Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Umysł, który oddycha - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
3 czerwca 2026
4311 pkt
punktów Virtualo

Umysł, który oddycha - ebook

Zwolnij. Wycisz się. Daj swojemu umysłowi odetchnąć – i odkryj, jak bardzo tego potrzebujesz.

Czy masz wrażenie, że w twoim życiu jest za dużo bodźców? Czy przytłacza cię nadmiar obowiązków, oczekiwań, marzeń i planów? Umysł, który oddycha pokaże ci, jak zachować równowagę w całym tym chaosie.

Jodi Wilson zabiera czytelników w fascynującą podróż przez naukę, mądrość minionych pokoleń oraz własne doświadczenia. Wskazuje, że eksperci od zrównoważonego stylu życia są zgodni co do jednego: kluczowym, a niemal zapomnianym zasobem mogącym uratować nas przed wypaleniem, jest… czas wolny. Przestrzeń na odpoczynek, nicnierobienie oraz bycie tu i teraz.

W Umyśle, który oddycha znajdziesz wiele konkretnych wskazówek, jak odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Poznasz proste, praktyczne narzędzia, które można wykorzystać od razu i które pomogą ci lepiej funkcjonować na co dzień.

Bo odpoczynek to nie luksus. To konieczność, o której często zapominamy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68647-75-4
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Mieszkam na wyspie na antypodach i każdego dnia spaceruję po plaży, kieruję twarz ku niebu i wdycham powietrze – słone, zimne i czyste. W Cape Grim, najbardziej wysuniętym na północny zachód punkcie Lutruwity (Tasmanii), południowy wiatr smagający poszarpane wybrzeże przywiewa najczystsze powietrze na świecie. Kiedy wieje w kierunku wschodnim, obejmuje małe nadmorskie miasteczko, które nazywam domem. Jest gwałtowny i surowy, nie blokuje światła zasłoną zanieczyszczeń. Marzę o tym, żeby zamknąć w butelce tę najzwyklejszą i najcenniejszą z rzeczy.

Niemal codziennie piszę przy biurku w kącie salonu. W czasie kiedy dzieci są w szkole, stukam w klawiaturę i czytam przy ogniu płonącym w kominku, z psem, który siedzi u moich stóp. Osiedliłam się w tym miasteczku po ponad dwóch latach podróży kamperem z moim partnerem i z czwórką naszych dzieci. Sprzedaliśmy większość majątku, by móc żyć nieco swobodniej, bez chaosu i zobowiązań. Celowo stworzyliśmy przestrzeń do spędzania czasu z dziećmi, zanim ich dzieciństwo przeminie. Niektórzy mogą to nazwać ucieczką, ale ja postrzegam to raczej jako poważny odskok: zeskoczyliśmy z taśmy produkcyjnej i wytyczyliśmy własną ścieżkę.

Po ośmiu latach tę zmianę stylu życia, najpierw na życie w kamperze, a później na wyspie, nadal uważam za jedną z najlepszych podjętych przez nas decyzji. Funkcjonowanie w małej przestrzeni bez harmonogramu natychmiast zmniejszyło skalę mojej uwagi, a nowo odkryta świadomość chwili uzmysłowiła mi rozproszenie wcześniejszych lat. Najbardziej widziałam to wtedy, gdy znajdowaliśmy się z dala od cywilizacji, dni płynęły nam powoli i skupiały się na dawnych zwyczajach – świadomym korzystaniu z wody i pożywienia (nic się nie marnowało), gotowaniu na ogniu, odkrywaniu nowych krajobrazów, drzemkach pod drzewami, obserwowaniu gwiazd. Stłoczeni w ciasnym, ale przytulnym domu na kółkach mieliśmy do dyspozycji jedynie to, co niezbędne, i przekonaliśmy się, że nie trzeba wiele, by dobrze żyć. Zastanawialiśmy się: co jest rzeczywiście potrzebne, żeby dobrze żyć? Ale też: jak pozbyć się tego, co zbędne?

Wciąż zadaję sobie te pytania. Każdego dnia zaprzątam sobie głowę błahostkami. Zaczynam się nakręcać, ale uspokajam się, głęboko oddychając. Urzekają mnie zwyczajne rzeczy. Zajmuję się słowami i książkami i żałuję, że godziny płyną tak szybko. Myślę – być może zbyt często – o tym, jak miło będzie położyć się wieczorem do łóżka, najlepiej z herbatą i termoforem. Łatwo rozprasza mnie telefon i czuję się skrępowana tym, że odbieram go bez namysłu i natychmiast zapominam o świecie. Chcę być ciekawa życia. Czytam reportaże i czuję przygnębienie, gdy pomyślę, jak ciężkie życie wiodą miliony ludzi, gdy ja żyję w niemal nieustannej błogości. Każdego dnia celowo szukam chwili wytchnienia, nawet gdy gonią mnie terminy, a w domu panuje chaos. Lubię wyzwania zawodowe i czerpię radość z produktywności, wiem też jednak, że jeśli nie będę uważać, łatwo mogę stać się wyczerpana. Uczę się rozpoznawać spiralę zbyt dużej ilości pracy i zbyt małej przestrzeni. Kiedy gorączkowo szukam rozwiązań i odpuszczam wszystko inne, wiem, że muszę przystopować.

Większość dni rozpoczyna się podobnie: spaceruję lub piszę przez godzinę, a później wyciągam dzieci z łóżek. Smażę jajka, parzę kawę i pakuję drugie śniadanie. Pies wciska się między blat kuchenny a moją nogę w nadziei, że złapie kawałek szynki. To chaotyczna, hałaśliwa godzina ubierania się, jedzenia i szukania zagubionych rzeczy (skarpetki, buta, książki), aż w końcu dzieci wychodzą na chłód, zamykają za sobą drzwi, a ja zostaję w ciszy. Pod koniec dnia dom również tętni życiem, jest pełen rozmów, a później kładę się do łóżka i wsłuchuję w kojące odgłosy: skrzypienie łóżka, przewracanie stron, wyłączanie światła. Poranek i wieczór, wzruszające swoją zwyczajnością. Sukces jest kojarzony z poczuciem spełnienia, normalność uchodzi za nijaką. A jednak, jeśli przeżywa się ją świadomie, staje się źródłem zadowolenia. Szczęście istnieje obok nas, jeśli tylko zwolnimy na tyle, by je dostrzec.

Kiedy ludzie dowiadują się, że jakiś czas spędziłam w podróży, najczęściej pytają: jak zdołałaś wdrożyć w życie zdobyte doświadczenia? Tak naprawdę pytają: w jaki sposób zapobiegłaś ponownemu zagraceniu swojego życia?

Przez pewien czas życie faktycznie wydawało mi się nie do zniesienia, więc rok 2024 rozpoczęłam z zamiarem zmniejszenia obciążenia – przedmiotami, presją, obowiązkami – i stworzenia przestrzeni. Nie wydawało mi się to wtedy wielkim wyzwaniem, ale zaprowadziło mnie na ścieżkę naukową, która pomogła mi lepiej zrozumieć własny mózg i to, czego potrzebuje, bym mogła być kreatywna i produktywna. Wkrótce zdałam sobie sprawę z tego, co teraz wydaje mi się rzeczą zupełnie oczywistą: w sztucznym, hiperwygodnym świecie nieustannie szukamy kolejnego szybkiego rozwiązania. Jednak długotrwałe zmiany, których pragniemy, sprowadzają się do prostych nawyków praktykowanych przez naszych przodków na co dzień.

W ramach prowadzonych przez siebie badań zyskałam możliwość zapisania się na turnus medytacyjny vipassana, tak naprawdę chciałam się jednak dowiedzieć, jak znaleźć miejsce na sprawy, które są dla mnie ważne w zwyczajnym, codziennym życiu. Chciałam zobaczyć, jak można stworzyć tę przestrzeń samodzielnie, bez konieczności rezygnacji z tego, co normalne i niezbędne. Myślę, że w ten sposób możemy sprawić, że nie będzie ona luksusem – „odskocznią” – lecz czymś praktycznym, możliwym do zrealizowania i dostępnym. Niepewne czasy zawsze przywracają nam świadomość tego, co naprawdę ważne. Czasami skłaniają do zmiany sposobu myślenia, dzięki czemu zyskuje się poczucie nadziei mimo wszystko.

Wiedziałam, że chcę przeżywać każdy dzień, czując się mniej ograniczona. Nawet w okresach wytężonej pracy i intensywnego życia rodzinnego dbałam o to, by wśród obowiązków znaleźć czas na przerwy. Zapewniałam sobie czas na robienie tego, co intuicyjnie wydawało mi się słuszne w danym momencie, i miałam silną motywację, by to chronić, ponieważ uznawałam, że wiele rzeczy może poczekać. Chciałam się również dowiedzieć, dlaczego tak trudno nam znaleźć przestrzeń na oddech, a jednocześnie jakie korzyści możemy odnieść, gdy w ciągu dnia zapewnimy sobie chwile świadomej przerwy.

Zaczęłam szukać dowodów naukowych, które stanowiłyby przeciwwagę dla zalewu często przesłodzonych porad, jakich pełno w mediach społecznościowych, i znalazłam dość prostą wskazówkę: nie potrzebujemy pomocy, potrzebujemy podstawowej troski o człowieka. I nie jest to nic skomplikowanego. Zamiast rozglądać się za odpowiedziami, powinniśmy przypomnieć sobie odwieczne, podstawowe nawyki – proste praktyki, które spowalniają rytm życia, zachęcają do zaczerpnięcia tchu i pozwalają skupić się na chwili obecnej (najlepiej na trawie oraz ziemi). W świecie skupionym na samodoskonaleniu, w którym nieustannie jesteśmy zachęcani do tego, by „być najlepszą wersją siebie”, ja chciałam po prostu stać się bardziej świadoma, poznać siebie i swoje potrzeby, żeby nadal przychodziły mi do głowy klarowne pomysły, a słowa nie przestawały płynąć.

To, czego się nauczyłam, oczarowało mnie i przyniosło ukojenie. Życie toczy się dalej, ale już nie czuję się tak bardzo poganiana.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij