Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Uwierz w miłość - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
10 lutego 2026
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Uwierz w miłość - ebook

Będący u kresu życia Aristeidis Kalathes prosi przybraną córkę Elenę, by sprowadziła do Grecji jego syna, Atticusa. Przed laty na skutek rodzinnej tragedii ojciec i syn zerwali kontakt. Elena dociera na karaibską wyspę, gdzie mieszka Atticus. Usiłuje go namówić, by pogodził się z ojcem, lecz Atticus nie zamierza wracać do rodzinnego domu. Nie przekonują go argumenty Eleny, za to ona sama bardzo mu się podoba. Nie wyobraża sobie, by miał się z nią więcej nie spotkać…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-2721-9
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Elena Kalathes z niejakim rozdrażnieniem obserwowała wysepkę pośrodku Morza Karaibskiego. Soczyście zielona dżungla, piaszczyste plaże, woda w kolorze turkusu. Trudno było odmówić jej malowniczości. Idylliczne i niemal nietknięte przez cywilizację miejsce. Tak opowiadali o nim ludzie w Kingston. Raz w miesiącu na wyspę dostarczana była żywność i wszystko, czego potrzeba, by wygodnie żyć. Jedyny jej mieszkaniec sporadycznie pojawiał się w Port Antonio, ale nie były to regularne ani zapowiadane wizyty.

Nikt nawet nie wiedział, gdzie dokładnie mieszka, w każdym razie nikt poza nią i trzema pracownikami firmy Kalathes Shipping, których Elena wcześniej wysłała na Jamajkę, by odnaleźli jej przybranego brata.

Był jej bratem właściwie tylko z nazwy. Nie wychowywali się razem i nie widziała go od czasu, kiedy uratował ją z ruin domu po tragicznym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło mały czarnomorski archipelag szesnaście lat temu. Przywiózł ją wtedy do greckiej posiadłości Kalathesów i tam zostawił. Nie był więc jej rodziną, raczej fantazją czy może mitem, który tkwił gdzieś w najdalszych zakamarkach jej pamięci.

Atticus Kalathes. Prezes Eleos zarządzał swoją fundacją z bezimiennej wysepki, której praktycznie nie opuszczał. A nawet jeśli, nikt dokładnie nie wiedział, kiedy i na jak długo. Jego życie było owiane tajemnicą.

Silnik motorówki, którą wynajęła, by dostać się na wyspę Atticusa, ucichł. Sternik wyskoczył na nieduży pomost. Teraz wyraźniej słyszała nawoływania ptaków i szum fal uderzających o okoliczne skały i piasek.

Elena poczuła strużkę potu spływającą powoli po kręgosłupie. Może powinna wybrać się w tropiki w czymś bardziej na luzie, a nie w ołówkowej spódnicy, jedwabnej bluzce i dopasowanym kolorystycznie żakiecie, ale chciała zaprezentować się profesjonalnie. Jasny kolor żakietu i chłodny jedwab niewiele tu pomagały. Jej strój był ewidentną pomyłką. Podobnie jak pantofle na wysokim obcasie.

Spojrzała na nie i westchnęła. Cóż… lubiła drogie i eleganckie ubrania. Reprezentowała Aristeidisa Kalathesa, który był jej ojczymem, a także właścicielem znanej firmy i choćby z tego powodu jej wygląd miał znaczenie.

Sternik przywiązał łódź i stał teraz przed nią z wyciągniętą ręką. Chwyciła się jej i stanęła na drewnianych deskach. Na lakierowanej skórze pantofli dostrzegła parę kropel wody i skrzywiła się.

– Dziękuję, to nie powinno długo potrwać. Myślę, że najdalej za godzinę będziemy mogli wracać.

Sternik kiwnął głową i zeskoczył z pomostu na pokład. Zanim odwróciła głowę, zdążyła zauważyć, jak wyjmuje z kieszeni paczkę papierosów.

Elena popatrzyła w stronę lśniącej w promieniach słońca plaży i westchnęła. Upał był nie do wytrzymania. Do tego wilgoć, która w kilka sekund przykleiła jej ubranie do ciała, utrudniając każdy ruch.

Miała nadzieję, że godzina jej wystarczy. Jej wysłannicy nie spędzili tu więcej niż dziesięciu minut. Inna sprawa, że żaden z nich nie był uratowaną przez Atticusa dziewczynką, którą przewiózł do Grecji i zostawił w swoim rodzinnym domu. Miała zamiar wykorzystać ten atut, jeśli będzie trzeba. Była skłonna posunąć się nawet do szantażu emocjonalnego, zwłaszcza że chodziło o wypełnienie ostatniej woli jej umierającego ojczyma.

Aristeidis chciał zobaczyć swojego syna przed śmiercią i pojednać się z nim. Elena zrobiłaby wszystko, by mu w tym pomóc. Aristeidis dał jej dom, nazwisko i wychowanie. Była mu za to ogromnie wdzięczna. To dzięki niemu uwolniła się od traumy, jaką było trzęsienie ziemi, w którym zginęła cała jej rodzina.

Przez ostatnie lata, gdy ojczym zaczął niedomagać, z wdzięcznością spłacała ten dług.

Zamierzała sprowadzić Atticusa Kalathesa do Grecji, czy mu się to podobało, czy nie.

Elena schyliła się lekko, by wygładzić spódnicę, poprawiła żakiet i ruszyła pewnym siebie krokiem wzdłuż ścieżki.

Nieopodal plaży, pod strzelistymi palmami stał dom zbudowany z ciemnego drewna. Nowoczesna konstrukcja przypominała porozrzucane pudełka połączone ze sobą korytarzami. Panoramiczne okna wychodziły na plażę i morze. Do domu prowadziła kręta dróżka wysypana tłuczonymi muszlami z dyskretnym oświetleniem po bokach. Elena przeszła nią kilka kroków, by po chwili przystanąć i odwrócić głowę, gdy kątem oka dostrzegła jakiś ruch.

W jej stronę zmierzał wysoki mężczyzna. Musiał wyjść spomiędzy skał, które widziała wcześniej. Przez ramię miał przewieszony jakiś pakunek, który przytrzymywał ramieniem. Opalonym nagim ramieniem, uświadomiła sobie, wlepiając spojrzenie w muskularny fragment ciała. Zresztą nie tylko jego ramię było nagie, stwierdziła po chwili. Mężczyzna nie miał na sobie spodni ani nawet szortów. Był kompletnie nagi i najwyraźniej nieświadomy tego, że ktoś na niego patrzy.

Elena zaczerwieniła się i odwróciła głowę. Oczywiście, że był nagi. Był przecież u siebie. To ona była tu intruzem, który w dodatku pojawił się bez zapowiedzi. No, prawie bez. Wysłała mu mnóstwo mejli i nagrała się na poczcie głosowej, informując o przyjeździe. Jednak on nie raczył na żadną z pozostawionych wiadomości odpowiedzieć. Albo rzeczywiście ich nie odebrał, albo może odebrał, ale nie chciał udzielić odpowiedzi. Ludzie z Kalathes skarżyli się, że był gburem, z kolei ci w Kingston wypowiadali się o nim w samych superlatywach.

Elena nie była pewna, którą z wersji za chwilę pozna, podejrzewała, że tą pierwszą. Może jednak powinna wrócić do łodzi i tam zaczekać, aż mężczyzna pójdzie do domu i się ubierze.

Zawróciła i zrobiła krok do przodu.

– Stój! – rozkazał męski głos.

Elena uważała siebie za nowoczesną kobietę i zdecydowanie nie lubiła, gdy ktoś jej mówił, co ma robić, chyba że był to Aristeidis. Mimo to przystanęła i dopiero po chwili odzyskała rezon. Już miała powiedzieć, że nie jest psem, aby słuchać komend, ale głos uwiązł jej w gardle.

Atticus Kalathes stał całkiem blisko, jego sylwetka skąpana w karaibskim słońcu przypominała męską wersję Wenus Boticellego. Brakowało tylko długich blond włosów i muszli pod stopami.

Był bardzo wysoki, barczysty, a jego opalona skóra lśniła od kropli wody. Muskularne ciało wyglądało niczym wyrzeźbione w bursztynie. Miał wąskie biodra, umięśnione uda, a pomiędzy nimi…

Elena poczuła, jak jej twarz ginie pod silnym rumieńcem. Przeniosła spojrzenie wyżej, na jego twarz, ale to też nie był dobry wybór. Wiedziała, oczywiście, jak Atticus wyglądał. Aristeidis miał albumy pełne zdjęć roześmianego chłopaka o kruczoczarnych włosach i jeszcze ciemniejszych oczach. Także nastolatka, po którym już było widać męską urodę. Miała także własne wspomnienia z tamtego dnia dawno, dawno temu, gdy Atticus ją uratował z ruin, gdzie niechybnie zginęłaby z głodu. Zapamiętała jego regularne rysy i pełne współczucia spojrzenie, którym ją obdarzył.

Pomyślała wtedy, że mógłby być jakimś księciem. Instynktownie wiedziała, że może mu zaufać. W nadziei, że ją uratuje, wyciągnęła ku niemu ramiona…

Oczy, które teraz na nią patrzyły, nadal były czarne jak najciemniejsza noc. Rysy twarzy nadal świadczyły o bezkompromisowości. Ale dziś patrzyła na niego oczami dorosłej kobiety, nie dziecka. Widziała i czuła, jak seksownym stał się mężczyzną. Po prostu Apollo, który zstąpił na ziemię, by uwodzić kobiety.

O tym też wiedziała. Oglądała zdjęcia, gdy jeszcze prowadził zwykłe życie, czytała każdy z nim wywiad. Obudzona w środku nocy mogłaby nawet wyrecytować ich fragmenty. Ostatniego wywiadu udzielił dwa lata temu, od tamtej pory nie pojawiał się publicznie.

Elena poczuła, jak mocno bije jej serce. Słońce opromieniło wilgotne pasma jego włosów. Drobne kropelki wody widoczne były nawet na czarnych jak sadza rzęsach.

Widziała wcześniej nagich mężczyzn na zdjęciach. Oglądała rzeźby, ale, prawdę mówiąc, zawsze zastanawiała się, co w tym pięknego. Teraz już wiedziała. Teraz rozumiała i nie mogła oderwać oczu od kuszącej jak zakazany owoc sylwetki.

On natomiast nie wydawał się ani trochę zażenowany tą niecodzienną sytuacją. Nie przeszkadzało mu, że jest nagi i przez ramię ma przewieszone świeżo złowione ryby. Tak samo prezentowałby się, mając na sobie trzyczęściowy garnitur czy długą szatę i koronę. W każdej wersji ubioru przyciągał spojrzenia niczym władca siedzący na tronie.

Cóż, powinna chyba coś powiedzieć, może o tym, że ojciec jest umierający i pora, by wrócił do domu, ale tak jak przed paroma chwilami, słowa nie chciały przejść jej przez gardło.

– Ja… tylko…

– Jesteś tutaj nielegalnie – rzucił złowieszczo.

Elena poczuła, że jest jej strasznie gorąco, ale nie od upału ani wilgoci.

– Chyba mnie nie poznajesz. Jestem…

– Wiem, kim jesteś, Eleno, ale to niczego nie zmienia. Nie masz prawa przebywać na wyspie bez mojego pozwolenia.

A więc rozpoznał ją, czego tak naprawdę się nie spodziewała. Minęło szesnaście lat, odkąd widzieli się po raz ostatni.

– Wysłałam ci kilka wiadomości, nawet dzwoniłam…

– Rzeczywiście, ale czy choć raz otrzymałaś odpowiedź, że chętnie się z tobą zobaczę?

Elenę zirytował ton tej rozmowy.

– Nie, ale pomyślałam, że moje mejle nie dotarły.

– Dotarły.

– Ale…

– Moje milczenie powinno być wystarczającą odpowiedzią, że nie życzę sobie żadnych wizyt.

Wyglądało na to, że Atticus Kalathes postanowił pokazać się jej od najmniej przyjemnej strony, ale czy powinna się tym przejmować? Miała do wykonania zadanie i nic, nawet nagi mężczyzna, piękny jak grecki bóg, nie był w stanie jej powstrzymać.

– Obawiam się, że nie mogę tego zrobić – stwierdziła, odzyskawszy rezon. – On umiera, Atticusie, i chce, żebyś wrócił do domu.

Atticus wiedział, kto znajduje się w motorówce, gdy wypatrzył ją z brzegu jakieś pół godziny wcześniej. Akurat łowił ryby na kolację, a warkot silnika w oddali zwrócił jego uwagę, co więcej zepsuł mu humor.

Celowo nie odpowiadał na wcześniejsze mejle Eleny oraz ignorował jej telefony, ponieważ ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę, było zajmowanie się czymkolwiek, co mogło mieć związek z ojcem. Myślał, że jego milczenie będzie dość wymownym sygnałem, który ją odstraszy, ale najwyraźniej się pomylił.

Jaki zresztą sens miało zaszycie się na odległej wyspie, którą ciężko byłoby znaleźć na mapie, jeśli można go tu było tak łatwo znaleźć?

Nie zamierzał też bawić się w uprzejmości. Jeśli Elena była tak zdeterminowana, żeby pojawić się na wyspie wbrew jego woli, powinna zmierzyć się z tym, jak tutaj funkcjonował na co dzień. Nagość była jego ulubionym strojem i tak też postanowił ją przywitać. To ona naruszyła jego spokój. Nie zamierzał zmieniać swoich przyzwyczajeń ani planu dnia z jej powodu. Tak w każdym razie myślał, obserwując motorówkę, która przybiła do brzegu, a potem drobną figurę odzianą w formalny i zupełnie niepasujący do okoliczności strój.

Dopiero gdy postanowił podejść bliżej i przyjrzał się Elenie uważniej, zaniemówił, wracając myślami do przeszłości. Szesnaście lat temu Elena była ośmioletnią dziewczynką w podartych ubraniach, miała podrapane do krwi kolana i ręce. Gdy pierwszy raz ją zobaczył, ściskała w piąstce scyzoryk, gotowa bronić się do upadłego. Oczy pełne złości i żalu patrzyły na niego podejrzliwie. Grube blond warkocze lekko drżały, sygnalizując gotowość do ucieczki w każdej chwili.

Atticus stał na czele małego oddziału skierowanego do pomocy ocalałym z trzęsienia ziemi. Od razu wyczuł, że Elena jest przerażona i wyczerpana. Od razu też wyobraził sobie, co mogłoby się stać, gdyby jej nie wypatrzył. Wszędzie grasowały bandy usiłujące wzbogacić się na czyjejś krzywdzie. Pamiętał, że oddał kilka strzałów w powietrze, żeby odstraszyć potencjalnych rabusiów. Myślał nawet, że i Elena ucieknie, ale ona stała wpatrzona w jego twarz, jakby badając, czy może mu zaufać. Potem upuściła nóż, a on wziął ją na ręce i zabrał ze świata, który przestał dla niej istnieć.

Nigdy nie zapomniał tamtej chwili, być może dlatego, że na widok skrzywdzonego przez los dziecka poczuł drgnienie serca. Wzruszenie, jakiego dawno nie czuł.

Przypomniał sobie o tym teraz, kiedy patrzył na zaróżowioną od upału twarz Eleny i jej kostium, pasujący raczej do sali konferencyjnej, a nie tropikalnej wyspy.

Zmieniła się. Zamiast warkoczy nosiła nisko upięty kok. Jej twarz straciła dziecięcą krągłość, ale w spojrzeniu pozostała dawna zadziorność i duma. Wyrosła na piękną kobietę o kształtnych ustach i brązowych oczach, w których można się było zatracić.

Nie uszło jego uwadze, że usilnie starała się nie zwracać uwagi na jego nagość. I może sprawiłoby mu to przyjemność, gdyby była dla niego kimś zupełnie obcym i gdyby nie upłynęło tyle czasu, odkąd ostatni raz miał kochankę. Jego libido było równie martwe jak serce. Atticus nie czuł potrzeby, by je w sobie wskrzesić.

Poza tym nie była przypadkową kobietą. Uratował ją, gdy była dzieckiem, a potem pozostawił ze swoim ojcem. Ojcem, który, jeśli wierzyć Elenie, zbliżał się do kresu swojego życia.

Widział wiadomości od niej w skrzynce mejlowej, ale nie zadał sobie trudu, by na nie odpowiedzieć. Czuł jednak, że jeśli Elena zdobyła się na tak daleką podróż, musiała mieć ważne powody.

Sam nie rozmawiał z ojcem od szesnastu lat i nie planował się z nim spotykać, ale gdy powiedziała, że ojciec umiera, jakieś mgliste wspomnienie zadrżało w jego pamięci. Stłumił je w sobie, zanim zdążyło przerodzić się w głębszą emocję.

– I co z tego? – spytał obojętnym tonem.

Elena przymrużyła lekko oczy, dając do zrozumienia, że nie podoba jej się takie nastawienie.

– Co z tego? – powtórzyła. – Słyszałeś chyba, co powiedziałam.

– Że ojciec umiera i mam wrócić do domu. Tak, słyszałem. Po pierwsze, nic mnie to nie obchodzi, po drugie, nigdzie się stąd nie ruszę, więc możesz wracać do domu.

Elena obrzuciła go zszokowanym spojrzeniem i przez chwilę myślał, że faktycznie zastosuje się do jego polecenia, odwróci na pięcie i pójdzie w stronę łodzi. Tak się jednak nie stało. Jej twarz szybko zmieniła wyraz i teraz jako żywo przypominała tamtą zranioną i zdeterminowaną ośmiolatkę, która nie zamierzała się poddać.

– Nie ma mowy! – Jej podniesiony głos zabrzmiał jak cięcie skalpelem. – Po pierwsze, obiecałam ojcu, że sprowadzę cię do domu, po drugie, nigdzie nie wracam.

Atticus wyprostował się, czując nieprzyjemny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Ludzie nigdy nie zwracali się do niego w podobny sposób. To on wydawał rozkazy, a reszta była od ich spełniania. Nie był przyzwyczajony do tego rodzaju krnąbrności, jaki prezentowała w tej chwili Elena. Przeszkadzało mu jej spojrzenie, którym próbowała w nim wywołać poczucie winy.

– To nie była prośba – stwierdził.

Wyprostowała się dumnie.

– Nie jestem jednym z twoich pracowników, żebyś mi wydawał polecenia.

– Ale jesteś na mojej wyspie i jeśli sama się stąd nie wyniesiesz, każę cię stąd wywieźć.

Elena rozejrzała się wokół z lekko kpiącą miną.

– A kto niby miałby mnie wywieźć? Nie widzę tu nikogo, prócz ciebie.

Dobrze myślała. Atticus mieszkał na wyspie zupełnie sam.

– Ja to zrobię – odparł, po czym przechylił bark w dół, zabierając się do odłożenia złowionych ryb na bok.

Nie do końca był to blef. Gdyby go zmusiła, zaniósłby ją do motorówki i kazał sternikowi zabrać ją na ląd. Pojawiła się tu nieproszona, więc powinna liczyć się z konsekwencjami. Chyba nawet uwierzyła w groźbę, bo uniosła ręce do góry w obronnym geście.

– Zaczekaj! – wyjąkała, już mniej pewna siebie. Kropelki potu u nasady jej szyi ściekły wąską strużką w dół po krągłej wypukłości piersi. – Nie przyjechałam tu, żeby się z tobą kłócić.

Nie usłyszał jej, zdekoncentrowany obserwacją, która w całości go pochłonęła.

– Więc co jeszcze tutaj robisz? – spytał rozdrażniony. Nie chciał jej na wyspie i na pewno nie chciał, by jej obecność wywoływała w nim niepokój, wręcz rozedrganie, z którym walczył. Nagle przypomniał sobie, czym jest pożądanie. A przecież on nie ulegał tak prostackim pokusom. Nie powinien tak na nią zareagować, a jednak…

– Obiecałam mu, Atticusie, zrozum to. Powiedziałam, że jeśli wrócę, to tylko z tobą.

Ojciec. Aristeidis Kalathes. Głowa rodu. Właściciel wielkiej firmy spedycyjnej. Były wojskowy. Dumny, arogancki i nieugięty jak stal.

Po śmierci matki, która odeszła zbyt młodo, został z dwójką dzieci na wychowaniu, ale ojcem był tylko dla Doriana, starszego brata Atticusa. Kiedy zmarł także Dorian, Atticus miał szesnaście lat. Ojciec nigdy nie przebolał tej straty, co więcej nie wybaczył Atticusowi, że ten przyczynił się do jego śmierci. Karał go za to przez resztę życia.

Dlatego Atticus opuścił rodzinną wyspę. Za to też ojciec go nienawidził. I jeśli teraz chciał jego powrotu, to na pewno nie dlatego, żeby się pogodzić. Bez względu na to, co powiedział Elenie, i bez względu na to, co ona sama o tym myślała. Atticus był przekonany, że pomysł powrotu będzie kolejną okazją do upokorzenia go. Atticus odpokutował śmierć brata i swoją w niej rolę. Nie zamierzał wracać do domu.

– W takim razie przygotuj się na długie wakacje. Zostaniesz tu ze mną.

Potem wyminął Elenę i nie obejrzawszy się więcej, poszedł w stronę domu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij