Twoimi oczami - ebook
Haley Foley porzuciła rodzinną tradycję i zamiast wykształcić się na adwokata, postanowiła zostać dziennikarką. Podjęła jeszcze jedną odważną decyzję – kupiła dom. Inwestycja mocno uszczupliła jej finanse, ale to był dopiero początek, ponieważ jej nowy kąt wymaga solidnego remontu. Młoda kobieta zwraca się do swojego brata z prośbą o pomoc w renowacji, ale ten odmawia, wytykając przy okazji błędy, które popełniła w swoim życiu. Wzburzona Haley unosi się honorem i już ma zamiar wybiec z biura brata, gdy na ratunek przychodzi jej tajemniczy gość, będący świadkiem ich kłótni. Damon to gliniarz, a na dodatek mężczyzna z nieposkromioną naturą, który postanawia pomóc nowo poznanej kobiecie w remoncie, bo zakłada, że to chwilowo odciągnie go od kłopotów – a tych ma całkiem sporo.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397763852 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
– Nie mogę teraz rozmawiać. Muszę to załatwić. Zadzwonię do ciebie później – oświadczyłam, wpatrując się w wysoki biurowiec.
Już miałam się rozłączyć, ale Claire nie dawała za wygraną. Zawsze mnie krytykowała, stawiała do pionu i przemawiała mi do rozsądku, jak wewnętrzny głos, którego warto było posłuchać. Dzisiaj jednak byłam zdeterminowana i nie mogłam się poddać. Specjalnie zerwałam się z samego rana, co w moim przypadku oznaczało dziewiątą godzinę, i przywlokłam się taksówką do centrum, aby stawić czoła swojemu bratu. Ciepły lipcowy wiatr dodawał mi odwagi, muskając delikatnie moje plecy, jakby popychał mnie w stronę budynku i zachęcał do realizacji już wcześniej ustalonego planu.
– Haley! Zastanów się – usłyszałam zniecierpliwiony głos przyjaciółki. – Adam nie da ci tych pieniędzy.
– Nie chcę, żeby mi je dał. Potrzebuję pożyczki – wyjaśniłam.
– Unika spotkań z tobą. Nawet nie raczył oddzwonić, a przecież wysłałaś mu chyba z milion wiadomości. Szanuj się! Jakoś to ogarniemy.
– Nie ogarniemy – zaprzeczyłam szybko. – Nie mam za wiele czasu. Dobrze wiesz, że to moje jedyne wyjście.
– A co z tym ostatnim artykułem?
– Czekam na odpowiedź. Może go gdzieś wcisną. Ostatnio nie mam za wiele ofert. Zresztą jeden artykuł nie załatwi sprawy.
– Faktycznie nic ci nie zostało z tej kasy od rodziców?
– Niewiele.
Na samą myśl o stanie moich finansów przeszedł mnie ostry, nieprzyjemny dreszcz. Moi wspaniali rodzice zamknęli swoją kancelarię prawną, którą prowadzili od lat, i przenieśli się na Hawaje. Stwierdzili, że mają już dosyć ludzkich dramatów, a obdarowując mnie i brata znacznym zastrzykiem gotówki, odcięli się również od nas z wyraźnym poczuciem ulgi i pewnością, że poradzimy sobie świetnie sami. W zasadzie mieli rację, bo byliśmy już dorośli i każde z nas prowadziło życie na własny rachunek. Ja jednak, decydując się na spełnienie swoich marzeń, chyba przeliczyłam swoje możliwości.
– W każdym razie nie wystarczy mi na wszystko. Może uda mi się kupić parę sprzętów, farbę, ale robocizna, podłogi i instalacje… – Zamknęłam na chwilę oczy. – Trochę mnie to przeraża.
– Możesz mi powiedzieć, dlaczego uparłaś się akurat na ten dom? – Claire chyba chciała mnie dobić.
– Bo zawsze chciałam w nim mieszkać. To było moje dziecięce marzenie.
– Tak, pamiętam, ale marzyłaś też o lalce, która płacze i mówi ”mama”. Jakoś nie widzę, żebyś sobie taką kupiła, chociaż są w sprzedaży – dorzuciła sarkastycznie.
– To nie to samo.
– Ten dom to ruina.
– Nie jest w takim złym stanie.
– Kogo ty chcesz oszukać? Byłam tam z tobą i widziałam, jak to wszystko wygląda. Próbujesz wyprzeć ze świadomości te wszystkie obrazy?
Westchnęłam, gotowa po raz kolejny odeprzeć atak.
– Po prostu wydaje mi się, że ten dom czekał właśnie na mnie.
– No jasne! Z pewnością czekał na ciebie, bo nikt inny nie był nim zainteresowany. Wiesz od kiedy on tam stał i niszczał?
– Tak, wiem. Dlatego właśnie mogłam sobie na niego pozwolić.
Faktycznie, dom nie był zbyt drogi, ale i tak pochłonął część kasy, którą dostałam od rodziców. Nawet powiedziałabym, że znaczną jej część. Takie trzy czwarte, a może nawet ciut więcej. Najważniejsze było dla mnie jednak to, że nie musiałam brać kredytu. Tymczasem okazało się, że czekały mnie spore wydatki, które chwilowo odbierały mi radość z podjętej decyzji i zakupu wymarzonego lokum. Ten dom miał uczynić mnie szczęśliwą, naprawdę w to wierzyłam, mimo piętrzących się problemów. W grę wchodziła również inna sprawa, o której teraz nie chciałam myśleć.
– Adam ma cię gdzieś. Ile razy cię spławiał? W ogóle wie, że się do niego wybierasz? – Przyjaciółka kąsała dzisiaj nadzwyczaj boleśnie.
– Nie. Wkroczę tam i nie będzie miał innego wyjścia. Będzie musiał mnie wysłuchać.
– Jasne. Albo wyprowadzi cię ochrona. – Claire jawnie wątpiła w moje relacje z bratem.
– Dobra, nie mam czasu. Pa.
Rozłączyłam się wreszcie z przyjaciółką i chociaż jeszcze przed chwilą byłam mocno zdeterminowana, teraz zaczynały ogarniać mnie wątpliwości. Spojrzałam do góry i przez chwilę wpatrywałam się w ogromną ścianę okien. Cieszyłam się, że nigdy nie dałam się zaprzęgnąć do pracy w biurze; wolałam wolność, nienormowany czas pracy i zarządzanie swoim życiem na własnych warunkach. Nie wyobrażałam sobie siebie za biurkiem przez większość dnia, wykonującą czyjeś polecenia.
Podeszłam do budki z kawą i zaopatrzyłam się w nieziemsko pachnącą kofeinę w płynie. Odeszłam na krok, zamknęłam oczy i wdychałam jej cudowny aromat, jakby dla dodania sobie energii już przez sam zapach. Ta błoga chwila nie trwała zbyt długo, bo nagle ktoś brutalnie mnie trącił, a ja, starając się utrzymać równowagę i torebkę, która nagle zsunęła mi się na przedramię, wylałam część kawy na chodnik. Poprawiłam się i spojrzałam przed siebie. Kobieta, która była przyczyną całego zajścia, kiwała głową niezadowolona, jakbym to ja była winna.
– Nie stój na środku chodnika – rzuciła do mnie ostro, oddalając się szybko.
– Przepraszam.
Chciałam, żeby mój ton wybrzmiał sarkazmem, lecz gdy go usłyszałam, wydał mi się żałosny. Potrafiłam postawić się swoim najbliższym, jednak do obcych wciąż byłam zbyt uprzejma, nawet gdy ci zachowywali się w stosunku do mnie po chamsku. Pracowałam nad tym, jednak średnio mi to wychodziło.
Ruszyłam dzielnie przed siebie i w myślach zagrzewałam się do walki o swoje marzenia. Weszłam do budynku, wsiadłam do windy i z każdym piętrem czułam się pewniej. Gdy tylko drzwi otworzyły się na dwunastym piętrze, byłam już w bojowym nastroju. Obiecałam sobie, że nie przyjmę odmowy i nie wyjdę stąd, dopóki Adam nie zgodzi mi się pomóc.
Korytarz był pusty, więc śmiało skierowałam się do biura, gdzie mój brat prowadził swoją kancelarię prawną.
Jako jedyny poszedł w ślady rodziców. Ja również zaczęłam studia prawnicze, natomiast już po roku z nich zrezygnowałam. Na co dzień miałam to wszystko w domu, ponieważ rodzice nie zostawiali swojej pracy w kancelarii, tylko przynosili ją ze sobą i wciąż omawiali prowadzone sprawy przy kolacji czy podczas weekendu. Więc mimo że wsiąkałam w ten świat od dziecka, nierzadko nawet prosząc rodziców o wdrożenie mnie w te wszystkie zawiłe rzeczy, to jednak poszłam inną drogą. Zamieniłam swoją fascynację przeglądania dokumentów, analizowania dowodów na rzecz innej pasji. Pasji, która zrodziła się bardziej z potrzeby niż długo skrywanych marzeń.
Chciałam pisać dla słynnego czasopisma, zmieniać świat swoimi spostrzeżeniami i pokazać, jak wiele mam do powiedzenia. Odkryłam, że zbieranie informacji było niezwykle interesujące, a wyławianie istotnych zagadnień, które innym gdzieś umykały, sprawiało mi ogromną przyjemność.
Szarpnęłam za klamkę, weszłam do kolejnego pomieszczenia, w którym stało pojedyncze biurko należące do asystentki Adama. Wstała, widząc mój przyspieszony krok. Starałam się nie patrzeć w jej stronę, bo byłam pewna, że zdoła mnie zatrzymać, dlatego parłam do przodu skupiając się na brązowych drzwiach na wprost mnie.
– Pan Foley jest teraz zajęty – powiedziała, wychodząc zza biurka.
– Pan Foley musi mnie przyjąć natychmiast – rzuciłam, wciąż na nią nie patrząc.
Na szczęście byłam szybsza od Amandy. W niebotycznych szpilkach i obcisłej, ołówkowej spódnicy miała szczęście, że się nie zabiła, próbując mnie doścignąć. Nie miała ze mną szans. Nie dzisiaj. Ta akcja była dla mnie ostatnią deską ratunku, więc nie mogłam dać się zbyć.
Wparowałam do jasnego pomieszczenia, a widząc swojego brata przy olbrzymim biurku, usytuowanym tuż przy ścianie z okien, szybko zamknęłam za sobą drzwi. W pierwszej chwili nie zauważyłam, że Adam ma gościa, lecz gdy brat rzucił mi wściekłe spojrzenie, wiedziałam już, że przyszłam w nieodpowiednim czasie.
W sumie, dla niego nigdy nie była odpowiednia pora, żeby się ze mną spotkać.
– Cześć. Musimy porozmawiać – oświadczyłam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Jestem zajęty – syknął.
– Musisz mi poświęcić choćby pięć minut.
– Niczego nie muszę.
– Adam!
– Mam ją wyprowadzić? – zapytał nieznajomy, wstając z fotela.
Popatrzyłam na mężczyznę i od razu oceniłam swoje szanse na zero. Był wysoki, dobrze zbudowany, a jego twarz miała tak ostre rysy, że na kilka sekund zamarłam. Ciemne, ostrzyżone bardzo krótko włosy dodawały jego aparycji drapieżności. Czarny podkoszulek i sprane dżinsy leżały na nim jak na jakimś modelu. Z pewnością przyciągał wzrok wielu kobiet, ale dla mnie emanował czymś niebezpiecznym, a od tego chciałam już na zawsze trzymać się z daleka.
– Nie, to moja siostra – odezwał się wreszcie Adam, ale jego opóźniona reakcja trochę mnie wkurzyła.
Nieznajomy skinął głową, po czym usiadł na swoim miejscu. Widziałam, że mi się przyglądał, ale nie obchodziło mnie to w tej chwili. Musiałam zebrać się w sobie i poprosić o pomoc, jednak w tym momencie było mi niezmiernie trudno znaleźć odpowiednie słowa. Moja prośba teraz mogła zabrzmieć jak żądanie, a tego nie chciałam.
– Nie mam całego dnia. O co chodzi? – ponaglał mnie Adam.
– To delikatna sprawa – zaczęłam, bo zdecydowanie wolałam rozmawiać na osobności. Zerknęłam w stronę nieznajomego, mając nadzieję, że zrozumie aluzję i sobie pójdzie.
– To jest mój przyjaciel. – Wskazał na mężczyznę, który jeszcze przed chwilą chciał interweniować. – Ale jest też gliną, więc cokolwiek masz mi do powiedzenia, przemyśl to, zanim palniesz o czymś nielegalnym. Nie chciałbym stawiać go w niekomfortowej sytuacji. Sama rozumiesz.
– O czymś nielegalnym? – powtórzyłam za nim, zdumiona tą insynuacją. – A kiedy niby robiłam coś nielegalnego?
– A palenie trawy ze swoją przyjaciółką u nas w domu?
– Po pierwsze, kiedy to było? – oburzyłam się. – Po drugie, zgadniesz, skąd ją miałyśmy? Z twojego pokoju.
– Kradzież, posiadanie i pozostawanie pod wpływem narkotyków zdecydowanie zalicza się do czegoś nielegalnego – wtrącił się nieznajomy spokojnym tonem.
Popatrzyłam w jego szarozielone oczy i aż mnie ciarki przeszły. On mówił poważnie. Rozważał moje przewinienia, jakby co najmniej miał zamiar mnie aresztować. Chwilowo przykuta jego wzrokiem zastanawiałam się, czy istniało niebezpieczeństwo, że zaraz wstanie i wyrecytuje moje prawa, jednak już po chwili spojrzałam na swojego brata i wskazując ręką na obcego mężczyznę, zapytałam:
– On tak na serio?
– Siostra, powiedziałem, że nie mam całego dnia. O co chodzi?
– Kupiłam dom – wypaliłam w końcu, porzucając nadzieję, że zostaniemy sami, abym mogła wyjawić powód swojej wizyty.
– To świetnie. Gratuluję – pochwalił mnie chyba pierwszy raz w życiu. – Cieszę się, że zainwestowałaś pieniądze od rodziców.
– Tylko widzisz… jest problem.
– Jaki? –Tym razem zdobyłam całą uwagę Adama. Skupił na mnie wzrok i czekał na wyjaśnienia.
Przez ułamek sekundy był ze mnie dumny, gdy usłyszał o moim zakupie, ale teraz ewidentnie obawiał się kolejnych słów, które miały paść z moich ust. Mężczyzna siedzący w fotelu również mi się przyglądał. Czułam się jak na przesłuchaniu. Z jednej strony siedział glina, z drugiej adwokat, więc miałam prawo się tak czuć.
– Dom wymaga remontu – powiedziałam tonem, jakbym opisywała kolor zakupionej sukienki.
Mój brat wypuścił powietrze z płuc, a ten świst zabrzmiał jak pewien rodzaj ulgi. Byłam przygotowana na awanturę i może właśnie dlatego jego reakcja trochę mnie zaskoczyła.
– I chcesz, żebym ci przy tym pomógł? – Zaśmiał się. – Pewnie cię rozczaruję, ale nie znam się na wszystkim.
Postanowiłam wykorzystać sytuację, bo to rozluźnienie Adama mogło być tylko chwilowe.
– Bardzo śmieszne. Pewnie cię rozczaruję, ale nawet cię o to nie podejrzewałam – rzuciłam z delikatną nutką ironii. Nie chciałam go przecież zdenerwować, aczkolwiek jego arogancja zawsze uruchamiała we mnie irytację.
Miałam plan. W pierwszej kolejności chciałam przedstawić mu fakty, a później poprosić o pomoc finansową. O pożyczkę! Zamierzałam go spłacić i zdecydowanie musiałam to mocno podkreślić, żeby nie było co do tego żadnej wątpliwości.
– Otóż nie chodzi mi o to, żebyś zakasał rękawy i bawił się w robotnika, ale trzeba sprawdzić hydraulikę, instalację elektryczną, gazową i…– zaczęłam wymieniać, lecz nie dał mi dokończyć zdania.
– Chcesz mi powiedzieć, że kupiłaś dom bez uprzedniego sprawdzenia tych rzeczy? – Adam zmarszczył brwi i wyglądał na poirytowanego moją ignorancją. – Kto tak robi?
Chciałam kupić ten dom, odkąd skończyłam dziesięć lat. Stał na końcu naszej ulicy, wtedy jeszcze był zamieszkiwany przez jakąś rodzinę. Patrzyłam na biały płotek, mały ogródek i szeroki ganek, na którym wisiała drewniana huśtawka. Za każdym razem, gdy tylko przejeżdżaliśmy z rodzicami obok tego budynku, patrzyłam z uśmiechem na niebieskie okiennice i marzyłam, żeby zamieszkać w tym małym, bajkowym domku. Później przenieśliśmy się z rodzicami do innej dzielnicy, ale nawet jako nastolatka lubiłam jeździć w tamte okolice i wpatrywać się w ten śliczny, parterowy domek. Ten widok nastrajał mnie optymistycznie, dawał nadzieję i dziwne poczucie przynależności do tego miejsca.
Z czasem nieruchomość opustoszała i dziwiłam się, że od dłuższego czasu nikt nie był nią zainteresowany. Wprawdzie biłam się z myślami, ale do głosu przedarło się dziecięce marzenie i zanim się spostrzegłam, byłam właścicielką nadgryzionego przez ząb czasu budynku.
– Agentka nieruchomości powiedziała, że instalacje są w dobrym stanie, ale…
– I ty jej w to uwierzyłaś? – Brat zadrwił ze mnie, jednak po wyrazie jego twarzy przemknęła złość. – Jesteś aż tak naiwna?
– Potrzebuję pieniędzy, żeby to wszystko teraz ogarnąć – wyrzuciłam z siebie szybko, nie zważając na jego prześmiewczy ton.
– Czy ja dobrze rozumiem? Wpakowałaś całą kasę od rodziców w dom, który wymaga remontu? – Najwyraźniej nie mógł w to uwierzyć. – Za tę sumę mogłabyś kupić sobie domek w bardzo dobrym stanie. Może nawet z basenem.
Nie odpowiadało mi, że toczyliśmy tę dyskusję w obecności obcego mi mężczyzny, lecz nie miałam zamiaru się teraz wycofać.
– Miałam inne zobowiązania, a poza tym, jeśli już musisz wiedzieć, to nie wydałam wszystkiego. Tylko…muszę się wynieść z mieszkania, w którym jestem teraz. Zależy mi na czasie. To bardziej skomplikowane.
– Nie pracujesz? Nie masz żadnego dochodu? – Adam przepytywał mnie niczym oskarżonego na sali rozpraw.
– Wiesz dobrze, że nadal piszę. Co prawda nie ma z tego jakiejś oszałamiającej forsy, ale jakoś żyję.
– Niepotrzebnie przerywałaś studia, mimo to mogłabyś się nadać na asystentkę. Już dawno mówiłem ci, żebyś przyszła do mnie do pracy. Miałabyś stałą pensję, a tak, nawet nie możesz ubiegać się o pożyczkę w banku.
– Wystarczy nam jeden prawnik w rodzinie – rzuciłam. – Ja robię to, co lubię.
– Czyli lubisz się prosić o pieniądze?
Wzięłam głęboki oddech, bo kiedy słuchałam tych uwag, przypominał mi się mój ojciec. Adam świetnie go w tej kwestii zastępował. Ile razy wyrzucał mi, że porzuciłam swoją przyszłość na rzecz bzdur, które nazywałam swoją pasją. Nie rozumiał, że dziennikarstwo dawało mi głos, którego często w naszej rodzinie nie miałam. Między mną a Adamem było trzy lata różnicy. Według moich rodziców byłam lekkoduchem, natomiast mój brat, cudowne dziecko, potrafił wszystko zaplanować i zrealizować. Buntowałam się przez bardzo długi czas i ostatecznie podążyłam za swoimi marzeniami, jednak wciąż gdzieś z tyłu głowy miałam poczucie gorszego istnienia, jakby decyzje, które podejmowałam z radością, po czasie nasączały się goryczą i smakiem porażki.
– Pożyczysz mi chociaż na jakiegoś fachowca, który sprawdzi, czy dom jest bezpieczny? – zapytałam., podminowana jego docinkami.
– Nie wierzę – powiedział Adam, przecierając dłońmi twarz.
– Posłuchaj – odezwał się nieznajomy, o którym istnieniu podminowana docinkami brata, na chwilę zapomniałam. – Mam kumpla, który wisi mi przysługę, a tak się składa, że prowadzi firmę remontową. Ma wszelkie uprawnienia, ma do tego też ludzi. Nie będziesz musiał wykładać kasy. Sprawdzi, co trzeba, a ty będziesz miał problem z głowy.
Patrzyłam na mężczyznę oniemiała. Gdyby udało mu się zorganizować tę inspekcję bez mojego wkładu pieniężnego, byłam skłonna zapomnieć o tym, jak się o mnie wyraził, wypowiadając ostatnie zdanie. Myśl, że nie musiałabym pożyczać pieniędzy od Adama zaczynała poprawiać mi humor. To zmieniłoby wszystko; zaoszczędziłoby mi wielu problemów i mogłabym zacząć pozostałe prace remontowe, oczywiście pod warunkiem, że instalacje rzeczywiście były sprawne.
W zasadzie najbardziej obawiałam się rozpruwania ścian, ale mocno wierzyłam w słowa agentki nieruchomości, która zarzekała się, że to nie będzie konieczne. Wręczyła mi plan domu, a ja, szczęśliwa, po prostu podpisałam dokumenty.
– Zadzwonię do niego i sprawdzę, jak u niego z czasem.
Gdy nieznajomy podniósł się z fotela, znowu ogarnęło mnie dziwne uczucie, jakby wypełnił całą przestrzeń tego pomieszczenia i było zbyt ciasno, żebym mogła się w nim zmieścić. Przechodząc obok, uchwycił moje spojrzenie, na co zadrżałam na całym ciele. Kolor jego oczu był co najmniej dziwny, jakby zielony walczył z szarością.
Po chwili poczułam ostry zapach perfum, wyrazisty i mroczny, aż miałam ochotę się za nim odwrócić, ale powstrzymałam się w ostatniej chwili.
Kiedy tylko zamknęły się za nim drzwi, mój brat przystąpił do ataku.
– Następnym razem uprzedź mnie, zanim wpadniesz do mojego biura – warknął. Już nie próbował się hamować, zachowywał się jak wtedy, gdy kłóciliśmy się w domu. Mógł być adwokatem i zajmować się poważnymi sprawami, ale dla mnie był tym samym wkurzającym dupkiem, z którym dorastałam.
– Jak mam cię niby poinformować wcześniej, skoro nawet nie odbierasz ode mnie telefonu?
– Ja mam prawdziwe zajęcie, nie tak jak ty!
Jak zwykle ta sama śpiewka.
– Niby jestem od ciebie gorsza?!
– Jesteś nieodpowiedzialna, beztroska i naiwna!
– Bo kupiłam dom moich marzeń?!
– Marzyłaś, żeby kupić jakąś norę do remontu?! Super! Marzyłaś, żeby zostać pismakiem, który przymiera głodem? Jeszcze lepiej. Masz jakiś wypaczony system rozwoju.
– Wiesz co?! – syknęłam, bliska obłędu. – Mam cię w dupie! Nie potrzebuję twojej pomocy! Dam sobie radę. Bez ciebie. Zresztą i tak nigdy w niczym mi nie pomogłeś. Faktycznie coś jest ze mną nie tak, skoro tutaj przyszłam, żeby prosić cię o pomoc.
Wyszłam, zanim zdążył mi odpowiedzieć. Trzasnęłam drzwiami, chociaż powinnam była się opanować. Znajdowałam się w miejscu publicznym, a w poczekalni siedziała jakaś kobieta, która przypuszczalnie oczekiwała na wizytę u Pana Dupka, pomagającemu wyłącznie za kasę.
Amanda popatrzyła na mnie przerażona. Minęłam ją bez słowa i ruszyłam do windy.
Klikałam w przycisk przywołujący, jakby to co najmniej miało przyspieszyć moją ewakuację. Nie przemyślałam swojego zachowania, uniosłam się dumą i teraz musiałam jakoś sobie poradzić. Niepotrzebnie tutaj przychodziłam. Nawet Claire była pewna, że nic z tego nie będzie, a ona na ogół wierzyła w ludzi. Ja już dawno straciłam nadzieję, że w moim życiu znajdzie się ktoś, kto zechce w nim pozostać na dłużej. Na zawsze nie wchodziło w grę, bo przecież… Ach, nieważne. Musiałam się teraz skupić na czymś innym.
– Możemy być u ciebie w piątek, ale jeszcze nie wiem, o której godzinie.
Podskoczyłam na dźwięk głębokiego, męskiego głosu.
Mężczyzna stanął bardzo blisko, co trochę mnie onieśmieliło. Gdyby objął mnie swoimi ramionami i mocno ścisnął, z łatwością mógłby mnie zmiażdżyć.
Nie wiem, dlaczego w ogóle pomyślałam o tym, że miałby mnie obejmować ramionami. Co się ze mną działo? Aż tak bardzo byłam spragniona drugiego człowieka? Naprawdę mi tego brakowało?
Patrzyłam mu prosto w oczy, chcąc sobie przypomnieć, co do mnie powiedział. Hipnotyzował mnie swoim wzrokiem i już sama nie wiedziałam, czy się go bałam, czy po prostu mnie intrygował. Był wyższy ode mnie prawie o głowę, a ramiona z pięknie wykrojonymi mięśniami wręcz zachęcały, żeby się w nich znaleźć.
Pewnie stąd te moje rozmyślania na temat przytulania.
Musiałam się skupić. Mówił coś o piątku. Zanim jednak moje spojrzenie dotarło do jego oczu, powędrowałam nim po całym jego ciele, jakbym skanowała zarys jego sylwetki. Nie potrafiłam się powstrzymać. To było ode mnie silniejsze.
– Chciałabyś mi coś powiedzieć? – zapytał nagle, co wyrwało mnie z dziwnego transu.
– Nie – zaprzeczyłam zbyt szybko.
– Okej. Dasz mi swój numer telefonu i adres? – zapytał.
– Tak, oczywiście – powiedziałam pospiesznie.
Wyciągnąwszy z torebki notes i długopis, zapisałam dane, o które poprosił. Stał zaskoczony z komórką w ręce i dopiero wtedy do mnie dotarło, że czekał, aż mu wszystko podyktuję. Speszona podałam mu świstek papieru, próbując powstrzymać drżenie dłoni. Byłam pewna, że to efekt nerwów, które wciąż we mnie buzowały po rozmowie z Adamem.
Mój brat potrafił zaleźć mi za skórę, dlatego nie utrzymywaliśmy ze sobą zbyt częstego kontaktu. Tak naprawdę to praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy.
Winda wreszcie dotarła. Gdy tylko do niej weszłam, znowu popatrzyłam na twarz zagadkowego mężczyzny, jednak tym razem moje spojrzenie zatrzymało się na jego ustach, dosłownie na parę sekund, i wtedy zobaczyłam, że ich kąciki lekko się uniosły, prawie niezauważalnie. Oderwałam zawstydzona wzrok i wbiłam go w podłogę.
– Może jednak chcesz mi coś powiedzieć? – zapytał łagodnie.
– Nie – odpowiedziałam krótko i odetchnęłam z ulgą, gdy tylko drzwi windy się zamknęły, odgrodziwszy nas od siebie.DAMON
Wróciłem do biura Adama, bo mieliśmy jeszcze sporo spraw do omówienia. Jego siostra wpadła w najmniej odpowiednim momencie, ale w sumie dobrze się stało, bo zaczynałem się nakręcać, a taki przerywnik z jej dramatem trochę mi pomógł się uspokoić. Miałem teraz sporo na głowie, ale prawda była taka, że sam się wpakowałem w to gówno i liczyłem, że mój kumpel mnie z tego wyciągnie. Znowu.
W zasadzie tylko on mi mógł teraz pomóc.
Adam w skupieniu przeglądał dokumenty. Wcześniej poznał moją wersję zdarzeń, ale teraz musiałem dać mu czas, żeby to wszystko zebrał w całość i zaczął planować, jak z tego wszystkiego wybrnąć. Co jakiś czas wzdychał i zaczynało mnie to mocno wkurzać. Wiedziałem, że sprawa jest mocno porąbana, ale nie beznadziejna.
– Jak to wygląda? – zapytałem, przerywając ciszę.
– Różowo nie jest – skwitował, ale wciąż przekładał dokumenty.
– Tyle to ja wiem – odburknąłem. – Bierzesz trzysta dolców za takie stękanie?
– To ty mi płacisz? – Zaśmiał się.
– A gdybym zapłacił, zdradziłbyś coś więcej? Poza tym przypominam, że migasz się od przyjmowania ode mnie kasy. To twój problem. Dobrze wiesz, że jestem wypłacalny.
Adam oparł się wygodnie na swoim obrotowym fotelu i rozłożył ręce jak ksiądz na ołtarzu.
– Nie marudź. Co chcesz wiedzieć? – zapytał.
– Wrócę do służby?
– Pytasz: kiedy czy że w ogóle?
– Nawet tak nie żartuj.
– Ja nie żartuję – powiedział poważnie i to mi się nie spodobało. – Sporo ci się tutaj nazbierało, ale tym ostatnim przebiłeś chyba wszystko. Będzie ciężko jak cholera.
– A to drugie?
– Goły nie zostaniesz, ale z czymś będziesz się musiał pożegnać.
– Pewnie z dumą – próbowałem żartować, chociaż najchętniej coś bym rozwalił.
– Przede wszystkim panuj nad sobą. Dasz radę? A może pójdziesz na jakąś terapię?
– Na to się chyba zanosi. Wyślą mnie, zanim wrócę.
– Policyjny regulamin to jedno, ale może sam powinieneś…
– Dobra, dosyć tego pieprzenia – przerwałem mu. – Ogarniesz ten syf?
Przyjaciel uniósł brew i wlepił we mnie wzrok.
– A nie dołożysz mi do tego już żadnych niespodzianek?
– Postaram się – rzuciłem.
– Wystarczy siąść spokojnie na dupie i dać mi działać.
– Łatwiej obiecać niż dotrzymać obietnicy.
– Jak jesteś spięty, to proponuję seks. Rozładowuje napięcie w stu procentach.
– Nie jesteś w moim typie.
Adam parsknął śmiechem.
– Nawet gdybym był gejem, nie miałbyś u mnie żadnych szans – skomentował.
– Nie podoba mi się, dokąd zmierza ta rozmowa.
Pożegnałem się z nim i ruszyłem do mieszkania, które chwilowo okupowałem. Nie było tak luksusowe, jak mój poprzedni dom, ale wcale mi na tym nie zależało. Tutaj miałem przynajmniej spokój, chociaż zbyt długa cisza mnie dobijała.
Brak jakiegokolwiek zajęcia źle na mnie wpływał, nosiło mnie w środku, a to zawsze zwiastowało kłopoty. Z takim nastawieniem bałem się teraz iść do baru, bo zwykłe popijanie drinka mogłoby się skończyć niepotrzebną bójką.
Miałem problem. Wiedziałem o tym już od dawna i pewnie powinienem był coś z tym zrobić, jednak chęć wyżycia się była znacznie większa.
***
Praktycznie cały następny dzień spędziłem w hali. Ćwiczyłem na worku treningowym, trochę poboksowałem z kolesiem, który potrzebował partnera do sparingu, a później biegałem na bieżni, aż zachciało mi się rzygać. Obiecałem Adamowi, że będę trzymał się z daleka od kłopotów, a to oznaczało, że musiałem się zmęczyć.
Po powrocie do domu, wziąłem szybki prysznic, a później, nawet się nie wycierając z wody, runąłem goły na łóżko i od razu usnąłem.
Rano zwlokłem się z wyra, ale zakwasy od razu odebrały mi ochotę na jakiekolwiek zbędne ruchy. Zaparzyłem kawę, próbowałem rozciągnąć mięśnie ramion, ale nie miałem zamiaru robić pompek, jak co dzień po przebudzeniu. Dzisiaj byłem cały obolały, bo przegiąłem z treningiem. Już nie wiedziałem, co było gorsze - te cholerne zakwasy czy nabuzowanie.
Zegar wskazywał dziesiątą i pewnie dlatego bolała mnie głowa, bo nigdy tak długo nie spałem. Chłodny prysznic obudził mnie skuteczniej niż mocna kawa. Zadzwonił telefon, a gdy zauważyłem na wyświetlaczu imię Jasper, od razu przypomniałem sobie, że jest piątek i że umówiłem się z nim oraz siostrą Adama u niej w domu.
Uzgodniliśmy, że spotkamy się na miejscu w samo południe. To mi było na rękę, musiałem tylko zawiadomić samą zainteresowaną. Odnalazłem świstek papieru, który mi wręczyła, i wklepując jej numer na klawiaturę, wciąż nie mogłem uwierzyć, że dała mi go na kartce. Wystarczyło mi go podyktować.
Odebrała po trzech sygnałach.
– Cześć… siostra – powiedziałem, bo nagle zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiedziałem, jak miała na imię.
– Adam? – usłyszałem głos, który trącił niedowierzaniem.
– Nie, jego kolega, który ma zamiar przyprowadzić ci dzisiaj remontowego zbawcę. Będziesz w domu około południa?
– Tak, oczywiście. – Jej głos znacznie się ożywił.
– Świetnie. Tylko pochowaj marihuanę i wszystkie nielegalne substancje, żebym nie musiał cię przymknąć.
Uśmiechnąłem się sam do siebie. Chwilowo nie miałem żadnej władzy, ale ona o tym nie wiedziała, a byłem prawie pewny, że wścieknie się na moją uwagę, co mnie trochę bawiło. Stwierdziłem, że taka mała rozrywka jej kosztem nie zaszkodzi.
– Nie posiadam takich rzeczy – zapewniła mnie rzeczowo, jednak wyczułem w jej głosie irytację.
Bingo! – pomyślałem i od razu humor mi się poprawił.
Zebrałem się szybko, a wychodząc z mieszkania, jeszcze raz rozłożyłem poskładaną na cztery kartę i spojrzałem na adres. Na szczęście nie było daleko ode mnie; i chociaż kierowcy w Irving doprowadzali mnie do szału, to wiedziałem, że o tej godzinie miasto nie powinno być zakorkowane.
Pospiesznie wsiadłem do samochodu i bez problemu dotarłem na miejsce. Zaparkowałem na podjeździe, zastawiając go całkowicie swoją Toyotą 4-Runner TRD Off-Road.
Lubiłem duże, masywne samochody, bo dobrze się w nich czułem. Poza tym często urządzałem sobie wypady poza miasto, a że miałem zamiłowanie do dróg, z którymi niewiele aut mogłoby sobie poradzić, postawiłem na tę kobyłę. Byłem z niej zadowolony.
Jasper podjechał dosłownie minutę po mnie i musiał zostawić swoją maszynę przy ulicy wzdłuż krawężnika. Ruszyliśmy równo w stronę domu, witając się z daleka.
Dawno go nie widziałem, bo kiedy nasze drogi się rozeszły, każdy zajął się sobą, zapominając o przeszłości. Kilka miesięcy temu potrzebna mu była moja pomoc, która lekko trąciła nielegalnością, stąd był teraz moim dłużnikiem.
Dawniej spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, łapiąc się różnych remontów. Mieliśmy plany na wspólną firmę budowlaną, ale moje życie się posrało i nagle okazało się, że zostałem gliną.
Wchodząc na ganek, zauważyliśmy otwarte na oścież drzwi wejściowe. Zmarszczyłem brwi, przekroczyłem powoli próg jako pierwszy i zapukałem mocno, żeby dźwięk dotarł do tego, kto był w środku. Już miałem krzyknąć „policja!”, ale się powstrzymałem. To nawyk, który teraz musiałem w sobie stłumić.
Nie wiadomo było nawet, na jak długo zresztą.
Zanim zdążyłem zrobić kolejny krok, z głębi domu wyłoniła się zadowolona właścicielka. Luźna, workowata sukienka w kolorze bliżej nieokreślonym kończyła jej się tuż przed kolanami. Szerokie i jak dla mnie zbyt duże boczne kieszenie, które pewnie mogłyby pomieścić z dwa kilogramy jabłek każda, mocno ją poszerzały w biodrach.
Kiedy widziałem ją po raz pierwszy, wyglądała na szczuplejszą, chociaż i tak należała do grupy kobiet o pełnych kształtach. Całkiem apetycznie – oceniłem szybko, choć to nie było celem mojej wizyty.
Po kilku uprzejmościach, których od zawsze nie cierpiałem, weszliśmy do środka. Dopiero teraz uderzył we mnie zapach stęchlizny, starości, kurzu i brudu. Nie wyglądało to dobrze. Poplamiona w kilku miejscach, przetarta gdzieniegdzie wykładzina wraz ze ścianami oblepionymi pstrokatymi tapetami tworzyły niepokojący klimat, w sam raz na scenerię horroru.
Totalny syf.
Już wiedziałem, co miał na myśli Adam, mówiąc, że jego siostra żyje w jakimś innym świecie. Ktoś jej po mistrzowsku wcisnął ten dom, a ona wyglądała jak dziecko w sklepie z cukierkami. Uśmiechnięta, zadowolona z siebie, jakbyśmy patrzyli zupełnie na coś innego.
Ona widziała swój uroczy kącik, a ja raczej melinę. Jak dla mnie, musiała coś brać.
– Słyszałem, że chcesz sprawdzić instalacje – przeszedł do rzeczy Jasper.
– Tak. Z tego, co wiem, to były wymieniane, ale chcę się upewnić.
– Słusznie – przytaknął jej. – Masz plany domu?
– Tak, oczywiście.
– Wiesz, że będę musiał rozwalić ścianę w kilku miejscach? – zapytał, na co skinęła głową, po czym wzięła głęboki oddech, jakby co najmniej właśnie się dowiedziała, że będzie operowana.
Kiedy wręczyła dokumentację Jasperowi, ja swobodnie spacerowałem po wszystkich pomieszczeniach. Adam poprosił mnie, żebym zdał mu relacje ze stanu inwestycji jego siostry. Zgodziłem się, bo w końcu on też mi pomagał. Byłem tutaj w roli pośrednika, ale także szpiega. Nie miałem jednak z tym żadnych oporów.
Kumpel przywlókł ze swojego samochodu narzędzia i zaczął się już dobierać do ścian w salonie, a skoro nie potrzebował mojej pomocy, wszedłem do kolejnego pomieszczenia. Omiotłem je szybko wzrokiem, ale nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia, zupełnie jak pozostałe. Odwróciłem się w stronę drzwi, gdy usłyszałem kroki. Dumna właścicielka pewnie nie chciała być świadkiem demolki, więc przywędrowała do mnie.
– Idealne wnętrze – podsumowałem z ironią, której zupełnie nie wychwyciła, bo popatrzyła na mnie z zadowoleniem, musiałem więc szybko doprecyzować, o co mi chodzi. – Dla narkomanów.
– Co? – Przestała się uśmiechać.
– Idealna dziupla. Oczami wyobraźni już widzę te materace po kątach i wszędzie porozrzucane brudne strzykawki.
– I to powiesz Adamowi?
Zaskoczyła mnie. Najwidoczniej nie była taka głupia i naiwna, jak ją określił brat. Lubiłem inteligentne kobiety, bo błyskotliwy umysł był znacznie seksowniejszy od najpiękniejszej modelki, którą myślenie boli. Nie odpowiedziałem na jej pytanie, co tylko potwierdziło jej przypuszczenia. Nie musiałem bajerować, bo przecież byłem tutaj tylko ze względu na Adama. Mieliśmy dobry układ – on wyciągał mnie z gówna, w jakie wdepnąłem, a ja sprawdzałem, w co wdepnęła jego siostra.
– Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że ktoś cię naciągnął?
– Nawet nie wiesz, ile zapłaciłam – broniła się.
– Nie przepłaciłaś, jeśli dostałaś to za darmo.
– Nie widzisz tego, co ja.
– Tak, zdążyłem to zauważyć. Tyle że ja widzę stan faktyczny, a ty? Może się nawet okazać, że ten dom ma sprawną hydraulikę i pozostałe instalacje, ale reszta nadaje się do totalnej demolki.
– To dobrze, bo dzięki tobie to jedyne, na co mam teraz ochotę – odgryzła się.
– Cieszę się, że cię motywuję. Polecam się na przyszłość.
– Jesteś okropny.
– Gdybyś była pierwszą, która mi to mówi, to może nawet bym się przejął – powiedziałem, po czym mrugnąłem do niej z lekkim uśmiechem.
Skrzyżowała ręce pod piersiami, a jej harde spojrzenie miało mi chyba uświadomić, że nie śmieszą jej takie żarty. Pewnie myślała, że wygląda groźnie, za to ja ledwie powstrzymywałem śmiech. Oczywiście, że nie podobało jej się to, co mówiłem na temat tego domu, bo bez wątpienia zdawała sobie sprawę z tego, że nie mydliłem jej oczu, tylko przedstawiałem suche fakty.
– Wystarczy trochę ciężkiej pracy – wygłosiła po krótkiej chwili. – I wyobraźni. Czego tobie najwyraźniej brakuje.
– Mylisz się – odparłem ciszej, następnie rozpocząłem spojrzeniem wędrówkę po jej sylwetce. Rozplątała ramiona i opuściła je wzdłuż ciała w taki sposób, jakby chciała strącić z siebie mój wzrok. Zmieszała się, zawstydziła nawet, ale równie szybko odzyskała rezon.
– Nie zamierzam się poddać. Ale ty, skoro już musisz raportować do mojego brata, to przedstaw swoją wersję, kapusiu.
Uderzyła w czułą strunę. Nie, żebym kiedykolwiek donosił, ale bardzo nie lubiłem tych, którzy to robili, a skoro mnie do nich porównała, trochę mnie to ubodło. Pozbyłem się uśmiechu i wwiercałem się w nią spojrzeniem. Natychmiast zrozumiała swój błąd, nagle zaczęła unikać mojego wzroku i nie wiedziała, co ma zrobić z rękami. Wreszcie wsunęła je bezradnie do olbrzymich kieszeni.
Zaatakowała, po czym szybko się wycofała. Sprawiała wrażenie, jakby obawiała się mojej reakcji, co mnie zastanowiło.
– Nie lubię tego słowa – upomniałem ją, mimo wszystko zachowując łagodny ton.
– Wolisz informator?
– Nie idź tą drogą, siostro – ostrzegałem.
– Dlaczego mówisz do mnie „siostro”?
– Sama napisałaś na kartce ze swoim adresem i telefonem „siostra Adama”.
– Napisałam tak, żebyś sobie nie pomylił z jakąś inną Haley, która dałaby ci karteczkę… w innym celu.
– W innym celu?
Uśmiechnąłem się oszczędnie, tłumiąc rozbawienie. Znowu się speszyła i szybko uciekła wzrokiem. Nie była w stanie spojrzeć mi w oczy. Złapałem się na tym, że przy niej czułem się dobrze, swobodnie. Byłem dziwnie odprężony. Chyba nawet zaczynałem ją lubić. Taka niegroźna wariatka, która właśnie dostarczała mi namiastkę rozrywki.
– Temat seksu cię krępuje? – wypaliłem specjalnie, ponieważ droczenie się z nią sprawiało mi zaskakującą przyjemność.
– Jakiego seksu?! – wypaliła, zawstydzając się ponownie. – Rozmawiamy o remoncie i o twoim… o informacjach dla mojego brata.
– Próbowałaś mnie obrazić, ale ci odpuszczę, bo rumienisz się jak nastolatka.
– To obrzydliwe, że wiesz, jak rumieni się nastolatka – wypaliła.
Zaśmiałem się w głos. Ona była obłędna. Miała z pewnością powyżej dwudziestu pięciu lat i nie wierzyłem, że była dziewicą, ale wyglądało na to, że ja ją w jakiś sposób krępuję.
Podobało mi się to. Na dodatek jej reakcje były zabawne, co wprawiło mnie w dobry nastrój. Musiałem przyznać, że siostra Adama miała na mnie dobroczynny wpływ, bo nie sądziłem, żeby to ostatni trening tak mnie rozluźnił.
– Pamiętam coś jeszcze ze szczenięcych lat – powiedziałem, wciąż się uśmiechając.
– O dziwo, instalacja jest nowa – oświadczył Jasper, wchodząc do pokoju.
Haley zamknęła oczy i westchnęła z ulgą, jakby co najmniej jej modły zostały wysłuchane. W sumie cieszyłem się, że będzie miała mniej roboty. Kibicowałem jej, kierowany sympatią, która już na dobre zaczęła we mnie kiełkować.
– Zrobiłem trochę bałaganu, więc wymienię te płyty, które uszkodziłem, ale mogę tutaj wejść z ekipą najwcześniej za dwa miesiące.
– Za dwa miesiące? – powtórzyła przerażona Haley.
– Przykro mi, ale mam teraz naprawdę dużo zleceń.
– Ale te dziury… – zaczęła i nie skończyła zdania.
– Dobra, stary – wtrąciłem się, bo nie mogłem patrzeć na jej panikę. – Masz te płyty u siebie?
– Tak.
– W takim razie zgarnę je i sam to załatwię.
– Spoko – zgodził się Jasper. – Wracasz do gry?
– Nie, po prostu kolejny raz po tobie sprzątam.
Zaśmiałem się, po czym klepnąłem kumpla w ramię. Jasper pokręcił głową, wzdychając ostentacyjnie. Za to Haley podniosła głowę i spojrzała na mnie pytająco. Nie wyglądała na przekonaną. Sam byłem ciekaw, co z tego wyniknie, zwłaszcza, że nawet nie musiałem się zmuszać do zaoferowania swojej pomocy. Zresztą, i tak nie miałem planów na następne dni, więc równie dobrze mogłem przydać się na coś w tym domu, zamiast doprowadzać się do skrajnego wyczerpania na hali. Boksowanie nie ucieknie, a tutaj byłem potrzebny.
A może po prostu chciałem się tak czuć.DAMOn
Wcale nie podobało mi się to, że płakała, jednak nie miałem zamiaru wypytywać o jej życie. Kobiece łzy nie raz wpakowały mnie w kłopoty, tylko dlatego, że nie potrafiłem przejść obok nich obojętnie. Tym razem chciałam skupić się na swojej robocie.
Z meblami w kuchni poszło nam całkiem sprawnie. Większe części wynosiłem sam, ale Haley też sporo wrzuciła do kontenera. Musiałem przyznać, że była zdeterminowana. Cały czas milczała, a z doświadczenia wiedziałem, że milcząca kobieta to z pewnością zapowiedź większej zadymy.
Mówiłem jej, co ma robić, a ona bez słowa sprzeciwu wykonywała moje polecenia. Próbowałem od czasu do czasu rzucić jakimś żartem, jednak nie udało mi się jej rozbawić.
– Robimy przerwę? – zaproponowałem, bo minęło już kilka godzin, a zasuwaliśmy bez ustanku.
– Pewnie jesteś głodny.
Umyła szybko ręce i zniknęła mi na chwilę z oczu. Wróciła po chwili z przenośną lodówką i postawiła ją na stole kuchennym, który również miał dzisiaj wylądować w kontenerze. W tym momencie cieszyłem się, że opróżniliśmy wszystko oprócz tego mebla. Przetarła dokładnie jego blat i otworzyła brązową pokrywkę chłodziarki.
– Mam kanapki z masłem orzechowym i dżemem –oświadczyła.
– Spasuję.
Popatrzyła na mnie zakłopotana. Może i marudziłem, ale naprawdę nie miałem ochoty na takie żarcie. Potrzebowałem czegoś konkretnego, najlepiej mięsa. Takie kromki mogłem wciągnąć na deser, chociaż nie byłem z tych, co przepadają za słodkim.
Przestawiła zawiniątka na bok i zaglądnęła do plastikowego pudła.
– Pewnie surowe warzywa pokrojone w słupki też ci nie przypadną do gustu? – Podniosła do góry woreczek z marchewką i jakimś zielonym badziewiem, ale nawet nie czekała na moją odpowiedź, tylko odłożyła pakunek na blat. – Batonik musli i jogurt pewnie też cię nie skusi?
– Zlituj się.
– Mam też kabanosy i piwo.
Wreszcie podniosła na mnie wzrok i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że przez cały ten czas tylko się ze mną droczyła. Uśmiechnęła się, ale bardzo oszczędnie, jakby to, co ją dręczyło wcześniej, jeszcze jej nie opuściło. Podała mi butelkę, którą szybko otworzyłem, i bezzwłocznie zaspokoiłem swoje pragnienie.
Obserwowała, jak łapczywie pochłaniam chmielowy napój i nie odrywając spojrzenia, położyła przede mną paczkę cienkich kiełbasek.
– Masz już dosyć na dziś? – zapytałem.
– Nie, a ty?
– Nie musisz przede mną niczego udawać. Jeżeli będziesz wykończona, wystarczy powiedzieć.
– Tak zrobię – zapewniła. – Trzeba jeszcze skuć płytki w łazience. Tutaj też.
– Spokojnie. Wszystko po kolei. Nie będziemy robić przecież kilku pomieszczeń na raz. Co jest dla ciebie priorytetem?