-
nowość
W co gra Rosja? - ebook
W co gra Rosja? - ebook
Myślisz, że wojna to tylko czołgi i rakiety? Spójrz na swój rachunek za prąd. Przypomnij sobie kłótnię przy rodzinnym stole. Zobacz tłum na granicy. To nie są przypadki – to elementy precyzyjnie zaplanowanej operacji. Marek Wolin w swojej najnowszej książce odsłania kulisy rosyjskiej wojny hybrydowej, której celem jest nie tylko Ukraina, ale także Twój portfel i Twój umysł. To nie jest teoria spiskowa – to instrukcja obsługi rzeczywistości, w której żyjemy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397914926 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Generałowie zawsze przygotowują się na poprzednią wojnę” — stare powiedzenie militarne
Nie jestem rusofobem. Po prostu znam historię.
Ta książka opowiada o największym strategicznym błędzie Zachodu w XXI wieku. Przez dekady przygotowywaliśmy się na wojnę, która nigdy nie nadeszła, podczas gdy prawdziwa wojna już dawno się rozpoczęła – i ją przegrywamy.
Gdy w 2014 roku Rosja zaanektowała Krym, a w 2022 roku najechała na Ukrainę, świat zrozumiał wreszcie, że Putin nie blefuje. NATO wzmocniło wschodnie flanki, zwiększono budżety obronne, przygotowano plany ewakuacji. Zachód mobilizował się przeciwko konwencjonalnemu atakowi ze Wschodu – dokładnie tak, jak robiły to poprzednie pokolenia generałów przed 1939 rokiem.
Ale podczas gdy my szykujemy czołgi i myśliwce na hipotetyczny atak na terytorium NATO, Rosja od lat prowadzi zupełnie inną wojnę. Wojnę, w której nie potrzeba przekraczać granic ani wystrzeliwać pocisków. Wojnę, w której celem nie jest zajęcie terytorium, ale zniszczenie tego, co stanowi siłę Zachodu: zaufania do demokracji, jedności sojuszy, wiary w prawdę.
To wojna hybrydowa – konflikt prowadzony poniżej progu, który uruchamiałby tradycyjną obronę. W tej wojnie wykorzystuje się narzędzia, których nie identyfikuje się jako sposobów prowadzenia konwencjonalnej wojny: korupcję polityczną, szantaż energetyczny, wykorzystywanie uchodźców jako żywej broni oraz kampanie dezinformacyjne na niespotykaną dotąd skalę.
Każde z tych narzędzi ma ten sam cel: rozbić jedność Zachodu i sparaliżować jego zdolność do działania. Szantaż energetyczny zuboża społeczeństwa i sieje strach przed zimnem. Zamiana migrantów w broń tworzy chaos na granicach i napięcia społeczne. Korupcja polityczna podważa zaufanie do demokratycznych instytucji, a dezinformacja osłabia naszą zdolność odróżnienia prawdy od fałszu. Wszystkie razem tworzą toksyczną mieszankę, która ma nas podzielić, osłabić i skłócić.
Celem tych działań jest zniszczenie wspólnej płaszczyzny porozumienia opartej na racjonalnej, obiektywnej debacie publicznej. Ten paraliż decyzyjny – to właśnie cel rosyjskich działań hybrydowych. Bo sparaliżowane społeczeństwo jest społeczeństwem bezbronnym – niezdolnym do skoordynowanej obrony przed realnym zagrożeniem.
Ta książka to nie ostrzeżenie przed tym, co może się wydarzyć. To instrukcja rozpoznawania tego, co już się dzieje. To mapa wojny, która toczy się wokół nas, często niewidzialnie, ale za to niezwykle skutecznie.
To nie jest szaleństwo. To plan.
Przez dwie dekady świadomie ignorowaliśmy kolejne sygnały alarmowe.
Gdy w 2004 roku Rosja próbowała sfałszować wybory prezydenckie na Ukrainie, mówiliśmy o „nieudolności”. Gdy po Pomarańczowej Rewolucji zaczęła cyklicznie zakręcać kurek z gazem w środku zimy, tłumaczyliśmy to „komercyjnymi sporami”. Gdy w 2007 roku przeprowadziła zmasowane cyberataki na Estonię, uznaliśmy to za „przesadną reakcję”. Gdy w 2008 roku najechała zbrojnie na Gruzję, by zniszczyć jej prozachodnie aspiracje, nazwaliśmy to „nieproporcjonalną odpowiedzią”. A gdy w 2014 roku anektowała Krym, wciąż wierzyliśmy, że Putin „improwizuje”.
Każde z tych wydarzeń analizowaliśmy jako oddzielny incydent. Dopiero gdy rosyjskie czołgi wjechały na Ukrainę w 2022 roku, a Kreml odpalił swoją najpotężniejszą broń wymierzoną bezpośrednio w nas, zaczęliśmy łączyć kropki. Bo skutki tego planu odczułeś na własnej skórze.
Gdy otworzyłeś rachunek za gaz i zobaczyłeś kwotę trzykrotnie wyższą niż rok wcześniej, gdy inflacja zaczęła pożerać twoje oszczędności, a ceny w sklepach rosły z tygodnia na tydzień – to nie był „efekt uboczny” odległej wojny. To był precyzyjnie wymierzony cios w twój portfel, zaplanowany na lata przez uzależnienie Europy od rosyjskich surowców.
Gdy w wiadomościach zobaczyłeś tysiące zdesperowanych ludzi koczujących na granicy z Białorusią, a później kolejne łodzie z migrantami napływające do Włoch po tym, jak Rosja zdestabilizowała Afrykę – to nie był niefortunny zbieg okoliczności. To była cyniczna operacja, której celem było wywołanie chaosu społecznego, wzmocnienie skrajnych partii politycznych i obciążenie naszych budżetów miliardami euro wydanymi na pomoc humanitarną i ochronę granic.
Realne zubożenie naszych portfeli i realne niepokoje na naszych ulicach – to są dwa oblicza tej samej, konsekwentnie realizowanej strategii.
A to tylko działania widoczne gołym okiem. Równolegle, w zaciszu gabinetów, Rosja prowadziła drugą, cichą wojnę, korumpując i uwodząc zachodnie elity. Przez lata obserwowaliśmy polityków, którzy stawali się adwokatami rosyjskich interesów, media, które powielały kremlowską propagandę i biznesmenów, dla których pieniądze z Moskwy nie miały zapachu. Dopiero po 24 lutego 2022 roku zaczęliśmy dostrzegać wzór: tam, gdzie pojawiały się antyunijne i antynatowskie narracje, tam wcześniej pojawiały się rosyjskie pieniądze.
Logika upadającego imperium
Aby zrozumieć tę strategię, musimy brutalnie ocenić pozycję Rosji. Jej gospodarka – warta na arenie międzynarodowej mniej więcej tyle co gospodarka Włoch czy Brazylii – opiera się na eksporcie surowców i jest niezdolna do generowania globalnych innowacji. To jest gospodarka stworzona do wydobywania, a nie tworzenia; zdolna do masowej produkcji czołgów i amunicji, ale niezdolna do konkurowania z Zachodem na polu zaawansowanych technologii, kultury czy jakości życia.
Co zatem robi gracz, który wie, że nie jest w stanie budować szybciej i lepiej od swoich rywali? Zamiast wzmacniać siebie, systematycznie osłabia innych. Zamiast budować dobrobyt u siebie, eksportuje chaos za granicę. Celem nie jest to, by Rosja stała się silniejsza w wartościach bezwzględnych. Celem jest to, by Zachód stał się na tyle słabszy, bardziej skłócony i sparaliżowany, by rosyjska pozycja względna uległa poprawie.
To logika upadającego imperium – historia wielokrotnie pokazywała, jak tracące wpływy mocarstwa wybierały destrukcję zamiast transformacji. Rozpad ZSRR w 1991 roku nie był końcem tego procesu, a zaledwie początkiem – utratą zewnętrznych kolonii. Dzisiejsza wojna to desperacka próba zatrzymania kolejnego etapu – rozpadu wewnętrznego i utraty kontroli nad historycznym jądrem imperium.
I tu tkwi pułapka, która powinna nas niepokoić najbardziej: upadające imperia są najbardziej niebezpieczne w swoich ostatnich konwulsjach. Im bardziej Rosja będzie pogrążać się w ekonomicznym i demograficznym kryzysie, tym bardziej histerycznie jej propaganda będzie krzyczeć o zewnętrznym wrogu. Każdy spadek poziomu życia będzie wymagał nowego spektaklu nienawiści, nowej „małej zwycięskiej wojny”, która odwróci uwagę społeczeństwa od pustych lodówek i braku perspektyw.
Równie naiwne jest myślenie, że problem zniknie wraz z Putinem. Putin nie stworzył tej imperialnej logiki – on ją odziedziczył i doprowadził do skrajności. Każdy jego następca, by utrzymać władzę nad rozpadającą się strukturą, stanie przed tym samym wyborem: bolesna transformacja w normalne państwo lub kontynuacja imperialnej gry.
Być może czytasz te słowa w momencie, gdy Rosja wydaje się słaba i osaczona. Gospodarka dławiona sankcjami, armia wykrwawiona na froncie, dyplomacja zepchnięta na margines. Łatwo ulec pokusie, by uznać, że problem sam się rozwiązuje.
I właśnie wtedy, gdy na Kremlu pojawi się nowa, uśmiechnięta twarz, a z Moskwy popłyną sygnały o „otwarciu” i „chęci dialogu”, nasza czujność będzie wystawiona na najcięższą próbę. Największym zagrożeniem nie jest Rosja, która warczy, ale Rosja, która na chwilę przestaje, by złapać oddech. Pokój w jej wykonaniu nie jest celem – jest narzędziem. To czas na przegrupowanie sił, wyciągnięcie wniosków z porażek i przygotowanie kolejnego uderzenia.
Jak czytać tę książkę?
Szanowny Czytelniku, wiem, że zależy ci na bezpieczeństwie i suwerenności twojego kraju. I właśnie dlatego powstała ta książka: by cię uzbroić w wiedzę.
Po lekturze przestaniesz patrzeć na Rosję przez pryzmat bieżących nagłówków. Zaczniesz dostrzegać głębokie, historyczne wzorce, które powtarzają się z niemal mechaniczną regularnością. Zrozumiesz, że rosyjskie działania, choć dla nas brutalne i nieludzkie, z perspektywy Kremla są przerażająco logiczne i przewidywalne – nie po to, by je usprawiedliwić, ale by je przewidzieć i skutecznie im się przeciwstawić.
Aby to zrobić, przeprowadzę cię przez logiczną ścieżkę, od fundamentów po praktyczne wnioski. Nasza podróż będzie miała cztery etapy:
Część I: Fundamenty (DLACZEGO?) (rozdziały 1-4) – Odpowiemy na kluczowe pytanie: dlaczego Rosja myśli i działa w tak specyficzny sposób? Sięgniemy do korzeni jej strategii – od niezmiennej geografii, która zrodziła obsesję „strategicznej głębi” po imperialną filozofię Aleksandra Dugina. Omówimy trzy filary rosyjskiej ideologii oraz odpowiemy na pytanie, dlaczego atak na Ukrainę był, z perspektywy Kremla, nieuniknioną koniecznością.
Część II: Praktyka (JAK?) (rozdziały 5-10) – Zobaczymy, jak teoria przekłada się na praktykę. Jak Rosja prowadzi wojnę w naszych głowach przez dezinformację, używa szantażu energetycznego i wspiera skrajności polityczne, by zniszczyć nas od środka.
Część III: Studium przypadku: Polska (rozdziały 11-17) – Przeprowadzimy dogłębną analizę totalnego ataku hybrydowego na Polskę – zrozumienie tego, co dzieje się w Polsce, jest kluczem do zrozumienia przyszłości tej wojny.
Część IV: Narzędzia (CO ROBIĆ?) (rozdziały 18-21) – Przejdziemy od analizy do działania. Ta część jest o tobie. Wyposażę cię w osobisty zestaw do budowania odporności. Zdiagnozujesz swoje słabe punkty, nauczysz się praktycznych technik obrony przed manipulacją i spojrzysz w przyszłość, by zrozumieć, jak przetrwać wojnę informacyjną w erze AI i deepfake’ów. Bo w tej grze twój umysł to główne pole bitwy.
Dodatkowo, na końcu książki, w Aneksie, znajdziesz „Słownik Kremlowskiej Nowomowy”.
Używaj go jako narzędzia referencyjnego do odczytywania bieżących komunikatów płynących z Moskwy. Zobaczysz i zrozumiesz, jak słowa takie jak „pokój”, „gest dobrej woli” czy „denazyfikacja” są używane jako broń psychologiczna.Rozdział 1: Dom bez ścian: klątwa rosyjskiej geografii
Dlaczego Rosja wierzy, że musi atakować, by czuć się bezpiecznie
Wyobraź sobie swój dom. Ma solidne ściany, drzwi z zamkami, może nawet płot i system alarmowy. Czujesz się w nim bezpiecznie, bo fizyczne bariery oddzielają twój prywatny świat od świata zewnętrznego. Ta podstawowa pewność jest fundamentem, o którym rzadko myślimy.
A teraz wyobraź sobie, że twój dom nie ma ścian.
Stoi pośrodku ogromnej, otwartej, płaskiej jak stół przestrzeni. Z każdej strony, po horyzont, rozciąga się równina. Nie ma gór, które mogłyby zatrzymać najeźdźcę. Nie ma mórz, które stanowiłyby naturalną fosę. Każdy powiew wiatru niesie ze sobą poczucie zagrożenia. Każdy obcy na horyzoncie może być zarówno przyjacielem, jak i śmiertelnym wrogiem. Nie masz gdzie się schować. Twoje jedyne poczucie bezpieczeństwa zależy od tego, jak daleko od domu uda ci się utrzymać potencjalne zagrożenie.
Witamy w Rosji. To właśnie ta bezścienna przestrzeń uczyniła z Rosji imperium – bo alternatywą było zniknięcie.
Lekcje z mapy
To uproszczenie jest kluczem do zrozumienia głęboko zakorzenionej, paranoicznej logiki, która od wieków napędza rosyjską politykę. Rosja leży w sercu Wielkiej Niziny Wschodnioeuropejskiej – geograficznej autostrady dla armii, która rozciąga się na blisko 4000 kilometrów od Uralu po Karpaty. Wyobraź sobie, że podróżujesz od Lizbony aż do Uralu i nie napotykasz ani jednej góry.
Żeby zrozumieć skalę tego wyzwania, pomyśl o odległościach. Od Moskwy do granicy z Estonią to około 900 kilometrów. Od rosyjskiej stolicy do granicy z Ukrainą nieco ponad 400 kilometrów. Armia czołgów może pokonać taką trasę w ciągu kilku dni, a rakiety w kilka minut. Nie ma gór, które by ją zatrzymały. Nie ma rzek, które nie dałyby się sforsować, ani pustyń, które wyczerpałyby najeźdźcę.
Porównaj to z geografią innych mocarstw. Wielka Brytania to wyspa – ma Kanał La Manche jako naturalną fosę. Stany Zjednoczone mają dwa oceany i przyjaznych sąsiadów. Chiny chronią Himalaje od południa i pustynie od zachodu. Nawet Niemcy mają Alpy i Ren jako częściowe bariery. Rosja? Rosja ma tylko przestrzeń – ogromną, płaską, bezbronną przestrzeń.
Lekcje z historii
Historia Rosji to niekończący się ciąg brutalnych lekcji na temat tego, co oznacza życie bez naturalnych granic. Każda z wielkich inwazji przebiegała według tego samego, przerażającego scenariusza: wróg pojawiał się na horyzoncie, a potem – z prędkością, która zapierała dech w piersiach – był już pod Moskwą.
1237-1240: Najazd mongolski. Armie Batu-chana przemierzają tysiące kilometrów rosyjskich równin jak nóż masło. Padają Riazań, Moskwa, Kijów. Rozpoczyna się tak zwane „jarzmo tatarsko-mongolskie”, które potrwa do 1480 roku. Dwustu czterdziestu lat podległości mogłoby uniknąć państwo chronione górami lub morzami. Rosja takiej ochrony nie miała.
1605-1612: Po śmierci Iwana Groźnego Rosja pogrąża się w chaosie dynastycznym. Polsko-litewskie wojska wykorzystują wewnętrzne wojny o sukcesję, zajmują Moskwę i przez dwa lata kontrolują rosyjskie centrum władzy. Gdyby Rzeczpospolita nie była osłabiona własnymi konfliktami, historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.
1708-1709: Wojna północna. Karol XII Szwedzki, idąc śladem Polaków, zapuścił się w głąb Rosji tak daleko, że jego klęska pod Połtawą w 1709 roku stała się dla Rosjan mitem założycielskim cudu ocalenia państwa.
1812: Wojna z VI koalicją. Napoleon podczas kampanii rosyjskiej maszeruje przez tę samą otwartą przestrzeń, którą wcześniej przemierzali Mongołowie i wojska Rzeczpospolitej. Moskwa płonie, ale to nie koniec historii – to wzorzec, który będzie się powtarzał.
1941-1942: Operacja Barbarossa. Niemieckie czołgi w ciągu pięciu miesięcy docierają na przedmieścia Moskwy, Leningradu i Stalingradu. Gdyby Hitler nie popełnił strategicznych błędów, a niemiecka logistyka była lepsza, Związek Sowiecki mógł upaść w ciągu roku.
Każda z tych inwazji wbijała się klinem w samo serce państwa, niosąc ze sobą widmo całkowitego unicestwienia. Ta powtarzająca się narodowa trauma, ten strach przed otwartą przestrzenią, zrodził fundamentalny imperatyw, który jest ważniejszy niż jakakolwiek ideologia, czy to carska, komunistyczna czy putinowska. Imperatyw posiadania „strategicznej głębi” – kontrolowania przestrzeni poza własnymi granicami.
Logika stref wpływów: od paktu Ribbentrop-Mołotow do dzisiaj
Co to oznacza w praktyce? Jeśli nie możesz zbudować murów, musisz kontrolować ziemię wokół swojego domu. Musisz stworzyć strefę buforową – pas terytorium, który może formalnie nie należy do ciebie, ale który faktycznie kontrolujesz. Ten bufor ma za zadanie przyjąć na siebie pierwsze, najsilniejsze uderzenie wroga. Ma spowolnić jego marsz, dać ci czas na mobilizację i ostatecznie wykrwawić go, zanim dotrze do twojego progu.
Ta logika to nic innego jak duch paktu Ribbentrop-Mołotow, tyle że ubrany w nowe słowa. Zakłada ona, że wielkie mocarstwa mają prawo dzielić między siebie „przestrzeń życiową”, ignorując wolę mniejszych narodów, które traktowane są nie jak podmioty, ale jak pionki na szachownicy. W sierpniu 1939 roku Hitler i Stalin podzielili między siebie Europę Środkowo-Wschodnią według prostego klucza: kto ma większą armię, ten ma więcej do powiedzenia o losie swoich sąsiadów.
Dla Polski, państw bałtyckich, Finlandii czy Rumunii ten podział oznaczał katastrofę. Ale z perspektywy Moskwy i Berlina był logiczny – każde z mocarstw zabezpieczało swoje „strategiczne potrzeby”. Stalin, tworząc sowiecką strefę wpływów w Europie Wschodniej po 1945 roku, kierował się tą samą logiką. Białoruś, Ukraina, kraje bałtyckie, Polska, Czechosłowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria – wszystkie te narody i państwa były dla Rosji elementami strategicznej głębi. Ich suwerenność była w najlepszym wypadku tolerowana jako fikcja prawna, w najgorszym – po prostu nie istniała.
Kiedy dziś Putin żąda od NATO „gwarancji bezpieczeństwa” i wycofania się sojuszu z krajów przyjętych po 1997 roku, używa dokładnie tej samej logiki. Kiedy rosyjscy dyplomaci mówią o „strefach wpływów” i „prawach do bezpieczeństwa”, powtarzają argumenty z 1939 roku. Wystarczy spojrzeć na oficjalne żądania Rosji z grudnia 2021 roku, w których domagała się od NATO prawnie wiążącej gwarancji, że Sojusz nigdy więcej nie rozszerzy się na Wschód. To nic innego jak próba formalnego odtworzenia strefy buforowej, tym razem za pomocą dyplomatycznego szantażu.
Ukraina jako punkt krytyczny
Teraz spójrzmy na historię ostatnich trzydziestu lat oczami kogoś, kto myśli w ten sposób.
Dla nas, na Zachodzie, rozszerzenie NATO było triumfem wolności. Suwerenne narody, uwolnione spod sowieckiego buta, dobrowolnie wybierały przynależność do sojuszu obronnego, który gwarantował im bezpieczeństwo przed historycznym opresorem.
Dla kogoś na Kremlu, kto patrzy na mapę, widok był zupełnie inny. Widział, jak jego strefa buforowa, budowana przez setki lat kosztem milionów ofiar, kurczy się w zastraszającym tempie. Widział, jak wrogie (w jego mniemaniu) wojska i bazy przesuwają się o setki kilometrów na wschód, coraz bliżej niebronionego serca Rosji. To samo rozszerzenie NATO było dla nas triumfem wolności, dla Kremla – aktem wojny.
W 2008 roku Rosja po raz pierwszy użyła siły, aby zatrzymać ten proces. Wojna z Gruzją była brutalnym komunikatem: „Dotąd i nie dalej”. Ale to była tylko pierwsza próba. Ukraina miała być głównym sprawdzianem.
I w tym kontekście Ukraina stała się punktem zapalnym. To nie jest po prostu kolejny sąsiad. To największy i najważniejszy element dawnej strefy buforowej. To ostatnie przedmurze oddzielające Rosję od wschodniej flanki NATO. Ukraina – o powierzchni 600 tysięcy kilometrów kwadratowych i 44 milionach mieszkańców – to różnica między Rosją, która ma 2000-kilometrowy bufor na zachodzie, a Rosją, która graniczy bezpośrednio z krajami NATO.
Prozachodnia, demokratyczna i – co najgorsze – potencjalnie zintegrowana z Sojuszem Ukraina, jest z tej perspektywy egzystencjalnym koszmarem. To jak pozwolić wrogiej armii rozbić obóz na twoim trawniku, tuż pod oknami salonu. To jak dobrowolnie zrezygnować z ostatniego pasa ochronnego, który dzieli cię od śmiertelnego wroga.