Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Trzody - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
3199 pkt
punktów Virtualo

Trzody - ebook

Trzody to poezja totalna, w której język staje się organicznym przedłużeniem świata natury.

Stanisław Kalina Jaglarz, tworząc w sercu Beskidu Wyspowego, zaciera granicę między frazą a grzybnią, między słowem a sierścią zwierząt. Trzody to fascynująca i mroczna przygoda lingwistyczna, w której autor „wysławia” to, co nieme: świat owiec, ptaków i ślimaków, przenikając pod ich skórę, by zaświadczyć o ich istnieniu i bólu.

Nowatorska fraza

Jaglarz operuje nowatorską frazą, gdzie zderzenia wyrazów są jak tektoniczne ruchy ziemi – surowe, mięsiste i nieprzewidywalne.

Zapis zmagania

Dramatyczna kronika walki o własną tożsamość. Poezja staje się tu jedynym narzędziem do werbalizacji dysforii i wychodzenia z mroku depresji.

Etyka obecności

Autor stawia nas twarzą w twarz z prawem śmierci i ludzkim okrucieństwem, budząc w czytelniku głębokie, oczyszczające poczucie współodpowiedzialności.

Świat poezji, która pulsuje rytmem lasu. Lektura, która boli, ale i przywraca zdolność widzenia tego, co niewidoczne.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8427-109-4
Rozmiar pliku: 1,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

o zmierzchu syty przyjmij mnie

tylko rozbiorę się a ubrania cicho osuną się na stopy

świerszcze złotodajne słyszę was i czuję że płonę

miasto zwodne i głośne odchodzę i nie odwracam się

wołają mnie tuczne trzody ich ślady w wilgotnym podłożu

o zmierzchu dojny przyjmij mnie

jak nigdy jestem spragniony i wyją we mnie pustułki

tylko osłonię ręką tors opuchnięte piersi

sutki które nie wyczują chłodu wody

będę pokorny i pracowity schylę się nisko jak trzeba

żeby ugasić we mnie te dymy gryzące

które wypuszczam nozdrzami jak stada much

bo oddychałem z krowami

o zmierzchu odległy odezwij się

rozumiem już tylko dźwięki owadów słowa

tak odległe rozpadają się w fale

i rozłąkę podzielę pomiędzy siebie i czarne zwierzętawolny od zgiełku miast darowany lasom i polom

pełen obaw błękitnooki w posiadaniu klucza do bram obwarowań

połykam go jak przynętę jak glistę pociągam za spławik

zanim runie na mnie archipelag nazw dwoisty

nie osuszę bagien kładąc się na nich jak gąbka

chciałbym sycić i być nasyconym to jest

_opisanym rzetelnie_ opatrzonym naiwnie

gazą w kolorach które znaczą horyzont

nie do tych ruin aspirowałem do tego

przeludzkiego biwaku przygody wojny

którą raczą się przepastne gardła mówcy

co pozostanie archeologom przyszłości

ojcom i matkom gleby i gliny

dolin ograbionych z przyczyn i siary

sutek nagi pusty dziś zapełni się krwią

i zawiśnie nad dziurawym miastem

oddalam się odmykam już zawias uszkodzony

_jest tyle ran zadanych ile oczu patrzących na nie_

_Dalsza część w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij