W Stronę Światła. Oczy Królowej. Tom 1. Część 2 - ebook ePUB - ebook
W Stronę Światła. Oczy Królowej. Tom 1. Część 2 - ebook ePUB - ebook
„W stronę światła” to druga część futurystycznej sagi zatytułowanej „Oczy Królowej”. Po dramatycznych wydarzeniach w pierwszej części, poznajemy dalsze przygody Eleny i Gaspara, które przeplatają się z losami Witha, przyjaciela Gaspara, który pozostał w osadzie na środku oceanu. With jako jedyny wierzy jeszcze, że Gaspar powróci. Manda, ukochana Witha, która wybrała go na ojca swojego dziecka, jest w ciąży i mimo, że to radosna wieść dla całej osady, With nie czuje się szczęśliwy. Ma wrażenie, że Manda coś przed nim ukrywa. Pewnej nocy With widzi tajemnicze światła na niebie, które niebezpiecznie zbliżają się do ich osady. Czy te światła oznaczają koniec życia, jakie do tej pory wiódł? „Oczy Królowej. W stronę światła” to trzymająca w napięciu historia o tym, co może czekać świat za kilkadziesiąt lat.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397680449 |
| Rozmiar pliku: | 902 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dopiero kiedy zamknęły się za nią drzwi autolotu, zrozumiała, że to wszystko działo się naprawdę.
Janno wskazał jej miejsce i usiadła przy oknie, a on sam usiadł po jej lewej stronie. Obróciła się, szukając wzrokiem Gaspara. Przywołała go swoim spojrzeniem, aby siadł obok niej, jednak zanim zdążył przecisnąć się pomiędzy żołnierzami, puste miejsce obok zajął jakiś strażnik trzymający wielki karabin. Gaspar usiadł więc z tyłu za jej palcami. Chciała coś do niego powiedzieć, ale w tej samej chwili Janno nakazał jej zapinać pasy i trzymać się mocno, bo start będzie gwałtowny.
Nie zdążył jeszcze do końca wymówić tych słów, gdy silniki zaryczały, zagłuszając pozostałą część zdania. Przyspieszenie wbiło ich w fotel, a maszyna natychmiast uniosła się pionowo w górę. Elena przytrzymała się mocno pasów na ramionach. Całe jej ciało trzęsło się i wibrowało. To był naprawdę potężny autolot, największy, jakim dotychczas podróżowała.
Oprócz nich w ciasnej kabinie było jeszcze kilkunastu żołnierzy, w tym jedna kobieta, ta z przepaską na oku, na którą wcześniej zwróciła uwagę, widząc ją wśród więźniów na arenie.
– Będziemy lecieć około godziny, szybciej nie damy rady, choć czas bardzo nas nagli – powiedział Janno, sprawdzając coś na swojej dłoni.
Elena spojrzała na niego pytająco.
– Chaos, jaki powstał po zdarzeniach na arenie, jest dla nas wyjątkowo niebezpieczny – mówił dalej. – Wielcy Rządzący mogą w każdej chwili zaatakować osłabione królestwo, które na dodatek nie ma jeszcze władcy. Z tego, co mówił papież, lud w Oczach Królowej spontanicznie obrał ciebie za władczynię, ale musimy dopełnić procedur. Przede wszystkim musimy osobiście sprawdzić, jak w rzeczywistości wygląda ta lojalność wobec ciebie już tam, na miejscu, w pałacu Oczu.
Elena starała się przyswoić sobie naraz te wszystkie wiadomości podane szybkim, stanowczym tonem. Popatrzyła przez małe okienko, jak pędzą ponad ośnieżonymi szczytami górskimi.
– Kim w ogóle jest ten papież? – zapytała.
– To głowa Kościoła.
– Myślałam, że to królowa jest głową Kościoła – zdziwiła się.
– Królowa jest głową królestwa i tak, poniekąd jest głową Kościoła w tym znaczeniu, że zarządza nim politycznie, ale duchową głową, duchowym opiekunem Kościoła jest papież, namiestnik Chrystusa na ziemi – wyjaśnił. – Bez jego zgody żaden król nie może ubiegać się o tron Oczu Królowej. Dlatego tak ważne jest jego zdanie w tej sprawie. Zaraz po wydarzeniach na arenie skontaktował się z nim Wald, dowódca strażników i papież przekazał swoje orędzie do ludu, w którym oświadczył, że on sam chce, abyś została naszą królową. A skoro on ciebie chce, to wszyscy ciebie chcą. On stoi za duchową armią królestwa chrześcijan.
Odwrócił się do niej i spojrzał na nią poważnie.
– Zdajesz sobie sprawę, jakie to ma znaczenie?
– Pewnie dość spore – odparła niepewnie.
– Kluczowe, Eleno, jego poparcie jest kluczowe – powiedział z naciskiem. – Dlatego musimy się spieszyć, aby cię ukoronować, dopóki nastroje ludu są całym sercem za tobą. To, co się wydarzyło na arenie, dla wielu chrześcijan, sądzę że dla zdecydowanej większości, było znakiem z niebios, Bożą interwencją. Dlatego musimy kuć żelazo, póki gorące. Ta koronacja musi mieć miejsce teraz, kiedy to wszystko jeszcze dzieje się na bieżąco, a ludzie nie wyszli do końca z szoku, bo potem… – zawahał się. – Im dłużej będziemy zwlekać, tym więcej może pojawić się wątpliwości, co do twojej kandydatury. Nieprzychylni tobie ministrowie zaczną wywlekać jakieś paragrafy, podważać to, co się działo na arenie, podburzać lud…
Spojrzała na niego ze zdumieniem, a on pokiwał głową.
– Nie łudź się, Eleno, że wszyscy w pałacu przyjmą cię z otwartymi ramionami. Nawet wśród najbliższych ludzi mogą pojawić się szpiedzy. Tak więc musimy mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Musimy pokazać Wielkim Rządzącym, że tłumy są za tobą, że jest nas wielu i że tak łatwo nas nie przestraszą. To jest trochę taka gra.
Uśmiechnęła się posępnie.
– Śmiertelna gra – mruknęła.
– I często cyniczna, ale takie tu panują zasady – odparł.
– Janno?
– Tak?
Spojrzała mu prosto w oczy.
– Wierzysz, że będę dobrą królową? – zapytała go. – Wierzysz, że ja się do tego nadaję? Przecież teraz, kiedy królowa Serena nie żyje, mój wygląd nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Ja nie będę jej udawać, ja mam stać się kimś innym. Mam być sobą i królową jednocześnie.
Janno słuchał jej w milczeniu.
– Nie byłoby lepiej, gdyby ktoś inny został władcą Oczu Królowej? – spytała. – Ktoś lepiej rozeznany w polityce, ktoś mądrzejszy, ktoś, kto zna tych wszystkich ministrów i wie, czego może się po nich spodziewać? Ktoś odważniejszy… Na przykład ty?
Pokręcił głową.
– Zdecydowanie nie, Eleno.
– Dlaczego? Przecież ty o wiele lepiej się do tego nadajesz, niż ja.
– Nie, Eleno, ja nie mogę być królem.
– Dlaczego?
Popatrzył na nią uważnie.
– Bo wówczas nie mógłbym być twoim doradcą – powiedział z uśmiechem.
– Ale…
– Posłuchaj mnie, ci ludzie nie potrzebują doskonale zorientowanego w sprawach świata polityka, czy sprytnego stratega, ale kogoś, komu mogliby wierzyć, komu mogliby zaufać, kto przywróci wiarę w ich sercach – powiedział. – Ci ludzie łakną i pragną żywej wiary, co jest już niemal nie do odnalezienia w tym świecie. A ty to masz.
Uniosła brwi.
– Ja to mam? – zdziwiła się.
– Oczywiście i promieniejesz tym na zewnątrz, nawet wtedy, gdy tego nie widzisz. Zwłaszcza wtedy, gdy nie widzisz. Ludzie to widzą w tobie i dlatego tak do ciebie lgną.
– Przecież mają już swojego duchowego przywódcę, papieża – powiedziała. – Dlaczego on nie zostanie królem?
– Papież nie może być królem, on ma za zadanie strzec doktryny wiary i zarządzać duchownymi oddanymi na jego służbę. A ty jesteś symbolem.
– Symbolem?
– Tak, dla nas jesteś symbolem żywej wiary kogoś nieugiętego, kto swoją modlitwą poruszył cały świat.
Elena słuchała go, coraz bardziej zmieszana. Janno chyba musiał zobaczyć jej minę, bo otworzył jakiś hologram ze swojej dłoni i zaczął przesuwać palcami tabele danych.
– Spójrz, mam najnowsze informacje dotyczące oglądalności wydarzeń na arenie – powiedział, pokazując jej jakieś wykresy. – Wychodzi na to, że widziały cię już wszystkie miasta na świecie. Nawet w Sercu ktoś włamał się do systemu i puścił transmisję na żywo na jednym z największych publicznych ekranów.
– Co takiego?! – zawołała zaskoczona, zaglądając mu przez ramię.
– Popatrz, sieć w pewnym momencie została przeciążona, tak że zerwała się w kilku miejscach, między innymi w Języku, tam gdzie jest najwięcej Wielkich Rządzących. Może nawet nie wiedzą, że Serena nie żyje… Choć pewnie ta informacja zaraz do nich dotrze. Mamy jednak jakieś kilka minut przewagi nad nimi. Ale z drugiej strony…
Zamknął hologram i znów spojrzał na nią z powagą.
– Skoro zobaczyli, na co cię stać, pewnie dwa razy się zastanowią, zanim otwarcie cię zaatakują.
– Ale to nie ja to zrobiłam, to nie ja przywołałam tego anioła z mieczem – zaprzeczyła gwałtownie. – Ja nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje jak anioł… Przecież… Och, Janno… – westchnęła.
Potarła skronie, jakby nagle rozbolała ją głowa, ale nie był to ból fizyczny, ale nadmiar myśli, nad którymi nie potrafiła zapanować.
– Rozumiesz, że to nie moja sprawka? Rozumiesz mnie?
Janno pokiwał głową.
– Rozumiem cię – powiedział szczerze. – Rozumiem cię i zdaję sobie sprawę, że nie jesteś w stanie sama sprostać zadaniu, jakie przed tobą stoi.
Dotknął jej dłoni i uścisnął jej palce.
– Dlatego masz mnie. Masz nas – dodał, wskazując na Gaspara, który uśmiechnął się do niej na te słowa. – Poświęciłem swoje życie, aby uratować królestwo chrześcijan i wierz mi, chętnie bym umarł pożarty przez bestie, gdybym wiedział, że to w jakikolwiek sposób pomoże temu ludowi. Ale teraz ty potrzebujesz doradcy, kogoś, kto wprowadzi cię w ten świat. Eleno… Nawet nie potrafisz pojąć, jak bardzo jestem ci wdzięczny za to, że zgodziłaś się zostać naszą królową. Możesz mi wierzyć lub nie, ale będę cię bronił do końca, nawet gdybym miał przy tym stracić życie.
– Janno, nie mów tak… – jęknęła, przejęta jego wyznaniem.
Wiedziała, że to, co mówił, było autentyczne. Miała okazję się o tym przekonać wtedy, na arenie, kiedy własną piersią chciał ją osłonić przed zębami bestii.
– Eleno… – usłyszała naraz za sobą ciepły głos Gaspara. – Będziemy ciebie bronić i pomożemy ci – powiedział, sięgając dłonią i dotykając jej ramienia.
Uśmiechnęła się do niego czule.
– Wszyscy nasi ludzie są za tobą, pani – odezwał się strażnik siedzący po jej prawej stronie. – Jesteśmy gotowi oddać za ciebie życie, za naszą wiarę, za królestwo, za Jezusa.
Wzięła głęboki oddech. Nie chciała pokazywać, jak bardzo była tym wszystkim wzruszona. Ukryła twarz w dłoniach.
– Wierzę wam i… dziękuję – szepnęła.
– Nie dziękuj nam, jeszcze nie zdążyliśmy się wykazać – powiedział Janno. – Prawdziwa praca dopiero przed nami i będzie to długie i ciężkie zadanie. Teraz musisz zostać ukoronowana na królową, ale nim rzeczywiście się nią staniesz, minie jeszcze sporo czasu.
– O ile wcześniej nie zaatakują nas Wielcy Rządzący – mruknęła.
– Nie sądzę, aby teraz ryzykowali atak na Górską Twierdzę lub Oczy – stwierdził Janno. – Na razie jesteśmy bezpieczni.
Kiwnęła głową.
– Na razie… Czyli na jak długo?
– Układ, jaki Serena miała z Wielkimi Rządzącymi, pozwalał nam na względny pokój, ale kosztem narażenia własnej wiary i pójścia na niekorzystne ustępstwa – mówił dalej Janno. – Teraz to się zmieni, Eleno, i musisz być tego świadoma. Musimy przywrócić czystość kultu i pozbyć się wszystkich fałszywych bożków i ich fałszywych proroków. Jeśli tego nie uczynimy, czeka nas coś znacznie gorszego, niż atak Wielkich Rządzących.
– Co masz na myśli? – spytała.
Janno spojrzał na hologramy na swojej dłoni.
– Za chwilę lądujemy – powiedział. – Spójrz, przed nami Oczy Królowej.
Popatrzyła na Janno, ale on najwyraźniej nie chciał mówić więcej. Spojrzała więc przez okienko i zdziwiła się, bo góry dawno zniknęły, a na ich miejscu pojawiła się pagórkowata okolica z zielonymi polami, jeziorami i lasami. Nie przypominało to niczego, co do tej pory widziała.
Kraina Oczu nie była jednym wielkim miastem z wieżowcami sięgającymi obłoków, ani suchą pustynią. Nie przypominała także ciemnego, ponurego lasu. Wyglądała raczej jak połączone ze sobą podniebnymi szlakami małe miasteczka, jedne większe, drugie mniejsze. Widziała je wyraźnie teraz, kiedy autolot zmniejszył pułap. Nie były to supernowoczesne miasta, ani dzielnice biedoty zbudowane z blaszanych pudeł ustawionych jedne na drugich, jakie widziała w Sercu. Domy były zupełnie inne, pojedyncze, wolnostojące, z ogródkami. Były zbudowane z jakiegoś kolorowego materiału, a każdy był w innym odcieniu, miał inny ogródek, inne wejście, nawet inne okna. Były więc domy ciemnoczerwone, pomarańczowe, szmaragdowe, turkusowe, domy z wysokimi, ostro zakończonymi dachami i domy płaskie, maleńkie. Domy ustawiane jedne na drugich i domy oddzielone od innych prostokątnymi polami. Panowała tu niesamowita różnorodność w budownictwie, z którą nigdy dotąd się nie spotkała. A wszystko to było ze sobą harmonijnie połączone. Żaden dom nie był zbyt wielki, ani zbyt mały, zbyt bogaty lub zbyt ubogi. Kolorowe domki przywodziły jej na myśl bajkową okolicę, jaką pamiętała z hologramów dla dzieci, które oglądała, gdy była mała. Pamiętała te hologramowe domki. Były dokładnie takie same jak te, które teraz widziała na żywo.
Coś ją tknęło.
Przypomniała sobie, że to jej przybrani rodzice pokazywali jej te hologramy i opowiadali jej o tej bajkowej krainie.
– Pięknie… – szepnęła na widok krajobrazu.
– To Oczy Królowej – wyjaśnił Janno. – Twoje królestwo.
– Moje królestwo – powtórzyła. – Dlaczego nazywa się to Oczy Królowej? Czy zanim Serena została królową, też tak się nazywało?
– Tak – odparł Janno. – Ma to związek z historią powstania tego miasta.
Elena spojrzała na niego, zaciekawiona.
– Oczy Królowej założyli nasi praprzodkowie jeszcze przed wielką katastrofą – powiedział. – Już wtedy mieli w planach, że to miasto będzie ostoją chrześcijaństwa dla przyszłych pokoleń. Oczy Królowej, otoczone górami z dostępem do morza i z wieloma obszarami rolniczymi, były bogatym krajem, który mógł sam się utrzymać. Potem, gdy na terenie gór odnaleziono złoża orionu, kraj ten stał się potęgą.
Elena przyglądała się polom o nieregularnych kształtach, po których jeździły jakieś maszyny rolnicze. Byli już tak nisko, że widziała poszczególnych ludzi zajętych pracą.
– A nazwano tę krainę ze względu na dziwne zdarzenie, które miało tu miejsce jeszcze przed wielką katastrofą – mówił dalej Janno. – Jednemu z mieszkańców gór objawiła się Najświętsza Maryja Panna nakazując mu, aby w tym miejscu zbudowano kościół ku czci Niepokalanej Królowej Nieba i Ziemi. Prosty człowiek rozpowiedział wszędzie tę historię i postanowiono spełnić życzenie Maryi. Zbudowano dla Niej kościół i w głównym ołtarzu postawiono wspaniałą figurkę Niepokalanej Królowej wyrzeźbioną w orionie. Po jakimś czasie z oczu figurki zaczęły wypływać łzy. Były one krystalicznie czystą wodą, która miała właściwości uzdrawiające. A same oczy postaci zaczęły świecić tak, że blask jaki od nich bił, widać było w postaci łuny nad całym miastem.
– Och, naprawdę? – zdumiała się.
Gaspar nachylił się, aby lepiej słyszeć.
– Do miasta zaczęły napływać tysiące pielgrzymów. Dzięki cudownej wodzie dokonywały się liczne uzdrowienia, nawrócenia, a nawet wskrzeszenia. A każdy, kto spoglądał w świecące oczy figurki Maryi, doznawał pociechy, radości i pokoju. To zjawisko trwało bez przerwy przez siedem lat, a potem zakończyło się.
– Dlaczego? – zapytała.
– Nie wiadomo – odparł Janno. – Ale prawdą jest, że pod wpływem tych wydarzeń, miasto otrzymało nazwę Oczy Królowej. Potem była wielka katastrofa i Oczy Królowej jako jedyne ostały się w całości i doznały najmniej zniszczeń. Niestety w trakcie tych wydarzeń, zawaliła się jedna część kościoła, a gdy zaczęto ją odbudowywać, okazało się, że figurka Maryi zniknęła.
– Zniknęła…? – zdziwiła się Elena.
– Ktoś ją ukradł? – zapytał Gaspar, zaintrygowany.
– Prawdopodobnie – powiedział Janno. – W każdym razie do dziś jej nie odnaleziono.
– Ciekawe… – mruknęła.
– Zapewne – odparł Janno. – Krąży legenda, że figurka wróci do kościoła, kiedy w Oczach zostanie przywrócona czystość wiary. Ale to tylko legenda – dodał.
– Chciałabym, żeby się odnalazła – powiedziała cicho Elena.
– Uważaj, czego pragniesz – ostrzegł ją Janno. – Bo jeszcze się to spełni.
Elena spojrzała na niego pytająco.
– W tej legendzie jest zawarte pewne proroctwo o tym, co się stanie, gdy figurka trafi z powrotem do Oczu Królowej – powiedział. – Gdy tylko powróci na swoje pierwotne miejsce kultu, wówczas cały pogański świat rzuci się na Oczy, aby je pożreć i zniszczyć. Ale, jak to jest ujęte w proroctwie, _Oczy Królowej Świata będą spoglądać czule na swoich wybranych i nie pozwolą, aby ci doznali hańby._ W kluczowym momencie Maryja przybędzie na pomoc swoim wierzącym.
– Co to wszystko znaczy? – zapytała.
– To, że najpierw będzie źle, a potem będzie dobrze – odparł. – Ale nie myśl o tym, Eleno, to tylko legenda.
Elena spojrzała znów przez małe okienko. W dali ujrzała linię morza, a nieco w głębi lądu piętrzący się wspaniały pałac z mnóstwem wieżyczek, wyglądający jak strzała wzbijająca się ku niebu. Dookoła niego rozrosło się potężne miasto, ale nie tak nowoczesne jak Język czy Nerki. Stało tu wiele wieżowców, dookoła których krążyły autoloty, jednak to głównie pałac przyciągał wzrok. Zbudowany z białego kamienia stał na niewielkim wzniesieniu, ogrodzony wysokim murem obronnym. Widok zapierał dech.
– Co to…? – szepnęła.
– To pałac królewski. Pałac Oczu – oznajmił Janno. – Twój nowy dom.
– Mój nowy dom… – powtórzyła słabym głosem.
Kątem oka dostrzegła, jak Gaspar nachyla się do niej.
– Twój nowy dom – szepnął jej do ucha.
Obróciła się do niego, a widząc jego lekko rozbawione spojrzenie, przypomniała sobie ich rozmowę nad brzegiem jeziora, wtedy, gdy pracowali jeszcze dla Olegga. Gaspar obiecywał jej, że zamieszka kiedyś w swoim własnym małym domku. Spojrzała znów na lśniący pałac. Nie ośmieliłaby się kiedykolwiek marzyć, że coś takiego może ją spotkać.
Naraz Gaspar powiedział do niej cicho:
– Nie jest to, co prawda, mały domek w odludnym miejscu, ale za to jakie stąd widoki…
Uśmiechnęła się do niego, a on odpowiedział takim samym, czułym uśmiechem.
– Wylądujemy na dziedzińcu królewskim – powiedział Janno. – Trzymajcie się.
Autolot zaczął gwałtownie opadać, a pałac z każdą sekundą coraz bardziej się przybliżał. Zobaczyła ogromny dziedziniec, a na nim tłoczący się nieprzebrany tłum. Ludzie zgromadzili się także na błoniach przed pałacem, siedząc wprost na trawie przed ogromnymi ekranami. Były ich tysiące, setki tysięcy. Na widok autolotu podnieśli się z ziemi i zaczęli krzyczeć i wymachiwać rękami. Nie słyszała, co krzyczeli, ale wyglądali na bardzo przejętych. Najwidoczniej rozpoznali autolot Górskiej Twierdzy i domyślali się, kto może znajdować się w środku.
Elena poczuła nagły skurcz w żołądku. Nie spodziewała się aż tak wielkich tłumów. Wpiła palce w podłokietnik siedzenia i zamknęła oczy, czekając w napięciu na lądowanie jej królewskiego autolotu.
„Boże, skoro mnie do tego powołałeś, to daj mi siłę doprowadzić tę sprawę do końca” – powiedziała do Niego w myślach.
Maszyną zatrzęsło, kiedy osiadła na półokrągłym, kamiennym placu tuż przed samym pałacem. Janno pierwszy poderwał się z siedzenia.
– Wychodzimy – zakomenderował. – Ja wyjdę pierwszy i ich przywitam w twoim imieniu, a ty pójdziesz z Gasparem w kordonie żołnierzy.
Zaczęli wstawać równocześnie, zrobiło się zamieszanie. Janno poszedł do wyjścia, reszta żołnierzy ustawiła się dwójkami. Elena wyciągnęła przed siebie dłoń, szukając tej jednej jedynej ręki, której teraz tak bardzo potrzebowała. Gaspar złapał ją bez słowa i mocno uścisnął jej palce.
– Jestem tu – szepnął, idąc obok niej. – Jestem, nie bój się.
Tego właśnie potrzebowała.
Parami zaczęli opuszczać autolot. Tuż przed samym wyjściem Gaspar puścił jej dłoń. Elena wzięła głęboki oddech i wystawiła głowę przez półokrągłe drzwi.
Powitał ją szum tysięcy głosów. Mimo że plac, na którym wylądowali, był na wewnętrznym dziedzińcu pałacu, otoczony wysokim murem, z dala od tłumów, to i tu zgromadziło się co najmniej kilkaset osób. Byli to głównie dostojnicy ubrani w długie, strojne szaty. Reszta ludu oczekiwała za murem, na niższym dziedzińcu. Musieli zobaczyć poprzez rozstawione wszędzie ekrany, jak wysiada z autolotu, bo w jednej chwili kilkaset tysięcy ludzi wydało z siebie jeden okrzyk, który sprawił, że dreszcz przebiegł jej po plecach.
– Eleno, chodź – ponaglił ją Janno, pokazując jej, aby szła za nim.
Ona na moment stanęła jak wryta, patrząc na tłum zgromadzony na wprost niej. Wrzawa zagłuszyła wszystkie jej myśli. Fruwające nad nimi kamery rejestrowały każdy ich ruch. Spojrzała na wysoki mur. Jacyś śmiałkowie wspięli się na niego i machali do niej flagami. Strażnicy nawet ich nie pilnowali. Wszyscy wyglądali na ogromnie przejętych jej przybyciem. Wielu z dostojników zapłakało na jej widok i natychmiast rzuciło się na ziemię w geście najwyższej czci.
– Pani! Przybyłaś nas wyzwolić! – zawołali.
– Pani! Uratuj nas! Uratuj naszą wiarę!
– Eleno z Serca, bądź nam litościwie panującą!
– Chwała Bogu, który uczynił dla nas tak wielki cud!
– Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu za naszą nową władczynię!
Te głosy mieszały się ze sobą, tak że w końcu nic nie dało się z nich zrozumieć. To był jeden wielki okrzyk, istne feeria rozemocjonowanych wiwatów. Elena nie wiedziała, gdzie patrzeć, kogo słuchać, na czym skupić swój wzrok. Na szczęście Janno nad wszystkim panował.
– Eleno, teraz przedstawię ci papieża – powiedział, pokazując jej ludzi idących na wprost nich.
Otoczeni kordonem strażników, którzy pilnowali, aby nikt nie złapał Eleny za skraj szaty krystalitki, którą wciąż miała na sobie, przeszli po kamiennym chodniku do grupki dostojników, którzy wyszli im na spotkanie. Wśród nich była jedna zgarbiona postać, ubrana cała na biało. Siwiuteńki starzec, o pociągłej twarzy i mądrym, głębokim spojrzeniu, szedł z trudem, podpierając się na ramionach dwóch innych młodszych od niego mężczyzn odzianych w purpurowe szaty. Kiedy Elena zatrzymała się wraz z Janno tuż przed nim, kazał odsunąć się prowadzącym go i zaczął sam iść w stronę Eleny.
– Wasza Świątobliwość nie da rady…! – jęknęli dostojnicy.
Chcieli go powstrzymać, ale on tylko machnął na nich ręką. Wzrok miał utkwiony w Elenie. Wydawało się jej, że starzec prześwietla tym spojrzeniem na wylot jej duszę.
– Eleno, oto czcigodny ojciec Boromeusz – przedstawił starca Janno. – Nasz papież.
Strażnicy rozstąpili się przed nim i stanęli na baczność, robiąc miejsce tylko dla niego i dla Eleny.
Elena skłoniła głowę na przywitanie w niezdarnym ukłonie. Papież tymczasem pochylił się przed nią, oddając jej pokłon. Musiał jednak schylić się zbyt mocno, bo zachwiał się gwałtownie. Elena wyczuła niebezpieczeństwo i zareagowała błyskawicznie, szybciej niż otaczający ją strażnicy. Objęła starca wpół i podtrzymała go, pomagając mu złapać równowagę.
– Wszystko dobrze, proszę pana? – zapytała, prostując go delikatnie.
Czcigodny starzec złapał jej dłoń w swoją chudą, żylastą rękę i pokiwał głową.
– Tak, moje dziecko, już wszystko dobrze – odparł poważnym tonem. – Teraz już tak.
Popatrzyli sobie w oczy, ona, młoda dziewczyna i on starzec. Mimo różniącej ich przepaści wieku, poczuła, że są sobie bliscy, jakby byli z tej samej rodziny.
– Tak… – mruknął papież, jakby odpowiadał na głos na jakieś pytanie, które sam zadał sobie w myślach.
Wykonał ruch, jakby chciał ją objąć i przytulić, ale ostatecznie tylko nakreślił znak krzyża na jej czole. Swój bystry wzrok przeniósł na Janno.
– Jest taka, jak przypuszczałem – powiedział.
Janno tylko się uśmiechnął. Elena popatrzyła na jednego i na drugiego, ale nic nie powiedziała.
– Eleno, Wasza Świątobliwość, chodźmy – odezwał się Janno.
Poprowadził ich poprzez szpaler strażników w stronę wejścia do pałacu. Duchowni, którzy przybyli razem z papieżem, ponownie złapali go pod ramiona i pomogli mu iść.
– Wszystko już jest gotowe, pani Eleno – odezwał się nagle do niej jakiś dostojnik.
Miał na sobie taką samą jak i inni fioletową szatę. Elenie skojarzyła się ze starymi ubraniami, które znalazła z Gasparem, gdy byli w więzieniu w Sercu. Miała nawet podobne kwiatowe wzory. Dostojnik zbliżył się do niej, skłonił się, po czym zrównał się z jej krokiem, idąc obok niej. W dłoni trzymał płaski ekran, na którym przesuwał jakieś informacje.
– Mamy już przygotowane dokumenty, odpowiednie jurysdykcje, twój królewski strój, a także twoje przemówienie.
Elena spojrzała na niego.
– Przemówienie…? – zapytała, starając się, aby głos jej nie zadrżał.
– Oczywiście, pani – odparł dostojnik. – Wygłosisz je zaraz po koronacji.
Zerknęła na Janno, który szedł po jej drugiej stronie, a on pokiwał głową.
– To będzie tylko kilka słów – uspokoił ją Janno.
– Może ciut więcej… – dodał dostojnik.
Elena zobaczyła jak przesuwa palcem całą szpachlę tekstu, która nie mieściła się na jednym ekranie. Przełknęła ślinę. Jej ostatnie przemówienie skończyło się trzęsieniem ziemi i śmiercią wielu niewinnych chrześcijan. Tym razem wolała wiedzieć, co takiego każą jej mówić.
– Pokaż mi je – zażądała, wyciągając rękę po ekran.
Dostojnik spojrzał na nią zaskoczony.
– To tylko ogólne orędzie do wiernego ludu, nic nadzwyczajnego… – zaczął wyjaśniać.
– Pokaż mi je – powtórzyła mocniejszym tonem.
– Oczywiście, pani, jak sobie życzysz – odparł, podając jej ekran.
Elena przeleciała szybko wzrokiem tekst, omijając wstępne, górnolotne sformułowania i listę witanych po kolei z imienia gości. Było tego z pół strony. Dalej przemówienie dotyczyło walecznej historii królestwa chrześcijan i jego szlachetnych władców, a potem obietnic, jakie ona, jako przyszła królowa, zamierza dotrzymać.
„Ślubuję do śmierci bronić prawdziwej wiary chrześcijańskiej, papieża jako Głowy Kościoła i wszystkich jego hierarchów, a także wiernego ludu oddanego mojej koronie, tak mi dopomóż Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wy wszyscy święci i aniołowie” – czytała.
W międzyczasie przeszli przez dziedziniec, a dwa potężne roboty otworzyły przed nimi wejście do pałacu. Elena ledwo zarejestrowała to wzrokiem, bo wciąż śledziła tekst, starając się wychwycić z niego słowa, których wypowiedzenia mogłaby potem żałować.
„Przysięgam w obecności wyżej wymienionych najwyższych hierarchów i duchownych oraz przedstawicieli władz Oczu Królowej i całego wiernego ludu, że będę sprawowała swój urząd aż do śmierci i nikomu go nie oddam, nawet pod groźbą czy przymusem. Jedynie sama, świadoma swej słabości i z przyczyn znacznie wykraczających poza zwykłą chorobę czy niemoc, po rozeznaniu w sercu i konsultacjach z dworem królewskim oraz Głową Kościoła, zrzeknę się tronu na rzecz kogoś godniejszego ode mnie, kto poprowadzi moje królestwo ku wiecznemu zbawieniu…”
Dalej były jeszcze tylko kolejne podziękowania i modlitwa. Elena doczytała do końca i nie znalazłszy niczego niepokojącego, podała ekran Janno, pokazując mu oczami, aby sam ocenił. Janno nawet nie zerknął na jego zawartość, tylko bez słowa oddał ekran dostojnikowi.
– Dlaczego…? – chciała zapytać, ale on uciął gestem dłoni.
– Sam to układałem – powiedział cicho.
Przez chwilę poczuła się jak idiotka. Zobaczyła na twarzy Janno delikatny uśmiech.
– Cieszę się, że to przeczytałaś – dodał zaraz z nutą uznania. – Musisz być świadoma wszystkiego, co się dzieje – powiedział półgłosem. – Sama sprawdzaj wszystko i wszystkich.
Nie było czasu na więcej wyjaśnień. Służba wraz ze strażnikami utworzyła szpaler wzdłuż balustrady schodów, prowadząc ich na wyższe piętro. Elena zobaczyła piękne, jasne wnętrze przestronnego holu, masę luster, złote posągi dawnych władców i wielu dostojników, stojących lub idących za nimi, machających i wołających, a niektórzy z nich milczeli i tylko jej się przyglądali z zagadkowym wyrazem twarzy. Strażnicy otworzyli przed nią kolejne drzwi, za którymi była komnata, cała skąpana w złocie.
– Pani!
Upadły jej do stóp dwie kobiety, jedna starsza, druga młodsza. Elena wraz z grupą dostojników, Gasparem, Janno, papieżem i resztą duchowieństwa, zatrzymali się w przedsionku komnaty.
– Dozwól nam służyć tobie i przygotować cię na koronację – powiedziała starsza z kobiet.
Elena spojrzała pytająco na Janno, a ten nieznacznie kiwnął głową.
– Oczywiście – odparła Elena.
– A zatem proszę czcigodnych gości o przejście na taras koronacyjny – odezwał się Janno. – Tędy, Wasza Świątobliwość, proszę przodem. Z panią Eleną zostanie tylko jej prywatny ochroniarz, Gaspar i ja, jej osobisty doradca.
Tłumek idący od dziedzińca pałacowego razem z Eleną, poszedł teraz innym korytarzem z papieżem na czele. Kiedy zniknęli, Janno nakazał jej wzrokiem, aby weszła do komnaty.
– A wy? Nie idziecie ze mną? – zapytała, nie wiedząc, co ją tam będzie czekać.
– My poczekamy tutaj, za drzwiami – odparł Janno.
Elena spojrzała pytająco na Gaspara, a on tylko kiwnął głową i strażnicy zamknęli za nimi drzwi.
Została sama z dwiema służącymi. Te podeszły do niej i z największą czcią chwyciły delikatnie materiał jej białej szaty krystalitki, pomagając jej się rozebrać. Następnie zaprowadziły ją do ogromnej łazienki, gdzie czekała już na nią gorąca kąpiel. Elena z rozkoszą zanurzyła się w wodzie aż po szyję, ale nie miała czasu na wylegiwanie się. Służące błyskawicznie wyszorowały dokładnie całe jej ciało. Zadbały o jej włosy i paznokcie, które były w fatalnym stanie i uczesały ją w elegancki kok. Potem namaściły jej ciało olejkami, a twarz umalowały, delikatnie podkreślając jej oczy i usta. Następnie ubrały ją w najwspanialszą suknię, jaką kiedykolwiek widziała, przetykaną złotem i perłami, z trenem sunącym po ziemi i z długimi, szerokimi rękawami. Na ramiona zarzuciły jej płaszcz, od wewnątrz karmazynowy i gładki, z zewnątrz złoty i obszyty futrem, a na nogi włożyły jej złote pantofle.
Przez cały ten czas mówiły niewiele, a i Elena nic się nie odzywała, skrępowana tym wszystkim. Służące miały szybkie i sprawne ruchy, a jednocześnie były bardzo dokładne i delikatne. Nie minęło pół godziny i była gotowa. Na koniec zaprowadziły ją przed ogromne lustro i ukłoniwszy się przed nią, odsunęły się, dając jej chwilę sam na sam ze swoim nowym _ja_.
Elena zaniemówiła na widok poważnej, dostojnej pani, która stała na wprost niej. Nawet wtedy, gdy Olegg przebierał ją za królową, nie wyglądała tak majestatycznie, jak teraz. Teraz była uosobieniem piękna i władzy. To nie była już zalękniona dziewczynka uciekająca na pustynię przed światem. Stała przed nią szlachetna władczyni, która znała swoją wartość i potrafiła działać zgodnie z własnym sumieniem.
– Jeszcze tylko… – szepnęła jedna ze służących, przykładając jej do szyi naszyjnik z drogich kamieni.
Elena na widok czerwonych rubinów stanowczo potrząsnęła głową. Te kamienie aż za bardzo skojarzyły jej się z pogańskim bożkiem, któremu oddawano cześć w Nerkach.
– Nie… – powiedziała, a służąca posłusznie schowała naszyjnik.
– A zatem jesteś gotowa, pani – szepnęła druga ze służących.
Elena pokiwała głową, a dostojna kobieta w lustrze zrobiła to samo. Nie mogła się przyzwyczaić, że to właśnie ona jest tą panią.
„To jestem ja.”
– Tak – powiedziała poważnie. – Jestem gotowa.
Odwróciła się w kierunku drzwi.
– Niech wejdą – powiedziała władczo, tak, jakby powiedziała to królowa.
Na dźwięk jej słów drzwi natychmiast się otworzyły. Dwaj strażnicy skłonili się przed nią, a za nimi weszli Gaspar i Janno. Obaj mężczyźni zatrzymali się już po pierwszym kroku, gdy tylko przekroczyli próg komnaty. Zobaczyła wyraz zdumienia i zachwytu na ich twarzach. Zwłaszcza na twarzy Gaspara. Spoglądał na nią z otwartymi ustami, jakby widział ją pierwszy raz w życiu i nie mógł uwierzyć, że jest taka piękna. Elena uśmiechnęła się do niego.
– Wyglądasz wspaniale – powiedział Janno, kłaniając się przed nią. – Doskonale, jak prawdziwa królowa – dodał. – Teraz tylko brakuje ci jeszcze korony.
Elena odpowiedziała mu delikatnym skinieniem, ale wzrok miała wciąż utkwiony w Gasparze. On nic nie powiedział, tylko policzki mu poróżowiały i spuścił wzrok, jakby nagle onieśmieliła go swoim majestatem. Zmieszała się. Nie chciała, żeby w ten sposób na nią patrzył.
– Gasparze, a ty nic nie powiesz…? – zapytała go.
On podniósł na nią oczy. Wyglądał na bardzo zakłopotanego. Zobaczyła, że ściska palce dłoni drugą ręką. Na jego nadgarstkach nadal widniały ślady po pętach, jakimi go przywiązano na trybunach.
– Wyglądasz przepięknie… pani – powiedział cicho.
Teraz to ona poczuła, jak oblewa ją rumieniec.
– Eleno, chodźmy, wszyscy na ciebie czekają na górze – powiedział Janno.
Bez słowa poszła za nim. Długa suknia szeleściła za nią, kiedy w towarzystwie mężczyzn wspinała się na kolejną kondygnację. Kiedy tam weszli, strażnicy otworzyli przed nią kamienne drzwi. Znalazła się na wyeksponowanym, ogromnym tarasie, z którego miała wspaniały widok na cały plac i błonia ciągnące się aż za mur pałacu. Każdy skrawek ziemi był wypełniony ludźmi, jej poddanymi, którzy w chwili, gdy pojawiła się na tarasie, wydali z siebie gromki okrzyk.
Dostojnicy z papieżem na czele powstawali z foteli, na których uprzednio siedzieli, czekając na nią i teraz, widząc ją tak odmienioną, zaczęli klaskać z innymi.
Elena stanęła na czerwonym dywanie, delikatnym kiwnięciem odpowiadając na ich ukłony. Tłum w dole nie przestawał wiwatować. Kamery wisiały nieruchomo nad nimi, rejestrując na żywo całe wydarzenie. Zobaczyła swoją twarz na wielkich ekranach. Wyglądała tak, jak królowa powinna wyglądać. Oszałamiająco.
– Mamy dobry czas – mruknął Janno, spoglądając na swoją dłoń. – Wszystkie miasta już nas oglądają, nawet Język z Wielkimi Rządzącymi na czele. Możesz im pomachać – dodał cicho.
Elena natychmiast wyciągnęła rękę do kamery i pomachała delikatnie, uśmiechając się przy tym promiennie. Tłum szalał z zachwytu. Ludzie krzyczeli i skandowali jej imię:
– E-le-na! E-le-na! E-le-na!
Janno tymczasem zaprowadził ją na podwyższenie, gdzie znajdował się tron. Na pulpicie po lewej stronie, wyłożona na aksamitnej poduszce, leżała złota korona wysadzana diamentami. Serce jej zadrżało na ten widok. Ośmioramienna, zamknięta korona uwieńczona była na szczycie krzyżem z ogromnym brylantem w samym jego środku.
– To korona koronacyjna, używana tylko podczas największych uroczystości – wyjaśnił cicho Janno, podprowadzając ją do pulpitu. – Stań tutaj, za chwilę się zacznie.
W tej samej chwili do przodu wystąpił papież i stanąwszy przy pulpicie z mikrofonami, wyciągnął ręce do tłumu. Wszyscy zgromadzeni raptownie uciszyli się, tak jakby ktoś nagle wyłączył dźwięk.
„Niesamowite, jaki ten człowiek ma wśród nich autorytet” – pomyślała, przyglądając się z szacunkiem kruchemu staruszkowi.
– Moje dzieci! – przywitał ich czule papież, a jego wzmocniony głos poniósł się przez dziedziniec, błonia i hen aż za murem, gdzie wielotysięczne tłumy, nie mogąc zobaczyć ich z bliska, gromadziły się przed ekranami.
– Pan nie pozostawił nas sierotami – oznajmił uroczyście. – I w miejsce naszej poprzedniej władczyni daje nam oto dziś nową królową, Elenę. To z nią jest Pan i Jego święty anioł, który bronił jej na arenie jako swej własności.
Papież zrobił krótką przerwę, a tłum zaklaskał. Elena w tym czasie zerknęła w bok. Nieopodal niej stał Gaspar wraz z innymi strażnikami. Na tle eleganckich dostojników natychmiast rzucał się w oczy jego mizerny wygląd. Miał na sobie wciąż to samo ubranie, w którym go przywiązano na arenie. Koszulę miał podartą i zakrwawioną, włosy zmierzwione, twarz brudną. Wyglądał, jakby nie czuł się dobrze w tym bogatym otoczeniu. Patrzył na wprost trochę nieobecnym wzrokiem. Próbowała ściągnąć jego spojrzenie na siebie, ale on chyba tego nie zauważył.
– Oto dziś Bóg nawiedził swój lud i dał nam światłość, która poprowadzi nas w tym trudnym czasie – kontynuował papież. – Dał nam gwiazdę ze swego boskiego skarbca, aby była naszą przewodniczką. Zaufajmy Jego wyrokom. Zaufajmy jej, Elenie z Serca, która z woli Pana stoi tu dziś przed nami, odziana w majestat i piękno naszego Stworzyciela, Zbawiciela i Pocieszyciela.
Tłum ponownie zawiwatował. Elena zerknęła znów na Gaspara, który stał dwa metry dalej, ale on nadal patrzył przed siebie.
„Nie mogę się teraz rozpraszać” – pomyślała do siebie stanowczo. „Muszę się skupić. Zaraz zostanę królową i wiele rzeczy się zmieni. Będę miała nowe obowiązki, nowe życie, więc…”
Zatrzymała dłużej wzrok na Gasparze. Poczuła ukłucie w sercu. Nagle zrozumiała.
Bolesna prawda, która do tej pory zagłuszona była adrenaliną, strachem, zaskoczeniem i ekscytacją, teraz ujrzała światło dzienne. Ona zostanie królową i jej życie diametralnie się zmieni. Ale on nadal będzie tylko Gasparem, jej ochroniarzem…
Papież nadal coś mówił, ale jego głos już do niej nie dochodził. Poczuła, że ma łzy w oczach. Lud najwyraźniej wziął to za objaw wzruszenia i wielu spośród tłumu również zaczęło płakać. Inni machali jej chusteczkami, jakby na znak solidarności.
– A teraz w obliczu Boga i Jego świętej Matki, a także księcia wojska niebieskiego, świętego Michała Archanioła, przystąpimy do obrzędu koronacji. Wprowadźcie proroka Daniela! – zawołał gromko papież.
Wiele głów odwróciło się z ciekawością. Elena również podniosła głowę, zastanawiając się, kim jest ten prorok.
Po chwili na podwyższenie, na którym stali, wprowadzono chudego starca, ubranego w prostą, białą, lnianą szatę, przepasaną na biodrach brązowym sznurem. Prorok wyglądał na bardzo osłabionego. Kiedy podprowadzono go do pulpitu, na który zewsząd padały snopy reflektorów, zmrużył oczy, jak człowiek nieprzyzwyczajony do ostrego światła. Elena miała dziwne przeczucie, że musiał długo przebywać w ciemnościach.
Prorok oparł się żylastymi dłońmi o pulpit i spojrzał na Elenę. Papież dał jej znak ręką, aby podeszła, a ona zbliżyła się do niego na drżących nogach.
Spojrzała w oczy prorokowi i natychmiast spuściła wzrok. Nędzny starzec o siwej brodzie wyglądał może mizernie, ale miał w sobie ogromną siłę ducha, która onieśmielała ją i sprawiała, że czuła się przy nim mała jak dziewczynka.
– Uklęknij, niewiasto – nakazał jej.
Głos miał ostry jak brzytwa, surowy, mocny, taki, któremu nie śmiała się przeciwstawiać.
Padła na kolana i złożyła ze sobą dłonie jak do modlitwy. Czuła, że drży na całym ciele. Służący w tym czasie podał prorokowi jakieś podłużne naczynie, a on chwyciwszy je w dłoń, uniósł nad jej głową i zaczął deklamować:
_Pan mnie namaścił._
_Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,_
_by opatrywać rany serc złamanych,_
_by zapowiadać wyzwolenie jeńcom_
_i więźniom swobodę;_
_aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,_
_i dzień pomsty naszego Boga!_
Na te słowa wszyscy zgromadzeni, wierni i dostojnicy padli na kolana. Nawet strażnicy. Tylko prorok stał, z ręką wyciągniętą nad głową Eleny. Ona podniosła na niego wzrok.
– _Ufaj, córko!_ – zawołał do niej. – _Twoja wiara cię ocaliła!_
Przechylił owo podłużne naczynie i wylał jego zawartość wprost na czubek jej głowy. Oleista, pachnąca ciecz rozlała się po jej włosach i twarzy, spływając po policzkach jak ogromne łzy.
– _Oto bowiem odtąd zwać cię będą wszystkie narody błogosławioną_ – powiedział uroczyście, a cały lud odparł:
– Amen!
Na te słowa papież wstał i sięgnął po koronę leżącą na aksamitnej poduszeczce. Chwycił ją poprzez poły swojej szaty, tak jakby nie ośmielał się jej dotknąć gołymi dłońmi, po czym stanął nad Eleną.
– Ja, papież Boromeusz, koronuję ciebie, Eleno z Serca, na królową chrześcijan, królową Oczu Królowej i władczynię Górskiej Twierdzy oraz na zwierzchniczkę wszystkich wojsk chrześcijańskich i panią wszystkich dostojników.
Nachylił się nad nią, a ona zamknęła oczy. Poczuła, jak nakłada jej koronę na głowę. Od razu wyczuła jej ciężar. Trzymała się jednak prosto, nie chcąc nawet drgnąć, aby przypadkiem jej nie zrzucić. Otworzyła oczy. Szmer braw rozpoczął się od tłumu, gdzieś od pierwszych rzędów. Był jak delikatny powiew wiatru, będący pierwszym zwiastunem ogromnej burzy. I zaraz nawałnica rozpętała się. Tłum zaczął krzyczeć, wiwatować, skakać, tańczyć, płakać… Rozległy się fanfary, zagrzmiała muzyka z głośników, a z nieba poleciały złote serpentyny.
Gdy patrzyła na to wszystko, przypomniała sobie naraz uroczystości ku czci Kronosa. Tam także wszyscy reagowali tak emocjonalnie, z tym że teraz pierwszy raz poczuła, że ci ludzie są w tym autentyczni. Oni nie udawali. Oni naprawdę się cieszyli, że została ich królową.
Dostojnicy klaskali, klaskał także i Gaspar. Zerknęła na niego. Teraz patrzył wprost na nią. Widziała w jego oczach, że był bardzo wzruszony, chociaż starał się to ukrywać. Uśmiechnęła się do niego, a on skinął jej głową.
– _Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma i pójdź!_ – zawołał do niej prorok Daniel, wznosząc ręce ku górze.
Elena nie wiedziała, czy to kolejna metafora, czy rzeczywisty nakaz, ale na wszelki wypadek wstała powoli, przytrzymując w dłoniach rąbek złotej sukni.
Służący powstawali z kolan, a za nimi wstali wszyscy dostojnicy. Prorok Daniel tymczasem sięgnął po jakiś złoty przedmiot, który leżał na poduszce, tam, gdzie była korona, a którego z początku Elena nie dostrzegła. Był to krzyż z wyrzeźbioną na nim postacią Mężczyzny. Elena znała już tego Mężczyznę i wiedziała, kim On jest.
– _Król pragnie twojego piękna, oddaj Mu pokłon, On twoim Bogiem_ – powiedział dostojnie i stanowczo, podając jej krzyż do ucałowania.
Elena pocałowała stopę wyrzeźbionej Postaci, a za nią ucałował krzyż papież, prorok i wszyscy dostojnicy, z Janno i Gasparem włącznie.
– Królowo, teraz czas na twoje przemówienie – powiedział do niej jeden z dostojników, podając jej ekran.
Elena wzięła od niego ekran i stanęła przed pulpitem. Widziała stąd całe błonia i wszystkich zgromadzonych na nich wiernych, wpatrzonych w nią z uwielbieniem. Spojrzała w ekran, ale była tak roztrzęsiona, że nie była w stanie odczytać z niego ani słowa. Litery skakały jej przed oczami. Nie miała pojęcia, co zrobić. Brawa powoli zamierały, aż w końcu ucichły zupełnie i wszyscy czekali z napięciem na jej pierwsze słowo, na jej pierwszą odezwę do swojego ludu.
Elena oblizała usta, czując w gardle spiekotę. Spojrzała znów na ekran, a potem na wszystkich zgromadzonych. Wiedziała, że nie jest w stanie niczego przeczytać, nie jest w stanie się skupić, ani choćby zebrać myśli, aby cokolwiek z siebie wykrzesać. Sekundy mijały, a ona słyszała tylko jak mocno bije jej serce.
Zrezygnowana, położyła ekran na pulpicie. Nie, nie będzie udawać kogoś, kim nie jest. Nachyliła się do mikrofonów, wzięła głęboki oddech i powiedziała szczerze:
– Jestem tak wzruszona, że… nie wiem nawet, co powiedzieć.
Na te słowa rozległy się szalone brawa, okrzyki i kolejne wiwaty. Zrozumiała, że wypadło to lepiej, niż mogłaby sobie to zaplanować, więc postanowiła kontynuować to spontanicznie przemówienie.
– Dziękuję, że przyszliście tu wszyscy tak licznie na moją koronację – powiedziała. – Mam nadzieję… ufam, że będę dla was dobrą królową.
Kolejna fala braw popłynęła od najdalszych zakątków pałacowych błoni, aż do tarasu, z którego przemawiała.
– Myślę, że… że skoro Bóg mnie wybrał, to On wie, co robi – dodała.
I to było tyle. Skinęła im głową, ostrożnie, aby nie spadła jej korona i odeszła od pulpitu.
Jej słowa wywołały burzę oklasków. Zobaczyła łzy w oczach poddanych. Jej poddanych. Niektórzy głośno zaczęli odmawiać jakieś modlitwy.
– Dziękujemy za twoje ciepłe słowa płynące prosto z serca – powiedział papież, podchodząc do pulpitu, a jego głos rozniósł się echem po całych błoniach. – Jesteśmy wszyscy głęboko poruszeni twoją pokorą i prostotą. Wierzymy… a powiem więcej, jesteśmy pewni, że będziesz wspaniałą królową.
– Mam taką nadzieję – odparła.
Papież skłonił się przed nią głęboko i ucałował skraj jej szaty, a za nim podszedł do niej prorok Daniel i uczynił to samo. Po nich podchodzili do niej kolejno wszyscy dostojnicy i padali jej do stóp. Każdy z nich miał dla niej jakieś słowo, jakiś komplement, jakąś pochwałę, słowa pełne wiary i zapewnienie o swoim oddaniu. Elena przyjmowała ich wszystkich, kiwając im głową.
Na końcu podszedł do niej Gaspar, jako ostatni z grona strażników. Tak jak inni upadł do jej stóp i ucałował skraj jej płaszcza.
– Jestem twoim sługą, moja królowo – powiedział uroczyście.
Zachował się tak, jak poprzedni strażnicy, użył nawet tego samego zwrotu. Tylko jego oczy były inne. Jego spojrzenie obejmowało ją, wyrywało się do niej, chociaż ukrywał je, jakby obawiał się, że ktoś może zauważyć, jak wielkie uczucia ona w nim wzbudza.
Kiedy wszyscy skończyli jej się kłaniać, lud zaintonował piękną pieśń. Dołączyli zaraz do nich dostojnicy z papieżem na czele.
_Stoi Królowa po Twojej prawicy!_
_Tron Twój, Boże, trwa na wieki,_
_berłem sprawiedliwym berło Twego królestwa._
_Córki królewskie wychodzą na spotkanie z Tobą,_
_królowa w złocie z Ofiru stoi po Twojej prawicy._
_Stoi Królowa po Twojej prawicy!_
_Posłuchaj, córko, spójrz i nakłoń ucha,_
_zapomnij o swym ludzie, o domu twego ojca._
_Król pragnie twego piękna,_
_on twoim panem, oddaj mu pokłon._
_Stoi Królowa po Twojej prawicy!_
_Córa królewska wchodzi pełna chwały,_
_odziana w złotogłów._
_W szacie wzorzystej prowadzą ją do króla,_
_za nią prowadzą do ciebie dziewice, jej druhny._
_Stoi Królowa po Twojej prawicy!_
Elena słuchała tej pieśni, obserwując jak tłum kiwa się to w prawo, to w lewo, w rytm spokojnej melodii. Serce biło jej mocno. Widząc rozradowane twarze ludzi wołających jej imię, sama poczuła jak radość rozpiera jej wnętrze. Tak, chciała być ich królową. Skoro Bóg tego chciał, to znaczy, że było to dobre, bardzo dobre.