-
nowość
Trzy sztuki - ebook
Trzy sztuki - ebook
Z Trzech sztuk Johna Ashbery’ego nic nie wynika. Najtrudniejsi do przełknięcia są „Herosi” (1950) ze względu na bulwersujące zmiany scenicznego nastroju i rejestrów języka (w skali mniej więcej od Ubu Króla do Króla Edypa), a także niemożliwe „zgrupowania” postaci: kiedy „światło ścieka z kolumn i cokołów starożytnej Grecji”, w salonie Achillesa z gramofonu leci muzyka, Chór tańczy z Tezeuszem, Kirke z Achillesem, Hebe z Patroklosem, Ulisses zaś podpiera ścianę, popijając. Natomiast „Kompromis” (1955) to już ewidentnie quasi-western (z udziałem m.in. Kanadyjskiej Policji Konnej oraz całego plemienia Indian Tobi: – Chór!); i wreszcie „Filozof” (1959) – ot, szarada, typowa zagadka kryminalna, porzucona jednak in medias res bez rozwiązania. Swoje trzy „dramaty liryczne”, jak zwą je krytycy, autor napisał głównie ku rozrywce dobrze mu znanej, harvardzkiej i nowojorskiej młodzieży poetyckiej, jednak nie trzeba szczególnie wnikliwego wglądu, aby dostrzec w nich początki fatalnego zauroczenia światem kultury popularnej.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
Herosi
Kompromis
Filozof
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68759-56-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
.
OSOBY:
ACHILLES
KIRKE
ULISSES
HEBE
PATROKLOS
CHÓR
ASTYANAKS
TEZEUSZ
STRAŻNIK
ANDROMACHA
HEKTOR
.
_Miejsce: willa nad morzem._
_Scena: salon z bliżej nieokreślonej epoki. Tezeusz i Patroklos siedzą sobie swobodnie w strojach jakby greckich._
TEZEUSZ
...wykorzystałem fakt, że był zbudowany jak labirynt. Kiedy postępuje się w taki sposób, nawet w przypadku zwykłego zadania z algebry, wszystko od razu staje się proste. Bo spokojnie można sobie stworzyć obraz samego siebie przy takiej czy innej robocie. Lecz jeżeli nie podchodzi się do każdej rzeczy pod właściwym dla niej kątem, to nie można sobie stworzyć takiego obrazu, a w rezultacie człowiek czuje się prześladowany i samotny. Bez wyobraźni nic łatwo nie idzie.
PATROKLOS
Jak wspaniale mówisz o tych wszystkich rzeczach.
TEZEUSZ
(_Wydaje się zmieszany._)
Nie... to nie tak. A właśnie – czy mógłbym się czegoś napić?
PATROKLOS
(_uśmiechając się_)
Ależ oczywiście. (_Dzwoni._) Wybacz moją opieszałość... Ale mów dalej, proszę. Nawet nie potrafię ci powiedzieć, jakie to interesujące dla kogoś, kto najlepsze lata swojego życia przesiedział w tej wielkiej, starej, głupiej budzie.
TEZEUSZ
Zapewne musi ci doskwierać nuda, Patroklosie.
PATROKLOS
Nuda! Codziennie muszę się zrywać skoro świt, bo ten brutal nie pozwoli, żeby śniadanie podano o innej porze. Potem przez resztę dnia zostaję sam, obijam się po stajniach lub chodzę na spacery – czy może raczej na spacer, bo jest tylko jeden.
TEZEUSZ
Wyobrażałem sobie Achillesa jako miłego kompana.
PATROKLOS
Och, właściwie widuję go tylko na koktajlach. Czasami po kolacji chodzimy popływać. Faktycznie jest całkiem miły. Lecz brakuje mi rozmów na tematy intelektualne. Książki i prasa dochodzą tu z miesięcznym opóźnieniem.
TEZEUSZ
Czy Achilles dużo czyta?
PATROKLOS
Och, mniejsza z nim. Opowiedz jeszcze coś o minotaurze.
TEZEUSZ
Jeszcze nikomu o nim nie mówiłem.
PATROKLOS
O... Ale daję słowo, że nikt się nie dowie.
TEZEUSZ
Kochany jesteś. Cóż, jak już chyba mówiłem, minotaur grał najmniejszą rolę w tej całej intrydze. Zawsze byłem zdania, że świat roi się od fałszerstw, ale w swojej naiwności sądziłem, że to, czy jest on interesujący, czy nie, zależy od stopnia, w jakim udaje się pokryć ich nierzetelność. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że największa ze wszystkich atrap nie zrobi nic, aby mnie przekonać o realności swojego istnienia... nawet najmniejszego gestu! Po prostu tam tkwił – głupi, prymitywny element teatralnej maszynerii.
PATROKLOS
Niewiarygodne! Lecz może taki właśnie był zamysł Dedala.
TEZEUSZ
Co?
PATROKLOS
Żeby w ten sposób uśpić twoją czujność.
TEZEUSZ
Ale w jakim celu? Nie pozostawało nic innego, jak wymierzyć celnego kopniaka i wrócić do domu.
PATROKLOS
No a co ze wszystkimi dziewicami, które ponoć pożarł?
TEZEUSZ
Już po nich.
_Wchodzi Hebe._
HEBE
Tak, proszę pana.
PATROKLOS
Dwa koktajle proszę. Och, i zechciej powiadomić Achillesa, że przybył nasz gość.
HEBE
Achilles jest na polowaniu, proszę pana.
PATROKLOS
(_od pewnego czasu zapatrzony w Tezeusza_)
O... Można się było tego po nim spodziewać!
TEZEUSZ
Słuchaj, Patroklosie, naprawdę chciałbyś wiedzieć, jak to się odbyło?
PATROKLOS
Bardzo!
TEZEUSZ
W porządku. Musisz to sobie wyobrazić. Hebe, ty staniesz tutaj i będziesz Ariadną. Musisz trzymać koniec tego kłębka włóczki i pod żadnym pozorem nie wolno ci go upuścić. Patroklosie, ty wejdź na podest i udawaj potwora. Oto sceneria: drzwi do labiryntu są jak wejście do wielkiego gabinetu śmiechu w opuszczonym lunaparku. Budowla została zbita ze starych desek i ciągnie się aż po widnokrąg. Jedna jej część pnie się po zboczu wzgórza jak fantastyczna winnica, inna pogrąża się powoli w oddalonym o jakąś milę słonym bagnie. Pogoda jest przytłaczająca. Za mną i Ariadną słychać plusk morza – cichy, lecz straszny.
PATROKLOS
(_z rosnącym podnieceniem_)
Wszystko tak cudownie potrafisz ubrać w słowa!
TEZEUSZ
Teraz jesteśmy w środku. Niekończące się perspektywy. Stare plakaty złażące ze ścian, zapach moczu, westchnienia wiatru w szparach między deskami. Pięć schodków w dół, zakręt – i pięć schodków w górę. Ten głupi patent jest jednym z ulubionych szelmostw Dedala. Niekiedy przez szczeliny między deskami wdziera się piach. Często napotyka się duże dziury w dachu, tak że zwiedzający, jeśli tylko ma ochotę, może wyjść na górę i zapoznać się z planem całej budowli. Krótko mówiąc, jest się w niepewnym położeniu osoby wierzącej, że dada wciąż żyje. (_Patroklos i Hebe zdradzają oznaki wielkiego podniecenia._) Teraz następuje najdziwniejsza rzecz. Ktoś jest w labiryncie od ładnych kilku dni i zaczyna zdawać sobie sprawę, że zmienił się już dobrych kilka razy. Zresztą nie tylko on, ale cała jego idea labiryntu tudzież sam labirynt. Ogromnie trudno to wyjaśnić, a jest to najnikczemniejsza ze sztuczek Dedala. W zasadzie labirynt wygląda tak samo jak zawsze – jest raczej tak, jakby był oglądany oczyma innej osoby.
HEBE
(_lekkomyślnie_)
Rozumiem!
_Ściemnia się. Od pewnego czasu Tezeusz kluczył między meblami w kierunku Patroklosa._
TEZEUSZ
Z jakąż zgrozą i fascynacją manewrowałem w tym ostatnim drewnianym przesmyku! Jakież ciemności! Wszędzie dokoła huczy wodospad. Wciąż mam go w głowie. Ale byłem taki szczęśliwy – szczęśliwy, Patroklosie! Bo oto nareszcie widziałem siebie tak, jak tylko ja mogłem siebie widzieć – nie tak, jak mógłby mnie widzieć ktoś na ulicy: pełnego obcości i, co za tym idzie, poezji. Wcześniej może i wyglądałbym pięknie w oczach jakiegoś przechodnia. Teraz jednak wydałem się sobie dziesięć razy piękniejszy, bo zrozumiałem, że nie znaczę nic, poza niejasną kwestią stosunku poszczególnych części mojego ciała do czasu i przestrzeni, w których akurat zdarzyło im się znaleźć.
PATROKLOS
(_z bezgraniczną miłością_)
Mów dalej!
TEZEUSZ
Uświadomiłem sobie, że posiadam oto jedyną broń, którą można pokonać minotaura – dystans prawdziwego estety. Dobywając miecza z taką pewnością, z jaką można by na przykład rzucić kartę na stół, kopniakiem wywaliłem drzwi do jego komórki. W środku nie było nic oprócz wielkiej kolubryny z drewna i pomalowanego płótna.
PATROKLOS
(_histerycznie_)
Ale co z dziewicami?! Mówiłeś, że już po nich!
_Tezeusz podbiega do Patroklosa, chwyta go w pół i unosi nad głową. Patroklos szlocha. Hebe mdleje, ale natychmiast dochodzi do siebie._
TEZEUSZ
O szczęśliwości!
_Zapala się światło. Achilles, Kirke i Chór wchodzą środkowymi drzwiami. Achilles jest taki, jakim go znamy. Kirke wygląda jak Theda Bara i mówi z nieznacznym cudzoziemskim akcentem. Chór, w granatowej sukni, jest korpulentną kobietą w średnim wieku._
ACHILLES I KIRKE
No, no!
_Patroklos zbliża się do nich._
PATROKLOS
(_zmieszany_)
Gdzie się podziewałeś, Achillesie? Tezeusz jest tu już od paru godzin i pysznie się bawimy, słuchając opowieści o jego przeżyciach w labiryncie. Kirke, czy państwo się znają?
KIRKE
Owszem.
ACHILLES
Tezeuszu – jak miło. Czuj się jak u siebie w domu. Czemu się tak wiercisz, Patroklosie? Zdaje się, że chciałbyś za coś przeprosić.
PATROKLOS
Och, odczep się. Zawsze usiłujesz wpędzić mnie w kompleksy już na samym początku.
ACHILLES
Nie, to nie tak – ale wiem, że jeśli masz coś na sumieniu, to prędzej czy później będę musiał o tym usłyszeć.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------