Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

W jego dłoniach - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 czerwca 2026
20,00
2000 pkt
punktów Virtualo

W jego dłoniach - ebook

Lena ucieka przed przeszłością, która odebrała jej poczucie bezpieczeństwa i wiarę w ludzi. Nie spodziewa się, że los postawi na jej drodze Adriana Belova — niebezpiecznego mężczyznę, którego nazwisko budzi strach, a wpływy sięgają daleko poza granice prawa. Adrian samotnie wychowuje kilkuletniego syna, Elio. Choć potrafi bez wahania rozprawić się z wrogami, wobec własnego dziecka pozostaje bezradny. Kiedy Lena pojawia się w jego życiu, między nimi rodzi się uczucie, którego żadne z nich nie planowało. Jednak przeszłość nie zamierza o nich zapomnieć. Gdy tajemnice sprzed lat wychodzą na jaw, a wróg uderza w najczulszy punkt Adriana — jego rodzinę — Lena staje przed wyborem, który może kosztować ją życie. Aby ocalić chłopca, którego pokochała jak własnego syna, będzie musiała zmierzyć się ze swoim największym lękiem. Bo czasem rodzina nie jest tym, z czym się rodzimy. Czasem jest tym, o co jesteśmy gotowi walczyć do ostatniego oddechu.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788398029612
Rozmiar pliku: 1,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1

Lena

Złapałam Pana Boga za nogi. Trafiłam na mężczyznę mojego życia – przystojny, szarmancki, zaradny i doskonały w… tych sprawach. Czego można chcieć więcej?

Zakochałam się.

Gdy Kamil klęknął przede mną w dniu moich urodzin, prosząc mnie o rękę, byłam gotowa skakać pod sufit. Wspólne mieszkanie, plany na przyszłość, rodzinne imprezy… Wreszcie czułam się kochana. Spełniona.

Jednak po jakimś czasie wszystko zaczęło się zmieniać.

Najpierw wracał coraz później z pracy, tłumacząc się nawałem obowiązków. Innym razem wrócił w porwanej koszuli, z czerwonym śladem na szyi. Powiedział, że to nie malinka, tylko otarcie od krawata – bo pobił się w barze z jakimś gościem.

Nie było już między nami tej bliskości i chemii co kiedyś.

Nie było między nami nic… prócz cichych dni.

Za to pojawiło się coś innego.

Przemoc.

Któregoś dnia wrócił pijany. Oparł się o futrynę i spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie znałam.

–Ty suko… ja haruję, żeby nic ci nie brakowało, a ty się puszczasz!

– Kochanie, o czym ty mówisz? – odezwałam się spokojnie. Odkąd zamieszkaliśmy razem, praktycznie nie wychodziłam z domu. Mówiłam cicho, łagodnie… tylko po to, żeby się uspokoił. Żeby zaczął myśleć racjonalnie.

Jednak nie tym razem.

– Kłamiesz! – wrzasnął. – Dla kogo się tak wystroiłaś? Kto tu był?!

On nie pytał.

On oskarżał.

Podszedł do mnie chwiejnym krokiem. Nim zdążyłam zareagować, uderzył mnie z całej siły w twarz.

Świat zawirował.

Skroń, policzek, warga – wszystko zaczęło pulsować. Ból był ostry, paraliżujący.

Uciekłam do łazienki przy pokoju gościnnym. Zamknęłam drzwi na klucz i oparłam się o nie plecami, zsuwając powoli na podłogę.

To był pierwszy raz, gdy mnie uderzył.

W tamtej chwili moje serce pękło na tysiąc kawałków.Rozdział 2

Lena

Poranek był cichy starałam się unikać Kamila. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, bałam się, że gdy tylko to zrobię rozpadnę się na milion kawałków.

Widział mnie, widział swoje dzieło, jedyną na co było go stać to zaciśniecie ust w wąską linię, odwrócenie się na pięcie i porostu wyjście z mieszkania.

A mi pozostały łzy, które spływały swawolnie po policzkach. Ból, który rozrywał mnie od środka jak uwiezione zwierzę i nostalgia, kiedy on się tak zmienił? A może zawsze taki był tylko ja byłam ślepa.

Dzień spędziłam jak zwykle. Szybkie zakupy w pobliskim markecie, aby uzupełnić braki w lodówce. Pranie, sprzątanie, prasowanie. Przygotowałam obiad, usiadłam na jednym z hakerów przy wyspie i modliłam się, aby mój narzeczony wrócił z pracy w dobrym humorze.

Było tak.

Wrócił. Z kwiatami, butelka mojego ulubionego wina, z delikatnym uśmiechem na ustach. Takim jak lubiłam w nim najbardziej. Niby nic nieznaczący grymas twarzy, ale dla mnie mówiący, że dzisiejsze popołudnie spędzimy jak zawsze, razem w pełnych namiętności objęciach.

– Lenka, kochanie – mówił łamiącym się głosem. – Przepraszam Cię za wczoraj. Więcej się to nie powtórzy. Obiecuję – dodał i podszedł do mnie delikatnie pogładził mój opuchnięta policzek jakby miało mi to pomóc złagodzić ból. – Wybaczysz mi? – zapytał patrząc prosto w oczy.

Wybaczyłam.

Kochałam go przecież. Wierzyłam, że to był naprawdę jeden jedyny raz, gdy podniósł na mnie rękę.

Nie był.

Były kolejne razy.

Już nie bił mnie tylko po twarzy. Bil po żebrach, nogach, plecach i pupie.

Bił bez skrupułów. Już nawet nie przepraszał.

Z czułego, delikatnego kochanka zmienił się w brutalnego kąta, który całą swoją frustrację przelewał na mnie.

Wracał do domu w środku nocy, krzyczał, że nie będzie płacił kurwą za ostry seks, który tak lubi jak ma w domu swoją własną prostytutkę.

Aż do tego dnia.Rozdział 3

Lena

Kamil wrócił z pracy. Dziwne – był w domu o czasie, tak jak kiedyś, gdy między nami było dobrze.

Już od progu rozbrzmiał jego wesoły ton:

– Lenka, kochanie!

Wychyliłam się z kuchni. Zszokowana jego nagłą przemianą, starałam się nie zdradzić swoich obaw. Wzięłam trzy głębokie oddechy i ruszyłam w jego stronę.

Podeszłam i pocałowałam go w policzek.

– Dzień dobry, kochanie. Szybko wróciłeś… –Uśmiechnęłam się lekko. – Czyżbyś wyczuł, że zrobiłam twoją ulubioną zapiekankę?

Spojrzał na mnie i odwzajemnił uśmiech, po czym przyciągnął mnie mocno do siebie.

– Wróciłem, moja piękna, bo mam dla ciebie niespodziankę. Po obiedzie wskoczysz w swoją najlepszą sukienkę. Zrób makijaż. Masz wyglądać jak gwiazda wieczoru.

Uniosłam brew, ale nic nie powiedziałam. Puścił mnie i ruszył do kuchni, dając jasno do zrozumienia, że temat jest zamknięty.

Nałożyłam nam jedzenie. Usiedliśmy naprzeciw siebie i jedliśmy w ciszy.

Po chwili odchrząknęłam.

– Na którą mam być gotowa?

Spojrzał na zegarek.

– Masz niecałe dwie godziny.

I tyle. Ani słowa więcej.

Poszedł do salonu, usiadł na kanapie i zaczął przeglądać coś w telefonie, jakby mnie w ogóle tam nie było.

Półtorej godziny później stanęłam przed nim gotowa.

Miałam na sobie krwistoczerwoną sukienkę sięgającą połowy uda. Dobrałam dodatki w kolorze kawy z mlekiem – szpilki, torebkę i biżuterię z różowego złota. Włosy wyprostowałam, a delikatny, uwodzicielski makijaż dopełnił całość.

Kamil zmierzył mnie wzrokiem.

Uśmiechnął się lekko.

– Wyglądasz zjawiskowo.

Kiwnął głową w stronę drzwi.

Czas było wychodzić.

Zatrzymaliśmy się przed wielkim, luksusowym hotelem. Zbyt luksusowym jak na jego zarobki.

Poczułam dreszcz przebiegający po plecach. Moja intuicja krzyczała, że coś jest nie tak.

Weszliśmy do lobby. Jeden z mężczyzn przywitał się z Kamilem, po czym zaprowadził nas do sali bankietowej.

Było tam mnóstwo ludzi. Subtelna muzyka unosiła się w powietrzu. Wszyscy eleganccy, uśmiechnięci, zajęci rozmowami.

Szłam u boku Kamila, rozglądając się dyskretnie. Szukałam znajomej twarzy.

Na próżno.

Zatrzymaliśmy się przy jednym ze stolików. Jak przystało na dżentelmena, odsunął mi krzesło.

Po chwili wrócił z kieliszkiem mojego ulubionego czerwonego wina.

Jedna lampka.

Druga.

Trzecia.

Kilka wolnych tańców, podczas których prowadził mnie tak, jakby… mnie prezentował.

Jakbym była czymś, czym mógł się pochwalić.

Albo co mógł oddać.

Zaczęło kręcić mi się w głowie.

– Kamil… – szepnęłam. – Źle się czuję…

Zaprowadził mnie do jednego z pokoi hotelowych. Posadził na łóżku. – Odpocznij chwilę – powiedział spokojnie.

Zawroty głowy nie mijały. W ustach miałam sucho. Spróbowałam wstać i pójść do łazienki, żeby napić się wody. Ale… Nie pamiętam, czy tam dotarłam.Rozdział 4

Lena

Kolejne dni mijały, jakby tamtej nocy nic się nie wydarzyło.

Na ręce miałam ślad po wkłuciu. Kamil tłumaczył, że przyjechał lekarz i podał mi lek, po którym poczułam się lepiej.

Brzmiało to naciąganie. Bardzo. Ale nie chciałam się kłócić. I tak chodził podminowany.

Tamtego ranka pokłóciliśmy się jeszcze przed jego wyjściem do pracy.

Po raz kolejny próbował mnie uderzyć. Tym razem byłam szybsza. Odskoczyłam.

Uciekłam do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Siedziałam w zupełnej ciszy, bojąc się oddychać. A właściwie… zapomniałam, jak się oddycha.

Odetchnęłam dopiero wtedy, gdy usłyszałam charakterystyczny dźwięk zamykanych drzwi.

Dla pewności odczekałam jeszcze chwilę.

Cisza.

Wyszłam z pokoju i skierowałam się prosto do sypialni. Wyjęłam niewielką torbę podróżną. Spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy i gotówkę, którą odkładałam od momentu, gdy pierwszy raz mnie uderzył.

Dziś byłam pewna.

To koniec.

Uciekam.

Gdzie? Gdziekolwiek. Byle daleko. Byle bezpiecznie. Byle tam, gdzie mnie nie znajdzie.

Zrobię to jutro rano.

Wreszcie będę wolna.

Ten wieczór był zbyt cichy. Siedziałam na skraju łóżka, bawiąc się nerwowo palcami. Coś było nie tak.

Kamil od kilku dni zachowywał się dziwnie – unikał mojego wzroku, odbierał telefony w innym pokoju, a jego głos był napięty, jakby ktoś stał obok i go kontrolował.

– Musimy gdzieś wyjść – powiedział nagle, stając w drzwiach.

Spojrzałam na niego.

– Teraz?

Nie odpowiedział od razu. I to przeraziło mnie najbardziej.

Samochód zatrzymał się w miejscu, którego nie znałam.

Stary magazyn. Na obrzeżach miasta.

Serce zaczęło bić szybciej.

– Kamil… co to za miejsce?

Nie spojrzał na mnie.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. Dwóch mężczyzn wyciągnęło mnie na zewnątrz.

– Co robicie?! – krzyknęłam, szarpiąc się. – Kamil?!

I wtedy to zobaczyłam. Stał kilka metrów dalej.

Nie ruszył się. Nie pomógł. Nawet nie próbował.

– Dług spłacony – powiedział cicho.

Świat się zatrzymał.

Wprowadzili mnie do środka. Pachniało metalem… i czymś jeszcze. Czymś, czego nie chciałam rozpoznawać.

– Ładna – odezwał się ktoś.

Uniosłam wzrok.

I wtedy go zobaczyłam.

Stał oparty o stół, w ciemnej koszuli, z rękami skrzyżowanymi na piersi. Jego spojrzenie było chłodne… ale gdy zatrzymało się na mnie – coś się zmieniło.

Ledwo zauważalnie.

– To ona? – zapytał.

– Tak. Czysta. Bez problemów zdrowotnych. Idealna, szefie.

Zapadła cisza.

Zrobił krok w moją stronę. Cofnęłam się odruchowo, ale nie miałam, dokąd uciec.

Nasze spojrzenia się spotkały.

I wtedy… po raz pierwszy ktoś w tym pomieszczeniu zobaczył we mnie człowieka.

Nie towar.

Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.Rozdział 5

Adrian

Stałem oparty o stół, czekając na swoją zapłatę. Axel był moim przyjacielem i prawą ręką. To on egzekwował długi. Bezwzględny, skuteczny. Dokładnie taki, jakiego potrzebowałem. Ja? Nie byłem grzecznym chłopcem.

Federico Belov zostawił mi swoją spuściznę… a ja zamierzałem utrzymać ją na poziomie, z którego byłby dumny – nawet w piekle.

Kasyna. Kluby. Bary. I te mniej legalne interesy. Rządziłem miastem twardą ręką. Pożyczki na wysoki procent, szybkie zyski i jeszcze szybsze konsekwencje dla tych, którzy myśleli, że mogą mnie oszukać. Jedni kończyli w lesie, karmiąc robactwo. Inni na dnie rzeki. A jeszcze inni… pod betonem. Moi ludzie byli kreatywni. W końcu im za to płaciłem.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij