunek.

Z czasem na jaw wychodzą ich historie – drastyczne, bolesne, naznaczone chorobą i samotnością – a relacje między nimi stają się coraz bardziej intensywne i niebezpieczne…

„Trzódka” to przejmująca opowieść o nadziei, która potrafi być równie przerażająca co rozpacz. O chorobie kryjącej się pod płaszczem ciszy. A przede wszystkim o ludziach, którzy utknęli gdzieś „pomiędzy” i muszą zdecydować, w którą stronę wykonają następny krok.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-487-7
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Drogi Czytelniku,

książka, którą właśnie zaczynasz czytać, została u podstaw napisana zgodnie z ogólnoprzyjętymi i stosowanymi w praktyce terapeutycznej zasadami oraz wiedzą. Jednak w dalszym ciągu jest to książka fabularna, wytwór mojej wyobraźni. Dlatego cokolwiek tu przeczytasz, nie powinno być traktowane jako wiarygodne źródło informacji, jak i służyć do samodiagnozowania.

Jeśli zmagasz się z jakimikolwiek problemami natury emocjonalnej czy psychologicznej, szukaj pomocy u specjalisty.PROLOG

– Latem faceci chodzą z obsikanymi nogami.

Kot, który właśnie zamierzał wejść mu między nogi, poocierać się nieco i odejść, zmienił zdanie. Podniósł swój łebek, zmrużonymi oczami spojrzał na Portugalczyka tak, jakby chciał spytać: „Serio?!”, i odszedł zniesmaczony.

Ten kot był rudy; nie rudawy jak te dwa chude osobniki siedzące i spoglądające na innych spod drewnianej kolumny. Był cały rudy: od łap po czubki uszu, od wąsów aż po koniec ogona.

– Rude fałszywe! – mawiał Adam, Polak, lecz kiedy inni pytali, skąd to powiedzenie się wzięło, nie był w stanie odpowiedzieć. Mówił tylko: „Po prostu!”.

Jego ulubieńcem był czarny kocur, który właśnie siedział mu na kolanach. Zwierzę przychodziło na spotkania nie po to, by posłuchać, lecz by załapać się na łaskotki, a Adam, jako chłopak bardzo wrażliwy i czuły, nie był w stanie mu tej przyjemności odmówić. Wołał go jak psa, uderzając dłońmi o kolana. Kocur podchodził powoli, jakby chciał pokazać, że trzeba na niego poczekać, że to on jest tutaj najważniejszy i że nikt nie ma prawa go pospieszać. Zatrzymywał się kilka kocich kroków przed siedzącym człowiekiem, kręcił tyłkiem i wskakiwał z gracją, jakiej pozazdrościłby mu każdy rasowy kot! Kładł się i pozwalał chudym ludzkim dłoniom zataczać kręgi na swoim grzbiecie. Nigdy nie słuchał ludzi; miał ich gdzieś.

– Prosiłem, byśmy nie używali skrótów myślowych… – powiedział doktor spokojnym i łagodnym głosem. Jako jedyny z całego towarzystwa nie zwracał uwagi na obecność kotów. Tłumaczył to, mówiąc: „Koty były, koty są i koty będą. Nie ma co wpadać w euforię, widząc jednego, skoro zaraz przyjdą następne”.

Lecz wszyscy pamiętali, że pewnego chłodnego wieczoru, kiedy siedzieli razem na tarasie, ktoś spytał doktora o prawdziwy powód jego awersji względem tych zwierząt. Bez zastanowienia odpowiedział:

– Koty są fałszywe. Nie tylko rude, wszystkie. Niewdzięczne i zdradzieckie, a to wszystko przez to, że natura obdarzyła je prawem niezależności. O nic nie dbają. Przychodzą, bo czegoś chcą, a kiedy to dostają, nie dają niczego w zamian. Taka relacja jest toksyczna.

Nigdy nie przyznał się do tych słów; twierdził, że są nasiąknięte pogardą, co jest do niego niepodobne. Mimo to wszyscy wiedzieli, pamiętali, lecz brakowało im odwagi, by mu to wypomnieć. Na początku nie do każdego docierał jego autorytet; w ich oczach wydawał się zwyczajny. Nie wyróżniał się ani wyglądem, ani charakterem… Niczym. Dopiero po pewnym czasie zrozumieli, że o to właśnie chodzi; że wyjątkowość nie polega na odstępstwie od normy. Bycie wyjątkowym to coś subiektywnego i nie ma znaczenia, czy jesteś częścią tłumu, czy może jego przeciwieństwem.

– Mówi się o piasku, a nie o jego ziarnach – tłumaczył kiedyś doktor. – Mówi się o wodzie, a nie o jej kroplach. Las, łąka, stado… Wiele jednostek zgromadzonych w jednym miejscu sprowadza się do jednego słowa, uogólnienia, by łatwiej się o nich mówiło. Mówimy „tłum ludzi”, czasem po prostu „tłum”, pozbawiając każdego pojedynczego człowieka wyjątkowości. Ale to tylko złudzenie. Ta wyjątkowość zostaje. Powiesz, że skupisko drzew to las, lecz one nadal tam są, każde inne. Powiesz, że ogromne ilości źdźbeł trawy rosnących koło siebie to łąka, ale spróbuj kiedyś odnaleźć dwa takie same źdźbła… Na pierwszy rzut oka możecie się nie wyróżniać… Inność jest subiektywna, wszystko zależy od punktu widzenia i toku myślenia.

W tej chwili, oprócz doktora, było ich pięcioro. Każde inne, z inną historią, z innymi problemami. Łączyła ich jednak droga, jaką obrali. Sposób, w jaki zdecydowali się te problemy rozwiązać.

– To nie jest skrót myślowy… – sprostował Portugalczyk. – To fakt. Latem chodzimy z obsikanymi nogami.

Rudy kot zaczął krążyć wokół krzeseł, szukając lepszego miejsca do ocierania.

– Może powiesz coś więcej? – spytała Bułgarka, nieco poirytowana kolejnym bezsensownym wywodem kolegi. – Czy to jeden z wniosków, jakie wyciągnąłeś z życia biseksualnego?

Chłopak spojrzał na nią, nie przestając się uśmiechać.

– To wie każdy facet, ale jakoś nie jesteśmy tego świadomi. Wiesz, o co mi chodzi… Dostrzegasz to dopiero, kiedy spojrzysz z drugiej strony. To znaczy kiedy idziecie w czerwcu do jednego z lizbońskich kin na film, który i tak was nie interesuje, ale chcecie zaznać tego dreszczyku emocji, kiedy możecie się pomacać w tłumie, w ciemności…

– No rewelacja… – wtrąciła Bułgarka.

– Niestety, z aktualnym tamtej nocy kolegą…

– Kolegą?! Ha! – krzyknęła Polka.

– …z kolegą należymy do niewielkiego grona osób, które zawsze w trakcie filmu chodzą do toalety. Sączysz tę colę, myśląc, że możesz pić, ile zechcesz, i nic złego nie ma prawa się stać, bo przecież jesteś w kinie i oglądasz film. Niestety, chwyciło prawie od razu, ledwie zaczęliśmy oglądać. Najpierw poszedł on, a kiedy wrócił, pokrótce opowiedziałem mu, co się wydarzyło przez te dwie minuty jego nieobecności. Potem poszedłem ja. Było łatwo, wybraliśmy siedzenia z brzegu. Wiedzieliśmy, że będziemy latać do kibla. Zastanawialiście się może kiedyś, dlaczego światło w korytarzach kin zazwyczaj jest takie słabe? W sali jest ciemno, więc pewnie chodzi o to, żeby kontrast nie zwalił cię z nóg. W każdym razie jestem już w toalecie. Jak zawsze wybrałem pisuar, tym bardziej że ktoś już z jednego korzystał. Stanąłem obok niego i zacząłem robić swoje, ukradkiem spoglądając na jego penisa. Wyszedł przede mną. I wtedy poczułem coś dziwnego na skórze na nogach. Spojrzałem w dół i dostrzegłem maluteńkie kropelki na włosach na nogach. Krople moczu odbiły się od ścian pisuaru. I dopiero kiedy wychodziłem i wycierałem nogi papierem, dotarło do mnie, że przecież jeszcze przed chwilą głaskałem chłopaka po nodze! Nie wiem, czy poczułem wtedy coś mokrego… Ale samo odkrycie, że zawsze przy sikaniu obryzgujemy sobie nogi moczem, wydawało się przełomowe…

– Zapytałeś kolegę, czy wytarł nogi? – spytał Adam, trzymając dłoń na grzbiecie czarnego kocura.

– Zwariowałeś?! To by było dziwne. Wtedy jeszcze nie byłem taki…

– Nienormalny? – wtrąciła Bułgarka.

– Nie, to znaczy tak. I nie. Niech ci będzie.

– Dobrze, Aldo, dziękuję… – Doktor chrząknął i pokręcił się chwilę na krześle. Okulary zsunęły mu się na czubek kartoflanego nosa. Wyglądał wtedy starzej, niż kiedy tkwiły one wysoko, tuż przy oczach. Wsunął je z powrotem i spojrzał na kartkę przypiętą do sztywnej podkładki. – Kto teraz chciałby podzielić się swoją pierwszą poranną myślą? – Spojrzał na każdego po kolei.

– Adam jest chętny! – zawołał Aldo.

– Skoro tak uważasz… – odpowiedział Adam smutnym głosem. Chwycił kota obiema rękami i delikatnie odstawił na podłogę.

Kocur otrzepał się jak umyty pies i ruszył wolnym krokiem w stronę otwartego okna, tego samego, przez które tu wszedł. Na dzisiaj miał już dosyć pieszczot i nienormalnych historii. Wróci jutro.

– No weź się postaw! – Justyna klepnęła Adama w ramię. – _Nie bądź cipa!_ – dodała po polsku.

– Co ona powiedziała? – spytała Bułgarka.

– Chyba coś o cipie, ha! – zaśmiał się Portugalczyk. – To słowo pamiętam! _Ci-pa_!

– Nie przymuszajcie go… – wtrąciła nieśmiało Camilla; jej głos jak zwykle zabrzmiał krucho i łamliwie. Mimo że siedzieli na krzesłach, tworząc okrąg, ona swoją zamkniętą postawą sprawiała wrażenie, jakby znajdowała się na końcu, na marginesie – odepchnięta i odcięta. Odzywała się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy mogła kogoś poprzeć lub kiedy ktoś ją o coś zapytał. Zresztą i tak jej wypowiedzi łatwo innym umykały. Zupełnie jakby były echem słów dawno powiedzianych, płynących z zamierzchłych czasów.

– Ja uważam, że to dobry pomysł. Co ty na to, Adamie? Przyjmiesz wyzwanie? – zapytał doktor, patrząc w jego stronę.

Adam, jako najmłodszy z nich wszystkich, najbardziej odczuwał przewagę wiekową doktora, a co za tym idzie – jego autorytet. W związku z tym jako jedyny jeszcze nigdy mu się nie sprzeciwił, nawet w otwartej dyskusji, podczas której mieli wymieniać się swoimi opiniami i argumentami, by posmakować konfrontacji z odmiennymi zdaniami. Za wszelką cenę starał się albo pozostać neutralny, albo poprzeć zdanie doktora, mimo że ten zachęcał go do sformułowania swojego własnego stanowiska. Wtedy doktor, widząc, że Adam ugina się pod naciskiem, odpuszczał mu, delikatnie beształ i obiecywał dać jeszcze niejedną okazję do postawienia się i wyrażenia własnej opinii.

– W sumie mogę coś powiedzieć… – Chłopak spuścił wzrok i zaczął pocierać o siebie suche dłonie. Na błonach między jego palcami zaczęły się tworzyć pęknięcia, jakby pająk oplótł jego dłonie pajęczyną.

Kiedy Adam i Aldo wymienili pierwszy uścisk dłoni, Portugalczyk stwierdził zaniepokojony: „Rękę masz tak suchą, jakbyś bawił się wapnem i jej nie domył, a to, co zostało, zaschło i teraz nie chce się odczepić”. Adam przyjął to obojętnie, lecz obiecał, że będzie je częściej smarował kremem – na razie nie dotrzymał słowa.

– Jako że pokój mam od wschodu, obudziło mnie światło wschodzącego słońca. Poczułem wtedy takie ciepło przenikające skórę i jakby wpływające do środka. Starałem się przypomnieć sobie sytuacje, kiedy czułem coś podobnego i jakoś tak, drogą skojarzeń, zacząłem myśleć o tych wszystkich dziewczynach, w których się kiedyś kochałem. Wydawało mi się wtedy, że mam styczność z miłością w najczystszej postaci, z miłością nieskazitelną, dziewiczą… I nawet jeśli odrzucenie jednej dziewczyny z czasem przerodziło się w miłość do kolejnej, to wciąż tkwiłem w przekonaniu, że tak to właśnie wygląda, że tak to ma być, że miłość jest zmienna i krucha. I myślałem tak aż do końca, bo przecież innej miłości nigdy nie zaznałem. Na szczęście z tego wszystkiego pozostało mi wspomnienie ciepła. – Przerwał na chwilę, by zebrać myśli. – Leżałem w łóżku z założonymi z tyłu głowy rękami i zastanawiałem się, jak wygląda ich życie teraz, po tych kilku latach… Czy są na studiach, czy może po prostu pracują… Czy mają chłopaków, czy uprawiają seks, czy może mają już dzieci. Albo nawet… nie żyją. Czy kiedykolwiek poczuły do kogoś to, co ja czułem do nich. I czy zaznały prawdziwej miłości.

– Ile ich było? Tych dziewczyn? – spytała Bułgarka, niepewna tego, czy pytanie jest na miejscu. Ciągle uczyła się funkcjonować w grupie. Już kilka razy zdarzyło jej się zadać pytanie w nieodpowiednim momencie, raniąc kogoś lub rujnując jego wrażenie bezpieczeństwa, które inni czuli i którego potrzebowali, by móc mówić otwarcie.

Adam wzruszył ramionami, zanim odezwał się ponownie.

– Nie wiem, kilka. Nawet nie pamiętam wszystkich imion. – Przekrzywił nieco głowę, wpatrując się w niewidoczny punkt w kącie, tuż przy suficie. Pomyślał chwilę, zmarszczył czoło i powiedział niepewnie:

– Jedenaście, dwanaście…

Na krótką chwilę zapadła cisza; zrobiło się niezręcznie. Doktor, mimo że był nieodłączną częścią kręgu, który razem tworzyli, patrzył na tę sytuację z zewnątrz. Jego zadaniem było postrzegać ich jako osobne ogniwa, ale jednocześnie – jako cały łańcuch porażek, problemów, upadków i załamań. Według niego każdy z nich zasługiwał na drugą szansę i on miał ich do tego przygotować.

– Jako że dzisiaj mamy pierwszy dzień nowego tygodnia – przerwał w końcu ciszę – nadarzyła się idealna okazja, by zacząć coś nowego. A raczej, by zrobić coś, co zawsze robimy, lecz w zupełnie inny sposób. Dlatego teraz ja zdradzę wam swoje poranne myśli.

Wszyscy drgnęli.

– Bez jaj… – powiedział Portugalczyk tak cicho, że niemal szeptem.

Wszystkie koty, jakby właśnie poczuły zbliżające się niebezpieczeństwo, ruszyły wolnymi, leniwymi krokami w stronę jedynego otwartego okna. I nim doktor zaczął mówić, w świetle wpadającym przez okno ustawiła się już kolejka.

– Dzisiaj rano myślałem o tym, jak to wszystko się zaczęło. Myślałem o waszym przyjeździe i o tym, że kiedy was zobaczyłem, kiedy zapoznałem się z waszymi przypadkami, byłem zły i było mi was żal. Byłem zły na… wszystko. Na życie, świat… Patrzę teraz na was przez pryzmat czasu, który minął, odkąd przekroczyliście próg tego domu, i widzę, że wszyscy zmierzamy w dobrą stronę. Długa droga jeszcze przed nami, ale pamiętajcie również o tym, co macie za sobą, bo prócz tego, co niewiadome, jest też to, co już wiecie i przez co przeszliście. Dlatego – zakończył, ściągając okulary, które następnie złożył delikatnie i schował w swojej wielkiej dłoni, obejmując je grubymi palcami – warto jest wrócić do początku.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij