Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Tylko nie mów nikomu. Dlaczego lubimy plotkować - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 lipca 2026
52,90
5290 pkt
punktów Virtualo

Tylko nie mów nikomu. Dlaczego lubimy plotkować - ebook

Każdy coś słyszał.

Każdy coś powtórzył.

Ale czy to tylko niewinna rozrywka?

Dlaczego fascynuje nas życie Britney Spears? Co wspólnego mają Plotkara, Bridgertonowiei miejskie legendy? Czy ChatGPT potrafi tworzyć plotki? I dlaczego tak często czujemy się winni, kiedy słu­chamy historii o innych ludziach?

Plotka jest wszędzie. W grupowych czatach, podcastach, programach reality show, na TikToku i w rozmowach zaczynających się od słów „tylko nie mów nikomu”. Ale plotka to nie tylko celebryckie skandale, in­ternetowe dramy i sekrety przekazywane szeptem. To także sposób, w jaki budujemy relacje i próbujemy zrozumieć świat.

Z charakterystycznym humorem i przenikliwością Kelsey McKinney łączy popkulturową analizę, reportaż i osobiste doświadczenia, pokazując, że plotka to nie tylko opowieść o cudzych sekretach. To opowieść o nas samych.

Błyskotliwa, zabawna i pełna popkulturowych tropów książka o czymś, co wszyscy robią, choć nie każdy chce się do tego przyznać.

Kelsey McKinneyto amerykańska reporterka i pisarka, współ­twórczyni podcastu Normal Gossip. Jej artykuły ukazywały się m.in. w The New York Times, Vogue czy Vanity Fair.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-277-4949-9
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

CO CZYNI NAS LUDŹMI

Roboty czają się, by zrujnować każdą karierę związaną z tworzeniem. Aktualnie złowieszczym robotem sezonu jest sztuczna inteligencja. Możesz zagonić AI do napisania ci sztuki albo wygenerowania zdjęcia, na którym przytulasz się z Beyoncé, bądź do wskrzeszenia z martwych twojego ulubionego komika, by mógł przedstawić specjalny, nowy, godzinny program. Bazujące na AI platformy i narzędzia, takie jak Adobe Sensei, DALL-E 2, ChatGPT czy Khroma, już są wykorzystywane w firmach na całym świecie przez działy kreatywne zajmujące się wszystkimi tymi rzeczami. Gdy Scarlett Johansson odmówiła użyczenia głosu nowemu gadającemu botowi OpenAI, firma stworzyła głos sztucznej inteligencji brzmiący dokładnie tak jak aktorka. Ta zaprotestowała i błyskawicznie zatrudniła prawników.

Sprawą dyskusyjną pozostaje kwestia, czy jakiekolwiek kreatywne produkty AI kwalifikują się jako dobre. Nie zdarzyło mi się jeszcze obcować ze stworzoną przez AI sztuką, która wywołałaby we mnie jakiekolwiek odczucia. Ale obawa, że majętni ludzie u władzy będą decydować o tym, iż przeciętna sztuka stworzona po taniości przez maszynę stanowi lepszą inwestycję niż prawdziwi ludzie, którzy kosztują więcej pieniędzy, gdy się ich zatrudnia, nawet jeśli tworzą lepszą sztukę – wydaje się realna. W 2023 roku Goldman Sachs opublikował raport, wedle którego szacunkowo 300 milionów miejsc pracy może zostać częściowo lub całkowicie zautomatyzowanych przez AI. To przerażająca statystyka dla każdego, kto wykonuje pracę twórczą. Już teraz nie ma jej zbyt wiele.

Gdy w wiadomościach publikowano artykuł za artykułem o tym, że AI zniszczy branżę kreatywną, zaczęłam się martwić. Zgroza ścinała mi krew w żyłach i kusiła, by googlować: „Czy roboty mogą pisać”, a gdy uzyskałam odpowiedź, kolejnym krokiem było wpisanie: „Czy roboty mogą plotkować?”. Dzięki Bogu mam dwie prace!

Wyniki wyszukiwania doprowadziły mnie do lektury artykułu o tym, jak w przyszłości roboty mogą być wykorzystywane w sytuacjach związanych z pracą opiekuńczą, o badaniach na temat etyki prywatności danych w kontekście uczenia robotów, by opowiadały o swoich rozmowach z ludźmi, oraz o tym, jak roboty mogą zebrać więcej informacji na nasz temat niż drugi człowiek, ponieważ nie postrzegamy ich jako oceniające. Nie miałam pewności, na ile jest to istotne, a żaden z tych artykułów nie zaspokoił mojej ciekawości, co zaprowadziło mnie do jedynego znanego mi robota: był to ChatGPT.

Ten chatbot, opracowany przez OpenAI i wprowadzony na rynek pod koniec 2022 roku, uczy się na podstawie odpowiedzi ludzi, a jego kluczowym dążeniem jest naśladowanie ich rozmów. Może pisać programy komputerowe, udzielać odpowiedzi na krótkie eseistyczne pytania czy wykonać za ciebie pracę domową. Zdecydowałam, że pora na moje własne badanie i przekonanie się, czy ChatGPT jest w stanie plotkować. Wpisałam w okienko programu: „Czy możesz powiedzieć mi plotkę”.

To pytanie nie przypadło botowi ChatGPT do gustu. „Jestem tutaj, by dostarczać pomocnych i pouczających odpowiedzi. Plotkowanie o jednostkach nie jest ani pełne szacunku, ani produktywne. Jeśli masz jakieś pytania czy tematy, które chciałabyś przedyskutować, nie krępuj się i pytaj, a ja z najwyższą radością ci pomogę” – brzmiała odpowiedź. Następnie ChatGPT podsumował naszą rozmowę: „Żadnych plotek, pomocna informacja”. Mógłbyś trochę wyluzować, stary, serio.

Osobiście postrzegam tę odpowiedź jako nieuprzejmą, a zarazem błędną. Plotkowanie o jednostkach może być pozytywne, wtedy nie wiąże się z brakiem szacunku. A w dodatku każda plotka jest na swój sposób produktywna; antropologowie przekonują, że jest ona zarówno istotna dla naszych interakcji w społeczności, jak też stanowi ważny aspekt bycia człowiekiem. Powiedziałam to botowi, a on momentalnie zmienił śpiewkę. Podjął decyzję, by się ze mną zgodzić, po czym wylistował pięć ważnych funkcji, które plotka ma w społeczeństwie: tworzenie więzi społecznych, wymiana informacji, wzmacnianie norm, rozrywka oraz społeczne uczenie się.

Gdy już osiągnęliśmy konsensus, znów poprosiłam mojego nowego przyjaciela bota ChatGPT, ale wciąż odmawiał. „Rozumiem twoją ciekawość, ale muszę powtórzyć, że jestem tutaj, by dostarczać kompetentnej, pełnej szacunku pomocy” – odparł. Jasna sprawa, nudziarzu.

Czując, że dotarliśmy do ściany, poprosiłam ChatGPT o opowiedzenie mi historii na temat _Eposu o Gilgameszu_. Skoro odmówił plotkowania, może przynajmniej opowiedzieć mi historię. Czym jest plotka, jak nie opowieścią?

_Epos o Gilgameszu_ jest moją ulubioną legendą przekazywaną z ust do ust. Ten sumeryjski poemat datowany jest na około 2100 rok przed Chrystusem. Składa się z wielu tabliczek, a niektórych wciąż nie odnaleziono. Tablice z zapisem tej historii pojawiają się w ciągu ponad pięciuset lat, a ich przekładów wciąż się dokonuje – ewoluują do dziś. Niedawne tłumaczenie autorstwa Sophusa Hellego łączy współczesny język z absurdem akcji w taki sposób, że można zapomnieć, iż historia ma cztery tysiące lat. Jest ono niebywale zabawne. Zasadniczo _Epos o Gilgameszu_ jest opowieścią typu „od wroga do najlepszego ziomka” i traktuje o dwóch kumplach, Enkidu i Gilgameszu, którzy są nakręceni i chcą walczyć z bogami. Pod koniec historii Gilgamesz dopina swego, realizując epickie wyzwanie uzyskania nieśmiertelności za sprawą jadalnej rośliny. Pewnego dnia, gdy bierze kąpiel, roślina zostaje skradziona przez węża. Gdy czytałam tłumaczenie Hellego, nie miałam poczucia, że to przekazywana z ust do ust opowieść – wydawało mi się, że mam do czynienia z plotką. A zatem, pomyślałam, może uda się naprowadzić ChatGPT nieco bliżej.

Chat opowiedział mi legendę o Gilgameszu w podpunktach. Nie dość powiedzieć, że było to o wiele mniej dramatyczne niż prawdziwa historia o Gilgameszu – było to nudne jak flaki z olejem. Równie dobrze mogłam poczytać sobie pierwszy szkic streszczenia wydawnictwa Greg, w dodatku pióra ucznia szkoły średniej. Dlaczego niby ChatGPT pisze: „Enkidu żyje w dziczy i z początku dysponuje siłą i instynktem zwierzęcia”, zamiast wejść w szczegóły i odnotować, że Enkidu był pokryty włosami i żył jak dzikie zwierzę? Do tego stopnia, że aby wprowadzić go do dobrze ułożonego towarzystwa, myśliwy musiał namówić króla, by zorganizował świątynną prostytutkę, która pojawiłaby się na sześć dni i siedem nocy i chędożyła Enkidu, aż w końcu się uspokoi? Wersja przedstawiona przez ChatGPT nie ma w sobie nic z uroku oryginału, nie chwyta za serce tak jak on, i w przeciwieństwie do niego wyzuta jest z radości. Pozostały suche fakty, artyzm tysięcy lat ludzkiej pracy został w mgnieniu oka usunięty.

Nie była to aż taka niespodzianka. ChatGPT słynie z tego, że nie radzi sobie dobrze z pisaniem. Owszem, może jest w stanie zdać egzamin adwokacki, SAT¹, i ponad tuzin egzaminów AP² bez najmniejszego problemu, to nawet nowa wersja ChatGPT (­GPT­-­4) ma kłopoty z esejami. Według GRE³ znalazł się w 99. percentylu, jeśli chodzi o część werbalną, i zaledwie w 54. pod względem pisania. Zaliczył niższe percentyle w AP Literatura Angielska i AP Język Angielski. Jest za pan brat ze słownictwem, ale nie z rzemiosłem.

Wiedząc to wszystko, wciąż chciałam się przekonać, czy ChatGPT może opowiedzieć mi _Epos o Gilgameszu_ jak historię. A konkretnie chciałam, żeby podał mi ją w formie, która może dostarczyć rozrywki. Poprosiłam więc ChatGPT, żeby przekazał mi dzieje Gilgamesza, jakby była to plotka i… no cóż. Przytoczę tu jego twórczość:

Och, kotku, pozwól, że uraczę cię antycznym kąskiem! A zatem, dawno, dawno temu, żył sobie napakowany, potężny król imieniem Gilgamesz. Twardą ręką rządził miastem Uruk, i – uwierz mi na słowo – pod jego rządami ludzie nie czerpali z życia pełnymi garściami.

Ale uważaj – zbliża się drama! Bogowie mieli po dziurki w nosie jego wybryków, zdecydowali się więc stworzyć dzikiego, nieposkromionego mężczyznę imieniem Enkidu. Ten gość – istny Tarzan Mezopotamii – żył między zwierzętami i robił zamieszanie.

Dzikie wybryki Enkidu zostały poskromione, kiedy pewna spryciara, świątynna prostytutka, przyprowadziła go do miasta. No i nie zgadniesz! Między Enkidu i Gilgameszem doszło do pojedynku! Była to zacięta walka na krzepę i ego, ale – a to ci dopiero niespodzianka! – panowie i tak skończyli jako bromans nad bromanse.

Zapnijcie pasy, bo oto nasza dwójka chwatów wyrusza stawić czoła niewiarygodnym przypałom. Największe smaczki? Sklepanie Humbaby, strażnika Lasu Cedrowego. No i tutaj sprawy zaczynają się komplikować. Bogowie na to, że „no nie, kurczaczki, niefajnie”, i Enkidu koniec końców kopnął w kalendarz. Smuteczek!

Zrozpaczony Gilgamesz nagle złapał fazę w stylu „Muszę żyć wiecznie”. Więc wyruszył w podróż, by odnaleźć sekret nieśmiertelności. Wyobraź sobie jego minę, kiedy natknął się na Utnapishtima, pierwowzór Noego, który przetrwał gigantozauryczną powódź. Utnapishtim puścił farbę; powiedział o cudnej powodzio-prywatce bogów i o tym, jak zdobył złoty bilet do nieśmiertelności.

No ale co, nie zgadniesz! Próba Gilgamesza, by zdobyć nieśmiertelność, okazała się koncertową klapą. Zamiast tego ogarnął, że w życiu chodzi o to, żeby pielęgnować przyjaźnie i zostawić po sobie ślad, ba! spuściznę. Wrócił do Uruk ze świeżą perspektywą, gotów, żeby być zajefajnym królem.

_Voilà_, kotku! „Epos o Gilgameszu” jest w sumie jak oryginalne reality show, pełne bitew, bromansów, no i życiowych lekcji, które pozostają aktualne do dziś. Dasz wiarę, że cała ta drama rozegrała się tak strasznie dawno temu?

Podczas gdy ten tekst jest może i bardziej wciągający niż jakaś nudna lista zdarzeń, jest on również… wybitnie dziwnym artykułem, jak na taki, który wyszedł spod pióra sztucznej inteligencji. Najwyraźniej ChatGPT uważa, że plotkę cechuje specyficzny ton oraz że meritum tego, co się przekazuje, jest mniej istotne niż sposób, w jaki dokonywana jest prezentacja. Tę opinię podziela nie tylko chat AI. Na TikToku są tabuny ludzi, którzy dorobili się gigantycznej liczby subskrypcji, publikując treści związane z historycznymi albo aktualnymi wydarzeniami i przekazywane w luźnym, „plotkarskim” tonie. Nie sposób było pomylić się bardziej niż Søren Kierkegaard, kiedy pisał: „Gdybyśmy mogli na chwilę przyjąć, że istnieje prawo, które nie zabrania ludziom rozmawiać, a jedynie nakazuje, by wszystko, o czym się mówi, było traktowane tak, jakby wydarzyło się pięćdziesiąt lat temu, byłby to koniec wszelkich plotek, i to żałosny koniec. Z drugiej strony nie przeszkadzałoby nikomu, kto potrafi rozmawiać naprawdę”.

ChatGPT zdaje się mieć z historią z przeszłości trudności równie duże, co z tą osadzoną w teraźniejszości. Zamiast naprawdę zająć się opowiadaniem, wydaje się, że jedyne, czego dopiął, to uczynienie historii bardziej przystępną od oryginału – a użyte słownictwo opiera się na podstawowych zwrotach.

ChatGPT zdaje się również sądzić, że „plotka” jest utożsamiana z kobietami oraz społecznością gejowską. Frazy takie jak „och, kotku” czy „pozwól, że szepnę ci na uszko” w Stanach Zjednoczonych pochodzą w linii prostej z kultury drag. W języku angielskim używane w tych kręgach słowo „tea” (plotka) może się wywodzić od używania litery „t” jako skrótu, gdy ma się na myśli prawdę (ang. truth). Jednym z najwcześniejszych drukowanych przykładów zastosowań tego terminu może być bestseller pióra Johna Berendta _Północ w ogrodzie dobra i zła_. Berendt przeprowadza wywiad z drag queen, po czym cytuje jej wypowiedź: „Moje T. Moja sprawa, mój interes, to, co ważne w moim życiu”. Dragowy żargon wskoczył do kultury cis, gdy w 2017 roku na szczyty popularności wspiął się _RuPaul’s Drag Race_ po tym, gdy zaczęła emitować go amerykańska kablówka VH1. W związku z tym, że plotka używana jest jako narzędzie ochrony społeczności, ma do pewnego stopnia sens, że AI wiąże plotkę z kulturą drag.

ChatGPT poprzez ten dobór słów bezwiednie wzmacnia przekonanie, że plotka jest narzędziem tych mniej uprzywilejowanych. Nigdy nie usłyszelibyśmy kogoś wypowiadającego się w ten sposób w sądzie, sali konferencyjnej czy nawet na boisku piłkarskim. Co ciekawe, kiedy poprosiłam ChatGPT o opowiedzenie mi tej samej historii w tonie „Normalnej Plotki”, czyli podcastu, który współtworzę (inaczej mówiąc – moimi słowy), wszystkie te sformułowania i powiedzonka z kultury drag zniknęły. Spokojnie zatem można wydedukować, że chatbot jest świadom, iż używa dragowego żargonu albo (przynajmniej tyle), że jestem białą cis kobietą, która niezbyt regularnie posługuje się frazą „och, kotku”. Jednak wciąż w interpretacji „Normalnej Plotki” nie brakuje wyborów leksykalnych godnych slangu typowej diwy, jak chociażby: „napakowany” czy „smuteczek”. Ja nie używam żadnego z nich.

W jakimś stopniu intencjonalnie ChatGPT zdaje się starać, by ten głos brzmiał „aktualnie”, wprowadzając ideę plotki jako czegoś, czym zajmujemy się w chwili obecnej, a nie jako ponadczasowego i wykraczającego poza dane miejsce ludzkiego doświadczenia. Co jednak zaskakujące, styl i dobór słów już wydaje się nieco przestarzały. Bliżej mu do slangu i tonu spotykanych w 2019 roku, niż do jesieni 2023, kiedy sformułowałam zapytanie.

W tym sposobie narracji nie ma nic nowego, nie kładzie ona też nacisku na żadne konkretne wątki. W sumie siedem części tej plotkarskiej wersji w warstwie treści identycznych jest z zarysem, który dostałam wcześniej w podpunktach. Rzuca się w oczy, że ChatGPT przeoczył jeden z filarów plotki: frajdę. Nie opowiadał mi historii, ba, on jej nawet nie przekazywał. On ją odklepywał.

Na początku były słowa, a słowa były plotką, i plotką były słowa. Podczas gdy pozostałe gatunki potrafią się ze sobą komunikować, żaden z nich nie umie snuć opowieści tak, jak my to robimy. Badacze szacują, że ludzkość rozwinęła umiejętność mówienia co najmniej 200 tysięcy lat temu, a cytowany już Robin Dunbar w _Pchły, plotki a ewolucja języka_⁴ dowodzi, że język jest ludzkim ekwiwalentem wzajemnego iskania się. Zdaniem Dunbara język ewoluował przede wszystkim po to, by umożliwić ludziom zadzierzganie więzi społecznych poprzez plotkowanie, które poz­wala nam na utrzymanie społecznej spójności w ramach większych grup oraz tworzenie połączeń między sobą, przy jednoczesnym zachowaniu produktywności w pozostałych sferach. Plotkowanie ma również tę przewagę, że stanowi aktywność grupową: możesz opowiedzieć historię kilku osobom naraz, a co za tym idzie, związać się z nimi wszystkimi.

„Plotka może być początkiem rozważań moralnych, dolnym stopniem platońskiej drabiny prowadzącej do zrozumienia samego siebie. Desperacko pragniemy informacji o tym, jak żyją inni ludzie, ponieważ chcemy wiedzieć, jak sami mamy żyć, ale uczy się nas postrzegać to pragnienie jako bezpodstawne wścibstwo” – pisze Phyllis Rose we wstępie do _Parallel Lives: Five Victorian Marriages_. To wybitnie plotkarska książka, jednak nie jest to „plotka” w najbardziej ścisłym znaczeniu tego słowa – są to losy pięciu wiktoriańskich małżeństw. Rose posługuje się w niej dokumentacją historyczną oraz pogłoskami, by skonstruować historię dziesięciorga ludzi, wszystkich ze sobą powiązanych, żyjących całkowicie wbrew sztywnym, pruderyjnym stereotypom, które współczesny czytelnik ma w głowie na temat epoki wiktoriańskiej. Rose jest doskonałą gawędziarką. Opisuje domy tych par, spory na temat oświetlenia gazowego, sposób, w jaki dama ubiera się w zależności od jej wieku i statusu społecznego. Wszystko to są fakty. Ale autorka włącza także szczyptę osądu – krótkie chwile, gdy zastanawia się, dlaczego ktoś dokonał takiego a nie innego wyboru, albo zwraca uwagę na coś, co wchodzi w bezpośredni konflikt z normami tamtych czasów, i na to, w jaki sposób mówili o tym ludzie. „Skoro małżeństwo jest, jak sugerował Mill, doświadczeniem politycznym, to dyskusja na jego temat powinna być traktowana równie poważnie, jak rozmowy o wyborach prezydenckich. Kulturowej presji, by unikać takich tematów jako »plotkarskich« należy się przeciwstawiać z pozycji dobrego obywatela” – pisze Rose.

Jeśli plotka stanowi początek rozważań moralnych, a plotkowanie jest formą obywatelskiej powinności, to sposób, w jaki plotkujemy, oraz jakość historii, którą tkamy wokół pierwotnej informacji, ma znaczenie.

W końcu na tym opiera się opowiadanie historii: chodzi o to, by prawdę przedstawić z pewnym nastawieniem. Jak napisała kiedyś Emily Dickinson: „Tak prawda niech olśniewa z wolna | Abyśmy nie oślepli”. Jako że strzępy danej plotki przechodzą od jednej osoby do drugiej, to niektóre szczegóły gubią się, inne natomiast zostają dodane. W naszej naturze leży dopowiadanie sobie różnych rzeczy do informacji, którą otrzymujemy. Badania udowodniły, że narrację zbudujemy niemal z niczego. W 1944 roku Fritz Heider i Marianne Simmel przeprowadzili badanie na Smith College w Massachusetts. Jednej grupie kontrolnej, złożonej z trzydziestu czterech studentów, pokazali krótki film, w którym trójkąt i okrąg poruszają się po ekranie. Z boku ekranu tkwił przez cały czas nieruchomo prostokąt. Gdy po projekcji poproszono studentów o wyjaśnienie filmu, trzydzieścioro troje z trzydziesto­czteroosobowej grupy dokonało antropomorfizacji kształtów, mimo że zupełnie nie byli do tego zachęcani. Stworzyli narrację, w której okrąg był „zmartwiony”, a duży trójkąt był „zaślepiony gniewem i frustracją”. Żeby nadać sens temu, co zobaczyli, opowiedzieli historię.

„Możemy zacząć tworzyć literaturę, pisać historie będące czymś więcej niż zwykłym opisem tego, co się wydarzyło, zagłębiające się coraz bardziej w motywacje bohatera, w uczucia, które pchają go naprzód podczas jego wyprawy” – dowodzi Dunbar. – „Mogę chyba śmiało zaryzykować stwierdzenie, że żaden inny żyjący gatunek nigdy nie będzie aspirował do tworzenia takiej literatury, jaką my dysponujemy. Wynika to nie tylko z faktu, że żaden inny gatunek nie posiada możliwości językowych, które by na to pozwalały, ale także z tego, iż żaden z nich nie ma wystarczająco rozwiniętej teorii umysłu”.

Doskonałym przykładem teorii umysłu jest utwór raperki Doi Cat _Need to Know_, w którym śpiewa: „Słyszałam od znajomej znajomej, że w łóżku jest dziesięć na dziesięć”. Ten tekst wydaje mi się idealny, ponieważ jest właśnie tym, do czego służy plotka: dziewczyna przekazuje sekret – informację, z której ktoś inny może skorzystać, a która zarazem jest lekko skandalizująca. Ale może nawet bardziej istotne jest, że dodaje klauzulę, iż nie może ręczyć za tę informację tak, jakby była z pierwszej ręki. Ta przychodzi, jak każda szanująca się plotka, od „znajomej znajomej”. To drobne rozgraniczenie daje plotkarzowi na tyle dużo dystansu, że w wypadku sytuacji, w której informacja okaże się trefna, nie można go winić. Doja Cat nie stwierdziła osobiście, że ten kutas jest doskonały. Po prostu to powtórzyła. Teoria umysłu to zdolność odnotowania, że ktoś inny coś uważa. Wiem, że Doja Cat sądzi, iż ma świadomość tego faktu. Naukowcy nie byli w stanie dowieść, że jakiekolwiek inne zwierzę zdolne jest do aż takiej złożoności. Bo zwierzę albo coś widzi i na podstawie własnego doświadczenia to komunikuje, albo tego nie robi.

Każdy, kto kiedykolwiek siedział przy stoliku w barze i czytał wiadomość wysłaną przez osobę, z którą jego przyjaciel poszedł na dwie randki, zastanawiając się, dlaczego wspomniana osoba dodała wielokropek po słowie „hej”, wie, że tworzenie narracji wokół sytuacji, którą uważamy za konsternującą, jest fundamentalną częścią bycia człowiekiem. Opowiadamy sobie nawzajem historie. Robiliśmy tak od zawsze. Niektóre z najwcześniejszych opowieści, jakie znamy, zostały odkryte wewnątrz jaskiń, namalowane na ścianach. Uważa się, że rysunki w jaskini Lascaux mają siedemnaście tysięcy lat. Jednak wiele z naszych najwcześniejszych opowieści nie zostało zapisanych.

Rdzenne hawajskie słowo na opowieść to _mo’olelo_. _Mo’olelo,_ może oznaczać również historię, legendę i tradycję. To połączenie dwóch słów: _mo’o_, które oznacza sukcesję, oraz _oleo_, oznaczającego mówienie. Razem tworzą sukcesję w mówieniu, ustny korytarz wiedzy. Opowieść o Pelehonuamea, hawajskiej bogini wulkanów, była przekazywana ustnie przez stulecia. Zapewne tak wiele wersji historii o Pele istnieje właśnie dlatego, że była opowiadana przez kolejne osoby. W niektórych wariantach pojawia się powódź, w innych – wygnanie, w jeszcze innych – zesłanie. W części z nich bohaterka ma rywali, w innych – cierpi z powodu złamanego serca. We wszystkich natomiast jest święta, a wiara w jej moc i boskość przetrwała jeszcze długo po tym, jak dawna religia Hawajów została zniesiona w 1819 roku.

Podobnie jak historia Pele, większość pradawnych opowieści najpierw była przekazywana ustnie. Dla przykładu: _Odyseja_ poprzez pokolenia opowiadaczy występowała w wersji oralnej, zanim została zapisana, dzięki czemu możemy się z nią zapoznać. Epicka tradycja, uważają badacze, nie ma na celu stworzenie jednej „poprawnej” formy. Zamiast tego opowiadacze rywalizują między sobą. Skracają tekst tam, gdzie im pasuje. Rozciągają go lub koloryzują w zależności od okoliczności, miejsca oraz czasu, w którym przekazują opowieść.

Profesor Harvardu Milman Parry był jedną z pierwszych osób, które przekonująco udowodniły, że Homer nie napisał _Iliady_ i _Odysei_, ponieważ utwory te nie powstały w formie pisanej – dokonano jedynie ich transkrypcji z ustnej tradycji, podlegającej przeobrażeniom na przestrzeni pokoleń przekazujących ją anonimowych bardów. Pomiędzy 1933 a 1935 rokiem Parry odbył dwie podróże na wiejskie tereny Jugosławii, gdzie, używając jednej z najwcześniejszych wersji przenośnych urządzeń rejestrujących, nagrał miejscowych pieśniarzy opowiadających historię. Zgromadził 3500 aluminiowych dysków pełnych opowieści o bałkańskich bohaterach. Nie był w stanie zrobić z nich użytku, ponieważ zmarł młodo – pistolet znajdujący się w jego walizce odbezpieczył się i zabił badacza, ale nie to jest tutaj istotne.

Jego asystent badawczy Albert Lord był pierwszym, który uważnie wsłuchał się w nagrania. W wydanej w 1960 książce _The Singer of Tales_ Lord pokazuje, jak w nagraniach zgromadzonych przez Parry’ego widać, że w ustnych wystąpieniach ten sam wiersz czy historia może się różnić w zależności od dnia. Gdy wystosowana została prośba, by powtórzyć opowieść, której badacz nigdy wcześniej nie słyszał, jeden z bardów uczynił ją trzykrotnie dłuższą i, jak odnotował Lord: „Nagromadzenie bogactwa i ornamentacji oraz ślad ludzkiego charakteru przekazały głębię uczucia, której wcześniej brakowało”.

Mając to na względzie, zaczynam się zastanawiać, czy _Epos o Gilgameszu_ można właściwie uznać za plotkę. Sprawiał na mnie takie wrażenie, gdy go czytałam, a skoro takie uczucie mi towarzyszyło, to może faktycznie nią jest. Nie wydaje mi się niemożliwe, by ta legenda powstała z czegoś mniejszego, z czegoś prawdziwego.

Napisałam e-mail do Hellego, tłumacza, by ustalić, na ile uwa­ża, że w mojej nowej teorii może być coś z prawdy. „Rozważanie relacji między fikcyjnością a plotką może być interesujące, ponieważ ta ostatnia zdaje się mieć w sobie coś, co nazwać można »niestabilną fikcyjnością« – a interesujące jest to, że z tego punktu może pójść w różne strony” – powiedział mi Helle. Zapytany wprost, czy uważa, że _Gilgamesz_ mógł wywieść się z plotki o jakimś przygłupim królu, który na serio żył w prawdziwym Uruk, Helle odparł, że nie sądzi, by było to niemożliwe, ale grubą kreską oddzielił epikę oraz plotkę.

Mnie ta granica wydaje się nieco bardziej rozmyta z uwagi na moje osobiste doświadczenie z ustnym przekazywaniem historii. Parę lat temu ktoś opowiedział komuś historię o dziewczynie, która zabrała swoją randkę z aplikacji Hinge na ekstremalny rafting, podczas którego panował totalny chaos. Ta dziewczyna w formie e-maila przekazała nam tę historię, byśmy mogli ją wykorzystać w „Normalnej Plotce”. To jest ewidentnie plotka: jedna osoba opowiada drugiej historię. Ale później przejęłam tę opowieść, zanonimizowałam ją i zaczęłam powtarzać w trakcie trasy. Każdej nocy pojawiały się pewne zmiany, sprawy robiły się nieco bardziej dramatyczne lub dochodził kolejny żart. Szmer niedowierzania, który dochodzi do ciebie od strony widowni, gdy opowiadasz jakąś soczystą plotkę ze sceny teatru Gilded Age, nawet jeśli jest to ta sama plotka… nauczyłam się, że to uczucie jest identyczne jak wtedy, gdy opowiadasz historię przyjaciółce. Ale czy plotka wciąż plasuje się na tej skali? Czy może stała się już czymś innym?

Wydaje się, że jest to coś raczej pradawnego, bardziej pierwotnego, podróżować tak od miasta do miasta, opowiadając historię, aby dostarczyć ludziom rozrywki. Ku irytacji wszystkich pozostałych uczestników trasy żartowałam, że czuję się tak, jak musiał czuć się Homer. W końcu ta historia była o podróży poprzez wody! Niby skąd wiemy, że te wszystkie antyczne opowieści spisane na papirusie, a następnie w książkach, nie zaczęły się od jakiegoś typa, który zabierał głos, by opowiedzieć o swoim durnym kumplu i jego przygodach? Z mojej perspektywy legenda wydaje się bardzo bliska legendzie miejskiej, która z kolei bliska jest jakiejkolwiek plotce o dużym zasięgu. A ja właśnie rzuciłam na wiatr jedną z plotek, niczym nasiona dmuchawca!

Może sprowadza się to do prostej sprawy: nie wszystkie historie stanowią plotkę, ale te najlepsze zdają się mieć potencjał, by się w nią zamienić. Zapraszają do czegoś w rodzaju zmowy między opowiadającym a słuchaczem, wiąże ich sekret, który dzielą.

***

Pomijając ewolucję potrzebną do opowiedzenia historii – a zatem również plotki – było coś jeszcze, czego brakowało w podjętej przez ChatGPT próbie przekazania mi historii o Gilgameszu. Nie chodziło o to, że sztuczna inteligencja mieszała poszczególne elementy fabuły; kłopot był bardziej nieuchwytny. Tym, czego brakowało w wersji ChatGPT, było poczucie zachwytu, zaintrygowania. W tej historii nie było serca.

ChatGPT mógł, na przykład, spróbować opowiedzieć mi epos o Gilgameszu tak, jakby Gilgamesz był znaną mu osobą. Mógłby zacząć od słów: „Pamiętasz Gilgamesza, no nie? Taki mega przystojny, wysoki, totalnie wyrzeźbiony? Znam go, bo nasze mamy się przyjaźnią. Od dawna, dosłownie od wieków. Jego stary jest królem Uruk, w związku z czym ten nasz Gilgamesz jest rozpuszczonym, zarozumiałym królewiczem, no i totalną zmorą dla wszystkich jego poddanych. Mama mi mówiła, że jedna z przyjaciółek powiedziała jej, że ma totalny lot na władzę, a nikt ani piśnie, bo wszyscy tak bardzo się go boją”. To byłoby ciekawsze i dostarczyło więcej rozrywki, ale zarazem plasowałoby się bliżej opowiadania niż ponownego przekazywania uprzednio napisanej historii, a to dla chatbota nieco zbyt wiele. Może to jest powód, dla którego stworzona przez AI sztuka nie może być zastrzeżona prawami autorskimi. Sędzia Beryl A. Howell stwierdziła w swojej decyzji z 2023 roku, że „obrońcy mają rację w materii tego, że autorstwo człowieka jest kluczowym aspektem w uzasadnionym roszczeniu w sprawie praw autorskich” .

Najbardziej zaawansowane z dostępnych aktualnie generatorów tekstu, takie jak GPT-3, wymagają określonego wkładu ze strony człowieka, by cokolwiek stworzyć. Nie możesz po prostu poprosić programu, by opowiedział ci _Iliadę_ tak, jakby wydarzyła się wśród lalek Barbie w 1980 roku. Musisz napisać kilka akapitów tego, o co ci chodzi, nakarmić nimi maszynę, i dopiero pozwolić jej wyprodukować coś na tej bazie. Można używać AI jako narzędzia, podobnie jak możemy używać słownika synonimów, ale AI nie jest w stanie pracować samodzielnie.

Ponieważ program nie umie dobrze pisać, ani nie umie dobrze snuć historii – nie potrafi również dobrze plotkować. Kiedy poniosłam porażkę, usiłując uzyskać porządną plotkę od chatbota, podjęłam próbę podzielenia się z nim czymś naprawdę niezłym – zupełnie nie był rozbawiony, zamiast tego wybrał reakcję w tonie moralizująco-protekcjonalnym. Poczęstował mnie gadką o tym, jak istotne jest współczucie, oraz o tym, że powinnam postarać się zapewnić wsparcie osobom, których dotyczy opowieść. Nie w tym rzecz, ChatGPT! A jednak to zbliżyło mnie o krok do zrozumienia, w jaki sposób plotka pełni funkcję snucia opowieści. Sedno nie tkwi w tonie, wyborach językowych, decyzjach narracyjnych czy w zasięgu ograniczonym do danej społeczności. W plotce chodzi o punkt widzenia.

Wróćmy do Doi Cat. Zauważcie, że cały tekst napisany jest w pierwszej osobie. Gdyby mówiła „ten-to-a-ten ma doskonałego kutasa”, to nie tylko sugerowałoby to jakiś rodzaj niezasłużonej pewności, ale również usunęłoby to ją, Doję Cat, z kontekstu całej historii – a bez niej słuchacz pozbawiony jest perspektywy na tę informację; na to, skąd pochodzi, na ile godna jest zaufania i dania wiary.

W latach trzydziestych dziewiętnastego wieku filozof i krytyk kultury Walter Benjamin napisał w _The Work of Art in the Age of Mechanical Reproduction_, że „nawet przy najdoskonalszej kopii nie ma mowy o jednym, niepowtarzalnym związku dzieła sztuki z miejscem i czasem jego istnienia”. Możliwe w takim razie, że to jest kłopot, z którym mierzy się ChatGPT, podejmując próby plotkowania. Nie jest w stanie tego zrobić, ponieważ jest zbyt wszystkowiedzący.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersjiPRZYPISY

1 Egzamin SAT (Scholastic Assessment Test) to standaryzowany egzamin wstępny na studia, głównie w USA .

2 Egzamin Advanced Placement (AP) to ustandaryzowany test z przedmiotów akademickich na poziomie uniwersyteckim, zdawany w liceach głównie w USA i Kanadzie .

3 GRE (Graduate Record Examinations) to międzynarodowy, standaryzowany test sprawdzający umiejętności analityczne, matematyczne i językowe .

4 R. Dunbar, _Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić?_, Kraków 2017.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij