-
nowość
-
promocja
Urwisko za lotem sowy. Wiersze z wielu lat niepublikowane w książkach - ebook
Urwisko za lotem sowy. Wiersze z wielu lat niepublikowane w książkach - ebook
Blisko trzysta wierszy i poematów powstających przez całe życie twórcze Piotra Matywieckiego, dotąd nieobecnych w jego książkach. Pisane w różnych latach teksty wracają do dawnych tematów i obrazów, wzmacniają je, prowadzą interpretacje w nowych kierunkach i odsłaniają nieznane wcześniej strony dorobku poety. Zbiór został skomponowany poza chronologią, według intuicji, skojarzeń i przepływu motywów. Wiersze spotykają się ponad czasem swojego powstania, tworząc nurt, który biegnie równolegle do dotychczasowych publikowanych dzieł autora. Całość można czytać osobno, ale także jako nową drogę prowadzącą przez całą twórczość Piotra Matywieckiego. Unikalny zapis tego, co przez lata pozostawało poza książkami, a jednak od początku było ich częścią.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68759-47-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
znałem suche igliwie zimną morską falę
deszcze kropel i meteorów i dni i lat
znałem co było znałem datę moich narodzin
znałem poziomkę i przebiśnieg i Boga którego nie znałem
abstrakcje punkt linię prostą inne wymiary
wstyd że znam siebie znałem siebie bez wstydu
lustro zaznało mnie moimi oczami
znałem książki i nieczytaną Księgę
znałem słowa o słowach
byłem ogniem który spalił wszystko co wiedział o sobie
znałem swoje sny i zapomnienie o nich
znałem zero bezwzględne
całe miasto znałem lepiej od mojej kamienicy
ktoś mnie poznał poznałem to po nim
znałem widok chmury od strony kosmosu
cokolwiek chciało żebym je znał było mi znane
znałem prawdę i to co mi się wydawało
w Księdze domyśliłem się Adama i jego potomków
chociaż nie znałem się na poznawaniu
niektórych ludzi znałem znali mnie moimi oczami
data wszystkich dat cudzych i moich
urwisko za lotem sowy
.
Podróż (I)
I. Wzrok
Bóg przezroczysty, bo nieistniejący –
tak widział Adam, zanim był stworzony,
zanim istniał i widział.
Dlatego Bóg stworzył Siebie i Adama –
chciał pamięci, żeby mieć czas,
kiedy będzie w wieczności,
i kiedy Go nie będzie po wieczności,
żeby pamiętać swoje znowu nieistniejące
samowidzenie Adamowe.
II. Bez mapy
Wieczny potop nie pozwala
gdziekolwiek mieć ziemię.
Arka dryfuje
w ziemi, na ziemi,
w powietrzu, w niebie,
pod wodą, na wodzie,
pod żaglem ognia w człowieku.
Riste, ajonol, ekrus, okoh
(takie zwierzęta żyły przed potopem,
wymyślam nazwy, bo nie ma nazw) –
w te stworzenia obleka się Arka
i w żywe, jaskiniowe łuczywo,
i w martwą, skalistą mowę Kaina.
Arka zamknięta w nich na zawsze
we mnie żegluje, a nie znam wód.
III. Czas praindoeuropejski
Aisk – błyskawiczny dźwięk.
Oznacza jasność. Błyskawicznie znaczący.
Dłużyły się tysiąclecia, żeby słowo „aisk”
zmieniło się w słowo „iskra”. Wspominam:
kiedy byłem chłopcem magizowałem światło
uwielbianym słowem „iskra”.
Błyskawicznie długie wspomnienie,
dłuższe od prehistorii.
IV. Narrator
Homer myślał dziennik
wersetami _Iliady_ i _Odysei_ –
słowa oprócz własnego znaczenia
służyły mu jako znaki przypomnień,
bez eposów.
Homer w myślach mówi Homera i z niego wywodzi
swoje życie. Wie, co było widziane,
co prześlepione, co się zdarzało, co musiało milczeć.
To jego epos.
V. Nieznany grecki filozof z VI wieku p.n.e.
Zapomniano, jak się nazywał,
co mówił. Zapomniano, że był.
I w tym zapomnieniu – jest.
Anegdota o nim:
Ziemia. Niebo. Zwierzęta. Rośliny.
Czas i miejsce. Ludzkie życie. Myśl.
VI. Duszyczka
Między nami
echo i cień mędrca, którego nie było,
bo nie ma mądrości.
Patrzy echo, mówi cień,
nie słyszymy się, nie widzimy.
VII. Elpenor
_P. Ż._
Wygadany, nieśmiały.
Mówił, żeby nie wiedziano, kto mówi.
Ekscytował się życiem sławnych,
ich słabostkami, śmiesznościami. Opowiadał, opowiadał.
To był żałosny chichot z samego siebie.
Łatwo go się znało, bezosobowo,
może łatwiej niż zwyczajnych i sławnych,
bo nie chciałem wiedzieć, jak cierpiał w życiu
i w konaniu. Zniknął.
VIII. Pewność
Boję się myśleć,
mówić,
pamiętać, zapomnieć.
W lęku odważny –
dlatego jestem.
IX. Znamię Kainowe
Wiatr na czole rozrzutny jak losowe liczby.
Zmarszczka przemyśla się na nic.
Od spojrzenia noworodka do śmierci starca
jaskółka nielotna. Gładkie czoło.
Wzrok głębszy od przestrzeni i płytszy od oczu.
Nie ma znamienia na czole.
Gwiazda przezroczysta w przezroczystym dniu –
chwila na moim czole.
Od dzisiaj jaskółka nie spóźnia się,
bo to właśnie teraz.
Teraz od dzisiaj do dzisiaj kołuje
na czole zawsze.
X. Tło
W pamięci dzieciństwa szare ekrany
pierwszych telewizorów – szara pamięć.
Szarzeją aktorzy moralitetów Brechta –
wtedy je wyświetlano. Szarzeję wpatrzony
bez światła.
XI. Głowa popiołu
Czego popiół dowiaduje się
sprzed ognia?
O czym myślą spopielone myśli?
Co popiół sobie wyobraża?
Popiołowi nie zadaje się pytań.
XII. Światło
Ktoś rzuca cień.
Czy to możliwe, jeżeli jest we własnym cieniu?
A przecież rzuca cień poza siebie –
tak bardzo chce widzieć się
tam, gdzie świeci promień faktu
najciemniejszy w przeszłości.
XIII. 15 II 1978
Przeszklona rotunda banku PKO,
budowana w latach 1960–1966.
Po dwunastu latach w piwnicach wybuchł gaz.
Wiadomość rozniosła jedną chwilę miasta.
Rumowisko przeszukiwano wiele dni.
Zginęło 49 osób.
Po roku rotundę odbudowano,
w elewację wmontowano tablicę pamiątkową
i przyciemnione szkło. Oblepiono reklamami.
XIV. Promień
Wbić światło w żywą przeszłość,
unicestwić zdarzenie.
I dobić czas
między dawnym faktem a mną teraźniejszym.
Ale zdarzenie zawsze zmartwychwstaje.
I mnie przebija.
* * *
Czy jakiś historyk poznał ciszę,
kiedy zdarzenie nic nie mówiło?
XVI. Traktat o niewyobrażalności faktów
_Jedno może być faktem lub nie być,_
_a wszystko inne pozostać takie samo._
Wittgenstein
Zdarzenia nie ma.
Oderwało się od teraźniejszości,
zagłębiło w pamięci.
Kiedy je przywołuję,
zdarza się,
że pamięć je zasłania
i fakt znika.
A wydobyta pamięć
bez faktu
staje się czysto teraźniejsza.
Nieuprzedzona
czeka na nowy fakt,
nie wiedząc,
czy to inny, czy ten sam.
XVII. Prawda
Sprostowanie pisane krzywymi liniami,
bo musi przypodobać się fałszom.
Ale przyjdzie Ten, Który Skreśla,
sprostuje sprostowanie,
wywlecze pismo z tego, co spisane.
Zapomnimy. A zdarzenie przetrwa.
XVIII. Miłośnik rocznic
Oczekiwane, solenne obrzędy długiego czasu
i zdawkowe rytuały, kiedy przychodzi ich chwila.
Kocham rocznice, ale czuję brutalny kontrast:
czas płynął jak przybierająca fala,
a rocznica jak powierzchnia pustej fali –
nie ma pod nią czasu.
Ale kontrast łagodnieje.
Kiedy wzbiera rocznica urodzin, rocznica śmierci nie ma czasu.
Między urodzeniem i śmiercią zdarzenie zdarzeń
wzmaga się i niknie w tej samej rocznicy.
Ja, miłośnik rocznic, zapomniałem,
że są rocznice, które nie szukają dat.
Dziennik nieustanny: Odyseja tego, że jestem.
XIX. Plaża
Ciułane chude dni,
już nawet niegłodne pamięci, słabują.
Kiedy je najostrożniej datuję,
nie mogą się schować, przemoc czasu
je niszczy. Bledną, kruszeją
kamyki wyjęte z morza. Morze jest całe.
XX. Wszędzie
Nigdzie morza, nigdzie okrętu,
żagiel jest wiatrem.
XXI. Przestrzeń
Żmudne podejście błotnistą leśną drogą
na słoneczną równinę owianą wiaterkiem.
Dalej urywa się skarpa.
To pamięć się wspina, wyrównuje, urywa.
Znad skarpy widok skał
i nieba między nimi.
XXII. Przestrzeń ma głos
Mowa czy krzyk?
A może głos nieludzki kamiennej lawiny?
Jaka skała ten głos natychmiast odbija?
Jak długie jest wspomnienie,
w którym rozlega się echo? – Tak długie,
że nie ma głosu.
XXIII. 18 I 1986
Katastrofa promu kosmicznego.
Na ekranach świata
chmura paliwa, metalu, ludzkich szczątków
w pustce. Patrzenie w niebo
od prehistorii do dzisiaj.
XXIV. Tu i teraz
Gdzie jest to, czego nie pamiętam?
Kiedy to jest?
Wokół tego miejsca krążą katastrofy
i każda walczy o własną pustkę.
W tym czasie rodzą się teraźniejszości
i walczą z tym, gdzie się zdarzają,
bo nie chcą zostać w przypomnieniu.
Miejsce i czas istnieją po to,
żebym wiedział: nie istnieją.
XXV. Podróż
Ciało przenosi się z miejsca na miejsce.
Miejsce ciała przenosi się z miejsca do opowieści.
Słowo ciała przenosi się z mojego oddechu
do twojego milczenia. W każdym ciele,
w miejscu, w oddechu
nie wypowiada się niewypowiedziane –
przenosi się nigdzie. I nigdy się nie kończy.
XXVI. Powieść podróżnicza
Zdjęcie w paszporcie egzotyczne, bo to ja.
Sklep egzotyczny, bo kupiłem w nim drogę.
Chleb na drogę egzotyczny, bo smakuje bez ust.
Ten umarły jest egzotyczny, bo byłem żywy.
Buty egzotyczne, bo grób stoi w miejscu.
XXVII. Dusza wpleciona w węzeł życia wiecznego
Prostolinijny czas duszy.
Wieczność to też prosta linia
ale kołuje wokół siebie –
tym węzłem Bóg
zabawia duszę
zanim ją rozwiąże
w Bogu bez czasu i wieczności.
.
Na ślepo
Patrzę na topolę przez szept Wisły,
stuk dzięcioła, szmer mrowiska,
przez piorun.
Na cokolwiek patrzę, przestrzeń jest głosem.
Mówi oczom, że to, co widzą,
daje się zobaczyć tylko w chórze.
Ale dzisiaj, w ogniu lipca,
Usłyszałem, jak samotnie śpiewa
śnieg.
.
Cykl
1
Ziarno ma w sobie gest swojego siewu
i ziemię, z której wzejdzie, ma w sobie przed siewem.
2
Zamykam oczy, już nic.
Z szybkością światła pod powiekami –
nieruchomo.
3
Świetlista wolność światła –
odjęto mu źródła,
kosmiczne i ziemskie, gwiezdne i płomienne.
Już go nie popędzają. Światło bez szybkości,
wszędzie w tej samej chwili
świeci wiecznie.
Widzę się, nie muszę otwierać oczu.
4
Przeżyłem promień, znikąd
przeżył słońce,
wypromieniował świat ze świata.
Żyję, odłóg ciemności, zorza świadectwa.
5
Teologia snu, tego nie-miejsca,
gdzie Bóg walczy z wizją Boga
o swoje miejsce.
6
Oddech bez powietrza, bez oddychającego ciała,
bez czasu.
7
Plama słoneczna w próżni, bez słońca.
Nic jej nie zatrzymuje.
Nie pada na ziemię ani na listek.
Tak świeci przezroczystość,
sama przestrzeń.
8
Ukochane ciało,
ciemna kość obrazu w obrazie człowieka,
dotyk stworzenia z niczego.
9
Nieśmiertelność anioła stróża,
światłowód jego żył i tętnic.
Splątane nici w koszyczku babci – zbawione
wątki jej życia.
10
Chwila przywabia zimno,
zimno wabi burzę,
cyklon, wir,
wciąga rzęsiste nasycenie
w próżnię.
11
Dusza pragnie prawdy o sobie,
wącha swój bezmyślny oddech,
bez składni, biały jak wiersz
bez „jak”, bez porównań.
12
Poetę fotografują wzdychające – och i ach –
obiektywy. Nie na światłoczułym papierze,
ale na czarnonieczułym niebie sławy.
Niepodobny do wszystkiego.
13
Chwilę pomilczeć – to się przedłuży mową chwili.
Do końca życia i bez końca.
14
Słucham ptaków. Ich samogłoski
są spółgłoskami mojej głuchoty.
15
To nie ja żyję, ale ja zmartwychwstaję.
Przeciska się przeze mnie, rytmicznie,
Bóg – ale nie mam Jego serca.
16
Słucham
serca Jezusa przebitego uderzeniem serca Jezusa,
kiedy już jest Bogiem.
Okoliczności, Ewangelie – niepotrzebne.
Głucho i niemo moje serce
naśladuje Jego serce: ale ja
jeszcze mam biografię.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------