Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Tyrania ekspertów - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
21 kwietnia 2026
79,00
7900 pkt
punktów Virtualo

Tyrania ekspertów - ebook

W ciągu ostatniego stulecia ubóstwo na świecie było w dużej mierze postrzegane jako problem techniczny, wymagający jedynie odpowiednich rozwiązań eksperckich. Jednak eksperci zbyt często zalecają przeprowadzanie doraźnych operacji, nie zajmując się systemowymi czynnikami politycznymi, które w pierwszej kolejności doprowadzają do powstania problemów. Co więcej, tworzą oni mimowolną zmowę z życzliwymi autokratami, pozostawiając im jeszcze więcej okazji do naruszania praw ubogich.

W „Tyranii ekspertów” ekonomista William Easterly, autor bestsellera „The White Man’s Burden”, śledzi historię walki z globalnym ubóstwem, pokazując nie tylko, jak stosowane taktyki zdeptały indywidualną wolność ubogich na świecie, ale również, jak stłumiły potrzebną debatę na temat alternatywnego podejścia do rozwiązania ubóstwa – wolności.

Prezentując bogactwo najnowocześniejszych badań ekonomicznych, W. Easterly dowodzi, że tylko nowy model rozwoju, oparty na poszanowaniu indywidualnych praw ludzi w krajach rozwijających się, który jednocześnie przyjmuje, że niekontrolowana władza państwowa jest problemem, a nie rozwiązaniem, będzie w stanie raz na zawsze położyć kres globalnemu ubóstwu.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Popularnonaukowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788367272018
Rozmiar pliku: 4,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

CZĘŚĆ PIERWSZA
Debata, która nigdy się nie odbyła

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Wprowadzenie

ROZDZIAŁ DRUGI
Dwóch laureatów Nagrody Nobla i debata, której nigdy nie przeprowadzili

CZĘŚĆ DRUGA
Dlaczego debata nigdy się nie odbyła – prawdziwa historia idei rozwoju

ROZDZIAŁ TRZECI
Dawno temu w Chinach

ROZDZIAŁ CZWARTY
Rasa, wojna i los Afryki

ROZDZIAŁ PIĄTY
Jeden dzień w Bogocie

CZĘŚĆ TRZECIA
Niezapisana karta kontra uczenie się z historii

ROZDZIAŁ SZÓSTY
Wartości: długa walka o prawa jednostki

ROZDZIAŁ SIÓDMY
Instytucje: nękamy je, jeśli tylko możemy

ROZDZIAŁ ÓSMY
Instytucje: marzenie większości

CZĘŚĆ CZWARTA
Narody kontra jednostki

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
Domy czy więzienia? Narody i migracje

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Jak bardzo liczą się narody?

CZĘŚĆ PIĄTA
Świadomy projekt kontra spontaniczne rozwiązania

ROZDZIAŁ JEDENASTY
Rynki: stowarzyszenie rozwiązywaczy problemów

ROZDZIAŁ DWUNASTY
Technologie: jak odnieść sukces, nie wiedząc, jak to zrobić?

ROZDZIAŁ TRZYNASTY
Przywódcy: jak uwodzą nas dobrotliwi autokraci

ROZDZIAŁ CZTERNASTY
WnioskiROZDZIAŁ PIERWSZY
WPROWADZENIE

Rolnicy z hrabstwa Wood położonego w wiejskim północno-zachodnim Ohio nigdy tego nie przewidzieli. Żołnierze przybyli rano w niedzielę, 28 lutego 2010 r., kiedy mieszkańcy byli w kościele. Rolnicy, słysząc strzały, pospieszyli do swoich domów, które stały już w płomieniach. W tym czasie niektórzy żołnierze trzymali farmerów na muszce, aby uniemożliwić im ratowanie domostw, inni w stodołach oblewali benzyną niedawno zebrane zboże i również je spalili. Ośmioletnie dziecko zostało uwięzione i zginęło w ogniu. Krów mlecznych pozbyto się szybciej i w bardziej humanitarny sposób – serią ognia z karabinu maszynowego. Następnie żołnierze odmaszerowali z ponad 20 tysiącami rolników na celowniku. Powiedziano im: nigdy nie wracajcie, ziemia nie jest już wasza.

Farmerzy, których domy należały do ich rodzin już od pokoleń, nie byli zadowoleni, gdy dowiedzieli się, że brytyjska firma zabiera ich ziemię z pomocą żołnierzy. Zamierzała uprawiać lasy, a następnie sprzedawać drewno. Rolnicy stali się jeszcze bardziej przygnębieni, gdy usłyszeli, że Bank Światowy, oficjalna międzynarodowa organizacja walcząca z globalnym ubóstwem, sfinansował i wypromował projekt brytyjskiej firmy. Bank Światowy nie podlega prawu ani sądom stanu Ohio i Stanów Zjednoczonych.

Być może rolnicy mieli nadzieję, że rozgłos im pomoże. I rzeczywiście, rok później brytyjska organizacja praw człowieka Oxfam opublikowała raport o tym, co wydarzyło się w Wood County w lutym 2010 r. W „New York Timesie” 21 września 2011 r. ukazał się artykuł na temat raportu. Następnego dnia Bank Światowy obiecał przeprowadzenie śledztwa. Nigdy go jednak nie przeprowadzono.

W trakcie pisania tego tekstu minęła już czwarta rocznica tragedii. O całym wydarzeniu zapomnieli prawie wszyscy z wyjątkiem ofiar. Rolnicy mogli się tylko zastanawiać, dlaczego nikogo to nie interesowało.

PRAWA BOGATYCH I BIEDNYCH

Czy ta historia jest autentyczna? To prawda, z wyjątkiem jednego szczegółu o charakterze geograficznym – wydarzenia nie miały miejsca w hrabstwie Wood w stanie Ohio; doszło do nich w dystrykcie Mubende w Ugandzie. Bank Światowy promował tam projekt leśny w celu zwiększenia dochodów. Jednak ci, których prawa Bank pominął, nie znaleźli się wśród beneficjentów1. Niewykluczone, że do takiej historii mogłoby dojść również w Ohio. Gdyby tak się stało, podniesiono by krzyk, który pozwoliłby na zapewnienie sprawiedliwości ofiarom i ukaranie sprawców.

Kiedy Thomas Jefferson w 1776 r. napisał najsłynniejszą na świecie deklarację o ideałach politycznych, wspomniał w niej o aktach przemocy króla Anglii wobec jego amerykańskich poddanych: „Splądrował nasze morza, spustoszył nasze wybrzeża, spalił nasze miasta i zniszczył życie naszych ludzi”. Następujące słowa miały zapobiec takiej przemocy: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście, że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały spośród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzących”2.

Podobne idee miały być głoszone w innych krajach Zachodu. Na przykład Deklaracja praw człowieka i obywatela, zatwierdzona przez rewolucyjne francuskie Zgromadzenie Narodowe 26 sierpnia 1789 r., miała na celu: „Postanowili przedstawić w uroczystej Deklaracji naturalne, niezbywalne i święte prawa Człowieka. Ludzie rodzą się i pozostają wolni i równi w swych prawach. Wolność polega na możności czynienia wszystkiego, co nie szkodzi drugiemu”3.

Owe aspiracje dotyczące wolności były aspiracjami biednych ludzi. Francuzi w roku 1789 i Amerykanie w roku 1776 uzyskiwali średnie dochody na osobę mniej więcej na poziome dochodów współczesnego Afrykanina. Bank Światowy ma swoją siedzibę na Zachodzie i zatrudnia wielu menedżerów oraz pracowników, dla których to marzenie się spełniło. Nie zapewnia jednak jego spełnienia światu obejmującemu również ten obszar, który bywał już nazywany Trzecim Światem czy krajami słabo rozwiniętymi.

Bank Światowy nie może uniknąć dyskusji na temat natury rządu w fazie rozwoju i od lat przygotowuje raporty na ten temat, które od lat ogólnikowo nazywa governance. Najnowsza wersja to raport Banku Światowego na temat rządów z 2007 roku, z którego wynika, iż: „Wdrażanie wzmocnionego podejścia do rządów wymagać będzie ostrożnego rozwoju szczegółowych ram wyników, rozważenia skutków budżetowych i kadrowych oraz dalszych konsultacji z zainteresowanymi stronami. Konkretne inicjatywy potrzebne do pełnej operacjonalizacji tej strategii zostaną przedstawione w Planie Wdrożeniowym”4.

Koncepcje, które odgrywają niewielką rolę lub nie odgrywają żadnej we „wzmocnionym podejściu do rządów”, to: wolność, równość, prawa lub demokracja. Owe pominięcia nie są przypadkowe – to trwająca od lat praktyka w zakresie sporządzania raportów Banku Światowego. Zapytane o niezwykle konsekwentne pomijanie słowa „demokracja” w oficjalnych raportach i przemówieniach Banku Światowego biuro prasowe Banku wyjaśniło autorowi, że Bank Światowy zgodnie z swoim własnym statutem nie może używać słowa „demokracja”. Prześledźmy historię stojącą za tym dziwnym i istotnym stwierdzeniem, cofając się do lat 40. XX w.

Przykładem braku przywiązania do takich ideałów jest skuteczne uchylanie się przez Bank Światowy od jakiejkolwiek odpowiedzialności za spalenie domów ubogich rolników. Kolejny przykład stanowią uniki językowe, takie jak „wzmocnione podejście do rządów” wraz z „rozważeniem skutków budżetowych i kadrowych”. Rolnicy z Mubende w Ugandzie mają powody, by wątpić, że należą do „ludzi się rodzą i pozostają wolni i równi w swych prawach”.

TECHNOKRATYCZNA ILUZJA

Konwencjonalne podejście do rozwoju gospodarczego, do wzbogacania się biednych krajów oparte jest na technokratycznej iluzji: przekonaniu, że bieda stanowi problem czysto techniczny, podatny na takie rozwiązania, jak nawozy, antybiotyki czy suplementy diety. Widzimy to w działaniach Banku w Mubende. Zobaczymy, że to samo przekonanie panuje wśród innych instytucji, które zwalczają globalne ubóstwo, jak Fundacja Gatesów, Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz agencje pomocowe USA i Wielkiej Brytanii.

Technokratyczne podejście ignoruje to, co w niniejszej książce uznaje się za prawdziwą przyczynę ubóstwa – niekontrolowaną władzę państwa nad biednymi ludźmi pozbawionymi praw. Na przykład w Mubende w Ugandzie techniki ulepszonego leśnictwa oferowały rozwiązanie problemu ubóstwa. Nie było to jednak rozwiązanie dla rolników z Mubende. Iluzja, że problem ma charakter techniczny, tylko odwróciła uwagę od łamania praw rolników przez żołnierzy i Bank Światowy.

Poprzez tę technokratyczną iluzję eksperci techniczni mimowolnie nadają nowe uprawnienia i legitymizację państwu jako podmiotowi, który będzie wdrażał rozwiązania techniczne. Ekonomiści, którzy opowiadają się za podejściem technokratycznym, wykazują się straszliwą naiwnością w kwestii władzy, twierdząc, że gdy ograniczenia władzy zostaną poluzowane lub nawet usunięte, sama władza pozostanie dobrotliwa z własnej woli.

To, co kiedyś było boskim prawem królów, w naszych czasach stało się prawem rozwoju dyktatorów. Ukryta koncepcja dzisiejszego rozwoju stanowi wizję autokratów o dobrych intencjach, którym doradzają eksperci techniczni, co w książce zostało nazwane „rozwojem autorytarnym”. Samo słowo „technokracja” (synonim autorytarnego rozwoju) jest ideą z początku XX w., oznaczającą rządy ekspertów.

Kuglarstwo, które skupia uwagę na rozwiązaniach technicznych, a jednocześnie tuszuje naruszenia praw prawdziwych ludzi, to moralna tragedia dzisiejszego rozwoju. Prawa ubogich – takie jak prawo rolników ugandyjskich, aby ich domy nie zostały spalone – są same w sobie moralnymi celami. Nie istnieją moralnie neutralne podejścia do ubóstwa. Każde podejście do rozwoju będzie albo szanowało prawa ubogich, albo je naruszało. Nie można uniknąć tego moralnego wyboru, odwołując się do „nieideologicznej polityki opartej na dowodach” (sformułowanie popularne w dzisiejszych czasach).

Rozwój autorytarny to także tragedia pragmatyczna. Historia i współczesne doświadczenia sugerują, że wolne jednostki z prawami politycznymi i ekonomicznymi – nazwijmy to wolnym rozwojem – tworzą niezwykle udany system rozwiązywania problemów. Wolny rozwój daje nam prawo wyboru spośród niezliczonej liczby spontanicznych rozwiązywaczy problemów, nagradzając tych, którzy nasze problemy rozwiązują. Owi publiczni i prywatni rozwiązywacze problemów osiągają znacznie więcej niż dyktatorzy, którzy wdrażają rozwiązania dostarczane przez ekspertów. Zobaczymy, jak wolny rozwój pozwala nasmarować skrzypiące koło, podczas gdy autorytarny rozwój tylko je ucisza – być może nalotem policyjnym i karą więzienia.

Technokratyczna iluzja to przekonanie, że ubóstwo wynika z braku wiedzy, podczas gdy tak naprawdę jest to brak praw. Nacisk na problem ekspertyzy pogłębia problem praw, ponieważ techniczne problemy ubogich (i brak technicznych rozwiązań dla tych problemów) są objawem, a nie przyczyną ubóstwa. W książce dowiedziono, że przyczynę ubóstwa stanowi brak praw politycznych i ekonomicznych, brak wolnego systemu politycznego i gospodarczego, który znalazłby techniczne rozwiązania dla problemów ubogich. Autokratyczny dyktator, od którego eksperci oczekują, że zapewni techniczne rozwiązania dla problemów technicznych, nie jest rozwiązaniem – on jest problemem.

ANONIMOWI AUTOKRACI

Wyjaśniłem stanowisko, którego dowodzi niniejsza książka. Jednak może być ono zupełnie błędne – dlatego cała książka poświęcona jest rozważaniu nad tym, czy moralność, teoria i dowody wskazują na tyranię ekspertów.

Ci, którzy wspierają rozwój autokratów, nie postrzegają autokracji jako celu samego w sobie. Szczerze wierzą, że autokraci zapewniliby ucieczkę od biedy szybciej niż wolne systemy. Uważają, że eksperci doradzający autokratom lepiej niż biedni ludzie wiedzą, jak rozwiązać ich problemy. Mogą mieć rację – w końcu w przeszłości miały miejsce przypadki pomyślnego rozwoju pomimo nierespektowania praw jednostek, a wiele wysiłków jednostek kończy się niepowodzeniem (zarówno wśród bogatych, jak i biednych). Pragmatyczne argumenty za wolnym, a nie autokratycznym rozwojem często okazują się sprzeczne z naszą intuicją.

Powszechna przez wiele dziesięcioleci wśród obserwatorów rozwoju była koncepcja „dobrotliwego autokraty”. Zgodnie z nią przywódca może mieć nieograniczoną władzę, ale jego intencje dotyczące tego, co z ową władzą zrobić, mogą być uznawane za dobre. Potrzebuje on (bo większość autokratów to rzeczywiście mężczyźni) tylko fachowej porady, aby osiągnąć dobre cele. Kiedy w kraju rządzonym przez autokratę faktycznie przydarzają się dobre rzeczy – na przykład wysoki wzrost gospodarczy lub szybka poprawa stanu zdrowia społeczeństwa – zasługę za nie przypisuje się autokracie. Dobre wyniki są zatem traktowane jako faktyczny dowód dobrotliwości autokraty. Te twierdzenia mogą być słuszne – być może naprawdę potrzeba autokratów, aby załatwić sprawy, aby uniknąć demokratycznego impasu – jednak należy je co najmniej przedyskutować w ramach jakiejkolwiek debaty. W tej książce zostanie przeprowadzona taka debata.

Poparcie dla autorytarnego podejścia do rozwoju czasami nie jest jawne, lecz dorozumiane. Często okazuje się ono raczej altruistyczne niż samolubne. Poparcie dla autokratów bywa częściej niezamierzone niż zamierzone. Nie istnieje żaden spisek przeciwko prawom. Mogę sympatyzować z ekonomistami, którzy w swojej gorliwości pomagania biednym na świecie nieświadomie sprzyjają autokracji, bo sam przez długi czas byłem jednym z nich.

HISTORIA IDEI AUTORYTARYZMU

W niniejszej książce opisano historię rozwoju systemu autorytarnego. Dostrzeżemy, że odbyła się debata – rozwój autorytarny kontra wolny rozwój. Jednak dla ekspertów rozwoju, którzy przejęli tę dziedzinę w latach 50. XX w., debata ta już się zakończyła – zwyciężyła strona autorytarna. Jak zauważymy, pomimo że elokwentni zwolennicy nadal opowiadali się za wolnym rozwojem, społeczność rozwojowa już ich nie słuchała. Obecnie nadal ich nie słucha.

Aby dowiedzieć się, jak do tego doszło, musimy cofnąć się do okresu sprzed oficjalnego rozpoczęcia rozwoju w 1949 r., kiedy to Harry S. Truman po raz pierwszy ogłosił amerykański program pomocy zagranicznej, i przyjrzeć się w dużej mierze nieznanej historii rozwoju z początku XX w. w miejscach takich jak przedrewolucyjne Chiny i brytyjska kolonialna Afryka. Przypatrzymy się debatom toczącym się między niektórymi z pierwszych ekonomistów rozwoju, w czasie gdy jeszcze nie byli tak nazywani.

Kiedy po raz pierwszy pomyślano o rozwoju, otwarty rasizm uniemożliwiał zachodnim graczom dostrzeżenie wolnej alternatywy – to znaczy alternatywy opartej na prawach jednostki i inicjatywie – jako możliwej do zastosowania w pozostałej części świata (reszta świata). Działania kolonialne i półkolonialne Zachodu bezpośrednio naruszały prawa ubogich w reszcie świata. Zobaczymy, w jaki sposób rozwój technokratyczny dał tym działaniom osłonę, uznając je za środki techniczne mające na celu poprawę dobrobytu podmiotów kolonialnych.

Jednak pomimo zanikania jawnego rasizmu i kolonializmu idee technokratyczne były nadal atrakcyjne. Historia pozwala nam również zbadać motywacje polityczne, które czasami decydują o zwycięstwie jednej ze stron danej debaty. Rozwój technokratyczny okazał się popularny wśród niezwykle różnorodnych grup interesu, w tym nawet rasistów i kolonialistów na Zachodzie z jednej strony oraz nacjonalistycznych przywódców reszty świata, będących ofiarami rasizmu i kolonializmu – z drugiej. Był to ogromny apel do filantropów i humanitarystów w bogatych krajach, którzy chcieli skończyć z globalną biedą, ale także do tych, którzy nie przejmowali się biedą, lecz jedynie polityką zagraniczną i potrzebami bezpieczeństwa narodowego krajów bogatych.

Rozwój technokratyczny był również apelem zrozumiałym dla grupy, której przypisywał duże znaczenie: grupy ekspertów rozwoju. Dowiemy się, w jaki sposób ekonomiści przed oficjalnym rozpoczęciem rozwoju w latach 50. XX w. i podczas niego dali się uwieść misyjnemu zapałowi, by zostać namaszczonymi ekspertami rozwoju, podczas gdy kilku odważnych i zapomnianych ekonomistów sprzeciwiało się temu.

Większość obserwatorów zgadza się z twierdzeniem, że polityczne interesy Stanów Zjednoczonych w okresie zimnej wojny pomogły ustalić, które kraje otrzymają pomoc zagraniczną – to znaczy darowizny od rządów krajów bogatych na wsparcie rozwoju w krajach mniej rozwiniętych – i w jakich kwotach. Nie jest naciąganiem chęć zbadania, czy idee, które uzasadniały tę pomoc, mogły być również politycznie wygodne dla wielkich mocarstw nawet na długo przed zimną wojną. Te interesy polityczne są dziś nadal widoczne w wojnie z terroryzmem.

Zamiarem autora nie jest automatyczne odrzucenie idei, które miały motywację polityczną. Nikt z nas nie jest całkowicie wolny od programów politycznych, a one z kolei nie wykluczają automatycznie programów altruistycznych. Chcę omówić wszystkie idee w kontekście ich zalet. Motywacje polityczne pomagają jednak wyjaśnić, dlaczego często nie udawało się przeprowadzić debaty na temat zalet idei.

NADZIEJA W NOWYCH BADANIACH

Debaty na temat autorytarnych kontra wolnych alternatyw w zakresie rozwoju brakuje od sześciu dekad. Mimo to istnieje nowe źródło nadziei i inspiracji i tym razem niektórzy ekonomiści to dobrzy ludzie. Nowa fala badań nad historią gospodarczą, polityką, instytucjami, kulturą i technologią dostarczyła wielu materiałów, aby wreszcie można było przeprowadzić debatę. Oprócz historii o tym, jak autorytarny rozwój stał się domyślnym konsensusem w sprawie ograniczania globalnego ubóstwa, nowe badania pozwalają zrekonstruować rolę wolnego rozwoju w zmniejszaniu globalnego ubóstwa.

Trzy wymiary nowych badań kwestionują autorytarny konsensus – wymiary, które pojawiły się już w zdławionej protodebacie. Jednym z nich jest nacisk na historię. Technokratyczne rozwiązania łączą się z postrzeganiem historii jako nieistotnej, który to pogląd możemy nazwać teorią niezapisanej karty. Nowe badania powracają nawet do dawnej historii, takiej jak bitwa pod Legnano w północnych Włoszech w 1176 r., aby pokazać, jak XII-wieczny punkt zwrotny dotyczący indywidualnej wolności nadal wpływa na dzisiejsze wyniki we Włoszech. Przeciwieństwo teorii niezapisanej karty stanowi uznanie, że historia ma znaczenie i należy z niej wyciągać wnioski. Otwiera to również drzwi do samej historii będącej dowodem za autorytarnym rozwojem lub przeciw niemu.

Innym wymiarem nowych badań jest nacisk na czynniki pozanarodowe – na przykład technologię, wartości i kontakty sieciowe, które migranci zabierają ze sobą z jednego kraju do drugiego. Odwiedzimy tak zaskakujących graczy, jak senegalskie bractwo religijne, które przeniosło się do głównych miast Zachodu. Ta i wiele innych historii oraz wyników badań rzucają światło na wielką debatę rozwojową dotyczącą prerogatyw narodów kontra praw jednostek.

Wreszcie nowe badania pokazują, jak ważne są spontaniczne rozwiązania w polityce, na rynkach i w technologii. Okazuje się, że kiedy szanuje się prawa miejscowej ludności, powstają nowe branże, nowe technologie, nowe usługi publiczne. To kwestionuje konwencjonalną mądrość o „dobrotliwych autokratach” stojących za wieloma przypadkami sukcesu. Istnieje na przykład więcej dowodów na to, że wzrost znaczenia Chin jako ekonomicznego supermocarstwa można przypisać anonimowemu rozpowszechnianiu ziemniaka w tym kraju zamiast polityce gospodarczej chińskiego władcy Deng Xiaopinga. Docenienie tego zjawiska pozwala nam wreszcie na odbycie największej ze wszystkich debaty rozwojowe: świadome projektowanie rozwoju przez ekspertów kontra spontaniczne rozwiązania jednostek.

Jak na ironię większość ekonomistów zaangażowanych w te badania nie próbowała rozwiązać problemu globalnego ubóstwa; po prostu próbowali oni lepiej zrozumieć i wyjaśnić świat. Badacze ci nie byli też świadomi wielkiej debaty o rozwoju autorytarnym kontra rozwoju wolnym, do której nie doszło przez sześć dekad. Tak więc społeczność rozwojowa z oficjalnych agencji i fundacji filantropijnych nie zmieniła swojego przywiązania do autorytarno-rozwojowego konsensusu. Natomiast obecnie posiadamy wreszcie materiał, który pozwoli nam ponownie otworzyć debatę z uwzględnieniem kwestii praw ubogich.

NIEBEZPIECZNE DEBATY

Zawarta w tej książce intelektualna podróż w kierunku debaty o autokracji kontra wolności będzie zdradliwa, ponieważ konsensus w zakresie rozwoju (jak zobaczymy) ma długą historię dyskwalifikacji i odrzucania przez jego krytyków. Istnieje wiele nieporozumień, które mają tendencję do tłumienia odmiennych poglądów. Przyjrzyjmy się im.

„Po prostu powtarzasz wymęczony argument o wolnym rynku w opozycji do interwencji państwa”. Jest to główna debata dotycząca rozwoju, która wydaje się powiązana z debatą o rozwoju autorytarnym kontra rozwoju wolnym. Jednak nie jest to ta sama debata, ponieważ debata: rynek kontra państwo nie mówi nic o władzy państwa nad jednostką. Rynkowa strona debaty zmierza do tego, aby państwo poszerzyło zakres rynku. Na przykład może znieść cła na handel chroniące niektóre branże, tak aby wolny handel decydował, które branże przetrwają. Państwo mogłoby znieść kontrolę cen i zamiast tego pozwolić rynkom na ich ustalanie. Strona państwowa chce, aby państwo chroniło biednych za pomocą kontroli cen podstawowych towarów i wykorzystywało politykę handlową do wybierania najbardziej obiecujących sektorów, które poprowadzą gospodarkę ku rozwojowi. Jednak żadna ze stron tej debaty nie zajmuje się ograniczeniami władzy państwowej. Niezależnie od tego, która strona zwycięży w debacie „rynek kontra państwo”, państwo wciąż może bezkarnie naruszać prawa osób prywatnych. Według rynkowej strony debaty to wciąż przywódca państwa może decydować, co jest polityką rynkową. Przywódca państwa jest w stanie wybrać, czyje prawa i jakie rodzaje praw – jak na przykład do wolności gospodarczej w ramach handlu – mogą tymczasowo przysługiwać jednostce. Prawa te nigdy nie są bezpieczne, gdy brakuje ograniczeń władzy państwowej lub gdy nie uznaje się zasady równych praw dla wszystkich jednostek we wszystkich sferach działalności.

Rozróżnienie między wolnością gospodarczą a wolnością polityczną pojawia się po obu stronach debaty: rynek kontra państwo, ponieważ niektóre podmioty z każdej ze stron obstają przy prymacie jednego rodzaju wolności nad drugim, lecz nie zgadzają się co do tego, który z nich jest ważniejszy. Jednak choć rozróżnienie to jest pomocne w analizie, to tylko jednolita wizja wolności jest spójna jako ideał. Czy Bank Światowy i rząd Ugandy naruszyły wolność ekonomiczną rolników z dystryktu Mubende w Ugandzie, czy była to ich wolność polityczna? Trudno je rozdzielić: łamanie praw własności narusza wolność gospodarczą, a brutalne tłumienie przez żołnierzy protestów rolników narusza wolność polityczną. Ilekroć w niniejszej książce mówi się o prawach jednostki, dotyczy to zarówno praw politycznych, jak i ekonomicznych, długiej listy praw tradycyjnie szanowanych w dzisiejszych dojrzałych demokracjach kapitalistycznych. Obejmuje to wolność polityczną od zajęcia twojej wolności osobistej oraz gospodarczej, od zajęcia twojej własności, a także wolność polityczną w zakresie gromadzenia się i wolność ekonomiczną handlu, jak również polityczną wolność zastępowania złych dostawców usług publicznych dobrymi oraz ekonomiczną wolność zastępowania złych dostawców usług prywatnych dobrymi.

„Jesteś ideologiem”. Według twórców rozwoju zauważalna jest równia pochyła. Jeśli odejdziesz od tego, co centrum polityczne uważa za centrystowskie, ześlizgujesz się po percepcyjnej równi pochyłej w kierunku ideologii. Odbiorcy czasami szukają zaszyfrowanych słów, które sugerują, że pisarz jest zbyt fundamentalny. Wspomnij o rynkach, a zakłada się, że faworyzujesz świat bez rządu. Jeśli zbyt często wspominasz o wolności, to przypuszcza się, że opowiadasz się za jakąś skrajnie prawicową ideologią. Wspomnij o książce Friedricha Hayeka The Road to Serfdom, a wszyscy będą przekonani, że masz prawo wygłaszać tyrady gospodarzom talk-show. Mniej powszechnie rozpoznawana jest percepcyjna równia pochyła po lewej stronie. Jeśli zbyt często używasz słów „kolonializm”, „rasizm” lub „imperializm” jako pojęć wciąż istotnych dla zrozumienia przeszłego i obecnego rozwoju, ryzykujesz, że będziesz postrzegany jako ideolog lewicowy.

Mam nadzieję, że udało mi się zniechęcić czytelników do poszukiwania słów kodów, ponieważ nie wierzę w nie. Oczywiście naprawdę istnieją zwolennicy białej supremacji, zwolennicy teorii spiskowych i inni ekstremiści, których należy wykluczyć z debaty. Jeśli jednak nasze wykluczenie ekstremistów okaże się zbyt szerokie, po prostu skończymy na powtarzaniu bez końca konsensusu, którego pochodzenie jest niejasne. Jedną z najciekawszych cech historii, z którą się właśnie zapoznajesz, stanowi fakt, że buntownicy przeciwko technokratycznemu konsensusowi pochodzą zarówno z lewicy, jak i z prawicy i często mają sprzeczne poglądy na prawie wszystkie inne tematy.

„Atakujesz figuranta”. Innym zestawem sformułowań sabotujących debatę są: „prawda leży gdzieś pośrodku” lub „nie ma między nami istotnej różnicy”, lub „atakujesz figuranta”.

Czasami łatwiej jest spojrzeć na debatę w kategoriach skrajności, której każda ze stron najbardziej desperacko pragnie uniknąć. Rozważmy dwie przeciwstawne skrajności: (1) świadome projektowanie rozwoju przez przywódców państw i ekspertów Pierwszego Świata oraz (2) rozwój wyłaniający się ze spontanicznych rozwiązań jednostek. Być może nikt nie znajduje się na poziomie czystej skrajności (1), jednak większość w ramach rozwoju ucieka od (2) w sposób, w jaki nie ucieka od (1), obawiając się (błędnie), że (2) nie pozostawia ekspertowi rozwoju nic do zrobienia. Desperacja, z jaką unika się jednej skrajności, sprawia, że druga skrajność wydaje się bliższa uzasadnionej, pośredniej pozycji, a przez to jest się figurantem w mniejszym stopniu.

Niniejsza książka czasami odnosi się do konsensusu opisanej w niej społeczności rozwojowej. Społeczność rozwojowa obejmuje ekspertów politycznych, intelektualistów publicznych, ekonomistów i innych naukowców społecznych. Jej granice są zdefiniowane podobnie jak granice osób, które pracują dla agencji pomocowych rządów bogatych krajów, międzynarodowych agencji pomocy, takich jak Bank Światowy, think tanków, jak Brookings Institution, instytucji filantropijnych, do których należy Fundacja Gatesów, lub konsultantów czy doradców któregokolwiek z powyższych. Nie obejmuje ona profesorów ekonomii prowadzących czysto akademickie badania nad rozwojem, chyba że przejdą oni do pracy w wymienionych powyżej rodzajach agencji.

Idea konsensusu, który pozostaje stabilny w czasie i między grupami, stanowi nadmierne uproszczenie, tak samo jak skrajności w debacie. W ramach takiego konsensusu istnieją oczywiście różne punkty widzenia, a także zmiany w zakresie konsensusu w czasie. Jednak uproszczenie jest konieczne, aby wyjaśnić najważniejsze kwestie.

Również treść konsensusu okazuje się dyskusyjna. Opisując w niniejszej książce konsensus rozwojowo-społeczny, czerpię z własnego 30-letniego doświadczenia w zakresie rozwoju, z kilkudziesięciu lat czytania pism o rozwoju oraz z bezpośrednich cytatów z oficjalnych źródeł, które przedstawiam w dalszej części książki.

Ta książka po prostu skłania do debaty. Nie popadajmy w obsesję na punkcie tego, kto i ile osób znajduje się w dowolnym miejscu pomiędzy dwiema skrajnościami lub kto i ile osób popiera konsensus.

JAKI JEST PROGRAM?

Innym sposobem tłumienia odmiennych poglądów jest przypisanie dysydentowi programu. Pomoże on wyjaśnić, czego autor niniejszej książki nie czyni.

„Nie wspomina o ideologicznych debatach w bogatych krajach”. Istnieje wiele książek o debatach między lewicą a prawicą w Stanach Zjednoczonych i innych bogatych krajach. Zwykle dotyczą one sporów między państwem a rynkiem (jak opisano powyżej). Skupiają się również na konkretnych sprawach, takich jak prawo do kontroli broni, do aborcji lub do prywatności. Ta książka nie dotyczy takich organizowanych w bogatych krajach debat. Ani konserwatyści, ani liberałowie w bogatych społeczeństwach nie podważaliby aksjomatycznego istnienia niezbywalnych praw dla ludzi bogatych, choć oczywiście mogliby się nie zgadzać co do definicji i realizacji poszczególnych praw. Jednak w niniejszej publikacji argumentuje się, że rozwój nie obejmuje niezbywalnych praw dla ubogich, nawet jako punktu wyjścia – a jest nim brakująca debata, której autor tej książki się domaga.

„Nie zarzuca winy z powodu skojarzenia”. Zrozumienie historii rozwoju wymaga zmagania się z rasistami i kolonialistami. Osoby wyznające dziś poglądy, które niegdyś wyznawali rasiści i kolonialiści – na przykład że biedni ludzie nie dbają o własne prawa – nie są tym samym winne rasizmu lub kolonializmu. Historia idei ma znaczenie, ale nie dyskwalifikuje automatycznie idei, które mają wątpliwych prekursorów. Jedną z niespodzianek w zakresie historii idei jest fakt, że te same idee mogą jednocześnie przemawiać zarówno do rasistów, jak i antyrasistów, kolonialistów i antykolonialistów.

„Nie próbuje rozszerzać praw na nowe obszary”. Oprócz tradycyjnej definicji praw jednostki podanej powyżej wielu sugerowało dodatkowe prawa, takie jak prawo do pożywienia lub do opieki zdrowotnej. Toczy się debata na temat tego, czy słowo „prawo” jest odpowiednie w takich przypadkach. Autor niniejszej książki nie uczestniczy za jej pośrednictwem w tejże debacie, która została już odpowiednio opisana w wielu innych książkach (takich jak klasyczna publikacja Development as Freedom laureata Nagrody Nobla Amartyi Sena).

„Nie czyni niniejszej książki podręcznikiem dla pracowników pomocy społecznej i filantropów”. Nie mówi się tu o tym, „co możemy zrobić, aby skończyć z ubóstwem”. Jej cel jest po prostu tożsamy z celem pracowników pomocy społecznej i filantropów: koniec biedy. Nakłanianie, by jakiekolwiek dyskusje na temat rozwoju koniecznie prowadziły do natychmiastowego działania filantropijnego, hamuje jasne myślenie. Działania wynikają z zasad i zrozumienia. W niniejszej książce omawia się zasady rozwoju, dąży się do zrozumienia, czym jest rozwój, nie zaleca się w niej konkretnych działań. Istnieje obawa przed bezczynnością i obojętnością na tragiczne problemy światowego ubóstwa, którą podzielam. Jednak nieprawidłowe działania są równie niebezpieczne i mogą wywołać większą obojętność i rozczarowanie, gdy zawiodą. Niezwykle ważne jest poznanie zasad działania tuż przed jego podjęciem i temu właśnie jest poświęcona ta publikacja. Na koniec powiem więcej o tym, dlaczego nieuniknione i absolutnie konieczne jest skupienie się na zasadach.

„Nie wygłasza exposé naukowego”. Eksperci i technokraci omawiani w tej książce nie są badaczami akademickimi. Są to eksperci w dziedzinie polityki, intelektualiści publiczni, pracownicy agencji pomocowych i fundacji filantropijnych, ekscentryczni miliarderzy i thinktankerzy – wspomniana już społeczność rozwojowa. Środowisko akademickie jest dalekie od ideału. Jednak w tym przypadku mamy wiele dobrego do powiedzenia o akademickich badaniach z zakresu nauk społecznych. Z mojego doświadczenia wynika, że większość badaczy akademickich odznacza się wyjątkową uczciwością i sumiennością. Oczywiście niektórzy naukowcy są również intelektualistami publicznymi (w tym autor książki). Inni stają się urzędnikami państwowymi i tylko w tej roli mogliby oni zmieścić się w definicji technokraty. Natomiast wyłącznie jako publiczni intelektualiści lub urzędnicy uczestniczą oni w wielkiej debacie o autokracji kontra wolności.

„Nie krytykuje całości wiedzy eksperckiej”. Kiedy moja toaleta przestaje działać, jestem wdzięczny za pomoc ekspertowi hydraulikowi. Kiedy dopadnie mnie giardia, jestem wdzięczny lekarzowi ekspertowi, który przepisuje flagyl. Eksperci w zakresie spraw sanitarnych, zdrowia i edukacji oferują ogromne korzyści ubogim na świecie. Leki i chroniące przed malarią moskitiery z pewnością ratują życie. W niniejszej książce nie dąży się do potępienia wszelkiej wiedzy, ale do rozróżnienia pomiędzy dobrymi i złymi ambicjami w zakresie korzystania z wiedzy ekspertów rozwoju.

Opiszmy teraz tę debatę bardziej szczegółowo na przykładzie dwóch przeciwnych sobie laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, którzy otrzymali swoje wyróżnienia tego samego dnia. Byli oni elokwentnymi rzecznikami przeciwnych krańców spektrum w rozwoju praw jednostki, chociaż nigdy nie debatowali. Po zapoznaniu się z ich poglądami lepiej zrozumiemy, jak wysoka była stawka w tej debacie. Zobaczymy też, jak i dlaczego jeden z nich chciał debaty, a drugi nie.

1 J. Kron, In Scramble for Land, Group Says, Company Pushed Ugandans Out, „New York Times” 2011, September 21; M. Grainger, K. Geary, The New Forests Company and its Uganda Plantations, Oxfam International Case Study, September 22, 2011, , .

2 Powszechna historia i prawa. Wybór tekstów źródłowych, wybór M.J. Ptak, M. Kinstler, Wrocław 1999, s. 331.

3 http://libr.sejm.gov.pl/tek01/txt/konst/francja-18.html, .

4 World Bank, Strengthening World Bank Engagement on Governance and Anticorruption, March 21, 2007, s. 33. http://siteresources.worldbank.org/EXTPUBLICSECTORANDGOVERNANCE/Resources/GACStrategyPaper.pdf, .
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij