Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Ukarać bezkarnych. Zbrodnie wojenne i walka o sprawiedliwość - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 grudnia 2025
4759 pkt
punktów Virtualo

Ukarać bezkarnych. Zbrodnie wojenne i walka o sprawiedliwość - ebook

Od procesów norymberskich po Asada i Putina: pasjonujący reportaż z frontu walki o sprawiedliwość dla ofiar zbrodni wojennych

Czy zobaczymy kiedyś Putina na ławie oskarżonych? A co z sojusznikami Zachodu, jak Benjamin Netanjahu? Czy rządy odważą się porzucić podwójne standardy?

„Ukarać bezkarnych” to połączenie wciągającej historii i poruszających relacji naocznych świadków zbrodni, począwszy od tych najnowszych, z Gazy i Buczy.

Autor relacjonuje swoje spotkania ze zbrodniarzami wojennymi, takimi jak Slobodan Milošević. Opowiada o tych, którzy domagali się ochrony ludności cywilnej i odpowiedzialności zbrodniarzy – od szwajcarskiego biznesmena, dzięki któremu mamy konwencje genewskie i prokuratorów w Norymberdze, po syryjskiego fotografa policyjnego, który pomógł wsadzić za kratki jednego z oprawców al-Asada. Śledzi losy dwóch najpotężniejszych i najbardziej wpływowych przywódców świata, ściganych dziś przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.

Jeszcze niedawno postawienie przywódcy państwa przed sądem wydawało się nie do pomyślenia. Są tacy, którzy nadal uważają, że wielcy powinni pozostawać bezkarni. Jednak – jak pisze Steve Crawshaw – sprawiedliwość zyskuje nowe możliwości. Jego paląco aktualna książka daje przebłysk nadziei w mrocznych czasach.

„W tej poruszającej książce Steve Crawshaw, który poświęcił swoją karierę walce o międzynarodową sprawiedliwość, mierzy się dobitnie z jednym z najtrudniejszych dylematów współczesności: jak pociągnąć zbrodniarzy wojennych do odpowiedzialności” – Anne Applebaum

„W czasach gdy prawo pięści zdaje się brać górę nad przykazaniem sprawiedliwości, Steve Crawshaw przekonuje, że zbrodnia zostanie jednak osądzona, a zbrodniarze poniosą zasłużoną karę. Dajmy się ponieść tej nadziei, bo z nią łatwiej będzie zachować wiarę, że w odwiecznym zmaganiu dobra ze złem zwycięża to pierwsze” – Wojciech Jagielski

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8427-048-6
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRZEDMOWA DO WYDANIA POLSKIEGO

Poczytuję to sobie za przywilej, że gdy prawie pół wieku temu mieszkałem w Polsce, mogłem obserwować, jak coś z pozoru niemożliwego urzeczywistnia się wbrew skrajnym przeciwnościom. Pamięć o znaczeniu historycznych dokonań, których świadkiem byłem w tamtym czasie, towarzyszy mi po dziś dzień.

Jestem niezmiernie szczęśliwy, że _Ukarać bezkarnych_ ukazuje się w języku polskim. Lekcje, które popłynęły z Polski w świat, gdy załamywał się stary porządek – lekcje o odwadze, determinacji i o tym, że nawet pozornie wszechmocnych graczy można zmusić do odwrotu – wpłynęły na tę książkę na wiele różnych sposobów. _Ukarać bezkarnych_ to w znacznej mierze opowieść o donkiszotowskich postaciach, których wysiłki na rzecz międzynarodowej sprawiedliwości nader często bywały lekceważone, a mimo to ich upór utorował drogę do niezwykłych przemian.

Mam nadzieję, że opisane w książce historie okażą się wciągające dla polskich czytelników, a przedstawione argumenty – przekonujące, opisuję bowiem zmiany w podejściu do najcięższych przestępstw, które zachodziły również na naszych oczach. Żyjemy w czasach, które dostarczają nam niezliczonych powodów do głębokiego pesymizmu. Z ciemności wszak – a Polacy wiedzą o tym lepiej niż większość narodów – może niekiedy wyłonić się nadzieja.

Steve Crawshaw

Londyn i Kraków, sierpień 2025WPROWADZENIE

Próżno byłoby szukać czegoś, czym miejsca straszliwych wydarzeń miałyby się same z siebie wyróżniać. Nie ma czegoś takiego jak tereny odpowiednie dla masowej zbrodni. Żadna złowieszcza poświata, żadna złowroga muzyka nie podpowiedzą nam, co tu się stało. Kiedy usunie się ciała, zmyje krew i wymieni roztrzaskane okna, minione okrucieństwa schodzą nam z oczu, choćby zewsząd otaczały nas ból i tragedia. A jednak nigdy nie byłem w stanie pojąć, jak miejsca, w których doszło do okropieństw – jak choćby rozświetlona słońcem łąka będąca niegdyś terenem nazistowskiego obozu albo łagodne wzgórza wokół Srebrenicy w Bośni, gdzie słychać ukrytą w lesie kukułkę – mogą wyglądać tak normalnie i tak normalnie brzmieć.

Tego rodzaju niepokój odczuwałem też, gdy w kwietniu 2023 roku po raz pierwszy przyjechałem do Buczy. Jeszcze rok wcześniej to położone na północny zachód od Kijowa miasteczko słynęło przede wszystkim ze wspaniałych grzybów, w które obfitują okoliczne lasy. Każdej jesieni ściągały tu ze stolicy tłumy ludzi w poszukiwaniu tego miejscowego przysmaku. Teraz nazwa Bucza będzie już jednak zawsze kojarzyła się z czymś, co przed wojną nie przyśniłoby się jej mieszkańcom nawet w najgorszych koszmarach.

Do Kijowa dotarłem rok po rozpoczęciu pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę. Najgorsze ataki rakietowe na stolicę już ustały, przynajmniej chwilowo. Syreny alarmowe nadal często się odzywały, a każdy miał w telefonie aplikację, która podpowiadała, kiedy szukać schronienia. Zagrożenie było real­ne. Do stolicy zawitała już śmierć, mnóstwo budynków uleg­ło uszkodzeniu lub zniszczeniu, a cztery miesiące wcześniej rosyj­ska rakieta trafiła w plac zabaw w pobliżu mojego hotelu. Mimo to wielu Ukraińców zaczęło lekceważyć ostrzeżenia i igrać z niebezpieczeństwem. Trzeba było jakoś żyć. Poszedłem na wieczorny spektakl baletowy, który przyjęto owacjami na stojąco. W Teatrze im. Łesi Ukrainki wystawiano _Tłumaczenia_ Briana Friela, których akcja rozgrywa się w dziewiętnastowiecznej Irlandii pod rządami Brytyjczyków. Tematem sztuki jest wykorzenianie przez kolonialistów rodzimego języka¹. Przedstawienia grano przy pełnej widowni, czasami tylko z powodu nalotów rozpoczynały się one z opóźnieniem. Kijowskie restauracje i kawiarnie tętniły życiem, były pełne ludzi, choć zamykano je wcześniej, żeby klienci i pracownicy zdążyli dotrzeć do domu przed godziną policyjną. Panowała osobliwa nienormalna normalność.

Z początku wojska rosyjskie były przekonane, że dotrą do stolicy Ukrainy w ciągu kilku dni. „Teraz weźmiemy Kijów! Kijów jest nasz!” – pokrzykiwali siedzący na przetaczających się przez wsie czołgach sołdaci. Kazano im wziąć ze sobą mundury paradne na triumfalną defiladę wzdłuż Chreszczatyku, szerokiej głównej alei w centrum Kijowa, i przez Majdan, który był przed ośmiu laty sercem prodemokratycznych protestów. Prezydent Władimir Putin wierzył, że „specjalna operacja wojs­kowa” – nie wojna, tego słowa w Rosji zakazano – nie potrwa długo. Pomimo zaciętych walk na lotnisku w Hostomelu i jego okolicach siły rosyjskie nie zdołały zdobyć stolicy. Udało im się jednak dotrzeć do miejscowości położonych przy drodze do Kijowa. Bucza była jedną z nich.

Jazda samochodem w wiosennej aurze przebiega bez większych utrudnień. Po drodze trafiam na posterunki kontrolne, w pobliżu których rosną rozkwitłe na różowo drzewa morelowe. Żołnierze sprawdzają mnie pobieżnie. Zbędne już teraz zapory przeciwpancerne zalegają na pasie pomiędzy jezdniami. Pobocze dwupasmówki usiane jest pojazdami, których kierowcy i pasażerowie zginęli od kul lub spłonęli żywcem – to złomowisko i pomnik w jednym. Na niektórych samochodach ktoś namalował jaskrawożółte słoneczniki i napisy w rodzaju #kwiatynadziei.

W samej Buczy część budynków poważnie ucierpiała, niektóre niedawno naprawiono. Ogólnie można odnieść wrażenie, że to zwykłe podmiejskie miasteczko: bloki, centra handlowe, reklamy pensjonatów uzdrowiskowych. Ale tak naprawdę nic tu nie jest normalne i normalność nie powróci tu jeszcze przez długi czas. Wzdłuż ulicy Jabluńskiej (Jabłoniowej) widać tablice zachęcające do zakupu nieruchomości – _tałnhauzów_, jak zwą je w swoim żargonie __ tutejsi __ pośrednicy. Plakaty przekonują o „zaletach życia na przedmieściach”, takich jak letnie tarasy, widoki na panoramę. I wreszcie, nieopodal pewnego pustego _tałnhauzu_: niepozorne skrzyżowanie, które najeźdźcy okryli złą sławą na całym świecie.

W lutym 2022 roku pięćdziesięciodwuletnia Irina Filkina zapisała się na zajęcia z wizażu. Swojej koleżance, kosmetyczce Anastazji Subaczewej, wyznała: „W końcu zrozumiałam, co w życiu najważniejsze. Trzeba kochać samą siebie i dla siebie samej żyć”. Kilka tygodni później zginęła. Załoga rosyjskiego pojazdu opancerzonego otworzyła do niej ogień, gdy wracała rowerem do domu. Był 5 marca 2022 roku. Tego dnia Irina próbowała uciec z miasta, ale nie zdołała. Ze względu na niebezpieczeństwo sąsiedzi nie byli w stanie zabrać jej zwłok z ulicy, więc jej rozkładające się ciało, podobnie jak i wielu innych zabitych, leżało na ziemi przez wiele tygodni, aż do wyzwolenia Buczy przez wojska ukraińskie pod koniec marca. Do jej ziden­tyfikowania wystarczyło zrobione przez fotografkę Agencji Reutera Zohrę Bensemrę zdjęcie dłoni Filkiny ze specjalnym walentynkowym _manicure_’em – cztery czerwone paznokcie i piąty z fioletowym sercem w srebrnej obwódce. Subaczewa natychmiast rozpoznała dłoń swojej przyjaciółki: „Odebrało mi dech w piersiach”².

Irina Filkina była jedną z ponad czterystu cywilów zabitych w Buczy. Na samej tylko ulicy Jabluńskiej zginęło kilkudziesię­cioro Ukraińców. W czteropiętrowym budynku biurowym pod numerem 144, w którym wcześniej siły rosyjskie urządziły sobie sztab, wstawiono już nowe okna. Na bocznej ścianie budynku ktoś zawiesił zdjęcia ciał ośmiu mężczyzn zabitych strzałami w głowę. Na ziemi leżą kwiaty. Mężczyźni zostali pojmani i straceni bez sądu w ramach tak zwanej _zaczystki_, czyli operacji pacyfikacyjnej – to samo słowo krążyło w obiegu dwadzieścia lat wcześniej podczas wojny, którą Putin rozpętał w Czeczenii.

Niedaleko skrzyżowania, przy którym zginęła Filkina, trwają prace nad odbudową domu. Od właścicielki, Nataszy, do której wielokrotnie strzelano, gdy uciekała z domu w pierwszych dniach okupacji, słyszę: „Naszych sąsiadów już nie ma. Nie odnaleziono ich, ani żywych, ani martwych. Do Rosjan musi dotrzeć, co się tutaj działo. Muszą zobaczyć łzy tutejszych ludzi”.

Zbrodnie w Buczy i w innych miejscach napawają przerażeniem. Ale czy sprawców tych i innych przestępstw – a także ich dowódców oraz dowódców ich dowódców – uda się kiedyś osądzić? Przed laty odpowiedzią na to pytanie byłoby stanowcze „nie”. W ostatnich dziesięcioleciach światowy sys­tem wymiaru sprawiedliwości zyskał jednak niewyobrażalne wcześniej możliwości

Kiedy w 1992 roku zapytałem Slobodana Miloševicia, ówczes­nego prezydenta Serbii, czy wyobraża sobie, że pewnego dnia zasiądzie na ławie oskarżonych za zbrodnie wojenne, ten uznał ów pomysł za fanaberię. Zaledwie dziewięć lat później trafił do Hagi, gdzie usłyszał zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości i ludobójstwa. Tuż po tym jak w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku powołano trybunały do spraw zbrodni wojennych w Jugosławii, a następnie w Rwandzie, doszło do porozumienia w sprawie utworzenia międzynarodowego trybunału karnego. W ten sposób urzeczywistniła się idea, która przez dziesięciolecia – choć orędowali za nią nieliczni, lecz zdeterminowani ludzie – wydawała się mrzonką. Wymierzono też celny cios w mit bezkarności reżimów w Ameryce Łacińskiej, gdy były chilijski dyktator, generał Augusto Pinochet, został aresztowany po przylocie do Londynu na operację kręgosłupa. Stało się jasne, że odpowiedzialni za ciężkie zbrodnie politycy mają więcej powodów do zmartwień niż kiedykolwiek wcześniej.

Przez dziesięciolecia procesy norymberskie (i późniejszy trybunał w Tokio) traktowano jako coś jednorazowego. Po 1945 roku ścigające nazistowskich przestępców rządy same beztrosko dopuszczały się zbrodni w przekonaniu, że nie spotka ich kara. Przymykały też oko na ludobójstwo (termin ten ukuł w 1944 roku Rafał Lemkin, polski prawnik żydowskiego pochodzenia z terenów należących dziś do Ukrainy). Obecnie – jak pokażą kolejne rozdziały tej książki – możliwości dochodzenia sprawiedliwości są pod wieloma względami o wiele szersze.

Tematyka sprawiedliwości – jej ulotności i dróg, jakimi podążali marzyciele, by o nią walczyć wbrew przeciwnościom – zajmuje mnie od wielu lat. Dorastałem w czasach, w których rozmiłowane w torturach wojskowe dyktatury pleniły się w Ameryce Łacińskiej jak zaraza, a w ZSRR i całym sowieckim bloku nieprawomyślni obywatele trafiali za kraty lub do obozów pracy. Potrzeba skonfrontowania się z tymi bliźniaczymi przejawami obłędu i pozorna bezsilność wobec nich ukształtowały moje myś­lenie. Interesowała mnie również tematyka „długich cieni rzucanych przez historię”. Jako student rusycystyki i germanistyki mieszkałem w Petersburgu (wówczas Leningradzie) i w Berlinie. Miałem zatem sposobność poznać dwa społeczeństwa, które na własny sposób usiłowały dojść do tego, jak zmierzyć się ze swoją przeszłością – czterdzieści lat po stalinowskich czystkach i trzydzieści lat od zakończenia II wojny światowej.

Mieszkając w Polsce w 1980 roku, byłem też świadkiem historycznych, pełnych nadziei chwil. Widziałem, jak miliony ludzi wymusiły na komunistycznym reżimie niewyobrażalne ustępstwa – i to w sytuacji, gdy na Kremlu wciąż panował Leonid Breżniew, znany z tego, że wysłał wcześniej czołgi do Czechosłowacji i Afganistanu. Te bezprecedensowe zwycięstwa – których, mimo aresztowań i ofiar, nie udało się zniweczyć – znacząco wpłynęły na mój światopogląd w późniejszych latach. Pomogły mi zrozumieć, że odwaga i determinacja mogą niekiedy zdziałać nadzwyczajne rzeczy, nawet gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, a inni – obojętni.

Między innymi dzięki doświadczeniom w Polsce i ogólnie Europie Środkowo-Wschodniej, a także za sprawą pracy nad filmem dokumentalnym dla telewizji Granada na Białorusi, który dotyczył prawdy, kłamstw i II wojny światowej, zdobyłem wymarzoną pracę w dziale zagranicznym dziennika „The Inde­pendent”. Do jego zespołu dołączyłem po powstaniu gazety w 1986 roku. Trzy lata później relacjonowałem wydarzenia, które dały początek „upadkowi imperium”³, że zacytuję nagłówek artykułu, który napisałem w kwietniu 1989 roku, siedem miesięcy przed zburzeniem muru berlińskiego. Wschodnio­europejskie rewolucje i upadek muru były wynikiem przełomu, który obserwowałem w Polsce dziewięć lat wcześniej. Dojście do władzy reformatorskiego radzieckiego przywódcy Michaiła Gorbaczowa nie było jedynym czynnikiem, który utorował drogę przemianom 1989 roku. Za przywilej poczytuję sobie możliwość relacjonowania wydarzeń z Warszawy, Lipska, Pragi i Budapesztu podczas tamtych dni nadziei, gdy mury w całym regionie padały jeden po drugim. Przebłyski optymizmu dostrzegałem również w Rosji, po tym jak w 1991 roku protestujący udaremnili próbę przeprowadzenia zamachu stanu przez twardogłowych, co przypieczętowało los Związku Radzieckiego.

Zachodni politycy nie mieli pojęcia, na co się wówczas za­nosiło, i nie doceniali doniosłości zmiany. W przedłożonej wydawcy cztery miesiące przed zamachem stanu propozycji książki zatytułowanej pierwotnie _Road to Nowhere_ (Droga donikąd), w której czerpałem ze swoich podróży po Kraju Rad, od republik bałtyckich po Syberię, pisałem, że nadchodzący upadek Związku Radzieckiego to bodaj najważniejsza historia końca XX wieku⁴. Postawiłem tezę, że próby powstrzymania przemian przy użyciu siły przyniosłyby „jedynie skrajnie nietrwałe rozwiązania”. Tymczasem politycy byli najwyraźniej niechętni albo niezdolni, żeby dostrzec przełomowość ówczesnych procesów. W tekście zacytowałem rosyjskiego pisarza Jurija Karia­kina: „W ciągu ostatnich sześciu lat otworzono setki, tysiące butelek, a dżinów, które się z nich wydostały, nie da się zapędzić z powrotem do środka i tam zamknąć. Cóż wobec tego począć?”. Ówczesną sytuację podsumowuje też nagłówek mojego artykułu z lutego 1991 roku: _The Kremlin cannot put the lid back on_ (Kreml nie zapanuje już nad wrzeniem). Koniec końców, próba rozprawienia się z reformatorami siłą, której obawiano się już od dłuższego czasu, spełzła na niczym. Pucz upadł po zaledwie trzech dniach chaosu, jaki zapanował w sierpniu tamtego roku. Przez krótką chwilę wydawało się, że nadzieja nie jest czymś absurdalnym. „To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu – usłyszałem po nieudanym przewrocie od znajomego z Moskwy. – Tak szczęśliwy nie czułem się nawet wtedy, gdy urodziło mi się dziecko”. Wkrótce takie pogodne stwierdzenia straciły rację bytu.

Po wszystkich tych dobrych wieściach nadeszły wieści złe. Mój pierwszy kontakt z Jugosławią był przelotny. Trafiłem tam pod koniec roku akademickiego w trakcie studiów w Związku Radzieckim. Był rok 1976. Wsiadłem do nocnego pociągu do Odessy nad Morzem Czarnym (czy raczej Odesy, żeby użyć ukraińskiej pisowni, którą większość mieszkańców miasta ignorowała, dopóki rosyjska inwazja nie zmieniła na zawsze językowego zwyczaju), a następnie na pokładzie statku wycieczkowego popłynąłem Dunajem do Budapesztu. Po drodze zatrzymałem się w Belgradzie. Byłem oczarowany atmosferą swobody w kraju zwanym bądź co bądź Socjalistyczną Federalną Republiką Jugosławii. Była tak różna od duszącej opresji panującej w Związku Radzieckim, gdzie ja i moi rosyjscy znajomi (których sama tylko rozmowa ze mną lub innymi obcokrajowcami mogła narazić na kłopoty) nieustannie czuliśmy obecność czyhających wszędzie funkcjonariuszy Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego – KGB. Kiedy znów trafiłem do Belgradu w 1982 roku, dwa lata po śmierci marszałka Tito, bohatera II wojny światowej, który rządził krajem przez czterdzieści lat, wieloetniczna Jugosławia nadal sprawiała wrażenie kraju bardziej tolerancyjnego niż sąsiadujące z nią środkowo- i wschodnioeuropejskie policyjne reżimy. Począwszy od 1989 roku, niektórzy jugosłowiańscy przywódcy polityczni, czując zagrożenie ze strony szerzącej się w regionie wielopartyjnej demokracji, zaczęli się jednak chwytać nacjonalizmu jako sposobu na utrzymanie władzy.

W latach 1991 i 1992 w jugosłowiańskich republikach Chor­­wacji i Bośni wybuchła wojna na pełną skalę. Podobnie jak innym ówczesnym korespondentom z Bałkanów, w pamięć szczególnie mocno wryło mi się jedno wspomnienie: nijak nie byliśmy w stanie skłonić polityków, żeby zechcieli dostrzec nasilające się potworności. W czerwcu 1991 roku jeden z najważniejszych europejskich polityków oznajmił, że nastała „godzina Europy”⁵, czym zdawał się sugerować, że wkrótce sytuacja zostanie opanowana. Dwa tygodnie po tym buńczucznym oświadczeniu byłem w Osijeku we wschodniej Chorwacji. Schroniłem się u pewnego starszego małżeństwa, które przyjęło mnie pod swój dach (i uraczyło kieliszkiem kojącej nerwy śliwowicy), podczas gdy na zewnątrz przez wiele godzin szalała kanonada. Nie wiem, kto był bardziej przerażony, ja czy oni. Moja gospodyni powiedziała przez łzy: „Kiedyś wszystkich nas pozabijają. Bardzo się boję”⁶. Od lekarza, który zajmował się tamtego dnia stwierdzaniem zgonów, usłyszałem: „To straszne. Myślę, że będzie tylko gorzej. Tracę wszelką nadzieję”.

W rozpadającej się federacji jugosłowiańskiej zaczęła się wojna, która miała potrwać cztery długie lata. W tamtym czasie panowało przekonanie, że liczne zbrodnie, popełniane zwłaszcza przez wojska serbskie i chorwackie, nigdy nie zostaną ukarane. Jednak w miarę upływu czasu wymiar sprawiedliwości dysponował coraz szerszymi możliwościami ścigania oprawców. W 1993 roku, pierwszy raz od roku 1945, powołano nowy trybunał do spraw zbrodni wojennych. W 2001 roku, kilka miesięcy po tym jak stałem pośród tłumu, który zmusił Miloševicia do oddania władzy po dekadzie krwawych rządów, przyglądałem się pracom Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii. Rozmawiałem z ludźmi, którzy żywili nadzieję, że uda im się wsadzić serbskiego przywódcę za kratki. Mój artykuł zatytułowany _Unfinished Business: Behind the scenes at the new Nuremberg_ (Niedokończone sprawy. Za kulisami nowej Norymbergi)⁷ pojawił się na łamach magazynu dziennika „Independent” na krótko przed tym, jak nowy rząd w Belgradzie oddał Miloševicia Hadze.

* * *

Tymczasem powstawał również nowy, stały sąd do spraw zbrodni wojennych, nieograniczony pod względem właściwości terytorialnej. Niebagatelną rolę w urzeczywistnieniu tego projektu odegrały organizacje zajmujące się ochroną prawa człowieka. W 2002 roku, tuż przed ukonstytuowaniem się Międzynarodowego Trybunału Karnego, zostałem dyrektorem brytyjskiego oddziału Human Rights Watch. Tematyką praw człowieka i podob­nymi zagadnieniami zajmowałem się już wcześniej jako dziennikarz. Moja rola ograniczała się jednak wówczas do opisywania tego, co zobaczyłem i o czym usłyszałem. Teraz po części miałem nadal pełnić funkcję reportera – jako ktoś, kto informuje świat o łamaniu praw człowieka w nadziei na zmianę. Jednak zasadnicza część mojej pracy – wykonywanej wspólnie ze wspaniałymi kolegami i koleżankami z całego świata – miała odtąd polegać na urzeczywistnianiu idei ścigania i rozliczania sprawców. Moje doświadczenia zdobyte na froncie walki o sprawiedliwość w ciągu następnych dwudziestu lat pracy w Human Rights Watch, Amnesty International i Freedom from Torture oraz doświadczenia poznanych przez te lata ludzi stanowią esencję tej książki.

Po raz pierwszy swoje przemyślenia dotyczące sprawiedliwości na świecie nakreśliłem w 2005 roku. Gdybym wówczas znalazł czas, żeby napisać _Zbrodnie i karę_ (bo tak nazywam swoje wczesne zapiski), powstałaby całkiem inna, nazbyt optymis­tyczna książka. Świat jawił się wtedy prostszy. Minęły jednak dwie dekady, podczas których rzeczywistość przysporzyła nam wiele nowych powodów do rozpaczy. Zdarzyło się też sporo rzeczy, które napawają nadzieją. Owa faustowska walka między rozpaczą a nadzieją jest kanwą _Ukarać bezkarnych_.

Książka opowiada historie zaczerpnięte z nieustannie przeobrażającego się świata wymiaru sprawiedliwości. Rzuca światło na zachodzące zmiany i na przeszkody, które trzeba było pokonywać. Choć dawniej byłoby to nie do pomyślenia, dziś można ścigać i skazywać także potężnych, dzierżących władzę ludzi. Głos ocalonych z konfliktów nie jest już wołaniem na puszczy. Latami panowało przekonanie, że równość w wymierzaniu sprawiedliwości to utopia. Niezmiennie powielał się schemat jeszcze z czasów zimnej wojny: ci, którzy chętnie ścigali za zbrodnie innych, sami chcieli mieć wolną rękę w popełnianiu przestępstw – dla siebie i swoich przyjaciół.

To buńczuczne poczucie bezkarności udawało się jednak naruszyć – także w czasie gdy powstawała ta książka. Najpierw w 2023 roku oskarżono o zbrodnie prezydenta Rosji. Nakaz aresztowania Władimira Putina, którego kraj jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta, był czymś niesłychanym. Następnie – co jeszcze bardziej niezwykłe – wydano w 2024 roku nakazy aresztowania premiera i ministra obrony jednego z najbliższych sojuszników Ameryki. Ostrze sprawiedli­wości wymierzono w rząd, który zakładał, że już zawsze będzie chroniony przed odpowiedzialnością, bez względu na to, czego się dopuści. Prezydent USA Joe Biden uznał pierwotny wniosek Międzynarodowego Trybunału Karnego o wszczęcie postępowania przeciwko premierowi Izraela Benjaminowi Netanjahu i ministrowi obrony Jo’awowi Galantowi za „skandaliczny”. Brytyjski premier Rishi Sunak stwierdził, że jest „wielce niepomocny”.

Kiedy spotykam się z głównym prokuratorem Trybunału, Karimem Khanem, w jego biurze w Hadze kilka dni po wydaniu nakazów aresztowania, ten ani myśli odpuszczać. Wręcz przeciwnie, upiera się, że po to jest, żeby ścigać przestępców. „To problem natury egzystencjalnej, bo jeśli w niektórych przypadkach stosujemy przepisy z pełną stanowczością, a w innych przymykamy oko, odzieramy prawo z przynależnego mu szacunku. Już Szekspir o tym pisał”. Khan na chwilę zamyka oczy w poszukiwaniu odpowiednich słów, po czym cytuje _Króla Leara_:

Futro i brokat skryją nawet zbrodnię.

Grzech uzbrój złotem – pryśnie tęga włócznia

Sprawiedliwości, nie czyniąc mu szkody;

Ubierz w łach – karzeł słomką go przeszyje⁸.

Khan twierdzi, że szekspirowski opis nierówności w wymierzaniu sprawiedliwości jest adekwatny i dziś. Słowa wielkiego dramaturga parafrazuje tak: „Jeśli jesteś biedny, słaby, prawo cię dopadnie – ale jeśli masz zbroję ze złota, będziesz mógł robić, co ci się żywnie podoba”. Mój rozmówca wierzy, że jego misją jest pomóc zmienić ten stan rzeczy.

W czasie gdy wnioskował o nakazy aresztowania, Khan wyznał prasie, że pewien „wysokiej rangi przedstawiciel władz” przestrzegał go przed wydaniem nakazów aresztowania wobec tych dwóch Izraelczyków, argumentując, że Trybunał został „utworzony dla Afryki i zbirów pokroju Putina”⁹. Khan nie przebiera w słowach, gdy komentuje takie postrzeganie Trybunału: „Niestety, umysły niektórych ludzi wciąż skażone są rasistowskim, kolonialnym myśleniem”.

Politycy, którzy potępiali Khana za starania o wydanie nakazów aresztowania izraelskich przywódców, nie odnosili się merytorycznie do przedstawianych przez niego zarzutów i faktów. Khan konsultował się wcześniej z zespołem sześciorga wybitnych prawników, wśród których znaleźli się były amery­kańsko-izraelski ambasador oraz były przewodniczący Między­narodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii i były sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego. Członkowie tego panelu ekspertów podkreślali, że jednomyślnie popierają wnioski o wydanie nakazów aresztowania. Waszyngton i inne państwa utrzymywały tymczasem, że stawianie demokratycznie wybranemu przywódcy zarzutów o popełnienie poważnych przestępstw jest co do zasady niewłaściwe. Takie twierdzenia – i nie zdoła temu zaprzeczyć żaden polityk, choćby nie wiem, jak mocno szedł w zaparte – są stawianiem sprawy na głowie. Wybierając swoich przywódców w demokratycznych wyborach, liczymy przecież, że nie będą dopuszczali się przestępstw ot tak. A jeżeli już to czynią – zwłaszcza gdy wydaje im się, że uprawniają ich do tego okoliczności (w tym postępowanie wroga) – należy się temu sprzeciwić, nie zaś ignorować to. Twierdzenie, że może być inaczej, jest nieuczciwe i niebezpieczne.

Wydane na wniosek Khana nakazy aresztowania nie dotyczyły wyłącznie przestępstw zarzucanych izraelskim liderom, ale także zbrodni Hamasu, które Khan nazwał „horrendalnymi”. Rok po wizycie w Buczy byłem na miejscu festiwalu muzycznego Supernova, niedaleko kibucu Re’im na południu Izraela, który wcześniej reklamował się jako miejsce „przyjaźni, miłości i nieskrępowanej wolności”. Na filmie z tej pamiętnej imprezy widać roztańczone tłumy. Jest 7 października 2023 roku. Zbliża się świt. Nagle, tuż przed szóstą trzydzieści, zaczyna się koszmar – uprowadzenia, gwałty, zabójstwa. Tysiąc dwieście mężczyzn, kobiet i dzieci, w tym ośmiuset cywilów, ginie, po tym jak napastnicy z Hamasu i innych zbrojnych ugrupowań pokonują na motocyklach, paralotniach i pick-upach otaczający Gazę płot i wdzierają się na teren festiwalu, Re’im i innych kibuców. Napastnicy uprowadzają dwieście czterdzieścioro zakładników, w tym żołnierzy, cywilów, najętych do pracy na roli Tajów, trzydzieścioro dzieci i dziewięciomiesięczne niemowlę.

Niespełna pięć kilometrów od Re’im leży inne miejsce grozy. Do izraelskich telewidzów ledwie dociera już i tak przefiltrowany przez sita cenzury obraz hekatomby, jaką Izraelskie Siły Zbrojne rozpętały za wysokimi murami, wewnątrz których uwięzione są dwa miliony mieszkańców Strefy Gazy. Mimo protestów organizacji medialnych na całym świecie zagranicznym dziennikarzom zakazano wstępu na tereny objęte konfliktem. Ja udaję się do popularnego punktu widokowego w pobliżu miasta Sderot na południu kraju. Podczas wcześniejszych ataków na Gazę Izraelczycy zbierali się tu, by świętować w pik­nikowej atmosferze, a reporterzy relacjonowali wydarzenia na tle widowiskowych obrazów zniszczenia. Teraz dostępu do tego miejsca, nazwanego „wzgórzem hańby”, bronią zwoje drutu kolczastego. Strefa przygraniczna też jest zamknięta. A jednak dla nikogo, kto chce poznać prawdę, cierpienia mieszkańców Strefy Gazy, uwięzionych, głodujących, osieroconych, okaleczanych i zabijanych, nie są tajemnicą.

W 2022 roku rządy zdecydowaną większością głosów potępiły niszczenie przez Rosję ludzkich istnień, domów i infrastruktury w Ukrainie. Gdy dwadzieścia miesięcy później rząd Izraela czynił to samo co Rosja, niektórzy z tych, co wcześniej piętnowali zbrodnie Putina, zareagowali zgoła inaczej. Z rąk Temidy zniknęła waga, z jej oczu zsunęła się opaska. Dla niektórych polityków to, kto dopuszczał się przestępstw (jesteśmy za nimi czy przeciwko nim?), stało się równie ważne jak to, jakie zbrodnie popełniano.

Wybuch wojny Putina z Ukrainą i atak Izraela na Gazę rozegrały się w różnych kontekstach. Putinowski pretekst do inwazji – konieczność zniszczenia ukraińskiego „faszyz­mu” i uratowania rosyjskojęzycznej ludności przed „ludobójstwem” – był jawnym absurdem. W oczach Kremla prawdziwą przewiną Ukrainy było to, że kraj ten chciał podejmować suwerenne decyzje i uwolnić się spod buta Moskwy. Bezpośrednią przyczyną izraelskiej ofensywy na Gazę był natomiast okrutny bezprawny atak. Pod tym względem te dwa przypadki różnią się od siebie diametralnie.

Jeśli jednak chodzi o sposób toczenia tych dwóch wojen, podobieństwa są oczywiste, bez względu na wściekłość, jaką wskazywanie takich analogii wzbudza w izraelskich politykach.

Oba sądy w Hadze rozstrzygają – choć na różne sposoby – sprawy dotyczące najcięższych zbrodni wojennych. Międzynarodowy Trybunał Karny jest władny karać indywidualne osoby, w tym prezydentów i premierów. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, będący ciałem międzyrządowym i najwyższym organem sądowniczym ONZ, odgrywa równie ważną rolę, z tym że polega ona na wymierzaniu sprawied­liwości nie jednostkom, lecz państwom. Cztery miesiące przed wydaniem nakazów aresztowania Netanjahu i Galanta przez MTK czekałem w Pałacu Pokoju w Hadze, aż prezes Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości ogłosi postanowienie w sprawie wytoczonej Izraelowi przez RPA. W wydanym zarządzeniu sędziowie niemal jednomyślnie uznali, że zachodzi „realne i bezpośrednie ryzyko” wystąpienia „nieodwracalnego uszczerbku”¹⁰ dla uwiarygodnionego prawa Palestyńczyków do ochrony przed ludobójstwem w Strefie Gazy. Przestrzegli też przed podżeganiem do tej zbrodni, które również zajmuje ważne miejsce w konwencji dotyczącej ludobójstwa.

Tak jak w przypadku sprawy przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, zachowanie niektórych rządów sprawiało wrażenie, że najchętniej załatwiłyby problem poprzez zastrzelenie posłańca. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, ustanowiony w 1945 roku jako „ogólnoświatowy sąd” przy okazji utworzenia ONZ, cieszy się ogólnoświatowym szacunkiem. Nawet jeśli bywał on obiektem kpin ze strony putinowskiej Rosji, na ogół demokratyczne rządy się z nim liczyły. W 2024 roku to się zmieniło. Władze zachodnich państw potępiły RPA za wniesienie sprawy przeciwko Izraelowi. Wysuwały przy tym, nie mając na to żadnych dowodów, kuriozalne zarzuty o stronniczość sędziów Trybunału (w tym jego powszechnie szanowanego amerykańskiego prezesa).

Nikomu nie mogła umknąć towarzysząca temu jawna ironia. Przecież kraj, którego przywódcy musieli się teraz liczyć z oskarżeniem ich o zbrodnie przeciwko ludzkości, kraj piętnowany przez Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości za zarzucane mu ludobójstwo, sam powstał przed osiemdziesięcioma laty po części za sprawą popełnionych na jego własnym narodzie zbrodni, w tym ludobójstwa. Potworności te – i przykład, jakim była Norymberga – dały pośrednio asumpt do powstania Międzynarodowego Trybunału Karnego. Przywódcy Izraela zaś zachowywali się momentami tak, jakby zbrodnie Holokaustu gwarantowały izraelskiej armii bezkarność po wsze czasy. Netanjahu skarżył się na rzucane pod adresem Izraela „oszczer­stwa krwi”. Zarzucał prokuratorowi Karimowi Khanowi „bezduszne dolewanie oliwy do ognia antysemityzmu” i porównywał go do „osławionych niemieckich sędziów”¹¹, których decyzje przyczyniły się do Holokaustu. Khan widział to inaczej. Odnosząc się do swoich wniosków o wydanie nakazów aresztowania, argumentował: „Jeśli nie okażemy woli do równego stosowania prawa, jeśli będziemy je egzekwować wybiórczo, stworzymy warunki do jego upadku”¹².

Wydanie nakazów aresztowania wobec Putina, a potem Netanjahu – dwóch mężczyzn, których ledwie parę lat wcześniej łączyła iście braterska komitywa twardzieli – wpisuje się w szerszy proces zmian. Przez większość XX wieku normą w traktowaniu zbrodni wojennych pozostawała bezkarność. Jedynym wyłomem od tej reguły była Norymberga. Teraz wołanie „Do Hagi z nim!” rozlega się głośno na całym świecie z ust tych, którzy wierzą, że ludziom władzy nie wolno odpuścić. W ostatnich latach Haga jako miejsce rozliczeń zyskuje na znaczeniu nie tylko w sensie metaforycznym, ale i dosłownym. Skuteczne osądzanie zbrodniarzy wojennych nie jest już tak odległą perspektywą jak niegdyś. Ramię sprawiedliwości dosięga nie tylko polityków. Podejmowane są też próby karania firm podejrzewanych o współudział w okrutnych zbrodniach.

W 1985 roku laureat Nagrody Nobla Czesław Miłosz napisał przedmowę do wydanego w USA pod tytułem _Letters from Prison_ (Listy zza krat) zbioru esejów polskiego myśliciela i opozycjonisty Adama Michnika. Pisał w niej o naszej skłonności do doszukiwania się możliwości w czasach, które już minęły. To zaś nie pozwala nam dostrzec wysiłków ludzi działających tu i teraz – tych, którzy „podważają pozornie nienaruszalny porządek rzeczy” i „osiągają rzeczy niemożliwe lub mało realne”¹³. Cztery lata po napisaniu przez Miłosza tych słów upadł mur berliński – w znacznej mierze za sprawą tego, że tacy ludzie jak Michnik i inni podobnie myślący z całego regionu wzruszyli „pozornie nienaruszalny” porządek rzeczy.

Przeciwko zastanym realiom zbuntował się też wiele dekad wcześniej Rafał Lemkin. To on określił mianem ludobójstwa tę nienazwaną dotąd zbrodnię, by następnie – wbrew silnemu sprzeciwowi – orędować za uchwaleniem konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa. Lemkin zmarł w 1959 roku, przekonany, że jego wysiłek poszedł na marne. A jednak w ostatnim ćwierćwieczu zapadło wiele wyroków skazujących w procesach o ludobójstwo, tak przed sądami krajowymi, jak i międzynarodowymi. Sprawiedliwość dosięgła sprawców zbrodni w różnych częściach świata, od Rwandy i Bośni po Irak i Syrię, gdzie Państwo Islamskie dopuściło się gwałtów i zabójstw na tysiącach Jezydów. Toczą się kolejne procesy – między innymi dzięki determinacji tych, którzy przeżyli będące przedmiotem postępowań potworności.

Mimo wystawienia przez MTK nakazów aresztowania próżno oczekiwać, że Putin czy Netanjahu trafią w najbliższej przyszłości za kraty, choć ograniczenia w podróżowaniu psują im nieco szyki. Nakazy te – wydane przez sędziów odpowiednio po trzech tygodniach i siedmiu miesiącach prac – wysyłają jednak w świat jasny sygnał: sprawiedliwość nie zna wyjątków.

Szekspirowska włócznia sprawiedliwości nie musi się już strzaskać, nawet jeśli wymierzona jest w grzech przyodziany w złotą zbroję. Dzięki zdobyczom ostatnich dziesięcioleci dysponujemy obecnie narzędziami, które mogą – jak to ujął w Norymberdze reprezentujący USA główny oskarżyciel Robert Jackson – „powstrzymać ramię zemsty”¹⁴ i przez to czynić świat choćby mniej niebezpiecznym. Nie możemy sobie pozwolić na jednostronne korzystanie z tego instrumentarium.PRZYPISY

Moje myślenie o tematyce poruszanej w _Ukarać bezkarnych_ ukształtowało się pod wpływem wielu książek, które trafiły w moje ręce w ciągu wielu lat. Tuż po tym jak w 2002 roku zacząłem pracować w Human Rights Watch, przeczytałem nagrodzoną Pulitzerem pozycję Samanthy Power _„A Problem from Hell”: America and the Age of Genocide_ („Problem z piekła rodem”: Ameryka i era ludobójstwa), opisującą niepowodzenia w konfrontacji wobec ludobójstwa i innych poważnych zbrodni. Książka Philippe’a Sandsa _Powrót do Lwowa. O genezie „ludobójstwa” i „zbrodni przeciwko ludzkości”_ to poruszająca lektura, w której opisy losów Lauterpachta i Lemkina przeplatają się z osobistymi wątkami z życia autora. Cenną przekrojową pozycją była dla mnie _Crimes Against Humanity: The Struggle for Global Justice_ (Zbrodnie przeciwko ludzkości. Walka o ogólnoświatową sprawiedliwość), która ukazała się w 1999 roku. Informacje o nieodległych wydarzeniach czerpałem z podcastu _Asymmetrical Haircuts_ (Janet Anderson i Stephanie van den Berg), EJIL:Talk! (bloga portalu European Journal of International Law, ejiltalk.org), justiceinfo.net, justsecurity.org, opiniojuris.org (we współpracy z organizacją pozarządową International Commission of Jurists) oraz z zasobów projektu Ukraine Justice Report (Institute for War and Peace Reporting, iwpr.net). Dziennik „Haa­retz” (zagrożony w chwili, gdy piszę ten tekst, sankcjami ze strony izraelskiego rządu) i izraelsko-palestyński „+972 Magazine” to lektury obowiązkowe ze względu na wysoką jakość pracy reporterskiej, wnikliwe analizy i ludzkie spojrzenie na rzeczywistość.

Wprowadzenie

1.

1 _Tłumaczenia_ miały premierę podczas innego konfliktu, który ogniskował się wokół problemu tożsamości. W Irlandii Północnej 1980 roku, w okresie eufemistycznie nazwanym „Troubles” (kłopoty), sztuka Friela była oklaskiwana na stojąco, mimo krążących podczas spektakli na niebie brytyjskich śmigłowców wojskowych. Irlandzkie radio RTÉ opisywało premierę w Guildhall w Derry jako „jedno z najdonośniejszych i najważniejszych wydarzeń teatralnych” w historii kraju. (Brian Friel, _Translations_ (London: Faber and Faber, 1981). _25th anniversary of Brian Friel’s_ Translations_,_ Rattlebag, RTÉ, audycja z 23 września 2005).

2.

2 Emma Bubola, _A_ _make-up artist recognized this Bucha victim’s picture by her manicure_, „New York Times”, __ 6 kwietnia 2022. Stefanija Bern i Janis Laizans, _Friends, family mourn Bucha victim who became symbol of Ukraine’s year-long war_, Reuters, 22 lutego 2023. Youser Al-Hlou i inni, _Caught on camera, traced by phone: The Russian military unit that killed dozens in Bucha_, „New York Times”, __ 22 grudnia 2022.

3.

3 Steve Crawshaw, _The crumbling of an empire_, „Independent”, __ 11 kwietnia 1989.

4.

4 Zaproponowany wydawcy tekst jest cytowany w przedmowie do papierowego wydania książki Steve’a Crawshawa pod tytułem _Goodbye to the USSR: The Collapse of Soviet Power_ (London: Bloomsbury, 1993; pierwsze wydanie 1992). Jurij Kariakin w „Moscow News”, cytowany w _Goodbye to the USSR_. Steve Crawshaw, _The Kremlin cannot put the lid back on: In Moscow, tanks will solve nothing_, „Independent”, 1 lutego 1991 (artykuł zaowocował zleceniem mi napisania książki dotyczącej tej tematyki).

5.

5 Jacques Poos, minister spraw zagranicznych Luksemburga, przewodził w czerwcu 1991 roku tak zwanej trojce, misji pokojowej do Jugosławii złożonej z trzech przywódców Wspólnoty Europejskiej. Alan Riding, _Conflict in Yugoslavia: Europeans send high-level team_, „New York Times”, __ 29 czerwca 1991.

6.

6 Steve Crawshaw, _„They’ll kill us all one day. I’m so afraid”_, „Independent”, __ 12 lipca 1991.

7.

7 Steve Crawshaw, _Unfinished business: Behind the scenes at the new Nuremberg_, magazyn „Independent on Sunday”, 8 kwietnia 2001.

8.

8 Tłum. Stanisław Barańczak (przyp. tłum.).

9.

9 Ivana Kottasova i Madalena Araujo, _Exclusive interview: ICC prosecutor seeks arrest warrants against Sinwar and Netanyahu for war crimes over October 7 and Gaza_, CNN, 20 maja 2024.

10.

10 Stosowanie postanowień Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa w Strefie Gazy (RPA przeciwko Izraelowi), MTS, 26 stycznia 2024.

11.

11 Oświadczenie premiera Benjamina Netanjahu, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, 20 maja 2024.

12.

12 Oświadczenie Karima Khana, MTK, 20 maja 2024.

13.

13 Czesław Miłosz, przedmowa do: Adam Michnik, _Letters from Prison and other Essays_, tłum. Maya Latynski (Berkeley: University of California Press, 1985).

14.

14 Robert H. Jackson, _Opening statement before the International Military Tribunal_, 21 listopada 1945, za: Robert H. Jackson Center.

Rozdział 1. „Jest w tym jakaś skrajna niekonsekwencja”

1.

1 Henry Dunant, _A_ _Memory of Solferino_ (Waszyngton: American National Red Cross, 1959; pierwsze wydanie 1862; wyd. pol.: _Wspomnienie Solferino_, tłum. Robert Bielecki, Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, 1983). Caroline Moorehead, _Dunant’s Dream: War, Switzerland, and the His­tory of the Red Cross_ (New York: Carroll & Graf, 1999). Corinne Chaponniere, _Henry Dunant: The Man of the Red Cross_ (London: Bloomsbury, 2022).

2.

2 Dunant, _Wspomnienie Solferino_.

3.

3 Moynier był – cytując Caroline Moorehead – „nieznośnie zazdrosny” o Dunanta. Po tym jak Dunant zbankrutował i popadł w finansowe tarapaty, Moynier doprowadził do jego usunięcia z Czerwonego Krzyża. Dunant stał się „niczym odrzucony przez watahę wilk, który błąkał się po obrzeżach rosnącego w siłę ruchu Czerwonego Krzyża… Podróżował z jednego końca Europy na drugi, by opowiadać o swojej książce i konwencji genewskiej oraz namawiać rządy do jej podpisania” (Moore­head, _Dunant’s Dream_).

4.

4 O Abu Bakrze, Christine de Pizan, a także Henryku V zob.: David M. Crowe, _War Crimes, Genocide and Justice: A Global History_ (New York: Palgrave Macmillan, 2014). Sherifa D. Zuhur and Youssef H. Aboul-Ehein, _Islamic Rulings on Warfare_ (Carlisle, PA: US Army War College Press, 2004). Immi Talgren (red.), _Portraits of Women in International Law: New Names and Forgotten Faces?_ (Oxford: Oxford University Press, 2023). Anne Curry, _The military ordnances of Henry V: texts and contexts_, Chris Given-Wilson, Ann Kettle and Len Scales (red.), _War, Government and_ _Aristocracy in the British Isles c. 1150–1500: Essays in Honour of Michael Prestwich_ (Woodbridge: Boydell & Brewer, 2008). Esej Lawrence’a Weschlera pt. _Henry V at Srebrenica_ _Vermeer in Bosnia: Selected Writings_ __ (New York: Vintage 2004; pierwotnie w „New Yorkerze” w 1996) zawiera rozmowy z Theodorem Meronem, autorem _Henry’s Wars and Shakespeare’s Law: Perspectives on the Laws of War in the Later Middle Ages_ (Oxford: Clarendon Press, 1993). Meron, później przewodniczący trybunału ds. zbrodni wojennych w Jugosławii (a jeszcze później doradca prokuratora MTK Karima Khana), przypuszcza, że opisując w _Henryku V_ rozkaz wymordowania jeńców, Szekspir mógł nawiązywać do egzekucji setek rozbitków z hiszpańskiej Wielkiej Armady, do których doszło ledwie dekadę przed powstaniem sztuki. Meron powiedział Weschlerowi: „Jego zawoalowaną krytykę postępowania Henryka można odczytywać jako obronę będących już wówczas w zaawansowanym odwrocie norm rycerskich”.

5.

5 Gregory S. Gordon, _The Trial of Peter von Hagenbach: Reconciling History, Historiography and International Criminal Law_, Kevin Heller i Gerry Simpson (red.), _The Hidden Histories of War Crimes Trials_ (Oxford: Oxford University Press, 2013).

6.

6 Hugo Grotius, _Trzy księgi o prawie wojny i pokoju_, tłum. Remigiusz Bierzanek (Warszawa: Państwowe Wydawnictwo Naukowe, 1957).

7.

7 Cyt. za: Moorehead, _Dunant’s Dream_.

8.

8 A. Pearce Higgins (red.), _The Hague Peace Conferences and Other Internatio­nal Conferences concerning the Laws and Usages of War: Texts of Conventions with Commentaries_ (Cambridge: Cambridge University Press, 1909), za: Online Library of Liberty. _Peace Conference at The Hague 1899: Rescript of the Russian Emperor_, 24 sierpnia 1898, za: Avalon Project, Yale Law School Lillian Goldman Law Library.

9.

9 Cytat z: Christopher Keith Hall (Amnesty International), _The first proposal for an international criminal court_, „International Review of the Red Cross” 1998, nr 322 (marzec).

10.

10 Niemiecki naukowiec Fritz Haber, który otrzyma w 1918 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii, opisywał gazy bojowe jako „wyższą formę zabijania”. Twierdził, że „pozwolą one uratować niezliczone istnienia ludzkie, jeśli uda się dzięki nim szybciej zakończyć wojnę”. Brytyjskie gazety skarżyły się na „potworność” Niemców. Jednak mimo wyraźnie sformułowanego w Hadze zakazu również siły brytyjskie i francuskie zaczęły używać gazów trujących. Korespondent gazety „Berliner Tageh­latt” tak opisywał w 1915 roku jeden z ataków: „Wtem zza chmury gazu i dymu wyłonili się Anglicy. Szli zwartą tyralierą i zbitymi kolumnami szturmowymi. Powstali nagle z ziemi z maskami gazowymi na twarzach. Wyglądali nie jak żołnierze, lecz jak diabły”. Sir John French, dowódca Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego, chwalił się „znacznym sukcesem” w użyciu gazu. Padał wówczas w istocie ten sam argument, który do dziś można usłyszeć w kontekście najbardziej krwawych konfliktów: „Druga strona zignorowała zasady jako pierwsza, więc nam też to wolno”. Diana Preston, _A Higher Form of Killing: Six Weeks in the First World War that Forever Changed the Nature of Warfare_ (London: Bloomsbury, 2015).

11.

11 Procesy lipskie: Gary Jonathan Bass, _Stay the Hand of Vengeance: The Politics of War Crimes Tribunals_ (Princeton: Princeton University Press, 2000).

12.

12 O „uprowadzeniu” cesarza i innych faktach: William A. Schabas, _The Trial_ _of the Kaiser_ (Oxford: Oxford University Press, 2018).

13.

13 Geoffrey Robertson, _The Trial of Vladimir Putin_ (London: Biteback, 2024).

14.

14 Samantha Power, _„A_ _Problem from Hell”: America and the Age of Genocide_ (New York: Basic Books, 2002).

15.

15 Tamże.

16.

16 Bass, _Stay the Hand of Vengeance_. Schabas, _The Trial of the Kaiser._

17.

17 Bass, _Stay the Hand of Vengeance._
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij