Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

UPADEK - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 czerwca 2026
30,29
3029 pkt
punktów Virtualo

UPADEK - ebook

Dynastia decyduje, którego sułtana wymazać z księgi. Sierpień 1648. Janczarzy okrążają pałac. Mufti składa pieczęć pod fatwą. W Kafes — tej samej Złotej Klatce, z której wyciągnięto go osiem lat temu, by uczynić go sułtanem — Ibrahim zostaje uduszony jedwabnym sznurem, który tak długo widział w snach. Na tronie zasiada jego sześcioletni syn Mehmed. Kösem zostaje regentką po raz trzeci w życiu.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8455-762-4
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DRUGI — Zgoda Matki

Zapach krystalicznego kadzidła unosił się gęsto w powietrzu, mieszał słodką wonność róż oraz ostrą żywicę z dymem, który wirował ponad marmurowym dziedzińcem. Na podłodze przed wielkimi, intarsjowanymi drzwiami sali tronowej rozrzucone były płatki białych goździków, zwiędłych, choć jeszcze pełnych zapachu. Kösem, stojąc w półcieniu, spoglądała na tę powierzchnię z zimną precyzją. Zdawało się, że czas w Topkapı rozciąga się w tę bezruchu chwilę jak gęsta, ciężka tkanina — jedwab siwiejący na brzegach.

Jedwabny manşet jej rękawa lekko drgnął, gdy podniosła dłoń, odsłaniając palce spięte w subtelny gest spokoju, zadrżały tylko na moment — nikt tego nie zauważył. A przecież ciało pod powlekającym je bogactwem jedwabiu i złotem haftowanego kaftana nosiło ciężar decyzji, której wymiar sięgał dalej niż mury haremu i wieże meczetów Stambułu. Klatka, którą sama zbudowała, miała się zaraz zamknąć.

Przez gorącą, przeszkloną werandę do środka wlało się rozpalone światło popołudniowego słońca, rozlewając po mozaikach na podłodze motywy z lapis lazuli i krwi. To światło zdawało się żerować na cieniu, który rzucała Kösem. Nie unikała go; żadnych ucieczek już nie przewidywała.

Wnętrze sali wypełniało się powoli: eunuchowie o zerkających spod parasoli oczach, kobiety z najbliższego grona regentki, a także straż. Cisza była gęsta, oddychająca napięciem. Kroki sygnalizowały ruch — lekki stukot szpilek po marmurze, który złamał milczenie niczym kolec w pieczęć spokoju.

„Matko,” przemówiła cierpko, gdy na progu pojawiła się Turhan, z cieniem uroczystości i goryczy wymalowanym na wargach. „Przyszłam z prośbą, byś uchyliła drzwi — czas jest nieubłagany, jak wieje wiatr z Bosforu.”

Kösem spojrzała na nią chłodno, a w spojrzeniu było więcej niż słowa mogły przekazać — potęga doświadczenia i znużenie latami intryg. „Drzwi uchylę tylko wtedy, gdy zrozumiesz, co się za nimi rozgrywa,” odpowiedziała. „Czy ty potrafisz znieść tę prawdę, córko?”

Turhan odwróciła wzrok na chwilę, szukając w marmurowych panelach jakiejś ukrytej wskazówki, podczas gdy światło zdawało się oplatać ją w złotą obręcz. „Wiem, matko. Wiem, że nie możemy inaczej. Ibrahim musi upaść, aby Imperium mogło przetrwać.”

Powietrze między nimi stężało — jakby kamienie sali zadrżały w napięciu, niepewne, czy chcą przyjąć tę wyrokową decyzję. Kösem odsunęła się od drzwi, odsłaniając przejście, które prowadziło do niewypowiedzianej przyszłości.

„Zgoda matki” — pomyślała — „jest jak wyrok rzucony w ciemność, gdzie nie ma już powrotu.”

Jej palce machinalnie sięgnęły po różaniec z pereł i onyksu, który spoczywał ułożony obok na aksamitnej poduszce. Każde paciorki miały w sobie ciężar tysiąca lat — modlitwy i krwi. Oddała je w ręce cichego eunucha, który zszył je delikatnie jedwabnym sznurkiem.

„Przeniknij duszę mego syna, ale nie ulituj się nad jego mrokiem,” wyszeptała niemal z zamkniętymi oczami.

Za nią, w głębi haremu, wiatr powiewał na skraju światła i cienia, łamiąc ciszę szelestem liści pomarańczy. Tymczasem stulecia spowijających tajemnic korytarzy Topkapı trwały w niezmiennym rytmie, ledwie słyszalnym z dala od dryfujących na wodzie łodzi i gwaru miasta, które nigdy nie spało.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij