Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Uwieść lorda - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
28 kwietnia 2026
1599 pkt
punktów Virtualo

Uwieść lorda - ebook

Kiedy lord Jeffrey Merryton odziedziczył tytuł, stanął na straży przyzwoitości całej rodziny Merrytonów. Najczęściej oznacza to dyscyplinowanie młodszego brata, który wywołuje plotki licznymi romansami i rosnącymi karcianymi długami. Pewnej nocy w Bath sir Jeffrey postanawia śledzić brata, aby przeszkodzić mu w kolejnej schadzce. Gdy wchodzi do ciemnego pokoju gospody, w jego ramiona pada Grace Cabot, córka hrabiego Beckington. Sir Jeffrey staje przed bardzo trudnym wyborem. Albo poślubi pannę Cabot, albo sam wywoła skandal i splami dobre imię rodziny…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-2728-8
Rozmiar pliku: 1,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

_Jesień 1810 roku_

Późną jesienią, tuż przed zakończeniem sezonu łowieckiego, hrabia Clarendon zgodnie ze swoim zwyczajem wydał wieczorek towarzyski dla najznakomitszych członków londyńskiej socjety.

Z niecierpliwością wypatrywane zaproszenia rozesłał wyłącznie do grona starannie wyselekcjonowanych znajomych – czyli do niewielkiej grupki arystokratów, która mogła się poszczycić nieskazitelnym pochodzeniem, tytułami oraz rozległymi koneksjami.

Tym sposobem wśród uczestników rautu znalazł się hrabia Beckington wraz z małżonką, syn hrabiego z pierwszego małżeństwa Augustine Devereaux, dziedzic Sommerfield, oraz dwie najstarsze z czwórki pasierbic, panny Honor i Grace Cabot.

Pozostałe Prudence i Mercy nie zostały zaproszone, co naturalnie nie przeszło bez echa. W związku z owym „karygodnym przeoczeniem” w miejskiej rezydencji hrabiostwa rozegrała się karczemna awantura. Najmłodsza z sióstr, trzynastoletnia Mercy, zarzekała się, że przy najbliższej sposobności pobiegnie do doków, wkradnie się na jakiś statek i odpłynie na zawsze w siną dal. Starsza i „mądrzejsza” od niej o całe trzy lata Prudence oznajmiła z wyższością, że skoro Clarendonowie uważają ją za nic niewartą, uda się bez eskorty do Covent Garden, aby zaprzedać ciało i duszę pierwszemu napotkanemu mężczyźnie, który zaproponuje jej w zamian gwineę.

– Też wymyśliłaś – prychnęła z politowaniem Grace, stateczna panna lat dwudziestu. – Kto przy zdrowych zmysłach sprzedałby się byle komu za marną gwineę?

Pru zadarła buńczucznie podbródek.

– Cóż… jestem gotowa poświęcić się w imię… zasad.

– Moim zdaniem powinnaś zażądać co najmniej korony. Gwinea to stanowczo za mało. Nie wypada tak nisko się cenić. Pomyśl, jak by to świadczyło o naszej rodzinie…

– Mamo! Powiedz jej coś! Ciągle mi dokucza, a ciebie to w ogóle nie obchodzi!

– Przesada, moja droga, gruba przesada – lady Beckington zbyła córkę machnięciem ręki.

Prudence nie posiadała się z oburzenia. Urażona obojętnością rodzicielki pobiegła do swego pokoju, trzaskając po drodze wszystkimi drzwiami, które mijała. Cabotówny były ze sobą jednak bardzo zżyte i jej gniew nie trwał długo. Wyparował w chwili, gdy starsze siostry zaczęły szykować się wieczorem do wyjścia.

Honor i Grace słynęły z wysmakowanej elegancji. Świat mody nie miał przed nimi tajemnic, a szczodry ojczym nie szczędził funduszy, aby spełniać ich wyrafinowane zachcianki. Dziewczęta kupowały więc do woli najlepszej jakości tkaniny, zamawiały suknie i kapelusze u najbardziej cenionych szwaczek i modystek.

Przygotowania do wyjścia miały jak zwykle dość burzliwy przebieg. Obie panny mierzyły kolejne suknie przez z górą trzy kwadranse. Żadna nie spełniała ich oczekiwań. Jedne były za stare, inne zbyt pospolite, jeszcze inne nazbyt skromne.

Koniec końców, najstarsza z sióstr, dwudziestojednoletnia Honor, wybrała wykwintną bladoniebieską toaletę, która podkreślała czerń jej włosów oraz błękit oczu. Tymczasem Grace zdecydowała się na szykowną ciemnozłotą kreację z wstawkami w kolorze srebra – strój wprost idealny dla osoby o złotych włosach i orzechowych oczach.

Jako że hrabia Beckington od jakiegoś czasu mocno niedomagał, bowiem cierpiał na suchoty, tego wieczora zamiast rodziców Cabotównom miał towarzyszyć ich przybrany brat. Kiedy siostry zeszły do foyer, Augustine obrzucił je krytycznym spojrzeniem i zmarszczył brwi.

– Chyba nie zamierzacie tak… pokazać się w towarzystwie? – zapytał, dramatycznie zwieszając głos.

– Tak? – powtórzyła z miną niewiniątka Honor. – To znaczy jak?

Devereaux wydął policzki jak zwykle, kiedy był podenerwowany.

– Dobrze wiesz, o co mi chodzi – odparł, odwracając wzrok od jej dekoltu.

– Czyżby nie podobały ci się nasze fryzury? – drążyła starsza Cabotówna. – Zapewniam cię, że…

– Nie, nie chodzi o wasze fryzury.

– A może przedobrzyłyśmy z różem do policzków?

– Z różem? Nie, jest w sam raz.

– Pewno nie przypadły mu do gustu twoje perły – wtrąciła Grace, mrugając okiem do siostry.

Augustine poczerwieniał jak wiśnia.

– Nie, do licha, nie dbam o perły czy inne błyskotki, którymi się obwieszacie! – oznajmił poirytowany. – Chyba nietrudno się domyślić, że mam na myśli wasze stroje. Są stanowczo zbyt odważne, rzekłbym nawet, że urągają przyzwoitości. Proszę bardzo, powiedziałem to na głos. Zadowolone? Zdaje się, że właśnie o to wam chodziło.

Grace posłała mu serdeczny uśmiech.

– Ależ, mój drogi, zapewniam cię, że nikt nie poczuje się zgorszony. To najnowsze kroje. Prosto z Paryża.

– Dalibóg, nie zaszkodziłoby, gdybyście zostawiły niektóre z owych najnowszych fasonów dla paryżanek. Nie pojmuję, jak się o nich dowiadujecie. W końcu Anglia i Francja są od jakiegoś czasu w stanie wojny.

– Na wojnie walczą mężczyźni, drogi braciszku. – Grace cmoknęła go czule w policzek. – Kobiety nie mają z tym nic wspólnego. Czyżbyś nie chciał, żeby twoje siostry wyglądały szykownie?

– Ależ, naturalnie, że chcę, nie w tym rzecz…

– W takim razie nie ma nad czym deliberować – zaatakowała z drugiej flanki Honor. Uśmiechnęła się i ujęła brata pod ramię. – Idziemy?

Devereaux westchnął i mruknąwszy coś pod nosem, pozwolił poprowadzić się do wyjścia. Nie pierwszy raz dał się przekabacić siostrom.

Sala balowa w rezydencji Clarendonów pękała w szwach. Choć było tłoczno i gwarno jak w ulu, w chwili gdy Cabotówny przestąpiły próg, wszystkie oczy zwróciły się ku nim.

– Znów to samo – skwitowała Tamryn Collins, przyjaciółka Grace. – Któż oprze się urokowi sióstr Cabot? Uczyniłyście z mężczyzn swoich niewolników.

– Nonsens. Idę o zakład, że interesują się nami wyłącznie ci, których rodzina nakłania do ożenku. Nieszczęśnicy zapewne zjawili się tu wyłącznie po to, żeby upolować pannę z godziwym posagiem.

– Głęboki dekolt to równie łakomy kąsek jak posag, przynajmniej dla niektórych, jak sądzę.

Cabotówna zaśmiała się z żartu znajomej, lecz w duchu musiała przyznać jej rację. Grace i Honor nie były nieopierzonymi debiutantkami. Brylowały na salonach od ponad roku. Obie cieszyły się ogromnym powodzeniem i miały licznych wielbicieli. Gdyby tylko chciały, od kilku miesięcy mogłyby wieść żywot statecznych mężatek. Szkopuł w tym, że uwielbiały być adorowane i niełatwo im było z tego zrezygnować. A trzeba dodać, że kawalerowie uganiali się za nimi niczym ogary za zwierzyną. Obie uchodziły za idealną partię. Były nie tylko urodziwe, lecz dzięki hojności ojczyma także dobrze uposażone.

– Och, nie! Tylko nie to! – Honor chwyciła siostrę za ramię. – Prędko, musisz go powstrzymać, Grace, błagam…

– Kogo? – zainteresowała się Tamryn, spoglądając w tłum.

– Pana Jetta, rzecz jasna. Spójrz, zmierza w naszą stronę.

– Chciałaś powiedzieć, w twoją stronę – sprostowała młodsza panna Cabot, ująwszy pod ramię Collinsównę. – Chodź, Tamryn, zmykajmy, póki mamy czas. Jeśli ów męczydusza nas dopadnie, zanudzimy się na śmierć. Miłego wieczoru, Honor. Baw się dobrze.

– Grace! – zawołała za nimi Honor, lecz na próżno. Została sama i musiała stawić czoło atencjom pan Jetta w pojedynkę.

Jakiś czas później Grace i Tamryn rozdzieliły się, żeby pogawędzić z innymi znajomymi. Cabotówna przechadzała się po parkiecie, kiedy nagle ruszył ku niej pan Redmond, odrażający typ, którego szczerze nie cierpiała.

Na szczęście po chwili pojawił się u jej boku lord Amherst.

– Przybywam, aby ratować panią przed Redmondem – rzekł z uśmiechem, wyciągając do niej dłoń.

– Och, jakże jestem panu wdzięczna – odparła, położywszy dłoń na jego ramieniu. – Zasłużył pan na miano bohatera wieczoru.

Podobnie jak wszystkie debiutantki, Grace lubiła Amhersta. Był przystojny, zabawny i skłonny do flirtów. W zasadzie nigdy nie przestawał czarować kobiet, a one nieodmiennie ulegały jego urokowi. Cabotówna nie była wyjątkiem. Lubiła jego poczucie humoru i niedwuznaczne niekiedy aluzje.

Skłonił się przed nią, kiedy przeszli na parkiet i ustawili się do tańca.

– Próbuję do pani dotrzeć, odkąd przyszedłem. Wyznam, że nie było to łatwe zadanie. Już miałem zacząć rozpychać się łokciami.

– A czemuż to, jeśli wolno spytać, tak panu tęskno do mojego towarzystwa? Czyżby nie znalazł pan innych zajmujących partnerek do pląsów?

– Jest pani bezlitosna, panno Cabot. I po cóż się droczyć, skoro doskonale pani wie, że nie znajdę w tej sali damy, która mogłaby się z panią równać?

– Ani jednej? Nie wierzę.

– Ani jednej.

– Jest pan niepoprawnym pochlebcą.

– Cóż, kobiecie tak pięknej i nietuzinkowej jak pani mógłbym prawić komplementy na okrągło. Doprawdy, trudno mi się przed tym powstrzymać. Moje serce od dawna należy do pani.

Zachichotała na widok jego afektowanej miny.

– Idę o zakład, że powiedział pan to już co najmniej połowie obecnych tu panien.

– Nic podobnego. Rozmawiałem wyłącznie z tymi ładnymi, a to z całą pewnością mniej niż połowa.

Tym razem roześmiała się w głos.

Kiedy zmienili w tańcu kierunek i przesunęli się w prawo, Amherst popatrzył na coś ponad ramieniem Grace.

– A niech mnie… – wymamrotał pod nosem.

Cabotówna podążyła za jego wzrokiem i spostrzegła lorda Merryton, który tkwił pod ścianą z miną niczym chmura gradowa i z rękoma założonymi na plecach. Gdyby nie wiedziała, że panowie są braćmi, nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że tak różni mężczyźni mogą być spokrewnieni. Byli jak ogień i woda. Różnili się nie tylko wyglądem, lecz także, a może przede wszystkim, pod względem temperamentu. Amherst był towarzyski, pogodny i zabawny, Merryton stronił od ludzi, a jeśli już udzielał się towarzysko, pokazywał światu wyłącznie ponure oblicze.

– Zdaje się, że pański brat niezbyt dobrze się bawi – zauważyła Grace, spoglądając w posępną twarz Merrytona.

– Cóż, w istocie nie sprawia wrażenia uszczęśliwionego – przyznał Amherst. – Ale zdziwiłbym się, gdyby tak było. Nigdy nie czuł się dobrze w tłumie. Nie przepada za towarzystwem.

– Nie przepada za towarzystwem? – zaśmiała się z niedowierzaniem. – A cóż można robić w Londynie, jeśli nie bywać? Zwłaszcza gdy bez przerwy pada…

– Tak się składa, że mój brat nie pochwala przyziemnych uciech, w tym również dobrej zabawy. W szczególności zaś nie cierpi przyjęć i balów. Twierdzi, że są kompletnie bezcelowe.

Grace oniemiała ze zdumienia. Nie mieściło jej się w głowie, że można nie lubić balów tudzież bywania na salonach. Nie zdołała się powstrzymać i zerknęła na Merrytona jak na niebezpieczne kuriozum.

– Próżny trud! – roześmiał się jej towarzysz. – Nie zdoła pani wyczytać niczego z jego twarzy. Jeffrey nigdy nie zdradza swoich prawdziwych uczuć. Godność i dobre maniery to dla niego najświętsze świętości. Konwenanse ponad wszystko, pojmuje pani.

– Cóż, pan dla odmiany zupełnie na takowe nie zważa – stwierdziła z uśmiechem.

– Naturalnie, że nie. Konwenanse to nuda. Nie dbam o to, co ludzie o mnie powiedzą. W tej chwili na przykład mam przemożną ochotę obwieścić światu, że straciłem głowę dla najpiękniejszej z sióstr Cabot. Proszę się przygotować… Lada moment z moich ust padnie publiczna deklaracja.

Zaśmiała się i puściła jego czcze pogróżki mimo uszu. Wkrótce zapomniała o Merrytonie i jego ekscentrycznej naturze. Po cóż miałaby zawracać sobie głowę jakimś dziwakiem, skoro dookoła było tylu ciekawych mężczyzn i tak wiele okazji do flirtu?
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij